Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
MENU:
czwartek, 19 lipca 2018

Marcus Smart i Boston Celtics dogadali się w sprawie czteroletniego kontraktu o wartości $52 mln.

24-latek grał w ubiegłym sezonie na poziomie 10.2 punktu, 3.5 zbiórki, 4.8 asysty oraz 1.3 przechwytu. 

Gdyby strony nie doszły do porozumienia, Smart jako zastrzeżony wolny agent, przyjąłby kwalifikowaną ofertę na nadchodzące rozgrywki ($6 mln) i latem 2019 roku negocjowałby z Celtics i innymi klubami, jako całkowicie wolny agent.

Ubiegłego lata Celtics i Smart nie doszli do porozumienia w sprawie przedłużenia umowy. Happy Walters, agent zawodnika, powiedział wtedy słynne słowa, że impas w negocjacjach będzie latem 2018 roku dużo kosztował klub z Bostonu. Walters zasugerował także, że skoro Celtowie obawiają się płacenia podatku od luksusu, to może warto było wcześniej przyjrzeć się kontraktom Haywarda i Horforda, gdy były konstruowane. Mówiąc delikatnie, to nie było eleganckie. Na negocjacyjnym stole leżał podobno czteroletni kontrakt warty ponad $40 mln.

Przed rozpoczęciem tegorocznej wolnej agentury, Smart wyznał w jednym z wywiadów, że jest warty więcej, niż 12-14 milionów za rok gry. Z racji tego, że był zastrzeżonym wolnym agentem, Celtom nie spieszył się do proponowania mu kontraktu. Zresztą on sam liczył, że rynek wywinduje jego cenę i postawi Boston przed faktem dokonanym - wyrównać ewentualną ofertę, czy nie. Minęło prawie 20 dni wolnej agentury, nikt konkretny nie zadzwonił z propozycją. 

Dlaczego to przypominam?

Chciałbym, żebyście mieli w świadomości, że NBA to biznes, który rozgrywa się na wielu płaszczyznach. Kibice zazwyczaj myślą głównie o tym, co na parkiecie. Może i dobrze. Ale trzeba też wiedzieć, że poniżej parkietu, świateł i pięknych hal, bywa mrocznie i brudno.

Ten sam Happy Walters, reprezentował rok temu interesy Nerlendsa Noela. Mavs, już pierwszego dnia wolnej agentury, zaproponowali mu czteroletni kontrakt o wartości $70 mln. Noel i jego agent odrzucili ofertę. Mark Cuban w końcu zabrał ją ze stołu a Noel ostatecznie wylądował z rocznym kontraktem wartym $4 mln. Tego lata związał się z Oklahomą, rocznym kontraktem za minimum. Czyli jakby nie liczyć, to było jak wziąć 30 baniek, polać benzyną i podpalić. Pan Walters nie reprezentuje już interesów Noela. 

Rok temu, po czterech latach w Detroit, Kentavious Caldwell-Pope dostał od Pistons ofertę pięcioletniego kontraktu o wartości $80 mln. On i jego agent stwierdzili, że nie jest to nawet blisko sumy, której oni szukali. Max deal dla KCP wynosił wtedy około $106 mln. Ostatecznie, pan Caldwell-Pope wylądował w Lakers z jednoroczną umową za $17.7 mln. Tego lata zgodził się zostać w L.A. na mocy rocznego kontraktu za $12 mln. Czyli $30 mln w dwa lata. Zostaje jeszcze 50 milionów w trzy lata, żeby wyrównać to, co oferowali Pistons. Nie jest to niemożliwe, ale każda kontuzja, mocno obniży wartość rynkową KCP. No i powiedzmy sobie szczerze - kim jest Kentavious Caldwell-Pope, żeby pozwolić sobie na odrzucenie tamtych 80 milionów? Jego agentem jest Rich Paul, który reprezentuje także interesy m.in. LeBrona. Ale bycie agentem LeBrona, to inna bajka. Jego interesy mógłby reprezentować mój chomik, którego nie mam, ale jakbym miał, to z takim skutkiem wychodziłby z negocjacyjnych rozmów, jak pan Paul. Z maksymalnym kontraktem, oczywiście. Gdy ma się w swojej stajni graczy z top 10 ligi, wtedy można udawać cwaniaka, prężyć mięśnie i grać wielkiego stratega. Rozmowy zwykle dotyczną długości trwania umowy, nie kwot, które są maksymalne. Ale i tak, to gracz dyktuje warunki. Kunszt agenta można poznać po tym, jak negocjuje dla swoich klientów średniej i niskiej klasy. A przecież takich jest najwięcej w (każdej) lidze.   

18:02, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lipca 2018

San Antonio Spurs i Toronto Raptors dogadali się co do szczegóły wymiany, na mocy której Kawhi Leonard i Danny Green (oraz $5 mln w gotówce) przeniosą się do Kanady. W przeciwnym kierunku powędruje DeMar Derozan, Jakob Poeltl oraz chroniony w top20 wybór w przyszłorocznym drafcie. Wybór ten po roku zamienia się w dwa wybory w II rundzie.

Leonard będzie uprawniony do podpisania z Toronto pięcioletniego kontraktu wartego $190 mln. Jeśli zdecyduje się odejść, każdy inny klub będzie mógł zaoferować mu czteroletnią umowę wartą $140 mln.

DeRozan ma jeszcze trzy lata w kontrakcie (z opcją na rozgrywki 2020-21). W każdym z sezonów zarobi po $27.7 mln.

Co o tym myślę?

Dla San Antonio:

Świetny ruch. Żaden inny klub nie oferował im tego, co płynnie pozwalałoby im zostać w grze. 28-letni DeRozan to właśnie gwarantuje. Ten skład San Antonio raczej nie będzie bić się o tytuł, ale w dalszym ciągu pozostanie silną i groźną ekipą na play-offy. Zarówno Lakers, jak i 76ers, jak i Celtics oferowali (podobno) młodych zawodników, ale każdy z nich był czy raczej jest melodią przyszłości. Mogą, ale wcale nie muszą rozwinąć się do statusu gwiazd. Jeśli już Spurs musieli stracić swojego All-Stara, to zapewnili sobie tak miękkie lądowanie, jak to tylko było możliwe. Spurs bez Kawhi'ego (zagrał tylko 9 meczów) wygrali 47 spotkań w ubiegłym sezonie. Dołączyć DeRozana do tej ekipy, to jakby dodać kolejnego gracza formatu All-Star do drużyny, która i tak była szyta ma miarę 50 wygranych. To jest coś. Jakob Poeltl, 22-letni Austriak, to zawodnik, jakich Spurs lubią - myślący i ciężko pracujący. Niecałe 7 punktów i niecałe 5 zbiórek w ograniczonej roli w Toronto, mogą moim zdaniem, być podwojone w nowej ekipie. Jeśli dostanie szansę, a spodziewam się, że dostanie. W ogóle uważam, że Poeltl może być starterem w tej lidze na długie lata. Może nie gwiazdą, ale solidnym starterem na 12-14 punktów i 8-11 zbiórek.

W idealnym świecie Kawhi Leonard jest zdrowy i zadowolony z bycia w San Antonio. Ale świat idealny nie jest. Z finansowego punktu widzenia, nie podpisanie Leonarda na mocy supermax dealu, to też pozytyw dla Spurs. Nadal nie wiadomo, co z jego nogą. Nadal przy jego zdrowiu jest cała masa znaków zapytania. A jeśli najlepszy basket, z przyczyn czysto zdrowotnych, jest już za Leonardem? $219 mln zamrożonych w pięcioletnim kontrakcie, to byłby duży problem dla Spurs, którzy chcieliby później otaczać swoją gwiazdę wartościowymi pomocnikami. Kto chciałby przyjść do Teksasu do sytuacji, w której Kawhi, z jednej strony, być może zagra sezon na miarę MVP, a drugiej, może będzie musiał opuścić połowę rozgrywek z powodu problematycznego uda? DeRozan ma jeszcze trzy lata w kontrakcie (z opcją na rozgrywki 2020-21). W każdym z sezonów zarobi po $27.7 mln. Zdrowy All-Star tyle właśnie kosztuje dziś w NBA. 

Dla Toronto:

Masai Ujiri wiele ryzykuje, ale też wiele może wygrać. Zdrowy Leonard, to gracz top3 ligi. Zabójca w obronie na cztery pozycje. W ataku świetny, a z roku na rok, coraz lepszy. Ryzyko dla Toronto leży na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze Leonard zwyczajnie może nie być zdrowy. Problemy z udem, to może być, co będzie się już za nim ciągnąć przez resztę jego kariery. Przypomnę, że Kawhi nie gra w koszykówkę od stycznia i nadal nie jest zdolny do gry. Od play-offów 2017 roku, wystąpił tylko w dziewięciu meczach. To jest wielka niewiadoma i wielki ból głowy dla Ujiri'ego. W końcu mówimy o 27-latku, który teoretycznie powinien być jeszcze przed swoim fizycznym prime. Druga płaszczyzna, to okoliczności. Leonardowi, który podobno bardzo chciał odejść do Los Angeles, życie w Kanadzie, może zwyczajnie się nie spodobać. Klub może przez rok stawać na głowie, a na koniec, może i tak się okazać, że cała ta wymiana, to było tylko roczne wypożyczenie. Ale nie musi tak być. Przykład Paula George'a, którzy jeszcze w czasach Indiany, łączony był z Lakers, pokazuje, że mając do dyspozycji rok, można wiele zdziałać. Rok kampanii pod hasłem "pokażemy Ci, jak bardzo profesjonalna jest nasza organizacja, jak bardzo chcemy wygrywać", to jest coś, czego wartość jest nieoceniona. Żadne spotkanie w czasie wakacji, żadna multimedialna prezentacja, nie mogą się z czymś takim równać.

Raptors z DeRozanem i Lowry'm za sterami dobili do swojego sufitu. Można było odnieść wrażenie, że z tymi liderami, ta ekipa, najzwyczajniej w świecie, pewnego poziomu nie przeskoczy. Może ta górka, to był tylko i aż LeBron James, ale tego już się nie dowiemy. Na horyzoncie Wschodu urośli nam Celtics i 76ers. Raptors, przynajmniej na papierze, zrobili automatycznie krok do tyły. Zrobiliby, gdyby nie Ujiri. Menadżer Raps zrozumiał, że być może ocierał się już o stan, kiedy stabilizacja zmienia się w stagnację. Zagrał ostro. Czas pokaże, czy wygrał. Patrząc na pakiet, który musiał dołączyć do wymiany, to też należą mu się słowa uznania. OG Anunoby, Pascal Siakam i Delon Wright są cały czas w Toronto. To wielki negocjacyjny plus.

W Toronto kończy się pewna era. DeMar Derozan pomógł drużynie wyjść z kryzysu. Stał się jej twarzą. Stopniowo rósł z nią aż do statusu ekipy, która stała się elitą Wschodu. "I'm Toronto" - mówił DeRozan i chyba nie przesadzał. Jego rodzina zadomowiła się w tej części Kanady a on sam mocno zżył się z tym środowiskiem. NBA przypomina jednak na każdym kroku, że na koniec jest to biznes. Czasem zimny, brudny i brutalny. DeRozan podobno spotkał się tydzień temu w Las Vegas z ludźmi z Raptors i dostał słowo, że nie zostanie wytransferowany. Tak, jak gracze i trenerzy rozliczani i stale oceniani są za swoją grę, za swoje decyzje, tak też menadżerowie działają pod stałą presją, której na co dzień nie widać, o której nie mówi się cały czas. Masai Ujiri znalazł się w miejscu, w którym uznał, że zobaczył już szczyt możliwości tej drużyny, w takim, a nie innym składzie. Najpierw wymienił trenera. Teraz czas przyszedł na jednego z liderów. Gdybym był nim, dałbym temu projektowi jeszcze jeden rok i zobaczył, jak wygląda rzeczywistość w postlebronowskim Wschodzie. Ale to tylko ja z pozycji kanapy, czasem z szatni Raptors.

Myśl na koniec: Ta inicjatywa musiała wyjść od Spurs. Wierzę w to, że Ujiri nie kłamał, gdy zapewniał DeRozana, że nie planuje go sprzedać. Ale na horyzoncie pojawiło się coś, czego Ujiri jako menadżer, nie mógł zostawić. Mimo, że Ujiri jako człowiek, mógł czuć się z tym źle. Spurs trafili na podatny grunt, bo Raps w takich okolicznościach, nie byliby już pierwszą siłą Wschodu z automatu. To musiało podziałać na wyobraźnię ludzi z Kanady. Ryzyko jest duże, ale nagroda może być jeszcze większa. To musiało wyjść od Spurs, bo dostawaliśmy kontrolowane przecieki o tych rozmowach. Dlaczego? Żeby Lakers, 76ers, Celtics i ktokolwiek jeszcze, usłyszeli i poczuli palący się grunt i tykający zegar. Spurs rozmawiają równolegle na kanadyjskim froncie i nie zawahają się go użyć. To, w teorii, mogło podbić na koniec negocjacyjną wartość Leonarda. W grę wszedł tylko jeden pick w drafcie i tylko Jakob Poeltl (teoretycznie każdy z jego młodych kolegów, których wymieniłem wcześniej, jest notowany wyżej). Tak mi to wygląda.    

W Podcaście Specjalnym mówimy o tym samym:


12:11, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 lipca 2018

Sezon 1992-93 należał do Michaela Jordana...i Charlesa Barkley'a. Po ośmiu latach w Filadelfii, Barkley przeniósł się na Zachód. Suns, po dwóch awansach do Finałów Konferencji w latach 1989 i 1990, przez dwa kolejne lata nie mogli przebić się przez drugą rundę. Potrzebowali kogoś, kto wyniósłby ich na poziom wyżej. Tym kim okazał się Sir Charles. Jemu też sprzykrzyło się kończenie play-offów na pierwszej czy drugiej rundzie, lub nawet oglądanie ich w telewizji. Po ośmiu latach w Filadelfii, po sezonie w którym 76ers wygrali tylko 35 meczów, C.B. poprosił o transfer. Już był jedną nogą w Lakers, kiedy Sixer odwołali deal i ostatecznie wysłali go do Suns za Jeffa Hornacka, Tima Perry'ego i Andrew Langa. Filozofia gry coacha Paula Westphala od razu przypadła Barley'owi do gustu. Średnie na poziomie 25.6 punktu, 12.2 zbiórki, 5.1 asysty, 1.6 przechwytu oraz 1 bloku a do tego 62 wygrane Suns w rundzie zasadniczej dały mu MVP sezonu. Jego jedyne w karierze.

Suns w pierwszej rundzie pokonali Lakers 3:2. W drugie w sześciu meczach uporali się ze Spurs (C.B. trafił rzut na miarę zwycięstwa w serii). O prawo gry o mistrzowski tytuł przeciwko Chicago Bulls Michaela Jordana, przyszło im zetrzeć się w siedmiu meczach ze Seattle SuperSonic prowadzonymi przez Shawna Kempa i Gary'ego Paytona. To była świetna seria, której wisienką na torcie było starcie numer siedem. Żadna z ekip w tej serii, nie wygrała dwóch meczów z rzędu. To było jak bokserski pojedynek wagi superciężkiej. Ktoś musiał to wygrać. Ktoś musiał to przegrać.

Mecz numer siedem był popisem talentu, pasji, determinacji, siły i atletyzmu Charlesa Barkley'a. 44 punkty (12/20 z gry), 24 zbiórki, 1 asysta, 1 blok, 1 przechwyt, tylko 1 strata w 46 minut gry.

Skoro jesteśmy przy Barkley'u to taka mala refleksja. Żal mi dziś patrzeć na niego w studiu TNT. Nie dlatego, że ma nadwagę i strzela czasem gafy. Żal mi go dlatego, że za każdym razem w dyskusji z Shaq'iem czy Kenny Smithem, gdy któremuś z nich brakuje argumentów, to na końcu zawsze pada argument, że Barkley nie zdobył mistrzostwa. A ...uj z tym mistrzostwem! Gdyby ktoś powiedział mi 20 lat temu, że ciepły, misiowaty Chuck (w nadwagę akurat byłbym w stanie uwierzyć), będzie regularnie kasowany w dyskusji przez Kenny'ego Smitha, to nigdy bym nie uwierzył. Bo kto to jest Kenny Smith?! Nikt więcej, niż średniej klasy zawodnik, który miał szczęście być w dwóch mistrzowskich ekipach Hakeema Olajuwona. Tylko tyle. To tak, jakby dziś ktoś Ci powiedział, że za 15-20 lat ciepły, misiowaty Russell Westbrook, będzie regularnie regularnie kasowany w dyskusji przez... no dajmy na to Mike'a Millera.

Charles Barkley był Russellem Westbrookiem przed Russellem Westbrookiem! Przez wiele lat ścisłą elitą NBA. Chuck na boisku nie brał jeńców. Zamęczał obręcze, nie miał przyjaciół. Do gry podchodził z nastawieniem "ja kontra świat." I to było coś! Mistrzostwa nie zdobył, ale co z tego? Nie zdobył go, jak wielu innych znakomitych koszykarzy przed nim i po nim. 

Skrót siódmego meczu Suns-Sonics

Cały mecz tutaj

23:53, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 lipca 2018

Kilka ciekawych podpisów, decyzji i transferów w ostatnich dniach. Może nic spektakularnego, ale na pewno interesującego.

- Jabari Parker, po czterech latach w Milwaukee, przenosi się do rodzinnego Chicago. 23-latek zgodził się podpisać z Bulls dwuletni kontrakt warty $40 mln. Drugi rok umowy jest opcją klubu. Kilkanaście godzin wcześniej, Bucks zrzekli się praw do swojego skrzydłowego, czyniąc go całkowicie wolnym agentem. Bucks poszli na rękę swojemu, byłemu już, zawodnikowi tym ruchem. Gdyby Parker był zastrzeżonym wolnym agentem, Bulls musieliby zaproponować mu umowę dłużą, niż dwuletnia. 1+1 to było coś, co obu stronom się opłaca i niesie za sobą mniejsze ryzyko. Parker ma za sobą dwie operacje więzadła krzyżowego przedniego w lewym kolanie. Bulls, którzy i tak gdzieś muszą wydać pieniądze, by "zapchać" wymagany dolny próg salary nie ryzykują aż tak dużo. Parker, gdy zdrowy, jest niesamowitym talentem. Jeśli coś nie wypali, obie strony będą mogło pożegnać się za rok.

- Bulls zdecydowali się zwolnić 29-letniego Julyana Stone'a i 24-letniego Paula Zipsera. 

- Isaiah Thomas zgodził się podpisać roczny kontrakt o wartości $2 mln z Denver Nuggets.

- Brooklyn Nets zdecydowali się wytransferować Jeremy'ego Lina do Atlanty Hawks. Jastrzębie wyślą w zamian wybór w II rundzie draftu 2020 roku. Nets wyślą też do Atlanty wybór w II rundzie draftu 2025 roku oraz do wymieniania się wyborami w II rundzie draftu 2023 roku. Dla Nets to oszczędność $12.5 mln w schodzącym kontrakcie 29-letniego Lina.

- Nets i Nuggets dogadali się co do szczegółów następującego transferu: Kenneth Faried, Darrell Arthur, chroniony (1-12) wybór w I rundzie draftu 2019 oraz wybór w II rundzie któregoś z z draftów powędrują na Brooklyn. Do Denver z kolei powędruje Isaiah Whitehead. Dla Nuggets jest to ruch, który pomoże im zaoszczędzić pieniądze. Dzięki temu transferowi, w klubowej kasie ekipy z Kolorado zostaną $43 mln. Nuggets mają teraz 14 zakontraktowanych zawodników i są obecnie ok $8.7 mln poniżej progu podatku od luksus.

- Wayne Ellington zostaje na kolejny rok w Miami. Strony porozumiał się w sprawie rocznej umowy o wartości $6.3 mln. Z racji tego, że umowa jest tylko roczna, oraz z racji tego, że 30-latek nabył praw Birda, każdy transfer z jego udziałem, będzie musiał być wcześniej przez niego zatwierdzony.

- Jonas Jerebko związał się rocznym kontraktem o wartości $2.2 mln z Golden State Warriors. 31-letni Szwed został wcześniej zwolniony przez Utah Jazz.

- Channing Frye wraca do Cleveland na mocy rocznej umowy wartej $2.4 mln. 35-latek został oddany z Cavs do Lakers w lutym tego roku. 

- Bulls zwolnili Seana Kilpatricka. 28-latek bronił barw czterech klubów w tym sezonie. Rozgrywki zaczął w Nets, potem trafił do Bucks. Niecałe trzy tygodnie w marcu był w Clippers by na koniec znaleźć się w Bulls.

- James Ennis i Houston Rockets porozumieli się w sprawie dwuletniej umowy. Drugi rok kontraktu jest opcją zawodnika. 28-latek podzielił ostatni sezon między Memphis i Detroit. 

- Bryn Forbes zostaje na kolejne dwa lata w San Antonio. Strony dogadały się w sprawie dwuletniej umowy. 24-latek ma za sobą dwa sezony w barwach Spurs.

- Shabazz Napier zgodził się podpisać dwuletni kontrakt z Brooklyn Nets. Drugi rok umowy jest opcją klubu. 27-latek spędził ostatnie dwa sezony w Portland. W minionym sezonie był dość ważnym punktem rotacji Blazers. Grał po 20 minut na mecz i produkował ponad 8 punktów, 2 zbiórki, 2 asysty i 1 przechwyt.

- Jimmy Butler oficjalnie poinformował, że nie przedłuży tego lata kontraktu z Wolves. Czy to oznacza, że dni Jimmy'ego w Minnesocie są policzone? Może. Ale ten ruch był czysto biznesowy. W te wakacje, 28-letni Butler był uprawniony do podpisania czteroletniego kontraktu o wartości $110 mln. Za rok będzie mógł związać się z Wolves pięcioletnią umową o wartości $190 mln, lub czteroletnią, z jakimkolwiek innym klubem, wartą $141 mln.

NEWS:

Lonzo Ball przeszedł artroskopową operację lewego kolana. Zabieg dotyczył uszkodzonej łąkotki. Lakers spodziewają się, że ich 20-letni rozgrywający, będzie w 100% gotowy do gry przed rozpoczęciem obozów treningowych. 

22:08, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lipca 2018

Prognozuję najbliższą i trochę dalszą przyszłość w NBA. Dlaczego? Bo mogę. Aha, jakby ktoś chciał bardzo się napinać na któryś z tych punktów, to nie polecam. To znaczy, nikomu nie bronię, ale sam za bardzo się nie napinam. Ale jak chcesz.

 

- Kevin Durant odejdzie z Warriors po sezonie 2018-19.

- Luke Walton nie będzie trenerem Lakers maksymalnie do wakacji 2020. 

- Jayson Tatum nie zagra w Meczu Gwiazd 2019.

- Warriors nie wygrają więcej, niż 65 meczów w najbliższym sezonie.

- Ktoś z pary John Wall-Bradley Beal opuści Wizards maksymalnie do wakacji 2020.

- Jonas Valanciunas odejdzie z Raptors w trakcie tego sezonu.

- Kawhi Leonard zagra w maksymalnie 64 meczach w nadchodzących rozgrywkach.

- Thunder wygrają przynajmniej 55 meczów w sezonie regularnym 2018-19. Paul George będzie w top 3 w głosowaniu na MVP.

- Draymond Green przeniesie się do któregoś z klubów na Wschodzie maksymalnie do 2021 roku.

- Tristan Thomspon przenie się do Lakers maksymalnie za dwa lata.

- Drużyna ze Wschodu będzie mistrzem NBA maksymalnie do 2021 roku.

- NBA nie zrezygnuje z podziału na Konferencje przynajmniej do 2022 roku.

- NBA nie powiększy się o kolejny klub oraz żaden klub nie zmieni lokalizacji przynajmniej do 2023 roku.

- Kolejny Fin trafi do NBA maksymalnie do roku 2021.

- Kolejny Szwed trafi do NBA maksymalnie do roku 2022.

- Chris Paul nie wypełni swojego czteroletniego kontraktu w Houston.

20:14, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 lipca 2018

W niedzielę, w finale Mundialu, spotkają się ze sobą Francja i Chorwacja. W związku z awansem Chorwatów, postanowiłem wczoraj wybrać najlepszą piątkę Chorwatów, spośród przeszło dwudziestu, którzy w na przestrzeni lat przewinęli się przez NBA. Dziś robię to samo z Francuzami. Z nimi jest trochę trudniej, bo trójkolorowi, dostarczyli na parkiety NBA wiele talentu, w liczbie podchodzącej pod trzydziestkę. Dlatego też, poza pierwszą piątką, wybieram dodatkowo zmienników. Oto oni:

C: Rudy Gobert - To nie był łatwy wybór. Zastanawiałem się między nim a...Joakimem Noah. Poważnie. Ale o Jo będzie dalej. Najlepszy obrońca tego sezonu, All-NBA Second Team, brązowy medalista Mistrzostw Świata z Hiszpanii oraz brązowy medalista EuroBasketu 2015. Ma dopiero 26 lat, więc można założyć, że przed nim jeszcze wiele dobrego basketu, usianego nagrodami i wyróżnieniami. Double-double za ostatnie dwa sezony. Przynajmniej 2.2 bloku za ostatnie cztery sezony. Przynajmniej dziesięć zbiórek za ostatnie trzy sezony. Rudy zmienia grę Jazz, sprawia, że ich defensywa jest w ścisłej elicie ligi.  

PF: Boris Diaw - Francuski LeBron. Oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji. Boiskowy inteligent, którego zawsze przyjemnie mi się oglądało. Na przestrzeni swojej kariery w NBA, grał lub grywał na wszystkich pięciu pozycjach. Jeśli o LeBronie mowa, to Diaw robił świetną pracę kryjąc go, podczas Finałów 2014 roku. Diaw był w tamtej serii drugim zbierającym i pierwszym podającym Spurs. Złoty medalista EuroBasketu 2013, srebrny w 2011. Brązowy w 2015 i 2005. Wreszcie brązowy medalista Mistrzostw Świata z Hiszpanii.    

SF: Nicolas Batum - Nie patrz na niego przez pryzmat jego wielkiego kontraktu. To było szalone lato 2016. Batum to taka trochę chudsza, bardziej atletyczna wersja Diawa. W ostatnich sześciu latach nie schodzi poniżej 4.8 zbiórki, 4.8 asysty, 80% z linii. Tylko raz w tym czasie nie zdobywał przynajmniej 11 punktów na mecz. Ma 29 lat a już 10 sezonów za sobą w NBA. W Portland lubił i potrafił siarczyście zadunkować. Ostatnio w Charlotte gnębią go różne kontuzje. Ale nadal to bardzo dobry koszykarz. 

SG: Evan Fournier - Myślałem tutaj o Nando De Colo, trochę też o Mickaelu Gelabale. Ale przecież Fournier ma już na koncie więcej meczów w NBA, niż oni dwaj razem wzięci. Dwucyfrowa średnia punktów za cztery ostatnie sezony, w tym dwa ostatnie na poziomie ponad 17.  

SG: Tony Parker - Tutaj chyba nie trzeba nic dodawać. Czterokrotny mistrz NBA, MVP Finałów 2007 roku. Sześć razy wybierany do Meczów Gwiazd. Koszykarz roku FIBA (2013, 2014), najlepszy strzelec EuroBasketu (2011, 2013). Złoty medalista EuroBasketu 2013, srebrny w 2011. Brązowy w 2015 i 2005. Jego koszulka z #9 kiedyś zawiśnie pod dachem hali w San Antonio.

 

Z ławki:

Nando De Colo - W NBA zagrał tylko dwa sezony, więc nie mógł trafić do mojego wyjściowego składu. Ale przecież Nando, to świetny zawodnik. Mistrz, najlepszy strzelec i MVP Euroligi z 2016 roku. Szkoda, że nie utrzymał się w Spurs a potem w Raptors. 

Joakim Noah - Noah mocno się zakurzył na ławce Knicks. A w zasadzie, to nawet poza ławką, poza składem. Trzeba jednak pamiętać, że był taki okres w jego karierze, w sumie nie tak dawno temu, kiedy był jednym z najlepszych zawodników w NBA. Naprawdę! Przez cztery lata w Bulls, grał na poziomie double-double. W rozgrywkach 2013-14 został wybrany Obrońcą Roku, znalazł się w All-NBA First Team, zagrał w Meczu Gwiazd a w głosowaniu na MVP sezonu był czwarty! Jego średnie z tamtych rozgrywek to 12.6 punktu, 11. 3 zbiórki, 5.4 asysty, 1.5 bloku oraz 1.2 przechwytu. Latem tego samego roku przeszedł operację lewego kolana i wszystko się posypało. W kolejnym sezonie zagrał w 67 meczach, w następnym już tylko w 29. Do kolana, doszedł bark. Już w barwach Knicks, przeszedł kolejną operację lewego kolana. Noah to dwukrotny All-Star, dwa razy w najlepszych piątkach obrońców, dwukrotny mistrz NCAA, srebrny medalista z EuroBasketu 2011.

Ronny Turiaf -Mistrz NBA z Heat z 2012 roku. Dobra dusza w szatni. W szafie ma koszulki siedmiu klubów NBA (Lakers, Warriors, Knicks, Heat, Wizards, Clippers, Wolves). Zniknął z NBA w 2014 roku, kiedy wysocy zaczęli rzucać i trafiać trójki. Ronny tego nie robił (0/7 za całą karierę), ale za to był, lub raczej bywał pożyteczny w składach, które reprezentował.

Rodrigue Beaubois -Jeśli go nie pamiętacie, to Wam przypomnę. Jeśli o nim nie słyszeliście, to posłuchajcie. Plotka głosi, że dla koszykówki odkrył go Mickael Pietrus, podczas jakiegoś koszykarskiego turnieju na Gwadelupie, skąd pochodził. Ściągnął go do Francji. Beaubois przez trzy lata grał w Cholet Basket, między innymi z Nando De Colo. W NBA pojawił się w 2009 roku. Po całkiem niezłym debiutanckim sezonie, Mavs szykowali się zwiększyć jego rolę w rotacji. Niestety latem 2010, trenując z reprezentacją Francji, złamał lewą stopę. Do gry wrócił dopiero w lutym 2011 roku. Tuż przed rozpoczęciem play-offs skręcił lewą kostkę. Do gry już nie wrócił w tych rozgrywkach, a był to mistrzowski run Mavs przeciwko Heat z LeBronem, Wade'em i Boshem. Po zakończeniu sezonu, Beaubois przeszedł kolejną operację problematycznej lewej stopy. Wydawało się, że rozgrywki 2011-12 będą przełomowe w jego karierze, że problemy ze zdrowiem są już za nim. Niby były, ale oczekiwany skok jakościowy w jego grze nie nastąpił. Było widać, że dwie operacje odcisnęły piętno ja jego ciele, ale także i psychice. W końcówce sezonu 2013-14 złamał lewą rękę. Do NBA już nigdy nie wrócił. W 2016 roku dostał zaproszenie do powrotu do Dallas, ale odmówił. Miał już 28 lat i ustabilizowaną pozycję w Europie. Ostatnie trzy lata spędził w Baskonii, w Hiszpanii. Od nowego sezonu, będzie bronił barwa tureckiego Anadolu Efes Stambuł.


Mickael Pietrus - Nie bez przyczyny mówiono na niego "Air France", "Euro (Michael) Jordan" lub "Puma". W pierwszych latach swojej kariery, latał nad obręczami. Później wypracował dość przyzwoity rzut za trzy punkty. W grudniu 2010 razem z Vince'em Carterem i Marcinem Gortatem, trafili razem z Orlando do Phoenix.

 

23:57, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
środa, 11 lipca 2018

Jeśli oglądacie Mundial, to wiecie, że Chorwacja pokonała dziś w półfinale Anglię (2:1, po dogrywce) i w niedzielę zmierzy się z Francją z Finale. W związku z tym, postanowiłem wybrać najlepszą piątkę Chorwatów, spośród przeszło dwudziestu, którzy w na przestrzeni lat przewinęli się przez NBA. Oto oni:

C: Dino Radja - Po dwukrotnym wygraniu Euroligi (pod inną nazwą) w 1988 i 1989 roku, po zgarnięciu MVP tych rozgrywek w 1998 roku z legendarną Jugoplastiką, Dino przeniósł się na trzy lata do Rzymu. Stamtąd trafił do Boston Celtics, którzy mieli go na oku już od ładnych paru lat. Nawet wybrali go w drafcie roku 1989. Radja spędził w NBA cztery sezony, wszystkie w Bostonie. Celitcs byli wtedy słabi. Wygrali tylko 32, 35 i 33 mecze a w ostatnim roku Dino, mocno zatankowali z nadzieją wybrania w drafcie 1997 roku Tima Duncana. 15 wygranych nie starczyło na jedynkę w drafcie. Spurs zgarnęli Duncana a Celtics musieli zadowolić się Chauncey'em Billupsem, który zagrał dla nich tylko część sezonu debiutanckiego (został wytransferowany do Toronto) i był dopiero namiastką samego siebie z Detroit i Denver. Radja w swoim najlepszym sezonie grał na poziomie 19.7 punktu, 9.8 zbiórek, 1.6 asysty oraz 1.5 bloku  

PF:Toni Kukoc - Trzykrotny mistrz NBA z Bulls, trzykrotny mistrz Euroligi, cudowne dziecko europejskiej koszykówki. Gdyby trafił do NBA przynajmniej 10 później, jego kariera mogłaby wyglądać, jak kariera Dirka Nowitzkiego. W small-ballu byłby niszczycielem. Phil Jackson miał momenty, kiedy eksperymentował z nim na środku, ale lata 90', to nie był klimat na tego typu granie. W obecnej koszykówce, to by było coś! Gość z 208 cm wzrostu, z rzutem, kozłem, minięciem, niesamowitym przeglądem boiska i wielkim IQ. 

SF: Bojan Bogdanovic - Bojan jaki jest, sami widzicie. Po trzech latach w Nets i Wizards, znalazł spokój i stabilizację w Pacers. Koszykarski stan Indiana bardzo mu posłużył. 14 punktów na mecz, 40% zza łuku. Przed nim jeszcze ładnych parę lat dobrego basketu.

SG: Drazen Petrovic - Człowiek, który mentalnie idealnie pasował do NBA. W swoim ostatnim sezonie w NBA, zaledwie czwartym ogółem, zagrał na poziomie 22.3 punktu, 3.5 asysty, 2.7 zbiórki oraz 1.3 przechwytu. Trafiał z gry 51.8% swoich rzutów (44.9% zza łuku oraz 87% z linii rzutów wolnych). Został wybrany do All-NBA 3rd Team. W rozgrywkach międzynarodowych zdążył sięgnąć po: Mistrzostwo Świata (1990), Mistrzostwo Europy (1989), Wicemistrzostwo Olimpijskie (1988, 1992), brąz Mistrzostw Świata (1986), Igrzysk Olimpijskich (1984), Mistrzostw Europy (1987). Więcej o nim TUTAJ

SG: Gordan Giricek - Do końca zastanawiałem się, czy na rozegranie nie wrzucić Drazena, ale jeśli ktoś ma grać poza swoją pozycją, to niech to będzie Giricek. Roko Ukic za krótko był w NBA, żeby dawać mu miejsce w pierwszej piątce. Giricek zagrał w NBA tylko sześć lat, ale to były solidne lata. No może z wyjątkiem ostatniego, który podzielił między trzy kluby. W Orlando, Memphis i Utah, w latach 2002-2006 był pewnym elementem każdej rotacji.

 

Na ławce: Dario Saric, Mario Hezonia. 

23:59, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 lipca 2018

Pogadaliśmy dziś o kolejnych wydarzeniach tegorocznej wolnej agentury. Wzięliśmy na warsztat Clinta Capelę i jego impas w negocjacjach z Rockets. Przyjrzeliśmy się Melo i jego możliwościom na ten sezon. Prześwietliliśmy kontrakt Zacha LaVine'a. Znów wraca temat Kawhi Leonarda, o którym wiemy, że nic nie wiemy. Sprawdziliśmy też, co słychać u Damiana Lillarda. Podsmażyliśmy fanów Lakers i innych die-hard fanów Zapraszam! Wyszło nam niecałe półtorej godziny. W sam raz jak masz do przejechania jakąś nudną trasę. Wrzuć nas na głośniki i ruszaj bezpiecznie. Jeśli nigdzie nie jedziesz, to też możesz słuchać.

Minutnik: 4:10 - Chicago Bulls w FA 14:00 - Zaza w Detroit, Jerebko w Warriors 16:55 - MeloDrama 28:35 - Clint Capela powinien zostać w Houston? 42:30 - Tony Parker odchodzi ze Spurs 51:27 - Kiedy @#!% dowiemy się czegoś o Leonardzie! 1:01:25 - Lillard poza PTB? 1:08:43 - Summer League 1:12:41 - Lakers w PO?

Jeśli chcecie zadać jakieś pytania, zaproponować tematy, które powinniśmy poruszyć podczas transmisji, to piszcie w komentarzach lub bezpośrednich wiadomościach na wszelkich, możliwych platformach, na których istniejemy. Dajcie znać, co Wam się podoba, zasugerujcie co możemy poprawić, co zmienić. Jesteśmy bardzo ciekawi odbioru i odczuć słuchaczy. 
Do usłyszenia/przeczytania!



21:07, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »

Ostatnio spokojnie na wolnym rynku:

- Devin Booker i Phoenix Suns porozumieli się w sprawie pięcioletniego, maksymalnego kontraktu o wartości $158 mln.

- San Antonio Spurs i Davis Bertans porozumieli się w sprawie czteroletniej umowy o wartości $20 mln. 25-letni Łotysz był zastrzeżonym wolnym agentem. UPDATE: Ostatecznie okazało się, że jest to umowa dwuletnia, nie czteroletnia. A jej wartość to $14.5 mln.

- Los Angeles Clippers i Luc Mbah a Moute przystali na warunki rocznego kontraktu wartego $4.3 mln. Po Trevorze Arizie, to kolejny skrzydłowy, który pożegnał się tego lata z Houston.

- San Antonio Spurs zdecydowali się nie wyrównywać propozycji kontraktu dla Kyle'a Andersona od Memphis Grizzlies. Oznacza to, że 24-latek przenosi się do Tennessee na mocy czteroletniej umowy o wartości $37.3 mln.

- Al Jefferson, zwolniony przez Indianę Pacers na samym początku wolnej agentury, przenosi się do Chin. 33-latek związał się kontraktem z Xinjiang Flying Tigers.

- Zaza Pachulia będzie od nowego sezonu zawodnikiem Detroit Pistons. Strony przystały na warunki rocznej umowy wartej $2.4 mln. Mniej więcej w tym samym czasie, klub z Michigan postanowił zwolnić Erica Morelanda.

- Brook Lopez zgodził się podpisać roczny kontrakt o wartości $3.4 mln z Milwaukee Bucks.

- Denver Nuggets i Torrey Craig dogadali się w sprawie dwuletniej, w pełni gwarantowanej umowy wartej $4 mln.  27-latek zagrał w 39 meczach w ubiegłym sezonie w barwach Nuggets.

Doszło też do transferu graczy. Charlotte Hornets, Chicago Bulls i Orlando Magic porozumieli się co do szczegółów trójstronnej wymiany. Na jej mocy Hornets zdecydowali się wysłać Timofey'a Mozgova do Magic a Julyana Stone'a do Bulls. Z kolei Bismack Biyombo został oddany z Magic do Hornets. Klub z Orlando dostał też (od Bulls) Jeriana Granta.


18:53, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 lipca 2018

Lauri Markkanen, to już jest inna liga, wiesz? Ale zanim Ci o tym opowiem, musisz przebić się przez wątróbkę z cebulką i ziemniakami, zupę pomidorową i trójmiejskie klimaty. Dobrze?

"Miałeś tu coś do zrobienia?"

"Na sam mecz przyleciałeś?"

"No co Ty?!" - zapytał niejeden, nie dwóch, nie trzech w ubiegłym tygodniu, w czwartek w Gdańsku. Dziwię się, że ludzie cały czas się dziwią, że podróżować można relatywnie tanio. Mamy 2018 rok. Media społecznościowe pełne są pełnych jedzenia talerzy, wygiętych pleców, kotów, mięśni, psów, jarmużu i niczego nierobienia, a nadal, z jakiegoś powodu, świadomość tego, że lot samolotem może kosztować kilkadziesiąt, czy nawet kilkanaście złotych, pozostaje tak słabo nośna i jeszcze nieodkryta dla dużej, może nawet tej większej części ludzi. Za lot ze Sztokholmu do Gdańska zapłaciłem 39 zł, jeśli chcesz wiedzieć.   

Tak, przyleciałem do Gdańska tylko i wyłącznie na mecz Polska-Litwa w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata 2019 roku w Chinach. W zasadzie, to nie tylko po to. Poza samym meczem, liczyłem na wszystko to, co się z nim wiąże - atmosfera, ludzie, pozytywne emocje, które z czasem zmieniają się w dobre wspomnienia. Nie zawiodłem się. Było fantastycznie! Wstępnie umówiony byłem z dwoma kolegami. Z każdym z nich udało mi się spotkać, pośmiać się, podyskutować o życiu, o NBA, o polityce, o przepisie o dwóch Polakach w PLK, o topografii trójmiasta i wielu innych interesujących nas rzeczach. 

W Gdańsku wylądowałem po 11 w dzień. Spotkałem się z Kosmą Zatorskim, media menadżerem Stelmetu Zielona Góra. Umówiliśmy pod Neptunem, skąd ruszyliśmy pozwiedzać gdański deptak, pogadać, zjeść. Z Kosmą znamy się od czasów wspólnego pisania dla Magazynu MVP. Na żywo poznaliśmy się w Londynie, w 2014 roku, przy okazji meczu Atlanta Hawks-Brooklyn Nets. Od tamtej pory nie widzieliśmy się twarzą w twarz, ale pozostawaliśmy w jako takim kontakcie przez internet. Zjedliśmy tradycyjny polski obiad, który w moim przypadku wyglądał tak: frontcourt stanowiła wyśmienita zupa pomidorowa a backcourt surówka ze świeżych warzyw oraz znakomicie przyrządzona wątróbką z cebulką, podana z ziemniakami. Nie handlowałbym żadną częścią tego obiadu. Nawet za wysokie picki Danny'ego Ainge'a, a już na pewno nie za niepewne udo Kawhi'ego. 


Kosma przyjechał do Gdańska dzień wcześniej sam, ale był w kontakcie z zielonogórską ekipą, która miała wynajęte mieszkanie w śródmieściu, które ostatecznie stało się naszą bazą wypadową. Po rekonesansie starego miasta i okolic, po tym, jak dotarło do nas, że dotarcie do morza raczej nie będzie możliwe, udaliśmy się do śródmiejskiej siedziby ekipy z ZG. To był ciepły, wielkomiejski, letni dzień w Gdańsku. Pięć lat mieszkania w Skandynawii naprawdę zmieniło moją tolerancję na temperaturę. Jeszcze niedawno miałem do siebie o to żal, bo zawsze byłem ciepłolubny. Teraz już nie mam żalu. Nie lubię chodzić spocony. Mam taką teorię, że łatwiej chronić się przed zimnem, niż izolować przed gorącem. No bo zobacz - jest 35 stopni, siedzisz w koszulce i szortach. Zdejmiesz koszulkę. Nadal jest gorąco. Zdejmiesz szoty. Nadal jest gorąco. Nie wspomnę, że zaraz możesz dostać udaru, jak siedzisz w słońcu. A w zimnie? Patrz. Zakładam bluzę. Nadal zimno? Zakładam drugą. Albo kurtkę. Prędzej czy później znajdę temperaturowy balans. Rozumiesz? Do niczego Cię nie przekonuję, tylko wyjaśniam swój punkt. I w sumie to nie wiem nawet czemu ostatecznie nie skasowałem tego fragmentu, który nic nie wnosi do tego tekstu.



Jedziemy (SKM) na mecz.

Skorzystaliśmy z okazji, żeby pojawić się w Ergo Arenie na parę godzin przed właściwym meczem, czyli rzecz jasna meczem Polska-Litwa, i zobaczyć wcześniej Mundial z udziałem Polaków. Pokonaliśmy Japonię, to znaczy nie ja i Kosma, tylko polscy piłkarze, w meczu o honor. Nie wiem czy zwróciliście uwagę, ale jesteśmy 3:0, jeśli chodzi o mecze o honor, w naszych trzech ostatnich występach w Mistrzostwach Świata (2002 z USA, 2006 z Kostaryką i teraz z Japonią). Zbudujmy coś na tym!

Zwiedzając Ergo Arenę, jeszcze zanim zaczął się mecz, na naszej drodze pojawiły się kosz i piłka. Nie przepuściliśmy takiej okazji. Zagraliśmy mini turniej o wyimaginowany puchar jakiegoś tam dyrektora. Spoceni, ale zadowoleni, ruszyliśmy do strefy VIP spotkać się z kumplami Kosmy, zjeść i obejrzeć Mundial. Potem zeszliśmy na parkiet.


Pierwszą połowę, już tego właściwego meczu, spędziliśmy zaraz za ławką Polaków. Podobno było nas widać w telewizji. W przerwie zajadaliśmy się kokosowo-wiśniowymi deserami w strefie VIP. Na drugą połowę przenieśliśmy się do strefy dla mediów. Nie wiem co to oznacza dla naszej kadry, ale Maciek Lampe, nawet z jeszcze nie do końca zdrowym udem, ładnych parę tygodni od meczowej formy, to cały czas największy talent tej reprezentacji. To znaczy wiem, co to oznacza. I chyba nie brzmi to najlepiej - 33-letni zawodnik, który ostatnio więcej czasu spędzał na zabiegach rehabilitacyjnych, niż w meczach, jest nadal największym talentem tej drużyny. Taka była moja obserwacja z pozycji parkietu. Lekkość w grze, lekkość w robieniu sobie pozycji do rzutu, przodem i tyłem do kosza. Przegląd parkietu, czytanie gry. I bardzo dobrze, że tamtego wieczoru, te spostrzeżenia nie padły jako pierwsze z moich ust. Powiedział to Greg z eurobasket.com. Ja tylko zrobiłem wewnętrzne uff, bo z Maćkiem się znam prywatnie, a to czasem zaburza chłodną analizę gracza.

Przegraliśmy mecz z Litwą 79:61, po spotkaniu bez większych historii. Nasi wschodni sąsiedzi wygrali kwarty II i IV łącznie 48:22. W ćwiartkach I i III byliśmy minimalnie lepsi, co w ogólnym rozrachunku, nie miało większego znaczenia. Takie to mamy teraz czasy w koszykówce FIBA, że jeśli nie masz w składzie zawodnika z NBA, lub kogoś więcej, niż tylko średniaka w Eurolidze, to jest Ci ciężko wygrywać mecze na tym poziomie. Domantas Sabonis i Jonas Valanciunas zebrali tylko po 7 piłek z tablic, choć momentami wydawało się, że całkowicie zdominowali deskę i strefę podkoszową. Młody Sabonis, to już jest inny człowiek w porównaniu z tym, co widziałem, gdy miałem okazję oglądać go na żywo podczas EuroBasketu 2015 we Francji oraz rok później w Madrycie i Barcelonie. Coraz mocniej zbudowany, coraz pewniejszy w grze. Litwa, jak to Litwa, to jest koszykarski kraj i oni co raz będą produkować jakiś talent na miarę NBA. Ale spójrz na mapę. Europa nam odjechała koszykarsko. Popatrz na takich Niemców, ilu mają ludzi w NBA. I starego Dirka już w to nie mieszaj.  


Po meczu pokręciliśmy się jeszcze z pół godziny po Ergo Arenie. Pogadaliśmy z kilkoma kadrowiczami i szeroko rozumianymi ludźmi basketu. Ale czas nas gonił. Zabraliśmy nasze talenty z powrotem do śródmiejsko-zielonogórskiej bazy. Kosma z chłopakami z ZG, ja z Gregiem. Na metrażach dołączył do nas Karol Wasiek, trójmiejski baron, polski Adrian Wojnarowski ze Sportowych Faktów. Pogadaliśmy o NBA i PLK, o rzeczach, o których zwykle się nie mówi i nie pisze przy okazji rozmów o koszykówce. Kosma dał sygnał do wyjścia na miasto. I tu pojawił się zgrzyt. Była frakcja, która chciała zostać i dyskutować. Byłem w niej, między innymi, ja. Była też frakcja taneczna, której twarzą został Kosma. Było już po północy. Lot do Sztokholmu miałem o szóstej rano. Nie byłem za pomysłem wyjazdu do Sopotu. Z przyczyn czysto logistycznych. Moim kompromisem był Gdańsk. Kosma nie chciał pertraktować. W takiej sytuacji pogratulowaliśmy sobie asertywności, wymieniliśmy się słowami uznania za to i wstępnie pożegnaliśmy się i podziękowaliśmy sobie za wspólny dzień, mecz i wieczór. Frakcja taneczna wyszła. Greg, Karol i ja wróciliśmy do dyskusji. Minęło maksymalnie sześć minut. Puk, puk. To Kosma! Mówi, że przyjmuje warunki kompromisu. Ruszamy więc wszyscy do Gdańska. Na ulicy stały już dwa zaparkowane auta z kierowcami Ubera. Ruszamy. Przejazd schodzi nam na dyskusjach. Polityka krajowa i zagraniczna, życie w Skandynawii z podkreśleniem zasady równych szans, blogi, więcej basketu i nie pamiętam, co jeszcze. Fakt, że poruszyliśmy tyle tematów na trasie z Gdańska do Gdańska, nie wzruszył mojej czujności. Gadamy z kierowcą Ubera, Ukraińcem. Mówi, że podoba mu się w Polsce. Wysiadamy. Czekamy na drugi samochód. Jest. Gdzie idziemy? Mewa Towarzyska? "To najlepszy klub w Sopocie." - mówi z przekonaniem w głosie przypadkowa dziewczyna. "To my jesteśmy w Sopocie?" - pytam ją i patrzę na Kosmę. No nieźle panie Zatorski, to się panu udało. Wziął mnie podstępem. Pogratulowałem pomysłu. W Mewie człowiek na człowieku. Po jakichś 28 minutach zabieramy się gdzie indziej. Spotykam w kiblu Norwegów, gadamy po szwedzku. Nic mnie już nie zdziwi tej nocy. Robi się późno, to znaczy wcześnie. Ostatecznie żegnamy się z grupą taneczną. Karol wraca do siebie a ja i Greg wsiadamy do Ubera. On do bazy, ja na lotnisko. Świetny wieczór! Dzięki chłopaki!


I jeszcze jedno. Było mi niezmiernie miło, kiedy przed i po meczu w Ergo Arenie, podeszło do mnie kilka obcych mi osób, tylko żeby powiedzieć, że śledzą mój blog, że doceniają moje twórczości. To jest coś, co wiele dla mnie znaczy! Tego też nie zamieniłbym za pick od Ainge'a. Dziękuję za to!


Cztery dni później, w poniedziałek drugiego lipca, byłem już w Helsinkach. Mój prom przypłynął po 9 rano. Pogoda wczesnojesienna, jak na polskie standardy. Na bluzę i długie spodnie. Tu w Finlandii, to są normalne, letnie standardy. Bardzo letnie nawet.  Momentami padało. Zjadłem u mojego ulubionego Hindusa w mieście i ruszyłem do Hartwall Areny. Do hali trafiam w idealnym momencie, bo akurat na trening Finów. Odebrałem akredytację, pogadałem z paroma osobami od kontaktów z mediami fińskiej ekipy. Znamy się od 2014 roku, od Mistrzostw Świata w Hiszpanii. Pogadałem też z fotografem kadry, z którym widujemy się regularnie w czasie sezonu fińskiej ligi. Mediów była dosłownie garstka. Trener Henrik Dettmann pozwolił wejść wcześniej, niż zapowiadane 15 minut przed końcem i zostać dłużej.  Dłużej, bo przedłużył zajęcia o pół godziny.


Lauri Markkanem to już jest inna liga. To jest już inny człowiek i koszykarz w porównaniu do tego, jak widziałem go rok temu w czasie EuroBasketu w Helsinkach. Nie wspominając już przypadku, kiedy rozmawialiśmy przed jego przejściem do Arizony, kiedy przewidywałem, że w maksymalnie dwa lata trafi do NBA. To trzech różnych ludzi. Jak Thomas A. Anderson w "Matrixie", który zmienia się w Neo. Rzecz w tym, że Lauri jeszcze nie wie, że jest Neo. Czasem wygnie łyżkę, czasem uchyli się lecącej kuli, ale nadal nie zdaje sobie sprawy z drzemiącej w nim mocy. Jest cała reprezentacja Finlandii i jest on. W osobnej kategorii. Możesz stać, otworzyć z wrażenia usta i patrzeć w ciszy, co robi na treningu. Może to chciał nam pokazać Dettmann, gdy zauważył, że jest nas tak mało? Koledzy wymyślali mu różne rodzaje szalonych rzutów. Obrót, zza tablicy, ze złej nogi, z odchylenia i co tam jeszcze Fin wymyśli. Byłem tam prawie pół godziny. Widziałem może ze trzy pudła. W normalnych, zwykłych, otwartych trójkach, nie widziałem pudła wcale. Wsady prawą, lewą ręką. Naskoki, plecaki. Kosmos. Ten mały pokaz ociekał talentem. Aż chciało się podejść ze słoikiem i sobie go nałapać. Jakby się dało.

Finlandia pokonała Islandię 91:77, też w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata w Chinach. Lauri zdobył 28 punktów (10/12 z gry, 2/3 zza łuku), 7 zbiórek, 3 asysty, 2 przechwyty i 1 blok. Ale to i tak nie było nic. Lauri był poza tym meczem. Pojawiał się w nim. Dawkował sobie, nam, kolegom i Islandczykom, samego siebie. Pod koniec meczu spojrzałem w statystyki, żeby zobaczyć czy ma ze 12 punktów. Tak to się czuło. Tych 28 punktów w koszykówce FIBA, to dla niego jak splunąć. Myślę, że on sam jeszcze nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak dobry już jest. A będzie jeszcze lepszy. Finowie jadają na śniadania jakiś rodzaj owsianej papki bez smaku. Smaku dodaje jej to, co zostanie tam dodane  - owoce, dżem, jogurt, mleko. Lauri, póki co, jest taką fińską papką śniadaniową. Brakuje mu boiskowego sk..syństwa. Może Chicago go tego nauczy. Może inny trener w kadrze. Dettmann to świetny szkoleniowiec, ale mam wrażenie, że celowo nie chce odpalić Laurie'ego. Jeszcze nie chce. Rok temu izolował go przed mediami. W tym roku się już nie dało. Dettmann chce robić wszystko pragmatycznie, jak nauczyciel, do bólu po fińsku. Niejeden coach w Europie już siedziałby na plecach Markkanena. I nie mówię, że jest w tym coś złego. Przyjdzie czas, że tej siły już nie będzie się dało chować. Był taki moment, bodaj w III kwarcie, kiedy Lautri, tuż obok miejsca, gdzie siedziałem, trafił takiego fadeaway'a, że ten duch z Chicago by się nie powstydził. Mówię Ci. W którejś z akcji postanowił zadunkować lewą ręką. Bo kto mu zabroni?


Stary dobry Sasu Salin dorzucił 19 ważnych punktów. Gdy wyspiarze napierali, Sasu miał swój moment, gdy swoimi rzutami trzymał ich na dystans. Miło mi było, kiedy sam podszedł do mnie i przywitał się przed i po meczu. 17 punktów dorzucił Petteri Koponen, ale takie mam wrażenie, że po wypadku samochodowym z 2016 roku, trochę stracił ze swojego czucia piłki.

Mecz, na żywo, w hali obejrzały 12183 osoby! W Ergo było poniżej 4000. Żadna hala w Europie, nie zgromadziła takiej widowni, podczas meczów eliminacji do przyszłorocznych Mistrzostw Świata. Finlandia staje się koszykarskim krajem. Co krok widać tego dowody. W wielu miejscach Bulls, ludzie w czapkach i ubraniach NBA i kadry Finlandii. Kiedyś jak ktoś mi mówił "phi, basket w Finlandii?" to starałem się wyjaśniać. Dziś mam to tam, gdzie bywa palec dziewczyny Krychowiaka.

Po meczu udało mi się przebić przez gąszcz Finów i dopchać do Lauri'ego. Różnicą w rozmowie z nim, w porównaniu z latami poprzednimi, jest to, że nabrał tej umiejętności graczy NBA, do mówienia o niczym. Nie lubię jej. To nie jest jeszcze poziom NBA, w tej kwestii, ale czasem tym zalatuje. Odpowiedzi na dwa, moim zdaniem, ciekawe pytania, musiałem wrzucić do śmietnika, bo były zbyt banalne. Nie wiem czy po fińsku też tak ma, czy tylko po angielsku. Ale jeśli chodzi i podejście i cierpliwość, to jest cały czas ten sam gość.

O meczach w kadrze. Czy będzie na sierpniowym oknie dla kadry?

Cieszę się tymi meczami, tymi zgrupowaniami kadry. Fajnie, że mogę wrócić do swojego kraju, zobaczyć się z rodziną i znajomymi, pogadać we własnym języku. Długo się nie widzieliśmy. Możliwość reprezentowania Finlandii, to dla mnie coś wyjątkowego. Taki mam plan, żeby pomóc drużynie w kolejnym oknie. Mam nadzieję, że dogadamy się z Bulls.

O przejściu LeBrona do Lakers, o pozostaniu Paula Goerg'a w Oklahomie.

Zachód jest napakowany gwiazdami jeszcze bardziej, to na pewno. Nie wiem jak im to wszystko wyjdzie na parkiecie, ale wiem, że każdy podejmuje decyzje w interesie swoim i swoich rodzin. Życzę im jak najlepiej, skupiam się jednak na sobie i Bulls. Daleki jestem od ocen.

O indywidualnych celach treningowych. Poprosiłem, żeby nie mówi mi, że nad wszystkim.

No właśnie sam to powiedziałeś - nad wszystkim (śmiech). Chcę być jak najlepszym koszykarzem w każdym możliwym aspekcie gry. Tego lata skupiam się na mojej pracy nóg, nad mentalną siłą, mentalnym podejściem do meczów, do odpowiedniego nastawienia się do gry. Chcę też być jeszcze silniejszy i mieć jeszcze lepszą kondycję

Pogadałem też z Sasu Slinem. Sasu to jest jajcarz, dowcipniś. Z nim rozmowy są zawsze śmieszne, bo nigdy nie wiesz, czy mówi poważnie czy nie, czy przypadkiem na koniec nie powie, że żartował.

O sytuacji i szansach w walce o awans do Mistrzostw Świata. Finowie grali w grupie F z Czechami, Bułgarią i Islandią. Zmagania skończyli z bilansem 3:3. Dwa razy ulegli Czechom, raz, nieoczekiwanie, Islandczykom na ich terenie. Teraz, w drugiej rundzie spotkają się z w grupie K z Francją (6:0), Czechami (4:2), Rosją (3:3), Bułgarią (2:4) oraz Bośnią (2:4). Trzy najlepsze ekipy jadą za rok do Chin.

Nie udało nam się wygrać tylu meczów, ile powinniśmy byli wygrać, ile zakładaliśmy, że wygramy. Czasem wygląda to tak, że przegrywamy z teoretycznie słabszymi od siebie, a potrafimy zmotywować się i wygrać z wyżej notowanymi ekipami. Nowa grupa, nowe wyzwania. Do każdego starcia podejdziemy z myślą o wygranej. Marzymy o awansie.

O zmianie systemu FIBA (okna dla reprezentacji, także w sezonie, co nie pozwala zagrać zawodnikom z NBA i Euroligi, kosztem letnich turniejów).

Tak, to jest dla nas problem. I nie tylko dla naszej drużyny. Lauri jest w NBA, ja i Petteri w Eurolidze. Nie mogliśmy w sezonie przyjechać i pomóc naszej drużynie. Nie wiem czemu ten pomysł służy. Mi się podobał poprzedni system. Grać mógł każdy, kto chciał. Ludzie oglądali te turnieje, bo drużyny grały w pełnych składach, był dobry poziom rywalizacji, mecze były zacięte i ciekawe. Nie wiem o co tam chodzi, ale mam nadzieję, że FIBA, Euroliga i ULEB i końcu się pogodzą i dogadają.

O grze w jednym klubie z Adamem Waczyńskim. Czy zna jakieś słowa po polsku? Czy uczył Adama fińskiego? 

Nie, oba języki są za trudne (śmiech). Ale z Adamem mieliśmy w trakcie sezonu dużo dobrej zabawy. Często siedzieliśmy obok siebie w samolotach czy autobusach. Było dużo śmiechu.

 Dzięki FIBA!

22:50, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2