Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
Zakładki:
MENU:
poniedziałek, 16 stycznia 2017
DemMar DeRozan z Toronto Raptors i Gordon Hayward z Utah Jazz zostali wybrani Graczami Tygodnia jako przedstawiciele swoich Konferencji. Nagrodę przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 9 stycznia do niedzieli 15 stycznia.

DeRozan poprowadził Raptors do trzech wygranych w trzech meczach. Jego statystyki sięgnęły 30.7 punktu (drugi na Wschodzie), 7.3 zbiórki oraz 2.3 asysty. D.D. trafiał 51.5% swoich rzutów z gry. We wtorkowym starciu z Bostonem (114:106) zdobył 41 punktów i zebrał z tablic 13 piłek. Był to jego trzeci mecz na poziomie 40 punktów w tym sezonie.

Raptors z bilansem 27:13 są niezmiennie drugą siłą Wschodu.


Hayward z kolei pomógł Jazz osiągnąć bilans 3:0 w ubiegłym tygodniu. Jego średnie z tych spotkań wyniosły 23.7 punktu, 6 zbiórek, 4 asyty oraz 1.7 przechwyty. 26-latek trafiał aż 73.5% swoich rzutów z gry, co było czwartym wynikiem na Zachodzie.

Jazz z bilansem 26:16 są na piątym miejscu na Zachodzie.


Do nagrody nominowani byli także Isaiah Thomas, DeAndre Jordan, Chris Paul, Hassan Whiteside, Russell Westbrook, Joel Embiid, Devin Booker oraz Jonas Valanciunas.

http://cdn.fansided.com/wp-content/blogs.dir/85/files/2016/03/gordon-hayward-demar-derozan-nba-utah-jazz-toronto-raptors-850x560.jpg
21:59, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
Począwszy od 1986 roku, w każdy trzeci poniedziałek stycznia, w Stanach Zjednoczonych obchodzony jest dzień Martina Luthera Kinga. Jest to jedyne święto narodowe w USA upamiętniające dokonania i osobę Afroamerykanina.
Na terenie całego kraju, w wielu różnych instytucjach, odbywają się przemówienia, dyskusje, wyświetlane są filmy opowiadające o życiu i działalności Kinga. Przypomina się jego zasługi na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów, zniesienia dyskryminacji rasowej, wkład w obronę poszanowania ludzkiej godności, równości i wolności.
Martin Luther King został
zamordowany 4 kwietnia 1968 roku w Memphis. Cztery lata wcześniej został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.


       
       
       
       

 
Kilka cytatów M.L. Kinga:

- "Mam takie marzenie, że pewnego dnia czworo moich małych dzieci będzie żyło w społeczeństwie, które nie będzie ich osądzało wedle koloru skóry, lecz wedle ich charakterów."(wygłoszone 28 sierpnia 1963 roku podczas wiecu w Waszyngtonie)

- "Musimy nauczyć się żyć razem jak bracia, jeśli nie chcemy zginąć razem jak szaleńcy."

- "Nic, co człowiek robi, nie poniża go tak bardzo jak nienawiść."

- "Ten kto biernie akceptuje zło, jest za nie tak samo odpowiedzialny jak ten, co je popełnia."

- "Wierzę, że ostatnie słowo będzie należeć do nieuzbrojonej prawdy i bezwarunkowej miłości."



NBA od wielu lat upamiętnia i uroczyście obchodzi to święto. Nie ma w tym nic dziwnego. Czarnoskórzy zawodnicy stanowią ok. 75% całej ligi.
Jak wyglądałaby dziś Ameryka, gdyby nie King i jemu podobni? Odpowiedź na to pytanie nie została wyczerpana na kartach wielu książek i całej masy poważnych prac naukowych, więc tym bardziej ja, na sportowym blogu, nie będę podejmował się udzielenia odpowiedzi.
Rasizm (nie tylko) w USA nie jest historią minionych epok. To problem cały czas żywy, to problem palący i dzielący społeczeństwa.
Dla mnie samego, postać pastora Kinga jest swego rodzaju klamrą spinającą moje dziecięce zainteresowanie NBA z tym, co wydarzyło się później, poza sportem. 

Napisałem pracę magisterską o Martinie Lutherze Kingu, prawdopodobnie dlatego, że lata wcześniej, w 1999 roku przy okazji Finałów Spurs-Knicks, usłyszałem jak Larry Johnson mówi do Avery’ego Johnsona „Przecież obaj pochodzimy z tej samej plantacji bawełny pana Johnsona.”
Zainteresował mnie temat niewolnictwa. Język angielski, światowa polityka, historia, socjologia i tak dalej… Wiele gałęzi moich zainteresowań pochodzi z tego jednego wspólnego pnia - zainteresowania NBA w dziecięcych latach, które na swój sposób rozlało się na inne płaszczyzny życia.


       
       
       
       


Wracając do NBA, to
terminarz dzisiejszych meczów wygląda tak:
   
19:00 New York Knicks - Atlanta Hawks
20:00
Washingoton Wizards - Portland Trail Blazers       
21:30 Milwaukee Bucks
- Philadelphia 76ers
22:00
Indiana Pacers - New Orleans Pelicans
23:00 Denver Nuggets - Orlando Magic
01:30
Boston Celtics - Charlotte Hornets
02:00 Golden State Warriors - Cleveland Cavaliers   
03:00
Phoenix Suns - Utah Jazz  
04:30
L.A. Clippers -Oklahoma Thunder
12:30, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 stycznia 2017
To jest materiał, o którym marzyłem od kilku lat. Namówić Dikembe Mutombo by swoim charakterystycznym, zachrypniętym głosem zaprosił fanów na mój blog. No i w końcu się udało. A nie było łatwo, bo Deke jest bardzo zapracowanym człowiekiem. Jako ambasador NBA, pojawia się w różnych częściach świata w przeróżnych rolach. Jako były wielki zawodnik, legenda ligi, jako trener podczas koszykarskich klinikach dla najmłodszych, jako człowiek reprezentujący Afrykę, mówiący o palących potrzebach i problemach tego kontynentu. Często go widać, ale rzadko można go złapać. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się namówić go na to nagranie. 
Teraz już mogę kończyć karierę, nie mam nikomu nic do udowodnienia. Hands down...

                                   



22:11, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 stycznia 2017
Każdy meczowy wieczór w Toronto wyglądał bardzo podobnie . To znaczy przebiegał według podobnego scenariusza. Mecz a po nim mini wywiad z trenerami gości przed drzwiami ich szatni, dalej wizyta w tejże szatni oraz wizyta w szatni gospodarzy.
Co by się nie wydarzyło, zawsze miałem poczucie, że zmarnowałem czas, albo raczej, że nie wykorzystał go wystarczająco dobrze. Czułem, że mogłem zrobić więcej, więcej zobaczyć, więcej dopytać, więcej wchłonąć. Po prostu więcej. Podejrzewam, że to przypadłość każdego, kto dotyka żywej NBA tylko raz na jakiś czas. Z głową pulsującą od kłębiących się w niej myśli, szedłem do pokoju dla mediów. Się napić. Był tam taki sok jabłkowy. Dobrze schłodzony. Co według mojego kolegi, jest tajemnicą i gwarancją smaku większości soków owocowych. Lubię wiedzieć co jem i piję więc już pierwszego dnia poddałem dogłębnej analizie skład tego soku. Stałem na korytarzu koło szatni gości, pochłonięty lekturą etykiety. Przechodziły akurat koło mnie cheerleaderki Raptors. Nie zauważyłem ich. One mnie tak.
"Nie martw się. Nie przytyjesz od tego soku." - rzuciła któraś z nich. Uspokoiła mnie.
Wypijawszy swój sok, zabierałem jeszcze wydruki ciekawostek związanych z meczem. Frekwencja w ACC, najlepsze występy graczy w odniesieniu do przeszłości, jakieś ciekawe fakty. Lubię tego typu statystyki.
I to oznaczało koniec mojego roboczego dnia. Godzina 22 w Toronto, u nas czwarta lub piąta nad ranem w zależności czy rozmawiamy o Polsce czy Finlandii. Byłem zmęczony. Ale nie umiałem zdefiniować tego zmęczenia. Czy czułem się zmęczony jak czuje się człowiek po 22 wieczorem po dniu pracy i wrażeń czy raczej jak ktoś, kto jeszcze nie zasnął o 4-5 nad ranem. Do końca nie umiałem sam siebie rozgryźć. A znam wiele twarzy zmęczenia, niewyspania, treningowego zniszczenia, suchych oczu, ciężkiej głowy.
Znaną już sobie drogą szedłem do metra. Z Union na St. George a stamtąd na Kipling. Potem jeszcze kawałek samochodem i w domu. I tak sześć razy w jedenaście dni. 
Hawks przyjechali do Toronto. To była sobota, 3 grudnia. Dla mnie starcie czwarte z sześciu. Dla Atlanty 44-punktowy wp..ol. 128:84.

 

Zawsze miałem Dwighta Howarda za miękkiego pajaca (Kevin Garnett zwykł był nazywać go klaunem). Ale nigdy nie sądziłem, że kiedyś będę miał przez niego kłopoty.
Po meczu z Hawks wszedłem do szatni Atlanty. Na pierwszym planie on. Nie siedział bez ubrania, nie zastałem go w dwuznacznej sytuacji, nie zaglądałem mu do telefonu, nie szukałem sensacji - bo nigdy nie szukam. Siedział to zrobiłem mu zdjęcie. Nawet nie liczyłem ani nie oczekiwałem, że spojrzy. Lepiej by było gdyby został profilem. Spojrzał. Foch. No nic, pomyślałem. Za bardzo nie interesowało mnie co sądził na temat tego zdjęcia. A jednak. Ale o tym później.

Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak cicho mówił do dziennikarzy. Głośniej Dwight. Mówił jakieś oklepane banały - gdy dawało się je wyłapać. Głośniej Dwight. Ludzie patrzyli się na siebie. Nikt nic nie słyszał. Trochę głośniej please. Żadnej reakcji. Ludzie dość szybko się rozeszli. Nie, to nie. Kogo obchodzi jakiś mecz z początku grudnia? Kto interesuje się Atlantą Hawks? Nie było Millsapa, nie było z kim pogadać. Wszyscy ponurzy, skupieni na swoich telefonach. Może tak właśnie jest w szatni ekipy, która przegrywa różnicą 44 punktów? Nie wiem. Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji.

Zabrałem się do szatni Raptors. Tam zrozumiała radość. Zawodnicy uśmiechnięci, skorzy do rozmów. DeRozan, w ramach szeroko rozumianych przyjacielskich żartów, rozsypał kolekcję butów Lowry'ego. Lucas Nogueira ze swoim firmowym uśmiechem, w misternie podziurawionej koszulce, i efektownej brązowej kurtce skórzanej, opowiadał o swojej coraz ważniejszej roli w rotacji. Na koniec, zapytany o to, co będzie robił wieczorem, w kontekście nadchodzącego dnia wolnego, znów szeroko się uśmiechnął i powiedział - "Konkretnych planów nie mam, ale nigdy nie wiesz, co mają do zaoferowania uroki miasta." - święte słowa Bebe.

Debiutanci Fred VanVleet i Jakob Poeltl stali z boku i rozmawiali z jakimś gościem w czarnym garniturze. Dostali instrukcje by następnego dnia stawić się w jakimś centrum handlowym w celach promocyjnych. "To będzie dobrze odebrane. Wpłynie pozytywnie na Wasz wizerunek." - powiedział gość w czarnym garniturze.

Po dniu, potrzebnej nam wszystkim, przerwy do Toronto przyjechali Cleveland Cavaliers.
Ale zanim o nich, kilka zdań o moich kłopotach z Howardem. Dostałem maila od NBA, że naruszyłem przepisy, odnośnie robienia a raczej nie robienia zdjęć w szatniach. Filmy (z wywiadów) owszem, zdjęcia nie. Trochę dziwne, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy z filmu w wysokiej rozdzielczości możesz wyjąć dowolne print screeny. Najbardziej zdziwiło mnie jednak skąd wiedzieli, że ja to ja. To mi zaimponowało na swój sposób. Chłodny profesjonalizm NBA w swojej najlepszej formie. Mail przyszedł bowiem z działu akredytacji, nie od struktur Toronto Raptors. Komunikacja między poszczególnymi komórkami NBA, to musi być coś. W mailu podkreślono, że w żaden sposób nie wpłynie to negatywnie na moje przyszłe wnioski o akredytacje.



Wracając do meczu z aktualnymi mistrzami NBA. To był trochę inny wymiar podejścia do zawodów. Nie wiem jak robią to Warriors czy Spurs, ale Cavs robią to inaczej, niż inni, których miałem okazję oglądać z bliska.


       
       
       
       


W drużynie jest mocno zarysowana hierarchia. LeBron James prawie w ogóle nie brał udziału w rozgrzewce. Pojawił się jakieś pół godziny przed pierwszym gwizdkiem. Trochę porzucał, trochę pobiegał, trochę się porozciągał ale widać było, że nie chciał się zmęczyć. Podobnie Kyrie Irving.
Kevin Love bardzo skupiony był na detalach. Godzinę przed meczem pracował nad grą tyłem do kosza. Chyba nigdy nie widziałem kogoś tak mocno przywiązującego wagę do szczegółów. Musiał dostać piłkę dokładnie tam, gdzie sobie to założył. Potem wykonywał określony manewr, powtarzał go kilka razy, za każdym dokładnie tak samo. Był zły na siebie, kiedy coś nie wychodziło mu tak, jak to sobie wyobrażał, mimo że piłka wpadała do kosza. Później pracował nad rzutami zza łuku a na koniec, razem z Tristanem Thompsonem, rozruszał mięśnie nóg. Widać, że to prawda co mówi się o jego profesjonalizmie.


       
       
       
       


Iman Shumpert zachowywał się jak idiota. Przyszedł ze słuchawkami na uszach. Ćwiczył trójki a przy tym co kilkanaście sekund wykrzykiwał usłyszane wersy. Gdy nie miał piłki w dłoniach, zdawał się grać rolę przy kręceniu jakiegoś gangsta rapowego teledysku. Może komuś się to podobało. Mnie nie.
James Jones trafiał trójki jak szalony. Richard Jefferson nadal potrafi siarczyście zadunkować - ale o tym wiecie z bożonarodzeniowego meczu z Warriors. Chris Andersen ma bardzo pewną rękę na półdystansie. J.R. Smith porobił trochę wszystkiego. Wyglądał na zaspanego.



Mecz mógł się podobać. Wygrali Cavs 116:112. Raptors trochę za późno ruszyli ze swoją szarżą. Świetny, naprawdę świetny rzut za trzy DeRozana z narożnika boiska...niestety dla widowiska nieuznany przez sędziów. Video review pokazało, że D.D. minimalnie przekroczył linię. Szkoda, że DeMar tak późno zdecydował się atakować obręcz. Przez większość meczu polegał tylko na swoim rzucie.

Irving jest niesamowity w koźle. To wiecie z TV. Na żywo wygląda to jeszcze lepiej. Czasem można odnieść wrażenie, że piłka jest częścią jego ciała, jakimś przedłużeniem dłoni.
LeBron robił wszystko
na pół gwizdka, po czym na chwilę eksplodował. Później znów wracał do trybu czuwania. Nie spieszyło mu się w kontrze a i tak znajdował się tam gdzie chciał, by zrobić co miał zrobić. Swoją decyzyjnością, czytaniem gry, wyprzedzał wydarzenia na parkiecie o całe sekwencje. Tak to wyglądało. Zdaje się, że wszedł w ten etap swojej kariery, jak Jordan podczas drugiego 3-peat. Bierze z gry tyle, ile ona mu daje. Jak najmniejszym nakładem sił (a jeśli mu nie daje, to sam sobie bierze). Byle do play-offów, byle do Finałów.

W szatni Cavs kosmos! Stałem bardzo długo koło LeBrona. Tym razem nie ryzykowałem robienia zdjęć. Po prostu stałem i patrzyłem. Zaryzykował jakiś Austriak. A zrobił to w bardzo prymitywny/komiczny sposób - aparat nakrył kartką ze statystykami. Zauważył to sam LBJ - "Kolego, proszę Cię nie rób tak." - powiedział do dziennikarza. A ten bałwan za chwilę kolejny raz spróbował tego samego, w równie prymitywny sposób.
Jasne to kusi. Jesteś na wyciągnięcie dłoni od najlepszego gracza NBA, jednego z najlepszych w historii.

Ciało Jamesa to temat na osobny tekst. Wygląda jak byk, jak Hulk, jak nie wiem co czy kto. Szerokie plecy, imponujące bicepsy, rozbudowane nogi. Nie wiem czy wiecie, ale LeBron wydaje rocznie ponad $1 mln na swoje ciało - personalni trenerzy, dietetycy, kucharze, odżywki, odnowa bilogiczna i tego typu rzeczy. To widać. Stoisz koło niego i czujesz bijącą siłę. Musiałbym mieć bardzo dobrze zapłacone, żeby stanąć mu na ofensa.

W pierwszej części mojej relacji z Toronto, wrzuciłem fotkę z młodymi graczami Grizzlies. Jak słusznie zauważyliście, ich ciała przypominały raczej ciała zawodników z lubelskiej ligi amatorskiej (oczywiście z całym szacunkiem dla moich kumpli z Lublina, Świdnik i okolic), niż profesjonalistów z NBA. Przykład ciała Jamesa pokazuje, że nawet w NBA jest kilka poziomów profesjonalizmu.
Channing Frye cieszy się ogromnym szacunkiem w szatni. Gdy mówi, wszyscy słuchają. Love lubi żartować. Podobnie jak Jefferson, który w pewnym momencie zawołał do dziennikarzy - "No, przebrałem się, jestem gotowy na Wasze pytania. Czemu nikt nie podchodzi do mnie? Oj to już nie są czasy New Jersey Nets."

Gdy chodzę boso w domu, rodzice mówią mi, że mam zniszczone stopy. Gdyby zobaczyli stopy Jamesa, złapaliby się za głowy. Powykrzywiane palce, blizny, otarcia. No cóż. Coś za coś. Najmniejsze palce obu nóg ma nienaturalnie odsunięte od reszty. Są dużo mniejsze. Wyglądają jak z innego zestawu. Skojarzyło mi się z ewolucyjnymi pozostałościami po nogach u pewnych gatunków węży...Chyba nie spodziewaliście się elementów darwinizmu w relacji z meczów NBA? Nikt się nie spodziewał.

Z racji dużego zainteresowania, wywiad z LeBronem przeprowadzono przed szatnią. To był jedyny taki przypadek podczas mojego pobytu w Toronto.



Tego wieczoru już nie poszedłem do szatni Raptors. Na korytarzu mijałem kolejno Love'a, Irvinga, Jamesa i innych graczy Cavs. Rozmawiali z zawodnikami Raptors oraz nieznanymi mi osobami. O nich później. Korciło mnie wyjąć aparat ale bałem się trochę. Wszak grałem już z żółtą kartką.
I tak zakończył się ten grudniowy poniedziałek. Do meczu z Wolves, mojego ostatniego, miałem trzy dni.

Bodaj w środę, napisał do mnie Janusz. Polak od chyba dziewięciu lat mieszkający w Kanadzie. Śledzi mój blog, jest pasjonatem NBA. Spotkaliśmy się w jednym z centrów handlowych. Wypiliśmy herbatę, pogadaliśmy nie tylko o baskecie. To było miłe spotkanie. Przy okazji dziesiątych urodzin mojego bloga pisałem o tym, że to właśnie ludzie są dla mnie czymś niezwykle ważnym, jeśli chodzi o blogowanie.
"
Wymieniamy myśli, rozmawiamy, uczymy się, idziemy do przodu. Takie było moje marzenie, gdy zaczynałem pisać. Stworzyć miejsce, gdzie można wirtualnie przyjść, niefizycznie coś zabrać ze sobą, nienamacalnie coś zostawić a jednocześnie mieć możliwość przerobienia tego na coś bardzo realnego." 
 



Toronto uwielbia Andrew Wigginsa, urodzonego i wychowanego w pobliskim Brompton, na przedmieściach Toronto. Kibice w ACC fetowali go przed i w czasie meczu. Jego atletyzm jest zjawiskiem. To jak rusza się Karl Antony-Towns też jest zjawiskiem. Czysty talent zamknięty w ogromnym ciele. Zach Lavine bardzo podoba mi się jako koszykarz, nie tylko jako dunker/atleta. Rubio już nie nauczy się rzucać. A szkoda bo nadal uważam, że ma piękny koszykarski umysł.
Raps wygrali ten mecz 124:110. Zapamiętam z niego dunk DeRozana nad Rubio. I chyba tyle. No i oczywiście fakt, że był to mój ostatni mecz przy okazji tej wyprawy do Kanady.

 

Kilka spostrzeżeń:

- W przekroju całego pobytu w Toronto, bardzo złe wrażenie zrobił na mnie Jonas Valanciunas. Momentami zachowywał się jak jakiś gnojek z gimnazjum. Cwaniakował, ni stąd ni zowąd, podchodził do ludzi z organizacji i wymierzał im ciosy, podduszał. Oczywiście, w założeniu, to miało być śmiesznie. Nie było. Na boisku jest miękki, unika walki a to w połączeniu ze zbyt słabym rzutem, skłania mnie do tezy, że wstawienie do wyjściowej piątki Nougueiry, polepszyłoby Raptors tam, gdzie najbardziej wymagają usprawnień - w obronie. W takiej sytuacji transfer z udziałem Litwina nie byłby już tylko szeptem na korytarzach w ACC.

- Bardzo podobał mi się Lucas Nogueira. Ciężko pracuje, jest duszą towarzystwa. Rozśmiesza szatnię, dopinguje kolegów na ławce. Gdy gra, Raps zyskują nową jakość. Agresywny w atakowaniu obręczy po pick and rollach, świetnie łapie loby. Nie boi się pobrudzić sobie rąk w obronie. Przyjemnie oglądało się jego intensywność i dobrą energię.



- Pascal
Siakam wygląda na żywo dużo lepiej, niż jego statystyki. Jeśli nie pójdzie złą drogą, jeśli będzie ciężko pracował a jego ambicją nie będzie samo utrzymanie się w NBA, to mogą być z niego ludzie.

-
Fred VanVleet. Jego obecność w NBA jest dla mnie zagadką. Niski, gruby, powolny, bez rzutu. Patrzyłem jak trenuje przed meczami. Kozioł, spin, rzut. Kozioł step back, rzut. Wpadały mu może dwa rzuty z dziesięciu. Bez krycia.

- Patrick Patterson to równy gość. Po jednym z meczów ucięliśmy sobie długą pogawędkę pod szatnią. Odpowiadał ciekawie, nie zbywał mnie banałami, był uśmiechnięty i uprzejmy. 

- Siedziałem w pokoju, gdzie był m.in. Dominique Wilkins. Przysłuchiwałem się jego rozmowie z pewnym człowiekiem. Nique przekonywał rozmówcę, że LaVine nie nadaje się na startera w NBA, że skończy maksymalnie jako rezerwowy w tej lidze. Nie spodobało mi się to, bo w żadnym miejscu nie powiedział "moim zdaniem". Strzelał opiniami jak jakimiś prawdami życiowymi nie podlegającymi dyskusji. Nie lubię tego typu konwersacji i tego sposobu przedstawiania spraw.

Otworzyłem drzwi, których być może nie chciałem otwierać. Zobaczyłem NBA z nieco mrocznej strony. Wokół zawodników kręcą się różni ludzie. Na swój sposób się ich boje a jednocześnie jestem bardzo ciekaw kim są. To nie są byli gracze, bo tych znam. To nie mogą być agenci ani skauci, bo ci po pierwsze się nie afiszują swoją obecnością w halach, po drugie nie bywają aż tak często na meczach, po trzecie nie mają aż takiej rozpoznawalności i takiego szacunku (?) wśród graczy. W Toronto był taki starszy pan. Zawodnicy każdej z sześciu drużyn, jakie widziałem, podchodzili przywitać się i chwilę pogadać. Ten pan nie miał żadnej plakietki, ale miał wszędzie dostęp. 

Zawodnicy grają dla statystyk. O tym wiedziałem od ładnych paru lat. W Toronto przy parkiecie, miałem okazję bardzo się o tym przekonać. Szczególnie chodzi tu o bezpieczne zbiórki w obronie, gdy graczy ataku już nie ma. Zawodnicy dają sobie znać kto ma daną piłkę przejąć i podreperować swoje statystyki. Podobnie rzeczy mają się, gdy dany rozgrywający walczy o dużą ilość asyst. Wtedy częściej, niż wynikałoby z zagrywki, czy sytuacji na parkiecie, gracze decydują się na rzuty z jego podań.
Dopiero na miejscu, w hali, przekonujesz się ilu ludziom NBA daje pracę. Bary, restauracje, obsługa samego meczu, ochrona, szatniarze, chłopcy (i dziewczęta) od podawania piłek. NBA to jest biznes. Nieźle działający biznes.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o moją wyprawę do Toronto. Kończę ten tekst siedząc w media roomie w Londynie, w O2. Dziś wieczorem Pacers grają z Nuggets. Jak znam siebie, to relacja z tego wyjazdu powstanie po przynajmniej tygodniu.  
  

17:13, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
środa, 11 stycznia 2017
Wczoraj Knicks grali u siebie z Pelikanami. Anthony Davis zdobył 40 punktów, 18 zbiórek, 2 asysty oraz 3 bloki i poprowadził Nowy Orlean do wygranej 110:96.
Pod koniec III kwarty Kyle O'Quinn bez pardonu sfaulował penetrującego Davisa. Sędziowie wyrzucili go z boiska.
Słusznie czy nie?
Odpowiadam na kilka zadanych mi pytań.
To zagranie nie jest zagraniem 50/50. To nie jest sytuacja z rodzaju "podyskutujmy." To jest stuprocentowa dyskwalifikacja. Słuszna i jedyna możliwa decyzja sędziów. Bardzo mocny faul. Do tego niebezpieczny bo połączony z pchnięciem gracza będącego w pełnym biegu, w powietrzu. Piłka na żadnym etapie tego zagrania nie była celem O'Quinna.
Przy okazji oglądania tego typu zagrań w NBA niemal za każdym razem zdumiewają mnie reakcje komentatorów. Oni sami w wielu przypadkach sprawiają wrażenie mocno zaskoczonych decyzjami sędziów o wyrzuceniu danych zawodników z boiska.
Liga jak i całe środowisko NBA, są w tym konkretnym departamencie mocno za FIBA w rozumieniu, interpretowaniu i egzekwowaniu fauli niesportowych/dyskwalifikujących.
Zauważam jednak, że trend się zmienia, że Adam Silver dostrzegł potrzebę jeszcze większego chronienia swojego największego dobra - zawodników.
 

       
       
       
       
http://assets.nydailynews.com/polopoly_fs/1.2944125.1484171357!/img/httpImage/image.jpg_gen/derivatives/article_750/pelicans-knicks-basketball.jpg
23:58, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2017
Jimmy Butler z Chicago Bulls i Steph Curry z Golden State Warriors zostali wybrani Graczami Tygodnia jako przedstawiciele swoich Konferencji. Wyróżnienie przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 2 stycznia do niedzieli 8 stycznia.

Butler poprowadził Bulls do trzech wygranych w trzech meczach. Jego średnie z tych spotkań sięgnęły 38 punktów (najlepszy w lidze), 9.3 zbiórki, 6.3 asysty oraz 2.3 przechwytu. Lider Byków zaczął miniony tydzień od 52 punktów w starciu z Hornets. Był to pierwszy
mecz od czasów Michaela Jordana (1997) w wykonaniu zawodnika Bulls w United Center, na poziomie 50+. Jimmy ponadto zaliczył dwa razy double-double w tamtym tygodniu.  

Byki z bilansem 19:18 są obecnie na siódmym miejscu na Wschodzie.


Curry z kolei pomógł Warriors wygrać 3 z 4 czterech meczów w ubiegłym tygodniu. Jego statystyki wyniosły 31.8 punktu (trzeci na Zachodzie), 4.5 zbiórki, 5.5 asysty oraz 1 przechwyt. Curry trzy razy osiągał pułap 30 punktów. 28-latek został parę dni temu zaledwie siódmym graczem w historii klubu Warriors, który zdobył w lidze 12000 punktów. 

Warriors z bilansem 32:6 są niezmiennie najlepszą ekipą NBA.

Do nagrody nominowani byli także Dennis Schröder, Isaiah Thomas, LeBron James, James Harden, Paul George, Jeff Teague, DeAndre Jordan, Austin Rivers, Mike Conley, Zach Randolph, Joel Embiid, Eric Bledsoe, C.J. McCollum oraz LaMarcus Aldridge.

http://www.bullstimes.com/wp-content/uploads/2015/11/jimmy-butler-stephen-curry-nba-golden-state-warriors-chicago-bulls.jpg
21:57, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 stycznia 2017
Kolejne "Śliwki vs Robaczywki". Na warsztat bierzemy ostatnie dwa tygodnie (z zakładką) w lidze. Rezygnuję z numerowania tygodni, żeby się nie pogubić. Dzięki za podsyłanie własnych przemyśleń. To wiele dla mnie znaczy. Przypominam o kanałach dostępu do mnie (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage'u).
Zapraszam.

Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Śliwki:

- Isaiah Thomas. Kiedy stajesz koło niego, jeszcze bardziej doceniasz to, co robi. W NBA, w lidze silnych i wysokich facetów. Jest jednym z niewielu, bardzo niewielu, graczy formatu All-Star, od których jestem wyższy. Talent i ciężka praca. Jest znakomitą inspiracją dla wszystkich, którym brakuje warunków fizycznych, ale nie brakuje serca. Ciekawe czy Kings żałują, że poskąpili mu $28 mln płatnych w cztery lata?
Od 11 meczów nie zszedł poniżej 21 punktów. W Memphis zdobył 44 punkty przy zaledwie 16 rzutach z gry. 10 dni później zagrał za 52 punkty. Jest piątym strzelcem ligi. Tego lata pod jego dom podjedzie kontener z gotówką.
 
- Nicolas Batum. Trochę za mało mówi się o dobrej grze Francuza w tym sezonie. Zmieńmy to. Pomówmy o tym. W obecnych rozgrywkach zdominowanych i obserwowanych przez pryzmat triple-doubles Westbrooka i Hardena, wszechstronne, bardzo wszechstronne mecze Batuma, rzadko trafiają do nagłówków mediów głównego nurtu. Od lat jestem fanem jego stylu gry. Elegancki, inteligenty. Taki Boris Diaw w wersji 0% tłuszczu.  
 
- Westbrook i Harden. Obserwuję Was.

- Pistons wycofają koszulkę #32 Richarda Hamiltona. Ceremonia odbędzie się 26 lutego w meczu z Bostonem. Rip był ważnym ogniwem świetnie działających Pistons - mistrzów NBA 2004 roku i finalistów 2005. Billups, Wallace, Hamilton grali świetny, zdyscyplinowany basket.
 
- Benefity dla emerytowanych graczy. Liga NBA stanie się pierwszą profesjonalną ligą, która zapewni swoim byłym zawodnikom ubezpieczenia zdrowotne. Każdy, kto choć trochę zna system, w ramach którego działa służba zdrowia w USA, ten wie, że to jest wielki news.

- Gdzieś w notatkach zaginął mi ten dunk Vicotra Oladipo. To się miało znaleźć w poprzednich "ŚvsR".


       
       
       
       


- Zach Randolph. Młodsi kibice mogą nie pamiętać, że kilkanaście lat temu, Zach Randolph nie kojarzył się w NBA z niczym dobrym. Był członkiem niechlubnych Jail Blazers w Portland, grał w Knicks, kiedy ci byli patologią NBA. Dziś to jest zupełnie inny człowiek. Bierze udział w akcjach charytatywnych, pomaga a jego wizerunek jest ciepły. Sportowo zawsze imponowało mi u niego to, że bez szybkości i bez wyskoku potrafił zrobić na boisku dokładnie to, co chciał. W tym sezonie idealnie wpasował się w rolę zmiennika, który wchodzi na parkiet i z miejsca produkuje. Może i nie dałby rady przeskoczyć przez książkę telefoniczną, ale i tak zbierze i rzuci. Świetna praca nóg. W ostatnich ośmiu meczach nie szedł poniżej dwucyfrowej ilości punktów.
 
- Damian Lillard dał hip-hopowy koncert w swoim dawnym liceum w Oakland. Przy tej okazji wsparł też finansowo swoją byłą szkołę.
 
- Curry i curling.


       
       
       
       

                               

- Taj Gibson rozgrywa swój prawdopodobnie najlepszy w karierze sezon a my o tym nie mówimy. 12 punktów, prawie 7 zbiórek, 1.3 asysty oraz 1.1 bloku. W grudniu tylko trzy razy nie zdobył dwucyfrowej ilości punktów.

- Jeśli już jesteśmy w Chicago, to Jimmy B. Za mecz z Nets, kiedy sam musiał ciągnąć drużynę do wygranej, za 52 punkty z Hornets i ogólnie za świetny sezon. Bardzo lubię patrzeć na grę Butlera. Jego technika użytkowa to jest coś. Tam nie ma pajacowania z piłką. Za tym co widzisz u Butlera na parkiecie, stoją setki godzin treningów, litry wylanego potu, ból.
 
-  Nabożeństwo żałobne upamiętniające Craiga Sagera. Półtorej godziny. TUTAJ.

- W San Antonio odbyła się ceremonia wycofania koszulki Tima Duncana. Historyczny i piękny moment.


       
       
       
       


- Zmieni się sposób wybierania pierwszych piątek do All-Star Game. Brawo Adam Silver!
 
- Boogie 55 punktów z Blazers. Nie ma siły na jego siłę pod koszem.

- Podoba mi się jak Dewayne Dedmon wpasował się w rotację Spurs. Czasem można odnieść wrażenie, że gra w tym systemie od lat. Powiedzieć o nim coś więcej, niż zmiennik-zadaniowiec, to powiedzieć za dużo, ale to jest ten typ gracza z ławki, który sprawia, że drużyna nadal może grać dobrze, gdy starterzy odpoczywają.

- Richard Jefferson z meczu w Boże Narodzenie. 36-letni Rysiek ma jeszcze trochę wiosny w nogach! Jeszcze raz odwołuję się do młodszych kibiców. Jeśli nie znacie, to poszukajcie sobie, jak R.J. przez ładnych parę lat w New Jersey, razem z panem Vince'em Carterm, niszczyli obręcze z podań Jasona Kidda. To była fajna ekipa.


       
       
       
       


- Sacramento Kings. Nie mogę rozgryźć tego klubu ale też nie mogę nie docenić, że prawie w połowie sezonu, Kings walczą o play-offy. Tak myślę. Potrafili wygrywać na trudnych parkietach w Memphis , Utah i Denver. Potrafią być nieźli i zastanawiam się teraz jak to będzie się miało do potencjalnego handlowania Rudy'm Gay'em, które podejrzewam, że nastąpi. DMC gra jak najlepszy środkowy NBA. 
 
- W Boże Narodzenie Cavs podejmowali Warriors. Gospodarze wygrali dzięki rzutowi Irvinga. K.D. miał szansę uratować wynik, ale stracił równowagę i rzutu nie oddał. W oficjalnym raporcie z dwóch ostatnich minut meczu, liga przyznała, że Durant był faulowany. Ten, poproszony o komentarza, przyznał, że nie podoba mu się ten rodzaj transparentności ligi, że raporty powinny przestać się ukazywać. Klasa. Mógł przecież tylko wymownie pokiwać głową.

- Deron Williams. Pamiętam czasy kiedy trwała debata o tym, kto jest najlepszym rozgrywającym NBA. D-Will czy CP3. Zabójczy cross over, rzut, siła, niezła gra tyłem do kosza. Przez cztery lata z rzędu notował dwucyfrową ilość asyst. Potem przyszły kontuzje a te połączone z tendencją do tycia, złożyły się na powolny spadek. Williams w wieku 32 lat już nie wróci do elity rozgrywających NBA, ale jak patrzę na niego, to czasem widzę w nim tego starego, dobrego D-Willa. W ostatnich dziewięciu meczach, pięć razy przekraczał próg 20 punktów. Nadal zdarza mu się przetestować kostki obrońców. Szkoda, że już coraz rzadziej. Bardzo go lubiłem swego czasu. W 2011 roku byłem jedną z pierwszych w Europie osób, które wiedziały, że podpisze kontrakt z Besiktasem.


- Ersan Ilyasova gra sezon życia w Filadelfii. Dlaczego nikt o tym nie mówi? Istniało spore ryzyko, że Turek jest jedną nogą poza NBA, gdy w ciągu roku miał na sobie koszulki czterech klubów (Pistons, Magic, Thunder i 76ers). A tymczasem transfer do Szóstek okazał się najlepszą rzeczą, jaka mogła go spotkać. W swoim dziewiątym sezonie w NBA, ma najwyższą średnią punktową (15.1), gra największe minuty (28) i oddaje najwięcej rzutów (12). Do tego zalicza po 6.4 zbiórki oraz 1.6 asysty. Na 31 rozegranych meczów w Filadelfii, tylko trzy razy schodził z parkietu z mniej niż 10 punktami. 

- Świetna akcja promocyjna Bucks. Kluby NBA sprzedają różne pakiety biletowe. Dość popularne są bilety na 10 domowych meczów. Bucks wpadli na świetny pomysł, który wchodzi w życie  w przyszłym tygodniu. Za $149 można kupić bilet, który wygaśnie dopiero wtedy, gdy Kozły wygrają swój dziesiąty mecz u siebie, począwszy do starcia z Heat (13 stycznia). Świetny pomysł.

- A pamiętasz jak w pierwszym wydaniu "ŚvsR" w tym sezonie napisałem: "Przy najbliższej okazji, zwróćcie uwagę na Malcolma Brogdona z Bucks.Jest debiutantem a już ma głowę na karku." Wtedy przechodził tylko mój "test oka" bo statystykami nie podpierał swojej dobrej gry. W grudniu się to zmieniło. Pod nieobecność kontuzjowanego Dellavedovy, Brogdon wskoczył do pierwszej piątki Bucks, i nie jestem pewny czy nie zostanie tam na dobre. Triple-double z Bulls, dunk przy LeBronie. Jego średnie z ostatnich pięciu meczów to 12 punktów, 6.8 asysty oraz 5.6 zbiórki.
 
- Jabari Parker. W ostatnich 13 meczach, 9 razy przekraczał 20 punktów. To jest coś o czym marzyłem zobaczyć, czego oczekiwałem na początku sezonu. Jego talent, energia i siła, musiały w końcu zostać uwolnione. Ale to i tak jeszcze nie jest nawet połowa drzemiącego w nim talentu.
Patrzę na niego i widzę młodego Paula Pierce'a okraszonego barkley'owską siłą i skocznością (mówię tu o Barkley'u z 76ers lub Suns, nie tym ze studia TNT). Świetny techniczne, silny, skoczny, przebojowy. Przez kontuzję lewego kolana, mocno przystopował swój rozwój i korespondencyjny pojedynek z Andrew Wigginsem. Dziś nie jestem pewien czy przypadkiem nie odrobił już wszystkich strat do Kanadyjczyka i czy to nie on jest już teraz na czole tego wyścigu.

- James Johnson. Ładnie odnalazł się w Miami. W ostatnich 13 meczach tylko dwa razy nie przekroczył 10 punktów. 11.7 punktu, 5 zbiórek i 2.5 asysty to jego najwyższe wskaźniki w dziewięcioletniej karierze w NBA. 

- Rockets wycofają koszulkę #11 Yao Minga. Ceremonia odbędzie się 2 lutego przy okazji meczu z Hawks.

Robaczywki:

- Andre Roberson trafia 33% swoich rzutów osobistych w tym sezonie! Andre Drummond (45.5%), Dwight Howard (53.5%) i DeAndre Jordan (54%) przy 25-latku z Oklahomy wyglądają jak specjaliści od rzucania. Chciałbym poznać przyczynę stojącą za tym zjawiskiem.

- Andre Drummond. Myślałem, że po tamtym, mocnym, sezonie Dre zrobi krok do przodu i mocno zdominuje strefę podkoszową. Tak się nie stało. Drummond mniej rzuca, rzadziej dostaje się na linię, mniej zbiera. Dalej Ciska airballe z osobistych co jak dla mnie jest dramatem.


       
       
       
       


- Marcus Smart i jego flopy. Niezmiennie.
 

- Clippes. Nowy sezon, stara śpiewka. Wszystko zależy od CP3 a gdy ten siada z kontuzją, wszystko się pier..li. Mecz w którym z boiska wylecieli Rivers z synem - Los Angeles Clippers na jednym obrazku.


- George Karl. Wąż w trawie. Karl już nie wróci do NBA. W żadnej roli. Karl napisał książkę, w której na warsztat bierze swoich byłych zawodników na przestrzeni lat. Melo, Kenyon Martin. To jest szlam, dno, bagno. To jest i był taki typ człowieka. Niezły jako trener. Wąż w trawie jako człowiek. Rozumiem, że książka w dzisiejszych czasach to towar trudno schodzący z półek, że potrzebuje promocji, często przez sensację. Ale czym innym jest wyciąganie smaczków i historyjek z szatni NBA a czym innym jechanie po czyjejś rodzinie. Słabo panie Karl.

- Boogie zdobył 55 punktów z Blazers. To był emocjonalny mecz, z jakiegoś powodu, dla Cousinsa, który miał beef z Meyersem Leonardem. W końcówce meczu DMC wypluł ochraniacz na zęby przy ławce Portland. Dostał dacha, sędziwie wyrzucili go z boiska, po czym uznali (pewnie po konsultacji z Centrum Powtórek), że jednak ochraniacz wypadł mu z ust i pozwolili mu dalej grać. To nie był przypadek. Każdy kto nosi tego typu rzeczy, ten wie, że taki ochraniacz trudno wyjąć z ust. W NBA wszyscy mają robione je na miarę. To nie wypada z ust tak sobie.


       
       
       
       

 

- Dach dla Ryśka Jeffersona po wsadzie nad Thompsonem (powyżej) za mrugnięcie (?), krzywe spojrzenie. To już przesada. Na szczęście liga cofnęła mu tego dacha.

- Raport z ostatnich dwóch minut meczów. W założeniu miał sprawić, że liga będzie jeszcze bardziej transparentna. Bardzo rozumiem ten tok myślenia. Duże pieniądze, duże oczekiwania, co do jakości produktu, który w założeniu ma być czysty jak łza. Tyle, że skutki tegoż pomysłu nie do końca zostały zdiagnozowane. Zamiast transparentności, po meczach, szczególnie tych na szczycie, tych, gdzie o wyniku decydowało jedno posiadanie, często mamy do czynienia ze smrodem, fermentem. Fani przemądrzają się na forach a dziennikarze dostają pożywkę do tworzenia swoich teorii. Rozmawialiśmy o tym w Podcascie Specjalnym. Liga powinna albo wycofać się z tego pomysłu albo mocno go zmodyfikować. Mówi o tym coraz większe grono zawodników i trenerów NBA. I podkreślmy to - nikt rozumny (w większości przypadków) nie ma pretensji czy żalu do sędziów.

- Portland Trail Blazers. Ich obrona jest historycznie słaba. Ich atak mało kreatywny. Przegrali 7 z ostatnich 10 meczów. Są sześć spotkań pod kreską. Jeśli marzą o powtórzeniu runu sprzed roku, lepiej żeby w Oregonie zaczęło się coś dziać. Już.  

- Rzucanie po czasie. Nie wiem czy zauważyliście jak zawodnicy w końcówkach kwart I, II, III celowo wstrzymują oddanie dalekiego rzutu. Czekają na syrenę i wtedy rzucają. Rozumiem o co chodzi - nie chcą psuć sobie odsetka celności zza łuku. Jednocześnie nie rozumiem dlaczego nie chcą dać sobie szansy na trzy punkty. 

- Rajon Rondo. Pewnie znacie historię. Rondo został posadzony na ławkę. Nie spodobało mu się to. Miał spotkanie z zarządem klubu. Czy Rondo to nie jest przypadkiem inteligentniejsza i lepiej ubrana wersja Allena Iversona? Wszyscy sportowcy mają ego. Potrzebują go by się rozwijać i rywalizować. Ale jeśli ego zaczyna żyć swoim własnym życiem, w swoim własnym świecie, to oglądamy takie właśnie obrazki. Uwielbiałem Rondo w bostońskich czasach. Był świetny. Ale zawsze miał swoje ograniczenia. Nadal wierzę, że może być potrzebny ale wydaje mi się, że on sam będzie w stanie wprowadzić się na odpowiedni poziom motywacji tylko w ekipie walczącej o tytuł. Nigdzie indziej. Bulls nie grają o tytuł.   

- Po incydentach z kopaniem Draymonda Greena, liga wydała "unnatural act rule". Jak to bywa w początkach istnienia nowych praw, ich rozumienie, interpretowanie i egzekwowanie, pozostawia, póki co, bardzo wiele do życzenia. Sędziowie przesadzają z tym. Podejrzewam, że z czasem, sytuacja ulegnie normalizacji.

- Liga opublikowała cząstkowe wyniki głosowania na pierwsze piątki All-Star. Zaza Pachulia jest DRUGI na Zachodzie! Przed nim tylko K.D. Leczcie się ludzie. 

- Jeśli już o głosowaniu na All-Star mówimy, to Marcin Gortat hasztag NBAVote przyprawia mnie mdłości. Kolejne rok, kolejne igrzyska dziadostwa. Gortat nie jest graczem formatu All-Star. Gortat jest ligowym średniakiem. Gdy jeszcze był podział na obrońców, skrzydłowych i centrów a M.G. grał z Nashem w Suns, to był cień, cień szansy, że może, może, psim swędem mu się uda ale to już jest historia. Nie ośmieszajcie się. I nie mówcie o patriotyzmie, o tym, że jego ewentualny występ w ASG dźwignie basket w Polsce. Nie dźwignie.

Nie wiem czy wiecie, ale uaktualniony przez Silvera, system zliczania głosów skutecznie zablokuje wszystkie tego typu wieśniackie inicjatywy. Tylko połowa głosów od fanów się liczy. Drugą połowę dostali gracze i dziennikarze a ci, na 100%, nie wezmą ani Zazy, ani Gortata, ani im podobnych.

21:27, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 stycznia 2017
Biografia Allena Iversona „Życie to nie gra” została nominowana w plebiscycie na Sportową Książkę Roku. Lektura napisana przez Kenta Babba jest jedną z 20 wybranych publikacji, na które do końca stycznia mogą głosować czytelnicy.

Książka „Życie to nie gra” od Wydawnictwa SQN to opowieść o fenomenalnym koszykarzu – Allenie Iversonie i jego buntowniczej naturze, karierze i upadku, którego wszyscy się spodziewali. Kent Babb wykonał ogromną pracę w zebraniu materiałów i spisaniu tej historii. Jego wysiłki zostały nagrodzone wieloma dobrymi recenzjami. Jednym z tych wyróżnień jest także nominacja do tytułu Sportowej Książki Roku w naszym kraju.

Głosować można TUTAJ


15:32, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2017

John Wall z Washington Wizards i James Harden z Houston Rockets zostali wybrani Graczami Miesiąca jako przedstawiciele swoich Konferencji. Wyróżnienie przyznano za mecze rozgrywane w grudniu.


Harden poprowadził Rockets do bilansu 15:2 w grudniu. Jego średnie z tych meczów wyniosły 28.3 punktu (czwarty w lidze), 12 asyst (najlepszy w lidze), 9.1 zbiórki oraz 1.5 przechwytu. Lider Rakiet siedem raz przekraczał próg 30 punktów. W sylwestrowy wieczór zaaplikował Knicks 53 punkty, 16 zbiórek i 17 asyst. Było to pierwsze w historii NBA triple-double na poziomie 50/15+/15+ oraz drugie złożone z tylu punktów (pierwsze zaliczył Wilt Chamberlain w 1968 roku).

Rockets z bilansem 26:9 są na trzecim miejscu na Zachodzie.


Wall pomógł Wizards wygrać 10 z 15 meczów w ubiegłym miesiącu. Jego statystyki za ten okres sięgnęły 24.5 punktu (piąty na Wschodzie), 10.7 asysty (pierwszy na Wschodzie), 4.4 zbiórki oraz 2.7 przechwytu (pierwszy na Wschodzie). Dla ekipy ze stolicy USA był to pierwszy miesiąc z dziesięcioma wygranymi od grudnia 2014 roku.
Wizards z bilansem 16:17 są na dziewiątym miejscu na Wschodzie.


Do nagrody nominowani byli także Isaiah Thomas, LeBron James, Kevin Durant, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis, Russell Westbrook, DeMarcus Cousins, Kawhi Leonard, DeMar DeRozan oraz Kyle Lowry.

Wśród debiutantów Graczami Miesiąca zostali Joel Embiid z 76ers oraz Buddy Hield z Pelicans.

http://www2.pictures.zimbio.com/gi/James+Harden+Houston+Rockets+v+Washington+D4cCKpaLPSWl.jpg

23:49, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2017

John Wall z Washington Wizards i James Harden z Houston Rockets zostali wybrani Graczami Tygodnia jako przedstawiciele swoich Konferencji. Wyróżnienie przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 26 grudnia do niedzieli 1 stycznia.

Wall pomógł Wizards wygrać wszystkie trzy mecze w tamtym tygodniu. Jego statystyki za ten okres sięgnęły 24.3 punktu, 13 asyst (najlepszy w lidze), 5.3 zbiórki, 2.7 przechwytu (drugi na Wschodzie) oraz 1 bloku.
Wizards z bilansem 16:16 są na szóstym miejscu na Wschodzie. Gortat i koledzy wygrali 10 z 15 meczów w grudniu. 


Harden poprowadził Rockets do kompletu wygranych w czterech meczach w ubiegłym tygodniu. Jego średnie za ten okres wyniosły 37.3 punktu (najlepszy w lidze), 12.5 asysty (drugi w lidze), 9.8 zbiórki oraz 1.2 przechwytu. Lider Rakiet w każdym z tych meczów zdobywał ponad 30 punktów. W sylwestrowy wieczór zaaplikował Knicks 53 punkty, 16 zbiórek i 17 asyst. Było to pierwsze w historii NBA triple-double na poziomie 50/15+/15+ oraz drugie złożone z tylu punktów (pierwsze zaliczył Wilt Chamberlain w 1968 roku).

Rockets z bilansem 26:9 są na trzecim miejscu na Zachodzie. Ekipa z Teksasu wygrała w grudniu 15 z 17 meczów.

Do nagrody nominowani byli także Isaiah Thomas, Nikola Jokic, DeAndre Jordan, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis, Joel Embiid, C.J. McCollum oraz DeMarcus Cousins.

http://www2.pictures.zimbio.com/gi/James+Harden+Houston+Rockets+v+Washington+D4cCKpaLPSWl.jpg

22:09, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »