Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
MENU:
wtorek, 05 czerwca 2018

O Finałach NBA, o wolnych agentach, trochę o PLK (Kosma) oraz o paru innych kwestiach. Zapraszam!

Jeśli chcecie zadać jakieś pytania, zaproponować tematy, które powinniśmy poruszyć podczas transmisji, to piszcie w komentarzach lub bezpośrednich wiadomościach na wszelkich, możliwych platformach, na których istniejemy. Dajcie znać, co Wam się podoba, zasugerujcie co możemy poprawić, co zmienić. Jesteśmy bardzo ciekawi odbioru i odczuć słuchaczy. 
Do usłyszenia/przeczytania!


18:07, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 czerwca 2018

Nic się nie układało w tym posiadaniu. Zmiana krycia nie dała przewagi gospodarzom. Love ustał Curry'emu, który nawet zbytnio nie atakował, a Hill nie dał się pokonać pod koszem Greenowi. Curry raz jeszcze wziął piłkę od Greena i wykozłował ją poza linię rzutów za trzy punkty. Miał znów na sobie dużo wyższego Love'a, który nie chciał dać mu ani centymetra wolnej przestrzeni. Curry nie zatrzymał się przy linii rzutów za trzy punkty. Zakozłował w miejscu, po czym dał szusa o dobry metr dalej. Gdy składał się do rzutu, był częściowo odwrócony od kosza. Wpadło. Oczywiście, że wpadło. Na zegarze było wtedy niecałe 8 minut do zakończenia meczu. Warriors prowadzili już 103:89. Ta jedna akcja, to w zasadzie esencja całego mecz numer dwa. 

Poza tą szaloną trójką, Steph trafił jeszcze osiem innych, co od wczoraj jest nowym rekordem NBA, jeśli chodzi o celne rzuty zza łuku, w jednym meczu, w Finałach. Poprzedni rekord należał do Ray'a Allena, który w drugim meczu Finałów 2010 roku, trafił osiem razy za trzy punkty. Oj, tamci Celtics...moja przedostatnia ekipa, której kibicowałem.

Steph wskoczył też na drugie miejsce na liście najlepszych strzelców z dystansu w play-offs. Wyprzedził...LeBrona. Najlepsza dziesiątka wygląda tak:

1. Ray Allen 385.

2. Stephen Curry 370.

3. LeBron James 369.

4. Manu Ginobili 324.

5. Reggie Miller 320.

6. Klay Thompson 300.

7. Kobe Bryant 292.

8. Derek Fisher 285.

9. J.R. Smith 282.

10. Paul Pierce 276.

Do sieci trafił materiał, na którym widać, co działo się przed dogrywką, zaraz po fatalnej sekwencji wydarzeń z meczu pierwszego. Cavs byli zdewastowani. W pewnej chwili LeBron pyta Lou, czy mieli czas do wzięcia. Jego reakcja na twierdzącą odpowiedź jest wymowna. Tematem na osobne rozważanie jest to, że LeBron, chyba jako jedyny, nie wyciera twarzy i głowy w regularne ręczniki NBA, tylko używa jakichś chusteczek. W tym momencie pozwalam sobie na żart tym spostrzeżeniem. Nie mam żadnej teorii na temat tych chusteczek. 

J.R. Smith zmienił zeznania. Przyznał, że nie kontrolował wyniku w tamtej, feralnej końcówce pierwszego meczu. Nie stronił od dziennikarzy, nie stronił od odpowiadania na pytania. Szanuję. Widać było, że chce wejść w ten mecz od samego początku. Podczas przedmeczowej prezentacji, dostał kilka słów na ucho od LeBrona. Energii starczyło mu jednak tylko na 5 punktów, 2 asysty, 2 przechwyty i 1 zbiórkę. Cavs będą potrzebowali Smitha w dwóch meczach w Ohio, jeśli nie chcą, żeby były to ich dwa ostatnie mecze sezonu. Przy okazji analizowania głowy Smitha, i jego gasnącej formy sprzed lat. Internet zapomina o pewnym fakcie, bardzo ważnym dla jego kariery. Otóż Smith, latem 2013 roku, czyli zaraz po tym, jak został najlepszym rezerwowym ligi, przeszedł dość poważną operację lewego kolana. Zabieg był w zasadzie dwiema osobnymi operacjami na raz. Lekarze Knicks zajęli się jego więzadłem rzepką a także uszkodzoną łąkotką. Później Smith już nigdy nie był tym dunkującym nad wszystkim i wszystkimi oraz trafiającym szalone rzuty graczem. Do jednego i drugiego trzeba mocnych nóg. Pogadajcie o tym, bo za mało się o tym mówi, przy okazji dyskusji o postaci J.R. Smitha.

Za mało też się mówi o tym, że fatalna końcówka J.R.'a uratowała tyłek Duranta. Może nie tyle cały tyłek, co na pewno kilka nagłówków i jakieś minuty prawdy w koszykarskich podcastach. O tym, że K.D. źle zastawił, mówili wszyscy. To, o czym mówiło się bardzo mało, lub wcale, to fakt, że K.D w czwartej kwarcie meczu nr 1 był 0/4 z gry, zdobył tylko trzy punkty z linii. Gdyby Cavs wyrwali tę wygraną, to ten fakt wyszedłby na czoło pomeczowych analiz.    

W drugim starciu K.D. był już sobą czyli najprawdopodobniej drugim najlepszym graczem w obecnej NBA. 26 punktów na ledwie 14 rzutach (10 celnych). Do tego 9 zbiórek, 7 asyst i 2 bloki.

Curry wyglądał jak dwukrotny MVP, rewolucjonista koszykówki. Biegał, atakował, męczył Cavs, był ich bólem głowy. Patrząc na grę Stepha, mamy tendencje do skupiania się tylko na końcowym efekcie - trójkach. Przy następnej okazji popatrzcie jak uwalnia się po zasłonach, jak ciężka jest to praca, jak operuje piłką, jak sam stawia zasłony. 33 punkty, 7 zbiórek, 8 asyst.  

Bardzo podobał mi się Klay. Przy okazji też bardzo mi zaimponował. Dwa razy. Po pierwsze, że w ogóle zagrał. Miał, a raczej cały czas ma, dość mocno skręconą lewą kostkę. Ludzie z bliskiego otoczenia Warriors przekonują, że normalnie, po czymś takim, przerwę w grze liczy się w tygodniach, a nie dniach. Drugi raz zaimponował mi swoją siłą - o której też za mało się mówi. W II kwarcie idealnie ustał, grającemu tyłem do kosza, Tristanowi Thompsonowi. W III kwarcie w odwrotnej sytuacji, sam przepchnął go pod koszem. 20 punktów, 8/13 z gry. Fajnie mieć takiego Klay'a w drużynie. Nawiasem mówiąc, młody Jerry West trochę przypomina mi z twarzy Klay'a. Albo raczej to Klay przypomina młodego Westa. 

Cavs, jak to Cavs, popełniali swoje błędy w obronie, ale trzeba też podkreślić to, ze mieli długie fragmenty, gdzie bronili znakomicie...a na końcu i tak trafiał któryś z graczy Warriors. Tacy są ci Warriors. Livingston (10) i McGee (12) zaczynają odgrywać coraz większe role w tej serii.

LeBron tak bardzo rozpuścił nas swoją grą, że zaczynamy mlaskać na 29 punktów (10/20), 9 zbiórek, 13 asyst i 2 przechwyty. Światłem w tunelu, może być dla Cavs Kevin Love, który przyjechał na te Finały i chce w nich być. Kolejne double-double (22/10), przy jeszcze lepszej skuteczności, niż w poprzednim starciu.

Seria przenosi się teraz do Ohio. Warriors są w połowie drogi po tytuł. Z takim samym stanem jechaliśmy do Ohio rok temu. Serię zamknęliśmy w pięciu meczach. Z takim samym stanem jechaliśmy do Ohio też w 2016 roku. Cavs odwrócili losy serii, ale obok LeBrona był Kyrie Irving a Warriors nie mieli Duranta.  

Warriors 122, Cavs 103
W rywalizacji 2:0
Mecz nr 3 w środę.


18:21, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 czerwca 2018

W całej historii NBA było tylko sześć występów 50+ punktów w Finałach. Ten ostatni, z czwartkowej nocy, należał do LeBrona Jamesa. Wielka piątka, która zrobiła to przed Jamesem to:

Elgin Baylor, 61 punktów w 1962 roku. 

Michael Jordan, 55 punktów w 1993 roku. 

Rick Barry, 55 punktów w 1967 roku.

Jerry West, 53 punkty w 1969 roku.

Niemal dokładnie ćwierć wieku temu, Michael Jordan, w czwartym meczu Finałów Bulls-Suns, zdobył 55 punków i poprowadził Byki do wygranej 111:105. Była to ich trzecia wygrana, w czwartym meczu serii. Byki potrzebowały każdego z 55 punktów ich lidera. Mecz był bardzo wyrównany i właściwie do ostatnich posiadań nie wiadomo było kto go wygra. 2:2 serii otworzyłoby ją na nowo. 3:1 praktycznie zamykało kwestię mistrzostwa. Jordan spędził na parkiecie 46 minut. Trafił 21 z 37 rzutów. Do 55 punktów dołożył 8 zbiórek i 4 asysty. Tylko raz stracił piłkę. 

Finały 1993 roku zaczęły się w Phoenix. Słońca, prowadzone przez Charlesa Barkley'a, wygrały 62 mecze w rozgrywkach 1992-93, co było najlepszym wynikiem w całej NBA. Barkley'a wybrano MVP tamtych rozgrywek. Suns, w drodze do Finałów, pokonali kolejno Lakers, Spurs i Sonics. Bulls z kolei, odsyłali na wakacje Hawks, Cavs i Knicks.

Pierwsze dwa mecze w Arizonie wygrali Bulls. Gdy zdawało się, że będzie to szybka seria, gracze z Phoenix, jak Feniks z popiołów, odbudowali się w trzecim starciu, pierwszym w Chicago. Prowadzeni przez Barkley'a (24 punkty, 19 zbiórek) Suns odzyskali wiarę we własne siły i bojowo nastawieni przystąpili do meczu numer cztery. Tamci Suns, to była świetna ekipa. Grali szybki, nowoczesny, ciekawy, a przede wszystkim bardzo skuteczny basket. Kevin Johnson, Dan Majerle, Mark West  Richard Dumas, Danny Ainge, Tom Chambers no i oczywiście Sir Charles Barkley. To była mistrzowska ekipa...to znaczy byłaby, gdyby nie Jordan.

Średnie M.J.'a z tamtej serii to 41 punktów, 8.5 zbiórki, 6.3 asysty oraz 1.7 przechwytu. Jordan spędzał średnio 45.7 minuty w każdym meczu. 



A tutaj cały szósty mecz tej serii. Świetna końcówka!


21:10, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 czerwca 2018

George Hill trafił pierwszy, spudłował drugi rzut wolny na 4.7 sekundy przed końcem IV kwarty. Piłkę w ataku zebrał J.R. Smith i bezpiecznie wykozłował ją poza linię rzutów za trzy punkty. Problem w tym, że Cavs nie prowadzili jednym punktem, jak sądził, jak sądzę, Smith. Po 48 minutach mieliśmy na tablicy świetlnej wynik 107:107, co oznaczało, że już na dzień dobry zobaczyliśmy dogrywkę. 4.7 sekundy to kawał czasu. W NBA czasem jest to wieczność. Cavs mogli wziąć czas, rozrysować coś, lub po prostu oddać piłkę w ręce LeBrona. Ale przecież możesz mieć też żal do George'a Hilla, że nie trafił drugiego rzutu wolnego, który dałby Cavs faktyczne prowadzenie, nie tylko takie w myślach. Możesz też mieć żal do coach Lou, że błyskawicznie nie wziął czasu. Z pozycji kanapy rzeczy i sytuacje wydają się łatwiejsze, niż w rzeczywistości są. Ciężko powiedzieć, co działo się w głowie Smitha. Nie będziemy do niej wchodzić. Na jednej z powtórek widać wyraźnie, jak mówi do LeBrona "I thought we were ahead." Na konferencji prasowej zaprzeczył jednak tym słowom. Twierdził, że znał wynik, że nie chciał ryzykować rzutu przy K.D. bo ten miał na koncie cztery bloki. Czyli, że znał statystyki rywali, a nie znał wyniku. Aha.

Po tym, jak LeBron dał Cavs dwupunktowe prowadzenie, akcją 2+1, na 50 sekund przed końcem IV kwarty (104:102), miała miejsce sekwencja trzech zdarzeń z najczarniejszego scenariusza ekipy z Ohio. Wystarczyło, żeby ustrzec się jednej z nich, a zwycięstwo na piekielnie trudnym parkiecie w Oakland, mogło stać się faktem.

Poza zaćmieniem Smitha, wcześniej, rzecz jasna, swój drugi rzut wolny spudłował Hill. Mimo, że trafienie, dałoby Cavs prowadzenia najmniejsze z możliwych, to do obronienia go, trzeba było ustać w obronie mniej, niż 5 sekund.

Trzecie zdarzenie, to sytuacja, której, przyznam, wcześniej nie widziałem, albo nie pamiętam, że widziałęm. Penetrujący pod kosz Kevin Durant, wpadł na stojącego pod koszem LeBrona. Po chwili zawahania, sędzia Ken Mauer zagwizdał faul w ataku. Tony Brothers był przeciwnego zdania. W jego oczach, to James popełnił faul. Sędziowie skorzystali z prawa do video review, by sprawdzić czy stopy LeBrona nie dotykały półkola. Nie dotykały. Dowiedzieliśmy się, a przynajmniej ja się dowiedziałem, że przy tej okazji, sędziowie mają też prawo zmienić decyzję z parkietu, jeśli chodzi o sam faul. I zrobili to. Zamiast piłki dla Cavs, po ofensie, K.D. stanął na linii rzutów wolnych i trafił w obu próbach. Szkoda, że przy okazji bardzo dobrego meczu w Finałach, musimy rozmawiać o sędziach. Steve Javie, były sędzia NBA, na gorąco, w czasie transmisji, ocenił sytuację jako ofens. I tak to powinno zostać. Nie dla Cavs, nie dla LeBrona, a dla samej gry. Kropka. Moglibyśmy każde zdarzenie z parkietu oglądać w zwolniony tempie, rozkładać każde drgnienie mięśni zawodników na czynniki pierwsze i wydawać sprawiedliwe (?) decyzje. Nie. Tak to nie działa. To nie służy grze. To nie służy nikomu. Cała idea Video review, w założeniu, to coś bardzo pomocnego i pożytecznego. Problem w tym, że z sezonu na sezon, kompetencje, zakres jurysdykcji, tegoż narzędzia, rozrosło się do przerażających rozmiarów. Zapis, z którego sędziowie skorzystali, wszedł w życie w sezonie 2012-13. Przez ten czas skorzystano z niego ledwie dziesięć razy. W koszykówce FIBA, którą często krytykujemy za swoją skostniałość jeśli idzie o interpretacje zdarzeń i czucie gry, gdy dwóch sędziów ma zgoła sprzeczne opinie co do konkretnej akcji, alternatywą, w przypadku braku porozumienia jest jump ball czyli strzałka. W NBA, gdzie jump ball, to nadal prawdziwy jump ball, może takie, najprostsze rozwiązanie by się sprawdziło, przecież takie sytuacje należą do rzadkości. Ale nie chciałbym, żeby ten blog stał się kącikiem sędziowskim. 

Zdewastowani w sferze mentalnej Cavs, (tak myślę - ja bym był, chyba) nie mieli szans w dogrywce. Ciekaw jestem z jakim nastawieniem, z jak czystymi głowami podejdą do drugiego starcia w tej serii. Bo to był bardzo dobry mecz w ich wykonaniu. Pytanie czy ten wyższy bieg będzie ich normą Finałach czy była to jednorazowa noc, którą tym bardziej trzeba było wykorzystać.

Przed rozpoczęciem serii, przeczytałem sobie wszystkie swoje relacje z Finałów, z trzech ostatnich lat. Zazwyczaj, szczególnie przy przegranych meczach, miałem jakieś ale do gry LeBrona. Czasem, jak na moje oko, był zbyt pasywny, czasem za bardzo próbował używać swojej fizyczności, co kończyło się brakiem świeżości w końcówkach meczów, czasem zbyt zawierzał swojemu rzutowi, czasem kolegom. W tym meczu był profesorem koszykówki. W ogóle w całych tych play-offach nim jest. Był taki moment w III kwarcie, kiedy miał już ponad 30 punktów, na ledwie 13 rzutach z gry. Jego poziom rozumienia, czytania gry, brania z nej tyle, ile daje mu obrona rywali, zarządzanie własną energią, to jest już jordanowski poziom z drugiego 3peat. 51 punktów (19/32), 8 zbiórek, 8 asyst, 1 przechwyt i 1 blok. Był to zaledwie szósty w historii NBA, 50-punktowy mecz w Finałach. Pierwszy, w przegranym meczu. Pierwszy od 1993 roku, kiedy Michael Jordan wrzucił Phoenix Suns Charlesa Barkley'a aż 55 punktów. Był to najlepszy w ataku występ LeBrona w postseason. Był to jednocześnie jego siódmy występ 40+ w Finałach. Więcej tego typu występów (10) ma tylko Jerry West. Jordan miał sześć tego typu meczów. Był to też ósmy mecz 40+ LeBrona w tych play-offach. Nikt nie miał lepszego runu. Identyczny, w 1965 roku zaliczył Jerry West. LBJ ma teraz na koncie 109 meczów 30+ w play-offach. Tyle samo, tego typu występów, miał tylko Michael Jordan. Tyle, jeśli chodzi o rys historyczny.

26 punktów, 9 zbiórek, 6 asyst, przechwyt i 3 bloki (a nie 4, J.R.!) zaliczył Durant, ale był to raczej cichy mecz w jego wykonaniu. Na swoją zdobycz potrzebował 22 rzutów (trafił 8). Jego złe zastawienie dało Smithowi zbiórkę w ataku, która mogła być dla Warriors brzemienna w skutkach. Curry i Klay dorzucili od siebie 29 i 24 punkty. Draymond Green znów był szwajcarskim scyzorykiem - 13 punktów, 11 zbiórek, 9 asyst, 5 przechwytów i 2 bloki. Ale znów miał też swoje draymondowskie momenty. Na linii rzutów wolnych stanął LeBron. Green, na znak dezaprobaty faulu (chyba) zaczął robić z siebie szympansa. Jak podziwiam go za czysto koszykarski aspekt jego gry, tak sama jego postać irytuje mnie niemiłosiernie.

Mówiłem Ci, że Kevin Love wróci do tej serii. 21 punktów, 13 zbiórek. A myślę, że może być jeszcze lepiej, bo trafił tylko raz na osim prób zza łuku. Love potrzebuje tego przeświadczenia, że każdy jego ruch nie jest monitorowany i na bieżąco komentowany. On potrzebuje wolnego umysłu. Może takie wejście w serię mu w tym pomoże.

Warriors to już tylko Wielka Czwórka. Ich zadaniowcy przedstawiają w tym momencie bardzo małą wartość. Może za wyjątkiem Livingstona. Bardzo brakuje im Andre Iguodali czyli kogoś, kto pomógłby w rozgrywaniu piłki, kogoś, kto groziłby rzutem z dystansu i wreszcie, kogoś, kto ma historię dobrej gry w obronie na LeBronie. 

Cavs nie potrzebują bohaterów, by być w grze z Warriors. Mówiłem o tym od serii z Pacers. Nie możesz liczyć na występy 20+ co wieczór od któregokolwiek z graczy Cleveland, którzy nie nazywają się James, nawet Love'a, ale za to możesz oczekiwać, że mecze będą zmieniać w sztafety, gdzie 3-4 ludzi, na przestrzeni jednego wieczoru, będzie mieć swoje 6-8 minutowe momenty, które będą utrzymywać ich w grze. W tym meczu takim kimś był na przykład Larry Nance Jr, który w 19 minut dał 9 punktów, 11 zbiórek i przechwyt. Może Lou zdecyduje się odkurzyć Hooda, który rok temu miał (uzasadnione) aspiracje, żeby w Jazz wejść w buty Haywarda. Cavs nie są aż tak śmieciowi, jak powszechnie się uważa. Gdy w II LeBron dostał chwilę odpoczynku, jego koledzy wygrali ten fragment 7:5. Niby nic wielkiego, ale jednak

Warriors 124, Cavs 114
W rywalizacji 1:0
Mecz nr 2 w niedzielę.

05:56, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (5) »
czwartek, 31 maja 2018

Po raz czwarty z rzędu w Finałach zobaczymy LeBrona i jego Cavs oraz Warriors Stepha Klay'a, Draymonda i KD. Czwarty raz. Trzy, rok temu, to już był rekord NBA. Nikt wcześniej tyle razy z rzędu ze sobą się nie ścierał. Dla tych, którzy marudzą na taki, a nie inny skład Finałów, LeBron ma prostą receptę - trzeba było pokonać Cavs lub Warriors na którymś etapie play-offs i byłoby po kłopocie. Proste. Liga chyba jednak czuje, że kibice z doskoku, mogą mieć trochę przesyt obu ekip, mimo że w każdym roku, każda z nich, przystępowała do ostatniej rundy sezonu, w nieco różnych nastrojach, składach, i narracjach.

Świat wraca też do czasów przed tym jak LeBron zaczął wygrywać sobie Wschód, czyli przed rokiem 2011. Ósmy z rzędu Finał. To jest coś! To nie jest więcej, niż zdobycie sześciu tytułów przez Jordana. No bądźmy k...a poważni. Widziałem, że niektórzy amerykańscy dziennikarze próbują kreślić takie tezy. Omijajcie to. Łukiem. Szkoda Waszego czasu. Osiem z rzędu awansów do Finałów, to pod wieloma względami, w nowoczesnej koszykówce, bardzo imponujące osiągnięcie, ale jestem przekonany, że i sam LeBron z chęcią oddałby kilka pustych awansów, np 2007, 2011, 2014, za jeden więcej tytuł. Tak myślę.

Co ja robiłem w 2010 roku? Raczej nie mam się czym chwalić. W ogóle powiedziałbym, że ja sam z lat, powiedzmy 2009-2012, to była najgorsza wersja mnie samego. Chyba byśmy się dziś nie dogadali. Tak mi się wydaje z perspektywy czasu. Sporo złych decyzji. Kręgi, w których nie do końca chciałem się obrać, a obracałem się. Jakiś tam niewielki progres tu i tam, ale ogólnie stanie w miejscu. Ale nie grzebmy w trupach. 

NBA przypomniała najlepsze momenty z trzech poprzednich rozdziałów rywalizacji Cavs-Warriors. Przypomnę i ja. Poniżej każdy wpis z każdego meczu z ostatnich trzech lat.

 

2015:

Finały 2015: Game 1 dla Warriors - Patrz, jak się wszystko zmienia! Jeszcze trzy lata temu Timofiej Mozgow coś znaczył w NBA. Grało się nim w Finałach NBA! Ja już zapomniałem o tym fakcie. Cavs doprowadzili do dogrywki w meczu otwarcia serii. Kluczowy blok Irvinga na Curry'm. To był jednak ostatni mecz K.I. w tej serii.

Finały 2015: Cavs wygrywają w Oakland i wyrównują serię! Tutaj Świetny, po prostu świetny był Matthew Dellavedova. Tak, ten Australijczyk.

Finały 2015: James i Dellavedova prowadzą Cavs do wygranej! Jak Ci to brzmi? Mecz z bliska widział nasz człowiek, który z wyprawy przywiózł mi okolicznościową koszulkę i ręcznik. RELACJA.

Finały 2015: Warriors wyrównują serię - Ten mecz przypominał pojedynek bokserski z tym, że zamiast pięknych wymian, imponującej pracy nóg, błyskawicznych uników i kontr oglądaliśmy walenie na oślep w gardę i klincz. Walenie w gardę i klincz. Walenie w gardę i klincz. I wszystko to słaniając się na nogach. To był najbrzydszy mecz tej serii. 28 punktów, 10 zbiórek.

Finały 2015: Warriors o krok od tytułu - Ja już znałem MVP tej serii.

Finały 2015: Golden State Warriors mistrzami NBA! No i dojechaliśmy do końca.

O tym, dlaczego LeBron był moim MVP Finałów - Bo był.

 

2016:

Zrobiłem taką małą zapowiedź Finałów. To była fajna seria.

Warriors-Cavs 1:0 - Shaun Livingston może być dla Ciebie inspiracją. I to wcale nie jakąś tam górnolotną o heroicznej walce z ciężką chorobą (choć oczywiście też). Może Cię inspirować gdy nie chcesz odrobić lekcji albo wyrzucić śmieci. What Would Shaun Do? Jemu też mogło się nie chcieć. Przecież lekarze powiedzieli jasno. Więc po co było wierzyć i się starać? Andre Iguodala ma piękne dłonie. Podejrzewam, że z powodzeniem mógłby realizować się jako neurochirurg.

Warriors-Cavs 2:0 - Warriors dwa razy wyszli na parkiet zlać Cavs. Cavs byli bici, walili ręką w matę, że mają już dość. Byli tak słabi, że mata waliła w nich.

Cavs-Warriors 1:2 - Słowo o tanich lotach. Masz swój prajm srajm!

Cavs-Warriors 1:3 - Mecz, spanie, wesele najlepszego kumpla w doborowym towarzystwie.

Warriors-Cavs 3:2 - Bron i Kyrie pociągnęli te zawody.

Cavs-Warriors 3:3. We're going to game 7 baby! Siedzimy przy stole pijemy herbatę, jemy ciastka, jesteśmy ładnie ubrani, wszystko jest OK. Rozmawiamy o tenisie, białych koszulkach, pogodzie, diecie bez glutenu. Rozchodzimy się do domów w przeświadczeniu, że wszyscy jesteśmy kulturalni, oczytani i na poziomie.

Cleveland Cavaliers mistrzami NBA! - Cavs rzucili łącznie w tych Finałach 703 punkty, Warriors...699! Tak, było tak blisko. Też o życiu, które pisze pokręcone scenariusze. Gdzieś tam Draymond Green siedział w samochodzie i smsował do Kevina Duranta.

Co myślę o przejściu Kevina Duranta do Warriors - Napisałem. Jak oni zaczęli się zżymać na mnie, płakać, mówić na mnie brzydkie słowa, machać mi palcami. Dorośnij jeden z drugim! 

 Cztery miesiące później dołożyłem Minęły cztery miesiące, a ten znów o K.D. Kto rozumie, ten rozumie. Kto nie, ten nie. 

2017:

Zrobiłem taką małą zapowiedź Finałów. To była fajna seria. Byłem leniwy. Całe fragmenty zebrałem sobie z zapowiedzi roku poprzedniego. Zresztą nawet w tekście się do tego przyznaję. Nowością jest jednak motyw ogrodniczy i parę innych rzeczy. 

Warriors-Cavs 1:0. Dałem za dużo kakao - Obok miałem notes i długopis, komórkę, wspomniane wcześniej lody z kakao... Tak bardzo chciałbym napisać z kakaem, a najlepiej z kakałem, kakałkiem, ale profesor Miodek powiedział, że tylko w mowie potocznej. A to przecież jest poważny wpis, więc z kakao.  

Warriors-Cavs 2:0. Przychodzi jak do siebie - Ta serią, na ten moment, wygląda jak pojedynek Supermana z Batmanem. Cavs są Batmanem - niby groźnym, ale tylko człowiekiem. Warriors są z innej planety. I nikt nie wie gdzie jest kryptonit.  

Cavs-Warriors 0:3. I tyle -  Patrz, tam idzie Twoja była. Jesteście cały czas razem. Razem z tymi wszystkim słowami, które padły a paść nie powinny były, oraz tymi, które nie padły, a mogły. A szkoda. Kręcą się tam wszystkie te should've would've could've, które co raz przelatują Ci przez głowę.

Cavs-Warriors 1:3. Na raty - To jest dziwne, że dziwnie czujemy się z tym, że nadal panujący mistrzowie NBA, wygrali mecz w Finałach. Przecież jeszcze niecałe dwa tygodnie temu zamykali serię z Bostonem i wyglądali taaaak.

Golden State Warriors mistrzami NBA! - Zrobiłem szkielet wpisu i poszedłem spać. Czasem tak robię, żeby czytający mieli miejsce do dzielenia się przemyśleniami. Obiecałem uzupełnić w ciągu dnia. No i wiesz, za równe dwa tygodnie minie rok. A tekstu jak nie było, tak nie ma. Uwierz mi, na przestrzeni tego roku myślałem o tym. I wymyśliłem, że zrobię coś osobnego, bo po co grzebać w trupach. Coś osobnego o K.D. o jego postaci, którą analizuję, o narracjach współczesnej koszykówki, o paru innych rzeczach. Naprawdę zrobię to.

Rok temu, swoją zapowiedź Finałów ozdobiłem zdjęciem, na którym sadzę porzeczki. Mam dla Ciebie dobre wieści - cała szóstka się przyjęła. Trzy sztuki białych, trzy czerwonych. W bonusie trzy krzaki jeżyn, które teraz mają swoje road to recovery, to tym, przypadkowo skosiłem je kosiarką. Jeśli chodzi o porzeczki, to spodziewam się owoców swojej pracy. 

Aha, typ na Finały. Przecież to blogowy mus. Koszykarski rozum podpowiada Warriors w pięciu, może sześciu. Ale gdzieś tam z tyłu głowy, inny głos rozpościera mi wizję, w której LeBron jest nadal LeBronem, Love wali trójki i dobrze zbiera, Tristan Thomspon daje zbiórki a ataku, a Jeff Green jest idealnym match-upem na K.D. Nie na zatrzymanie go, bo K.D. nie da się zatrzymać, ale na utrudnienie mu zdobywania punktów tak bardzo, jak tylko się da. To nie jest scenariusz z kosmosu. To ma szansę zadziałać. Małą, ale ma. Bo to jest sport. Wtedy Cavs w sześciu. Ale wyjściowo Warriors w pięciu-sześciu.



23:55, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2018

W najbliższy czwartek, 31 maja, otwieramy Finały NBA! Obrońcy mistrzowskiego tytułu, Golden State Warriors, czwarty rok z rzędu zetrą się z Cleveland Cavaliers LeBrona Jamesa. Nigdy wcześniej w historii ligi nie zdarzyło się, żeby przez cztery kolejne lata nie zmieniał się skład Finałów. Rekord ten został już pobity sezon temu, gdy obie ekipy stanęły naprzeciw siebie po raz trzeci.

Wspólnie ze szwajcarską marką Tissot, która od sezonu 2016-17 odpowiada za pomiar czasu we wszystkich 29 halach NBA, przygotowaliśmy konkurs, który mam nadzieję doda emocji podczas śledzenia ostatniej serii tego sezonu. Do wygrania jest szwajcarski zegarek Tissot Chrono XL w barwach Golden State Warriors!


Zasady:

- Typujecie wynik rywalizacji między Warriors a Cavs. Za poprawne wytypowanie mistrza dostajecie dwa punkty. Za dokładne wytypowanie w ilu meczach rozstrzygnie się Finał, dostaniecie dodatkowy punkt. Maksymalnie możecie więc zgarnąć tutaj trzy punkty.

- Ponadto mam dla Was zestaw 14 pytań dodatkowych. Za każdą poprawną odpowiedź dostajecie jeden punkt. Odpowiadacie tylko "tak" lub "nie". Maksymalnie do zdobycia jest więc 17 punktów.



Oto pytania: 

1. Czy któryś z zawodników, w którymś z meczów, zaliczy triple-double?

2. Czy któraś z drużyn odrobi 15 punktów straty i wygra mecz?

3. Czy któryś z zawodników trafi 10 razy (lub więcej) za trzy punkty w jednym meczu?

4. Czy któryś z zawodników zostanie wyrzucony z boiska (2 faule techniczne/flagrant foul)?

5. Czy któryś z meczów przedłużony będzie o dogrywkę.

6. Czy seria potrwa dłużej, niż pięć meczów?

7. Czy któryś z zawodników, w którymś z meczów, zagra 46 (lub więcej) minut?

8. Czy któryś z zawodników, w którymś z meczów, zdobędzie 50 (lub więcej) punktów?

9. Czy Kevin Durant zagra przynajmniej cztery mecze na poziomie przynajmniej 30 punktów?

10. Czy Steph Curry trafi przynajmniej 25 trójek w całej serii?

11. Czy Klay Thompson trafi przynajmniej 23 trójki w całej serii?

12. Czy LeBron James osiągnie progi 150 punktów, 50 zbiórek i 50 asyst za całą serię?

13. Czy Kevin Love zagra przynajmniej trzy mecze na poziomie double-double?

14. Czy na przestrzeni serii, choćby na sekundę, zobaczymy w grze Jose Calderona, Kendricka Perkinsa lub Zazę Pachulię? Wystarczy, że na parkiet wejdzie jeden z nich.  


- Uwaga! Jeśli Wasz faworyt przegra walkę o tytuł, wtedy odpowiedzi na dodatkowe pytanie nie będą brane pod uwagę. Macie za nie zero punktów, nawet jeśli odpowiecie poprawnie na wszystkie.


Jasne?

Mam nadzieję, że tak.
Typujemy na moim Facebooku w komentarzach pod tym wpisem. Dla tych, którzy konta na tej platformie nie mają i mieć nie będą, jest miejsce w komentarzach pod tym wpisem bezpośrednio na blogu. UWAGA - Komentarze "edytowane" na Facebooku, z przyczyn oczywistych, nie będą brane pod uwagę. Jeśli się pomylisz, skasuj komentarz i wpisz jeszcze raz!
Jeśli komentujesz tutaj na blogu, to podaj proszę swoje imię lub jak chcesz być nazywany, a potem napisz do mnie maila: "Tu (imię) biorę udział w konkursie. W komentarzu z typami podpisałem się jako "...")", żebym mógł Cię zapisać na listę biorących udział. W grę wchodzi również Twitter, gdzie również wrzucę ten konkurs.


Typować możecie do rozpoczęcia meczu otwierającego finałową serię ( noc z czwartku na piątek, godz. 3:00)
. W przypadku jednakowej liczby punktów kilku graczy, decyduje czas nadesłania odpowiedzi.

Raz jeszcze o nagrodzie: Dla najlepszego typera szwajcarska marka Tissot ufundowała zegarek Tissot Chrono XL NBA Teams z logo Golden State Warriors! Jest więc o co grać! Więcej danych technicznych dotyczących tego modelu, znajdziecie na stronie producenta TUTAJ.


1. „Fundator nagród” – The Swatch Group (Polska) Sp. z o.o., ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa, zarejestrowaną w rejestrze przedsiębiorców w Krajowym Rejestrze Sądowym prowadzonym przez Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy, XIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem 0000223301 NIP 5213311376. 

2. Nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca w konkursie "Typuj Finały NBA. Zgarnij zegarek Tissot!" będzie zegarek Tissot Chrono XL Golden State Warriors, numer referencyjny T1166173605102, o wartości 1400,00 PLN brutto. Do wartości głównej nagrody rzeczowej doliczona zostanie zryczałtowana część pieniężna na poczet podatku, wynoszącego ok. 11,11% wartości nagrody rzeczowej, którą Fundator zatrzyma na poczet należnego od Uczestnika Konkursu podatku z tytułu wygranej w Konkursie. 

3. Nagroda zdobyta w konkursie nie podlega wymianie na gotówkę.


15:54, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (34) »
niedziela, 27 maja 2018

Pogadaliśmy o zakończonych Finałach Konferencji, o LeBronie, o Jordanie. Zrobiliśmy przegląd tego, co może nas czekać w Finałach. Na koniec głośno zastanawiamy się nad przyszłością naszego wspólnego, podcastowego projektu.

Jeśli chcecie zadać jakieś pytania, zaproponować tematy, które powinniśmy poruszyć podczas transmisji, to piszcie w komentarzach lub bezpośrednich wiadomościach na wszelkich, możliwych platformach, na których istniejemy. Dajcie znać, co Wam się podoba, zasugerujcie co możemy poprawić, co zmienić. Jesteśmy bardzo ciekawi odbioru i odczuć słuchaczy. 
Do usłyszenia/przeczytania!


23:16, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2018

Cavs pokonali u siebie Celtics 109:99, w szóstym meczu Finałów Wschodu. Seria przeniesie się teraz do Bostonu, na siódmy i ostatni mecz. Celtowie przed własną publicznością nie przegrali ani razu w tegorocznych play-offach (10:0).

Starcie szóste było kolejnym popisem wielkości LeBrona Jamesa, który mecze play-off grane w Cleveland czyni niezapomnianymi widowiskami. Linijka statystyczna lidera Cavs z ostatniej nocy wygląda tak: 46 punktów, 11 zbiórek, 9 asyst, 3 przechwyty i 1 blok. James odpoczywał w tym meczu tylko dwie minuty.

 

Kilka faktów statystycznych z tego starcia:

 

- LeBron James ma na koncie trzynaście meczów z przynajmniej 40 punktami, 10 zbiórkami i 5 asystami. Nikt w historii play-offs nie może pochwalić się takim osiągnięciem.

- Kevin Durant, Dirk Nowitzki, James Harden, Russell Westbrook i Dwyane Wade mają po siedem meczów z przynajmniej 40 punktami, w historii swoich występów w play-offs. LeBron, jedynie tym sezonie, ma siedem tego typu meczów.

- LeBron James ma teraz cztery mecze na poziomie 40+ punktów i 10+ w historii swoich występów w Finałach Konferencji. W ostatnim 30-leciu podobnym osiągnięciem, może pochwalić się tylko Hakeem Olajuwon.

- LeBron zagrał w play- offs szesnaście meczów z przynajmniej 38 punktami, 9 zbiórkami i 7 asystami.
Michael Jordan ma na koncie sześć tego typu występów.
Wszyscy inni zawodnicy, w całej historii ligi mają łącznie 26 takiego typu meczów.

- Najwięcej meczów w play-offs z 40+ punkami za jeden sezon, od 1964  roku:

1. Jerry West (1965) 8.
2. Michael Jordan (1989 ) 7.
2. LeBron James (2018 ) 7.

- Jamesowi zabrakło jednej asysty do czwartego w karierze triple-double w play-offach. Wszyscy inni koszykarze w historii NBA, mają łącznie tylko pięć tego typu meczów.

- LBJ zagrał łącznie w 53 meczach w Finałach Konferencji. Więcej mają tylko Kareem Abdul-Jabbar (65) i Derek Fisher (62). Tuż za LeBronem są teraz Magic Johnson, Shaquille O'Neal, Scottie Pippen i Dennis Rodman z 52 występami w III rundzie postseason. 

- Obecna seria z Celtics jest dla Jamesa dziesiątą serią w Finałach Konferencji. Częściej na podobnym etapie rozgrywek, byli tylko Kareem Abdul-Jabbar (13) i Derek Fisher (11). Również 10 serii w Finałach Konferencji ma na koncie Magic Johnson.

- Podczas trwania serii z Celtics, James został liderem jeśli chodzi o łączną liczbę punktów zdobytych w play-offs. W tej klasyfikacji wyprzedził samego Michaela Jordana. Dodatkowo, wskoczył na fotel lidera, jeśli chodzi o liczbę celnych rzutów z gry w postseason. Na tej liście wyprzedził Kareema Abdul-Jabbara.

 

Fani talentu LeBrona i jego Cavs mogą teraz bez słów, w elegancki sposób, pokazywać i podkreślać swoje kibicowskie barwy. Marka Tissot wypuściła na ten sezon zegarki Tissot Chrono XL NBA Teams. Wśród drużyn, których logo znalazło się na zegarku, są także Cleveland Cavaliers.

Więcej na temat kolekcji TUTAJ



12:44, ludwisarz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 maja 2018

Bleacher Report wypuścił wczoraj siódmy odcinek, piątej serii "Game of Zones"



11:56, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 maja 2018

Wybrano trzy najlepsze piątki sezonu 2017-18. All-NBA First Team tworzą James Harden, LeBron James, Anthony Davis, Kevin Durant oraz Damian Lillard.

Dla LeBrona było to już dwunaste tego typu wyróżnienie. Nikt w  historii NBA nie dokonał podobnego osiągnięcie. Karl Malone i Kobe Bryant dostępowali tego typu zaszczytu jedenaście razy. Statystyki LeBrona za rozgrywki zasadnicze sięgnęły 27.5 punktu, 9.1 asysty (najlepsze w karierze), 8.6 zbiórki oraz 1.4 przechwytu.

Harden grał w sezonie regularnym na poziomie 30.4 punktu, 5.4 zbiórki, 8.8 asysty oraz 1.8 przechwytu. W historii NBA, kombinację liczb na tym poziomie, był w stanie osiągnąć tylko Michael Jordan.

Średnie Duranta to 26.4 punktu, 6.8 zbiórki, 5.4 asysty oraz 1.8 bloku (najlepsze w karierze).

Davis został pierwszym od czasów Davida Robinsona (1995-96) graczem, który w jednym sezonie osiągnął pułapy 2000 punktów, 800 zbiórek, 150 bloków oraz 100 przechwytów. A.D. jest teraz uprawniony do podpisania supermax kontraktu wartego $230 mln (płatne w pięć lat). Tego typu umowa byłaby najwyższą w historii NBA.

Lillard był czwartym strzelcem ligi (26.9 punktu). Ostatnim, tak wysoko sklasyfikowanym graczem Blazers, na tej liście, był sam Clyde Drexler w sezonie 1991-92. Lillard, by być uprawnionym do podpisania supermax umowy, będzie potrzebował w kolejnych rozgrywkach, raz jeszcze wywalczyć sobie miejsce w jednej z trzech najlepszych piątek sezonu.


W pozostałych piątkach znaleźli się:


All-NBA Second Team:

F: LaMarcus Aldridge.
F:
Giannis Antetokounmpo.
C: Joel Embiid.
G: DeMar DeRozan.
G:
Russell Westbrook.



All-NBA Third Team:

F: Jimmy Butler.
F:
Paul George.
C: Karl-Anthony Towns.
G: Steph Curry.
G:
Victor Oladipo.

Sporym beneficjentem wyników głosowania na najlepsze piątki sezonu, jest też KAT. 22-letni gracz Wolves, jest teraz uprawniony do podpisania pięcioletniego kontraktu o wartości $188 mln. Gdyby mu się nie udało, jego umowa mogłaby być warta "tylko" $157 mln. 



23:35, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »