Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
Zakładki:
MENU:
niedziela, 01 stycznia 2017


Houston Rockets pokonali minionej nocy New York Knicks 129:122. James Harden zaliczył w tym meczu...uwaga...53 punkty, 16 zbiórek, 17 asyst. Wykrzyknik.

Nikt w historii NBA nie miał wcześniej triple-double na poziomie 50/15/15.

Triple-double z tyloma punktami zdarzyło się tylko raz w historii. Zaliczył je Wilt Chamberlain w 1968 roku (53/32/14).

Tylko czterech innych graczy w historii ligi, może się pochwalić triple-double złożonym z przynajmniej 40 punktów. Są to Russell Westbrook, LeBron James, Vince Carter i Tracy McGrady.

Harden trafił w tym meczu dziewięć trójek. Nikt wcześniej w historii ligi nie zaliczył triple-double z tyloma celnymi rzutami zza łuku. Linia rzutów za trzy punkty pojawiła się w NBA w sezonie 1979-80.

Było to już ósme triple-double Hardena w tym sezonie. Piąte w grudniu. W historii klubu Houston Rockets żaden zawodnik wcześniej nie zaliczył więcej niż cztery mecze z triple-double w pojedynczym sezonie. 

Już po trzech kwartach wczorajszego starcia, lider Rakiet miał na koncie 40 punktów, 13 zbiórek i 13 asyst. W ostatnim dwudziestoleciu w NBA, żaden gracze wcześniej nie miał po 36 minutach gry 40 punktów i 10 asyst, nie wspominając już o dwucyfrowej ilości zbiórek.

Był to jego 17 w karierze mecze z triple-double oraz czwarty z 50 (lub więcej) punktami.


       
       
       
       


Jeśli rozmawiamy o Hardenie jego Rockets, to marka Tissot ma coś specjalnego dla fanów jego talentu oraz klubu z Houston.
Zegarek model Tissot Quickster Team Special Edition. Każda z 30 drużyn NBA, ma swój zegarek
zindywidualizowany zgodnie z barwami i logo. Ten dla Rakiet wygląda tak:



A tu trochę faktów o nim: 
Zegarek Quickster Houston Rockets to wyjątkowy czasomierz stworzony z myślą o drużynie z Teksasu i jej fanach na całym świecie. Jego wyraźnie sportowy charakter podkreśla nowoczesny pasek typu Nato w barwach drużyny: krwistoczerwonej i srebrnej oraz charakterystyczny emblemat przedstawiający rakietę startującą przez obręcz kosza, naniesiony metodą sitodruku na dekiel koperty. 

Skupienie i determinacja 
Zegarek Tissot Quickster Houston Rockets Special Edition stawia na sportową prostotę, czego wyrazem są wyraźna dwunastka i proste wskazówki. Tym sposobem odzwierciedla także skupienie koszykarzy walczących na boisku o kolejne punkty. Kolejnym przykuwającym uwagę elementem zegarka jest bezel. Nie przytłacza jednak tarczy swoją obecnością, dzięki czemu odczytanie położenia wskazówek jest znacznie łatwiejsze. To zdecydowany atut tego precyzyjnego czasomierza, który ceni każdą sekundę. 
Sugerowana cena detaliczna: 1 580 PLN 
Cechy:
- Szwajcarska jakość. 
- Kwarcowy mechanizm chronografu.
- Koperta ze stali nierdzewnej 316L z deklem wykonanym ze szkła z sitodrukiem.
- Szkło szafirowe odporne na zarysowania.
- Wodoszczelność do 10 barów (100 metrów / 330 stóp).
- Pasek typu Nato ze standardową sprzączką.
- Średnica: 42 mm.

09:48, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
sobota, 31 grudnia 2016
http://cdn.fansided.com/wp-content/blogs.dir/229/files/2016/12/9778149-isaiah-thomas-nba-miami-heat-boston-celtics-850x560.jpg

Boston Celtics pokonali minionej nocy Miami Heat 117:114. Isaiah Thomas zdobył w tym starciu aż 52 punkty. W historii klubu z Bostonu tylko dwóch graczy punktowało lepiej w pojedynczych występach. Byli to Larry Bird - 60 punktów w 1985 roku i 53 punkty w 1983 roku oraz Kevin McHale - 56 punktów w 1985 roku.

Thomas został zaledwie piątym w historii zawodnikiem Celtów, który osiągnął próg 50 punktów. Był to ósmy w historii klubu z Massachusetts mecz z 50 lub więcej punktami.

Jego 29 punktów w czwartej kwarcie to nowy rekord klubu. Poprzedni wynosił 24. Ustanowili go Larry Bird (1993) i Todd Day (1995).

W skali całej ligi 29 punktów w ostatniej kwarcie, to drugi najlepszy wynik w historii. Lepszy o dwa punkty był tylko legendarny Wilt Chamberlain, w historycznym meczu, który zakończył z dorobkiem 100 punktów (1962).

Dziewięć celnych trójek to wyrównanie rekordu klubu (Antoine Walker 2x i Ray Allen raz).

Thomas jest piątym w historii zawodnikiem, który zdobył 50 punktów lub więcej i trafił przy tym przynajmniej dziewięć razy zza łuku. Pozostała czwórka to Stephen Curry (trzy tego typu mecze - 11,10,10), Klay Thompson (11), Terrence Ross (10), Kobe Bryant (9) oraz Damian Lillard (9).

Thomas jest ósmym w historii ligi zawodnikiem, który do swoich 50 (lub więcej) punktów nie dołożył ani jednej asysty. Siódemka, która zrobiła to wcześniej to: Carmelo Anthony (62), Kobe Bryant (62), Purvis Short (59), Michael Redd (57), Glen Rice (56), Tony Delk (53) oraz Kevin Love (51).

Tylko dwóch zawodników przed nim, w swoich występach 50+, zdobyło więcej punktów z linii rzutów wolnych przy 100% skuteczności. Isaiah trafił 13 z 13 rzutów. Lepsi byli tylko Tim Duncan - 53 punkty (15/15 z linii) w 2001 roku oraz Kevin Durant - 52 punkty (21/21) w 2013 roku.

Rozgrywający Celtics był ostatnim wyborem II rundy draftu 2011 roku. Ostatnim zawodnikiem, który trafił do NBA z tak niskim numerem a mimo to potrafił przekroczyć próg 50 punktów był Michael Adams. 66 wybór draftu 1985 roku. W 1991 roku rzucił 55 punktów w barwach Nuggets w starciu z Bucks. Co ciekawe obaj zawodnicy byli draftowani przez Sacramento Kings.


       
       
       
       


Jeśli rozmawiamy o Thomasiei jego Celtics, to marka Tissot ma coś specjalnego dla fanów jego talentu oraz klubu z Bostonu.
Zegarek model Tissot Quickster Team Special Edition. Każda z 30 drużyn NBA, ma swój zegarek zindywidualizowany zgodnie z barwami i logo. Ten dla Celtics wygląda tak:




A tu trochę faktów o nim: 
Zegarek Quickster Boston Celtics to wyjątkowy czasomierz stworzony z myślą o drużynie i jej fanach na całym świecie. Jego wyraźnie sportowy charakter podkreśla nowoczesny pasek typu Nato w barwach drużyny: zielonej i białej oraz charakterystyczna koniczynka naniesiona metodą sitodruku na dekiel koperty. 

Skupienie i determinacja 
Zegarek Tissot Quickster Boston Celtics Special Edition stawia na sportową prostotę, czego wyrazem są wyraźna dwunastka i proste wskazówki. Tym sposobem odzwierciedla także skupienie koszykarzy walczących na boisku o kolejne punkty. Kolejnym przykuwającym uwagę elementem zegarka jest bezel. Nie przytłacza jednak tarczy swoją obecnością, dzięki czemu odczytanie położenia wskazówek jest znacznie łatwiejsze. To zdecydowany atut tego precyzyjnego czasomierza, który ceni każdą sekundę. 
Sugerowana cena detaliczna: 1 580 PLN 
Cechy:
- Szwajcarska jakość. 
- Kwarcowy mechanizm chronografu.
- Koperta ze stali nierdzewnej 316L z deklem wykonanym ze szkła z sitodrukiem.
- Szkło szafirowe odporne na zarysowania.
- Wodoszczelność do 10 barów (100 metrów / 330 stóp).
- Pasek typu Nato ze standardową sprzączką.
- Średnica: 42 mm.

12:36, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
Michał Górny zaprosił Przemka Kujawińskiego i mnie do swojego "Podcastu Specjalnego." Ten epizod sponsorowany jest przez atłasowe kaszkiety i precyzyjne dłonie. Wyszło nam prawie 100 minut (!) rozmowy. Podsumowaliśmy rok 2016 w koszykówce (i nie tylko), ubraliśmy Przemka na jego pierwsze spotkanie autorskie, ja starałem się podkreślić rolę dłoni w koszykówce a przy okazji stworzyłem kilka nowych słów i rzuciłem cień podejrzenia na to, czy nadal pamiętam mowę ojczystą.
Trochę poudawaliśmy, że znamy się na czymkolwiek poza koszykówką (tak jakbyśmy i na niej się znali). Politykujemy, filozofujemy. Zrobiliśmy mały przewodnik po Nowej Soli i Świdniku.
Zapraszam w imieniu swoim, Przemka i Michała. 
Jak dotrwasz do końca, to jesteś zuch. 


       
       
       
       



02:18, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 grudnia 2016
Pierwsza część mojej relacji z Toronto skończyła się na tym, jak szykowałem się do meczu z Los Angeles Lakers.
Zacznijmy więc w tym miejscu, w którym skończyliśmy...

Po 76ers i Grizzlies, Lakers byli trzecim rywalem Raptors, których miałem okazję oglądać z bliska. Był to jednocześnie półmetek mojego maratonu. Trzeci mecz z sześciu. Każdy klub NBA ma swój home stand, czyli pewną ilość kolejnych spotkań przed własną publicznością nieprzeplatanych wyjazdami. Tegoroczny home stand Raptors przypadł właśnie na przełom listopada i grudnia i brzmiał sześć spotkań w jedenaście dni. Plan by to zrobić narodził się natychmiast po tym, jak nie poleciałem na ostatnie play-offy, na serię Raptors-Pacers (lub inną). A mogłem. Nie wszystkie marzenia da się spełnić. Więc czemu nie spełniać tych, które się da?

