Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
MENU:
piątek, 09 czerwca 2017

W alternatywnej rzeczywistości Kyle Korver trafia z lewego rogu rzut, który wcześniej w karierze trafiał miliony razy. W innej wersji tejże rzeczywistości LeBron nie podaje a sam punktuje, ewentualnie w następnym posiadaniu, broni skutecznie przed sztyletem Duranta zza łuku. Mielibyśmy 1:2 i potencjalnie wielkie emocje przed piątkową nocą, w której momentum mogłoby przenieść się do Ohio przed powrotem do Oakland na piąty mecz. W tej alternatywnej rzeczywistości są też Spurs, mistrzowie z 2013 roku, z niecelnym rzutem Ray'a Allena z prawego narożnika i moim tekstem o tym, że są mistrzami. Są tam też Utah Jazz mistrzowie NBA 1998 roku, razem z niecelnym rzutem Michaela Jordana nad Bryonem Russellem. Obok nich masz Sacramento Kings, mistrzów NBA z 2002 roku, w pakiecie z niecelnym rzutem Roberta Horry'ego. Patrz, tam idzie Twoja była. Jesteście cały czas razem. Razem z tymi wszystkim słowami, które padły a paść nie powinny były, oraz tymi, które nie padły, a mogły. A szkoda. Kręcą się tam wszystkie te should've would've could've, które co raz przelatują Ci przez głowę.

Rzeczywistość jest taka, że na ten moment nie potrzebujemy nawet piątego meczu, by poznać nowego mistrza ligi. Gdyby ktoś Ci przed starciem trzecim powiedział: LeBron - 39 punktów (15/27 z gry), 11 zbiórek, 9 asyst, przechwyt i blok. Kyrie - 38 punktów (16/29 z gry), 6 zbiórek, 3 asysty. I dorzucił do tego: Love - 13 zbiórek, 6 przechwytów. Smith - 16 punktów (5/10 zza łuku). To co byś pomyślał? Że to nie mogła nie być wygrana Cavs? Pewnie przeciwko każdej innej z pozostałych 28 ekip NBA tak właśnie by było. Ale Warriors to inna historia.

I pewnie gdyby Cavs mogli zagrać jeszcze raz te trzy ostatnie minuty meczu, to zagraliby je inaczej. Ale przecież to samo mogą powiedzieć Warriors o ostatnich minutach, ostatniego meczu Finałów sprzed roku.

Jeśli kibicujesz Cavs, to zapewne jesteś rozbity jak oni. Jeśli kibicujesz Warriors, to jesteś w siódmym niebie i już (od roku) chłodzisz szampana. Jeśli jesteś po prostu koneserem dobrego basketu, to pewnie zgodzisz się, że to był dobry mecz. Bo to był dobry mecz. Spokojnie czymś takim można promować ligę. Póki co, ani razu nie miałem kłopotu żeby wstawać na mecze, ani żeby nie usypiać w ich trakcie. Nie wiem czy to świadczy dobrze o tych Finałach, czy raczej o tym, że dla mnie ta pora roku, to nadal czas wyjątkowy. 

Pierwsza kwarta była zdrową wymianą celnych ciosów. Widać było, że Cavs chcą od razu uruchomić J.R. Smitha. Oraz, że popróbują trapowania kozłującego Curry'ego. Pierwsza taktyka była w miarę OK. Druga się nie sprawdziła. Warriors 7 ze swoich 16 trójek trafili w pierwszych 12 minutach, m.in. dlatego, że Steph znajdował niepilnowanego przez moment kolegę, co z kolei uruchamiało znakomity ruch piłki. Można by rzec, że pierwsza kwarta była idealnym papierkiem lakmusowym całej tej serii. Cavs trafili 60% swoich rzutów z gry (!), zdobyli 32 punkty...a i tak przegrywali siedmioma. Warriors są dla Cavs za dobrzy, za bardzo poukładani, mają za szeroki skład, dają minimalny margines błędu a jednocześnie sami sobie mogą bezkarnie pozwolić na błędy, bo te potrafią niwelować równie perfekcyjnie zarówno w obronie jak i w ataku. Cavs wygrali kwarty II i III 62:50. 12 punktów w dzisiejszej koszykówce, to cztery posiadania. To znaczy, kiedyś też 3x4 równało się 12, ale kiedyś trójka nie bywała nawet drugą opcją w kontrze.

Kyle Korver zadunkował w drugiej kwarcie. Po raz 24 w 14-letniej karierze. Chciałem przez moment wyłączyć wszystko i iść spać. Żartuję. Próbuję być zabawny.  

Kolejny raz kłopoty z faulami miał Draymond Green, ale gdy był na parkiecie, grał świetnie. 8 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst, blok i przechwyt. Warrios z nim na placu gry byli +14. Kilku, z jego znakomitych podań, nie powstydziliby się najlepsi rozgrywający z CP3 na czele. A ci nie najlepsi mogliby mieć spory kłopot z odtworzeniem czegoś takiego w warunkach meczowych. 

Klay miał 16 punktów już po 7 minutach gry. Skończył mecz z 30 (11/18) i tylko jedną stratą. Znów był świetny. Znów był cichy. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz widziałem w Finałach tak nienachalne, subtelne, wręcz aksamitne 30 punktów. Klay od jakichś dwóch sezonów puka do drzwi z napisem "moi ulubieni zawodnicy w obecnej NBA". Zdaje mi się, że jakiś czas temu już mu otworzyłem.   

Aż 19 z 20 pierwszych trafień z gry Warriors było asystowanych! Wykrzyknik. To jest kwintesencja zespołowości. Za cały mecz wyglądało to tak - 40 celnych rzutów z gry, 29 asyst. Nadal znakomicie. U Cavs - tyle samo celnych rzutów z gry, ale aż 12 mniej asyst. Możesz nie kibicować Warriors, możesz potępiać Kevina Duranta za przejście do ekipy, która go pokonała w play-offach, która wygrała 73 mecze i była o posiadanie, lub dwa od tytułu, ale jeśli rozmawiamy o czystej, prawilnej koszykówce, tu i teraz, bez żadnych dodatkowych historii, to po porostu musisz doceniać styl Warriors. Pastor James Naismith, jeśli patrzy na to gdzieś tam z góry, to pewnie szczerze się uśmiecha. Tak to miało wyglądać. Oczywiście tylko co do zasady.

Cavs po wygraniu III kwarty 33:22 postanowili kontynuować dobrą passę. Ich Wielka Trójka z Jeffersonem i Korverem zaczęła ostatnią ćwiartkę. Warriors zaczęli rezerwami. Czy to zemściło się na nich w ogólnym rozrachunku? Draymond Green powiedział po meczu, że zauważył po trzeciej kwarcie, że LeBron szedł do swojej ławki mocno zmęczony. Steve Kerr zalecił swoim graczom cierpliwość. Był przekonany, że gwiazdy Cleveland w końcu opadną z sił, i że będzie to moment do ataku. Miał rację. Czy wyglądałoby to inaczej, gdyby coach Lue też zaczął ostatnią kwartę rezerwami? Być może, ale mogło być też tak, że zmiennicy Cavs zostaliby zjedzeni i po paru minutach, zamiast bronić prowadzenia, trzeba by było odrabiać dwucyfrową stratę. Tego nie dowiemy się nigdy. 

Na 3.09 min. przed końcem meczu J.R. Smith trafił za trzy punkty po podaniu Jamesa. Było 113:107 dla Cavs. W odpowiedzi swoją trójkę spudłował Durant. Po przestrzelonym rzucie Smitha, ofensywną zbiórkę zaliczył James. Na zegarze było już tylko 2.31 min do końca. Zdawało się, że Cavs mają wszystko pod kontrolą. Nie najgorzej wyglądało to też, gdy 40 sekund później Irving wyrwał piłkę Durantowi po swoim niecelnym rzucie a wynik brzmiał 113:109. Kto by się wtedy spodziewał, że trafienie Smitha to były ostatnie punkty Cavs, że Warriors zrobią 11:0 run (7 punktów K.D.) i wyrwą serca graczom i fanom Cavs?

Raz jeszcze otworzyliśmy debatę czy LeBron umie grać końcówki ważnych meczów. Rozmawiamy o sferze psychicznej. Czy podanie do Korvera, powinno być, w takiej a nie innej sytuacji, jego pierwszą opcją? James po meczu bronił swojej decyzji. Powiedział, że gdyby przyszło mu zagrać tamtą akcję jeszcze raz, to postąpiłby tak samo. Przypomniał mi się szósty mecz Finałów 2013 roku. Jeśli nie pamiętacie, to przypomnę Wam - LBJ w końcówce IV kwarty, wyglądał decyzyjnie bardzo, bardzo źle. Dziś to już jest historia, bo Ray Allen zrobił to, co zrobił. Ale gdyby nie trafił, to James miałby jeden tytuł mniej a na barkach (zapewne) ciężar tamtej porażki. Jasne, to jest rozmawianie o niczym, o alternatywnej rzeczywistości, ale...ale... przygotowuję tekst na ten temat. Znając życie, to znaczy jak znam sam siebie, najpewniej wyląduje obok pudła Jordana nad Russellem.

 

Czy 11 zbiórek środkowego to dużo? To zależy od meczu. A 11 zbiórek w trzech meczach? Bo tak to wygląda u Tristana Thompsona. Do tego 8 punktów, 2 bloki i 2 przechwyty. Oczywiście łącznie.

Jeśli mówimy o jedenastkach, to Deron Williams jest 0/11 z gry w tej serii. W ciągu 37 minut na parkiecie. Pamiętacie jak zimą LeBron mówił, że potrzebuje pier..nego rozgrywającego? Cóż, D-Will gra jak jakiś pier..ony rozgrywający. Taka ciekawostka dla kibiców za bardzo siedzących w statystykach. Z Williamsem na parkiecie Cavs byli +4, z Irvingiem -9. Zadzwoń do Lue. Powiedz, że odkryłem mu nową rotację na Golden State.

Warriors są głębocy jak Rów Mariański. Tak głębocy, że 26 punktów, 13 zbiórek (!), 6 asyst, 2 przechwyty, tylko 1 strata Stepha, nie były ani nagłówkami tekstów po tym meczu, ani nawet kolejną historią tego starcia. A Steph gra po cichu wyśmienite play-offy i wyśmienite Finały.

Kolejny raz, na tym etapie rozgrywek, rozmawiamy o typach na Finały. Jak się czuje swoim Cavs in six? Bardzo dobrze. Dzięki, że pytasz. Dzięki za maile i komentarze. Na dziś wygląda to tak: Pomyliłem się, póki co, tylko raz w całych tegorocznych play-offach. W serii Clippers-Jazz. Może ze zdrowym Griffinem, miałbym czyste konto. Może nadal nie. Typowanie w play-offach, przewidywanie scenariuszy na każdy kolejny sezon, granie w Drive to the Finals, nie jest punktem mojego honoru. Nie gniewam się na sport za to, że nie jest przewidywalny. Ba, ja uwielbiam sport za to, że taki jest. Przy czym bądźmy szczerzy - o jakiej nieprzewidywalności ja tu mówię? Przecież Dubs byli silnym faworytem tej serii, więc tam nie dzieje się nic niezgodnego z przewidywaniami. Na mojej kartce ten matchu-up wyglądał dobrze. Na kartce Kevina Love'a też tak wyglądał. Mam to szczęście, że od wielu lat (z małymi wyjątkami) kibicuję tylko i wyłącznie dobrej koszykówce. Mam też swoją bardzo subiektywną listę zawodników, którym życzę tytułu w pierwszej kolejności. That's all. Więc jeśli próbujesz mi pojechać, to...hmm jesteś w stanie to zrobić, ale nie na polu typowania play-offów w NBA. Nie bądźmy śmieszni. Jeśli poziom tego bloga, moje zdolności do analizy, łączenia faktów, odbiegają od Twoich oczekiwań i standardów, to...tam na górze po prawej stronie masz krzyżyk. Ja Cię serdecznie zapraszam, ale na siłę nie zatrzymuję.

Dziś w nocy game 4. Postaram się przygotować coś dobrego do jedzenia. Przychodzi do mnie kolega. Może dwóch, może trzech. Jeśli to będzie ostatni mecz sezonu 2016-17, to godnie go przyjmiemy.    

Cavs 113, Warriors 118.
W rywalizacji 0:3
Mecz nr 4 w piątek w Cleveland.

14:54, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »