Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
MENU:
wtorek, 28 listopada 2017

No tak, kto inny mógł to być, jak nie młody Rivers?

Blake Griffin ma skręcone więzadło poboczne piszczelowe (MCL) lewej nogi. Do urazu doszło w czwartej kwarcie wczorajszego meczu Clippers-Lakers. Na walczącego w parterze o piłkę Griffina, niefortunnie wpadł Austin Rivers. Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że w kolanie 28-latka nie ma żadnych strukturalnych uszkodzeń. Doszło jedynie do skręcenia. Wstępnie mówi się jednak nawet o dwóch miesiącach przerwy w grze.

Clippers, po przegraniu dziewięciu kolejnych spotkań, wrócili na właściwe tory. Wygrali swój trzeci z rzędu mecz. Ale nie nazywaliby się Clippers, żeby coś nie mogło się tam spieprzyć.

Z pierwszej piątki, która wybiegła na parkiet w meczu otwierającym ten sezon, zdrowy został już tylko DeAndre Jordan. Milos Teodosic już po dwóch spotkaniach doznał urazu lewej stopy. Najwcześniej ma wrócić w okolicach Bożego Narodzenia. Patrick Beverley nie wróci już w tym sezonie po operacji prawego kolana. Danilo Gallinari leczy lewy mięsień pośladkowy. Nie zagra jeszcze przynajmniej tydzień. 

Griffin podpisał minionego lata pięcioletni, maksymalny, kontrakt z Clippers o wartości $173 mln. Po odejściu Chrisa Paula, to miała być jego drużyna a ten sezon miał dać mu z powrotem miejsce w elicie najlepszych skrzydłowych w lidze. I można by powiedzieć, że do tej pory tak było. Blake, póki co, nie stracił ani jednego meczu. Jego średnie sięgnęły 23.6 punktu (najlepsza średnia od czterech lat), 7.9 zbiórki oraz 5.1 asysty. Tylko pięć razy nie przekroczył pułapu 20 puntów. Jego dwa wielkie rzuty w końcówkach dały Clippers wygrane z Blazers i Kings. 

Obecna kontuzja, to kolejny wpis do jego bogatej kartoteki medycznej. Lider Clippers w ostatnich dwóch latach stracił aż 68 meczów w ramach rundy zasadniczej. Historia jego kontuzji i urazów wygląda tak:

- Preseason 2009. Uszkodzona rzepka lewego kolana. Uraz ten przesunął jego debiut w NBA o rok.

- Lato 2012. Uszkodzona łąkotka w lewym kolanie. Uraz ten uniemożliwił mu wyjazd na Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 roku.

- Lato 2014. Przeciążeniowy uraz pleców. Kontuzja uniemożliwiła mu wyjazd do Hiszpanii na Mistrzostwa Świata.

- Luty 2015. Infekcja prawego łokcia. Niezbędna była operacja.

- Grudzień 2015. Naderwane ścięgno mięśnia czworogłowego.

- Styczeń 2016. Złamana prawa dłoń. Po incydencie z pracownikiem klubu.

- Grudzień 2016. Operacja lewego kolana.

- Kwiecień 2017. Kontuzja palca prawej stopy. Mecz nr 3 pierwszej rundy play-offs z Utah Jazz. Uraz wyłączył z dalszej części rozgrywek. Clippers odpadli w tej serii. 

22:42, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »

Nowy sezon, nowe wyzwania, nowe cele. Jedni zawodnicy się odchudzali, inni przybierali na wadze - świadomie i nieświadomie. Jedni ściągnęli do siebie pomoc, by pokonać tych wszystkich LeBronów, Warriorsów i im podobnych. Niektórzy, w tym samym celu, sami odeszli do innych drużyn.

Mamy też nową kolekcję zegarków Tissot w związku z nowymi rozgrywkami w NBA. Kolekcja nazywa się Tissot Chrono XL NBA Teams. Na ten moment, szwajcarska marka ma modele dla fanów Chicago Bulls, Cleveland Cavaliers, Golden State Warriors, Los Angeles Lakers, San Antonio Spurs, oraz New York Knicks. 

Średnica koperty to 45 milimetrów - czyli cztery i pół centymetra, jak dobrze liczę. Grubość to 11 milimetrów. Więcej danych technicznych na stronie producenta TUTAJ.

Sugerowana cena detaliczna to około 1400 zł. 

21:31, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 listopada 2017

Za nami już jedna czwarta sezonu. Czemu ten czas tak pędzi, powiedz Ty mi? Atakujemy ostatnie dwa tygodnie. W teorii, żeby to jakoś wyglądało. W rzeczywistości atakujemy dwa tygodnie z kawałkiem. Dziś same Śliwki. Robaczywki jutro, ale wiesz, że Ci tego nie obiecam. Dzięki za podsyłanie własnych propozycji i przemyśleń. Kanały dostępu bez zmian (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage'u). Jak wiecie, kontakt z Wami, wiele dla mnie znaczy, więc nie wahajcie się pisać. Tylko nie zaczynajcie wiadomości od "witam" i nie piszcie mi głupot. Nie mam czasu na głupoty. Na mądre i ciekawe rzeczy mam czas, więc śmiało.


Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Śliwki:

- James Harden. Mój wczesny kandydat numer jeden do nagrody MVP w tym sezonie. Lider Rakiet, już czwarty rok gra na poziomie MVP. W wygraniu przynajmniej jednego tego typu wyróżnienia, przeszkadzały mu do tej pory dwie rzeczy. Pierwsza to tak zwane narracje. W latach 2015-16 narracją był rewolucjonista Steph Curry. Uważam, że Harden powinien był wygrać z nim przynajmniej raz. W minionym sezonie był to zraniony Westbrook i jego osobista vendetta na karuzeli triple-double. Dla mnie tamten wybór, to było zakwestionowanie wartości zespołowości w koszykówce i nagradzanie egoizmu. Modelowy przykład na to, jak narracje kształtują opnie. Odmienialiśmy triple-double przez wszystkie przypadki. Amerykańskie media (i nie tylko one) rozpływały się nad tym, jak to Russ ciągnie OKC, jak to nie ma z kim grać. Oladipo, Sabonis i Kanter pokazują w tym sezonie, jak to Russ nie miał z kim grać. To jego wyrywanie piłek po ósmą, dziewiątą i dziesiątą zbiórkę, to jego polowanie na ósmą, dziewiątą i dziesiątą asystę było ohydne. Ale to jest temat na osobną myśl. Wracając do Hardena. Druga rzecz, która przeszkadza mu w dostawaniu dobrej prasy, to opinia o tym, że zbyt lekko podchodzi do życia, do swoich obowiązków, że nie jest prawdziwym liderem. A tego nie wiemy. Swoje opinie opieramy oceniając jego introwertyczny, hipsterski sposób bycia, wypowiadania się w mediach. Nie siedzimy w szatni Rockets. Nie wiemy jak motywuje swoich kolegów, jaki daje im przykład na treningach. Liderem można być na wiele sposobów. Harden przewodzi obecnie w NBA w punktach (31.4) i asystach (9.8). Do tego dorzuca po 4.8 zbiórki oraz 1.7 przechwytu. Dodaj do tego, że Rakiety są drugą siłą ligi (15:4), że przez 14 meczów nie było z nimi Chrisa Paula. Obrona? Tak, J.H. nadal nie jest tytanem po tej stronie parkietu, ale cóż, takie wybrał życie w NBA. Zamiast być tylko dobry na obu końcach parkietu, wolała być wyjątkowy w ataku i przeciętny w obronie. LeBron też od paru sezonów "kryje się" w defensywie. To samo Westbrook i wiele innych gwiazd. Przy dzisiejszej intensywności gry raczej musisz wybrać swoją specjalizację.

- Klay Thompson. Czy będzie w tym sezonie coś lepszego, niż Klay wypowiadający się na temat...rusztowań w Nowym Jorku? Powtarzam - rusztowań w Nowym Jorku! Rusztowań! Mniej więcej w tym samym czasie Steph dobrze bawił się u Jimmy'ego Falonona. Uwielbiam Klay'a jako koszykarza, a być może jeszcze bardziej jako jedną z najbardziej interesujących postaci w NBA. Klay przed meczami ma zwyczaj czytać gazety - takie zwykłe, papierowe, nie ich elektroniczne wydania. Mało się o tym mówi, ale Klay ostatnio włączył się w akcję pomocy ofiarom pożarów, które dotknęły Kalifornię. Za każdy zdobyty punkt wypłacał $1000. Na boisku oraz poza nim, zebrał ponad $350 tys. W akcję włączyła się też marka Anta, która dostarcza Thompsonowi meczowe obuwie. 

 A skoro już jesteśmy przy umowach sponsorskich Klay'a...

Nie możemy też nie wspomnieć o tym, co na boisku. A tam - 49.7% z gry, 46.6% zza łuku. Oba wskaźniki są najwyższe w jego karierze. 20.2 punktu na mecz przy zaledwie jednym, niecałym, rzucie wolnym w każdym starciu. Do tego 4.4 zbiórki (też najlepiej w karierze) i 2.5 asysty. Jeśli chcesz się do czegoś przyczepić, to może jedynie tego, że Klay nie atakuje za często obręczy, przez co nie staje na linii. Ale coś za coś. Klay z piłką na obwodzie, to jak asasyn z mieczem na misji. Elitarny obrońca na trzy pozycje. Świetny gracz.  

- LeBron James. Nie traktujemy go, jak coś pewnego. Nie bierzmy jego występów jako standard. Za bardzo nas rozpieścił przez lata. To jest mój drugi kandydat do MVP w tym sezonie. Może nawet pierwszy prim. Patrz teraz - 28.5 punktu na mecz, najlepiej od ośmiu lat. 58% z gry, najlepiej w karierze. 1.2 bloku, najlepiej w karierze. Do tego 8.6 asysty (tylko raz w karierze podawał więcej. Było to rok temu - o jedną dziesiątą więcej), 7.8 zbiórki oraz 1.2 przechwytu. Cavs wygrali siedem meczów z rzędu (a nawet osiem - gdy to pisałem w nocy, Cavs wygrywali z 76ers), zatamowali wczesne krwawienie i już są na trzecim miejscu Wschodu. Bez LeBrona, obecni Cavs, mieliby problem wejść do play-offów w PLK.

- Cavs dostają Śliwkę za zabawę z koszykarskim światem w mediach społecznościowych. Dziwne, tylko im znane przekazy na Twitterze i Instagramie. Przekazy, które nawiasem mówiąc, nawzajem sobie lajkują i komentują. Tam nie ma przypadku. Opowiem Ci o czymś. Siedziałem w szatni Cavs. LeBron, w samych gaciach, na wyciągnięcie dłoni ode mnie. To było coś. Od razu uprzedzę pewien tok rozumowania -  Akurat fakt, że był w samych gaciach nie stawiam jako główny czynnik sprawiający, że to było coś. Siedziałem obok jednego z najlepszych koszykarzy w historii. To było to coś. Nie wyciągałem aparatu, bo grałem z żółtą kartką. Jeden Austriak spróbował. Żałował.  

LeBron, po kilku drobnych zabiegach masażystów, wyjął telefon i zaczął mały przegląd internetu dla swoich kolegów. "Słuchajcie tego..." - zaczynał, po czym cytował wpisy na Twitterze graczy NBA i dziennikarzy. Po kilku zdaniach komentarza od siebie, lub od kogoś z drużyny, przechodził dalej. Czasem za komentarz starczał szyderczy śmiech. LeBron jest medioznawcą i jestem pewien, że wszystko, co wychodzi do sieci spod dłoni zawodników Cavs, musi dostać wcześniej pieczątkę Jamesa. Tak to działa. 

Tak akcja w nowojorskim metrze, to też kontrolowany spontan. LeBron mówi, że drugi raz w życiu jedzie metrem.   

 

J.R. Smith ma trochę więcej doświadczenie w tej materii...


 - Boston Celtics. Po raz kolejny. 18 wygranych na 21 meczów musi robić wrażenie. I w zasadzie każdemu z osobna należy się Śliwka. Irving - 23 punkty, 3 zbiórki, 5 asyst, 1.7 przechwytu. Tylko dwie straty na mecz (najmniej w karierze). Wyśmienity mecz w Dallas, w którym C's potrzebowali każdego z jego 47 punktów. Al Horford, który po cichu puka do pierwszej piątki obrońców sezonu. Inteligent na parkiecie. Jaylen Brown - Kawhi 2.0? Nie w sensie, że to druga i lepsza wersja Leonarda, tylko że rośnie nam unikatowy na dzisiejsze standardy gracz, który może rozstrzeliwać defensywę Twojej ulubionej drużyny, ale może też w obronie wyłączyć Twojego ulubionego zawodnika z pozycji 1-3. Poza boiskiem, podoba mi się to, jak się wypowiada w mediach. Bardzo inteligenty chłopak. Będzie z niego czarny J.J. Redick. Jayson Tatum - pomeczowe piwko, legalnie w USA, będzie mógł sobie kupić dopiero za półtora roku! Nad wyraz dojrzały jak na tak młodego człowieka. Świetna praca nóg. Tylko trzy razy nie zdobył dwucyfrowej liczby punktów. Marcus Smart trafia 29% swoich rzutów, a i tak jest plusowym graczem. Brad Stevens - póki co kandydat numer jeden do nagrody dla najlepszego coacha sezonu. 

- Tyreke Evens. Tak to miało wyglądać od początku. Potem przyszły kontuzje i inne rzeczy. W 2010 roku, wówczas 21-letni Evans zgarnął nagrodę dla Najlepszego Debiutanta. Już w pierwszym sezonie w NBA, notował 20 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Przed nim tylko trzech debiutantów potrafiło za całe rozgrywki osiągnąć 20/5/5. Byli to Oscar Robertson, Michael Jordan i LeBron James. Pewnie o nich słyszeliście. Evans jeszcze nigdy nie zagrał pełnego sezonu. Ostatnie dwa lata stały u niego pod znakiem kontuzji. Świetnie widzieć go w końcu zdrowego, produktywnego i zadowolonego z gry. 17.7 punktu (49% z gry - najlepiej w karierze), 5.1 zbiórki, 3.4 asysty, 1.1 przechwytu. 

- New York Knicks, Kristaps Porzingis. Jak to śpiewał R. Kelly? The storm is over now. Nie wiem czy Knicks wejdą do play-offów w tym sezonie. Ale wiem, że od ładnych paru latach w ich szatni nie śmierdzi. Drużyna wygląda na zdrową (na wielu poziomach), całkiem nieźle poukładaną. Oglądanie Knicks nie jest już patologią. Porzingis wskoczył na poziom, który myślałem, że osiągnie dopiero za przynajmniej dwa lata. I teraz spójrz - Łotysze mają 22-letniego Kristapsa, który robi różnicę na obu końcach boiska. Finowie Markkanena, który jest o dwa lata młodszy od lidera Knicks, a już jest dobry. Niemcy mają Schrödera. A my? Ale to taka dygresja. Porzingis jest czwartym strzelcem ligi (27.3) i pierwszym blokującym (2.3). Phil Jackson chciał nim handlować. Pozdrowienia dla nowojorskich, zblazowanych dziennikarzy, którzy mieli żal do Kantera i Hardaway'a, że grają za dobrze i przeszkadzają w tankowaniu. Kurtyna.

- Detroit Pistons. Tobias Harris przeszedł latem laserową korekcję wzroku i nagle okazało się, że umie rzucać, to znaczy trafiać. Andre Drummond bez operacji z 38% z linii wszedł na 60%. Do tego nauczył się podawać (3.4 asysty - najlepiej w karierze). Avery Bradley dał im kolejny wymiar, którego najwyraźniej im brakowało rok temu. I mamy z tego 12 wygranych z pierwszych 18 meczów. Jak już jesteśmy przy Drummondzie,to Śliwka dla niego za to, że polubił moje zdjęcie na Instagramie, na którym go oznaczyłem. Mała rzecz a cieszy.

- Donovan Mitchell. Jazz wygrali na loterii. On będzie kimś w tej lidze.14/3/3 to dopiero początek. Kyle Kuzma to ta sama parafia. 16.8/6.3/1.5. na dobry początek.

- LaMarcus Aldridge. To nie są fajerwerki na czwartego lipca, ale to jest to, czego Spurs od niego potrzebują. Pod nieobecność Leonarda i Parkera, zapewnił im tak miękkie lądowanie, jak tylko się da. Już 13 razy przekraczał próg 20 punktów. Silne 21/8/2/1. Ciężko chcieć więcej od 32-latka. Dobrze, że latem się dogadali z Popem.

-  Jeremy Lamb. Nie za często zdarza się, żeby zawodnik po pięciu latach w NBA, nagle zmienił optykę patrzenia na niego. Lamb z rezerwowego na 20 minut i 8 punktów, przeistoczył się w zawodnika, który bez problemu byłby starterem w kilkunastu klubach NBA. Prawie 16 punktów na mecz, do tego 5.3 zbiórki oraz 3.4 asysty. Ładnie. 

- Khris Middleton. Po cichu, ale skutecznie. Wiesz, że gracz Bucks już dwa razy w tym sezonie osiągał pułap 40 punktów? Po poważnym zerwaniu mięśnia dwugłowego uda sprzed roku, nie ma już śladu. 26-latek robi 19/5.6/4.6/1.4 i jest to bezsprzecznie jego najlepszy sezon w karierze. 

- Domantas Sabonis. Thunder chcieli zrobić z niego stretch four, a on chciał pod kosz. Wyszło, jak wyszło. W Indianie pozwolili mu podejść pod kosz i są efekty. Sześć meczów z double-double. Średnie na poziomie 12.9 punktu, 8.9 zbiórki (lider drużyny) oraz 2.3 asysty. Tata może być zadowolony ze swojego 21-letniego syna.  

- Cały czas podoba mi się, że koncepcja grania dwoma klasowymi wysokimi nie umiera. Pelikany są 11:9. Boogie i A.D. grają wyśmienicie, choć ta drużyna nadal jest źle zbudowana wokół nich. 

- Hawks i Nets przegrywają swoje mecze, ale zachęcam do zajrzenia i sprawdzenia co u nich słychać. Wbrew pozorom, tam nie gra się złego basketu.

- Trzecia kwarta meczu 76ers-Warriors. Podopieczni Steve'a Kerra wygrali ją 47:15! Od 1992 roku nikt nie miał tak ofensywnej ćwiartki.

- My tu sobie gadamy, a tymczasem wygląda jakby Bradley Beal chciał zagrać najlepszy sezon w karierze. 24.2 punktu, 4.6 zbiórki, 3.5 asysty i 1.3 przechwytu. Nie zapominajmy, że on ma dopiero 24 lata.

- Na koniec duża Śliwka dla Was. Dzięki za odwiedzanie. W ostatnim tygodniu na mój blog weszliście 574080 razy. Dzięki! 


http://karolsliwa.blox.pl/resource/IMG_20171027_010350_003.jpg

23:59, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 listopada 2017

Derrick Rose, który jest w trakcie rehabilitacji skręconej lewej kostki, opuścił Cavs. Według źródeł blisko z nim związanych, 29-latek poważnie zastanawia się nad zakończeniem kariery w NBA! Między zawodnikiem a drużyną od kilku dni nie ma żadnego kontaktu.

Przyczyną takiego stanu są podobno frustracje i rozczarowania związane z przeróżnymi kontuzjami i drobnymi urazami, które od pięciu już lat co raz nękają i spowalniają jego karierę. Rose, według źródeł, ma już dość bycia niezdolnym do gry, dość przechodzenia przez mozolne i czasochłonne rehabilitacje, dość życia w bólu. Wszystko to zbiera swoje żniwo i odbija się na jego psychice.

Kłopoty Rose'a ze zdrowiem zaczęły się w sezonie 2011-12. Rok wcześniej został wybrany MVP rozgrywek.  Wszyscy pamiętają jego słynną już kontuzję lewego kolana (ACL) w I rundzie play-offs przeciwko Filadelfii 76ers. Mało kto pamięta jednak, że cały tamten sezon stał u niego pod znakiem całej masy mniejszych lub większych urazów.

Wówczas młody lider Byków zagrał tylko w 39 meczach rundy zasadniczej (81 w sezonie MVP).  Rehabilitacja kolana kosztowała go całe rozgrywki 2012-13. Wrócił na kolejny sezon, ale zdołał wystąpić tylko w dziesięciu meczach. Tym razem operacji wymagała łąkotka w jego prawym kolanie. W rozgrywkach 2014-15, relatywnie dobre zdrowie udało mu się utrzymać tylko do lutego. Odezwała się znów łąkotka prawego kolana i znów niezbędne było użycie skalpela. Kolejne dwa lata, czyli ostatni w Bulls i ubiegły w Knicks, były dla niego wolne od dużych urazów, ale drobne rzeczy przytrafiały mu się raz na jakiś czas. Zagrał tylko w 64 oraz 66 meczach. Na samym finiszu poprzednich rozgrywek, dość nieoczekiwanie, Rose poddał się jednak operacji lewej łąkotki. Jako rekonwalescent wszedł na rynek wolnych agentów. Rękę wyciągnęli do niego Cleveland Cavaliers.

Od 2012 roku, na 412 możliwych do rozegrania meczów w ramach rundy zasadniczej, Rose wystąpił tylko w 237 meczach.

W tym sezonie, pierwszym w barwach Cavs, Rose w siedmiu rozegranych meczach, notował średnio 14.3 punktu, 2.6 zbiórki oraz 1.7 asysty. 

Szkoda mi go. I to bardzo. W czasie Mistrzostw Świata w Hiszpanii miałem okazje stykać się z kadrą USA codziennie. Jeśli śledzicie mój blog przynajmniej od tamtego turnieju, to może pamiętacie mój tekst "Kubuś Puchatek z NBA ", w którym zdradzam, że Rose nie należy do intelektualistów. Ale jednocześnie trzeba mu oddać to, że dał się wtedy poznać jako bardzo sympatyczny i spokojny człowiek. Czasem wręcz nieśmiały. Podkreślić też muszę to, że zazwyczaj miał czas dla dziennikarzy. Dało się odczuć, że szanuje swoich rozmówców. Na pytania odpowiadał chętnie. Nawet jeśli w danym momencie nie mógł, czy nie chciał rozmawiać, przynajmniej pozdrawiał dziennikarzy i znikał. Niby nic, mały gest, a jednak. Wiele gwiazd i gwiazdek różnych reprezentacji znikało bez słowa z głowami schowanymi w ręczniki. Szanowałem go za to. Na swój sposób polubiłem i mimo, że styl jego gry, to nigdy nie była moja bajka, to zawsze gdzieś tam, po cichu, kibicowałem mu i trzymałem kciuki za jego zdrowie.

Sytuacja jak ta, jest idealnym, tragicznym, ale idealnym przykładem na to, żeby nie brać tych wszystkich LeBronów, Hardenów, Currych, Durantów i innych za coś pewnego. Ich mózgi działają tak, jak nasze. Targają nimi takie same emocje, jak nas. Codzienny stres, wielopoziomowa presja ze strony kibiców, sponsorów, klubu, kolegów z drużyny, samych siebie. Miliony na koncie to nie jest przeważający argument za tym, żeby kazać im grać i nie marudzić. Sfera psychiczna zawodowych sportowców, to aspekt, o którym nadal za mało się mówi. 




21:53, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »

Od dwóch dni, w księgarniach w całej Polsce, do kupienia jest książka Marcusa Thompsona II o Stephie Curry’m „Potrójne oblicze”. W biografii autor nie tylko przedstawia drogę lidera Golden State Warriors na szczyt NBA, ale też szczegółowo analizuje także jego osiągnięcia. Możemy dowiedzieć się, lub sobie przypomnieć, że w sezonie 2015/16 Curry miał lepszą skuteczność w rzutach z ponad 9 metrów niż LeBron James w próbach oddawanych spod samego kosza. Wydawnictwo SQN sprawiło mi wielką przyjemność zapraszając mnie do napisania posłowia do polskiego wydania tej książki. Wyszło mi pięć stron. Możecie przeczytać, możecie pominąć, bo to w sumie jest za tekstem głównym. Wiem, że ludzie, nazwijmy ich krytykami literackimi, mają problem z nazywaniem tej książki biografią. Bo dziwnie to brzmi - biografia zawodnika, który ma 29 lat i prawdopodobnie więcej sezonów w NBA przed, niż za sobą. Pomińmy więc słowo biografia. Nazywajmy tę pozycję po prostu książką o Stephie Curry'm. Na początku myślałem, że mam moc jak Andrzej Sapkowski, że będę mógł uśmiercić głównego bohatera przy pomocy trucizny, ognia i smoka. Na raz. Nie, że chciałem to zrobić. Przeszło mi tylko przez głowę, że mogę, że mam taką moc. Potem, dla pewności, sprawdziłem w słowniku czym jest posłowie. Okazało się, że nie, że nie mogę zabić głównego bohatera. Poza pozbawieniem go życia przy po mocy smoka, trucizny i ognia, myślałem też, o paru alternatywnych zakończeniach książki. Potem się uspokoiłem.

Dziś jest Black Friday. Jeśli w związku z tym chcecie sobie, lub komuś, coś kupić, a jeszcze nie wiecie co. Jeśli chcieliście wzbogacić swoją domową bibliotekę o tę książkę, ale nie byliście do końca przekonani, to może przekona Was właśnie okoliczność Czarnego Piątku? 

 

Kupując książkę otwieracie sobie możliwość wygrania szwajcarskiego zegarka marki TISSOTT.

Na www.potrojneoblicze.pl wystartował konkurs, w którym do wygrania są dwa szwajcarskie zegarki marki TISSOT dedykowane fanom Golden State Warrriors.

Biografia „Stephen Curry. Potrójne oblicze” dostępna jest w księgarni internetowej Labogita.pl.
Z okazji Black Friday przy zamówieniu m.in. dwóch pozycji Wydawnictwa SQN z kodem BLACKFRIDAY rabaty nawet do 50%! Promocja BF trwa do niedzieli.

Książki szukajcie także na www.empik.com oraz w salonach Empik w całej Polsce.

 

Fragment książki:

W najdalszym fragmencie linia rzutów za 3 punkty w NBA jest oddalona od kosza o 7 metrów i 23 centymetry. Curry zakończył sezon zasadniczy 2015/16 z 45 rzutami z odległości co najmniej 9 metrów i 14 centymetrów*. To o 10 prób więcej niż w dwóch poprzednich latach łącznie.

Rzuty z takiej odległości to zazwyczaj rzuty rozpaczy wykonane w ostatniej chwili, równo z syreną kończącą kwartę albo oznajmiającą upłynięcie 24 sekund akcji. W sezonie 2013/14 liderem ligi pod względem liczby rzutów oddanych z odległości co najmniej 9 metrów i 14 centymetrów był Tony Wroten (20). Rok później przebił go Jamal Crawford, z 22 próbami.

Ale najbardziej szalone nie jest to, że Curry rzucał z tak daleka 45 razy. Tylko to, że miało to sens, bo trafił aż 21 razy. Dwadzieścia. Jeden. Oznacza to skuteczność 46,7 procent, co przy takiej odległości oznacza zupełny obłęd. Center Clippers DeAndre Jordan ma gorszą skuteczność z linii rzutów wolnych.

Istnieje relatywnie nowa statystyka, nazywana efektywną skutecznością rzutów z gry. To parametr, który uwzględnia fakt, że rzuty za 3 punkty mają większą wartość. W przypadku Curry’ego efektywna skuteczność rzutów z gry z odległości co najmniej 9 metrów i 14 centymetrów wynosi 70 procent. Zasadniczo gdyby Curry oddał 45 rzutów za 2 punkty i trafił wszystkie, to zdobyłby 90 punktów. Ale dzięki dodatkowemu punktowi za trafienie z dystansu w 45 rzutach zdobył 63 punkty, co oznacza uzyskanie 70 procent tego, co byłoby możliwe do uzyskania, gdyby nie było trójek.

Efektywna skuteczność rzutów z gry LeBrona Jamesa, podejmowanych z odległości półtora metra i bliżej, była w sezonie 2015/16 najwyższa w NBA i wynosiła 68 procent. A zatem rzut Curry’ego z ponad 9 metrów był efektywniejszy niż rzut LeBrona spod samego kosza.

I to właśnie jest tajna broń Curry’ego. Potrafi zdobywać więcej punktów mimo mniejszej liczby rzutów, bo doprowadził swój rzut za 3 punkty do mistrzostwa. Zakończył rozgrywki, mając na koncie 2375 punktów i po raz pierwszy przekraczając barierę 2000 punktów w sezonie. Jest 35. zawodnikiem NBA, któremu się to udało. Po raz 78. w historii ligi zawodnik zdobył 2300 punktów w jednym sezonie. Tylko Shaquille O’Neal, Adrian Dantley i Karl Malone osiągnęli ten wynik, oddając mniej rzutów – ale wszyscy trzej rzucali co najmniej dwa razy tyle wolnych co Curry.

Jeszcze większe wrażenie zrobiło jednak to, że Curry przekroczył granicę 400 trafionych trójek w sezonie. Ugruntował tym samym już na zawsze swoją pozycję wśród najwybitniejszych sportowców na świecie. Tak jak baseballista Ted Williams ze skutecznością ponad 400 odbitych piłek, hokeista Wayne Gretzky z ponad 200 zdobytymi punktami w jednym sezonie albo futbolista Eric Dickerson i jego ponad 2100 jardów w sezonie. Curry sieje zniszczenie za pomocą rzutów za 3 punkty. Osiągnął w nich mistrzostwo.

* 30 stóp.


 

O książce:

Kiedy w 2009 roku startował w drafcie, jego matka dopytywała Steve’a Kerra, czy syn w ogóle ma szansę trafić do NBA. Nikt nie mógł się spodziewać, że wybór Stephena Curry’ego będzie jedną z najlepszych decyzji w historii Golden State Warriors i do tego stopnia odmieni losy ligowego outsidera.

„Niech nie zwiedzie was ten uśmiech” – przestrzega dziś LeBron James. Wie, co mówi, bo choć Steph nie jest ani najsilniejszy, ani najwyższy, ma coś, co cechuje wielkich mistrzów: instynkt zabójcy ujawniający się w decydujących momentach.

Poznaj różne twarze gracza, który w ostatnich sezonach zachwyca cały koszykarski świat. Przeczytaj o drodze na szczyt NBA, która nie miała prawa się powieść. Dowiedz się, jak wypracował swój fenomenalny rzut z dystansu, choć niewiele brakowało, by skończyło się to przerwaniem kariery.

Odkrywcza, zaskakująca, napisana z reporterskim zacięciem książka. Niezwykła biografia zawodnika, który dla rzutów za trzy stał się tym, kim Michael Jordan dla slam dunków, a Magic Johnson dla asyst. To po prostu trzeba przeczytać!

14:59, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 listopada 2017

Kontuzji i urazów ciąg dalszy...

Patrick Beverley z L.A. Clippers przeszedł operację prawego kolana. Klub nie podał do publicznej informacji na czym dokładnie polegał zabieg oraz jak długo potrwa rehabilitacja. Wiemy jedynie, że czas potrzeby do powrotu do zdrowia ma być znaczący. Można więc wnioskować, że nie było to klasyczne czyszczenie śmietnika w kolanie, które zwykle zabiera graczom 4-6 tygodni.

UPDATE: Z Los Angeles napłynęły nowe informacje. Okazuje się, że Beverley już nie wróci do gry w tym sezonie.

Beverley, pozyskany przed sezonem z Houston, w wymianie w której brał udział Chris Paul, grał do tej pory na poziomie 12.2 punktu, 2.6 zbiórki, 4.1 asysty oraz 1.7 przechwytu.

To fatalna wiadomość dla Clippers. Po dobrym początku sezonu, podopieczni Doca Riversa są w kryzysie. Już w drugim starciu sezonu stracili Milosa Teodosica, który leczy uraz stopy. Po osiągnięciu bilansu 5:2 przegrali dziewięć kolejnych meczów.

 

Paul Millsap z Denver Nuggets ma uszkodzone więzadło w lewym nadgarstku. Uraz będzie wymagał operacji. Mówi się, że powrót do gry po tego typu zabiegu, może potrwać nawet trzy miesiące. Do kontuzji doszło w II kwarcie niedzielnego meczu Lakers-Nuggets.

32-letni Millsap trafił do Denver minionego lata, na mocy trzyletniego kontraktu wartego $90 mln. Jego średnie w barwach nowej drużyny sięgają 15.3 punktu, 6.2 zbiórki, 3.1 asysty, 1.3 bloku oraz 1.1 asysty.  Nuggets z bilansem 10:7 są obecnie szóstą siłą na Zachodzie.

 

Mirza Teletovic z Milwaukee Bucks straci najbliższy miesiąc po artroskopowej operacji lewego kolana. Zabieg miał na celu naprawienie uszkodzonej chrząstki. 32-letni Bośniak gra w tym sezonie na poziomie 7.1 punktu, 2.3 zbiórki oraz 1 asysty. Jego strzeleckie talenty (46% zza łuku) czynią go ważnym elementem rotacji Jasona Kidda.


21:34, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 listopada 2017

Jest rok 2005. Charles Barkley od pięciu lat jest na koszykarskiej emeryturze, Michael Jordan od dwóch, choć złośliwi powiedzieliby pewnie, że od siedmiu. Barkley od czterech lat pracuje w stacji TNT i współtworzy program Inside the NBA. Jordan jest trochę w okresie przejściowym. Już całkowicie rozstany z Wizards, skupia się na promocji swojej marki Jordan Brand. Jest rok od przejęcia mniejszościowego pakietu udziałów w klubie Charlotte Bobcats, pięć od wykupienia większościowego pakietu. 

Zwracam tu uwagę na kilka rzeczy - Obaj mają długie fragmenty bardzo ciekawych spostrzeżeń na różne kwestie. Są momenty śmieszne, takie jak gra Barkley'a w golfa, czy skąpstwo Jordana. Jest też delikatny, ale dobitny, żart Jordana, o tym że Barkley nie ma na koncie mistrzowskiego tytułu. Tę narrację i jej skutki dziś, będę chciał rozwinąć w osobnym tekście. Z przyczyn wszystkim nam znanych, nie pokuszę się o obiecywanie, kiedy to nastąpi. Cztery lata pracy Barkley'a dla TNT zmiękczyły jego wizerunek z boiskowego zabijaki, któremu sławą i szacunkiem naprawdę nie było daleko do samego Jordana, do pociesznego, sympatycznego misa, który wszystkie przytyki odnośnie tuszy i braku tytułu kwituje szczerym uśmiechem.

Świetnie się tego słucha.

21:15, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 listopada 2017

D'Angelo Russell z Brooklyn Nets przeszedł artroskopową operację lewego kolana. Klub nie podał szczegółów dotyczących zabiegu. Wiemy jedynie, że przebiegł zgodnie z planem. Nie znamy też szacowanego czasu, jaki będzie potrzeby 21-latkowi na powrót do zdrowia. Klub z Brooklynu ma podać tę informację w odpowiednim czasie. Według źródeł operacja miała jedynie na celu "wyczyszczenie" kolana z odprysków chrząstki.

Nets pozyskali Russella minionego lata z L.A. Lakers. Jego średnie w nowej drużynie kształtowały się na poziomie 20.9 punktu, 4.7 zbiórki, 5.7 asysty oraz 1 przechwytu. Co ciekawe, w dwunastu rozegranych do tej pory meczach, Russell spędzał na parkiecie średnio tylko po 27.8 minuty w każdym starciu. To o prawie minutę mniej, niż w poprzednim sezonie w Lakers.

Russell całkiem dobrze wszedł w nowy sezon, z nową drużyną. Już sześć razy przekraczał próg 20 punktów, dwa razy 30.

 

Pozostając w temacie kontuzji i urazów:

- Derrick Rose będzie poza grą przez przynajmniej najbliższe dwa tygodnie. 29-latek jest już poza grą od 11 dni (4 mecze). Problemem jest jego lewa kostką, którą skręcił 20 października, już w drugim meczu tego sezonu. Stracił cztery mecze, następnie wrócił na pięć. Okazało się jednak, że z problematyczną stopą nie jest dobrze. Cavs postanowili tym razem lepiej zadbać o zdrowie swojego gracza. Rose, w siedmiu rozegranych meczach, notował średnio 14.3 punktu na mecz.

- Mike Conley został wyłączony z gry na czas nieokreślony z powodu bólu ścięgna Achillesa oraz pięty w lewej nodze. 30-latek zdobywa w tym sezonie 17.1 punktu, 2.3 zbiórki, 4.3 asysty oraz 1 przechwyt.

- Rudy Gobert nie gra już od tygodnia. Poza grą ma pozostać jeszcze przez 3-5 tygodni. Francuz ma stłuczoną piszczel prawej nogi. Do urazu doszło w meczu z Heat, po tym jak Dion Waiter zanurkował do nogi Goberta w pogoni za straconą piłką. 25-latek zdobywa dla Jazz w tym sezonie 13.9 punktu, 10.5 zbiórki, 2.5 bloku oraz 1.3 asysty.


01:31, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 listopada 2017

Joel Embiid to jest postać, której NBA potrzebuje. Albo to masz, albo nie. Jo Jo to ma. To nie jest rzecz do wytrenowania, to nie jest kwestia wykształcenia, czy nawet obycia. To jest ta słynna charyzma, charakter, specyficzne poczucie humoru. Ta liga potrzebuje takich osobowości. Idealnie się składa, jeśli wszystko to idzie w pakiecie z tym, co na boisku. U Joela idzie.

A co na boisku?

To nie jest jeszcze Hakeem Olajuwon, jeśli chodzi o pracę nóg. Ci, którzy tak twierdzą mają albo krótką pamięć, albo nigdy nie widzieli "The Dreama" w akcji. Ale mniejsza z tym, bo ta praca nóg jest wyjątkowa i kropka. A będzie jeszcze lepsza. Dwight Howard w swoich najzdrowszych latach nigdy tak nie tańczył z piłką. W czasach atakowania twarzą do kosza i rzucania z dystansu, oglądanie operującego Embiida jest jak wyszukiwanie kawałków kurczaka w sałatce z kurczaka w wielu polskich restauracjach. Sorry, że tak mówię. Mamy 28 lat gospodarki w miarę wolnorynkowej, a w wielu, zbyt wielu miejscach, nadal nie rozumieją, że zadowolenie klienta jest wartością samą w sobie. Oni wolą zasypać Cię zapychaczem w postaci sałaty wizualnie wypełniającej talerz, zaśmiać Ci się w twarz źdźbłem kurczaka, skasować za to solidne pieniądze i jeszcze mieć czelność nazwać to coś sałatką z kurczaka. One and done. Sorry za tę kulinarno-kulturową wycieczkę.

46 punktów, 15 zbiórek, 7 asyst, 7 bloków. Oststnim zawodnikiem Sixers, który tak punktów, był Allen Iverson (47) w  2006 roku, w starciu z Knicks.

Od kiedy bloki są oficjalnie liczone, czyli od rozgrywek 1973-74, tylko jeden gracz zaliczył mecz na poziomie ponad 40 punktów, 15 zbiórek, 7+ asyst i 7+ bloków. Tym kimś był Kareem Abdul-Jabbar w 1980 roku. Przy czym jego Lakers zagrali wtedy z Cavs mecz przedłużony aż o cztery dogrywki. Kareem zszedł z parkietu z linijką - 42 punkty, 15 zbiórek, 7 asyst, 8 bloków).

Embiid jest też pierwszym od 1982 roku graczem, który zanotował mecz na poziomie 40+ punktów, 7+ asyst oraz 7+ bloków. 35 lat temu, takie zawody zaliczył Julius Erving.

Jeśli LeBron jest królem Nowego Jorku, to Joel jest chyba królem Los Angeles. We wcześniejszym spotkaniu, przeciwko Clippers, Jo Jo niszczył obronę rywali, z DeAndre Jordanem na czele. Tamte zawody skoczył z 32 punktami i 16 zbiórkami. 

12:54, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 listopada 2017

Wydawnictwo SQN wydało trzy lata temu książkę "Michael Jordan. Życie." Teraz na rynek trafia jej wersja audio. Ponad 27 godzin słuchania. Ja właśnie ją załadowałem na swój odtwarzacz i ruszam w drogę...

Płytę z nagraniem możecie kupić w księgarni internetowej LaBogita.

Wydawnictwo SQN robi w ostatnich latach świetną robotę w promocji koszykarskich książek. Brawo im za to!


12:41, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2