Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
Zakładki:
MENU:

NBA

czwartek, 23 lutego 2017
Będę aktualizował i wrzucał na bieżąco wszystkie ruchy najbliższych godzin. Możecie odświeżać raz na jakiś czas.

- Nerlens Noel przenosi się z 76ers do Mavs za Andrew Boguta, Justina Andersona oraz wybór w I rundzie tegorocznego draftu. Pick jest chroniony w top18. Bogut najprawdopodobniej zostanie przez Filadelfię zwolniony i poszuka klubu z szansami na tytuł (nie może związać się z Warriors). Być może odbędzie się to za jednym razem, gdyby w wymianę włączył się trzeci klub.

- K.J. McDaniels przenosi się z Rockets do Nets. Houston oszczędzają tym ruchem ok $3 mln. 

- Thunder wysyłają do Bulls Joffrey'a Lauvergne'a, Camerona Payne'a i Anthony'ego Morrowa za Douga McDermotta, Taja Gibsona i wybór w II rundzie draftu 2018 roku.

- Denver Nuggets ściągają z Bucks Roy'a Hibberta za wybór w II rundzie draftu 2019 roku. Pick jest podobno mocno chroniony.

- Toronto Raptors pozyskują P.J. Tuckera z Phoenix Suns. W przeciwną stronę jedzie Jared Sullinger i wybór w II rundzie któregoś z draftów.

- Mike Scott przenosi się z Atlanty do Phoenix. W przeciwną stronę pojedzie silnie chroniony wybór w II rundzie draftu + gotówka.

- Ten sam
Mike Scott przenosi się z Phoenix do Portland za gotówkę.

- Mavs zwolnili Derona Williamsa. Mówi się, że ma dołączyć do Cavs. 

- Pelicans zwolnili Terrence'a Jonesa. 


http://www.oratoryprepomega.org/wp-content/uploads/2015/02/Screen-Shot-2015-02-25-at-9.39.21-AM-395x300.png
18:01, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 lutego 2017
DeMarcus Cousins, po ponad sześciu latach w Sacramento zmienia klub! Kings i Pelicans dogadali się w sprawie wymiany, na mocy której DMC i Omri Casspi przeniosą się do Nowego Orleanu. W przeciwnym kierunku powędrują Buddy Hield, ‎Tyreke Evans, Langston Galloway, wybór w pierwszej (chroniony w top3) oraz drugiej rundzie (via 76ers) tegorocznego draftu.

Oceniam ten deal dla poszczególnych drużyn.

Sacramento Kings:
Kompromitacja, blamaż. Za najprawdopodobniej najlepszego środkowego obecnej NBA, Kings dostali w zamian przysłowiową czapkę gruszek. Wybór w drafcie od Pelikanów, to może nawet nie być wybór w loterii. Nowy Orlean traci do ósmego miejsca 2.5 meczu. Do rozegrania ma 25 spotkań do końca rundy zasadniczej. Play-offy, szczególnie teraz, nie są tu abstrakcją.
Galloway, poza szlachetnym nazwiskiem, to ligowy średniak. Evans wraca tam, gdzie został Debiutantem Roku (2010), ale od tamtego czasu ma za sobą wiele kontuzji i kilka operacji oraz łatkę zmarnowanego talentu. Jego kolana i pachwiny są bardzo niepewne. Hield, jak to debiutant, dobre mecze przeplata słabymi. A tych dobrych też nie miał aż tak wiele.
Dosłownie kilka dni temu Vlade Divac, menadżer Kings, zapewniał, że DMC nie jest na sprzedaż. I chyba byłem skłonny mu w to uwierzyć. Divac, jak to stary Serb rozumie grę i zakładam, że nie jest głupi (
nie wyglądał na takiego, gdy kiedyś miałem okazję z nim rozmawiać). Dobrze wiedział jakiego formatu gracza miał pod sobą. Nie mam insiderskich wiadomości w tym temacie, ale mocno podejrzewam, że za wszystkim stał właściciel klubu Vivek Ranadive. Nie ma nic gorszego jak biznesmen, który wchodzi do sportu i próbuje z uporem maniaka wprowadzać swoje schematy, które odniosły sukces w odległych od sportu branżach a przy tym nie słucha tych, co w tym sporcie siedzą całe życie.
Ranadive nigdy nie miał czucia do koszykówki NBA. Jak szalony wymieniał trenerów, pociągał za spust wątpliwych wymian. Przypomnę też, że to on głośno myślał o zastosowaniu taktyki - "jeden nie wraca do obrony a my posyłamy do niego piłki, gdy nadarzy się okazja."
W ostatnich czasach wiele mówi się o pojęciu kultury, w odniesieniu do prowadzeniu zawodowego klubu sportowego. W Sacramento tego brakuje. Kings od paru sezonów są organizacją półamatorską. Kilkanaście godzin temu, ten poziom jeszcze spadł. Dwa lata temu Nugets dostali dwa wybory w I rundzie draftu za Mozgova. Za Boogi'ego nie tylko można było, ale trzeba było wziąć znacznie więcej. Domagam się powołania komisji śledczej by zbadać kulisy tego transferu. Pelicans, jakiś czas temu, podobny pakiet oferowali 76ers za Jahlila Okafora. Targu nie dobili, ale ktoś przypomniał sobie, że jest w lidze klub prowadzony przez amatorów. Kierunek okazał się słuszny.

Należy spodziewać się teraz ostrego tankowania w stolicy Kalifornii. Jeśli ich własny pick spadnie poniżej dziesiątego miejsca, trafia on z automatu do Chicago Bulls.
Aha, trzeba też pamiętać, że 76ers mają prawo wymienić się z Kings wyborami w tegorocznym trafcie. Zatem Kings tankują i jednocześnie trzymają kciuki za Filadelfię, żeby i ta wylosowała wysoki wybór.

New Orleans Pelicans:
Świetny ruch. Na razie zapomnij o tym, że Anthony Davis i DeMarcus Cousins grają na podobnych pozycjach. Zapomnij o tym, że DMC ma trudny charakter. Zapomnij, na chwilę, o analizowaniu czy to w ogóle wyjdzie. W NBA jest tak, że jak masz szansę pozyskać talent, to to robisz. Pelikany pozyskały gracza ze ścisłej elity ligi za śmieszną cenę.
Jasne, jest to jakiś rodzaj ryzyka, ale kładąc na szali to, co położyły obie strony, taki deal robisz 11 razy na 10 przypadków.
Cousins wychował się w Alabamie, jakieś półtorej godziny samochodem od Nowego Orleanu. Czy to będzie jakiś argument w perspektywie jego pozostanie w Big Easy? Może.
Cousins ma w kontrakcie jeszcze jeden rok. Całkowicie wolny będzie w wakacje 2018 roku. Pelicans już tego lata mogą zaproponować mu pięcioletnie przedłużenie umowy (warte ok. $180 mln) ale z przyczyn głównie finansowych jest mało prawdopodobne, że tak się stanie. W najgorszym scenariuszu, Pelikany, za rok o tej porze znów będą handlować Cousinsem, ale w mojej ocenie, w szeroko rozumianym interesie jego samego, będzie pozbyć się łatki problematycznego.
Swoją drogą jest to łatka, która moim zdaniem jest zbyt wyolbrzymiana. W mojej ocenie DMC chce po prostu wygrywać. Do tej pory nie miał stworzonych do tego warunków. Można próbować snuć tezę, że skoro ani razu nie dał Kings play-offów, to z jego liderowaniem może być coś nie tak, ale chętnie posłucham o który konkretnie skład Królów chodzi na przestrzeni tych kilku sezonów. Śmiem twierdzić, że w ostatnich 6 latach nie było tam warunków do bycia jedną z ośmiu najlepszych ekip silnego Zachodu i żaden inny gracz z jego pozycji nie dźwignąłby tego klubu o parę klas wyżej. 

Nie obawiam się potencjalnego dublowania pozycji. Powiem więcej, to może być początek czegoś wielkiego i nie mogę doczekać się, żeby zobaczyć jak to będzie funkcjonowało. Być może jest to coś, o czym po latach powiemy, że był to początek alternatywy dla small ballu.
Uważam, że Davis i Cousins nie będą zabierać sobie przestrzeni na parkiecie. Obaj potrafią grać zarówno przodem, jak i tyłem do kosza, co samo w sobie otwiera im wiele możliwości atakowania. Cousins trafia 36% zza łuku. Davis nie jest taki pewny zza łuku (30%) ale za to jest świetny w rzutach z dalekiego półdystansu. Żadnego z nich nie będzie można bezkarnie odpuścić dalej od kosza. Cousins bardzo dobrze podaje (4.8 asysty w tym sezonie). Obaj dobrze biegają, są inteligentni. Davis jest wyśmienitym obrońcą. DMC robi w tym departamencie stały postęp.
Alvin Gentry ma teraz pole do popisu. Zatrudniano go jako specjalistę od schematów ofensywnych, a tymczasem Pelikany to ledwie 21 atak ligi. Teraz do swojego arsenału dostał kolejną armatę o dużym kalibrze.  
Cousins
przynosi do Nowego Orleanu swoje 27.8 punktu, 10.6 zbiórki, 4.8 asysty, 1.3 bloku oraz 1.4 przechwytu. Gentry sparuje to z 27.7 punktów, 11.9 zbiórki, 2.5 bloku, 2.2 asysty oraz 1.3 przechwytu Davisa. Ten duet może rządzić na obu końcach parkietu. 
 
Mam taką swoją teorię, że rzucanie za trzy punkty w końcu się trochę przeje. Na fali sukcesów Warriors, wszyscy zapragnęli być jak Warriors. Z różnym skutkiem. Stare nie wróci. Trójka już na zawsze wpisała się w krajobraz NBA. Przy czym uważam, że jesteśmy obecnie świadkami swego rodzaju zachłyśnięcia się rzutami zza łuku. W perspektywie paru lat, przewiduję wyhamowanie tego trendu i przeniesienie trochę ciężaru znów pod kosz. To nie będzie takie samo granie pod koszem, jak kiedyś, bo i wysocy nie są tacy sami. Są mobilniejsi, lepsi technicznie, potrafią rzucać. Ostatecznie widzę koszykówkę, jako grę pięciu na pięciu, gdzie każdy z graczy jest w miarę podobnie zbudowany, w miarę podobnie wyszkolony technicznie. Każdy w ciemno switchuje każdego w obronie a w ataku grozi zarówno trójką, jak i dynamiczną penetracją. Zbyt mocne skupianie się na bronieniu któregoś z wariantów poskutkuje ciosem ze strony tego drugiego. Tak to widzę.

I myślę sobie, że ten ruch, jeśli wypali, to może być początek, wracania pod kosz. Nowoczesnego wracania pod kosz rzecz jasna.

Gdy myślę Cousins i Davis, przypomina mi się historia z Mistrzostw Świata w Hiszpanii w 2014 roku. Boogie postanowił pooglądać zdjęcia w moim aparacie.
 

18:12, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 lutego 2017
W dzisiejszych czasach bezpieczniej jest coś skrytykować lub obśmiać, niż powiedzieć o czymś z sympatią i uznaniem. Jeśli coś Ci się podoba i o tym mówisz, to jednocześnie pokazujesz swoją słabość. W to miejsce będzie można Cię zaatakować a Ty się nie obronisz, bo już wcześniej opuściłeś gardę. Dlatego bezpieczniej jest powiedzieć o czymś, że jest słabe, kiczowate, nic nie warte. Z takiej pozycji obserwować i oceniać świat jest łatwiej. Prawdę mówisz tylko sobie. Na zewnątrz kontestujesz, kwestionujesz, zaprzeczasz.
Obejrzałem sobie sobotnie konkursy. Z pominięciem Skills Challenge, które jakoś za bardzo mnie nie interesuje. Podobnie jak nie interesowały mnie rozgrywki, w których kilka lat z rzędu wygrywały ekipy Chrisa Bosha (gracz NBA, zawodniczka WNBA i legenda). 
Poszedłem spać. Wstałem koło 9.00. O 17.00 miałem mecz. W międzyczasie siedziałem sobie spokojnie w hotelu a po delikatnym spacerze po centrum Helsinek, zacząłem przeglądać internet.
Internetowi nie podoba wczorajsza noc. Krytyczne nagłówki bombardują mnie ze wszystkich stron i szczerze powiedziawszy, zaczyna mnie to już wk..ać.
Chyba nie byliście na tyle naiwni, żeby sądzić, że po zeszłorocznym konkursie wsadów, bo o ten głównie chodzi, o którym możemy mówić, że był jednym z trzech (?), dwóch (?), najlepszym (?) w historii, ktoś w tym roku dojedzie z poziomem do tak wysoko zawieszonej poprzeczki. Byliście?
Bez broniącego tytułu LaVine'a, z wracającym po kontuzji (drobnej, ale zawsze) Gordonem (który jeszcze w zeszłym tygodniu nie był pewny czy wystąpi), ten konkurs nie mógł być wybitny.
A i tak nie był zły.
Skupcie na tym co było dobre, a nie na tym, co było słabe.
A dobre były przynajmniej dwie próby Glenna Robinsona III. Jeśli interesujecie się sztuką dunkowania piłki do kosza, to wiecie, że wsadów z przeskakiwaniem wyższych od siebie ludzi, szczególnie gdy trzeba przeskoczyć człowieka z drugim człowiekiem na plecach, nie da się wykonać z tak zwanego marszu. Tego typu wsady wykonują zawodowi dunkerzy i tego musicie być świadomi. To jest pozytyw, o którym warto napisać i powiedzieć, zamiast skupiać się na dronie.
Tak, to było słabe, choć gdyby ten dunk z dronem mu wyszedł, to byłby całkiem niezły.
Nie lubię wsadów z historią. Wsadów, które najpierw trzeba opowiedzieć, przed zobaczeniem. Lubie wsady, które bronią się same w sobie.
Po Gordonie było widać, że brakuje mu tych kilku dni treningu. I to nie mogło się udać.
DeAndre zrobił dokładnie to, czego po nim się spodziewałem. Udowodnił, że jest jednym z najdynamiczniejszych wysokich w historii ligi. Udowodnił, że świetnie skacze, ma świetną koordynację i naprawdę wysoko odbija się od ziemi. Jego dunki były OK. Nie były słabe nie były wybitne. Były OK.
Derrick Jones Jr był być może o kilka miesięcy regularnej gry w NBA, by spróbować to wygrać. Był jak chłopak z maleńkiej miejscowości, który przyjechał na studia do wielkiego miasta. Moim zdaniem impreza go trochę przytłoczyła. Niby nieznany, ale jednak internet trochę żył jego potencjałem. I trzeba mu to oddać - jego wsad pod nogą po odbiciu piłki o bok tablicy, to było coś wielkiego. Nie bójcie się powiedzieć znajomym, że ten wsad Wam się podobał.
Podobała mi się akcja ze zbiórką pieniędzy dla fundacji Craiga Sagera. Podobało mi się, że nie eksponowano nigdzie Kevina Harta.
Co do trójek, to zaimponował mi Eric Gordon. Widać, że jest w formie. Delikatne przestoje szybko niwelował seriami trafień. Wytrzymał presję dogrywki z Irvingiem. Tutaj też trzeba pamiętać, że oddanie 25 rzutów w minutę jest dużym wysiłkiem. Kto próbował, ten wie.
Ta sobota nie przejdzie do historii najlepszych sobót w ramach Weekendu Gwiazd, ale zamiast udawać mądrale i prześcigiwać w wymyślaniu jakie to wszystko nie było słabe, proponuję skupić się na tym, co było dobre.
Przypomniało mi się jak lata temu kupowałem magazyny o grach komputerowych. Rokrocznie recenzja gry NBA Live dostawała minusy za "brak oryginalności."
I wtedy ja wyobrażałem sobie
piszącego dla tegoż magazynu nieogolonego grubasa w samych gaciach, siedzącego na wyświechtanej kanapie, pełnej resztek jedzenia. To jeszcze było przed tym, jak pod tekstami autorzy podawali swoje maile i Twittery. A szkoda, bo zapytałbym o co chodzi z tą oryginalnością. Co roku dostajesz grę, w której... grasz w koszykówkę NBA. Sezon, play-offy, 1x1, trening itp. Co roku dostajesz minimalnie lepszą grafikę, inną ścieżkę dźwiękową, zaktualizowane ratingi graczy. Więc czego grubasie z kanapy chciałeś? Lotu w kosmos ulubionym zawodnikiem? Motywu wędrówki? Nie wiem do dziś.
Mniej marudzić, więcej się cieszyć.

23:46, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 lutego 2017
Dokładnie dwa lata temu, na 52 urodzony Michaela Jordana napisałem tekst, który znajduje się poniżej. Pamiętam, że obiecałem paru osobom to zrobić, gdy Jordan zbliżał się do okrągłej pięćdziesiątki. Nie wyszło. Tak samo jak nie wyszło też rok później. Nie dawało mi to spokoju. Głowa mi puchła a ci, co pamiętali o obietnicy, nie dawali mi spokoju. Wreszcie pozwoliłem ujść zebranym myślom.
Zmienia się tylko cyfra oraz kilka faktów, przesłanie nadal jest to samo. Zapraszam...

Oj przepraszam. Zmienia się jeszcze coś. Widziałem GO na żywo! Tylko i aż i z kilku metrów. Tylko i aż kilka minut. Czy wierzyłem, że uda mi się zrobić coś więcej? Tak, wierzyłem. Może niesłusznie, ale jestem życiowym optymistą i zazwyczaj tak właśnie podchodzę do zadań i wyzwań stawianych przez życie. Co ma wisieć...


"Dziś 54, na zawsze #23"


Próby pisania krótkich tekstów o Michaelu Jordanie niosą ze sobą takie samo ryzyko porażki, jak próby śpiewania utworu Whitney Houston "I Will Always Love You" na konkursach piosenki. O Jordanie powstała cała masa filmów, książek a nawet naukowych prac, więc siłą rzeczy nie sposób zamknąć i wyczerpać tematu w jednym tekście.

 

Dlaczego Michael Jordan jest najlepszym koszykarzem wszech czasów?


Dyskutując o najlepszych graczach w dziejach koszykówki, zawsze musimy brać pod uwagę kontekst historyczny, realia panujące w lidze oraz w świecie w danym okresie. Można mieć uzasadnione wątpliwości czy wielcy zawodnicy lat 40', 50' czy 60' poprzedniego stulecia, poradziliby sobie w dzisiejszej koszykówce - szybkiej, intensywnej i atletycznej.
Można zastanawiać się jak obecne gwiazdy NBA dostosowałyby swój repertuar zagrań w ataku w erze legalnego hand-checkingu, braku błędu trzech sekund w obronie i kilku innych z pozoru niewielkich różnic w przepisach i ich interpretacjach, które mocno faworyzują i chronią zawodników z piłką.  

Przesuwając Jordana po osi czasu ligi, możemy być więcej niż pewni, że w każdej erze dominowałby przynajmniej na takim poziomie, z jakiego go znamy, ponieważ czasy, w których przyszło mu grać były paradoksalnie, z wielu powodów najtrudniejsze w dziejach NBA, dla zawodników o jego charakterystyce i z jego pozycji.

Umieszczając Michaela w początkach ligi, przed oczami rysuje nam się wręcz karykaturalny obrazek wychudzonych, białych chłopaków w szmacianych trampkach i przyciasnych strojach. Wśród nich on - atleta XXI wieku, który nie zwykł był żartować i odpuszczać w meczach. Średnia na poziomie 60-70 punktów to pułap, od którego zapewne musielibyśmy zacząć rozmowę o tym, jak mogłaby wyglądać gra Jordana w czasach raczkującej ligi.
 
Wilt Chamberlain pojawił się w NBA w 1959 roku. Przez jego dominację zmieniono wiele przepisów - m.in. zakazano ingerencji w lot piłki w ataku, nakazano oddawać rzuty osobiste ze stacjonarnej pozycji (początkowo Wilt wybijał się sprzed linii i większość swoich rzutów wolnych kończył przy samej obręczy) oraz zmieniono kilka innych rzeczy. Jordan ze swoją nadludzką fizycznością też korzystałby z tych wszystkich luk w przepisach. I pewnie jemu też w aktualizowanych wraz ze zmieniającą się grą przepisach, ktoś poświęciłby kilka akapitów. Myśląc o tamtych nieatletycznych czasach, wyszkoleniu technicznym na bardzo podstawowym poziomie, nie jestem w stanie wyobrazić sobie innego scenariusza w zestawieniu z charakterem i fizycznością Jordana.
Mogłoby to wyglądać tak, że po większości spotkań czekałaby na niego pod halą policja i prokuratura z zarzutami znęcania się nad rywalem.

Lata 70' i wczesne 80' to duży krok ligi w stronę biegania, siły i precyzji ale nadal był to pułap, na który Jordan patrzyłby wysoko, wysoko z góry. W końcu to był już przedsionek jego czasów, jego ligi. Z podkreśleniem słowa jego.

Przesuwając Jordana do współczesności.


"It ain't funny. It's f@#$% too easy."
- powiedziałby najprawdopodobniej Jordan po pierwszym meczu sezonu 2016-17, w którym zbytnio nie pocąc meczowego trykotu zdobyłby 52 punkty z czego 28 z linii rzutów wolnych.
Żadna wielka dłoń już nie mogłaby sobie bezkarnie spocząć na biodrze penetrującego Jordana. Każdy taki kontakt oznaczałby faul obrońcy...a przecież ma on ich do wykorzystania tylko 6 w meczu.

W czasach Jordana przepisy nie faworyzowały
graczy z piłką w taki sposób, jak dziś. Zdelegalizowany hand-checking w takim rozumieniu, jakie znamy dziś, wszedł w życie z początkiem sezonu 2004-05. Trzy lata wcześniej do oficjalnych przepisów NBA dodano zapis o błędzie trzech sekund w obronie.
Dziś żaden Ewing, Olajuwon czy Bogut nie mogliby sobie bezkarnie czekać na lecącego Jordana.
A teraz połączmy jedno z drugim.
Obrońca nie może kontrolować ręką atakującego Jordana, pod koszem nie stoi wielkolud gotowy go skosić.
Wynik?
Come fly with me... i tak w każdym meczu, do znudzenia, ile starczy sił.
W sezonie 1986-87 Jordan oddawał średnio prawie 12 rzutów wolnych w każdym meczu. Pytaniami bez odpowiedzi pozostaną pytania ile razy padał na parkiet bez gwizdka, ile razy musiał atakować z wielką dłonią na swoim ciele. Ile z tamtych nieodgwizdanych kontaktów, dziś uznanoby za faule?
W obecnych rozgrywkach James Harden staje na linii 11 razy w meczu (jest liderem w tej klasyfikacji). Niektóre, by nie powiedzieć większość, z tych fauli, jakie lider Houston otrzymuje dziś, w czasach Jordana byłby zupełnie legalną obroną.

I odwrotnie.
Źli Chłopcy z Detroit byliby naprawdę źli, gdyby przyszło im kryć Michaela w ramach obecnych przepisów. Wiele fauli wtedy odgwizdywanych jako zwykłe faule, dziś byłby faulami niesportowymi. Nie mówiąc już o kontaktach, które kiedyś były uznawane za niesportowe. Dziś są dyskwalifikacje i zawieszenia.
 
Jordan byłby sobą w każdej dekadzie istnienia ligi. Byłby za silny, za szybki, za skoczny, za dobry dla zawodników w pierwszych dziesięcioleciach istnienia NBA. W obecnych czasach byłoby mu jeszcze łatwiej zdobywać punkty a krycie go byłoby niczym wejście na K2 w szpilkach.
  
   

Dlaczego drugiego takiego już nie będzie?


Jordan idealnie wpasował się ze swoją karierą w moment dziejowy. Ze swoim talentem czysto sportowym, nieziemskim atletyzmem, charyzmą i legendarnym już charakterem zwycięzcy szukającym niemal na każdym kroku nowych wyzwań.
Liga NBA lat 70' i 80' trawiona była różnego rodzaju kłopotami wizerunkowymi jej zawodników - na czele z narkotykami, alkoholem i mało sportowym życiem. Wszystko to rysowało dość ponury i mało profesjonalny obraz ligi, którą wówczas mało kto brał na poważnie.

Poziom organizacji daleki był od znanych dziś standardów. Wielcy sponsorzy woleli inwestować w baseball, futbol amerykański czy hokej.
Oczyszczać i ocieplać wizerunek NBA zaczęli Magic Johnson i Larry Bird, ale dopiero pojawienie się Komisarza Davida Sterna i Michaela Jordana podziałało na ligę i jej wizerunek jak silny środek dezynfekujący na kafelki w Twojej łazience.

Jordan zrewolucjonizował nie tylko grę ale też wszystko to, co było z nią związane. To on jako pierwszy zrezygnował z obcisłych i bardzo krótkich spodenek do gry. To on jako pierwszy wniósł nieco kolorytu do meczowego obuwia. To on jako pierwszy dostał własną linię butów, sygnowanych swoim nazwiskiem. To on i jego koledzy z "Dream Teamu" pozwolili się dotknąć światu, podejść do siebie na wyciągnięcie dłoni w 1992 roku w Barcelonie. Tamten turniej olimpijski był zjawiskiem, które nie powtórzyło się już nigdy później i z przyczyn oczywistych nigdy się już nie powtórzy. To z tamtego pokolenia 10-12-latków pochodzą Pau Gasol, Tony Parker, Dirk Nowitzki, Manu Ginobili i wielu innych koszykarzy i pasjonatów tego sportu. Jordan i ekipa Stanów Zjednoczonych w 1992 roku w Barcelonie była dla tego pokolenia iskrą, która zapaliła ich miłość do basketu.

Michael Jordan to postać wielowymiarowa - koszykarz, sportowiec ogólnie, ikona popkultury, Afroamerykanin, człowiek sukcesu, tytan ciężkiej pracy, biznesmen. Każde z tych wcieleń Michaela posłużyło jako materiał na obszerną pracę naukową, książkę, film. 


Jordan miał to szczęście, że jego legenda budowała się głównie przy pomocy telewizji, prasy i radia. Gdy internet raczkował, on powoli kończył karierę a jego miejsce w historii było już w zasadzie wyznaczone. To nie przypadek, że dziś nie ma go na żadnym portalu społecznościowym, prawie nie pokazuje się przed kamerami, nie komentuje meczów.
Jestem więcej niż pewny, że gdyby w jego czasach istniał Twitter, to on co wieczór toczyłby wojnę z wątpiącymi w niego hejterami a na Facebooku rozprawiałby się ze swoimi rywalami z boiska równie skutecznie jak przy pomocy piłki, kosza i parkietu. I kto wie, być może niektóre z takich wymian słownych kończyłyby się na żywo, na jakimś z chicagowskich boisk. Taki był. Co chwilę z kimś się o coś zakładał a gdy przegrywał to zakładał się do skutku - żeby tylko wygrać.
Nie mam wątpliwości, że w dobie niemal nieograniczonego dostępu do informacji, koszykarski świat obiegałyby co raz jakieś newsy o ciemnej stronie jego charakteru. To co, zbudowało go jako zwycięzcę, w życiu codziennym bywało trudne do dźwignięcia przez otoczenie. Jego uzależnienie od hazardu oraz parę innych spraw nie miałoby dziś szans być regularnie zamiatane pod dywan.
 

Na pewno będziemy świadkami narodzin jeszcze wielu wielkich gwiazd NBA, których kariery zapiszą się złotymi literami w kronikach ligi. Wszak śledziliśmy karierę Kobe'ego Bryanta, dziś obserwujemy LeBrona Jamesa, żeby wymienić tylko tych dwóch. Żeby jednak wejść w jordany Jordna trzeba by było całego splotu sprzyjających okoliczności, jakie towarzyszyły Michelowi. Trudno wyobrazić sobie na jakiej płaszczyźnie miałaby dokonywać się rewolucja. Trudno wyobrazić sobie, żeby jakiś gracz w takim stopniu, jak Jordan zmienił nie tylko koszykówkę ale całkiem spory kawał szeroko rozumianej popkultury.

Ery w koszykówce są dwie - przed i po pojawieniu się Jordana w NBA.

"The best there ever was. The best there ever will be."
 
15:44, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 lutego 2017
To jest tekst, który oryginalnie napisałem cztery lata temu. Od tamtej pory przypominam go w okolicach trade-deadline. Do zamknięcia transferowego okna w tym sezonie, mamy dokładnie tydzień.


O transferowych plotkach w NBA wiemy tyle, ile ktoś chce nam o nich powiedzieć. Powtarzam to od lat a prawdziwość tych słów potwierdza się sama niemal na każdym kroku.
Warto mieć świadomość tego, że o większości transferowych rozmów nigdy się nie dowiemy. Większość z nich to rozmowy na linii menadżer klubu A-menadżer klubu B. Dziennikarze, jako łącznicy, są przy tych relacjach bardzo zbędni. 

Jak powstają plotki transferowe w NBA? Jak je dzielimy?

Są cztery główne rodzaje plotek:
- Tworzą je sami zawodnicy często niezadowoleni z sytuacji w klubie. Przekazują dziennikarzom newsa a ten idzie w świat. Cel? Faktyczna chęć zmiany otoczenia lub sytuacji we własnym klubie (kontrakt, minuty gry i tak dalej). Jest to działanie ryzykowne bo z jednej strony może przynieść pożądane skutki ale z drugiej może jeszcze bardziej popsuć relacje w drużynie.

- Tworzą je agenci zawodników. Cel? Cel jest oczywisty - podbicie rynkowej wartości zawodnika. Agenci przekazują dziennikarzom newsa, że ich klientem zainteresowany jest zespół X,Y,Z. Macierzysty klub (o ile dany zawodnik nie jest wolny) zaczyna czuć, że ma konkurentów. Nawet lepiej, jeśli zawodnik jest bez umowy. Wtedy zaczyna się o nim mówić a on i jego agent z wolnej stopy mogą sobie negocjować. Co jeśli klub wie, że to tylko sztuczne podbijanie ceny? Jeśli agent jest silną postacią, to może naprawdę wiele.

Przykład: Przed sezonem 2007-2008 Elton Brand zerwał ścięgno Achillesa lewej nogi. Wrócił na ostatnich 8 meczów tamtych rozgrywek. Jego rynkowa wartość mimo wszystko nie spadła. Głównie za sprawą jego agenta Davida Falka. Brand początkowo negocjował z Clippers sam. Po pierwszym impasie w rozmowach Falk powiedział do swojego klienta słynne słowa - "Turn your phone off. You're not talking to them anymore. I'm your agent. Let me do my job." - i zrobił swój job. $82mln płatne w 5 lat... tyle, że z 76ers nie Clippers.

- Tworzą je dziennikarze blisko związani z klubami. Cel? Piszą o koszykówce, znają się na niej, wydaje im się że ich pomysły są dobre. W wielu przypadkach tak właśnie jest. Dany dziennikarz nie może przecież od tak sobie pójść do biura klubu i powiedzieć - "Moim zdanie musicie sprzedać zawodnika A za zawodnika B do klubu C." - to byłoby bez sensu a taki dziennikarz mógłby bardzo popsuć sobie relacje z klubem i na przyszłość mógłby tylko pomarzyć o insiderskich wiadomościach. Ludzie mediów mają jednak świadomość tego, że dysponują orężem niejednokrotnie znaczenie silniejszym - słowem pisanym, które szybko niesie się w świecie. Szczególnie dziś w dobie swobodnego przepływ  informacji.
Dany dziennikarz puszcza, wyssaną wcześniej z palca plotkę. Wyssaną ale
logiczną i pod wieloma względami całkiem realną. Jako osoba związana z danym klubem jest na tyle wiarygodny, żeby plotka została powielona przez innych i zaczęła żyć swoim życiem. Piszący prosi o anonimowość (zaczyna być nazywany wtedy "źródłem blisko związanym z drużyną/sytuacją/otoczeniem gracza) tym samym umywa ręce od całej sprawy. Cele? Mogą być różne. Zakładając, że nie działa na trzecim froncie (swoim własnym), chodzi mu o to, żeby zwrócić uwagę swojego klubu na pewne scenariusze lub bardziej zwrócić uwagę innych ekip na możliwości wymiany/negocjacji z "jego" klubem.

Przykład 1: Plotka: Kevin Garnett odchodzi z Bostonu do L.A. Clippers za Erica Bledsoe i DeAndre Jordana. Danny Ainge nic nie wie, Gary Sacks i Vinny Del Negro robią wielkie oczy i zaprzeczają. Cel? Ktoś w L.A. lub Bostonie chce zwrócić włodarzom obu klubów uwagę na możliwość zaistnienia takiego scenariusza. Wcześniej żadna ze stron nie myślała o takim kierunku, ale skoro temat został poruszony to... Ainge dzwoni do ludzi z Clippers (abo odwrotnie) i pyta: "No to jak to jest tam u was z tymi możliwościami wymian?" Warto pytać, warto zwracać ludziom uwagę na różne sprawy. Czasem, a nawet często, coś z tego wychodzi.

Przykład 2: Nie wiem czy wiecie ale epizod Gilbera Arenasa w Memphis w końcówce sezonu 2011-2012 był zasługą pewnego blogera. Gość napisał tekst, że ściągnięcie Gila do Memphis niesie ze sobą stosunkowo małe ryzyko a może być korzystne dla drużyny. Napisał to na tyle mądrze i ciekawie, że tekst trafił na biurko w klubie. Ktoś to przeczytał, przeanalizował i stwierdził - "ten gość ma rację". Bam... Arenas podpisał kontrakt z Grizzlies do końca rozgrywek. Zagrał w 17 meczach sezonu regularnego, 6 w play-offach. Potem strony sobie podziękowały. Warto było spróbować, nikt na tym nie stracił.

- Są prawdziwe a my dostajemy raporty z ich przebiegu. Oczywiście nie jest tak, że wszystko o czym czytamy przed trade-deadlne (i nie tylko wtedy) to misterna gra określonych ośrodków kreujących nasze opinie. Wiele rozmów toczy się w bardziej lub mniej jawny sposób a my kibice i dziennikarze dostajemy w miarę pełny obraz sytuacji. Niektóre z nich potwierdzają się później w rzeczywistości a inne zgodnie z oczekiwaniami umierają śmiercią naturalną.

Pamiętać musimy jednak o pewnym niezaprzeczalnym fakcie. Mamy około 450 zawodników w 30 klubach NBA. Wśród nich zaledwie garstka tych, którzy faktycznie mogą powiedzieć o sobie że są nie do ruszenia. Reszta, czyli zdecydowana większość może być brana pod uwagę przy propozycjach wymian.
Uwierzcie, że telefony wszystkich menadżerów są teraz gorące. Oczywiście jedne bardziej gorące, niż drugie, ale luźne zapytania co do dostępności danych zawodników, wysyłane są cały czas w różnych konfiguracjach. I są to prawdziwe rozmowy a nie jakieś bajki. Jaki procent z nich dociera do nas? Znikomy.

W 2011 roku Deron Williams
został sprzedany do New Jersey Nets. Był to najlepszy przykład na to, że o plotkach transferowych wiemy tyle, ile ktoś chce nam o nich powiedzieć. Do czasu wymiany temat odejścia Williamsa z Utah nie istniał. Nie było Derodramy, nie było znaków zapytania. Był transfer. I tyle.

Będąc w Londynie i Toronto miałem okazję rozmawiać o tym z ludźmi blisko związanymi z klubami NBA. Schematy powstawiania, życia i umierania plotek wyglądają właśnie takie, jak napisałem wyżej.
Temat został nawet w żartobliwy sposób poruszony przez Davida Sterna podczas jednej z ostatnich konferencji prasowej w roli Komisarza NBA. Jakiś dziennikarz z Sacramento zapytał coś o Kings. Zaczął od słów - "Mówi się, że...". Stern mu przerwał i z uśmiechem zapytał: "Mówi się, czy wy sami o tym mówcie i piszecie?" - to jest właśnie to. Tyle prawdy w jednym zdaniu.
 
Wracając do D-Willa to mam z jego udziałem jeszcze jedną historię. Tym razem osobistą. Gdy pracowałem dla eurobasket.com, poznałem wielu agentów, kilku z nich naprawdę z wysokiej półki. W życiu jest często tak, że jeśli jesteś dla ludzi dobry, to ta dobroć prędzej czy później do ciebie wróci. Robiłem pewne rzeczy dla pewnego agenta. Rzeczy żmudne i mało ciekawe. On zdawał sobie z tego sprawę i pewnego razu odwdzięczył się.

Deron Williams negocjował w Europie a ja jako
jeden z pierwszych wiedziałem, że podpisze kontrakt z Besiktasem. To było miłe z jego strony. Dobry uczynek za dobry uczynek.

Informacja jest w dzisiejszych czasach produktem, który kosztuje i ma wymierną wartość. On chciał mi powiedzieć o czymś bo wiedział, że dzięki temu ja zyskuję w oczach tych, którzy mnie czytają a on zyskuje w moich jako wiarygodne źródło. Może kiedyś napiszę coś dobrego o którymś z jego klientów? Tak to działa. To są może trochę ciemne strony tego biznesu, ale trzeba mieć świadomość, że to istnieje i tak to działa. 

Do tegorocznego trade-deadline już tylko 7 dni. Myślę, że warto zapoznać się z mechanizmami działania tego, bądź co bądź, ciekawego zjawiska.
Nie, ja też nie posiadłem ostatecznej zdolności oddzielania ziaren od plew ale myślę, że dzięki temu co wiem, jestem bardziej wrażliwy na te tematy.

NBA Trade Deadline Recap 2011

23:14, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2017
Kevin Love przeszedł artroskopową operację lewego kolana. Do zdrowia ma wrócić za około sześć tygodni.
Zabieg miał na celu oczyścić staw z odprysków luźnych fragmentów kości i chrząstek. Wśród sportowców tego typu operacje nazywane są czyszczeniem śmietnika w kolanie.
Dla obrońców tytułu, ten sezon stoi pod znakiem kontuzji. Klub stracił na całe rozgrywki Chrisa Andersena (ACL), J.R. Smith nie gra od grudnia, problemy z kolanem zmusiły Mo Williamsa do zakończenia kariery.
O ile liderującym na Wschodzie Cavs raczej nic poważnie nie grozi w drodze po kolejny Finał, o tyle minuty LeBrona w kontekście potencjalnego, morderczego starcie z Warriors, Spurs czy kimś innym z Zachodu, mogą budzić uzasadniony niepokój. A przecież także i przejście trzech rund we własnej Konferencji, będzie kosztować podopiecznych coacha Lue trochę zdrowia.
James lideruje w lidze (Kyle Lowry razem z nim) w minutach na parkiecie (37.6). 32-latek nie grał tyle minut od czasów pobytu w Miami. Rok temu spędzał na parkiecie dokładnie o dwie minuty mniej.
Love wrócił w tym sezonie do grona najlepszych silnych skrzydłowych NBA. Po raz czwarty w karierze, ale po raz pierwszy od 2014 roku, został wybrany do Meczu Gwiazd.
Jego średnie z tych rozgrywek to 20 punktów, 11.1 zbiórki oraz 1.9 asysty. 38.4% za trzy punkty, to jego druga najlepsza w karierze skuteczność. 2.6 celnej trójki na mecz, to najlepszy wskaźnik w jego karierze.
Jeśli proces rehabilitacji przebiegnie zgodnie z planem, Love powinien wrócić na około 10 meczów przed zakończeniem rundy zasadniczej. Do tego czasu Lue będzie eksperymentował z rotacją.  Channing Frye ma w najbliższych meczach dostać pracę w wyjściowej piątce Cavs. Odkurzony z ławki ma też zostać James Jones. Swoją szansę dostanie też
niedawno zwolniony z Heat, ściągnięty przez Cleveland, Derrick Williams.

 
https://cavsnation.com/wp-content/uploads/2017/02/Kevin-Love-Knee-Injury.jpg
21:40, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
Orlando Magic i Toronto Raptors porozumieli się w sprawie wymiany, na mocy której Serge Ibaka trafi do Kanady. W zamian, na Florydę, powędrują Terrence Ross oraz wybór w I rundzie tegorocznego draftu. 
Ibaka trafił do Orlando minionego lata na mocy wymiany z Oklahomą Thunder. Magic oddali za niego Victora Oladipo,
Ersana Ilyasovę oraz prawa do wybranego z 11 numerem draftu Domantasa Sabonisa.
Klub z Toronto od długiego czasu poszukiwał klasowej "czwórki", która poprawiłaby ich grę w obronie. Magic z kolei starali się znaleźć chętnych na Ibakę, który tego lata zostanie niezastrzeżonym wolnym agentem.
Masai Ujiri, menadżer kanadyjskiego klubu, wierzy, że będzie w stanie namówić 27-letniego Ibakę na pozostanie w Toronto na najbliższe lata. W wakacje obie strony usiądą do rozmów w sprawie nowego kontraktu. Raptors interesowali się nim już od co najmniej dwóch-trzech sezonów. 
Ibaka, w teorii, jest dla Raptors kimś kogo brakowało im od dawna - atletycznym, dużym, silnym,  budzącym szacunek pod koszem ciałem.
Mimo, że Kongijczyk z hiszpańskim paszportem, od dwóch lata blokuje mniej, niż dwa rzuty na mecz (wcześniej przez pięć sezonów nie schodził poniżej 2.4 bloku), to nadal jest klasowym obrońcą w strefie podkoszowej, który z powodzeniem może switchować przynajmniej na dwóch pozycjach.
W ataku, pomoże Raptors rozciągać obronę. W tym sezonie trafia prawie 39% zza łuku, 1.5 celnej trójki na mecz - oba wskaźniki są najlepsze w jego karierze. Podejrzewam też, że Kyle Lowry będzie umiał dobrze wykorzystać go w pick and rollach.
Ibaka gra w tym sezonie na poziomie 15.1 punktu, 6.8 zbiórki, 1.1 asysty oraz 1.6 bloku.
Być może w maju będziemy patrzeć na ten ruch jako ten, który dał Raptors drugi rok z rzędu Finał Konferencji. Uważam, że sprowadzenie Ibaki wynosi, na papierze, Raptors na kolejny poziom. Do bardzo dobrego ataku (109.1 punktu na mecz - piąta ofensywa ligi) dokładają klasowego obrońcę strefy podkoszowej, który dodatkowo lubi i potrafi biegać. W tym miejscu, pod koszem, podopieczni Dwane'a Casey'a mieli najwięcej luk i przegrywali swoje mecze.   
Jeśli chodzi o Magic, to deal, który sprowadził Ibakę latem na Florydę, od początku wyglądał dziwnie. Jeszcze dziwniej, gdy Magic zakontraktowali Jeffa Greena a wcześniej Bismacka Biyombo. Nagle okazało się, że 21-letni Aaron Gordon, nie może być pewny swoich minut i roli w drużynie, zamiast spokojnie rozwijać swój talent. Biorąc pod uwagę, ile Magic oddali by pozyskać Ibakę, oraz to, co dostali za niego teraz, stwierdzam, że ktoś na Florydzie powinien poważnie zacząć się bać o swoją pracę. 

http://cdn.fansided.com/wp-content/uploads/usat-images/2016/04/9850020-nba-orlando-magic-at-toronto-raptors-850x560.jpeg
20:27, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 lutego 2017
LeBron James z Cleveland Cavaliers i Blake Griffin z Los Angeles Clippers zostali wybrani Graczami Tygodnia jako reprezentanci swoich Konferencji. Wyróżnienie przyznano za mecze grane od poniedziałku 6 lutego do niedzieli 12 lutego.

James poprowadził Cavs do trzech wygranych w czterech meczach. Jego średnie z tego okresu sięgnęły poziomu 25.5 punktu, 5.8 zbiórki, 11.3 asysty (drugi w lidze), 1.3 bloku oraz 1.8 przechwytu. Lider Cleveland dwa razy kończył mecze z double-double na
koncie. Trafiał 58% swoich rzutów z gry oraz aż 60% zza łuku.
W poniedziałkowym starciu z Wizards LBJ zaliczył rekordowe dla swojej kariery 17 asyst. Dodatkowo jego rzut za trzy punkty doprowadził do dogrywki, którą ekipa z Ohio rozstrzygnęła na swoja korzyść (140:135).

Cavaliers z bilansem 37:16 są niezmiennie na pierwszym miejscu na Wschodzie.

Griffin z kolei pomógł Clippers osiągnąć bilans 2:1 w ubiegłym tygodniu. Jego statystyki indywidualne za ten okres to 26 punktów, 10.3 zbiórki, 8 asyst (czwarty na Zachodzie) oraz 1 przechwyt. Skrzydłowy L.A, po powrocie po operacji prawego kolana, ma za sobą dopiero osiem meczów. W poniedziałkowym starciu z Raptors zaliczył triple-double, a w sobotę z Hornets double-double.
Clippers z bilansem 33:21 są w tej chwili piątą siłą Zachodu.

Nominowani do nagrody byli także Isaiah Thomas, Kevin Durant, James Harden, Goran Dragic, James Johnson, Dario Saric, Gordon Hayward oraz Bradley Beal.

https://espnfivethirtyeight.files.wordpress.com/2014/07/ap36451108193.jpg?w=1200
23:03, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2017
Jabari Parker zerwał więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie (ACL). Teraz czeka go operacja i być może nawet rok rehabilitacji. Do urazu doszło w trzeciej kwarcie środowego meczu z Miami Heat.

Najgorsze w tym przypadku jest to, że niewiele ponad dwa lata temu, w swoim debiutanckim sezonie, Parker doznał dokładnie takiej samej kontuzji. W poprzednich rozgrywkach (76 meczów) odbudowywał siłę w kolanie i pewność siebie na parkiecie. Bardzo dobre mecze miał tylko raz na jakiś czas.
W tym sezonie zaczął w końcu wyglądać, jak zawodnik, którym miał być, gdy Bucks wybierali go w drafcie. Silny, szybki, przebojowy, atletyczny, eksplozywny, świetny technicznie, chętnie atakujący obręcz w dobie mody rzucania za trzy punkty.
Bardzo lubiłem oglądać go w tych rozgrywkach.
W którejś z edycji cyklu "Śliwki vs Robaczywki" napisałem o nim:
"W ostatnich 13 meczach, 9 razy przekraczał 20 punktów. To jest coś o czym marzyłem zobaczyć, czego oczekiwałem na początku sezonu. Jego talent, energia i siła, musiały w końcu zostać uwolnione. Ale to i tak jeszcze nie jest nawet połowa drzemiącego w nim talentu. Patrzę na niego i widzę młodego Paula Pierce'a okraszonego barkley'owską siłą i skocznością (mówię tu o Barkley'u z 76ers lub Suns, nie tym ze studia TNT). Świetny techniczne, silny, skoczny, przebojowy. Przez kontuzję lewego kolana, mocno przystopował swój rozwój i korespondencyjny pojedynek z Andrew Wigginsem. Dziś nie jestem pewien czy przypadkiem nie odrobił już wszystkich strat do Kanadyjczyka i czy to nie on jest już teraz na czele tego wyścigu."

Szkoda naprawdę szkoda. Dzisiejsza medycyna sportowa potrafi czynić cuda. Parker ma dopiero 21 lat i wierzę, trzymam kciuki, że wróci w 100% zdrowy. Z tyłu głowy mam jednak myśl, że to przecież dokładnie ta sama kontuzja, to samo kolano. Zrekonstruowane dwa lata temu więzadło, z jakiegoś powodu, nie wytrzymało. Teraz trzeba będzie przechodzić to jeszcze raz od początku. Jest wiele przypadków zawodników, którzy wrócili do pełnej sprawności po zerwaniu ACLa - Tony Allen, Rajon Rondo, Ricky Rubio, Jamal Crawford, Kyle Lowry - żeby wymienić tylko kilku. Przy czym żaden z nich nie przechodził tego typu kontuzji dwa razy w obrębie tego samego kolana. 

Parker grał w tym sezonie na poziomie 20.1 punktu, 6.2 zbiórki, 2.8 asysty oraz 1 przechwytu.  



       
       
       
       


http://mediaassets.620wtmj.com/photo/2017/02/08/USATSI_9866517_168380431_lowres_1486610671450_54815522_ver1.0_640_480.jpg
21:26, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lutego 2017
Isaiah Thomas z Boston Celtics i Steph Curry z Golden State Warriors zostali wybrani Graczami Tygodnia jako przedstawiciele swoich Konferencji. Wyróżnienie przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 30 stycznia do niedzieli 5 lutego. Obaj zawodnicy parę dni temu zostali wybrani graczami stycznia. 

Thomas pomógł Celtom wygrać wszystkie cztery mecze w tamtym tygodniu. Podopieczni Brada Stevensa mają na koncie w sumie siedem zwycięstw z rzędu. Statystyki Thomasa sięgnęły 37.8 punktu (najlepszy w lidze), 6.8 asysty, 2 zbiórek oraz 1 przechwytu.
Celtowie z bilansem 33:18 są na drugim miejscu na Wschodzie.


Curry z kolei pomógł Warriors wygrać dwa z  trzech meczów w ubiegłym tygodniu. Jego statystyki wyniosły 34.3 punktu, 4 zbiórki, 9.3 asysty oraz 3 przechwyty. W punktach i przechwytach był najlepszy na Zachodzie, w asystach drugi. Rozgrywający Warriors trafiał 57% swoich rzutów z gry oraz aż 56.4% zza łuku (22/39). W środowym meczu z Hornets, Steph trafił aż 11 trójek (na 15 prób).
Warriors z bilansem 43:8 są niezmiennie najlepszą ekipą NBA.

Do nagrody nominowani byli także Yogi Ferrell, James Harden, Jeff Teague, Hassan Whiteside, Devin Booker, Kawhi Leonard, Gordon Hayward oraz John Wall.

https://cdn0.vox-cdn.com/thumbor/6SMDRgWVWE2n5HyNT4qHVgv6C0E=/0x213:2832x1806/1600x900/cdn0.vox-cdn.com/uploads/chorus_image/image/47249338/usa-today-8414988.0.jpg
21:43, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 214