Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
MENU:
czwartek, 01 czerwca 2017

Rok minął. Pewne rzeczy się nie zmieniają, a niektóre tak. Kilka krajów ma nowych prezydentów, nowe rządy. Na mapie świata pojawiły się nowe miejsca dotknięte atakami terrorystów. Jesteśmy o rok starsi. Chciałbym też wierzyć, że o rok mądrzejsi. Jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia. Zrobiliśmy kolejny krok w odkrywaniu lepszych wersji samych siebie. Posadziłem wczoraj trzy krzaki białej porzeczki, bo bardzo lubię białe porzeczki. Liczę, że w smaku będą jak biała porzeczka u mojej babci, a nie jak jakieś tam arktyczne g..o. A Warriors i Cavs to jedyna stała tych niestałych, niepewnych czasów. Pierwszy raz w historii NBA, te same drużyny zetrą się trzeci rok z rzędu. Pewnie zaraz sprawdzisz u wujka Google'a, bo gdzieś tam z tyłu głowy brzęczy Ci "Celtics-Lakers". Uwierz mi, oszczędzę Ci czasu. Sprawdziłem, mówię prawdę. Wróciłem z ciekawości do tekstu, który zapowiadał tamte Finały. Zanim to zrobiłem, po plecach przeszedł mnie dreszcz, a po głowie przemknęła myśl - czy taki tekst w ogóle się wtedy pojawił? Znasz mnie. Z regularnością różnie u mnie bywa. A jednak się pojawił. Czytam go sobie i widzę, że śmiało mogę skorzystać z całych akapitów o tym, że ostatnio trochę milczałem, że bardzo mi mimo, że piszecie, oraz niemiło, że sam nie piszę. 

Dam sobie samemu Robaczywkę za tę małą aktywność ostatnio na blogu. Ale co to zmieni? Piszą ludzie i mówią, że mam w nazwie "mówi", a nie mówię. Punkt dla nich. Ludzie piszą maile i pytają co sądzę o tym i tamtym bo nie mogą się tego doczytać/doczekać na blogu. Zapisz to, Kisch! Zbudowałem blogowe imperium, to teraz mam...powolne klaskanie. Nie lubię do tekstu wklejać uśmieszków lub pisać "ha", żeby podkreślić, że żartuję. Chciałbym, żebyś to Ty wyłapał/wyłapała. Mam nadzieję, że nam się udaje. To miłe, że piszecie i liczycie się z moim zdaniem. W idealnym świecie siedziałbym i pisał. A może teraz tak tylko mi się wydaje i wcale aż tak idealnie by nie było? A może to ostatnie zdanie to tylko tak, żeby nie myśleć o tym za bardzo, bo faktycznie to byłoby to?

W ostatnich miesiącach, przy różnych okazjach, czytam komentarze i wiadomości, w których znajduję całe spektrum uczuć - od sympatycznych i prostych zapytań 'co tam słychać', do stwierdzeń, że ten blog się wyczerpał, że teraz to już tylko czasomierze i inne reklamy. Dziesięć lat (z kawałkiem) to szmat czasu. Założyłem blog, gdy byłem studentem bez żadnych obowiązków nie licząc, rzecz jasna, nauki i trenowania. Dziś krajobraz wygląda zgoła inaczej. I o ile nadal bardzo lubię prowadzić ten blog (nawet rzekłbym, że bardziej niż kiedyś bo teraz mam większą interakcję z ludźmi, co jest nieustannie bardzo ciekawym zjawiskiem), o tyle czas na tę działalność przez lata zaczął mi się kurczyć. A doba, mimo politycznych zawirowań, nadal ma tylko 24 godziny.

Obecny sezon, pod wieloma względami był dla mnie dość dziwny. Byłem w Toronto (raz, dwa oraz trzy). Byłem też (tradycyjnie?) w Londynie. Widziałem na żywo siedem meczów sezonu regularnego, co wcześniej mi się nie zdarzyło. Podczas szeroko rozumianego preseason zaliczyłem Włocławek w ramach chorej wyprawy, której chyba bym już nie powtórzył (teraz tak mówię, bo gdyby przyszło co do czego, to najpewniej ruszyłbym raz jeszcze bez wahania). Po nowym roku sprawy się jednak trochę skomplikowały. Nie narzekam, mówię jak kolega koledze/koleżance - praca od poniedziałku do piątku +trzy treningi + wyjazdy na mecze w weekendy. Ale wątpię, żebyś chciał/chciała tego słuchać. To jest coś, jak ktoś parę lat temu powiedział na temat Paula Pierce'a na jesieni jego kariery - "He can have a great game any night, but he can't give it to you every night."     


Dziś w nocy ruszają Finały NBA! I tego się trzymajmy! Weź między bajki to, co powyżej.

"Jeżeli uważasz, że play-offy są nudne, to ich nie oglądaj." - to powiedział Kevin Durant, ja tylko przytaczam i bardzo się zgadzam. 12:0 Warriors i 12:1 Cavs. Nie, to nie szkodzi lidze. Inni muszą się podciągnąć. NBA równa w górę, w przeciwieństwie do wielu miejsc, które dysproporcje próbują wyrównywać w dół. Sam/sama odpowiedz sobie co jest lepsze.  
Warriors są w stanie ograniczać LeBrona ale nie są w stanie go zatrzymać – bo nikt nie jest. Nie bez przyczyny MVP Finałów 2014 i 2015 zostawali zawodnicy, którzy bezpośrednio zajmowali się kryciem Jamesa. Trzy lata temu Kawhi Leonard a dwa lata temu Andre Iguodala. Pomyśl o tym. Od pięciu lat to LeBron rozdaje karty w Finałach NBA. Trzy razy je wygrał a dwa razy to jego stopowanie doczekało się najwyższego wyróżnienia. Jestem bardzo ciekawy jaką wersję LeBrona zobaczymy w tych Finałach. Na razie odłóżmy na bok dyskusję "Jordan czy James". Dla mnie cały czas Jordan, ale to temat na inną rozmowę. Rok temu, do serii z Warriors, LBJ zaliczył tylko jeden mecz 30+ punktów. Grał w trybie uśpionym aż do ostatniej prostej Finałów. W tym roku z kolei, na 13 meczów tylko dwa razy zszedł poniżej pułapu 30 punktów. Pytanie brzmi czy James ma w sobie ten dodatkowy bieg, ten dodatkowy poziom w grze, który w ostatnich latach odpalał w Finałach? To jest szalone pomyśleć, że to ma, bo do tej pory grał historyczne play-offy, ale jeśli ktoś może wynieść swoją grę o kolejny poziom, to chyba LBJ jest właśnie tym kimś. Ważną kwestią pozostaje to, czy by wygrać, Cavs potrzebują od Jamesa tego dodatkowego poziomu? W 2015 Love i Irving posypali się zdrowotnie. W 2016 Love był rozsypany mentalnie a Irving szukał swojej tożsamości. Teraz? Irving gra swój najlepszy basket w karierze a Love jest mentalnie zupełnie gdzie indziej, niż był rok temu. Pewny swojej wartości, swojego miejsca w drużynie. Nikt go nie sprzedaje, nikt już nie pomija go podczas robienia fotek na media społecznościowe. Love jest mistrzem NBA i już nic nikomu nie musi już udowadniać. Jeśli Cavs, z jakiegoś powodu, zdecydują się kiedyś go sprzedać, to sprzedadzą go razem z pierścieniem na palcu. Takie są fakty. Love z sezonu na sezon, wraz ze zmianami w diecie, jest coraz przystojniejszy, co bardzo lubi Bananowa Republika. W kontekście Finałów to ostatnie zdanie nie ma żadnego znaczenia.  Cavs mają ławkę. I to jest nowość, w porównaniu latami poprzednimi. Być może taki scenariusz nie przełoży się na rzeczywistość, ale czy aż taką abstrakcją będzie wyobrazić sobie któryś z meczów na poziomie 20+ punktów ze strony Derona Williamsa czy Kyle'a Korvera? Korver może być Twoim nowym Mike'iem Millerem. W obu butach.

Kevin Durant będzie dla Cavs match-upowym bólem głowy, bo Cavs nie mają na niego obrońcy. Oczywiście może to być sam LeBron, ale taka praca będzie kosztować go zbyt wiele sił, by mógł robić to przez całe mecze, przez całą serię. Tak samo jak w przypadku LeBrona, Duranta nie da się zatrzymać. Można jedynie uprzykrzać mu życie, ale znając życie, to raczej on będzie obrzydzał żywot każdemu, kto stanie naprzeciw niego.

Curry ma za sobą dwa średnie Finały. Oba jako MVP sezonu regularnego. Myślę, że teraz bez tej presji na plecach, zobaczymy dobry basket w jego wykonaniu. Jak dobry? To dobre pytanie. Póki co, gra na poziomie 28/5/5. Dlaczego nikt o tym nie mówi? Gra lepiej, niż rok temu, kiedy (prawie) wszyscy trąbili, że jest najlepszym koszykarzem tej planety. Opowiedzcie o tym znajomym. Nagłówki gazet kradną w dzisiejszych czasach krzykacze a nie ci, którzy na to zasługują. Szwajcarski scyzoryk Draymond Green przystępuje do Finałów z czystym kontem, jeśli chodzi o faule techniczne, bogatszy o doświadczenia sprzed roku. Czy ktoś pamięta, że Dray w ostatnim meczu tamtych Finałów zaliczył 32 punkty, 15 zbiórek, 9 asyst i 2 przechwyty? Spodziewam się dobrych rzeczy z jego strony. Jak analizuję jego wywiady z ostatnich kilkunastu miesięcy, to w głowie rysuje mi się obraz bardzo inteligentnego gościa, z jeszcze większymi ambicjami. Jeśli kolegom uda się utrzymać jego emocje na wodzy, to możemy być świadkami serii Greena na poziomie MVP na obu końcach parkietu. Nie twierdzę, że je dostanie, ale twierdzę, że może być dla Warriors kotwicą w obronie i zapłonem w ataku.  


Stawiam na Cavs choć wcale się nie zdziwię jak za kilkanaście dni Steph, Dray, K.D. lub Klay wezmą moją analizę i pięknym łukiem wrzucą ją do kosza na śmieci.
Coach Lue ma całą rotację zdrowych i utalentowanych zawodników do dyspozycji. Może zrobić na boisku takie szachy, że Garri Kasparow da kciuk w górę.
Kerr/Brown też mogą zrobić szachy i dlatego powinniśmy wiele obiecywać sobie po tej serii. Pamiętasz jak lata temu w NBA Live dwa tysiące coś tam, ustawiałeś obrońców na środku, żeby nabić im zbiórek, centrów na rozegraniu, żeby nabić im asyst? Ja pamiętam. I wiesz co? Dożyliśmy takich czasów, że to dzieję się naprawdę! Basket totalny z zacierającymi się pozycjami, z wymiennością obowiązków i funkcji. To się kiedyś przeje i znów po latach wrócimy do big-ballu, lub raczej tradycyjnego ballu, tak myślę. Ale teraz, póki co, cieszmy się tym. Cieszmy się tymi Finałami. Za dwa tygodnie będzie po sezonie a do października będzie bardzo długo.

Chciałbym zobaczyć przynajmniej sześć, a najlepiej siedem dobrych meczów. NBA w tym sezonie stała się ligą dwóch prędkości. Te dwie ekipy, które zostały na placu boju, są przedstawicielami tej najwyższej prędkości. Póki, co, obie ekipy rozstrzeliwują swoich rywali. Ofensywne ratingi Cavs wskazują, że takiego ataku nie miał nikt w play-offach od 40 lat. Atak Warriors też jest klasowy. Na przestrzeni kilku minut są w stanie robić swoje zabójcze runy. Nie sądzę jednak, żeby w Finałach przez całą serię obie ekipy chciały iść na wymianę. W końcu ktoś zacznie bronić. I ten ktoś zostanie mistrzem NBA.

"I don't have a dog in that fight," - jak to mówią Amerykanie. Nie kibicuję nikomu w tej serii. Chcę zobaczyć dobry basket. Niech wygra lepszy. Ale jeśli mam być szczery, to nadal uważam przejście Duranta do Warriors za coś nie do końca dobrego dla sportu. Zawsze podkreślam, że sport uczy, może być inspiracją. Nie każdy spełni marzenia o grze w NBA ale każdy może w tej lidze znaleźć okruch siebie, analogie do własnych historii. Może masz dom do pomalowania (porzeczki do posadzenia), egzamin do zaliczenia, przed sobą trudną rozmowę o czymś ważnym. Te mecze o 4 rano możesz wziąć jako inspirację, naukę, możesz zrobić z nich coś dobrego dla siebie. To więcej, niż koszykówka, to więcej, niż sport. Tyle wielopoziomowości, tyle historii do opowiedzenia. Przejście gracza z TOP3 ligi do drużyny, która wygrała 73 mecze, która była o kilka posiadań od tytułu, która pokonała jego byłą ekipę, było obraniem łatwiejszego kursu. Mimo, że każdy z potencjalnych tytułów Warriors będzie trzeba jeszcze wybiegać. Całe to gadanie, że przecież ludzie zmieniają miejsca pracy i idą tam, gdzie im lepiej w odniesieniu do sportu jest po prostu bzdurą. Zawodowy sport to nie jest zwykłe miejsce pracy. Czy u Was w biurze rozmawia się się o księgowych, informatykach, sprzedawcach - you name it - którzy pracowali przed Wami? Odwołujecie się do historii Waszych stanowisk, czy ludzie kupują krawaty, buty, koszule takie, jak Wy nosicie w pracy? Śmiem twierdzić, że nie. A skoro nie, to nie opowiadajcie mi, że Kevin zrobił zwykły biznesowy ruch.

Ale to tylko dygresja. Jeśli Durant zagra świetną serię, będę pierwszym, który Ci o tym doniesie.    

Cavs w sześciu... 

W nagrodę, że dojechaliście do końca tego tekstu, bonus w postaci zdjęcia ze mną w roli plantatora białych porzeczek.

18:53, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (5) »
wtorek, 30 maja 2017

1 czerwca, w Dzień Dziecka, otwieramy Finały NBA. Golden State Warriors trzeci rok z rzędu zetrą się z Cleveland Cavaliers. Nigdy wcześniej w historii ligi nie zdarzyło się, żeby przez trzy kolejne lata nie zmieniał się skład Finałów. Wspólnie z marką Tissot, przygotowaliśmy dla Was konkurs, który mam nadzieję doda emocji podczas śledzenia serii. Będziecie typować kto zostanie mistrzem NBA, ale żeby było ciekawiej, zadam Wam szereg dodatkowych pytań.

Wyglądać będzie to tak:

- Typujecie wynik rywalizacji między Warriors a Cavs. Standard. Za poprawne wytypowanie zwycięzcy dostajecie dwa punkty. Za dokładne wytypowanie w ilu meczach rozstrzygnie się Finał, dostaniecie dodatkowy punkt. Maksymalnie możecie więc zgarnąć tutaj trzy punkty.

- Ponadto mam dla Was zestaw pytań dodatkowych. Za każdą poprawną odpowiedź dostajecie jeden punkt.

- Pytania dodatkowe: Liderzy w poszczególnych kategoriach (suma, nie średnie): Punkty, zbiórki, asysty, przechwyty, bloki, skuteczność z gry (min. 20 celnych rzutów), liczba celnych rzutów za trzy punkty, skuteczność z linii (min. 10 celnych rzutów). Do tego liderzy w minutach na parkiecie, faulach i stratach (najwięcej). Chodzi o liderów dla całej serii, nie poszczególnych drużyn. Chodzi tylko o nazwiska, nie liczby i procenty!

- Pięć bonusowych pytań. Odpowiadacie tylko "tak" lub "nie". Prawidłowa odpowiedź daje punkt.

1. Czy któryś z zawodników zaliczy triple-double?

2. Czy któraś z drużyn odrobi 20 punktów straty i wygra mecz?

3. Czy któryś z zawodników trafi 10 razy (lub więcej) za trzy punkty w jednym meczu?

4. Czy któryś z zawodników zostanie wyrzucony z boiska (2 faule techniczne/flagrant foul)?

5. Czy któryś z meczów przedłużony będzie o dogrywkę.

- Uwaga! Jeśli całkowicie pomylicie się w typowaniu - to znaczy, jeśli Wasz faworyt przegra walkę o tytuł, wtedy odpowiedzi na dodatkowe pytanie nie będą brane pod uwagę. Macie za nie zero punktów, nawet jeśli odpowiecie poprawnie na wszystkie.


Typujecie na moim Facebooku w komentarzach pod tym wpisem. Dla tych, którzy Facebooka nie mają i mieć nie będą, jest miejsce w komentarzach pod tym wpisem bezpośrednio na blogu. Uwaga - Komentarze "edytowane" na FB, z przyczyn oczywistych, nie będą brane pod uwagę. Jeśli się pomylicie, to skasujcie i napiszcie od nowa. 
Jeśli komentujecie tutaj na blogu, to podajecie swoje imię lub jak chcecie być nazywani, a potem piszecie do mnie maila: "Tu (imię) biorę udział w konkursie. W komentarzu z typami podpisałem się jako "...")", żebym mógł Was zapisać na listę biorących udział. W przypadku jednakowej liczby punktów, decyduje czas nadesłania swoich odpowiedzi.

Typy przyjmuję do rozpoczęcie meczu numer jeden serii czyli do czwartkowej nocy do godziny 3.00 (faktycznie jest to już piątek).

Nagrody: Dla najlepszego typera marka Tissot ufundowała sportową torbę skórzaną, portfel skórzany oraz czapeczkę Tissot & NBA. Dla drugiej osoby w klasyfikacji przewidzieliśmy plecak, portfel skórzany i czapeczkę Tissot & NBA.


Powodzenia! Niech wygra najlepszy!

15:56, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (10) »
czwartek, 25 maja 2017

Bleacher Report wypuścił właśnie kolejną część "Game of Zones". W tym odcinku przenosimy się do Filadelfii, gdzie poznajemy kulisy pewnego procesu. Według mnie, jest to jeden z najlepszych odcinków, jakie powstały od 2014 czyli od samego początku istnienia tego projektu. Głębi pewnych odniesień i analogii nie da się chwycić "w lot". Żeby je zrozumieć trzeba śledzić NBA od przynajmniej kilku sezonów oraz trzymać rękę na pulsie wydarzeń z obozu 76ers. No dajmy na to choćby głupie podnoszenie kota. Ta scena, gdzie w bramie stoi zakapturzony, roniący łez Sam Hinkie a wcześniej przebitka na graczy spod jego skrzydeł z połamanym Simmonsem na czele, a raczej na dalszym planie, tłuszcza skandująca "trust the process" z odpowiednią muzyką w tle. Biję brawo! Jahlil Okafor b-r-o-n-i-ą-c-y bramy? To nie mogło się udać.

Milk of the Popovich?

Duncan juice?

Co, proszę?

Jeśli nie znasz tej produkcji, to TUTAJ masz wyjaśnienie. Seria zaczęła się w czasie play-offów 2014 roku.



21:16, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 maja 2017

Bleacher Report wypuścił właśnie kolejną część "Game of Zones". W tym odcinku Thunder i Pelicans (już z DMC) szykują się do bitwy. Sędzia pada ofiarą furii Cousinsa. Przenosimy się do Dallas, gdzie poznajemy króla Marka Cubana. Dobrego dla swoich, okrutnego dla obcych. Pozyskany przez Mavs Nerlens Noel nieświadomie zjada żeberka z... musicie sami zobaczyć. Odcinek kończy się dość zagadkowo. 

Jeśli nie znasz tej produkcji, to TUTAJ masz wyjaśnienie. Seria zaczęła się w czasie play-offów 2014 roku.

 



23:19, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »

Wybrano trzy najlepsze piątki sezonu 2016-17. All-NBA First Team tworzą James Harden, LeBron James, Russell Westbrook, Kawhi Leonard oraz Anthony Davis.

Dla LeBrona było to już jedenaste tego typu wyróżnienie. W historii NBA tylko Karl Malone i Kobe Bryant dostępowali tego typu zaszczytów aż 11 razy.

Zwróćcie uwagę na poniższą grafikę. Wspólnie zastanówmy się czym kierował się człowiek, który widział Leonarda dopiero w trzeciej piątce sezonu. Ja nie wiem. Czym kierował się inny znawca, który widział LeBrona w drugiej. Argument za tym, że to ze względu na opuszczane mecze jest słabiutki.

W pozostałych piątkach znaleźli się:


All-NBA Second Team:

F: Kevin Durant.
F:
Giannis Antetokounmpo.
C: Rudy Gobert.
G: Steph Curry.
G:
Isaiah Thomas.




All-NBA Third Team:

F: Jimmy Butler.
F:
Draymond Green
C: DeAndre Jordan.
G: DeMar DeRozan.
G:
John Wall.

 

Najwięksi pominięci to z pewnością Paul George i Gordon Hayward. Brak nominacji do którejś z piątek sezonu, uniemożliwia im podpisanie kontraktów przekraczających $200 mln. Gracz Utah planował skorzystać z opcji, zostawić na stole $16.7mln na najbliższe rozgrywki, i wejść na rynek wolnych agentów. 27-latek ma za sobą jednak tylko siedem sezonów stażu w lidze. Przy braku nominacji do All-NBA Team, o swój ogromny kontrakt, będzie najprawdopodobniej walczył przyszłego lata. Ciekawe czy Jazz, w związku z tym, poszukają możliwości wymiany z jego udziałem.

George z kolei mógł stać się pierwszym beneficjentem nowego zapisu w umowie zbiorowej między ligą a zawodnikami. Przy nominacji do którejś z trzech piątek, Pacers mieliby prawo do zakontraktowania swojego gracza na mocy przepisu Designated Player Extension. Jego pięcioletni kontrakt wat byłby wtedy rekordowe $210 mln. Jest to suma o jakieś $75 mln niższa od tej, którą którykolwiek klub będzie w stanie mu zaoferować latem 2018 roku. To też może mieć swoje znaczenie na transferowym rynku. Jeśli George załapie się do All-NBA Team w nowym sezonie, to Pacers znów będą mogli zaoferować mu $200mln+ kontrakt.

Nowy zapis pojawił się w umowie między ligą a zawodnikami po tym jak Kevin Durant postanowił odejść z Oklahomy do Golden State. W założeniu ma chronić macierzyste kluby przed utratą swoich gwiazd. 

Inni pominięci to m.in. DeMarcus Cousins, Damian Lillard, Chris Paul, Kyrie Irving, Kyle Lowry, Paul Millsap, Karl-Anthony Towns, Hassan Whiteside. 

22:19, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 maja 2017

Kontynuujemy typowanie w konkursie NBA play-offs. Zasady znacie. Jeśli nie, to odsyłam do pierwszego wpisu. Po zamknięciu serii Celtics-Wizards sporządzę ranking. Grę kontynuują osoby, które zaczęły typować w II rundzie. Nowe osoby nie mają czerwonego światła, ale raczej ciężko im będzie nadrobić z punktami. Bardzo mi pomożecie, jeśli w typach na Finały Konferencji dopiszecie ile zdobyliście punktów za II rundę. Ja oczywiście wszystko później zweryfikuję i potwierdzę.  


A zatem:

Wschód:
Boston Celtics (1)/Washington Wizards (4) - Cleveland Cavaliers (2)*

Zachód:

Golden State Warriors (1) - San Antonio Spurs (2)

* Na Wschodzie jeszcze nie wiemy z kim zmierzą się Cavs. Możesz z typowaniem poczekać do rozstrzygnięcia losów serii Celtics-Wizards (mecz jutro w nocy, ale typy musisz podać przed meczem nr 2 na Zachodzie). Musisz jednak liczyć się z tym, że w przypadku remisów, czas nadesłania odpowiedzi będzie mieć znaczenie. Wprawdzie będziemy mieć już za sobą pierwszy mecz Warriors-Spurs, ale historia uczy, że taka wiedza wcale nie musi być wielkim bogactwem. Jeśli zdecydujesz się typować jeszcze przed meczem siódmym Bostonu i Waszyngtonu, podajesz dwa typy, dla ewentualnej rywalizacji z Celtics lub Wizards. Przykład - Cavs - Celtics 4:0, Cavs - Wizards 4:1. Oczywiście pod uwagę wezmę tę prawidłową parę oraz odpowiednie nazwiska liderów w pytaniach dodatkowych 9jeśli będą się różnić).

Jasne?

Mam nadzieję, że tak.
Typujemy na moim FB w komentarzach pod tym wpisem. Dla tych, którzy FB nie mają i mieć nie będą, jest miejsce w komentarzach pod tym wpisem bezpośrednio na blogu (choć jednak preferuję FB). UWAGA - Komentarze "edytowane" na FB, z przyczyn oczywistych, nie będą brane pod uwagę.
Jeśli komentujesz tutaj na blogu, to podajesz swoje imię lub jak chcesz być nazywany, pa potem piszesz do mnie maila: "Tu (imię) biorę udział w konkursie. W komentarzu z typami podpisałem się jako "...")", żebym mógł Cię zapisać na listę biorących udział.

 

Przypominam o nagrodach. Nagrodzone zostaną trzy najlepsze osoby. Każda dostanie po książce od Wydawnictwa SQN, parze opasek kompresyjnych na łydki od Compressport oraz po nagrodzie niespodziance od Under Armour. Gromkie brawa dla Under Armour,Compressport oraz Wydawnictwa SQN! Możecie klikać w każdą z nazw.

Powodzenia! Walczymy!


 



17:22, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »

Podczas gdy nasz konkurs na całe play-offy spokojnie się toczy swoim torem (wpis do typowania Finałów Konferencji jeszcze dziś), zapraszam do wzięcia udziału w kolejnym. Ten dotyczy tylko i wyłącznie Finałów Konferencji i jest całkowicie niezależny od pierwszego. Sponsorem wszystkich nagród jest tutaj firma Under Armour. Zwycięzca konkursu zgarnie dla siebie buty Under Armour Curry 3! Osoba z drugiego miejsca otrzyma plecak a z trzeciego opaski na ręce. Oczywiście wszystko od Under Armour. Jest więc o co grać! 

Zasady gry:

- Standardowo. Typujecie wyniki rywalizacji Finałów Konferencji. Za poprawne wytypowanie zwycięzcy w danej parze dostajesz dwa punkty. Za dokładne wytypowanie w ilu meczach skończy się dana rywalizacja, dostaniesz dodatkowy punkt. Maksymalnie możesz więc zgarnąć trzy punkty za serię.

- Do każdej z dwóch serii ułożyłem zestaw pytań dodatkowych. Za każdą poprawną odpowiedź dostajesz jeden punkt.

- Pytania dodatkowe. Liderzy w poszczególnych kategoriach (suma, nie średnie): Punkty, zbiórki, asysty, przechwyty, bloki, skuteczność z gry (min. 20 celnych rzutów), liczba celnych rzutów za trzy punkty, skuteczność z linii (min. 10 celnych rzutów). Do tego liderzy w minutach na parkiecie, faulach i stratach (najwięcej).  Chodzi o liderów dla całej serii nie poszczególnych drużyn. Chodzi tylko o nazwiska, nie liczby i procenty!

- Uwaga! Jeśli całkowicie się pomylisz w typowaniu którejś z par - to znaczy, jeśli Twój faworyt odpadnie z dalszej rywalizacji, wtedy odpowiedzi na dodatkowe pytanie nie będą brane pod uwagę. Masz za nie zero punktów, nawet jeśli odpowiesz poprawnie na wszystkie.

Wschód:
Boston Celtics (1)/Washington Wizards (4) - Cleveland Cavaliers (2)*

Zachód:

Golden State Warriors (1) - San Antonio Spurs (2)

* Na Wschodzie jeszcze nie wiemy z kim zmierzą się Cavs. Możesz z typowaniem poczekać do rozstrzygnięcia losów serii Celtics-Wizards (mecz jutro w nocy, ale typy musisz podać przed meczem nr 2 na Zachodzie). Musisz jednak liczyć się z tym, że w przypadku remisów, czas nadesłania odpowiedzi będzie mieć znaczenie. Wprawdzie będziemy mieć już za sobą pierwszy mecz Warriors-Spurs, ale historia uczy, że taka wiedza wcale nie musi być wielkim bogactwem. Jeśli zdecydujesz się typować jeszcze przed meczem siódmym Bostonu i Waszyngtonu, podajesz dwa typy, dla ewentualnej rywalizacji z Celtics lub Wizards. Przykład - Cavs - Celtics 4:0, Cavs - Wizards 4:1. Oczywiście pod uwagę wezmę tę prawidłową parę oraz odpowiednie nazwiska liderów w pytaniach dodatkowych, jeśli będą się różnić).

Jasne?

Mam nadzieję, że tak.
Typujemy na moim FB w komentarzach pod tym wpisem. Dla tych, którzy FB nie mają i mieć nie będą, jest miejsce w komentarzach pod tym wpisem bezpośrednio na blogu (choć jednak preferuję FB). UWAGA - Komentarze "edytowane" na FB, z przyczyn oczywistych, nie będą brane pod uwagę.
Jeśli komentujesz tutaj na blogu, to podajesz swoje imię lub jak chcesz być nazywany, pa potem piszesz do mnie maila: "Tu (imię) biorę udział w konkursie. W komentarzu z typami podpisałem się jako "...")", żebym mógł Cię zapisać na listę biorących udział. W przypadku jednakowej liczby punktów, decyduje czas nadesłania swoich odpowiedzi.


https://underarmour.scene7.com/is/image/Underarmour/1269279-106_DEFAULT?bgc=f0f0f0&wid=640&hei=480&size=440,420

* Na zdjęciu but Under Armour Curry 3, który jest główną nagrodą w konkursie. Sponsor zastrzegł sobie możliwość wyboru koloru.

17:00, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 maja 2017

Bleacher Report wypuścił właśnie kolejną część "Game of Zones". W tym odcinku na warsztat wzięto zjawisko zwane trade deadline. Poznaliśmy też kulisy transferowych negocjacji. Na daleką północ, do zamku w Toronto (jak zobaczyłem ten ośnieżony obrazek, to przypomniał mi się zeszłoroczny All-Star Weekend w Kanadzie), wybrało się poselstwo z samego Orlando. Na jaw wyszło, że koń - to zwierzę - w obecnej NBA ma większą wartość, niż... Mario Hezonja.

Jeśli nie znasz tej produkcji, to TUTAJ masz wyjaśnienie. Seria zaczęła się w czasie play-offów 2014 roku.





23:33, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 maja 2017

Zaginęły. Ale się odnalazły. Długo oczekiwane Robaczywki. Jest mi nieopisanie miło, że czekacie na nie i dopytujecie. Nie jest mi miło, że tyle to trwało. W ostatnich miesiącach, przy różnych okazjach, czytam komentarze i wiadomości, w których znajduję całe spektrum uczuć - od sympatycznych i prostych zapytań 'co tam słychać', do stwierdzeń, że ten blog się wyczerpał. Dziesięć lat (z kawałkiem) to szmat czasu. Co Wy robiliście dziesięć lat temu, i co z tych rzeczy robicie do dziś? Założyłem blog, gdy byłem studentem bez żadnych obowiązków nie licząc, rzecz jasna, nauki i trenowania. Dziś krajobraz wygląda zgoła inaczej. I o ile nadal bardzo lubię prowadzić blog (nawet rzekłbym, że bardziej niż kiedyś bo teraz mam większą interakcję z ludźmi, co jest nieustannie bardzo ciekawym zjawiskiem), o tyle czas na tę działalność przez lata zaczął mi się kurczyć. A doba, mimo politycznych zawirowań, nadal ma tylko 24 godziny. Obecny sezon, pod tym względem jest wyjątkowo słaby. To fakt. Cóż zrobić? Chciałbym, żeby to miejsce było moją pracą 24/7, ale póki co nie jest i nie wiem czy kiedyś będzie. Łatwiej jest mi wrzucić na Facebook jakiś krótki komentarz, zdjęcie czy zapytanie zachęcające do dyskusji, niż logować się na stronę, pisać, edytować i publikować. Szczególnie z komórki. Rozumiem rozczarowanie brakiem regularności. Uwierz, mnie też to dotyka.  Staram się, żeby jakoś to szło. Tyle, że ja nie chcę, żeby było "jakoś", tylko dobrze. Jak się nie uda, to być może będzie trzeba zredefiniować formułę, albo w drastycznym scenariuszu powiedzieć sobie 'żegnaj'. Wolałbym odejść jak David Robinson, nie jak Garnett czy Pierce.


Tradycyjnie Dziękuję za podsyłanie własnych przemyśleń. Wszystkie kanały dostępu do mnie są cały czas szeroko otwarte. Jeśli Ci nie odpisałem, to się przypomnij. Chyba, że to było coś bardzo głupiego. Wtedy Ci nie odpiszę, nawet jak się przypomnisz. Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.
Zapraszam.

- Paul George. Nie za grę, nie za liderowanie, bo za to dostał Śliwkę. Nie podobało mi się jak po pierwszym meczu, po tym jak C.J. Miles spudłował potencjalny rzut na zwycięstwo Pacers, George skrytykował całą sytuację. Nie wprost Milesa, tylko tak ogólnie, że to on jako lider powinien oddawać tego typu rzuty. Może i tak, ale tam poszło podwojenie, C.J. miał dobrą pozycję. Spudłował, ale to była dobra i uzasadniona decyzja. Po podaniu powrotnym do George'a mogłoby nie być czasu na dobry rzut. Później P.G. krytykował Lance'a Stephensona, później zaangażowanie drużyny. To nie było potrzebne i to nie było dobre. Wyobraźcie sobie, jakby o podobną tyradę pokusił się LeBron, Russ czy Harden. Internet przejechałby się z nimi.  

- Toronto Raptors. A tu całe spektrum osobliwych przypadków. Jonas Valanciunas. Rusza się jakby miał 39 lat, 18 sezonów w lidze i z pięć operacji kolan za sobą. To jest ogromny problem Toronto, bo Litwin pasuje do dzisiejszej koszykówki jak siodło do świni. Jest wysoki, ale unika walki pod koszem. Słabo broni, nie ma rzutu z dystansu. Ma problem z decyzyjnością. Zbyt rzadko miewa przebłyski przyzwoitej gry. O problemach z nich pisałem już w zimie prosto z Kanady. Serge Ibaka. Nie za całokształt. W obronie nadal jest bardzo przydatny, w ataku ciągle solidny. Robaczywkę dostaje za to, że w ogóle nie podaje. To już się stało irytujące. Możesz stawiać pieniądze na to, że jak piłka trafi w jego ręce, to już z nich nie wyjdzie. Ibaka ma dobry rzut i powinien rzucać, gdy ma pozycję, ale w ogólnym rozrachunku jest zbyt czytelny. Na dziewięć meczów w tych play-offach aż pięć razy schodził z parkietu z zerowym licznikiem asyst. Mało kto dziś tak gra w NBA. Czy Serge jest Hatterią NBA? Nie wiem, tak mi się skojarzyło. Kyle Lowry i DeRozan. Nie chce mi się wertować moich starych tekstów, ale przez lata pisałem, że obaj nie są materiałem na liderów. Lowry ma tendencje do tycia, a takim sportowcom nie ufam, a DeMar po prostu jest za dobrym człowiekiem. Tylko tyle. Brakuje mu takiego boiskowego skur..yństwa, jakie mają np. Westbrook  i Harden. Że jak nie idzie, to zrobisz co w Twojej mocy, żeby dostać się na linię, żeby zdeprymować rywala. I nie mam tu na myśli żadnych chorych gier. Lowry zniknął w meczu otwierającym serię z Bucks. Tylko raz oddał więcej niż 12 rzutów. DeRozan w meczu nr 3 był 0/8 z gry, zdobył tylko 8 punktów. Według kronik, sytuacja w której gracz z poziomi 27 punktów w rundzie zasadniczej, gra tak fatalnym mecz w play-offs, nigdy wcześniej się nie zdarzyła. I tu trzeba przywołać "Mamba Mentality" - Jeśli byłeś 0/8 w meczu, to znaczy, że w pewnym momencie straciłeś wiarę w samego siebie. Lepiej być 0/30, niż 0/8, bo 0/30 świadczy o tym, że cały czas chciałeś. Trochę to pokręcone, ale myślę, że rozumiem, co parę lat temu Kobe miał na myśli. Bucks odrobili ponad 20 punktów straty w meczu szóstym. Raps wyglądali jak 5-latek, który zobaczył pierwszy raz horror w telewizji. Moja optyka patrzenia na Lowry'ego i DeRozana trochę się ociepliła po wyjazdach do Toronto. Miałem okazje rozmawiać z nimi, patrzeć jak trenują, jak podchodzą do meczów. To trochę zmienia sposób może nie tyle ich oceniania, ale na pewno patrzenia na nich. Bo co by nie powiedzieć, to są świetni koszykarze. Tyle, że z jakiegoś powodu, nie potrafią przestawić się na tryb play-offowy. Przed postseason uważałem, że ta ekipa Raptors jest tworem, który na Wschodzie możne najbardziej zagrozić Cavs. Nie przejść ich, ale mocno zmęczyć, może nawet przestraszyć. W rzeczywistości wygląda to, jakby LeBron nudzi się w tej serii. Rzuca sobie lewą ręką, kręci piłkę w dłoni. To nie jest brak szacunku, to jest brak realnego zagrożenia.  

- Celtics po pierwszych dwóch meczach. Dziś, kiedy C's nie tylko odrobili straty z Bulls, ale są jedną nogą od Finału Wschodu wygląda to jak historia starożytna, ale warto pamiętać, że w dwóch meczach u siebie Celtowie wyglądali jak zagubione w lesie dzieci, że Robin Lopez w starciu z podkoszowymi Bostonu wyglądał jak jeden z najlepszych środkowych ligi. Tak było.

- Czwarte kwarty Russella Westbrooka. W meczach nr 2, 4 i 5 serii z Rockets. Stanowczo za dużo hero ball. I teraz myślę sobie - Russ zrobił to. Został drugim w historii graczem, który zanotował triple-double za cały sezon. To był jego rok, rok złamanego serca. Liczę, że w kolejnych rozgrywkach zamiast łowić asysty, będzie zwyczajnie podawał. Zamiast wyłuskiwać ósmą, dziewiątą i dziesiątą zbiórkę, będzie zwyczajnie grał o zwycięstwa.   

- Zdrowie. A raczej jego brak. Mam tu na myśli Blake'a Griffina, który drugi rok z rzędu traci play-offy. A tak ogółem to chyba jego trzeci albo nawet czwarty postseason spod znaku urazów. Do tego dochodzi Tony Parker, Rajon Rondo.

- Doc Rivers i jego stosunek sędziów. To już naprawdę się przejadło. Daj spokój Doc. Już nie mogę patrzeć jak Rivers kwestionuje 80% decyzji sędziów i robi to w sposób jakby ktoś z premedytacją starał się go oszukać. Na takim czymś można jechać w rozgrywkach młodzieżowych, ale nie w NBA.

- Nie lubię mówienia, że zawodnicy OKC byli słabi, dlatego Westbrook musiał robić wszystko. Czy Clint Capela to taka wielka nadwyżka na Steven'em Adamsem? Wątpię. I możemy tak dalej sobie porównywać pozycja po pozycji analogicznych graczy z Rockets i Spurs czyli ekip z wyraźnie zarysowanymi liderami.

- Statystyki. Jeśli śledzicie mój fanpage na Facebooku, to wiecie, że lubię tam wrzucać ciekawostki historyczno-statystyczne. Ktoś coś zrobił po raz piewszy od X lat, ktoś coś zrobił po raz pierwszy w historii i tak dalej. Doprawdy nie rozumiem oburzenia ludzi na tego typu rzeczy. Rozmawiałem o tym z jednym kolegą, który jak ja lubi tego typu statystyki. Wydaje nam się, że po części może to wynikać z faktu, że ludzie sądzą, że jeśli dzisiejsza gwiazda zrobiła coś, co nie zdarzyło się od dekad lub nawet nigdy, to jest to deprecjonowanie historii i niebezpośrednie forsowanie tezy, że dzisiejsza NBA jest taka wyjądkowa. Błąd. Po drugie ludzie zapętlają się w interpretacjach. Piszą, że to takie głupie i podają swoje alternatywne, zmyślone staty, o liczbie rzutów, o rozmiarze buta, o zagraniach w poniedziałek czy inny dzień tygodnia, by podrekślić małą wagę tego typu zestawień. Błąd. Statystyki, które wrzucam to w głównym założeniu ciekawostki. Jak większość statytyk. Nie statam się podświadomie niczego sugerować. To Wasza wybujała wyobraźnia działa przeciwko Wam. Przykład: "Kawhi Leonard zdobył 43 punkty (7/10 zza łuku), 8 zbiórek, 3 asysty i 6 przechwytów meczu nr 4 serii Spurs-Grizzlies. Ekipa z Memphis wygrała to starcie po dogrywce 110:108 (po rzucie Marca Gasola) i wyrównana stan rywalizacji na 2:2. Leonard jest pierwszym graczem w historii play-offs, który w jednym meczu zaliczył przynajmniej 40 punktów, 5 przechwytów i 5 celnych trójek." Ktoś pisze - "Powiem szczerze ze denerwują mnie juz takie durne "rekordy", niedługo usłyszymy ze ktoś będzie pierwszym graczem który rzuci ileś tam punktów, zrobił dwa piwoty w lewa stronę oraz nie wypil grama wody w trakcie przerwy." Ani to mądre, ani to śmieszne. Wyjaśnię Ci jak to czytać. Tak dla opornych - 40 puntków. Dużo. Znaczy, że to raczej lider. Punktujący lider. 5 przechwytów. Sporo. Szczególnie w play-offach, gdzie szanuje się posiadania. Znakiem tego, tenże gracz harował w obronie. Miał do tego wszystkiego 5 trójek. Znakiem tego umie rzucać z dystansu. I nie jest jakimś Jamesem Jones'em bo rzucił ponad 40 punktów. Podsumowując - Dany zawodnik (Leonard) zagrał jak prawdziwy lider. Zdobył dużo punktów, zrobił to bardzo wszechstronnie (o czym świadczy 5 trójek) a na dodatek mocno pracował w obronie. Ot i cała intepretacja. Można coś z nią zrobić, można włożyć między bajki. Ale oburzać się i zestawiać ją z piciem wody? Trochę luzu drogie dzieci. Czasem to aż dziwię się, że ludziom tak zwyczajnie chce się strzępić klawiaturę.

- (Głównie) James Harden i Russell Westbrook wymuszają faule. Chciałbym krzyknąć teraz do monitora wielkie "Nie, k..a nie!!!" I żeby u Ciebie na głośnikach dało się usłyszeć jak ja to krzyczę. Brakuje mi słów by opisać jak irytuje mnie podchodzenie pod ręce obrońców przy penetracjach a szczególnie przy rzutach za trzy punkty. I to nie jest tak, że nagle gracze z piłką odkryli drogę do Indii na skróty. Liga ma swoje "punkty skupienia uwagi", dyrektywy dla sędziów, żeby zwracali uwagę na pewne rzeczy. Na przestrzeni lat to były różne rzeczy - dyscyplina, dotykanie piłki po koszu, akcje rzutowe i tak dalej. Widocznie teraz skupienie przeniosło się na ten element gry. Liczę, bardzo wierzę w to, że latem zbierze się odpowiednie ciało NBA i zweryfikuje tę irytującą interpretację odnośnie zawodnika będącego w akcji rzutowej.

- Cały czas jest za dużo video review. Jak wyżej. To nie jest tak, że nagle sędziowie stracili odwagę. Po prostu lista sytuacji, w których obligatoryjnie muszą spojrzeć na monitor się wydłuża. I nie jest to dobre dla gry. Czasem cholera mnie bierze jak widzę, że ktoś ewidentnie przeciął atak i pozbawił drużyny z piłką pewnych dwóch punktów a ci muszą iść i to sprawdzić. Podkreślam - muszą. A na koniec, w wielu przypadkach, dają zwykły faul. To są bardzo czytelne rzeczy. A jeśli są tylko 50/50 a nie 100/0, to faworyzowałbym atak, jak to ma miejsce w wielu interpretacjach NBA. Video review idzie za daleko.  

- Kelly Olynyk. Za mało mówi się o tym jak nieczysto, niesportowo pogrywa Olynyk. Może fryzura łagodzi jego postrzeganie? Nie mówię, że jest "brudnym graczem", ale chcę zwrócić Waszą uwagę na niezaprzeczalny (?) fakt, że Kelly pogrywa nieczysto. Uwielbiam twardą, agresywną grę, ale gardzę tanimi gierkami, które mogą skończyć się kontuzjami. 

- LaMarcus Aldridge. Statystycznie nie wygląda to źle, ale ten gość był jeszcze nie tak dawno temu zwany L-Trainem, który dostarcza bez względu na pogodę i okoliczności. Zbyt często przechodzi obok meczów. Spurs będą go potrzebować.

- Dla Westbrooka za komentarze odnośnie Patricka Beverley'a po serii z Rakietami. Pat słusznie zauważał, że Westbrook do swoich imponującyh zdbyczy potrzebował wielu rzutów. Russ zdawał się tego nie widzieć i deprecjonował pracę gracza Houston. Powiedzmy to głośno - Patrick Beverley jest świetnym obrońcą. Jeśli Russell Westbrook robił na mim 40 punktów (przy fatalnej skuteczności), to na większości obrońców ligi robiłby 60 punktów.

- Obrońcy Bulls z wyjątkiem Rondo. Gdy Rajon usiadł ze złamanym kcukiem, okazało się że Bulls nie mają rozgrywających do dyspozycji. Michael Carter-Williams i Jerian Grant byli parodią jednyki NBA. Był taki moment w dwóch kolejnych meczach, że wspólnie byli 6/28 z gry i mieli 9 strat.

- Brandon Jennings na Twitterze odniósł się do zakończenia kariery przed Paula Pierce'a. Jego zdaniem jeden tytuł nie daje mu prawa do "farewell tour". Po pierwsze, to Pierce nie miał farewell tour w tym sezonie, a po drugie człowiek jedną nogą poza NBA nie powinien zabierać głosu w dyskusji na temat legendy ligi.

- Zostając na Twitterze. Marcin Gortat. Jakiś fan skrytykował grę Morrisa i Gortata w play-offs. Polak, w swoim stylu, odpowiedział w nieakademicki sposób. W sposób, który pojawia się u niego raz na jakiś czas. Gortat był łącznie 4/18 z gry w meczach 3-6 z Hawks. Trochę się ratował zbiórkami, ale ogółnie nie istniał po pierwszych dwóch meczach. Krytyka była więc jak najbardziej uzasadniona. Tym bardziej, że to nie były jakieś ostre hejty, tylko stwierdzenie "jesteście słabi". Gortat odpisał coś w stylu "Twoja matka była słaba ostatniej nocy." Dziwię się jak wielu poważnych ludzi zajmujących się NBA w Polsce, zbagatelizowało temat. Że wiesz, kawały o Twojej matce. Że wiesz, taka konwecja żartu. Nie wiem. Dla mnie to było bardzo słabe. I spokojnie. Ja się nie oburzam o byle co i nie szukam taniej sensacji. Pamiętasz jak Gortat źle zaparkował swój drogi wóz i jak media w Polsce go usmażyły? Ja go broniłem. Z tego co wiem, tamten tekst trafił do Gortata i mu się podobał. Ale nie o to chodzi. Na pewnym poziomie, a Gortat z pewnością jest na tym "pewnym" poziomie, takie rzeczy trzeba zwyczajnie ignorować. M.G. musi się teg nauczyć.  

- Kibice Celtics buczeli na Rondo w pierwszych dwóch meczach serii z Bulls. Ktoś mi wytłumaczy dlaczego? Rozstanie z Rondo odbyło się bardzo kulturalnie (przypominam, że do Bostonu trafił wtedy m.in. Jae Crowder). Rondo nie gwiazdorzył, nie wylewał żali w mediach. Poprostu klub uznał w pewnym momencie, że idzie do przodu i sprzedaje zawodnika, z którym świętował tytuł w 2008 roku i Finał dwa lata później. Rondo Bsotonowi już nic nie jest winny.

- Rzuty osobiste Andre Robersona. Bez komentarza.

 

19:55, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (8) »
piątek, 05 maja 2017

Bleacher Report wypuścił właśnie kolejną część "Game of Zones". W tym odcinku Melo stara się wyciągnąć Charlesa Oakley'a z więzienia a Paul George wygłasza płomienną mowę motywacyjną dla Pacers.

Jeśli nie znasz tej produkcji, to TUTAJ masz wyjaśnienie. Seria zaczęła się w czasie play-offów 2014 roku.

 

06:30, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »