Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
MENU:
niedziela, 13 sierpnia 2017

Zakładam, że przy codziennym śniadaniu nie dopada Cię myśl "ciekawe co tam się teraz dzieje w Libanie." A jeśli już, z jakiegoś powodu pomyślisz o tym bliskowschodnim kraju, na przykład teraz, kiedy to czytasz, to podejrzewam, że wyobraźnia rysuje Ci średnio atrakcyjny obraz. Prawda?

Bezpieczeństwo, a raczej jego brak, terroryści, bieda, brud, smród, nachalni ludzie, którzy chcą Cię oszukać, okraść, pogonić maczetą albo w najlepszym wypadku sprzedać Ci coś po zawyżonych stawkach. Dominujący mężczyźni, zdominowane, mocno okryte odzieniem kobiety i tak dalej.

Nie chcę powiedzieć, że ledwie po dwóch dniach przebywania tutaj, stałem się znawcą Libanu. Chcę tylko powiedzieć, że po dwóch dniach przebywania tutaj, jak do tej pory, spotkały mnie same pozytywne rzeczy. Na ulicach nic szczególnego się nie dzieje. Nikt nikogo nie detonuje, nie bije, nie tnie. Życie toczy się jak u Ciebie w mieście. Nikt jeszcze ani razu mnie nie zaczepiał, łącznie z ofertami transportu, co na przykład w dalekiej Azji jest uciążliwą normą. No chyba, że liczyć pytających o drogę. Ci, o dziwo, zdarzyli mi się już parę razy. Być może wyglądam jak miejscowy. Jedna z tych rozmów skończyła się tym, że dostałem podwózkę pod samą halę, bo i oni, rodzina spoza Bejrutu, też tam jechali. Ludzie są bardzo mili i pomocni. Chciałem kupić sobie loda. Zapytałem czy można płacić kartą, bo jeszcze nie zdążyłem wymienić pieniędzy. Powiedzieli, że tak, ale później okazało się, że terminal im nie działa. A ja loda już prawie zjadłem. Co teraz, zapytałem. Nic, oddasz jak będziesz następnym razem tędy przechodził, odpowiedział sprzedawca. Tego samego dnia poszedłem na kebab. Cały czas bez lokalnej waluty, którą jest funt libański. Powiedzieli, że nie mają terminala, ale jeden z pracowników restauracji zaprowadził mnie do pobliskiego sklepu, w którym mieli. Tam skasowano mnie za równowartość dania, które sobie zamówiłem. I po kłopocie. W oczekiwaniu na kebab, podjęto mnie falafelem. Pytali skąd jestem, co robię w Libanie, czy mi się podoba. Wyglądali na prawdziwie zainteresowanych. Kebab? Jak triple-double bez strat, jak Kyrie Irving w koźle, jak pędzący LeBron w kontrze. Rozumiesz? Znakomity! Nie podniecam się byle czym. Jadłem kebab, w różnych wersjach, na czterech kontynentach, w kilkudziesięciu krajach.

Czy jestem zaskoczony? Nie kebabem, tylko sytuacją w Libanie. I tak i nie. Nie, ponieważ nie jest to pierwszy arabski kraj, jaki odwiedzam. Mam wyłącznie dobre wspomnienia z Maroka, choć MSZ odradzał wyjazdy a już w szczególności wyprawy na tzw. własną rękę. A ta moja właśnie taka była. Mam również same dobre wspomnienia z Egiptu, choć tam akurat byłem dzieckiem i o moje bezpieczeństwo dbał tata. Stare dzieje. Rockets byli mistrzami NBA a Hakeem Olajuwon szkolił pod koszem młodego Shaq'a.

Trochę tak, bo spodziewałem się, że bliskość trawionej konfliktem zbrojnym Syrii, będzie mieć wpływ na to, jak wygląda życie codzienne tutaj w Libanie. Tym bardziej, że jakieś 2-3 lata temu wojska libańskie starły się z bojownikami ISIS na terytorium swojego państwa pod granicą z Syrią. Tymczasem uzbrojoną policję i wojsko, w niezbyt dużej liczbie, spotkać można jedynie przy hali Nouhad Nawfal Stadium, ale przecież w dzisiejszych czasach jest to norma także i w Europie czy Ameryce podczas zabezpieczania imprez tego typu.    

A właśnie, o jakiej imprezie my w ogóle rozmawiamy? Otóż mówimy o mistrzostwach Azji w koszykówce, nazwanych oficjalnie "FIBA Asia Cup". W zawodach bierze udział 16 ekip podzielonych na cztery grupy. Iran, Jordania, Syria oraz Indie tworzą grupę A. Filipiny, Chiny, Irak i Katar to grupa B. W grupie C znalazły się reprezentacje Nowej Zelandii, Kazachstanu, Południowej Korei oraz Libanu. W grupie D los połączył ze sobą Australię, Japonię, Tajwan oraz Hong-Kong. Są to więc rozgrywki dla przeogromnego regionu. Turniej zaczął się 8 sierpnia i potrwa do 20. Ja dołączyłem do przedstawienia w nocy z 10 na 11 sierpnia.

Jako jedyny przedstawiciel mediów z Europy, zostałem bardzo serdecznie przywitany, gdy odbierałem akredytację. Dominują media lokalne, jest też kilku Japończyków i Chińczyków oraz parę osób z innych krajów arabskich. Nie każda ekipa, grająca w Bejrucie, ma swojego przedstawiciela w mediach. Nie ma takiej dyscypliny, jak na meczach NBA czy imprezach FIBA w Europie. Media mają wyznaczony sektor z całkiem niezłą widocznością, dość blisko parkietu, ale w zasadzie można obserwować mecze z każdego innego wolnego w danym momencie miejsca. A, że hala, zazwyczaj świeci pustkami, to oglądam sobie azjatycki basket tak komfortowo, jak tylko się da. Hala, przez te dwa dni kiedy tu jestem, zapełniła się tylko raz - przy okazji meczu Libanu z Kazachstanem.  

Gdy w jednym zdaniu używasz słów Iran i Syria, to w 999 przypadkach na 1000, nie rozmawiasz o koszykówce. Przez myśl przeszło mi, żeby odpuścić sobie to starcie, które zamykało piątkowe zmagania. Ale potem, jak to zwykle mam w takich chwilach, myśl z drugiej strony głowy przywołała mnie do porządku - nie po to tu przyjechałeś? Potem przypomniałem sobie, że przecież Hamed Haddadi jest Irańczykiem, a jego to z chęcią zobaczę na żywo. Nie zawiodłem się. Były rezerwowy Memphis Grizzlies zagrał świetny mecz. Zdobył 12 punktów, 13 zbiórek, 2 przechwyty i 2 bloki. Zabrakło mu jednej asysty do triple-double a trzeba zaznaczyć, że wcale usilnie go nie szukał. Cały mecz wyśmienicie podawał. Tylko jego kolegom brakowało skuteczności. Iran rozbił Syrię 87:63. Wśród pokonanych z dobrej strony zaprezentował się 36-letni Michael Madanly (22 punkty).

Starcie wcześniej obejrzałem swój najprawdopodobniej najgorszy mecz koszykówki na poziomie międzypaństwowym. Jordania pokonała Indie 61:54. Indie trafiły tylko 22 z 60 swoich rzutów z gry (36.7%) i straciły piłkę 20 razy. Zwycięska ekipa wcale nie była lepsza - 48 spudłowanych rzutów na 73 oddane (34.2%). Do tego 10 strat. W reprezentacji Indii miałbym szansę załapać się do turniejowej dwunastki. Nie mówię, że bym to zrobił. Mówię tylko, że miałbym szansę. Konkretnie mam na myśli potencjalne wygryzienie ze składu Baladhaneshwara Poyyamozhi'ego lub któregoś z jego obwodowych kolegów. To był mecz, w którym nie wszyscy zawodnicy umieli poprawnie biegać, kozłować, stawiać zasłony. To był mecz, w którym zawodnicy przechwytywali piłki tylko po to, żeby sekundę później je tracić. To był mecz, w którym brakowało tylko, żeby turniejowa maskotka siadła na ławce Indii. A nie, czekaj, to się przecież wydarzyło. Kolejny raz potwierdziła się moja teoria, że ludzie pracujący jako maskotki, to chyba nie do końca normalni ludzie. Trener Phil Weber, który rok temu był w sztabie trenerskim w Nowym Orleanie, a wcześniej przez lata w Knicks i Suns, ma przed sobą wiele pracy. To może być satysfakcjonujące zajęcie, bo iść z tą ekipą można tylko w górę. Tylko w górę. A potencjału ludzkiego Indiom odmówić przecież nie można.

Filipiny pokonały Irak 84:68. Teraz już wiem na czym polega fenomen Gilas Pilipinas, o którym koledzy z Filipin opowiadali mi od lat. Filipińczycy uwielbiają koszykówkę i amerykański styl życia. Zarówno koszykarze, jak i ich silna reprezentacja kibiców mają taki swój specyficzny sposób bycia, do którego musisz się przyzwyczaić. Na początku może przeszkadzać. Każdy kosz fetowany jest przez ich fanów jak nieistniejąca już w piłce nożnej złota bramka. Poważnie. Nawet pojedyncze punkty z linii dają ich fanom dużo radości. Gilas grają dużo akcji w stylu drive and kick i całkiem nieźle to wygląda, bo mają dobrych wykonawców zarówno do kozłowania i penetracji, jak i rzutów za trzy punkty. Aż 20 z ich 28 celnych rzutów z gry (12 trójek), to były rzuty asystowane. Wśród pokonanych moją uwagę zwrócił Kevin Galloway (23 punkty, 14 zbiórek, 6 asyst) - naturalizowany Amerykanin z Teksasu, który ostatni sezon spędził Libanie. Gdy już wiadomo było kto wygra ten mecz, czyli mniej więcej w połowie III kwarty, Galloway zaczął polować na tak modne w minionym sezonie i odmieniane przez wszystkie przypadki triple-double. Frustrował się gdy koledzy pudłowali rzuty po jego podaniach, albo gdy podawali dalej. Strzelał fochy, ustawiał partnerów w ataku, przetrzymywał piłkę. Zagotował się, gdy coach Mustafa Derin ostatecznie posadził go na ławkę na kilka minut przed końcem meczu, grzebiąc tym samym jego pościg za dziesiątą asystą  

O konfrontacji Chin z Katarem (92:67) nie jestem w stanie napisać niczego ciekawego. Gdybyśmy się przed tym meczem założyli czy zdołam coś napisać, to bym to zrobił. A tak, to nie. Może jedynie to, że trainer Chin, czyli człowiek odpowiedzialny m.in. za dobrą rozgrzewkę, ma pokaźną nadwagę, ale ta nie przeszkadza mu w prawidłowym prezentowaniu poszczególnych ćwiczeń.

 

 

Drugiego dnia wszedłem do hali już jak do siebie. Nikogo o nic nie musiałem pytać, pokazałem tylko przy wejściu akredytację, przywitałem się z tymi, których już znałem, a potem oddałem się całkowicie azjatyckiemu basketowi.

Zmagania otworzyli Japończycy i Hongkończycy. Japonia wygrała ten mecz 92:59. To było starcie ludzi, którzy chcieli i umieli z ludźmi, którzy tylko chcieli. Japończycy trafili 11 z 18 rzutów zza łuku. Pięciu graczy zdobyło dwucyfrową liczbę punktów. Tylko jeden nie zapunktował. W ekipie Hongkongu całkiem nieźle wyglądał Ki Lee (20 punktów, 6/8 za trzy).

Jestem bardzo ciekawy formy, potencjału i kolejnych meczów Australii. Na tle Tajwanu (90:50) wyglądali naprawdę dobrze, ale na tle mało wymagającego wywala, może to nie być miarodajny obraz. Aussies niestety nie przywieźli ze sobą żadnego aktualnie grającego w NBA zawodnika. Mitch Creek zdobył w tym meczu 22 punkty (9/9 z gry). 25-latek był w składzie Jazz podczas tegorocznego Summer League. Nie sądzę, żeby znalazł pracę w NBA, ale w koszykówce FIBA jest atletą. W sztabie szkoleniowym Australii pracuje Luc Longley, trzykrotny mistrz NBA z Chicago Bulls. Jeśli już jesteśmy przy wątkach tamtych Byków, to nie wiem czy wiecie, ale w Bejrucie urodził się Steve Kerr.

W trzecim meczu dnia Korea pokonała jednym punktem Nową Zelandię (76:75). Nowozelandczycy przespali pierwszą połowę (41:30), obudzili się w III kwarcie (27:13) ale ostatecznie nie dowieźli wygranej do końca. Był to mecz bez większych historii. Nie licząc ostatnich 3-4 minut, nie było większych emocji. Steven Adams bardzo by się przydał pod koszem.

W ostatnim meczu dnia Liban, na oczach bardzo licznie zgromadzonej publiczności, pokonał Kazachstan 96:74. Historią wieczoru był dla mnie Fadi El Khatib, którego pierwszy raz miałem okazję widzieć na żywo. Kiedyś uważany za drugi talent Azji, zaraz po Yao Mingu. Jego przejście do NBA miało być pytaniem kiedy a nie czy. Dziś niespełna 38-letni już gracz do NBA nie trafi, ale  cały czas w jego grze i też w jego postaci jest coś intrygującego. Elegancki, wręcz majestatyczny w swoich ruchach, nadal atletyczny, świetnie zbudowany, przystojny. Jeszcze w 2012 roku "Tygrysem" interesowali się m.in. Pistons. W 2003 roku dostał od L.A. Clippers roczny kontrakt i nawet go podpisał, ale problemy z rozwiązaniem umowy z klubem z Libanu przekreśliły jego wyjazd za ocean. El Khatib to maszynka do zdobywania punktów. Po Mistrzostwach Świata w Indianapolis w 2002 roku trafił do notesów większości skautów NBA. Tim Grover, prywatny trener Michaela Jordana, zaprosił El Khatiba na wspólny trening, w którym poza samym Jordanem, udział wzięli też m.im. Ray Allen, Michael Finley i Charles Oakley. Wszyscy byli pod wrażeniem jego gry, siły i atletyzmu. M.J. stwierdził wtedy, że El Khatib powinien trafić do NBA. Niestety nie dane nam było zobaczyć go w swoim prime w NBA czy Eurolidze. Statystyki z rodzimej ligi, wielokrotnie sięgające 30 punktów, rozbudzają wyobraźnię a statystyki z turniejów międzynarodowych tylko potwierdzają, że El Khatib miał (i nadal ma) umiejętności by grać wśród najlepszych. 

Mniej więcej tak to wyglądało z mojej perspektywy. A to dopiero początek. Mecze są coraz lepsze. Ludzi na trybunach przybywa. Słońce jest w wybornej formie.

17:19, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
środa, 09 sierpnia 2017

Chciałem napisać ćwierć wieku temu, ale poczułem się staro. Trzymajmy się więc suchych liczb. Wczoraj, 8 sierpnia, minęło dokładnie 25 lat od dnia, kiedy koszykarze Stanów Zjednoczonych sięgnęli po złote medale Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie. Po raz pierwszy w historii, i najprawdopodobniej ostatni, udało się zmontować skład złożony z późniejszych członków Galerii Sław. Amerykanie, owszem, mieli w swojej historii międzynarodowych występów, imponujące składy, w których grali mistrzowie i późniejsi członkowie Galerii Sław, ale nigdy w takiej liczbie. Wyjątek stanowił jedynie Christian Laettner, który dopiero kilka miesięcy po turnieju w Barcelonie zaczął swoją karierę w NBA.


W skład Dream Teamu weszli: Michael Jordan, Magic Johnson, Larry Bird, Charles Barkley, Karl Malone, John Stockton, Patrick Ewing, David Robinson, Clyde Drexler, Scottie Pippen oraz Chris Mullin.
Każdy z nich został członkiem Hall of Fame za wspaniałe kariery w NBA a od sierpnia 2010 roku Dream Team 1992 znalazł się tam również jako drużyna.

Amerykanie nie przywieźli do domu złotych medali z Igrzysk Olimpijskich w Seulu (1988). David Stern po latach negocjacji, w końcu doszedł do porozumienia z FIBA i Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim, w sprawie dopuszczenia do Igrzysk graczy z NBA. Ostatecznie zadano śmiertelny cios hipokryzji, według której w turnieju mogli brać udział tylko amatorzy, podczas gry od lat dla większości z nich, koszykówka była źródłem utrzymania i już wtedy konkretnego dochodu. Amerykanie, przez niezdrowe regulacje, na kolejne międzynarodowe imprezy wysyłać musieli studentów, którym przychodziło walczyć z dorosłymi i doświadczonymi zawodnikami.
W Barcelonie w końcu się to zmieniło.


Dla wszystkich rywali Dream Teamu konfrontacja z gwiazdami NBA była "kosmicznym" przeżyciem. W dobie braku internetu, telefonów komórkowych, oraz masowego i błyskawicznego przepływu informacji, wszystko co działo się wtedy w NBA, wydawało się jeszcze bardziej magiczne, kolorowe, telewizyjne, tajemnicze, niedoścignione. Za oceanem grano w koszykówkę tak niesamowicie dobrze, że wielu zastanawiało się czy aby na pewno mecze nie są tam reżyserowane. W Barcelonie nadarzyła się pierwsza prawdziwa okazja do sprawdzenia tej teorii.


Dość szybko okazało się, że dla reszty świata, będzie to walka tylko o srebrny medal. Rywale Stanów Zjednoczonych nie grali o wygrane, a o jak najniższe porażki. Powiedzieć, że była to różnica klas, to nic nie powiedzieć. Koszykówkę w wydaniu NBA i koszykówkę reprezentowaną przez wszystkich innych dzieliły lata świetlne.
To był basket zbliżony do perfekcji. Trener Chuck Daily ani razu nie poprosił o czas. Nie musiał. A skoro o nim mowa, to trzeba mocno podkreślić jego ogromną rolę w prowadzeniu tej drużyny. To była piekielnie trudna praca. Żeby pogodzić takie indywidualności, tyle talentu, ogromne ego, trzeba było
 samemu reprezentować odpowiedni poziom inteligencji, sprytu, analitycznego myślenia.  

Amerykanie grali szybko, widowiskowo, intuicyjnie. Tamta drużyna stała się zjawiskiem. Zjawiskiem nie tylko w historii Igrzysk Olimpijskich, nie tylko koszykówki i nie tylko sportu. Efekt Dream Teamu był jak wirus - akurat tu w pozytywnym znaczeniu - zainteresowanie koszykówką rozlało się po całym świecie i zaraziło miliony. Dirk Nowitzki, Manu Ginobili, Tony Parker, Pau Gasol i wielu, wielu innych znakomitych graczy z tego pokolenia, są tego świetnym przykładem. Wówczas 10-12 letni chłopcy z wypiekami na twarzach oglądali wirtuozów koszykówki robiących cuda na parkiecie w Barcelonie. Potem wychodzili na swoje boiska i zapragnęli robić to samo. Wielu zwykłych fanów koszykówki, swoje zainteresowanie tym sportem datuje właśnie na lato 1992 roku. Wrażenie po Barcelonie przetrwało do jesieni, do początku kolejnego sezonu w NBA. 

Z okazji 25-lecia Dream Teamu, NBA przypomniała fragmenty świetnego dokumentu o tej drużynie.

Jest też dwuminutowy materiał, w którym Draymond Green opowiada o swoich odczuciach związanych z tamtą ekipą. Ma kilka bardzo ciekawych spostrzeżeń.


A tutaj sam dokument. Gorąco polecam. Znakomity film. Wiele ciekawych historii (np. ta, kiedy Daily celowo sabotował pierwszy sparing Dream Teamu z ekipą studentów).

Oto kilka statystyk z tamtego turnieju olimpijskiego: 

- 32 - Najniższa przewaga Dream Teamu w finale przeciwko Chorwacji (117:85). 

- 43.8 - Średnia przewaga w całym turnieju olimpijskim. 

- 51.5 - Średnia przewaga amerykanów podczas turnieju kwalifikacyjnego do IO. 

- 117.3 - Średnia punktowa Dream Teamu w turnieju olimpijskim. 


A skoro rozmawiamy o reprezentacji Stanów Zjednoczonych, to przypomniały mi się moje dwa teksty z przeszłości - pierwszy sprzed roku o kadrze USA w Rio. Drugi z 2014 po mistrzostwach świata w Hiszpanii, które miałem okazję oglądać na żywo. 

12:30, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 lipca 2017

Trochę mi z tym zeszło, ale u mnie nic nie ginie. No, może poza obiecanymi tekstami. Te giną czasem.

Był to trzeci i ostatni konkurs, który organizowałem podczas tegorocznych play-offów. Zaczęliśmy typować od II rundy. Za poprawne wytypowanie zwycięzcy w danej parze przyznawałem dwa punkty. Za dokładne wytypowanie w ilu meczach skończy się dana rywalizacja, dorzucałem dodatkowy punkt. Maksymalnie można więc było zgarnąć trzy punkty za serię. Jeśli Wasz faworyt odpadał z rywalizacji, zabierałem Wam dwa punkty. W Finałach byłem jeszcze bardziej surowy. Za błędne wytypowanie mistrza NBA, zabierałem trzy punkty. Wszystkie Wasze zdobycze skrupulatnie notowałem. W końcu musiał nadejść dzień, w którym siadłem i wszystko policzyłem. Chyb dlatego tak długo to trwało. 


Dla formalności : 

W drugiej rundzie Cavs pokonali Raptors w czterech meczach.

Celtics pokonali Wizards w siedmiu meczach.

Warriors pokonali Jazz w czterech meczach.

Spurs pokonali Rockets w sześciu meczach.

W Finałach Konferencji:

Celtics - Cavs 1:4

Warriors - Spurs 4:0

W Finałach:

Warriors - Cavs 4:1

Zwycięzcy:

Maciej Żak, Kamil Kosior oraz Karol Kliński. Cała trójka otrzymuje takie same nagrody - opaski, książki oraz nagrody niespodzianki. 

Jeszcze raz serdeczne dzięki i gromkie brawa dla sponsorów nagród. Opaski kompresyjne na łydki od Compressport sportowe książki od Wydawnictwa SQN oraz nagrody niespodzianki od Under Armour! 

23:55, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 lipca 2017

Washington Wizards i John Wall doszli do porozumienia w sprawie czteroletniego przedłużenia kontraktu o wartości $170 mln. Umowa wejdzie w życie z początkiem rozgrywek 2019-20. Ostatni rok jest opcją zawodnika. Wall ma jeszcze do wypełnienia dwa lata w ramach starej umowy. Zarobi w tym czasie $37 mln.

Wall stał się uprawniony do podpisania "supermax" kontraktu, po tym jak został wybrany do All-NBA (3rd) Team za minione rozgrywki. To jeden z warunków, które zawodnicy muszą spełnić, by ich kluby mogły zaoferować im tego typu stawki.

Pojęcie supermax kontraktu znalazło się w nowej umowie między ligą a związkiem zawodników. W założeniu miał być to mechanizm pozwalający klubom z mniejszych ośrodków zatrzymywać swoje gwiazdy i dawać im pieniądze, których w świetle przepisów, nie mógłby zaoferować nikt inny.

Jakie warunki musi spełnić zawodnik, by być uprawnionym do tego typu kontraktu?

- W przypadku przedłużenia umowy - wchodzić w swój ósmy lub dziewiąty sezon w lidze. W przypadku wolnej agentury - mieć za sobą ósmy lub dziewiąty sezon.

- W przypadku przedłużania umowy - nie wcześniej, niż dwa lata przed wygaśnięciem trwającej umowy. I nie wcześniej, niż trzy lata po podpisaniu trwającej umowy. 

- Musi grać dla drużyny, która wybrała go w drafcie. Nie dotyczy zawodników wytransferowanych podczas trwania ich debiutanckich umów. 

Musi  też spełnić jedno z trzech poniższych kryteriów:

1. Zostać wybrany do jednej z trzech piątek All-NBA Team w sezonie poprzedzającym, lub jedne rozgrywki wcześniej. 

2. Zostać wybrany Obrońcą Roku w sezonie poprzedzającym, lub jedne rozgrywki wcześniej.

3. Zostać MVP rundy zasadniczej w sezonie poprzedzającym, lub maksymalnie do trzech sezonów wcześniej.

Są też zawodnicy tacy, jak Chris Paul, których nowe kontrakty tylko z definicji nie będą nazywane supermax, choć faktycznie nimi będą. 32-letni CP3 ma za sobą 12 sezonów w NBA. Tuż przed rozpoczęciem wolnej agentury, został sprzedany do Houston, zatem Rockets mają  jego prawa Birda i to oni przyszłego lata będą mogli zaoferować mu najwięcej pieniędzy. Ile? Około $207 mln płatne w pięć lat.  

Wracając do Waszyngtonu. Ted Leonsis, właściciel klubu ze stolicy USA, podkreślał od dawna, że w aspekcie finansowym zrobi co w jego mocy, by Wizards byli liczącą się w lidze drużyną. Póki co słowa popiera czynami. Minionego lata Bradley Beal dostał pięcioletni kontrakt warty $128 mln. Dwa tygodnie temu Otto Porter porozumiał się w sprawie czteroletniego kontraktu wartego $106 mln. Teraz przyszedł czas by zabezpieczyć przyszłość ich najlepszego zawodnika.

Niespełna 27-letni Wall grał w minionym sezonie na poziomie 23.1 punktu, 3.4 zbiórki, 10.7 asysty oraz 2 przechwytów. W play-offs był jeszcze lepszy.  Wszystkie swoje wskaźniki utrzymał na mniej więcej podobnym poziomie, ale poprawił się aż o 4 punkty. Wizards odpadli w II rundzie po siedmiomeczowej serii z Celtami.

http://images.sportsworldreport.com/data/images/full/4153/john-wall.jpg?w=640

23:59, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 lipca 2017

Jeśli wierzyć źródłom, Kyrie Irving chce odejść z Cleveland. W ubiegłym tygodniu doszło do spotkania Irvinga, jego agenta i Dana Gilberta, właściciela Cavaliers. To podczas tego spotkania 25-latek miał poprosić o transfer i zdradzić, że marzy mu się sytuacja, w której to on byłby twarzą jakiejś organizacji, a nie drugimi skrzypcami za LeBronem Jamesem. Na pierwszym miejscu listy jego wymarzonych kierunków znajdują się podobno Spurs. Są też tam m.in. Heat, Knicks i Wolves.

Jeff Wechsler, agent Irvinga, nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył tym plotkom. Potwierdził za to, że do takiego spotkania doszło, i że poruszono w czasie jego trwania wiele tematów, łącznie z przyszłością i rolą jego klienta w klubie. 

LeBron, na wieść o prośbie swojego młodszego kolegi, był podobno bardzo zaskoczony i jednocześnie zawiedziony. Pozostali koledzy z Cavs, o prośbie Irvinga, dowiedzieli się w ostatnich dniach.

Kyrie Irving był pierwszym numerem draftu 2011 roku. Swój niesamowity talent pokazał już w debiutanckich rozgrywkach. Ale przez trzy pierwsze lata zdołał wygrać z Cavs jedynie 21, 24 oraz 33 mecze. Dopiero powrót Lebrona do Cleveland, zmieniło Cavs w klasową drużynę.

W lipcu 2014 roku Irving podpisał z Cavs pięcioletni kontrakt o wartości $90 mln. Do jego wypełnienia zostały mu jeszcze trzy sezony ($60 mln), ale ma zapisaną opcję gracza na rozgrywki 2019-20. Jeśli Irving faktycznie zmieni klub, wtedy pozbawi się prawa do podpisania "supermax" kontraktu, który znalazł się w nowej umowie między ligą a związkiem zawodników. Punkt ten miał w teorii zatrzymywać gwiazdy w ich macierzystych klubach, ale póki co, nie spełnia swojej roli. Kevin Durant, Gordon Hayward i Paul George zmienili kluby i automatycznie pozbawili się prawa do tego typu kontraktów. 

Jeśli plotka jest prawdziwa, to Cavs czeka trudne zadanie. Klub nadal działa bez generalnego menadżera, po tym jak, kontrakt Davida Griffina nie został przedłużony. LeBron James może zostać wolnym agentem przyszłego roku. Jego nazwisko już teraz przewija się w kilku potencjalnych scenariuszach na przyszłość. James dotrzymał danego słowa - doprowadził Cavs do mistrzostwa, więc jego ewentualne odejście, raczej nie spotkałoby się z tak ogromną złością fanów, jak latem 2010 roku, kiedy po transmitowanej w telewizji "Decyzji", James ogłosił, że przenosi swoje talenty do Miami. W obecnej sytuacji winnym (ewentualnego) odejścia Jamesa z Cleveland byłby raczej Dan Gilbert, który mimo, że nie szczędzi pieniędzy na swój klub, to lubi też mieć decydujący głos w wielu sprawach odnośnie polityki kadrowej. Na przestrzeni ostatnich lat, ta decyzyjność była wielokrotnie kwestionowana.

Gdy Irving przedłużał swój kontrakt z Cavs, LeBrona jeszcze tam nie było. Oficjalnie wrócił do Ohio jakieś dwa tygodnie później. Trudno powiedzieć jakie faktycznie są relacje między nimi, jakie są faktyczne ambicje 25-letniego Irvinga. Może po zdobyciu mistrzowskiego tytułu, jego kolejnym sportowym celem jest prowadzenie drużyny do wygranych w roli niekwestionowanego lidera.

Cavs mogą znaleźć się w trudnej sytuacji, ale jeszcze nie beznadziejnej. Mają Irvinga pod kontraktem jeszcze przez przynajmniej dwa lata, więc ostatecznie nie muszą spieszyć się z decyzjami. Po drugie, jeśli faktycznie dojdzie do wymiany, to cena za Irvinga będzie wysoka. Tak przypuszczam. 25-letni zawodnik, All-Star, reprezentant Stanów Zjednoczonych. Chętni na pewno się znajdą.

Kyrie Irving ma za sobą najlepszy sezon w karierze. Jego średnie sięgnęły 25.2 punktu, 3.2 zbiórki, 5.8 asysty oraz 1.2 przechwytu.

W minionych rozgrywkach, Cavs byli gorsi o 90 punktów w ciągu 574 minut, gdy na parkiecie przebywał Kyrie Irving, a LeBron odpoczywał. W play-offach z kolei, Cavs w czasie 61 minut, byli gorsi o 30 punktów od swoich rywali.

http://cdn.fansided.com/wp-content/blogs.dir/251/files/2013/07/75275421.jpg

23:50, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
niedziela, 09 lipca 2017

Osiem dni wolnej agentury za nami.

- Wizards wyrównali ofertę Nets dla Otto Portera ($106 mln płatne w cztery lata, opcja na zawodnika na ostatni rok + zapis o tym, że 50% rocznej gaży, ma trafiać na konto zawodnika do 1 października w każdym sezonie). 24-latek będzie teraz najlepiej opłacanym zawodnikiem Wizards ($24.8 mln w nadchodzącym sezonie). Klub ze stolicy Stanów Zjednoczonych ma teraz zakontraktowanych 15 zawodników, 13 z nich ma gwarantowane kontrakty. Wiz wydadzą w tym sezonie na pensje swoich zawodników aż $126.1 mln. Będzie to $10.7 mln powyżej progu, od którego odprowadza się podatek od luksusu.

- Hawks postanowili nie wyrównywać oferty Knicks dla Tima Hardaway'a Jr'a ($71 mln w cztery lata).

- Jamal Crawford i Wolves porozumieli się w sprawie dwuletniego kontraktu o wartości $8.9 mln. Drugi rok umowy to opcja gracza. 37-latek został zwolniony przez Hawks, zaraz po tym, jak klub z Atlanty pozyskał go podczas trójstronnej wymiany z Clippers i Nuggets. Crawford ostatnich pięć sezonów spędził w Clippers.

- Aron Baynes i Celtics dogadali się w sprawie rocznego kontraktu o wartości $4.3 mln. 30-letni Australijczyk trochę przecenił swoją rynkową wartość. Na nadchodzące rozgrywki miał do wykorzystania opcję w kontrakcie za $6.5 mln w barwach Pistons, z którymi latem 2015 roku podpisał trzyletni kontrakt warty $20 mln. Jego średnie z ubiegłego sezonu to 4.9 punktu oraz 4.4 zbiórki. Baynes zdobył ze Spurs mistrzowski tytuł w 2014 roku. Dwa miesiące później zaliczył bardzo dobry turniej w ramach Mistrzostw Świata w Hiszpanii. Byłem tam.

- Toronto Raptors dokonali w ostatnich 24 godzinach dwóch ciekawych ruchów. Najpierw wysłali na Brooklyn DeMarre Carrolla i jego $30 mln (w dwa lata) a w zamian dostali Justina Hamiltona. Żeby namówić Nets na wchłonięcie kontraktu blisko 31-latka, Raps musieli dorzucić też wybór w I rundzie (chroniony w loterii) oraz II rundzie przyszłorocznego draftu. To dobry ruch dla obu stron. Toronto, po podpisaniu Ibaki i Lowry'ego przekroczyli próg podatku od luksusu. Pozbycie się kontraktu Carrolla odsunęło wizję odprowadzania tej daniny do ligowej kasy. Nets kolejny rok nie grają o nic. Ich pick znów należy do Bostonu. Tankowanie nie ma w ich przypadku żadnego sezonu. Wygląda jednak na to, że tym razem, klub z Brookynu nie ma zamiaru patrzeć jak Boston bogaci się ich kosztem. Nets chcą wygrać tyle meczów, ile będą w stanie. Przyjmowanie niechcianych kontraktów razem z pakietami, może w przyszłości zaprocentować. Nets wcześniej tego lata wchłonęli kontrakt Timofey'a Mozgova ($46 mln), ale zażądali za to również D'Angelo Russella od Lakers. Tym razem, do kontraktu Carrolla, dostali też wybory w drafcie. Carroll zna się z Kenny'm Atkinsonem, który trenuje Nets. Razem pracowali w Atlancie, gdzie Atkinson był asystentem.

- Drugim ruchem klubu z Toronto był deal z Indianą Pacers. Strony dogadały się do szczegółów sign-and-trade. C.J. Miles zgodził się na trzyletni kontrakt o wartości $25 mln z opcją na ostatni rok, po czym został wymieniony za Cory Josepha. 25-letni Kanadyjczyk podpisał z Raptors czteroletnią umowę wartą $30 mln latem 2015 roku. 30-letni Miles będzie w Toronto młodszą, zdrowszą, a przede wszystkim tańszą wersją Carrolla. Po odejściu Patricka Pattersona do Oklahomy, Raps byli zdesperowani by pozyskać solidnego skrzydłowego. Miles spędził ostatnie trzy lata w Indianie. W każdym z nich zdobywał po ponad 10 punktów. 


23:57, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 lipca 2017

James Harden i Houston Rockets porozumieli się w sprawie przedłużenia kontraktu. Lider Rakiet od teraz do końca sezonu 2022-2023 zarobi w sumie $228 mln!

Jego obecna umowa obowiązuje do końca rozgrywek 2018-19. Jej łączna wartość wynosi $59 mln. Nowa wejdzie w życie z początkiem sezonu 2019-2020. Wartość samego, czteroletniego przedłużenia, wynosi $170 mln. Jest to najwyższe w historii NBA przedłużenie umowy. W poszczególnych sezonach, będzie wyglądać to tak: $37.8 mln, $40.8 mln, $43.8mln oraz $46.8 mln w ostatnim roku.

Niespełna 28-letni Harden nabył praw do czteroletniego przedłużenia kontraktu za tak ogromne pieniądze, po tym, jak został wybrany do All-NBA (1st) team w minionym sezonie. To jeden z nowych punktów umowy między ligą a związkiem zawodników.

Harden trafił do Houston z Oklahomy, przed rozpoczęciem sezonu 2012-2013. Niemal natychmiast eksplodował talentem. Rakiety, po jego wodzą, za każdym razem meldowały się w play-offach. Trzy razy w ostatnich czterech sezonach wybierano go do All-NBA team. Był drugi w głosowaniu na MVP w rozgrywkach 2014-2015 oraz 2016-2017.

Minione rozgrywki były dla niego najlepsze w jego ośmioletniej karierze. Notował 29.1 punktu (drugi w lidze), 8.1 zbiórki, 11.2 asysty (najlepszy w lidze) oraz 1.5 przechwytu. Harden został pierwszym w historii NBA graczem, który w jednym sezonie osiągnął pułapy 2000 punktów, 900 asyst oraz 600 zbiórek.

Jego zdobycze punktowe i asysty generowały dla drużyny 56.2 punktu na mecz. Tylko jeden zawodnik w historii ligi miał wyższy tego typu wskaźnik. Był to Nate Archibald (56.8) w sezonie 1972-1973. 

Licząc od pojawienia się w Houston, Harden był najlepszym strzelcem ligi za ten okres (10823 punkty), czwarty w asystach (2985) oraz przechwytach (671), trzeci w celnych rzutach za trzy punkty (1062) oraz najlepszy jeśli chodzi liczbę celnych rzutów osobistych (3431).

http://i.cdn.turner.com/dr/nba/teamsites-nbateams/release/rockets/sites/rockets/files/topstory13_hardenpotw.jpg

22:42, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »

To był bardzo ciekawy dzień. Miało miejsce kilka ruchów, o których od razu zaczęło się mówić.

- Celtics zdecydowali się wysłać Avery'ego Bradley'a (oraz wybór w II rundzie drafty 2019 roku) do Detroit Pistons w zamian za Marcusa Morrisa. Boston szukał rozładowania któregoś ze swoich kontraktów, żeby uwolnić miejsce w salary pod kontrakt Gordona Haywarda. Początkowo mówiło się o sign-and-trade, jednak Celtics i Jazz nie doszli do porozumienia na tym polu. Wśród nazwisk, które miały opuścić Boston, najczęściej padało nazwisko Jae Crowdera. Wybór padł jednak na 26-letniego Bradley'a, który jest w ostatnim roku swojego kontraktu ($8.8 mln). Lakers i Clippers byli bardzo mocno zainteresowani pozyskaniem Bradley'a. Być może napiszę w ciągu dnia coś więcej, co myślę na temat tej wymiany. Powtarzam - być może.

- Pokłosiem wymiany z Bostonem, była decyzja Pistons o zrzeczeniu się praw do Kentaviousa Caldwella-Pope'a, co czyni całkowicie wolnym agentem. Klub z Motown miał w pierwotnej wersji starać się wyrównać każdą rozsądną ofertę za swojego gracza. Mówi się, że jeśli Wizards wyrównają oferę Nets dla ich Otto Portera, klub z Brooklynu zwróci się w stronę KCP. 24-latek ma za sobą cztery lata w NBA, wszystkie w Pistons. W ostatnich rozgrywkach grał na poziomie 13.8 punktu, 3.3 zbiórki, 2.5 asysty oraz 1.2 przechwytu.

- Vince Carter przenosi się na rok do Sacramento. Będzie to jego 20 sezon w lidze. Strony dogadały się w sprawie kontraktu wartego $8 mln. 40-latek wypełnił właśnie trzyletnią umowę z Grizzlies wartą $12 mln. W stolicy Kalifornii buduje się ciekawa drużyna. Carter dołącza do weteranów George'a Hilla, Zacha Randolpha oraz trenera Dave Joerger, z którym pracował w Memphis. Kings to też młodość - w składzie jest czterech debiutantów, w tym trzech z I rundy draftu  De'Aaron Fox (5), Justin Jackson (5), Harry Giles (20) oraz Frank Mason III (34). 

- Rudy Gay przenosi się do San Antonio. Strony porozumiały się w sprawie dwuletniej umowy wartej $17 mln. Drugi rok będzie opcję zawodnika. Blisko 31-letni Gay miał opcję w kontrakcie na nadchodzący sezon ($14.2 mln). W styczniu zerwał ścięgno Achillesa lewej nogi. Ruch ten to spora niewiadoma. Po pierwsze gracz po trzydziestce będzie wracał do gry po bardzo poważnej kontuzji. Po drugie, Gay w czasie swojej 11-letniej kariery, dał się poznać jako zawodnik, który bardzo potrzebuje piłki, by być produktywnym. Spurs grają w zupełnie innym stylu. Gay, zanim doznał kontuzji, zdobywał 18.7 punktu dla Kings. 

- Tim Hardaway Jr dogadał się New York Knicks w sprawie czteroletniego kontraktu wartego $71 mln. Ostatni rok umowy jest opcją zawodnika. 25-latek jest zastrzeżonym wolnym agentem. Hawks będą mieli dwa dni na ewentualne wyrównanie oferty. Hardaway już był zawodnikiem Knicks. Trafił do drużyny z 24 numerem draftu 2013 roku. Po dwóch sezonach został wytransferowany do Atlanty za wybór w drafcie, którym okazał się Jerian Grant, którego Knicks z kolei wysłali po roku do Chicago, w wymianie z udziałem Derricka Rose'a. Statystyki Hardayway'a z ubiegłego sezonu wynoszą 14.5 punktu, 2.8 zbiórki, oraz 2.3 asysty. Oferta Knicks jest bardzo ciekawie skonstruowana. Otóż, według jednego z punktów kontraktu, 50% rocznej gaży, ma trafiać na konto zawodnika do 1 października w każdym z czterech lat trwania umowy. Jest to celowy zabieg, żeby zniechęcić Hawks do wyrównywania. Podobny zapis widniej w ofercie Nets dla Otto Portera.

- Grizzlies i Tyreke Evans dogadali się w sprawie rocznego kontraktu wartego $3.3 mln. 27-latek grał na uczelni w Memphis. Miniony sezon zaczął w Nowym Orleanie, ale został sprzedany do Sacramento, czyli drużyny, która wybrała w drafcie 2009 roku. Evans grał w minionym sezonie na poziomie 10.3 punktu, 3.4 zbiórki oraz 3.1 asysty. 

- James Johnson, po najlepszym sezonie w karierze, zostaje w Miami. Strony doszły do porozumienia w sprawie czteroletniego kontraktu wartego $60 mln. Ostatni rok jest opcją zawodnika. 30-letni Johnson ma za sobą osiem sezonów w NBA i epizody w aż pięciu klubach - Bulls, Raptos, Kings oraz Grizzlies. Sezon w Miami był jego przełomowym. Grał na poziomie 12.8 punktu, 4.9 zbiórki, 3.6 asysty 1.1 bloku oraz 1 przechwytu. Żeby zrobić miejsce w salary, Heat wysłali do Dallas Josha McRobertsa ($6.1 mln, ostatni rok umowy) oraz wybór w drugiej rundzie któregoś z nadchodzących draftów. W przeciwnym kierunku powędrował A.J. Hammons, 24-letni środkowy, który ma za sobą rok na ławca Mavs (2.2 punktu, 1.6 zbiórki). 

- Bojan Bogdanovic i Pacers porozumieli się w sprawie dwuletniej umowy wartej $21 mln. 28-letni Bośniak podzielił poprzedni sezon między Nets i Wizards. Ci drudzy zrzekli się ostatnio praw do niego. Gdyby był zastrzeżonym wolnym agentem, wtedy Indiana musiałaby zaproponować przynajmniej trzyletnią umowę. 

- Kelly Olynyk porozumiał się z Miami Heat w sprawie czteroletniego kontraktu wartego $50 mln. Celtics wczoraj zrzekli się praw do tego 26-latka. Jego statystki za ubiegły sezon to 9 punktów, 4.8 zbiórki oraz 2 asysty.

- Mike Muscala zostaje w Atlancie, na mocy dwuletniego kontraktu wartego $10 mln. Drugi rok jest opcją zawodnika. 26-latek ma za sobą cztery lata w Atlancie. Rok temu, jako zmiennik dla Howarda i/lub Millsapa, grał na poziomie 6.2 punktu, 3.4 zbiórki oraz 1.4 asysty.

- Knicks zwolnili Marshalla Plumlee. 24-latek ma za sobą debiutancki sezon w NBA. Zagrał dla Knicks w 21 meczach. Zdobywał 1.9 punktu oraz 2.4 zbiórki.

- Jeff Green przenosi się na rok do Cleveland. Cavs zapłacą mu $2.3 mln. Dla blisko 31-letniego Greena będzie to piąty klub od 2015 roku (wcześniej Celtics, Grizzlies, Clippers, Magic. Karierę zaczął w Oklahomie). 

- Zaza Pachulia zostaje na kolejny sezon w Warriors. Strony dogadały się w sprawie rocznego kontraktu wartego $3.5 mln. 33-letni Gruzin pojawił się w Bay Area rok temu.

- Raymond Felton przez najbliższy sezon będzie dawał cenny odpoczynek Russellowi Westbrookowi. Thunder zapłacą mu za to ligowe minimum 33-latek był rok temu zmiennikiem CP3 w Clippers. 

- Shelvin Mack i Orlando Magic dogadali się w sprawie dwuletniej umowy wartej $12 mln. 27-latek spędził ostatnie dwa sezony w Utah.

http://www.espn.com/photo/2011/0622/bos_g_bradley_b1_200.jpg

01:01, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 lipca 2017

W konkursie Tissot dotyczącym Finałów NBA (Cavs-Warriors) pytałem o to, kto zdobędzie mistrzowski tytuł. Dodatkowo, zadałem kilka szczegółowych pytań.

Dla formalności - Warriors w pięciu meczach zamknęli finałową serię z Cavaliers. Za poprawne wytypowanie zwycięzcy przyznawałem dwa punkty. Za dokładne wytypowanie w ilu meczach skończą się Finały 2017, dorzucałem dodatkowy punkt. Maksymalnie można więc było zgarnąć trzy punkty. Jeśli stawialiście na LeBrona i Cavs, odpowiedzi na dodatkowe pytania nie były brane pod uwagę.

Pytania dodatkowe brzmiały:

Liderzy w poszczególnych kategoriach (suma, nie średnie): Punkty, zbiórki, asysty, przechwyty, bloki, skuteczność z gry (min. 20 celnych rzutów), liczba celnych rzutów za trzy punkty, skuteczność z linii (min. 10 celnych rzutów). Do tego liderzy w minutach na parkiecie, faulach i stratach (najwięcej).  Chodziło o liderów dla całej serii nie poszczególnych drużyn. Chodziło tylko o nazwiska, nie liczby i procenty.

Zadałem też pięć bonusowych pytań, które brzmiały:

1. Czy któryś z zawodników zaliczy triple-double?

2. Czy któraś z drużyn odrobi 20 punktów straty i wygra mecz?

3. Czy któryś z zawodników trafi 10 razy (lub więcej) za trzy punkty w jednym meczu?

4. Czy któryś z zawodników zostanie wyrzucony z boiska (2 faule techniczne/flagrant foul)?

5. Czy któryś z meczów przedłużony będzie o dogrywkę.

Odpowiadać trzeba było tylko "tak" lub "nie". Prawidłowa odpowiedź dawała jeden punkt.

 

Prawidłowe odpowiedzi:

 

Punkty: Kevin Durant.

 

Zbiórki: LeBron James.

 

Asysty: LeBron James.

 

Przechwyty: Kevin Love/Steph Curry.

 

Bloki: Kevin Durant.

 

Skuteczność z gry (min. 20 celnych rzutów):  LeBron James.

 

Liczba celnych rzutów za trzy punkty: Steph Curry.

 

Skuteczność z linii (min. 10 celnych rzutów): Kevin Durant.

 

Minuty: LeBron James.

 

Faule: Draymond Green.

 

Straty: LeBron James.

Pytania bonusowe: TAK, NIE, NIE, NIE, NIE.

Zwycięzcy:

Jakub Boruk: 14 punktów. Sportową torbę skórzaną Tissot, portfel skórzany Tissot oraz czapeczka Tissot & NBA. 

 

Michał Kozak: 13. Plecak Tissot, portfel skórzany Tissot oraz czapeczka Tissot & NBA.

Gratulację dla wygranych. Ogromne dzięki dla marki Tissot za ufundowanie nagród!




14:36, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 lipca 2017

Coraz spokojniej, ale nadal dość ciekawie.

- Milos Teodosic w końcu dał się namówić na NBA. 30-letni Serb przenosi swoje talenty do L.A. Clippers. Strony dogasały się w sprawie dwuletniej umowy wartej $12.3 mln. Drugi rok jest opcją zawodnika. Teo był pierwszym podającym Euroligi w minionym sezonie (6.8). Do tego, rzucał po 16.1 punktu w meczu.

- Dion Waiters zostaje w Miami na kolejne cztery sezony. Heat zapłacą mu za to $52 mln. Usługami 25-latka zainteresowanych było kilka klubów. Lakers oferowali mu roczny deal warty $17 mln. Po bardzo słabym sezonie w Oklahomie, Waiters odbudował swoją karierę. Bardzo poważnie podszedł do treningu latem, znacząco schudł. Owocem tej tacy był najlepszy w karierze sezon - 15.8 punktu, 3.3 zbiórki oraz 4.3 asysty.

- Andre Roberson zostaje w Oklahomie. Strony dogadały się w sprawie trzyletniej umowy wartej $30 mln. Na stole negocjacyjnym leżała też czteroletnia umowa, ale 25-latek postanowił przetestować wolny rynek ponownie nieco szybciej. Roberson został wybrany do drugiej piątki najlepszych defensorów za miniony sezon. Jego największym mankamentem są rzuty osobiste (42.3% w tamtym sezonie) oraz rzuty zza łuku (24.5%).

- Richard Jefferson postanowił nie kończyć kariery. 37-latek po wakacjach rozpocznie swój 17 sezon w NBA. Cavs zapłacą mu za grę $2.5 mln.

- Z kolei z Cavs żegna się James Jones, który grał u boku LeBrona nieprzerwanie od sezonu 2010-11. Niespełna 37-letni weteran, po 14 sezonach w NBA, najprawdopodobniej zakończy karierę.     

- Z klasą zachowali się Grizzlies wobec Zacha Randolpha, który postanowił odejść do Sacramento. Klub z Memphis w otwartym liście podziękował mu za grę. Potem poinformowano, że jego koszulka z numerem #50 zostanie zastrzeżona.

- Z przyczyn finansowych, przejście Gordona Haywarda, odbędzie się na zasadzie sign-and-trade. Celtics w ten sposób uwolnią trochę pieniędzy w salary. Jednym z zawodników, który powędruje do Utah w takim scenariuszu, będzie Jae Crowder. 

http://cdn.newsday.com/polopoly_fs/1.12206849.1471808650!/httpImage/image.jpg_gen/derivatives/display_960/image.jpg

23:54, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »