Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
MENU:

NBA

środa, 13 grudnia 2017

Napisanie książki nie jest największym marzeniem mojego życia, ale może pewnego dnia nadarzy się ku temu odpowiednia okazja.Tymczasem, dziękuję Wydawnictwu SQN za zaproszenie do napisania pięciostronicowego posłowia do tej ciekawej książki.



22:49, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 grudnia 2017

Wracam z "Poniedziałkowymi Inspiracjami". Dzięki za ciekawe pytania, za inspiracje do nowych tekstów. Te najciekawsze notuję i wykorzystuję w miarę możliwości czasowych. Nieustannie zachęcam do nadsyłania propozycji tematów do dyskusji, pomysłów na nowe teksty. Nie potrzebujecie do tego poniedziałków, specjalnej okazji i specjalnych wpisów. Piszcie kiedy chcecie, kiedy ciekawy temat przyjdzie Wam do głowy. To dla mnie prawdziwa kopalnia inspiracji. Poniżej wybrane zagadnienia, które uznałem za najciekawsze oraz takie, które najczęściej przewijały się ostatnio w mailach, komentarzach i wiadomościach na fanpage'u 

 

- Gdzie jest sufit DeMarcusa Cousinsa? Czy gdyby trafił w drafcie do organizacji z minimum kultury gry to dzisiaj mówilibyśmy o nim jako o następcy Shaqa w lidze?

26.2 punktu, 12.4 zbiórki, 5 asyst, 1.6 bloku oraz 1.6 przechwytu. To są liczby z pułapu MVP. Oczywiście DMC nie ma i nie będzie w tej konwersacji, bo Pelikany nie skończą rozgrywek ponad Rockets czy Cavs, ale warto o tym mówić i przypominać, że to, co Cousins gra w tym sezonie, to nie jest coś zwyczajnego. Gdzie jest jego sufit? To dobre pytanie. Może być jeszcze lepszy w obronie. To na pewno. W ataku łączy w sobie mieszankę siły, dobrej pracy nóg i niezłego rzutu (trafia 2.3 trójki na mecz w tych rozgrywkach). Cousins ma 27 lat i w teorii przez najbliższych 5-6 sezonów nie powinien stracić nic ze swoich fizycznych atutów. Nigdy nie był typem skoczka (dzień dobry Blake Griffin!), więc obawa, że w końcu coś mu w kolanach nie wytrzyma, jest stosunkowo mała. Owszem ryzyko kontuzji występuje zawsze i wszędzie, ale granie poniżej obręczy, co by nie mówić, nie eksploatuje tak kolan. Szybkość też nie jest cechą, która daje mu przewagi. Przewagi daje mu siła, której nie straci jeszcze długo. Minionego lata zauważalnie schudł. Znakiem tego dieta Kentucky odeszła do lamusa. I dobrze. Patrząc zatem na styl jego gry, oraz fakt, że zaczęło mu zależeć na własnym ciele, stawiam że nie drapiemy jeszcze w sufit jego potencjału. Jak każdy klasowy profesjonalista, DMC powinien pojawiać się co sezon, na obozie treningowym, z czymś nowym. Nowym zwodem, nowym rzutem, nowym elementem gry, który pozwoli mu przedłużyć karierę (dzień dobry Larry Bird!). Nie jestem w stanie dostrzec w nim drugiego Shaq'a. Ale to akurat nie jest żaden minus w jego stronę. Boogie to po prostu inny typ gracza. Stałem blisko obok obu, więc mam porównanie. DMC to jest "drwal", w sensie, że jest wielki i potrafi być groźny, o czym przekonałem się na własnej skórze. Ale nie zdajecie sobie sprawy, jak wielki jest Shaq. Brakuje mi słów by opisać jak ogromnym jest człowiekiem. W połączeniu z jego siłą, skocznością i zwinnością, tworzyło to legendarną mieszankę. Gdyby Cousins grał w tamtych czasach, pewnie byłby Shaq'iem lite. A może nie lite, tylko 2.0? Dziś, z różnych przyczyn, gra w tamtym stylu jest trudniejsza, żeby nie powiedzieć prawie niemożliwa. Po pierwsze zmieniła się koszykówka. To wiecie. Wiecie też, że na przestrzeni lat, zmieniały się też przepisy. Nie wiem czy do końca zdajecie sobie sprawę z tego, że legalna dziś w NBA obrona strefowa, mocno utrudniłaby podkoszowe życie O'Neala i jego wielkich kolegów z tamtych czasów.      

- Co sądzę o starciu sędziego Courtney'a  Kirklanda z Shaunem Livingstonem?

Bardzo ciekawa sytuacja. Zacznę od tego, że Kirkland, to według mnie, bardzo dobry sędzia. Pisałem o nim ponad trzy lata temu. Tutaj, moim zdaniem nie był jednak bez winy. Livingston ewidentnie zasłużył na przynajmniej dacha już w pierwszej fazie. Interakcja z sędzią poskutkowała wyrzuceniem z boiska. Nie wiem co by było gdyby Kirkland nie skrócił dystansu i nie pochylił delikatnie głowy w stronę głowy Livingstona. Być może skończyłoby się na jednym przewinieniu technicznym. Kirkland, w ferworze meczowych emocji, złamał zasadę, którą wpaja się nam sędziom na wszystkich poziomach szkolenia - nie wchodzimy w fizyczny kontakt z zawodnikami i trenerami. Ba, staramy się nie wchodzić nawet w ich bufor bezpieczeństwa. Czasem sędziowie, chcąc coś wyjaśnić zawodnikowi czy trenerowi, mają tendencje do zbytniego spoufalania się. Dłoń na boku, ramieniu, brzuchu. To jest wielkie no, no! Sami też staramy się nie dawać dotykać. Nie jestem niczyim psem, żeby mnie ktoś poklepywał. Nigdy nie wiesz, jak drugi człowiek zareaguje na tego typu interakcję. Jeśli obejmiesz trenera, a ten teatralnie odrzuci Twoją rękę, to wyjdziesz na durnia, jeśli nie dasz mu dacha. Ale jeśli dasz, to będzie Twoja wina. Podwójna porażka. Gracz Warriors został zawieszony na jeden mecz za to zdarzenie. Sędzia Kirkland trafił do lodówki na tydzień. Moim zdaniem dobrze to zrobi obu. 


- Co myślę o ucieczce Ballów z NCAA? Ojciec robi im krzywdę czy raczej wyjdzie im to na dobre?

Nie do końca interesuje mnie ten temat. Ojciec Lonzo Balla, rozgrywającego L.A. Lakers, jako ośrodek niemal kreujący opnie w amerykańskim sporcie, to jest żenujący znak czasów zubożenia mediów. Ale już od strony biznesowej, to bardzo ciekawe zjawisko, któremu powinno się poświęcić niejedną pracę naukową. Czarnoskóry ojciec, który nie siedzi w wiezieniu, nie sprzedaje narkotyków. No i przede wszystkim żyje i jest przy rodzinie. Ojciec, który już ma jednego syna w NBA i dwóch kolejnych pukających do bram zawodowej koszykówki. Myślę, że ten aspekt ma kolosalne znaczenie dla mediów, które regularnie chcą mieć coś od niego. Mało się o tym mówi. Ojciec, który poszedł pod prąd jeśli chodzi o umowy butowe, jeśli chodzi o ścieżki kariery swoich synów. Dla mnie to nie jest sensacja. Dla nas Europejczyków, to nie powinna być sensacja. Droga do NBA, a mówiąc ogólnie do gry w zawodową koszykówkę za konkretne pieniądze, nie musi wieźć przez NCAA. Dla Ameryków jest to szok. Dla nas nie powinien. Pieniądze są w Eurolidze, są też w Chinach. Bracia Ball są też "klikalni". Globalna wioska to wie. Tu można upiec kilka pieczeni przy jednym ogniu. Jeśli młodzi mają talenty na miarę NBA, to te talenty nie zginą. W ogólnym rozrachunku, może się to opłacić z obu stron - sportowej i biznesowej.

- Czy zawodnicy NBA grają dla statystyk?

Oczywiście! I nie tylko oni. Wszyscy zawodowi koszykarze w mniejszym, lub większym stopniu myślą o indywidualnych statystykach. Nie zdajecie sobie sprawy z tego, jaką aferę potrafią zrobić gracze lub ich agenci, gdy statystyki nie zgadzają się nawet o jedną dziesiątą punktu. Gdy pracowałem dla eurobasket.com, co jakiś czas dostawaliśmy maile typu: "W minionym sezonie w II lidze w Izraelu zdobywałem 18.9 punktu. Na stronie podajecie, że 18.5. Czy możecie to poprawić?" Nie przesadzam. Czasem, a nawet dość często, widzę to na fińskim podwórku, gdy amerykańscy zawodnicy, w już rozstrzygniętych meczach, próbują na siłę pompować statystyki. Nie wygląda to dobrze. Daleko szukać nie trzeba. Mecz Thunder-Warriors, sprzed dwóch tygodni. Śmieciowy czas. Thunder z wygraną w kieszeni. Westbrook poluje na dziesiątą asystę, dającą mu triple-double. Na wymioty się zbiera. Zwróćcie uwagę na ławkę Warriors.

 

 - Czy Isaiah Thomas da Cavs nową jakość i pomoże LeBronowi w zdobyciu tytułu? 

Przede wszystkim, zacznijmy od tego, że nie wiemy jaką wersję Thomasa zobaczymy na parkiecie. Musicie pamiętać, że kontuzja biodra, jaką I.T. przeszedł, to nie było byle co. Tego typu urazy kończyły kariery wielu sportowcom. Thomas nie gra w zorganizowaną koszykówkę już od siedmiu miesięcy. To po pierwsze. Po drugie, kolejny taki sezon, jaki miał w Bostonie już mu się nie powtórzy. Bez względu na stan zdrowia. Po trzecie, jak ostatnio sprawdzałem, to nadal nie ma 175 cm wzrostu, i nadal będzie trzeba go chować w obronie. Powiedziawszy to wszystko, jakieś 70% Thomasa sprzed roku, regularne 19-21 punktów od niego, lepszy spacing, to może być coś, co w ataku faktycznie da Cavs nową jakość. Grożący trójką Thomas, Korver, Smith i Love, pozwolą LeBronowi, Thompsonowi, Wade'owi operować pod koszem. Żadnego z nich nie będzie można bezkarnie podwajać. 70% Thomasa, to nadal będzie szybki, penetrujący Thomas, którego drive and kick może okazać się kluczem do dobrych rzeczy dla Cavs. Czy do Finałów, czy do mistrzostwa? Tego nie wiem. Wybacz.   

- Czy Victor Oladipo powinien zagrać w Meczu Gwiazd?

Jasne.

- Czy Marcin Gortat jest za mało wykorzystywany w ataku Wizards?

To samo pytanie zadają sobie kibice w Gruzji odnośnie Zazy Pachulii w Warriors. To samo pytanie zadają sobie czescy kibice w odniesieniu do Tomasa Satoransky'ego. Litwini cały czas wierzą, że Raptors uwzięli się na Valanciunasa. M.G. jest naszym dobrem narodowym. A gdy z dobrym narodowym źle się dzieje, to podnosimy lament. Znów gdzieś oszukano Polaka. Nie. Gortat za miesiąc będzie świętował 34 urodziny. Pamiętajcie o tym. To już nie jest młodzieniaszek. Polak przez siedem lat notował dwucyfrową liczbę punków, co na początku sezonu 2010-11 byłoby abstrakcyjną tezą do wygłaszania. Gortat zrobił w ataku w NBA więcej, niż wynosi jego ofensywny talent. Miał szczęście grać u boku świetnych rozgrywających. W Suns Steve'a Nasha. W Wizards Johna Walla. Przy czym w Arizonie miał miejsce jego fizyczny prime. Gortat jest koszykarskim rzemieślnikiem. I to nie jest żadna krytyka w jego stronę. Raczej odwrotnie. Swoją ciężką pracą doszedł tam, gdzie nikt nie ośmieliłby się marzyć, gdy trafiał do ligi. Gra na tyle, na ile może. Czy mógłby zdobywać ze 3-4 punkty więcej? Pewnie tak. Ale niby dlaczego Wizards, dla dobra drużyny, nie chcieliby świadomie maksymalizować jego możliwości? Gortat gra na tyle, na ile jest w stanie i cieszcie się tym.

- Czy LeBron James odejdzie do Houston?

Czy LeBron James odejdzie do...i tu wpisz sobie nazwę drużyny, która będzie mieć pieniądze do wydania przyszłego lata, która z jakiegoś powodu może być dla Jamesa atrakcyjnym kierunkiem. 76ers, bo są młodzi, bo maja pieniądze, bo będzie fajnie, bo będzie o czym mówić i pisać. Lakers, bo są młodzi, bo maja pieniądze, bo będzie fajnie, bo będzie o czym mówić i pisać, bo L.A. to fajnie miasto. Houston, bo będą mieć pieniądze, bo mogą mieć pieniądze, bo CP3 to kumpel LeBrona z bananowej łódki, bo Harden jest super. Gwarantuję, że przed końcem sezonu wypłynie przynajmniej jeszcze jedna ciekawa destynacja dla LeBrona. Przynajmniej jedna. Tak powstają plotki w NBA. Przeczytaj i zrozum.     

- Czy planuję zlot odwiedzających mój blog?
Czasem o tym myślę, ale z racji tego, że nie mieszkam w Polsce, chyba nie byłoby to takie proste. Choć też w dobie internetu nie jest to niemożliwe. Fajnie byłoby spotkać się z ludźmi, których kojarzę tylko przez nicki i awatary. Na pytanie gdzie ewentualnie - najpewniej Lublin łamane przez Świdnik. Może Londyn przy okazji meczu NBA? W tamtym sezonie, bez planowania, spotkaliśmy się w 5-6-osobowym gronie, jak dobrze pamiętam. Jesem pewny, że byłoby to coś niezapomnianego. Pomyślę o tym.    

- Ludzie pytają...
To jest zagadnienie, które przewija się w wielu wiadomościach. Jak wygląda moje życie w Skandynawii? Czemu wyjechałem? Jak to jest sędziować w dwóch krajach? Jak to jest mieszkać na małej wyspie? Planuję to za dużo powiedziane, ale czasem myślę, żeby wszystko zebrać i wrzucić w osobnym tekście. Może do tego dorzucić jakieś video z wyjazdów na mecze? Sam jeszcze nie wiem. W każdym razie, jeśli coś tego typu Was interesuje, to macie okazję zadać od siebie jakieś pytania.


23:57, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 grudnia 2017

Filadelfia 76ers i Brooklyn Nets dogadali się w sprawie wymiany, na mocy której Jahlil Okafor oraz Nik Stauskas i wybór II rundzie draftu 2019 przeniosą się na Brooklyn. W przeciwnym kierunku powędruje Trevor Booker. Nets, by zrobić miejsce w składzie dla nowych zawodników, zdecydowali się zwolnić Seana Kilpatricka.

Pisałem swego czasu w "ŚvsR", że nie podoba mi się polityka 76ers odnośnie Okafora. Cieszę, że jego sytuacja została rozwiązana. Jestem przekonany, że jeszcze będzie kimś w tej lidze. Wszak ten chłopak nie ma jeszcze 22 lat. Moim zdaniem zbyt szybko z niego zrezygnowano.

To dobry ruch Nets. Zyskali młodego podkoszowego, który nie miał okazji powiedzieć w NBA nawet pierwszego słowa, przyzwoitego strzelca, ze schodzącym, niskim ($3.8 mln) kontraktem, wybór w drafcie, który zawsze się przyda do kolejnych ruchów.

76ers zyskali doświadczonego podkoszowego, który na pewno przyda się w rotacji młodego zespołu. Moim zdaniem jednak, nie mogą czuć się wygranymi tej wymiany. Jeszcze rok temu oczekiwali przynajmniej jednego wyboru w I rundzie draftu. Dziś sami oddali swój własny, wprawdzie w II rundzie, ale zawsze.


22:52, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
środa, 06 grudnia 2017

Steph Curry skręcił prawą kostkę we wczorajszym meczu z Pelicans. Prześwietlenie nie wykazało strukturalnych zmian w obrębie stawu, ale wypowiadane w jednym zdaniu słowa prawa kostka i Steph Curry, niezbyt dobrze kojarzą się w Oakland.

Do urazu doszło w samej końcówce starcia w Nowym Orleanie. Steph niefortunnie zahaczył swoją stopą o stopę E'Twauna Moore'a. Widok jego nienaturalnie wyginającego się buta, jest wręcz makabryczny. 

29-letni obrońca Warriors ma już za sobą dwie operacje prawej kostki, (w tym jedną bardzo poważną) oraz całą masę większych lub mniejszych skręceń na przestrzeni prawie dziewięciu lat w NBA.

Warriors wyłączyli z gry swoją gwiazdę na czas nieokreślony. Klubowi lekarze mają za dwa tygodnie kolejny raz zbadać stan problematycznego stawu i ocenić proces wracania do sprawności. 

Steph Curry gra w tym sezonie na poziomie 26.3 punktu, 5.1 zbiórki, 6.6 asysty oraz 1.7 przechwytu.


00:47, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 grudnia 2017

Jedna czwarta sezonu za nami. Przyznajmy nagrody indywidualne za tę część rozgrywek. W poszczególnych kategoriach nominuję po pięciu-sześciu graczy. Podaję ich w dość przypadkowej kolejności. Na koniec moja pierwsza, druga oraz trzecia piątka (na tym etapie) sezonu. 
 
MVP. Nominowani: LeBron James, Kyrie Irving, James Harden, Giannis Antetokounmpo, Kevin Durant.

Mój typ: LeBron James. W swoim piętnastym roku w NBA, LeBron być może rozgrywa najlepszy sezon w karierze. Samo w sobie jest to szaleństwo. Jeśli dodasz to tego, że LBJ ma już w nogach ponad 40000 minut, z play-offami ponad 50000, z meczami kadry cholera wie ile, to poziom szaleństwa rośnie. 28.3 punktu na mecz, najlepiej od ośmiu lat. 58.4% z gry, najlepiej w karierze, 1.2 bloku, najlepiej w karierze, 8.7 asysty (wyrównanie najlepszej średniej z kariery). Do tego 7.9 zbiórki oraz 1.2 przechwytu. Cavs po kryzysach, są już na drugim miejscu na Wschodzie. Nie przegrali od 9 listopada (11 meczów z rzędu). Wielu ludzi, których znam, którzy wychowali się na kultowych latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku, z różnych przyczyn nie znosi Jamesa. Że NBA jest dziś miękka, że rekordy są pompowane, że James to raczej Queen, niż King. Że w tamtej erze byłby tylko dobry, ale nie wybitny. Nie wiem. Wiem, że na standardy obecnej NBA, jakie by one nie były (i nie przesadzajmy, że jest tak źle), ten człowiek jest najlepszym jej zawodnikiem. To jest jego liga, inny tylko w niej grają. Do zdobycia MVP w tym sezonie James będzie potrzebował dwóch rzeczy - dobrej prasy czyli tak zwanych narracji oraz dobrego bilansu Cavs. Jak na moje oko, coś koło 50 wygranych (lub więcej) i przynajmniej drugie miejsce w Konferencji.


Obrońca Roku. Nominowani: Draymond Green, Al Horford, Avery Bradley, Klay Thompson, Andre Roberson, Anthony Davis.

Mój typ: Al Horford. Ta kandydatura nie do końca broni się, jeśli chodzi o statystyki indywidualne. Ale jednocześnie, ta kandydatura bardzo broni się, jeśli oglądacie mecze Celtics. Al jest dla Bostonu tym, kim w Miami był dla Heat LeBron. Oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji. Al jest klejem, którym Brad Stevens łata wszystkie dziury drużyny (na obu końcach parkietu). Wystarczająco duży i silny by bronić wysokich. Wystarczająco mobilny, by z powodzeniem switchować wszystko od 5 do 3, czasem nawet 2 czy 1 w pojedynczych posiadaniach. Celtowie tracą tylko 97.4 punktu na mecz. Mniej w tej chwili w NBA (o 0.2) tracą tylko Spurs. Horford jest generałem tej defensywy. Szkoda, że nie do końca docenianym za to, co robi i ile znaczy dla tej drużyny.


Debiutant Roku.
Nominowani: Ben Simmons, Donovan Mitchell, Jason Tatum, Lauri Markkanen, Kyle Kuzma. 

Mój typ: Ben Simmons. O spory dystans. Tegoroczni debiutanci wnieśli bardzo dużo talentu do ligi. Simmons jest jednak nad nimi wszystkimi. Bardzo dojrzały w grze i zachowaniu. Nie wygląda jak debiutant, a jak ktoś, kto w NBA spędził już lata. 17.9 punktu, 9.4 zbiórki, 7.1 asysty oraz 2.1 przechwytu na mecz. Gra ma przed nim tak mało tajemnic, a on przecież dopiero zaczyna poważny basket.

Most Improved Player. Nominowani: Victor Oladipo, Aaron Gordon, Kristaps Porzingis, Giannis Antetokounmpo, Enes Kanter, Jaylen Brown.

Mój typ: Victor Oladipo. Dlaczego nie Porzingis czy Giannis? U nich eksplozja talentu i wejście na kolejny poziom gry były zawsze kwestią kiedy a nie czy. Wybrałem Oladipo, bo przypominam, że jeszcze nie tak dawno temu powszechnie sądziło się, że Pacers dostali za Paula George'a paczkę czipsów. Już otwartą i częściowo zjedzoną paczkę. Dipo miał już na zawsze zostać tylko średnim, ale nie wybitnym obrońcą, przedstawicielem słabego draftu, który w zasadzie nie robi niczego szczególnego w NBA. Dlatego to, jak przystąpił do tych rozgrywek, było dla mnie (i nie tylko dla mnie) małym szokiem. W końcu zaczął trafiać rzuty. Jeszcze rok temu, gdy oglądałem go na żywo w Madrycie, nigdy bym w to nie uwierzył. 43.3% zza łuku, 2.4 celnej trójki na mecz. W jego wykonaniu to jest naprawdę ogromny skok jakościowy. 23.4 punktu na mecz (trzynasty w lidze), to aż o 7.5 punktu więcej, niż rok temu. Do tego 5 zbiórek, 4 asysty, 1.1 bloku oraz 1.9 przechwytu (szósty w lidze). Trzeba podkreślić, że Oladipo gra niemal identyczne minuty, co rok temu w Oklahomie.  

Najlepszy Rezerwowy. Nominowani: Tyreke Evans, Dwyane Wade, Will Barton, Domantas Sabonis, Jordan Clarkson, Jonathan Simmons.

Mój typ: Tyreke Evans. Tak to miało wyglądać od początku jego kariery. Kontuzje przyhamowały jego rozwój. W 2010 roku, wówczas 21-letni Evans zgarnął nagrodę dla Najlepszego Debiutanta. Już w pierwszym sezonie w NBA, notował 20 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Przed nim tylko trzech debiutantów potrafiło za całe rozgrywki osiągnąć 20/5/5. Byli to Oscar Robertson, Michael Jordan i LeBron James. Evans jeszcze nigdy nie zagrał pełnego sezonu. Ostatnie dwa lata stały u niego pod znakiem kontuzji. Świetnie widzieć go w końcu zdrowego, produktywnego i zadowolonego z gry. 17.9 punktu (48.5 z gry - najlepiej w karierze), 5 zbiórek, 3.9 asysty oraz 1 przechwyt.

Trener Roku.
Nominowani: Brad Stevens, Gregg Popovich, Mike D'Antoni, Stan Van Gundy, Steve Kerr, Brett Brown.

Mój typ: Brad Stevens. Przystępujesz do nowego sezonu tylko z czterema zawodnikami sprzed roku. Podpisujesz gwiazdę, która ma być jednym z filarów Twojej taktyki, po czym tracisz ją po ledwie kilku minutach meczu otwierającego rozgrywki. Dostajesz do wkomponowania gwiazdę, która lubi sobie pokozłować, a Ty wolisz ruch. Z takiego, mniej więcej pułapu, pracę z Celtami w tym sezonie zaczął Brad Stevens. 20 wygranych na 24 rozegrane mecz. Nawet z Haywardem w składzie, trudno byłoby oczekiwać czegoś lepszego. Bez niego, to czyste szaleństwo. Stevens ma w rotacji ludzi, którzy kilka miesięcy temu byli daleko poza NBA.

 

All-NBA 1st Team:

C: DeMarcus Cousins.

PF: Giannis Antetokounmpo.

SF: LeBron James.

SG: James Harden.

PG: Kyrie Irving.

All-NBA 2nd Team:

C: Joel Embiid.

PF: Kristaps Porzingis.

SF: Kevin Durant.

SG: DeMar DeRozan.

PG: Steph Curry.

All-NBA 3rd Team:

C: Andre Drummond.

PF: Anthony Davis.

SF: Paul George.

SG: Bradley Beal/Klay Thompson. *

PG: Damian Lillard.

* Do samego końca nie mogłem się zdecydować. Nie chciałem pominąć żadnego z nich.


23:56, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (6) »
sobota, 02 grudnia 2017

Czy Los Angeles Clippers powinni wziąć udział w wymianie z udziałem DeAndre Jordana? To pytanie zadawane jest od przynajmniej ubiegłego sezonu, a od kilku tygodni przybrało na sile. Dlaczego? Dlatego, że rozgrywki Clippers przebiegają według fatalnego scenariusza, który zbyt dobrze znamy. Z pierwszej piątki, która wybiegła na parkiet w meczu otwierającym ten sezon, zdrowy do dziś został już tylko DeAndre Jordan. Blake Griffin znów nie jest w stanie grać. Ekipa Doca Riversa ma w tej chwili bilans 8:13, co daje jej dziesiąte miejsce na Zachodzie. Czekać na Teodosica i Gallinari'ego, potem Griffina i próbować wycisnąć z tego sezonu tyle, ile się da? Czy może rozwalić wszystko w cholerę i zacząć budować coś na przyszłość?

28-letni Blake podpisał minionego lata pięcioletni, maksymalny, kontrakt z Clippers o wartości $173 mln. Jeśli drużna wejdzie w etap przebudowy, najprawdopodobniej oznaczać będzie to, że ich lider przejdzie przez swój prime nie walcząc o nic. Choć można głośno zapytać czy przypadkiem o fizycznym prime Griffina, nie powinniśmy mówić już w czasie przeszłym? Jeśli tak się stanie, jeśli taką decyzję podejmie klub, jego kontrakt stanie się niepotrzebnym balastem. Mając na uwadze wiek Griffina i przebyte kontuzje, będzie niezwykle ciężko go zutylizować za coś wartościowego. 

DeAndre ma 29 lat. W przyszłe wakacje, będzie mógł odstąpić od ostatniego roku swojej umowy ($24.1 mln) i wejść na rynek wolnych agentów. Pytanie brzmi ile będą kosztować jego usługi przez najbliższych pięć lat? D.J. gra swój dziesiąty sezon w NBA. Oznacza to, że maksymalna umowa w jego przypadku będzie wynosić jakieś $205 mln płatne w pięć lat. W takim scenariuszu, w sezonie 2021-22, 34-letni Jordan i 33-letni Griffin kosztowaliby klub ok $80 mln. Jordan jest, póki co, jednym z najlepszych centrów w NBA, ale w związku z swoimi ograniczeniami w ataku, w związku z tym, że jego gra opiera się głównie o nieprzeciętną fizyczność, jego starzenie się, może nie wyglądać dobrze i może nie przebiegać łagodnie. Wraz ze stopniową utratą atletyzmu, jego przydatność i wartość będą drastycznie spadać. Na miejscu Clippers starałbym się uniknąć scenariusza, w którym starzejący się Jordan i Griffin grają razem na mocy gigantycznych umów.

Menadżerowie pozostałych drużyn NBA doskonale znają położenie Clippers, dlatego zapytania o dostępność Jordana nasiliły się ostatnio. Pozyskaniem go zainteresowani są m.in. Toronto Raptors, Washington Wizards, Minnesota Timberwolves, Cleveland Cavaliers i Milwaukee Bucks.  

Clippers wydadzą w tym sezonie $120.3 mln na kontrakty swoich swoich zawodników. Tylko siedem innych ekip zapłaci swoim zawodnikom więcej. Jeśli obecne rozgrywki będą dla tej drużyny katastrofą. Jeśli przyszłego lata nie uda się dojść z Jordanem do porozumienia w sprawie nowej umowy, to chyba już teraz warto nacisnąć czerwony przycisk.

Sytuacja Clippers nie jest łatwa. Mam wrażenie, że są o jakiś rok za późno od decyzji o pozbyciu się swojego centra. Z jednej strony, mogą ryzykować i przyjąć założenie, że maksymalna umowa Jordana to marzenie ściętej głowy i z takiego poziomu zacząć rozmowy. Ale muszą pamiętać o dwóch rzeczach - po pierwsze Jordan nie będzie zastrzeżonym wolnym agentem. Clippers nie będą mieli komfortu ostatniego słowa. Po drugie, Jordan nie ma agenta, negocjuje sam. Przynajmniej na ten moment. Wysokość kontraktu dla graczy NBA, to nie tylko pieniądze same w sobie. Dla większości z nich, to wyraz szacunku klubu. Nigdy nie wiadomo, co siedzi komu w głowie. Czasem z byle powodu, dany zawodnik może poczuć się nieszanowany przez organizację i zwyczajnie odejść. Przypominam, że D.J. był dwa lata temu dogadany z Dallas w sprawie kontraktu. Poza tym czy zatrzymanie Jordana powinno być jakimkolwiek priorytetem Clippers? Moim zdaniem raczej nie.

Jordan jest w trakcie dziesiątego sezonu w NBA. W lipcu zdmuchnie z urodzinowego tortu 30 świeczek. Gdyby miał się nauczyć rzucać, albo przynajmniej na przeciętnym poziomie grać tyłem do kosza, to już by to zrobił. Jego atletyzm będzie systematycznie spadał. To jest ostatni moment, żeby dostać za niego coś wartościowego od drużyn z mistrzowskimi aspiracjami. Bo, co by nie mówić, DeAndre Jordan może być brakującym elementem mistrzowskiego składu w tym sezonie i jeszcze przez jakiś czas w przyszłości. To jest ostatni moment, żeby wyciągnąć od negocjujących drużyn wartościowe wybory w drafcie, młode talenty i od tego zacząć odbudowę/przebudowę.

Clippers mają sentyment do tej drużyny, bo odczucie cały czas jest tam takie, że ten skład w zasadzie nigdy nie miała szansy na prawdziwe sprawdzenie się. Za każdym razem na ich drodze stawały kontuzje. Moim zdaniem, przyszedł jednak moment, kiedy decyzja o zamknięciu pewnego rozdziału jest po prostu nieunikniona. Jordan nadal przedstawia rynkową wartość, a Clippers cały czas mają kontrolę nad jego przyszłością. Już za pół roku mogą zostać z niczym. 

W obecnej erze koszykówki tacy centrzy, jak Jordan (dynamiczni, biegający, skaczący, blokujący rzuty) nie są unikatami. Na miejscu Clippers dobrze bym go sprzedał, a wcześniej serdecznie podziękował mu za dekadę razem.

That was quite a show
Very entertaining
But it's over now
Go on and take a bow 


23:56, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 listopada 2017

No tak, kto inny mógł to być, jak nie młody Rivers?

Blake Griffin ma skręcone więzadło poboczne piszczelowe (MCL) lewej nogi. Do urazu doszło w czwartej kwarcie wczorajszego meczu Clippers-Lakers. Na walczącego w parterze o piłkę Griffina, niefortunnie wpadł Austin Rivers. Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że w kolanie 28-latka nie ma żadnych strukturalnych uszkodzeń. Doszło jedynie do skręcenia. Wstępnie mówi się jednak nawet o dwóch miesiącach przerwy w grze.

Clippers, po przegraniu dziewięciu kolejnych spotkań, wrócili na właściwe tory. Wygrali swój trzeci z rzędu mecz. Ale nie nazywaliby się Clippers, żeby coś nie mogło się tam spieprzyć.

Z pierwszej piątki, która wybiegła na parkiet w meczu otwierającym ten sezon, zdrowy został już tylko DeAndre Jordan. Milos Teodosic już po dwóch spotkaniach doznał urazu lewej stopy. Najwcześniej ma wrócić w okolicach Bożego Narodzenia. Patrick Beverley nie wróci już w tym sezonie po operacji prawego kolana. Danilo Gallinari leczy lewy mięsień pośladkowy. Nie zagra jeszcze przynajmniej tydzień. 

Griffin podpisał minionego lata pięcioletni, maksymalny, kontrakt z Clippers o wartości $173 mln. Po odejściu Chrisa Paula, to miała być jego drużyna a ten sezon miał dać mu z powrotem miejsce w elicie najlepszych skrzydłowych w lidze. I można by powiedzieć, że do tej pory tak było. Blake, póki co, nie stracił ani jednego meczu. Jego średnie sięgnęły 23.6 punktu (najlepsza średnia od czterech lat), 7.9 zbiórki oraz 5.1 asysty. Tylko pięć razy nie przekroczył pułapu 20 puntów. Jego dwa wielkie rzuty w końcówkach dały Clippers wygrane z Blazers i Kings. 

Obecna kontuzja, to kolejny wpis do jego bogatej kartoteki medycznej. Lider Clippers w ostatnich dwóch latach stracił aż 68 meczów w ramach rundy zasadniczej. Historia jego kontuzji i urazów wygląda tak:

- Preseason 2009. Uszkodzona rzepka lewego kolana. Uraz ten przesunął jego debiut w NBA o rok.

- Lato 2012. Uszkodzona łąkotka w lewym kolanie. Uraz ten uniemożliwił mu wyjazd na Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 roku.

- Lato 2014. Przeciążeniowy uraz pleców. Kontuzja uniemożliwiła mu wyjazd do Hiszpanii na Mistrzostwa Świata.

- Luty 2015. Infekcja prawego łokcia. Niezbędna była operacja.

- Grudzień 2015. Naderwane ścięgno mięśnia czworogłowego.

- Styczeń 2016. Złamana prawa dłoń. Po incydencie z pracownikiem klubu.

- Grudzień 2016. Operacja lewego kolana.

- Kwiecień 2017. Kontuzja palca prawej stopy. Mecz nr 3 pierwszej rundy play-offs z Utah Jazz. Uraz wyłączył z dalszej części rozgrywek. Clippers odpadli w tej serii. 

22:42, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »

Nowy sezon, nowe wyzwania, nowe cele. Jedni zawodnicy się odchudzali, inni przybierali na wadze - świadomie i nieświadomie. Jedni ściągnęli do siebie pomoc, by pokonać tych wszystkich LeBronów, Warriorsów i im podobnych. Niektórzy, w tym samym celu, sami odeszli do innych drużyn.

Mamy też nową kolekcję zegarków Tissot w związku z nowymi rozgrywkami w NBA. Kolekcja nazywa się Tissot Chrono XL NBA Teams. Na ten moment, szwajcarska marka ma modele dla fanów Chicago Bulls, Cleveland Cavaliers, Golden State Warriors, Los Angeles Lakers, San Antonio Spurs, oraz New York Knicks. 

Średnica koperty to 45 milimetrów - czyli cztery i pół centymetra, jak dobrze liczę. Grubość to 11 milimetrów. Więcej danych technicznych na stronie producenta TUTAJ.

Sugerowana cena detaliczna to około 1400 zł. 

21:31, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 listopada 2017

Za nami już jedna czwarta sezonu. Czemu ten czas tak pędzi, powiedz Ty mi? Atakujemy ostatnie dwa tygodnie. W teorii, żeby to jakoś wyglądało. W rzeczywistości atakujemy dwa tygodnie z kawałkiem. Dziś same Śliwki. Robaczywki jutro, ale wiesz, że Ci tego nie obiecam. Dzięki za podsyłanie własnych propozycji i przemyśleń. Kanały dostępu bez zmian (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage'u). Jak wiecie, kontakt z Wami, wiele dla mnie znaczy, więc nie wahajcie się pisać. Tylko nie zaczynajcie wiadomości od "witam" i nie piszcie mi głupot. Nie mam czasu na głupoty. Na mądre i ciekawe rzeczy mam czas, więc śmiało.


Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Śliwki:

- James Harden. Mój wczesny kandydat numer jeden do nagrody MVP w tym sezonie. Lider Rakiet, już czwarty rok gra na poziomie MVP. W wygraniu przynajmniej jednego tego typu wyróżnienia, przeszkadzały mu do tej pory dwie rzeczy. Pierwsza to tak zwane narracje. W latach 2015-16 narracją był rewolucjonista Steph Curry. Uważam, że Harden powinien był wygrać z nim przynajmniej raz. W minionym sezonie był to zraniony Westbrook i jego osobista vendetta na karuzeli triple-double. Dla mnie tamten wybór, to było zakwestionowanie wartości zespołowości w koszykówce i nagradzanie egoizmu. Modelowy przykład na to, jak narracje kształtują opnie. Odmienialiśmy triple-double przez wszystkie przypadki. Amerykańskie media (i nie tylko one) rozpływały się nad tym, jak to Russ ciągnie OKC, jak to nie ma z kim grać. Oladipo, Sabonis i Kanter pokazują w tym sezonie, jak to Russ nie miał z kim grać. To jego wyrywanie piłek po ósmą, dziewiątą i dziesiątą zbiórkę, to jego polowanie na ósmą, dziewiątą i dziesiątą asystę było ohydne. Ale to jest temat na osobną myśl. Wracając do Hardena. Druga rzecz, która przeszkadza mu w dostawaniu dobrej prasy, to opinia o tym, że zbyt lekko podchodzi do życia, do swoich obowiązków, że nie jest prawdziwym liderem. A tego nie wiemy. Swoje opinie opieramy oceniając jego introwertyczny, hipsterski sposób bycia, wypowiadania się w mediach. Nie siedzimy w szatni Rockets. Nie wiemy jak motywuje swoich kolegów, jaki daje im przykład na treningach. Liderem można być na wiele sposobów. Harden przewodzi obecnie w NBA w punktach (31.4) i asystach (9.8). Do tego dorzuca po 4.8 zbiórki oraz 1.7 przechwytu. Dodaj do tego, że Rakiety są drugą siłą ligi (15:4), że przez 14 meczów nie było z nimi Chrisa Paula. Obrona? Tak, J.H. nadal nie jest tytanem po tej stronie parkietu, ale cóż, takie wybrał życie w NBA. Zamiast być tylko dobry na obu końcach parkietu, wolała być wyjątkowy w ataku i przeciętny w obronie. LeBron też od paru sezonów "kryje się" w defensywie. To samo Westbrook i wiele innych gwiazd. Przy dzisiejszej intensywności gry raczej musisz wybrać swoją specjalizację.

- Klay Thompson. Czy będzie w tym sezonie coś lepszego, niż Klay wypowiadający się na temat...rusztowań w Nowym Jorku? Powtarzam - rusztowań w Nowym Jorku! Rusztowań! Mniej więcej w tym samym czasie Steph dobrze bawił się u Jimmy'ego Falonona. Uwielbiam Klay'a jako koszykarza, a być może jeszcze bardziej jako jedną z najbardziej interesujących postaci w NBA. Klay przed meczami ma zwyczaj czytać gazety - takie zwykłe, papierowe, nie ich elektroniczne wydania. Mało się o tym mówi, ale Klay ostatnio włączył się w akcję pomocy ofiarom pożarów, które dotknęły Kalifornię. Za każdy zdobyty punkt wypłacał $1000. Na boisku oraz poza nim, zebrał ponad $350 tys. W akcję włączyła się też marka Anta, która dostarcza Thompsonowi meczowe obuwie. 

 A skoro już jesteśmy przy umowach sponsorskich Klay'a...

Nie możemy też nie wspomnieć o tym, co na boisku. A tam - 49.7% z gry, 46.6% zza łuku. Oba wskaźniki są najwyższe w jego karierze. 20.2 punktu na mecz przy zaledwie jednym, niecałym, rzucie wolnym w każdym starciu. Do tego 4.4 zbiórki (też najlepiej w karierze) i 2.5 asysty. Jeśli chcesz się do czegoś przyczepić, to może jedynie tego, że Klay nie atakuje za często obręczy, przez co nie staje na linii. Ale coś za coś. Klay z piłką na obwodzie, to jak asasyn z mieczem na misji. Elitarny obrońca na trzy pozycje. Świetny gracz.  

- LeBron James. Nie traktujemy go, jak coś pewnego. Nie bierzmy jego występów jako standard. Za bardzo nas rozpieścił przez lata. To jest mój drugi kandydat do MVP w tym sezonie. Może nawet pierwszy prim. Patrz teraz - 28.5 punktu na mecz, najlepiej od ośmiu lat. 58% z gry, najlepiej w karierze. 1.2 bloku, najlepiej w karierze. Do tego 8.6 asysty (tylko raz w karierze podawał więcej. Było to rok temu - o jedną dziesiątą więcej), 7.8 zbiórki oraz 1.2 przechwytu. Cavs wygrali siedem meczów z rzędu (a nawet osiem - gdy to pisałem w nocy, Cavs wygrywali z 76ers), zatamowali wczesne krwawienie i już są na trzecim miejscu Wschodu. Bez LeBrona, obecni Cavs, mieliby problem wejść do play-offów w PLK.

- Cavs dostają Śliwkę za zabawę z koszykarskim światem w mediach społecznościowych. Dziwne, tylko im znane przekazy na Twitterze i Instagramie. Przekazy, które nawiasem mówiąc, nawzajem sobie lajkują i komentują. Tam nie ma przypadku. Opowiem Ci o czymś. Siedziałem w szatni Cavs. LeBron, w samych gaciach, na wyciągnięcie dłoni ode mnie. To było coś. Od razu uprzedzę pewien tok rozumowania -  Akurat fakt, że był w samych gaciach nie stawiam jako główny czynnik sprawiający, że to było coś. Siedziałem obok jednego z najlepszych koszykarzy w historii. To było to coś. Nie wyciągałem aparatu, bo grałem z żółtą kartką. Jeden Austriak spróbował. Żałował.  

LeBron, po kilku drobnych zabiegach masażystów, wyjął telefon i zaczął mały przegląd internetu dla swoich kolegów. "Słuchajcie tego..." - zaczynał, po czym cytował wpisy na Twitterze graczy NBA i dziennikarzy. Po kilku zdaniach komentarza od siebie, lub od kogoś z drużyny, przechodził dalej. Czasem za komentarz starczał szyderczy śmiech. LeBron jest medioznawcą i jestem pewien, że wszystko, co wychodzi do sieci spod dłoni zawodników Cavs, musi dostać wcześniej pieczątkę Jamesa. Tak to działa. 

Tak akcja w nowojorskim metrze, to też kontrolowany spontan. LeBron mówi, że drugi raz w życiu jedzie metrem.   

 

J.R. Smith ma trochę więcej doświadczenie w tej materii...


 - Boston Celtics. Po raz kolejny. 18 wygranych na 21 meczów musi robić wrażenie. I w zasadzie każdemu z osobna należy się Śliwka. Irving - 23 punkty, 3 zbiórki, 5 asyst, 1.7 przechwytu. Tylko dwie straty na mecz (najmniej w karierze). Wyśmienity mecz w Dallas, w którym C's potrzebowali każdego z jego 47 punktów. Al Horford, który po cichu puka do pierwszej piątki obrońców sezonu. Inteligent na parkiecie. Jaylen Brown - Kawhi 2.0? Nie w sensie, że to druga i lepsza wersja Leonarda, tylko że rośnie nam unikatowy na dzisiejsze standardy gracz, który może rozstrzeliwać defensywę Twojej ulubionej drużyny, ale może też w obronie wyłączyć Twojego ulubionego zawodnika z pozycji 1-3. Poza boiskiem, podoba mi się to, jak się wypowiada w mediach. Bardzo inteligenty chłopak. Będzie z niego czarny J.J. Redick. Jayson Tatum - pomeczowe piwko, legalnie w USA, będzie mógł sobie kupić dopiero za półtora roku! Nad wyraz dojrzały jak na tak młodego człowieka. Świetna praca nóg. Tylko trzy razy nie zdobył dwucyfrowej liczby punktów. Marcus Smart trafia 29% swoich rzutów, a i tak jest plusowym graczem. Brad Stevens - póki co kandydat numer jeden do nagrody dla najlepszego coacha sezonu. 

- Tyreke Evens. Tak to miało wyglądać od początku. Potem przyszły kontuzje i inne rzeczy. W 2010 roku, wówczas 21-letni Evans zgarnął nagrodę dla Najlepszego Debiutanta. Już w pierwszym sezonie w NBA, notował 20 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Przed nim tylko trzech debiutantów potrafiło za całe rozgrywki osiągnąć 20/5/5. Byli to Oscar Robertson, Michael Jordan i LeBron James. Pewnie o nich słyszeliście. Evans jeszcze nigdy nie zagrał pełnego sezonu. Ostatnie dwa lata stały u niego pod znakiem kontuzji. Świetnie widzieć go w końcu zdrowego, produktywnego i zadowolonego z gry. 17.7 punktu (49% z gry - najlepiej w karierze), 5.1 zbiórki, 3.4 asysty, 1.1 przechwytu. 

- New York Knicks, Kristaps Porzingis. Jak to śpiewał R. Kelly? The storm is over now. Nie wiem czy Knicks wejdą do play-offów w tym sezonie. Ale wiem, że od ładnych paru latach w ich szatni nie śmierdzi. Drużyna wygląda na zdrową (na wielu poziomach), całkiem nieźle poukładaną. Oglądanie Knicks nie jest już patologią. Porzingis wskoczył na poziom, który myślałem, że osiągnie dopiero za przynajmniej dwa lata. I teraz spójrz - Łotysze mają 22-letniego Kristapsa, który robi różnicę na obu końcach boiska. Finowie Markkanena, który jest o dwa lata młodszy od lidera Knicks, a już jest dobry. Niemcy mają Schrödera. A my? Ale to taka dygresja. Porzingis jest czwartym strzelcem ligi (27.3) i pierwszym blokującym (2.3). Phil Jackson chciał nim handlować. Pozdrowienia dla nowojorskich, zblazowanych dziennikarzy, którzy mieli żal do Kantera i Hardaway'a, że grają za dobrze i przeszkadzają w tankowaniu. Kurtyna.

- Detroit Pistons. Tobias Harris przeszedł latem laserową korekcję wzroku i nagle okazało się, że umie rzucać, to znaczy trafiać. Andre Drummond bez operacji z 38% z linii wszedł na 60%. Do tego nauczył się podawać (3.4 asysty - najlepiej w karierze). Avery Bradley dał im kolejny wymiar, którego najwyraźniej im brakowało rok temu. I mamy z tego 12 wygranych z pierwszych 18 meczów. Jak już jesteśmy przy Drummondzie,to Śliwka dla niego za to, że polubił moje zdjęcie na Instagramie, na którym go oznaczyłem. Mała rzecz a cieszy.

- Donovan Mitchell. Jazz wygrali na loterii. On będzie kimś w tej lidze.14/3/3 to dopiero początek. Kyle Kuzma to ta sama parafia. 16.8/6.3/1.5. na dobry początek.

- LaMarcus Aldridge. To nie są fajerwerki na czwartego lipca, ale to jest to, czego Spurs od niego potrzebują. Pod nieobecność Leonarda i Parkera, zapewnił im tak miękkie lądowanie, jak tylko się da. Już 13 razy przekraczał próg 20 punktów. Silne 21/8/2/1. Ciężko chcieć więcej od 32-latka. Dobrze, że latem się dogadali z Popem.

-  Jeremy Lamb. Nie za często zdarza się, żeby zawodnik po pięciu latach w NBA, nagle zmienił optykę patrzenia na niego. Lamb z rezerwowego na 20 minut i 8 punktów, przeistoczył się w zawodnika, który bez problemu byłby starterem w kilkunastu klubach NBA. Prawie 16 punktów na mecz, do tego 5.3 zbiórki oraz 3.4 asysty. Ładnie. 

- Khris Middleton. Po cichu, ale skutecznie. Wiesz, że gracz Bucks już dwa razy w tym sezonie osiągał pułap 40 punktów? Po poważnym zerwaniu mięśnia dwugłowego uda sprzed roku, nie ma już śladu. 26-latek robi 19/5.6/4.6/1.4 i jest to bezsprzecznie jego najlepszy sezon w karierze. 

- Domantas Sabonis. Thunder chcieli zrobić z niego stretch four, a on chciał pod kosz. Wyszło, jak wyszło. W Indianie pozwolili mu podejść pod kosz i są efekty. Sześć meczów z double-double. Średnie na poziomie 12.9 punktu, 8.9 zbiórki (lider drużyny) oraz 2.3 asysty. Tata może być zadowolony ze swojego 21-letniego syna.  

- Cały czas podoba mi się, że koncepcja grania dwoma klasowymi wysokimi nie umiera. Pelikany są 11:9. Boogie i A.D. grają wyśmienicie, choć ta drużyna nadal jest źle zbudowana wokół nich. 

- Hawks i Nets przegrywają swoje mecze, ale zachęcam do zajrzenia i sprawdzenia co u nich słychać. Wbrew pozorom, tam nie gra się złego basketu.

- Trzecia kwarta meczu 76ers-Warriors. Podopieczni Steve'a Kerra wygrali ją 47:15! Od 1992 roku nikt nie miał tak ofensywnej ćwiartki.

- My tu sobie gadamy, a tymczasem wygląda jakby Bradley Beal chciał zagrać najlepszy sezon w karierze. 24.2 punktu, 4.6 zbiórki, 3.5 asysty i 1.3 przechwytu. Nie zapominajmy, że on ma dopiero 24 lata.

- Na koniec duża Śliwka dla Was. Dzięki za odwiedzanie. W ostatnim tygodniu na mój blog weszliście 574080 razy. Dzięki! 


http://karolsliwa.blox.pl/resource/IMG_20171027_010350_003.jpg

23:59, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 listopada 2017

Derrick Rose, który jest w trakcie rehabilitacji skręconej lewej kostki, opuścił Cavs. Według źródeł blisko z nim związanych, 29-latek poważnie zastanawia się nad zakończeniem kariery w NBA! Między zawodnikiem a drużyną od kilku dni nie ma żadnego kontaktu.

Przyczyną takiego stanu są podobno frustracje i rozczarowania związane z przeróżnymi kontuzjami i drobnymi urazami, które od pięciu już lat co raz nękają i spowalniają jego karierę. Rose, według źródeł, ma już dość bycia niezdolnym do gry, dość przechodzenia przez mozolne i czasochłonne rehabilitacje, dość życia w bólu. Wszystko to zbiera swoje żniwo i odbija się na jego psychice.

Kłopoty Rose'a ze zdrowiem zaczęły się w sezonie 2011-12. Rok wcześniej został wybrany MVP rozgrywek.  Wszyscy pamiętają jego słynną już kontuzję lewego kolana (ACL) w I rundzie play-offs przeciwko Filadelfii 76ers. Mało kto pamięta jednak, że cały tamten sezon stał u niego pod znakiem całej masy mniejszych lub większych urazów.

Wówczas młody lider Byków zagrał tylko w 39 meczach rundy zasadniczej (81 w sezonie MVP).  Rehabilitacja kolana kosztowała go całe rozgrywki 2012-13. Wrócił na kolejny sezon, ale zdołał wystąpić tylko w dziesięciu meczach. Tym razem operacji wymagała łąkotka w jego prawym kolanie. W rozgrywkach 2014-15, relatywnie dobre zdrowie udało mu się utrzymać tylko do lutego. Odezwała się znów łąkotka prawego kolana i znów niezbędne było użycie skalpela. Kolejne dwa lata, czyli ostatni w Bulls i ubiegły w Knicks, były dla niego wolne od dużych urazów, ale drobne rzeczy przytrafiały mu się raz na jakiś czas. Zagrał tylko w 64 oraz 66 meczach. Na samym finiszu poprzednich rozgrywek, dość nieoczekiwanie, Rose poddał się jednak operacji lewej łąkotki. Jako rekonwalescent wszedł na rynek wolnych agentów. Rękę wyciągnęli do niego Cleveland Cavaliers.

Od 2012 roku, na 412 możliwych do rozegrania meczów w ramach rundy zasadniczej, Rose wystąpił tylko w 237 meczach.

W tym sezonie, pierwszym w barwach Cavs, Rose w siedmiu rozegranych meczach, notował średnio 14.3 punktu, 2.6 zbiórki oraz 1.7 asysty. 

Szkoda mi go. I to bardzo. W czasie Mistrzostw Świata w Hiszpanii miałem okazje stykać się z kadrą USA codziennie. Jeśli śledzicie mój blog przynajmniej od tamtego turnieju, to może pamiętacie mój tekst "Kubuś Puchatek z NBA ", w którym zdradzam, że Rose nie należy do intelektualistów. Ale jednocześnie trzeba mu oddać to, że dał się wtedy poznać jako bardzo sympatyczny i spokojny człowiek. Czasem wręcz nieśmiały. Podkreślić też muszę to, że zazwyczaj miał czas dla dziennikarzy. Dało się odczuć, że szanuje swoich rozmówców. Na pytania odpowiadał chętnie. Nawet jeśli w danym momencie nie mógł, czy nie chciał rozmawiać, przynajmniej pozdrawiał dziennikarzy i znikał. Niby nic, mały gest, a jednak. Wiele gwiazd i gwiazdek różnych reprezentacji znikało bez słowa z głowami schowanymi w ręczniki. Szanowałem go za to. Na swój sposób polubiłem i mimo, że styl jego gry, to nigdy nie była moja bajka, to zawsze gdzieś tam, po cichu, kibicowałem mu i trzymałem kciuki za jego zdrowie.

Sytuacja jak ta, jest idealnym, tragicznym, ale idealnym przykładem na to, żeby nie brać tych wszystkich LeBronów, Hardenów, Currych, Durantów i innych za coś pewnego. Ich mózgi działają tak, jak nasze. Targają nimi takie same emocje, jak nas. Codzienny stres, wielopoziomowa presja ze strony kibiców, sponsorów, klubu, kolegów z drużyny, samych siebie. Miliony na koncie to nie jest przeważający argument za tym, żeby kazać im grać i nie marudzić. Sfera psychiczna zawodowych sportowców, to aspekt, o którym nadal za mało się mówi. 




21:53, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 227