Przed swoim trzecim meczem czułem się już w ACC jak weteran. Tym bardziej kiedy na wejściu usłyszałem "hi Karol" od gościa, który wydawał akredytacje. Było ponad trzy godziny do meczu więc na spokojnie pogadaliśmy chwilę. Zapytałem czy dużo mają osób takich jak ja, z terenu. Okazało się, że tak. W końcu w barwach Raptors grają Litwin, dwóch Brazylijczyków, Kameruńczyk i Austriak. Szczególnie tego ostatniego, Jakoba Poeltla, dziennikarze z jego kraju (podobno) chętnie odwiedzają. Patrząc na dziennikarzy, gołym okiem widać kto jest kim. Miejscowi, z posągowymi twarzami, w wytartych flanelach w kratę, robią swoją robotę i wychodzą. Ludzie ESPN, NBA czy innych wielkich tej branży wchodzą bez kolejki, bez ograniczeń, do samego centrum wydarzeń. Hollywoodzko uśmiechnięci, zimno profesjonalni, pojawiają się
w idealnie skrojonych garniturach, ze swoimi mikrofonami, kamerami i pytaniami pod same nosy gwiazd. Te (gwiazdy) zdają sobie sprawę do kogo mówią, więc nie mają z tym problemu a raczej wiedzą, że lepiej nauczyć się nie mieć problemu z udostępnianiem siebie samych tym, którzy niebezpośrednio ich karmią.



Przyjezdni, którzy pojawiają się w Toronto na maksymalnie kilka meczów, starają się chłonąć wszystko jak gąbka. Wyłączają się na bodźce zewnętrzne jak dwuletnie dziecko na nocniku, któremu włączono w telewizji chmurkowe opowieści. Rozglądają się, cieszą, bywają niezdarni. Zdarza im się wejść nie tam, gdzie trzeba i zrobić coś, na co przepisy NBA mówią no,no,no. Oczywiście, ja jestem wśród nich.
Ciekawi mnie jak długo trwa okres ekscytacji. Ile mija czasu zanim szatnia NBA staje się dla nich jak każde inne miejsce pracy, jak szary kawałek taśmy na zakładzie.

   
 
Znałem już położenie najważniejszych dla mnie miejsc - obie szatnie, pokój dla mediów, hokejową lożę prasową dla reszty świata spoza rodziny najsilniejszych na rynku graczy, spoza lokalnych mediów związanych z Raps. Unikałem tego miejsca jak tylko się dało.

Lakers byli w back to back. Dzień wcześniej wygrali w Chicago. Ich przygotowania do meczu w Toronto były więc bardzo lekkie. Najpierw wyszedł Ingram poćwiczyć rzuty i pracę nóg z Judem Buechlerem - tak, dobrze Ci się kojarzy. Tym Judem Buechlerem, który w latach 1996-98 zdobył z Bulls Jordnana i Pippena trzy mistrzostwa. Tym samym, o którym Ryszard Łabędź zwykł był mówić "w siatkarskim stylu Jud Buechler" bez względu na to co Jud by na parkiecie nie zrobił.


       
       
       
       


Później zaczęli pojawiać się kolejni gracze L.A. Trochę rzutów, trochę wygłupów, trochę rozmów, drobne rozciąganie.
Kilka fajnych wsadów zrobił Larry Nance Jr. Niezłym dosiężnym zaskoczył mnie Marcelo Huertas. Ron Artest (tak, Ron Artest nie żaden Metta World Peace. Nie poprawiajcie mnie za każdym razem gdy odmawiam tytułować go per MWP. Nie przespałem ostatniej dekady, robię to świadomie) bardzo skupiony był na swojej rozgrzewce. Głównie ćwiczył trójki, potem trochę osobistych. Przybił dużo piątek. Widać, że gra rolę doświadczonego wujka w tej młodej ekipie.




Raps wygrali ten mecz różnicą 33 punktów. Chyba nikt jeszcze wtedy nie przypuszczał, że dla podopiecznych Luke'a Waltona będzie to pierwsza porażka z serii z ośmiu kolejnych oraz 14 z następnych 15 meczów.

Po ostatnim gwizdku ruszyłem w stronę szatni gości. Znałem już procedurę. Czekamy aż większość zawodników wyjdzie spod prysznica i ubierze się przynajmniej w bieliznę. Wtedy dostajemy znak od pewnego człowieka, że można wchodzić. Niektórzy gracze dbają o to, żeby z mediami rozmawiać w pełnym stroju, pod krawatem, nabalsamowani, wyperfumowani, gotowi do wyjścia. Inni celowo zostają długo w meczowych trykotach, przykładają do kolan (i innych części ciał) lód, sprawdzają w telefonach co wydarzyło się w cyberprzestrzeni, gdy byli na boisku. Potem przeznaczają chwilę dla mediów by później zniknąć za kotarą prowadzącą pod prysznice i dać sobie tyle czasu, ile potrzebują.
 



Jeśli zawodnik jest wielką gwiazdą albo zagrał świetny mecz, wtedy media gromadzą się wokół niego. Jeśli chodzi o ten wieczór, to większość skupiła się na Jose Calderonie (Hiszpan spędził w Toronto siedem i pół sezonu), Williamsie, Ingramie i Clarksonie.

Nie ma idealnej taktyki, jeśli chodzi o zadawanie pytań. Jeśli chcesz podejść do gwiazdy musisz liczyć się z tym, że najpierw swój materiał muszą zrobić przedstawiciele największych mediów. Ty jak ten padlinożerca, musisz poczekać na swoją kolejkę. Co w zasadzie i tak nie ma sensu bo gdy tylko człowiek ESPNu kończy pytać, dany gracz kończy w tym samym momencie swoje powinności wobec mediów. To, co powiedział, znajdziesz na ich stronie a kopie na innych portalach. Nie ma możliwości o dopytanie o coś w formacie 1na1.
Możesz więc podejść do zawodnika mniej obleganego i wtedy masz szansę pogadać.
Nie złapiesz kilku srok za ogon. 

Zdziwiłem się, gdy zauważyłem, że nikt nie podchodził do Artesta.
Zrobiłem to ja. 
"Ron, możemy pogadać?"
- zapytałem. Uśmiechnął się, wskazał miejsce koło siebie.

O swojej roli w młodych Lakers: Chcemy wygrywać i dobrze się przy tym bawić. Tu w sumie nie ma wielkiej filozofii.

O tym, że nie ma już Kobe'ego w pobliżu: On się dobrze bawił przez 20 lat. Teraz kolej na tych młodych chłopaków.

Jak długo chciałby jeszcze pograć zawodowo: Fizycznie czuję się dobrze ale jak długo jeszcze pogram, trudno powiedzieć. Ciągle odnajduję radość w graniu w koszykówkę a dla mnie to najważniejsze.

Przypomniałem mu pewną akcję z jego czasów w Bulls z roku 1999 (w meczu z 76ers). Trzy wsady w ciągu ledwie kilku sekund gry. Zapytałem czy pamięta, a jeśli tak, to żeby coś o tym opowiedział. Uśmiechnął się szeroko: Pamiętam, oczywiście. Cały ja w tamtych czasach. Ile miałem wtedy lat 19-20? Uwielbiałem rywalizację i dobrą zabawę na parkiecie.


       
       
       
       


O jego największym osiągnięciu w karierze: (długa chwila zastanowienia) Hmm. Potrafiłem pozostać sobą przez te wszystkie lata. Nie zmieniłem się jako człowiek. Ciągle przyjaźnie się z ludźmi, z którymi się wychowałem. Moim zdaniem to jest wielkie osiągnięcie bo kiedy w grę wchodzą duże pieniądze ludzie często zapominają skąd pochodzą.

O tym, jak dba o własne ciało, o odżywianiu: Staram się jeść zdrowo, jeść to, co dostarcza nam planeta Ziemia.

Chciałem sprecyzować pytanie. Zapytałem czy unika konkretnych produktów. Ale chyba już wtedy straciliśmy łączność z bazą: Człowiek znajdzie na Ziemi wszystko to, czego jego organizm potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania. Myślę, że, hmm, no wiesz, chyba że przybyliśmy tu z innej galaktyki, czego ja nie wiem. Z tego co wiem, to jesteśmy z planety Ziemia więc jedyne, co musisz zrobić, to jeść produkty z naszej planety. Jeśli to sobie zapewnisz, to będzie z Tobą wszystko w porządku.      

W szatni był spokój. Została garstka ludzi. Zawodnicy zabierali ze stołu porcje przygotowanego dla nich jedzenia i kolejno wychodzili. Facet od sprzętu sportowego (pracownik ACC) w gumowych, czarnych rękawiczkach, składał brudne ubrania do sporego plastikowego kontenera. Zapytałem Rona czy możemy zrobić sobie zdjęcie, co teoretycznie jest niedozwolone w szatni.
Powiedział "oczywiście". Zaproponowałem, żeby to on, z racji tego, że jest wyższy, zrobił zdjęcie - dla lepszej perspektywy.

"Musisz wyprostować rękę w łokciu i będzie dobrze." - polecił. Zaśmiałem się.

Ron Artest i łokieć w jednym zdaniu kojarzą mi się w zasadzie tylko z jednym. Tym razem obyło się bez takich.


19:12, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 grudnia 2016

Isaiah Thomas z Boston Celtics i Russell Westbrook z Oklahomy Thunder zostali wybrani Graczami Tygodnia jako przedstawiciele swoich Konferencji. Nagrodę przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 19 grudnia do niedzieli 25 grudnia.

Thomas pomógł Celtom wygrać trzy z czterech meczów w tamtym tygodniu. Każda z tych wygranych miała miejsce w obcych halach. Jego statystyki sięgnęły 33.3 punktu (najlepszy na Wschodzie), 7.3 asysty oraz 2.3 zbiórki. W miniony wtorek, w meczu z Memphis, Thomas zdobył 44 punkty (rekord kariery). Potrzebował do tego zaledwie 16 rzutów z gry. Ostatnim Celtem, który zdobył 40 punktów (lub więcej) przy maksymalnie 16 rzutach był Paul Pierce w 2012 roku. 
Celtowie z bilansem 18:13 są na trzecim miejscu na Wschodzie.


Westbrook poprowadził Thunder do bilansu 3:1 w ubiegłym tygodniu. Jego średnie za ten okres wyniosły 41 punktów (najlepszy w lidze), 10 asyst, 9.8 zbiórki oraz 1 przechwyt. Lider Thunder zanotował trzy z rzędu mecze z przynajmniej 40 punktami, 10 zbiórkami oraz 5 asystami, co zdarzyło się wcześniej tylko dwóm innym graczom (Elgin Baylor i Wilt Chamberlain). Poza tym, R.W. zapisał na swoim koncie czternaste w tym sezonie triple-double (45/11/11). Było to jego szóste w karierze triple-double złożone z przynajmniej 40 punktów. W tej klasyfikacji tylko dwóch zawodników w historii jest nad Westbrookiem. Są to Oscar Robertson (22) oraz Wilt Chamberlain (7).
Thunder z bilansem 19:12 są na szóstym miejscu na Zachodzie.

Do nagrody nominowani byli także Nicolas Batum, Kyrie Irving, LeBron James, Kevin Durant, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis, DeMarcus Cousins oraz Kyle Lowry.


23:54, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2016
J.R. Smith, rzucający obrońca Cleveland Cavaliers, przeszedł operację skomplikowanego złamania prawego kciuka. Czas potrzebny na powrót do zdrowia może wynieść nawet 14 tygodni.

Do urazu doszło w miniony wtorek, w meczu Bucks-Cavs. Smith niefortunnie zahaczył o Giannisa Antetokounmpo.
W zależności od przebiegu procesu rehabilitacji, powrót do gry 31-latka, może mieć miejsce na około miesiąc przed zakończeniem rundy zasadniczej. W mniej optymistycznie wersji, może to być tylko tydzień lub dwa. Cavs grają swój ostatni mecz sezonu regularnego 12 kwietnia z Raptors. Play-offy zaczną się kilka dni później.
Smith podpisał z Cavs minionego lata
czteroletnie kontrakt o wartości $56 mln. Jak do tej pory, nie spłaca go jednak na parkiecie.
W swoim trzynastym sezonie w NBA zdobywa tylko 8.6 punktu na mecz, przy skuteczności zaledwie 33.7% z gry. Średnia punktowa jest jego drugą najgorszą a skuteczność najgorszą w karierze wartością.

 
http://dystnow.com/wp-content/uploads/2015/01/JR-Smith.jpg
22:16, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 grudnia 2016
Już w tym sezonie zmieni się sposób wybierania pierwszych piątek do Meczu Gwiazd. Liga zabiera kibicom z całego świata połowę ich władzy i przekazuje ja (po 25%) zawodnikom NBA i dziennikarzom.
Moim zdaniem jest to świetne posunięcie!

Od mniej więcej dwóch dekad, czyli od momentu włączenia internetu (strony nba.com), jako kolejnej platformy do głosowania na uczestników Meczów Gwiazd, kibice z całego świata, raz po raz, zaskakują koszykarski świat. Yao Ming wybierany na Shaq'iem był zapowiedzią wejścia ligi w erę cyfryzacji. Nie było tragedii, bo wybór Chińczyka nie był szokiem, a co najwyżej niespodzianką. Shaq i tak do składu All-Star, głosami trenerów, zasłużenie trafiał.
Wraz z rozwojem mediów społecznościowych i otwarciem kolejnych platform głosowania, sprawy poszły o krok za daleko. Adam Silver nie chciał czekać na dzień, w którym liga się skompromituje.

Zaza Pachulia, w głosowaniu do ubiegłorocznego Meczu Gwiazd zebrał 768 tys. głosów. Więcej od Draymonda Greena, Blake'a Griffina, Tima Duncana, Anthony'ego Davisa, DeMarcusa Cousinsa, DeAndre Jordana, LaMarcusa Aldridge'a, Dirka Nowitzki'ego.
Gruzinowi zabrakło zaledwie 14000 z kawałkiem głosów by wyprzedzić Kawhi'ego Leonarda i wskoczyć do pierwszej piątki Zachodu! Damian Lillard,
grający najlepszy sezon w karierze uciułał tylko 158 tys. głosów.

Komisarz ligi, już w styczniu tego roku, po oficjalnym ogłoszeniu wyników głosowania, przyznał że NBA musi przyjrzeć się mechanizmowi, który pozwala kibicom z całego świata głosować na starterów do All-Star Game, za pośrednictwem Twittera i Facebooka. Silver, bez wdawania się w szczegóły, powiedział, że głosy spływające do ligi za pośrednictwem mediów społecznościowych, zaburzają cały proces. Dodał, że chce na nowo spojrzeć na cały system głosowania z hasztagiem (w 2016 roku #NBAVote, rok wcześniej #NBABallot) i go zmodyfikować. Jak zapowiedział, tak zrobił.


Sam Mecz Gwiazd, od ładnych paru lat, meczem jest już tylko z nazwy. Zawodnicy, na lekkim kacu, urządzają sobie konkurs strzelecki, połączony z konkursem wsadów. Bez napinki, bez obrony. Ale to nic. Nie o to tu chodzi. Znalezienie się w składzie All-Star jest dla każdego zawodnika, bezdyskusyjnie, ogromnym wyróżnieniem ale też czymś, co przynosi wymierne korzyści. Wiele kontraktów skonstruowanych jest w taki sposób, że po nominacji do Meczu Gwiazd, odblokowywane są automatycznie dodatkowe bonusy warte kolejne miliony.

Poza tym Mecz Gwiazd, to mecz gwiazd. Chcielibyśmy oglądać tam po 12 najlepszych zawodników obu Konferencji, bez względu na to, jak poważnie podchodzą do tego wydarzenia. 24 wielkie talenty, wielkie osobowości w jednym miejscu, w tym samym czasie, to zawsze coś elektryzującego. DeMarcus Cousins, Damian Lillard i im podobni są gwarancją, że w meczu takim wydarzy się coś fajnego, coś co zapamiętamy na długo. Zaza i jemu podobni byliby tylko gwarancją zażenowania ligi oraz dobitek o tablicę.
Mamy takie czasy, że gdyby internauci się uparli, albo gdyby chcieli udowodnić coś sobie samym lub światu, to mogliby do All-Star Game wysłać praktycznie każdego. Dobrze, że Komisarz Silver dostrzegł problem i szybko zadziałał.

Kanały do głosowania zostaną otwarte w Boże Narodzenie. Mecz Gwiazd odbędzie się 19 lutego w Nowym Orleanie. Trenerzy wybiorą po siedmiu rezerwowych obu ekip. Tu nic się nie zmieni.

Commissioner of the NBA Adam Silver speaks to the media ahead of a regular season basketball game between Orlando Magic and Toronto Raptors at the O2 arena in London, Thursday, Jan. 14, 2016. (AP Photo/Alastair Grant)

23:58, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
środa, 21 grudnia 2016
Wiecie, że koszykówka ma dziś urodziny?
21 grudnia 1891 roku, czyli dokładnie 125 lat temu (!), pastor James Naismith wynalazł grę, która w pierwotnym założeniu miała tylko urozmaicić studentom zwykłe zajęcia wychowania fizycznego w czasie srogiej, kanadyjskiej zimy. 

Naprzeciwko siebie stanęły dwie dziewięcioosobowe drużyny. Naismith nie pomyślał jeszcze wtedy o przepisach, co poskutkowało wślizgami, kopnięciami i ciosami różnej maści. Pierwszy w historii mecz koszykówki zakończył się wynikiem... 1:0.
Bilans spotkania: Jeden znokautowany gracz, kilku z podbitym okiem, jeden z wybitym barkiem.
Mimo to, wszystkim uczestnikom spodobał się nowy sport. Naismith dodał kilka zasad do gry. Zdelegalizował wślizgi, kopnięcia i ciosy. Biegać mogli tylko zawodnicy bez piłki. I tak się zaczęło.
10 lat później w koszykówkę grano już w całym kraju. W 1936 roku włączono ją do grona sportów olimpijskich. W 1946 roku powstała liga NBA. 


Mniej więcej rok temu doktor
Michael J. Zogry z Uniwersytetu Kansas odnalazł, najprawdopodobniej jedyny zachowany, materiał dźwiękowy, na którym utrwalono głos pastora Naismitha. Zapis pochodzi z końca stycznia 1939 roku. Nagrano go przy okazji wizyty pastora w Madison Square Garden - oczywiście był tam, żeby oglądać koszykówkę. James Naismith był pracownikiem Uniwersytetu Kansas przez 40 lat.


       
       
       
       

Wszystkiego Najlepszego Koszykówko!

14:52, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 grudnia 2016
DemMar DeRozan z Toronto Raptors i James Harden z Houston Rockets zostali wybrani Graczami Tygodnia jako przedstawiciele swoich Konferencji. Wyróżnienie przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 12 grudnia do niedzieli 18 grudnia.

Derozan poprowadził Raptors do trzech wygranych w czterech meczach. Jego średnie sięgnęły 31.5 punktu (najlepszy w lidze), 4.5 zbiórki oraz 3.5 asysty. Aż 60.5% jego rzutów z gry znajdowało drogę do kosza. Rzucający obrońca Raps w każdym z tych meczów zdobywał po 30 lub więcej punktów przy skuteczności nie mniejszej, niże 57.7%. W minioną sobotę, koszykarze z Toronto pokonali na wyjeździe Orlando Magic aż 30 punktami. Była to ich najwyższa wygrana w obcych halach od 2012 roku. Ogółem, od 28 listopada, podopieczni Dwyane'a Casey'a wygrali pięć meczów różnicą przynajmniej 20 punktów. Nikt w NBA nie osiągnął czegoś podobnego w tym okresie.
Raptors z bilansem 19:8 w obecnie drugą siłą Wschodu.


Harden z kolei pomógł Rockets osiągnąć bilans 4:0 w ubiegłym tygodniu (ogółem ekipa z Teksasu ma na koncie 10 kolejnych wygranych). Jego statystyki z tych meczów wyniosły 27 punktów (trzeci na Zachodzie), 12.8 asysty (najlepszy w lidze), 9.8 zbiórki oraz 1 przechwyt.
Lider Rakiet,
w ostatnich sześciu meczach, schodził z parkietu z double-double na koncie oraz dwa razy z triple-doube w ostatnich trzech starciach. Harden ma na koncie sześć meczów z triple-double w tym sezonie (15 w karierze). 18 razy w tych rozgrywkach kończył mecze z 20+ punktami i 10+ asystami. Nikt inny nie może pochwalić się podobnym osiągnięciem. 
Rockets z bilansem 21:7 są na trzecim miejscu na Zachodzie.

Do nagrody nominowani byli także Kevin Durant, Blake Griffin, Chris Paul, Damian Lillard, Rudy Gobert, Bradley Beal
oraz John Wall.

http://assets4.sportsnet.ca/wp-content/uploads/2015/08/derozan_harden1280-1040x572.jpg
08:06, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Robaczywkę dostaje mój wyjazdowy komputer, który postanowił w niedzielę tankować. Nie podjąłem wyzwania, żeby pisać z komórki. Uznałem, że to będzie tak trudne, jak zrobić triple-double złożone z bloków i przechwytów. Bez strat. Nie, żebym uważał, że triple-double z punktów, zbiórek i asyst było łatwe.
A zatem - na warsztat bierzemy tygodnie piąty, szósty a dodatkowo kawałek siódmego. Dzięki za podsyłanie własnych przemyśleń. To wiele dla mnie znaczy. Powtarzam to zdanie za każdym razem - bo chcę, bo to prawda. Przypominam o kanałach dostępu do mnie (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage'u).
Zapraszam.


Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Robaczywki:

- Robaczywka dla życia, które przedwcześnie zabrało Craiga Sagera. W wieku 65 lat nie powinno się jeszcze odchodzić.

- Draymond Green kopie ludzi i nie rozumie o co ta afera. Rozmawialiśmy o tym.

- Atlanta Hawks. Byli 10:5 a potem przegrali aż 9 z kolejnych 12 meczów. Kent Bazemore nadal nie gra, jak człowiek za $70 mln. Kyle Korver nie jest ostry, jak w ostatnich latach. Ale tam nie do końca chodzi o poszczególnych ludzi. Sam do końca nie wiem, o co tam chodzi. Stawiam, że w Hawks brakuje prawdziwego lidera. Nie jest nim Howard, bo w zasadzie nigdy, nawet w Orlando, nie sprawdzał się w tej roli. Nie do końca jest nim Millsap, który moim zdaniem jest za spokojny, za cichy na taką funkcję. Schroder jest za młody i za mało doświadczony, żeby liczyć na posłuch w szatni.

- Phil Jackson. Jax znów mówi. Po tym jak wziął na ruszt kolegów LeBrona, tym razem postanowił zagrabić własne podwórko. Zen Master wyznał w prasie, że jego zdaniem Melo, w ataku trójkątem, mógłby pełnić taką samą rolę, jaką w takim samym systemie pełnili Jordan w Bulls czy Kobe w Lakers. Warunek - nie może tyle przetrzymywać piłki. Nie twierdzę, że Jax nie ma racji, ba uważam, że to prawda. Poza tym kim ja jestem, żeby próbować kwestionować 11-krotnego mistrza NBA? Uważam jednak, że media nie są najlepszą platformą dialogu. Czemu to służy? Nie lepiej pogadać w cztery oczy?  

- Narzekanie Clippers na decyzje sędziów. Czasem to aż cholera bierze. Oni potrafią kwestionować każdy gwizdek. Faul - nie, kroki - nie, aut - nie. Wszystko nie. Doc taki nie był w Bostonie. Coś mu się stało w L.A. CP3 zacietrzewia się. Wtórują mu Griffin i Jordan. Młody Rivers patrzy na starego i robi to samo. Cytując klasyka - dramat. Dobrze, że do drużyny dołączył Speights, który widział to wszystko z innej perspektywy rok temu. Może im przemówi. Już próbował. 

- Nadal nie podoba mi się to, co dzieje się w Indianie. A może to nie wina Indiany, tylko moja, bo przed sezonem za dużo sobie wyobrażałem na ich temat. Spodziewałem się trochę więcej po George'u. Nie gra źle. Ma nawet spore szanse na wybór trenerów do All-Star. Ale ma, jak na razie, tylko jeden mecz 30+ w tym sezonie. Mało jak na gracza, który ustawiał sobie poprzeczkę na ten sezon na poziomie MVP.


- Cousins i Barnes. Mecz 76ers z Kings został przełożony, ze względu na wilgoć na parkiecie. DeMarcus Cousins i Matt Barnes postanowili pochwalić się w cyberprzestrzeni, że w związku z niespodziewanym wolnym będą...pić. Ja nic nie mam do trybu życia koszykarzy. Każdy jest panem swojego losu i ciała. I myślę też, że jak już chcieli pokazać światu jak bardzo się cieszą, że idą na imprezę, to można to było zrobić w śmieszny/inteligentny/dwuznaczny/inny sposób. Flaszka w szatni i gimnazjalne uśmiechy do komórki? Jesteście od tego lepsi.

- Był też incydent z jednego z nowojorskich nocnych klubów. W roli głównej Barnes, który może usłyszeć zarzuty (podobno dusił jakąś kobietę). Cousins też tam był.

- A teraz znów Boogie. Lider Kings ma "kosę" z jednym z dziennikarzy gazety "The Sacramento Bee". Owy dziennikarz wziął na warsztat, wspomniane wcześniej wyjście "na miasto" DMC i Barnesa. Przyjrzał się też majowemu incydentowi w barze z Cousinsem i jego młodszym bratem Jaleelem, dla którego impreza zakończyła się aresztowaniem.
Cousins miał okazję zobaczyć na żywo dziennikarza dwa dni temu, pierwszy raz od publikacji tekstu na łamach gazety. Wtedy wpadł w szał i gdyby nie koledzy z drużyny, mogło być różnie. Kings prowadzą swoje wewnętrzne śledztwo w tej sprawie.
 

- Marcin Gortat. Jakiś fan na Twitterze napisał, że Gortat powinien poprosić Wizards o wymianę do innego klubu. Gortat nieoczekiwanie odpisał temu człowiekowi, że poprosi o wymianę...mózgu dla niego. Wiem, że w polskim internecie spotkało się to z aplauzem, że Gortat uciszył fana, że Gortat-fan 1:0 i takie tam, jaki to M.G. jest super. Jak dla mnie kompromitacja. Po pierwsze to ten człowiek nic złego nie napisał. Po drugie, podstawowy center drużyny NBA, nie powinien chyba wdawać się na Twitterze w takie polemiki. Po trzecie ta odpowiedź była poniżej krytyki. Ale cóż - możesz zabrać dziewczynę z Teksasu ale nigdy nie zabierzesz Teksasu z dziewczyny.

- Al Horford opuścił wyjazdowy mecz z Heat ponieważ jego żona rodziła w tym czasie dziecko. Michael Felger, dziennikarz CSNNE miał z tym wielki problem. Nie mógł zrozumieć jak facet zarabiający $30 mln za sezon nie może po prostu polecieć na mecz prywatnym samolotem a potem wrócić do żony. Felger przekonywał, że on tak właśnie by zrobił na miejscu Horforda. Coś się komuś chyba pomyliło.
 
- Lakers są 1:9 w ostatnich 10 meczach. Z okolic play-offowych, spadli na pozycję jedenastą. Sezon jeszcze jest młody, nic straconego. Do ósemki tracą niewiele. Nie jestem tylko pewny czy oni przypadkiem nie próbują znów tankować. Moim zdaniem nie powinni tego robić z tym składem. Mówimy o ewentualnym, kolejnym młokosie w młodym składzie. A z wyborami w drafcie różnie bywa. Nawet wysokie wybory nie są gwarancją niczego dobrego. A myślę, że tymi Lakersami warto grać na poważnie. 

- Wolves. W obecnych rozgrywkach są tylko trzy drużyny, które mają w składach po trzech zawodników zdobywających po 20 lub więcej punktów. Są to: Warriors (Durant 25.9, Curry 25.6, Thompson 21.6). Cavs (James 25, Irving 23.9, Love 22) oraz Wolves (Wiggins 22.2, Towns 21.4, LaVine 20.5).
Jak grają Warriors i Cavs, to wiemy. Jak grają Wolves, też wiemy. Co tam jest nie tak? Ty mi powiedz.

- Jonas Valanciunas. Będzie o nim szerzej w drugiej części relacji z Kanady. Teraz powiem tylko tyle, że na boisku jest za mało agresywny, co sami widzicie, ma kłopot z decyzyjnością, to też wiecie. Newsy z szatni "na dniach". 
 
- Marc Cuban twierdzi, że Westbrook nie jest super gwiazdą. Jeśli Russ nie jest obecnie super gwiazdą NBA, to kto nią jest?

- Portland Trail Blazers. Miał być sezon pod 50 wygranych. Na razie jest 13:16 i bardzo nierówna gra.

- Klay Thompson chciał być cool. Zrobił samolot z papieru. Nie było cool. Pamiętacie, jak ostatnio pociągał piwko, podczas rozmowy z dziennikarzem? Klay ma ewidentny kłopot z relacjami z mediami.   


       
       
       
       


- Steph Curry wozi się po parkiecie. Przybija piątki z trenerami obcych ekip, gra twardego. Wiecie, o co chodzi? Powiem.
Thompson i Curry są synami zawodników NBA. W ich rodzinach nigdy nie brakowało ani na stole ani w kieszeni. Oni różnią się od, jeśli nie większości, to bardzo wielu swoich kolegów, dla których koszykówka była w wielu przypadkach nie tylko przepustką do lepszego życia ale w ogóle do... życia.
Klay i Steph, tak jak Drake, bardzo chcą być ghetto, hip-hop, ale jak widać, to nie działa w ten sposób. Mały insider - Steph obniża głos, gdy rozmawia z dziennikarzami. W prywatnych rozmowach, gdy nikt nie nagrywa barwa jego głosu jest delikatnie inna. Wiem, bo słuchałem przez dwa tygodnie codziennie w Hiszpanii. Już trochę mnie to męczy. Przecież nikt nie oczekuje od nich, żeby byli twardzi. Mają rzucać i trafiać do kosza. A to przecież robią wyśmienicie. Cała ta cool, ghetto, hip-hop otoczka jest, jak dla mnie, zbędną.  
 
- Matematyka. Ostatnio na FB popularne są łamigłówki matematyczne. Trzy podkowy to, dajmy na to 30. Podkowa i dwa osły to, powiedzmy 16. I na koniec jest pytanie o wynik prostego działania z wykorzystaniem owych symboli. Na pewno znacie. Ludzie ochoczą kompromitują się pogwałcając podstawy podstaw matematyki z kolejnością wykonywania działań na czele. Mały szoker.


22:56, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »