Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
MENU:
piątek, 30 czerwca 2017

Ricky Rubio przenosi się do Salt Lake City. Wolves i Jazz dogadali się w sprawie wymiany, na mocy której 26-letni Hiszpan powędruje do Utah. Do Minnesoty trafi wybór w pierwszej rundzie przyszłorocznego draftu (chroniony w top14), który będzie pochodził od Oklahomy Thunder.

Dla Jazz oznacza to, że nie będą się starali zatrzymać George'a Hilla, który rok temu pomógł im wejść do play-offs po czterech latach przerwy.

Z kolei Minnesota będzie chciała pozyskać na wolnym rynku, któregoś z topowych obrońców. Do wzięcia będą m.in. Kyle Lowry (namawiamy przez Jimmy'ego Butlera do gry dla Wolves), Jeff Teague, Patty Mills, Derrick Rose, który z Butlerem i coachem Thibodeau, mógłby stworzyć w Minnesocie małe Chicago,  a także George Hill.

Rubio zostały dwa lata w kontrakcie ($14.1 mln oraz $14.8 mln). Miniony sezon zaczął średnio, ale po Weekendzie Gwiazd, po kontuzji Zacha LaVine'a, notował średnio 16 punktów, 10.5 asysty, 4.5 zbiórki oraz 1.5 przechwytu. Po sześciu latach w NBA, jego niezmienną bolączką jest skuteczność rzutów. W minionych rozgrywkach trafiał tylko 40% swoich rzutów z gry oraz 30% zza łuku. Był to jeden z głównych powodów, dla których Wolves starali się go wytransferować i poszukać na rozegranie kogoś z dobrym rzutem dystansowym by zapewnić możliwie jak najlepszy spacing dla Townsa, Wigginsa i Butlera.  

http://cdn.fansided.com/wp-content/blogs.dir/229/files/2014/08/ricky-rubio-klay-thompson-nba-minnesota-timberwolves-golden-state-warriors-850x560.jpg

23:51, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 czerwca 2017

Chris Paul przenosi się do Houston Rockets. 32-letni CP3 miał tego lata zostać wolnym agentem. Jego usługami zainteresowanych było wiele klubów. Według źródeł, Paul poinformował Clippers, że ma zamiar zrezygnować z opcji w kontrakcie na najbliższe rozgrywki ($24.2 mln), wejść na rynek wolnych agentów, po czym związać się z Houston. W tej sytuacji oba kluby postanowiły dogadać się w sprawie wymiany. Paul podjął opcję na nadchodzący sezon, żeby wymiana mogła dojść do skutku.

Wstępnie wygląda ona tak (szczegóły mogą być jeszcze dogadywane): Do L.A. przeniosą się  Sam Dekker, Patrick Beverley, Lou Williams, DeAndre Liggins, Darrun Hilliard, Montrezl Harrell, Kyle Wiltjer oraz wybór w I rundzie przyszłorocznego draftu (chroniony w top3). 

Paul wejdzie na wolny rynek w przyszłym roku. Będzie wtedy uprawniony do podpisania z Rakietami pięcioletniej umowy o wartości $205 mln. Na podobny kontrakt mógł liczyć tego lata ze strony Clippers. Każdy inny klub mógł zaoferować mu czteroletnią umowę wartą $152 mln. Podobnie sprawy będą się mieć przyszłego lata. CP3 w ciągu sześciu sezonów w L.A. Clippers notował średnio 18.7 punktów, 4.2 zbiórki, 9.8 asysty oraz 2.4 przechwytu. Clippers za każdym razem meldowali się w play-offach, ale ani razu nie udało im się przebić przez drugą rundę. Trzy razy odpadali już w pierwszej.

Przyczyn odejścia było kilka. Według źródeł, Clippers nie byli zbyt chętni dawać CP3 w piątym roku nowej umowy maksymalnych $45 mln. Poza tym mówi się też o nadszarpniętych stosunkach na linii Paul-Rivers. CP3 miał mieć podobno żal do Riversa, że ten przy różnych okazjach faworyzuje swojego syna Austina. Dodatkowo był wściekły na niego za to, że powiedział nie na propozycję od Knicks w ubiegłym sezonie, na mocy której Carmelo Anthony i Sasha Vujacic przenieśliby się do Clippers w zamian za Jamala Crawforda, Paula Pierce'a oraz Austina Riversa.  

18:14, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »

Phil Jackson został zwolniony ze stanowiska prezydenta do spraw koszykarskich operacji New York Knicks. Współpraca między stronami trwała od marca 2013 roku. Na mocy kontraktu podpisanego wtedy, 71-letni Jackson ma jeszcze do zarobienia $24 mln płatne w dwa lata  O potencjalnym rozstaniu mówiło się już od jakiegoś czasu.

I tak kończy się ta przygoda. Miał być sen o wielkości, ścieżka prowadząca do mistrzostwa, zmiana kultury prowadzenia drużyny, nowe wzorce. A co faktycznie zostało? Jeszcze większa patologia w Nowym Jorku. Nadal brak jakiejkolwiek stabilizacji. Jackson odchodzi jako przegrany, jako człowiek, którego przerosła jego własna legenda, jako człowiek, który nie potrafił schować do szuflady swojego przerośniętego ego. Jako człowiek, który ze swoim najlepszym zawodnikiem rozmawiał za pośrednictwem mediów (momentami w mocno żenującym stylu), jako człowiek, który bez przyczyny atakował (werbalnie) zawodników obcych drużyn i całe organizacje (również w mało wyszukanym stylu). Odchodzi jako ponura karykatura samego siebie. 

Knicks w ciągu trzech sezonów pod skrzydłami Jacksona, wygrali zaledwie 80 meczów. 11-krotny mistrz NBA nie przyniósł ze sobą do Nowego Jorku spodziewanego, i tak potrzebnego doświadczenia, charyzmy i spokoju Zen. Przyniósł za to trójkąty i Kurta Rambisa. Koszykówka ewoluuje. Pojawiają się nowe trendy, nowe sposoby grania. A Jackson niezmiennie swoje - trójkąty i Kurt Rambis. To w jaki sposób zakończyła się ta współpraca, oraz to, w jaki sposób Jax traktował koszykarski świat wokół siebie w czasie pracy w Nowym Jorku, każe mi postawić tezę, że był to ostatni raz, kiedy widzieliśmy go pracującego w NBA na jakimś poważnym stanowisku.

W 2013 roku byłem na tak, jeśli chodzi o jego pojawienie się w Knicks. Sądziłem, że człowiek z tak ogromnym szacunkiem w lidze i takim doświadczeniem, będzie sprawnie dobierał elementy domina, że w swoich zaawansowanych analizach będzie krok przed wszystkimi. Wydawało mi się, że jako 11-krotny mistrz, nie będzie musiał niczego nikomu udowadniać. Okazało się jednak, że Jackson nie był w stanie rozmawiać z menadżerami innych drużyn z jednakowych pozycji. Domagał się specjalnego traktowania, którego z przyczyn oczywistych, nie mógł dostać. Szacunek, to w środowisku menadżerów ekip NBA, sprawa nadrzędna. Ty pomożesz mi dziś, ja pomogę Tobie jutro. Tak to działa. Nie potrafił dogadać się Melo. W ostatnim sezonie wręcz siłą starał się wykopać go z drużyny. Publicznym praniem brudów z szatni, stracił w oczach wielu osób ze środowiska. Jego niewątpliwy sukces, to wybór Kristapsa Porzingisa z czwartym numerem draftu 2015 roku (choć tu trzeba wspomnieć o wzorowej pracy międzynarodowych skautów Knicks, którzy rekomendowali ten wybór). Paradoksalnie, plotki o handlowaniu Łotyszem, mogły być ostatecznym gwoździem do trumny Jacksona w Nowym Jorku.  

Drużyną doraźnie ma się zająć Steve Mills, generalny menadżer klubu. James Dolan ma w najbliższej przyszłości podjąć decyzję kim obsadzić stanowisko zwolnione przez Phila Jacksona.

http://dubsism.files.wordpress.com/2011/05/phil-jackson-as-a-knick.jpg

17:12, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (6) »
piątek, 23 czerwca 2017

Pierwszy raz w życiu śledziłem draft na żywo. I od razu tak! Z Michałem Górnym i Przemkiem Kujawińskim pokusiliśmy o transmisję na żywo z tego wydarzenia. Mieliśmy trochę problemów technicznych, ale ostatecznie je pokonaliśmy. Jimmy Butler został Leśnym Wilkiem. Lauri Markkanen trafił do NBA szybciej, niż to zakładałem rok temu. Dziś już nic więcej nie dodam, bo po nocy z draftem i podróży do Pragi, pisanie o czymkolwiek jest na ostatnim miejscu zajęć, które chciałbym teraz robić. Spanie jest jedynką tej isty. Pozdrowienia z koszykarskiej Pragi!

  1. 76ers: Markelle Fultz (G) - Washington

  2. Lakers: Lonzo Ball (G) - UCLA

  3. Celtics: Jayson Tatum (F) - Duke

  4. Suns: Josh Jackson (F) - Kansas

  5. Kings: DeAaron Fox (G) - Kentucky

  6. Magic: Jonathan Isaac (F) - Florida State

  7. Bulls: Lauri Markkanen (F) - Arizona

  8. Knicks: Frank Ntilikina (G) - France

  9. Mavericks: Dennis Smith Jr. (G) - NC State

  10. Trail Blazers: Zach Collins (F/C) - Gonzaga

  11. Hornets: Malik Monk (G) - Kentucky

  12. Pistons: Luke Kennard (G) - Duke

  13. Jazz: Donovan Mitchell (G) - Louisville

  14. Heat: Bam Adebayo (C) - Kentucky

  15. Kings: Justin Jackson (F) - UNC

  16. Bulls: Justin Patton (C) - Creighton

  17. Bucks: DJ Wilson (F/C) - Michigan

  18. Pacers: TJ Leaf (F/C) - UCLA

  19. Hawks: John Collins (F) - Wake Forest

  20. Kings: Harry Giles (F/C) - Duke

  21. Thunder: Terrance Ferguson (F) - Australia

  22. Nets: Jarrett Allen (C) - Texas

  23. Raptors: OG Anunoby (F) - Indiana

  24. Nuggets: Tyler Lydon (F) - Syracuse

  25. 76ers: Andzejs Pasecniks (C) - Latvia

  26. Trail Blazers: Caleb Swanigan (PF) - Purdue

  27. Lakers: Kyle Kuzma (F) - Utah

  28. Jazz: Tony Bradley (C) - North Carolina

  29. Spurs: Derrick White (G) - Colorado

  30. Lakers: Josh Hart (G) - Villanova

  31. Pelicans: Frank Jackson (PG) - Duke 

  32.  Suns: Davon Reed (SG) - Miami

  33. Magic: Wesley Iwundu (SF) - Kansas State

  34. Kings: Frank Mason III (PG) - Kansas

  35. Grizzlies: Ivan Rabb (PF) - California

  36.  76ers: Jonah Bolden (PF) - Australia 

  37. Celtics: Semi Ojeleye (SF) - SMU

  38. Warriors: Jordan Bell (C) - Oregon

  39. Clippers: Jawun Evans (PG) - OSU

  40. Hornets: Dwayne Bacon (SF) - FSU

  41. Hawks: Tyler Dorsey (SG) - Oregon

  42. Lakers: Thomas Bryant (C) - Indiana

  43. Rockets: Isaiah Hartenstein (C) - Lithuania

  44. Knicks: Damyean Dotson (SG) - Oregon

  45. Rockets: Dillon Brooks (SF) - Oregon

  46. Bucks: Sterling Brown (SG) - SMU

  47. Pacers: Ike Anigbogu (C) - UCLA

  48. Clippers: Sindarius Thornwell (SG) - South Carolina

  49. Nuggets: Vlatko Cancar (SF) - Slovenia

  50. 76ers: Mathias Lessort (PF) - France

  51. Nuggets: Monte' Morris (PG) - Iowa State

  52. Pacers: Edmond Sumner (PG) - Xavier

  53. Celtics: Kadeem Allen (SG) - Arizona

  54. Suns:  Alec Peters (PF) - Valparaiso

  55. Jazz: Nigel Williams-Goss (PG) - Gonzaga

  56. Celtics:  Jabari Bird (SG) - California

  57. Nets: Aleksandar Vezenkov (PF) - Spain

  58. Knicks: Ognjen Jaramaz (PG) - Serbia

  59. Spurs: Jaron Blossomgame (SF) - Clemson

  60. Hawks: Alpha Kaba (PF) - France




23:22, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
środa, 21 czerwca 2017

Zaczyna się dziać!

Los Angeles Lakers i Brooklyn Nets dogadali się w sprawie wymiany, na mocy której D'Angelo Russell i Timofey Mozgov przeniosą się na Brooklyn. W przeciwnym kierunku powędrują Brook Lopez oraz 27 wybór tegorocznego draftu. 

Atlanta Hawks i Charlotte Hornets porozumieli się w sprawie transferu. Na jego mocy Dwight Howard oraz 31 wybór tego draftu przeniosą się do Karoliny Północnej. Do Georgii pojadą z kolei Miles Plumlee, Marco Belinelli oraz 41 wybór nadchodzącego draftu.

06:45, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
niedziela, 18 czerwca 2017

Boston Celtics i Filadelfia 76ers dogadali się w sprawie wymiany swoich tegorocznych wyborów w drafcie. Celtics oddadzą do 76ers swoją "jedynkę". W zamian dostaną ich trzeci wybór w tym drafcie oraz wybór w I rundzie naboru 2018 roku od L.A. Lakers, o ile ten znajdzie się na miejscach od 2 do 5. Jeśli nie, 76ers oddadzą Bostonowi pick (od Sacramento Kings) w I rundzie draftu 2019 roku.

Czy to dobry ruch, czy nie, okaże się na przestrzeni lat, gdy wybierani zawodnicy zaczną (lub nie) grać na miarę swoich potencjałów. Ta wymiana była dla mnie bodźcem do napisania paru słów o Celtics a w szczególności Danny'm Ainge'u. Już od jakiegoś czasu, nosiłem się z zamiarem zrobienia tego. I od samego początku pragnę wyrazić swoją nadzieję, że nie zrozumiemy się źle. Ainge to świetny menadżer. W ciągu 13 lat pracy w Bostonie na swoim stanowisku, może pochwalić się wieloma udanymi transferami (sztandarowe lato 2007), nosem do wyborów w drafcie (np. Rajon Rondo z 21 numerem w 2006 roku, Tony Allen z 25 numerem w 2004 roku). To wszystko prawda. Ja chciałem tylko odnieść się do pewnej tendencji, którą zauważyłem wśród ludzi obserwujących NBA. Utarło się, szczególnie po 2007 roku, nie kwestionować ruchów kadrowych i decyzji Ainge'a. Bo on wie lepiej, widzi więcej i tak dalej. Ci, którzy próbują to robić, narażają się zagorzałym fanom Bostonu i menadżerskiego talentu Ainge'a. Moim zdaniem latem 2007 roku miał więcej szczęścia, niż chłodnej analitycznej kalkulacji. Zresztą sam twierdził wtedy, że celuje w tytuł od 2009 roku. Nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co stworzył. Przez kolejnych pięć lat był, według mnie, zbyt pasywny w swoich działaniach. I w zasadzie głównie tych ram czasowych dotyczy to, co poniżej. Lat 2008-2013 i ostatniej drużyny, której szczerze kibicowałem.   

Ainge ma opinię genialnego menadżera, który żeby wzmocnić drużynę byłby w stanie wytransferować własną matkę. Ja podzielam tę opinię tylko w części. Tak, Danny lubi ryzyko i nie boi się odważnych decyzji. Ale czy jest menadżerem-wizjonerem, który zazwyczaj wygrywa? W mojej ocenie nie do końca. Uważam, że po przegranym Finale 2010 przespał kolejne dwa lata. Zmiany, jakich dokonywał były co najwyżej kosmetyczne. Do starzejących się Pierce'a, Garnetta i Allena nie dołączył nikogo naprawdę wartościowego, kogoś kto mógłby realnie wesprzeć Celtics w wygrywaniu, a nie być tylko zadaniowcem z ławki.


Oddał Kendricka Perkinsa i Nate'a Robinsona do Oklahomy w zamian za m.in. Jeffa Greena. Po pierwsze zepsuł chemię w zespole, po drugie zabrał ważne ogniwo jednej z najlepszych defensyw tamtych lat. Perk zagrał z OKC w 2012 roku w Finałach jako starter. Jego brak pod koszem Bostonu sprawił, że ich żelazna obrona straciła swój filar i charakter. Sam LeBron James mówił o tym, że po jego odejściu atakowanie obręczy C's było łatwiejsze. Po trzecie zamiast Greena mógł (podobno) dostać Jamesa Hardena - wybrał inaczej.

Pozwolił odejść Tony'emu Allenowi bo bał się o jego kolana. Tymczasem kolana, dziś obrońcy Grizzlies, przez ładnych parę sezonów miały się nad wyraz dobrze, a ich właściciel pozostawał jednym z najlepszych (jeśli nie najlepszym) defensorem z pozycji obwodowych.

Handlował Ray'em Allenem w zasadzie od kiedy tylko go pozyskał. Dumny, urażony Ray tylko czekał, aż będzie wolnym agentem. W 2012 roku pokazał Ainge'owi środkowy palec w sposób najbardziej bolesny z możliwych. Nie dość, że zgodził się na pieniądze dwa razy mniejsze, niż mu proponowano w Bostonie, to jeszcze związał się z Miami Heat - ich największym wrogiem ostatnich lat. Nazwisko Allena, na przestrzeni lat w Bostonie, było łączone z wieloma klubami.

Miał do dyspozycji skład, dla którego to jedno mistrzostwo z roku 2008, będzie z jednej strony wielkim sukcesem, ale z drugiej, już na zawsze, sporym niedosytem bo możliwości, potencjał i aspiracje na przynajmniej jeszcze jeden tytuł na pewno były. Oczywiście zdrowie, a raczej jego brak to coś, nad czym ani Ainge ani nikt inny nie ma kontroli, ale to jest osobny temat.

Ainge przez lata pływał na fali wydarzeń z wakacji 2007, kiedy w dość zgrabny sposób z drużyny która wygrała 24 mecze, zmontował w Bostonie skład który sięgnął po tytuł, a niejako przy okazji wygrał 66 meczów w rundzie zasadniczej. Od tamtej pory miał więcej szczęścia, niż dobrych decyzji. Nie mówiąc już o tych genialnych czy wizjonerskich.

Zrobił świetny ruch, gdy oddał na Brooklyn Garnetta i Pierce'a a przyjął m.in. trzy wybory w pierwszych rundach draftu. Świetny z perspektywy czasu. Na ile był to desperacki ruch, by dostać cokolwiek za emerytowane gwiazdy, a na ile chłodna kalkulacja? Wtedy nie mówiło się, że Ainge jest wygranym wymiany. Kto mógł się spodziewać, że kostki Derona Williamsa posypią się tak szybko? Kto mógł się spodziewać, że pasja pana Mikhaiła Prokhorova do budowania mistrzowskiej ekipy, wypali się tak szybko? Nawet dziś osoby blisko związane zarówno z Bostonem, jak i Brooklynem, podkreślają, że powszechnie panowała opinia, że owe wybory, to będzie coś w okolicach trzeciej dziesiątki draftu. Ainge dobrze wyszedł też na wymianie z udziałem Rajona Rondo. Dostał m.in. Jae Crowdera. Udało mu się też z Isaiah Thomasem.

Teraz kondycja Bostonu wygląda świetnie. Druga najlepsza drużyna Wschodu, wybiera w top3 tegorocznego draftu. Najprawdopodobniej to samo zrobi również za rok, jako że C's kolejny raz dostaną wybór od Nets. Ainge ma całą masę picków w najbliższych latach, więc przyszłość rysuje się dla Bostonu w jasnych barwach. Być może zgromadzone wybory posłużą mu do pozyskania Butlera, George'a czy kogoś innego z topowych graczy ligi. Może któraś z młodych gwiazd okaże się wielkim talentem. Może. Mówi się, że Ainge swoim ostatnim ruchem przechytrzył wszystkich, bowiem nie był do końca przekonany co do Markelle'a Fultza, typowanego na jedynkę draftu. Tym sposobem ma dużą szansę wybrać tego zawodnika, którego najbardziej chce, a przy okazji zapewnił sobie wybór w przyszłym naborze lub w roku 2019. To wszystko rozbudza wyobraźnię i pozwala sądzić, że Danny Ainge być może handluje z samym diabłem.    

Wrócę do lat 2008-2013. Tak wyglądały wybory Bostonu w poszczególnych draftach:

2008 - Z 30 numerem do Celtics trafił J. R. Giddens, który w NBA był zupełnie nikim. Po latach miał swój epizod w Asseco Gdynia.

Ainge mógł sięgnąć po takich graczy jak: Nikola Peković (31), DeAndre Jordan (35) czy Ömer Aşık (36). 

2011 - MarShon Brooks 25 numer, oddany do Nets za JaJuana Johnsona.

C's mogli sięgnąć po Jimmy'ego Butlera, który z 30 numerem trafił do Bulls. W II rundzie, z 55 numerem Boston zdecydował się na E'Twauna Moore'a. Pięć pozycji niżej znalazł się ostatecznie Isaiah Thomas.

2012 - Z 21 numerem do Bostonu trafił Jared Sullinger, a z 22 Fab Melo. Do wzięcia byli: Jae Crowder (34), Draymond Green (35) czy Kris Middleton (39).

2013 - Z 13 numerem tamtego draftu do Celtics trafił Kelly Olynyk. Za nim znaleźli się tacy zawodnicy jak Giannis Antetokounmpo (15), Dennis Schröder (17) czy Rudy Gobert (27).

Oczywiście, nie tylko Ainge pomijał wymienione przeze mnie "perły" poszczególnych draftów. Ale nie każdy GM w NBA nosi miano geniusza, wizjonera, który wie i widzi więcej, niż pozostali. Historia pokazuje, że wyników drużyn nie musi obrazować sinusoida. Nie musi być tak, że przez kilka sezonów się wygrywa, potem "nurkuje" przez kolejne lata, żeby znów triumfalnie powstać. Popatrzcie na Spurs. To jest możliwe. Nawet jeśli nie walka o tytuł, to stały, wysoki poziom od dwóch dekad. Dlaczego R. C. Buford, menadżer San Antonio, nie jest nazywany geniuszem w swoim fachu? Ale to już jest chyba pytanie na osobną rozmowę.

Nie mam nic do Danny'ego Ainge'a. Mam za to coś do odbierania mi prawa do kwestionowania, zastanawiania się na jego ruchami kadrowymi. Przecież robimy to w odniesieniu do większości menadżerów ligi.  

https://c.o0bg.com/rf/image_960w/Boston/2011-2020/2014/12/20/BostonGlobe.com/Sports/Images/Lee_ainge2_spts.jpg

23:30, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 czerwca 2017

Gdy w czerwcu 2008 roku Boston Celtics sięgnęli po mistrzowski tytuł, mój tata był w szpitalu i czekał na poważną operację, która nigdy wcześniej się nie udała tam, gdzie leżał. Siłą rzeczy, play-offy 2008 były dla mnie czymś innym, niż zwykle. W nocy mecze, w dzień szpital. Noc zlewała mi się dniem, dzień z nocą. Ciężka głowa, ciężkie oczy, ogólnie ciężko. Równolegle do zdrowotnych problemów taty, toczył się w moim życiu osobny wątek, który mocno przetestował moją psychikę, mój charakter, moje inne rzeczy. Chyba nie mam chęci pisać o tym na koszykarskim blogu. Powiem tylko, że był to wątek sercowo-uczuciowy. Jak nie żałuję niczego, co zrobiłem w życiu, tak z tamtego okresu, gdybym mógł, paru rzeczy bym teraz nie zrobił, a niektóre, być może, zrobiłbym inaczej. Choć ogólnie wierzę, że wyszedłem z tego wszystkiego twardszy i bogatszy o nowe doświadczenia. Nocne transmisje NBA były moją prywatną ucieczką do krainy, która przynajmniej na parę godzin, dawała mi wewnętrzny spokój. 

Tamci Celtics byli ostatnią drużyną, której szczerze kibicowałem. Gdy latem 2007 roku Kevin Garnett i Ray Allen przechodzili z Minnesoty i Seattle do Bostonu, ja miałem wakacyjną pracę w Niemczech. Internet łapałem przy jakiejś szkole. Pracowałem po 10h dziennie a potem zmęczony brałem lapa i szedłem sprawdzać newsy z NBA i świata. Czasem wstawałem przed pracą i szedłem na mój mały szkolny plac prawdy. Skakałem z radości, jak dowiedziałem się, że Danny Ainge pociągnął za spust tych dwóch wymian. Od lat byłem fanem Garnetta i Allena więc wiadomość, że obaj zagrają w Bostonie, razem Paulem Pierce'em, którego też uwielbiałem, oznaczała jedno...miałem nową drużynę, której mogłem kibicować. Trzy tygodnie później miałem wypadek samochodowy, podobno otarłem się o śmierć. Po co o tym piszę w kontekście Celtics? Wszystko to mi się razem łączy. Gdy sięgam pamięcią wspominając tamtą ekipę - jak się tworzyła, jak grała, na myśl przychodzi mi tamto lato w Niemczech i ta nie do końca udana wyprawa do Hiszpanii, żeby odwiedzić tatę. Gdy myślę o tamtych wakacjach, o wypadku, o pracy dla Włocha w Niemczech, o czasie spędzonym w Hiszpanii z tatą już po wypadku, na myśl przychodzą mi też Celtics. Pewnie po części też z tego powodu, ta drużna była dla mnie taka wyjątkowa.     

 

 Poniżej oryginalny tekst, który napisałem dziewięć lat temu.

 

17 czerwca 2008 roku Celtowie z Bostonu sięgnęli po siedemnasty mistrzowski tytuł w historii klubu. Poniżej z tejże właśnie okazji siedemnaście spostrzeżeń, uwag, cytatów na temat finałów, minionego sezonu, Celtów, ich „Wielkiej Trójki” i paru innych ciekawych rzeczy. Zapraszam.

1. Wynik 131:92 w decydującym szóstym meczu. 39 punktów przewagi to nowy rekord NBA jeśli chodzi o mecze w których decydowały się losy mistrzowskiego tytułu.

2. Celtowie potrzebowali aż 26 meczów w postseason (7 z Atlantą, 7 z Cleveland i po 6 z Detroit oraz Los Angeles) by znaleźć się tam gdzie teraz są. To nowy rekord ligi. 

3. Po sezonie 2006/2007 gdzie wygrali zaledwie 24 mecze byli w stanie wygrać aż 66 spotkań w sezonie kolejnym i sięgnąć po tytuł. Była to największa metamorfoza w historii NBA.

4. Do tej pory nie zdarzyło się żeby trzej najlepsi strzelcy mistrzowskiego zespołu mieli po 30 lub więcej lat.

5.  Do tej pory nie zdarzyło się żeby dwóch spośród trzech najlepszych strzelców mistrzowskiej ekipy sezon wcześniej grało w innych klubach.

6. To dla Paula Pierce’a . Po 10 latach głównie frustracji i rozczarowań wreszcie ma to o czym marzy każdy sportowiec. Cierpliwość i wytrwałość popłacają. Miał okazje odejść do lepszych klubów, zaufał Danny’emu Ainge’owi i trenerowi Riversowi.  "Przez te 10 lat sporo tu przeżyłem. Doc, Danny i właściciel klubu cały czas byli ze mną, wspierali mnie, to wspaniałe uczucie odpłacić się im wreszcie za to. […] Czuję, że jestem na szczycie świata, sny się spełniły" – powiedział po dzisiejszym meczu Pierce.

7. To dla Kevina Garnetta. Po 12 latach w Minneapolis gdzie największym sukcesem był finał konferencji zachodniej w roku 2004 (przegrany z Lakers 4:2) do K.G. przylgnęła etykieta zawodnika, który usztywnia się w meczach o wysoką stawkę.

8. To dla Raya Allena. Super strzelec podobnie jak K.G. miał opinię gracza który traci swój „magic touch” zawsze wtedy kiedy jest naprawdę potrzebny. W tegorocznych play-offs teoria ta zdawała się znajdować potwierdzenie. Ray Ray pudłował niemiłosiernie ale to za sprawą jego ważnych rzutów z Cavs, Pistons a przede wszystkim w finale Celtics są tam gdzie są.

9. Phil Jackson w pierwszych dziewięciu finałach na ławce trenerskiej zdobył komplet dziewięciu tytułów. Za ostanie dwa finały legitymuje się bilansem 3:8.  

10. To dla Doca Riversa. Na początku sezonu zmarł mu ojciec. W dniu meczu numer 5 (15 czerwca) w Stanach Zjednoczonych obchodzono Dzień Ojca. Rivers bardzo chciał wygrać ten mecz dedykując sukces pamięci ojca – nie udało się. Wygrał wczoraj  17 czerwca – dzień przed rocznicą urodzin Grady Riversa. Wiele mówiło się także o mankamentach jego warsztatu trenerskiego, zbyt partnerskich stosunkach z zawodnikami ba niektórzy „znawcy” nawet prześmiewczo pytali kim jest Rivers? Teraz z pewnością zapamiętają to nazwisko.

11. To dla ławki rezerwowych Celtics. Podobno nie istnieje.

12. To dla Rajona Rondo. Nie jest łatwo być rozgrywającym w NBA mając 22 lata, znikome doświadczenie i ogromne oczekiwania doświadczonych kolegów, którzy grają tylko i wyłącznie o tytuł. Nie jest łatwo skupić się na grze gdy słyszy się swoje nazwisko podczas wskazywania najsłabszych punktów zespołu bądź w kontekście spekulacji transferowych. Rondo stanął na wysokości zadania i to w jakim stylu! "Rondo dał radę. Był świetnym graczem, przeciwstawił się presji i tym, którzy mówili, że potrzebujemy rozgrywającego. On udowodnił, że stać go na grę na naszym poziomie." – komplementował młodego kolegę Kevin Garnett.

13. Za beczkę Gatorade, którą Paul Pierce wylał na głowę Riversa.

14.. "To przesłanie dla małych dzieci - poświęcenie może zaprowadzić Cię na szczyt." Powiedział Mark Jackson komentator ESPN niegdyś świetny rozgrywający kilku klubów NBA.

15. „Wszystko jest możliwe! Wszystko jest możliwe!” – krzyczał tuż po zakończeniu meczu uradowany K.G.


16. "I got my own. I got my own," (wreszcie mam swój upragniony pierścień) powtarzał Garnett przytulony na środku parkietu do Billa Russella . "I hope we made you proud." (mam nadzieję, że jesteś z nas dumny) - dodał  "You sure did," (oczywiście, że jestem) odpowiedział wyraźnie wzruszony Russell.

17. "Mieliście w szkole łobuza, któremu chcieliście dokopać, ale nie mieliście wystarczająco dużo siły by to zrobić, byliście za mali? On was ścigał, gnoił was, bił, a wy nie mogliście nic zrobić, chociaż chcieliście. Po 13 latach wreszcie udało mi się skopać mu tyłek na parkingu przed szkołą, przy wszystkich. Tak to czuję." K.G. o mistrzostwie.



23:56, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 czerwca 2017

14 czerwca 1998 roku, czyli dokładnie 19 lat temu, Michael Jordan sięgnął z Bulls po swój szósty i ostatni mistrzowski tytuł. Finały 1998 roku były, według telewizyjnych ratingów, najbardziej oglądanymi Finałami w historii NBA a Game 6 tychże Finałów był najbardziej oglądanym, pojedynczym, meczem w historii NBA.
Sezon 1997-98 był ostatnim sezonem, w którym Michael Jordan i Scottie Pippen walczyli razem w barwach Bulls, pod wodzą Phila Jacksona. W szatni Byków nazywano te rozgrywki "ostatnim tańcem". Niby istniała szansa, mała ale zawsze, że M.J., Pippen, Rodman i Jax wrócą na kolejne rozgrywki, ale w zasadzie nikt w to nie wierzył. Pippen był obrażony na zarząd Bulls, który przez lata nie potrafił, przede wszystkim finansowo, docenić jego statusu gwiazdy ścisłej elity NBA. Jackson powoli zaczynał czuć się wypalony psychicznie i potrzebował albo silnego bodźca motywacyjnego albo dłuższej przerwy w coachingu. Jordan nie chciał grać dla innego trenera, niż Jax i też nie chciał rozstawać się z Pippenem. Rodman czekał na rozwój wydarzeń.
Bulls wygrali w tamtym sezonie 62 mecze, ale nie dało im to przewagi parkietu na całe play-offy. Mieli ją Utah Jazz, dzięki wygraniu obu bezpośrednich starć, przy takim samym bilansie ogólnym.
Zapis video z ostatniej kwarty tego legendarnego meczu nr 6 pokazuje w skondensowany sposób to, co czyniło Jordana najlepszym graczem NBA przez wiele lat a ostatecznie uczyniło go najlepszym w historii tej gry.
Ostatnie trzy akcje meczu zdają się wyreżyserowane. Dopiero po latach, po milionowym odtworzeniu, dociera do nas jak niesamowity był to wyczyn Jordana.
35-letnie ciało, błagające o odpoczynek, stojące na miękkich nogach. Tylko tak silny charakter mógł zmusić je do ostatecznego wysiłku. Skąd my to znamy?
45 punktów Jordana z 87 całej drużyny. Angażowanie kolegów w atak? Nie, nie, to nie ta bajka. Jordan oddał 35 ze wszystkich 67 rzutów, które Bulls oddali w tym starciu. Zanotował jedną asystę (1 zbiórkę i 4 przechwyty). Jestem więcej niż pewny, że koledzy nie mieli i nie mają mu za złe, że za często nie podawał im wtedy piłki.


Dopiero po latach potrafiłem docenić jak świetną drużyną byli tamci Jazz, jak świetnym trenerem był Jerry Sloan, jak świetni byli Malone i Stockton oraz ich grupa wspierająca. Wtedy, jako mały gnojek, po prostu ich nie lubiliśmy z kumplami. Byli zbyt obciachowi. No wiecie - za krótkie spodenki, za biali, za grzeczni, za mało gansta. Dziś nie mam wątpliwości, że gdyby nie Bulls, Jazz mieliby dwa tytuły na koncie.

Gdyby Jazz wygrali ten szósty mecz, najprawdopodobniej też wygraliby game 7. Mam poważne wątpliwości, czy Jordan byłby wtedy w stanie zregenerować swoje ciało w 48 godzin i doprowadzić je do stanu używalności. A pisząc używalności, mam na myśli formę na 40+ minut w meczu (w tym zagrał 44) i jakieś 35-40 punktów. Podejrzewam, że nawet i jego charakter miałby poważne problemy z dźwignięciem tych spracowanych nóg. Choć "Flu Game" pokazał, że w przypadku Jordana ludzkie standardy nie mają zastosowania.

M.J., eksploatowany przez całe play-offy jak transkontynentalna lokomotywa XIX-wiecznej Ameryki, grał mecz 6 jak profesor. Zero zbędnych ruchów, żadnych niepotrzebnych wydatków energetycznych. Czytał obronę i brał z niej tyle, ile mógł. To była wersja Jordana jako koszykarza ostatecznego. Przy okazji, trzeba to przypomnieć i mocno podkreślić - Bulls nie wystarczało wtedy 20-25 punktów od swojego lidera, tak, jak choćby dwa lata wcześniej w serii ze Seattle. Oni potrzebowali z jego rąk grubo ponad 30 punktów, a w obliczu kontuzji pleców Pippena, które po Finałach zoperował, i nierówno grającej ławki, nawet więcej. Warto też pamiętać, że wyczyny Jordana w ataku, zawsze mocno w cień odsuwały jego grę w obronie. A ta była tytaniczna, wzorowa i mimo wszystko, trochę niedoceniana. No i oczywiście kosztowała go mnóstwo energii. 

Nalejcie sobie czegoś do szklanki, usiądźcie wygodnie, ustawcie video na pełny ekran. Cofamy się w czasie o 19 lat... 

http://www.mymj.nl/michaeljordan/wp-content/uploads/2010/02/jordan-vs-jazz.jpg



23:03, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
wtorek, 13 czerwca 2017

Golden State Warriors mistrzami NBA! Kevin Durant MVP Finałów.

Zapraszam do dzielenie się przemyśleniami z tego meczu, z całej serii, z minionego sezonu. Ja zrobię oddzielny wpis dziś wieczorem.

05:54, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 12 czerwca 2017

Dziś to już jadę na oparach. Ale obiecałem sobie, że zrobię relację z każdego meczu Finałów, i słowa dotrzymam. Zacząłem pisać na promie, wracałem z sędziowskiego szkolenia. Prawdopodobnie najlepszego, w jakim do tej pory brałem udział. Nasz związek zaprosił Oļegsa Latiševsa z Łotwy, moim zdaniem, jednego z najlepszych obecnie sędziów FIBA. Było bardzo ciekawie. Ale to nie jest ten temat.

Cavs wygrali. To jest dziwne, że dziwnie czujemy się z tym, że nadal panujący mistrzowie NBA, wygrali mecz w Finałach. Przecież jeszcze niecałe dwa tygodnie temu zamykali serię z Bostonem i wyglądali taaaak. Mecz nr 4 sam w sobie był dziwny. Gdybym musiał opisać go jednym zdaniem, to powiedziałbym - Cavs trafiali rzuty. Ot i cała tajemnica tego starcia. Nadal popełniali szkolne błędy w obronie i w zasadzie nic nadzwyczajnego w sferze taktyki tam się nie wydarzyło. Po dwóch minutach z kawałkiem było 14:5 dla Cavs i na tamten moment było to ich najwyższe prowadzenie w całej serii. Potem 19:6, potem 27:11. Irving i koledzy pchali piłkę do przodu, ale miałem wrażenie jakby gdzieś tam z tyłu głowy każdego z nich coś mówiło "zwolnij, to nie nasza gra. Zwolnij. Warriors dadzą nam się wystrzelać, a potem nas dojadą. Musimy zwolnić." Zwalniali na kilka sekund, ale ogólnie nie zwalniali, a rzuty nie przestawały wpadać. Po pierwszych 12 minutach wynik brzmiał 49:33! Zarówno 49 punktów w jednej kwarcie jednej ekipy, jaki i 82 punkty łącznie, to nowe rekordy Finałów. Ciężko to sobie wyobrazić - Warriors rzucili 33 punkty a i tak przegrywali różnicą 16! Wyglądało to jakby Cavs chcieli tymi wszystkimi dodatkowymi punktami obdzielić poprzednie mecze. Jakby się dało.

Historią tego meczu było sędziowanie. Niechlubną historią. Było 12:6 na korzyść Cavs w faulach po pierwszej kwarcie. Gospodarze stanęli na linii aż 22 razy w pierwszej ćwiartce. Goście tylko 11. Draymond Green zdzielił Shumperta w twarz. Za co otrzymał zaledwie zwykły faul. W normalnych okolicznościach powinien był dostać dacha lub niesporta. Bez dwóch zdań. Czy zrobił to celowo? Oczywiście. Gdy, grając w kosza, przypadkiem, kogoś trafisz, to zaraz sprawdzasz czy nic mu nie jest i dajesz znać, że nie chciałeś. Tak to działa na każdym poziomie rozgrywek. Aha, i jeśli wielcy fani Dubs i Greena będą próbowali go bronić, albo mieć coś do mnie, że ja mam coś do niego - Jest taka grupka osób komentujących na moim blogu, która odzywa się tylko, gdy niepozytywnie piszę o Greenie. Poczytajcie sobie, co pisałem o nim przy okazji meczów jeden, dwa i trzy. Czemu byliście cicho, gdy go chwaliłem? Tak tylko się głośno zastanawiam. Nie oczekuję odpowiedzi.

Wracając do tamtej sytuacji. Po faulu Greena, sędzia John Goble poprawił dachem. Wtedy wydawało się, że dla Greena. Jak się później okazało, dach był dla Kerra. Zrobił się z tego smród później, kiedy Green już oficjalnie został ukarany faulem technicznym. Wszyscy w hali byli przekonani, że będzie musiał opuścić parkiet. Zaczęło śmierdzieć. Sędziowie wystosowali później oficjalną notkę, w której próbowali wyjaśnić sytuację. Winę zrzucili na problemy z komunikacją. Nie napisali czym tłumaczą brak gwizdka przy okazji ogromnego błędu połowy Kyrie Irvinga. Mark Davis i John Goble to jedni z najgorszych sędziów w NBA. Mike Callahan ciągnął te zawody. Próbował bezpiecznie zacumować. Davis i Goble chcieli rzeźbić. 

O tym drugim opowiadałem Wam trochę w październiku z Hiszpanii. Był to jego pierwszy mecz w Finałach. Podejrzewam, że w tym roku ostatni. Sędziowanie było słabe, ale jeszcze słabsze było mówienie wielu kibiców, że to sędziowie pchnęli Cavs do wygranej. Tak. Szczególnie ten rzut J.R. Smitha z 10 metrów był mocno pchany przez sędziów.

Cheerleaderki Cavs zaliczyły bardzo ofensywny występ podczas którejś z przerw. Widziałem rudego Dwyane'a Wade'a. To znaczy to był Dwyane Wade pofarbowany na rudo, ubrany w dresy, których nie umiem jeszcze opisać. Kevin Durant jest w takiej formie, że wpadają mu nawet wariackie rzuty (35 punktów). Klay (13) i Steph (14) tym razem mniej agresywni. Green poza głupotami, zaliczył bardzo solidny mecz - 16 punktów, 14 zbiórek, 3 asysty, 2 przechwyty, 1 blok. 

Cavs trafili 24 razy zza łuku. To nowy rekord NBA. LeBron James (31 punktów, 10 zbiórek, 11 asyst) zaliczył dziewiąte triple-double w Finałach. To też nowy rekord. Osiem tego typu meczów ma Magic Johnson. Nikt inny nie ma więcej, niż dwa. W końcu drogę do kosza znalazł Kevin Love. 23 punkty (6/8 zza łuku). Tristan Thompson przypomniał sobie z czego je chleb. To nie było nic spektakularnego, ale myślę, że 10 zbiorek, 5 asyst, 5 punktów, Cavs biorą od niego w ciemno w tych Finałach. J.R. Smith za ostatnie dwa mecze jest 10/20 zza łuku i zdobywa średnio 15.5 punktu. To też brałbym w ciemno.

No i na koniec Kyrie Irving. 40 punktów (15/27 z gry, w tym 7/12 zza łuku), 7 zbiórek, 4 asysty, przechwyt. Jego taniec z piłką, jego lewa ręka, jego umiejętność dostawania się pod obręcz. Klasa.

Seria przenosie do Oakland na mecz nr 5. Ciężko mi uwierzyć w drugi z rzędu tak ofensywny mecz Cleveland. Łatwiej jest mi wyobrazić sobie, że poprawiają swoją obronę i ograniczają straty. Być może będzie to ostatnia noc z NBA tego sezonu. To też jestem w stanie sobie wyobrazić.

Warriors przegrali cztery mecze z rzędu (razem z tamtym sezonem), po których teoretycznie, mogli zostać mistrzami NBA. To nowy rekord ligi.

Nie do końca jestem zadowolony z tego tekstu. Powstawał na raty, na lądzie i morzu. Ale nie chciałem go nie mieć w ogóle, albo po meczu piątym, może ostatnim, wracać do czwartego. 

Zdjęcie poniżej zrobiono mi w sobotę. Uciąłem sobie drzemkę w ciągu dnia. Zbierałem siły na nocny wyjazd do Kisakallio. Kot ten sam. Sąsiada. Ponad nami legendarne trzy koce, które w czasie oglądania NBA stają się moim kokonem bezpieczeństwa i ciepła.

Cavs 137, Warriors 116.
W rywalizacji 1:3
Mecz nr 5 w poniedziałek w Oakland.

02:06, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »