Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
MENU:

Inne tematy

wtorek, 31 maja 2016
Jak dobrze liczę, będzie to piąty z rzędu rok, kiedy włączam się w patronat medialny projektu Alco Cup. Jeśli macie wolny najbliższy weekend, to wpadajcie do Lublina. Jestem więcej niż pewny, że nie pożałujecie. Dużo basketu, całe masy szalonych na punkcie koszykówki ludzi a wieczorem jakaś zacna impreza. Wiesz, Lublin to jest studenckie miasto. I wiesz o czym mówię...

Oddaję głos organizatorom:


Agencja Sportowa Weather Brothers, I LOVE LBN oraz Partner Tytularny Firma ALCO mają zaszczyt zaprosić wszystkich miłośników koszykówki na 9 Edycję Ogólnopolskiego Turnieju Koszykówki Ulicznej 3x3 ALCO CUP 2016.
Sportowa rywalizacja oraz wiele atrakcji już 4 czerwca (sobota) od godziny 10:00, gdzie najpierw będzie rywalizować młodzież a od godziny 12.00 planowane jest rozpoczęcie turnieju w kategorii OPEN.

Turniej jak zawsze na boiskach Akademickiego Ośrodka Sportowego UMCS przy ulicy Langiewicza 22 w Lublinie. To już dziewiąta edycja kultowego turnieju koszykówki ulicznej, w którym udział jest otwarty dla każdego. Będzie to doskonała okazja do promowania aktywnego i zdrowego stylu życia, jakim bez wątpienia jest sport. Odmiana koszykówki jaką jest streetball wychodzi z podziemia, o czym świadczą liczne turnieje organizowane na całym świecie, jak również turnieje organizowane w naszym kraju m.in. „I Oficjalne Mistrzostwa Polski w Koszykówce Ulicznej 2011 3x3”, których to byliśmy pomysłodawcą i współorganizatorem.

W poprzednim latach rozszerzyliśmy nasz event o 3 kategorie wiekowe do lat 14, do lat 16 oraz do 18 lat.W w tym roku rozgrywać będziemy 2 kategorie do lat 18 oraz tradycyjnie OPEN. We wszystkich kategoriach może brać udział także płeć żeńska. Alco Cup w latach 2008 – 2015, zebrał łącznie z koszykówką i siatkówką plażową ponad 1500 zawodników oraz liczne grono wiernych kibiców. Hasło „From the Streets to the Olympics” ma swój realny wymiar, ponieważ ta dyscyplina sportu być może zostanie wprowadzona na olimpijskie salony.
Prowadzenie imprezy zapewnią profesjonalni spikerzy, zaś o oprawę muzyczną zadba Dj Czarli! oraz DJ Urlich!

W czasie turnieju zostaną rozegrane konkursy: rzutów za 3 punkty, wsadów oraz nowość konkurs BIG SHOT. Na kibiców czeka szereg atrakcji i niespodzianek m.in konkursy dla publiczności warsztaty graffiti (Rysa legenda lubelskiego graffiti). Na boisku pojawią się zasłużeni zawodnicy i trenerzy koszykówki. Zapraszamy dzieci i rodziców. W czasie turnieju odbędą się KONKURSY Z NAGRODAMI DLA DZIECI! Do wygrania będą cenne nagrody rzeczowe od naszych partnerów. Wszystkich serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w tym święcie sportu. Nie czekaj zbierz drużynę i zgłoś się już teraz, gdyż o zakwalifikowaniu się do turnieju zdecyduje kolejność zgłoszeń, co spowodowane jest ograniczeniem ilości drużyn. Nie ubezpieczamy zawodników.

Konkurs BIG SHOT
Konkurs rzutów z połowy boiska, każdy chętny ma jedną próbę, w tym konkursie mogą występować zawodnicy jak i publiczność zapisy w czasie turnieju.

Organizator: Weather Brothers & I LOVE LBN


Kontakt: weatherbros@gmail.com / 512-836-698

Oficjalna strona wydarzenie na FB TUTAJ
 
 

piątek, 01 kwietnia 2016
Jutro w Rykach rusza kolejny sezon amatorskiej ligi koszykówki. Wszystko zaczęło się, jak dobrze pamiętam, w 2011 roku. Mam swoją cegiełkę w rozwoju tejże ligi. W inauguracyjnym sezonie zarówno grałem, jak i sędziowałem. Oczywiście nie jednocześnie. W kolejnym sezonie musiałem wybrać czy gram czy sędziuję, wybrałem granie. W trzecim podobnie. I tak pewnie byłoby i w IV i w V sezonie. Niestety ścieżki życia pokierowały mnie na północ ale na szczęście RLK radzi sobie dobrze i beze mnie.
Miło wspominam tamte czasy. Profesjonalna organizacja, całkiem liczna widownia, jak na ligę amatorską. Statystyki, oprawa muzyczka, kanał na YT. Na parkiecie walka ale kulturalnie i z poszanowaniem kości rywala. Fajne też były zakończenia sezonów, które pamiętam przez delikatną mgiełkę.
Gdybyście byli w okolicy, to wpadajcie do Ryk i powołujcie się na mnie :)
Rycka Liga Kosza na FB oraz na www.ryckaligakosza.pl 



Przebijając się na zasłonie kolegi Łukasza (w najlepszych butach do koszykówki ever czyli Nike Kobe VI)...

 
wtorek, 15 grudnia 2015
Biografia Micheala Jordana napisana przez Rolanda Lazenby’ego, otrzymały nominację w plebiscycie Sportowa Książka Roku. „Michael Jordan. Życie” to jedna z piętnastu publikacji, które zostały wytypowane do finałowego etapu przez komisję złożoną z dziennikarzy sportowych i organizatorów. Teraz wszystko w rękach czytelników. Na swojego faworyta można głosować do końca grudnia na www.plebiscyt.sportowaksiazkaroku.pl.

Tegoroczna edycja plebiscytu rozpoczęła się 1 grudnia. Brane są w niej pod uwagę książki, które zostały wydane w okresie październik 2014 – listopad 2015. W poprzednich dwóch edycjach triumfowały tytuły piłkarskie: „Wielki Widzew” Marka Wawrzynowskiego oraz „Szamo” Grzegorza Szamotulskiego i Krzysztofa Stanowskiego. W tym roku, w przeciwieństwie do poprzednich, przyznane zostaną dwie nagrody: ekspercka i czytelnicza.

I właśnie w tej drugiej kategorii możecie pomóc biografii G.O.A.T.'a zwyciężyć w głosowaniu czytelników. Wystarczy wejść na stronę www.plebiscyt.sportowaksiazkaroku.pl i zagłosować na książkę „Michael Jordan. Życie”.

Jordan, gdy był u szczytu, mógł wygrywać sam. Teraz potrzebuje naszej pomocy. Nie pozwólmy by przegrał z Antonim Piechniczkiem czy Kubą Błaszczykowskim. Wiem, że Polska piłką nożną stoi no ale... Piechniczek? Jordan?Rozumiemy się?


O książce:
Fenomenalna, porywająca, niestroniąca od kontrowersji.
W dzieciństwie regularnie przegrywał z bratem pojedynki jeden na jednego. Rozpoczynając szkołę średnią, miał zaledwie 170 centymetrów wzrostu, nie załapał się do szkolnej reprezentacji. Na koszykarski obóz Five Star dostał się, deklarując, że będzie pomagał w kuchni. Rod Thorn, wybierając  go w drafcie do Chicago Bulls, narzekał: „Żaden center nie był już dostępny. Co mieliśmy zrobić? Jordan pewnie nie odwróci losów naszej drużyny. Nie tego od niego oczekuję. Jest bardzo dobry w ataku, ale nie jest dominatorem”.
A potem… Z milionów ludzi grających w koszykówkę został tym jedynym, który potrafił latać…
Biografia Michaela Jordana, która postawiła pod znakiem zapytania sens pisania jakichkolwiek kolejnych.


środa, 11 listopada 2015
Do premiery książki „Larry vs. Magic. Kiedy rządziliśmy NBA” coraz bliżej. Czas więc zaprezentować kolejny jej fragment.

Z nieskrywaną przyjemnością przypominam, że jestem jednym z patronów medialnych tejże książki. We współpracy z wydawnictwem SQN mam dla Was kod rabatowy do wykorzystania na stronie internetowej księgarni LaBogita. Tajemniczy kod brzmi KAROLVS i da Wam 25% zniżki. Ważny będzie przez miesiąc. Książkę zamówicie POD TYM ADRESEM. Wysyłka od zaraz!


Fragment książki:


"Kiedy Magic zasiadł z Knightem i Foxem w szkolnej kawiarence, jego pewność siebie, którą Knight zauważył, stojąc na korytarzu, bardzo szybko zniknęła. Johnson czuł, że ramiona mu sztywnieją. Denerwował się. Mężczyzna, którego widział w telewizji, jak szaleje przy linii bocznej Indiany, wydawał się ostry i przerażający. Ale kiedy Magic niepewnie wyciągnął do niego rękę, to Knight przyjął to ciepło.
Trener Indiany okazał się podczas tego spotkania rekrutacyjnego żartobliwym kompanem i po kilku minutach rozluźnił Foxa i Johnsona żarcikami na temat swojej miłości do koszykówki. „Miał wspaniały uśmiech – powiedział Johnson. – Wydaje mi się, że nigdy wcześniej nie widziałem, żeby się uśmiechał”.
Knight opowiedział, czego oczekuje od zawodników, którzy trafiają do Bloomington – muszą chodzić na zajęcia i ukończyć studia. Zastrzegł, że nie może nikomu zagwarantować, że będzie dużo grał albo że może liczyć na specjalne względy. „Jeśli do nas dołączysz – powiedział Magicowi – będziesz traktowany tak jak każdy inny. Będziemy od ciebie oczekiwać, że sam sobie zapracujesz na miejsce w składzie. Nikt nie dostaje niczego za darmo. Sam musisz mi udowodnić, że na to zasługujesz”.
Taki komunikat był dla Johnsona atrakcyjny. Od miesięcy był nieustannie kuszony przez szkoły, które obiecywały mu najlepszą szafkę w szatni, miejsce w pierwszej piątce i różne inne korzyści (ciuchy, kasę, samochody), co stanowiło złamanie zasad rekrutacji NCAA. Rozmowa z kimś, kto motywuje go, mówiąc, że musi sam udowodnić, co potrafi, była czymś nowym.
Ton Knighta był ugodowy, do momentu, kiedy nagle ostro nie zapytał: „No dobra, Earvin, to do jakiej szkoły zamierzasz, do cholery, pójść?”. I Magic, i Fox byli zaskoczeni nagłą zmianą tonu. Trener Knight miał już dosyć gadania. Setki dzieciaków dałyby się zabić, żeby tylko móc grać dla Hoosiers. Jeśli Magic Johnson nie był jednym z nich, to Knight nie zamierzał tracić na niego czasu. Przez chwilę Johnson siedział cicho, po czym przyznał: „Nie jestem pewien. Nie wiem zbyt wiele o Indianie. Jeśli zacząłby pan na mnie krzyczeć, to nie wiem, jak bym zareagował”.
Knight przekrzywił głowę, po czym wstał. Spotkanie było zakończone. Uścisnął rękę Foxowi, po czym opuścił Lansing. „I to by było tyle – wspomina Magic. – Nigdy więcej z nim nie rozmawiałem. Mówiąc szczerze, trochę tego żałuję. To był wspaniały trener. I wyobraźcie sobie, co by było, gdyby Larry tam został, a potem jeszcze ja bym tam trafił. Gralibyśmy ze sobą na jednej uczelni. To by dopiero było coś."


O książce:
Różniło ich niemal wszystko – charakter, pochodzenie, sposób gry, a nawet kolor skóry. Łączyło jedno: perfekcjonizm i niepohamowana żądza zwyciężania. Moment, w którym po raz pierwszy stanęli naprzeciwko siebie, wyznaczył nową erę koszykówki. Ich wzajemna rywalizacja stała się symbolem lat 80., odmieniając zdruzgotany narkotykowymi skandalami wizerunek NBA.
Larry Bird kontra Earvin „Magic” Johnson, Celtics kontra Lakers, Wschód kontra Zachód, siła kontra finezja, Old School kontra Showtime… Kiedy rządziliśmy NBA to niezwykle osobisty portret najsłynniejszego duetu rywali w historii koszykówki. Od pierwszego finału w lidze uniwersyteckiej, przez zacięte boje o mistrzowskie pierścienie, po wsparcie w najtrudniejszych momentach.
Kiedy zaczynali, byli największymi wrogami. Skończyli jako przyjaciele na całe życie.

Autor: Larry Bird, Earvin Magic Johnson, Jackie MacMullan
Tytuł oryginału: When the Game Was Ours
Tłumaczenie: Michał Rutkowski
Data wydania: 18 listopada 2015
Cena okładkowa: 39.90 zł a z moją zniżką 28.43 zł.
Format: 150 x 215 mm
Liczba stron: 352 tekst 8 zdjęcia
ISBN: 978-83-7924-491-1


środa, 29 lipca 2015
Mam trzy pary oryginalnych, licencjonowanych skarpet NBA. Dwie (żółte i czerwone) kupiłem sobie w sklepie a te białe dostałem od Dikembe Mutombo za wygranie konkursu rzutów za trzy punkty. Używałem ich z bardzo podobną częstotliwością do grania w koszykówkę, sędziowania oraz zwykłego, codziennego chodzenia.
Na załączonych zdjęciach widać to, co się z nimi
stało.
Dość dziwna sytuacja, która nigdy wcześniej mi się nie przytrafiła ze skarpetami firm mniej znanych, nieznanych czy nawet zwykłych bawełnianych, bazarowych noname'ach. A przecież jest to produkt, który do najtańszych nie należy, produkt na który NBA dają swoją licencję i udostępnia logo.
Dwie z trzech par pękły mi niemal dokładnie w tym samym miejscu a trzecia para (biała) jest u progu pęknięcia. Ma mocne przetarcia dokładnie tam, gdzie pozostałe dwie pary nie wytrzymały. Dodam, że w przypadku czerwonych mówimy o pęknięciach na obu skarpetach (jedna została naprawiona przez moją mamę).
Gdy były nowe noszenie ich było czystą przyjemnością. Grube ale jednocześnie miękkie. Po kilku praniach straciły jednak wszystkie swoje atuty a po kilku treningach całkowicie skapitulowały.
Mieliście podobne przygody ze skarpetami NBA?
 
czwartek, 11 czerwca 2015

No i udało się!
W piątek tydzień temu podczas porannego treningu pomyślałem sobie... Nie widziałem Michaela Jordana... Kobego Bryanta też nie. Gdybym nawet bardzo chciał go zobaczyć, to w najlepszej formie zobaczę go w muzeum Madame Tussauds. Nie chcąc dołączyć do klubu „żałuję , że nie...” wpadłem na pomysł wybrania się za ocean, żeby zobaczyć LeBrona Jamesa w najlepszej możliwej
oprawie – w pierwszym meczu finałowym przed własną publicznością. Zastanawiałem się może 3 minuty.

Zapewne każdy, kto był zainteresowany meczem już go zobaczył, więc o nim wiele pisać nie będę. Największym wyzwaniem w całej wyprawie okazał się zakup biletów. Bilety na mecze Cleveland
można kupić jedynie poprzez stronę flashseats.com. Aby jednak to uczynić trzeba być obywatelem, bądź rezydentem Stanów Zjednoczonych. Obostrzenie to nie ma miejsca w przypadku meczów w Oakland. Na nie można zakupić standardowe bilety do druku np. za pośrednictwem Ticketmastera.
Cały wic polega na tym, że biletów na mecze Cleveland fizycznie nie ma. Biletem staje się Twoja karta kredytowa, którą dokonywałeś płatności, a musi być ona zarejestrowana w USA.

Dzięki sugestii jednego pana z helpdesku udało się – nieco na lewo – ten problem obejść. Gdy wszedłem na halę, wciąż nie byłem pewien czy zobaczę mecz. Podszedłem do pana na bramce, ze
swoją Polską kartą kredytową i... udało się!




Na trybunach prawdziwe święto. W momencie w którym wszedłem na halę przeszły mnie ciarki i trzymały jeszcze dobre 10 minut. Robiłem mało zdjęć, bo to co tam się działo oddać może tylko i
wyłącznie film, a tych nakręciłem sporo.



Po pierwszej kwarcie naszło mnie pierwsze spostrzeżenie. Do tej pory jako kibic NBA nie dostrzegałem jak dobrym koszykarzem jest Stephen Curry. Wszyscy mówią tylko o jego trójkach i
co by było, gdyby tych trójek nie trafiał. Oglądając go w telewizji zwracasz uwagę na momenty w których ma piłkę, co z nią robi, bądź czego z nią nie robi. Na żywo widać dużo więcej. Widać to,
jak ciężko Curry pracuje na to, aby bez piłki stworzyć wolne pozycje kolegom. To, co zobaczyłem jest autentycznym fenomenem. Doszło do tego, że gdy Warriors przechodzili do ataku, przez pewien czas patrzyłem tylko na niego, niezależnie od tego gdzie się znajdywał. Pierwszy raz zobaczyłem, jak w każdej akcji można stworzyć po 2,3,4,5 wolnych pozycji swoim
kolegom, tylko i wyłącznie umiejętnie poruszając się po boisku. Magia.
Drugie spostrzeżenie – Potworna wręcz presja na Jamesie. Każdy wie, że ona jest, ale z pozycji telewizora nie widać, jak cała hala wstaje i milknie za każdym razem, gdy Lebron wchodzi w posiadanie. Jeżeli ktoś kiedyś powiedział, że LeBron „nie ma psychy” – to ja nie wiem kto ją ma.

W efekcie, większość meczu obejrzałem na stojąco. Pierwsza połowa upłynęła mi zdecydowanie zbyt szybko. Po przerwie jednak zmiana stron i wreszcie mogłem się cieszyć z biletów celowo wybranych tak, aby w drugiej połowie oglądać ofensywę w wykonaniu Cleveland.

Kilka rzędów przede mną oraz ogólnie wymieszani wśród kibiców Cavs, siedzieli kibice GSW. Dopingowali swoją drużynę po każdych punktach, buczeli, gdy miejscowi skutecznie kończyli kolejne akcje. Ciężko mi wyobrazić sobie podobną sytuację u nas w Polsce. Po cichu czekałem na tort pozostawiony przez maskotkę Cleveland na twarzy któregoś z kibiców drużyny przyjezdnej, ale
się nie doczekałem ;-)

Mimo, że w końcówce Steph Curry przypomniał sobie o tym, że jest najlepszym rzucającym w lidze, Cavs ostatecznie wybronili ten mecz. Cieszę się zarówno z ich wygranej jak i dobrego
występu Jamesa. Dokładnie na to liczyłem i nie zawiodłem się.

Wychodzę na zewnątrz – wielka feta. 10x większa niż ta, po wygranych meczach naszej reprezentacji piłkarzy podczas Euro 2012 (mam pewną hipotezę dlaczego) i 5x większa niż ta, po
zdobyciu przez Polaków mistrzostwa świata w siatkówce.

Tłum idzie ewidentnie w jedną stronę. Pytam jednego z miejscowych - „Co tu się jeszcze będzie działo?” Odpowiada mi, że obok rozstawione jest studio ESPN i każdy chce być w telewizji ;-)



Tłum idzie przed siebie, a ja z nim. Naprzeciw nas, tuż przed bramą restauracji zobaczyłem policjantów. Byłem przekonany, że szykuje się jakaś bitka, że coś tu nie gra. Ku mojemu zaskoczeniu policjanci zaczęli pomagać kobietom i otyłym ludziom (łącznie 90% obecnych) przy przechodzeniu na dziko przez ogrodzenie restauracji. Tego się nie spodziewałem :-) Zdjęć niestety nie mam.

Muzycy uliczni, śpiewali chwalebne pieśni pod adresem miejscowej drużyny. Nikt nie szczędził im grosza.



Podsumowując - wyjazd 10/10.
Na specjalne życzenie Karola (Dzięki Michael :) !):



ALL IN!
Autorem relacji z wyprawy do Cleveland jest Michael Ejiofor - były zawodnik m.in. Startu Lublin.

czwartek, 04 czerwca 2015
Weather Brothers, WWP Crew, I LOVE LBN oraz Partner Tytularny Firma ALCO mają zaszczyt zaprosić wszystkich miłośników koszykówki na 8 Edycję Ogólnopolskiego Turnieju Koszykówki
Ulicznej 3x3 ALCO CUP 2015. Sportowa rywalizacja oraz wiele atrakcji już 13 czerwca (sobota) od godziny 09:00, gdzie najpierw będzie rywalizować młodzież a od godziny 12.00 planowane jest
rozpoczęcie turnieju w kategorii OPEN.

Turniej jak zawsze na boiskach Akademickiego Ośrodka Sportowego UMCS przy ulicy Langiewicza 22 w Lublinie. To już ósma edycja kultowego turnieju koszykówki ulicznej, w którym udział jest otwarty dla każdego. Będzie to doskonała okazja do promowania aktywnego i zdrowego stylu życia, jakim bez wątpienia jest sport. Odmiana koszykówki jaką jest streetball wychodzi z podziemia, o czym świadczą liczne turnieje organizowane na całym świecie, jak również turnieje organizowane w naszym kraju m.in. „I Oficjalne Mistrzostwa Polski w Koszykówce Ulicznej 2011 3x3”, których to byliśmy pomysłodawcą i współorganizatorem.

W poprzednim sezonie rozszerzyliśmy nasz event o 2 kategorie wiekowe do lat 14 oraz do lat 16. W tym roku rozgrywać będziemy 2 kategorie do lat 18 oraz tradycyjnie OPEN. We wszystkich
kategoriach może brać udział także płeć żeńska. Alco Cup w latach 2008 – 2014, zebrał łącznie z koszykówką i siatkówką plażową ponad 1000 zawodników oraz liczne grono wiernych kibiców. Hasło
„From the Streets to the Olympics” ma swój realny wymiar, ponieważ ta dyscyplina sportu być może zostanie wprowadzona na olimpijskie salony już w 2016 roku.

Prowadzenie imprezy zapewnią profesjonalni spikerzy, zaś o oprawę muzyczną zadba ekipa I LOVE LBN i Dj Czarli.W czasie turnieju zostaną rozegrane konkursy: rzutów za 3 punkty oraz wsadów. Dla kibiców czeka szereg atrakcji i niespodzianek m.in konkursy dla publiczności, warsztaty graffiti(Rysa).
Na boisku pojawią się zasłużeni zawodnicy i trenerzy koszykówki. Zapraszamy dzieci i rodziców. W czasie turnieju odbędą się KONKURSY Z NAGRODAMI DLA DZIECI!

Do wygrania będą cenne nagrody rzeczowe od naszych Partnerów. Wszystkich serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w tym święcie sportu. Nie czekaj zbierz drużynę i zgłoś się już teraz,
gdyż o zakwalifikowaniu się do turnieju zdecyduje kolejność zgłoszeń, co spowodowane jest ograniczeniem ilości drużyn.

Organizator: Weather Brothers&WWP Crew weatherbros@gmail.com 502-594-701

Regulamin i Zgłoszenia TUTAJ
Wydarzenie na FaceBooku TUTAJ

Partnerzy:
Alco, Perła Browary Lubelskie, Ośrodek sportowy "SPORTSPARK", Sklep IN FORM, Prosto Shop Lublin,
Sklep internetowy WWP, , MaxColor Lakiernia Proszkowa, Delikatesy Całodobowe "Procent", ,
"Biżuteria od Anndzi", Restauracja Hinduska "Buddha Indian", Restauracja Japońska "Matsu Sushi".
Tapetomat.pl., Studio Wnętrz Deco, JVD Home, Restuaracja Cleopatra –Tesco Lublin.

Patronat Medialny: Blog Karol Mówi, Portal Koszykarski Probasket.pl, MVP Magazyn,Lubsport.pl,
Dziennik Wschodni, Magazyn Lubelski "LAJF", I LOVE LBN, I LOVE LBN TV (Relacje Video z
poprzednich lat).


poniedziałek, 18 maja 2015
Czekając na Twoje, mam swoją...

Po fińskiej, zgłosiła się w końcu po mnie szwedzka koszykówka. Jakiś czas temu dostałem zaproszenie do Uppsali na camp, który daje możliwość awansu do pierwszej ligi szwedzkiej. Nie wiem czy dobrze robię, że piszę o tym. Nie chcę zapeszyć. Choć w sumie jeśli zadecydują względy czysto sportowe to o awans jestem spokojny. Nie jestem zarozumiały - piszę jak jest. Cały sezon rozmawiałem z nimi na ten temat. Chciałem mieć możliwość sędziowania w Szwecji tej samej klasy rozgrywek, jakie prowadzę w Finlandii. Nie wiedzieli, mówili że muszą pomyśleć bo wcześniej nie mieli takiego przypadku. Ja z kolei nie chciałem iść od pierwszego szczebla tej drabiny. Z drugiej jednak strony dawałem jasno do zrozumienia, że niczego nie chcę za darmo. Że najchętniej swoje miejsce chciałbym wywalczyć na parkiecie. Zaproszenie na camp jest chyba najlepszym i najsprawiedliwszym rozwiązaniem. 

Od czwartku sędziowałem turniej w Sztokholmie. Miałem kilka meczów z chłopakiem, który też dostał zaproszenie do Uppsali. Jeden z naszych meczów obserwował ktoś z "góry". Przyglądał się głównie jemu ale podobno mocno zainteresował się mną bo nigdy wcześniej mnie nie widział.
"Pytał o Ciebie. Skąd jesteś, kim jesteś, co tu robisz, co sędziujesz. Był bardzo zainteresowany. Obaj jedziecie do Uppsali więc zdecydowaliśmy, że jutro posędziujecie razem dwa najwyższe finały a on będzie Was obserwował. Powodzenia." - powiedział człowiek odpowiedzialny za sędziów na tym turnieju.

No i zrobiliśmy te finały. On zszedł do nas z trybun. Facet koło sześćdziesiątki. Powiedział, że bardzo dobrze poprowadziliśmy zawody. Dobrze biegaliśmy, mieliśmy dobre decyzje i tak dalej.
Miał delikatną uwagę, że ze 2-3 razy umknęły nam kroki ale poza tym wszystko OK.
Bardzo lubię gdy obserwatorzy poruszają temat kroków. Miałem już ich tylu (w trzech krajach), że wiem już, że kiedy mówią o krokach i tylko o nich, to znak, że niczego więcej nie mogą się czepić.
Jak odgwiżdżesz za dużo błędów kroków, to po meczu powiedzą Ci, że zabijasz grę. Jak za mało to, że nie trzymasz się przepisów. Każdy stara się znaleźć ten złoty środek z duchem gry. Z tym, że jego złoty środek może nie znajdować się tam, gdzie Twój. Stara  śpiewka.

Pożegnał się i powiedział do zobaczenia w Uppsali. Ostatni weekend maja...
   

poniedziałek, 04 maja 2015
Moment, w którym zbieram w jedno miejsce wszystkie Wasze złote myśli, jest już blisko, coraz bliżej. Tymczasem dziękuję za wszystkie i proszę o więcej...
#PoniedziałkoweInspiracje

poniedziałek, 13 kwietnia 2015
#PoniedziałkoweInspiracje - Jakieś przemyślenia ostatnio? Podziel się nimi...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20