Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
MENU:
wtorek, 21 marca 2017
W wieku 77 lat zmarł Jerry Krause, główny "budowniczy" dynastii Chicago Bulls, która w latach 1991-1998 zdobyła sześć mistrzowskich tytułów.
Krasue został menadżerem Byków w 1985 roku i pracował na tym stanowisku do roku 2003 (z małą przerwą w latach 1993-1995). Bulls z nim za sterami wygrali łącznie 808 meczów. W tym czasie żadna ekipa Wschodu nie była tak regularna w wygrywaniu.
Przed objęciem tej funkcji, przez kilka lat zajmował się scoutingiem (wyszukiwaniem talentów) dla kilku klubów NBA oraz dla baseballowego klubu Chicago White Sox.

Krause był niski, otyły, nie wyglądał za dobrze na zdjęciach i w telewizji. Nie lubił rozmawiać z dziennikarzami. Bywał zimny lub nawet gburowaty. Czasem można było zobaczyć go publicznie w poplamionej marynarce czy wymiętej koszuli. Sapał, pocił się, czasem mówił niedbale.
Ale pod tą całą dość przeciętną, czy nawet odpychającą powierzchownością, krył się piękny umysł. Nie przesadzę, jeśli powiem, że Krause w budowaniu drużyn, a już w wyszukiwaniu talentów w szczególności, był po prostu geniuszem.
W drafcie 1987 roku namówił Sonics, żeby oddali mu Scottie'ego Pippena, w zamian za Oldena Polynice'a. W tym samym naborze pozyskał też Horace'a Granta.
Sprzedał Charlesa Oakley'a, (do dziś) dobrego kumpla Michaela Jordana, w zamian za Billa Cartwrighta. Był to ruch mało popularny, ale mocno broniący się z perspektywy trzech mistrzowskich tytułów.
Ściągnął Rona Harpera, który w pierwotnym założeniu miał wypełnić lukę po Michaelu Jordanie, który niespodziewanie przeszedł na pierwszą emeryturę. Potem okazało się, że Harper ze strzelca, przeistoczył się w inteligentnego, nastawionego na obronę zadaniowca.
Zaryzykował i sprowadził do Bulls Dennisa Rodmana (Spurs dostali w zamian Willa Perdue), z którym zarówno Jordan jak i Pippen prowadzili przez lata prawdziwe bitwy, gdy ten grał dla Złych Chłopców z Detroit.
Wreszcie sięgnął po Tony'ego Kukoca, który stanowił bardzo ważny element drugiego three-peat. Gracze z Europy nie byli w tamtych czasach towarem wysoce pożądanym.
Przed sezonem 1989-90 awansował Phila Jacksona do roli głównego trenera, mimo że pod wodzą Douga Collinsa, Bulls grali w Finale Konferencji.  
Krasue był świetny jako menadżer, ale jego prawdziwą pasją było wyszukiwanie talentów. Ludzie z branży mówili o nim, że nie boi się pobrudzić sobie rąk grzebiąc w błocie. A mieli na myśli to, że można było go spotkać w najbardziej zapyziałych halach, w najbardziej okręgowych ligach. Szukał talentów. Uwielbiał to robić i miał do tego nosa. Zdobytymi informacjami z nikim się nie dzielił. Tak pracował. 
Być może z perspektywy czasu, pośmiertnie, optyka jego postaci, jego wartości dla koszykówki, nieco się ociepli. Gdy żył, niestety, nie był dobrze oceniany.
Sam Krause nie dbał o swój pozytywny PR. Wielu obwinia go za rozpad mistrzowskich Bulls po roku 1998 oraz napiętą atmosferę w klubie w latach wcześniejszych. I być może jest w tym trochę prawdy.
Mocno przyczynił się też do tego Michael Jordan, który nigdy nie ukrywał, że go nie lubił. W swoim słynnym przemówieniu, po wybraniu go do Hall of Fame, Jordan "przejechał się" po Krause'em.
Chodziło o słynny cytat sprzed lat. Według Krause'ego to nie zawodnicy a organizacje zdobywają mistrzowskie tytuły.
Oryginalnie cytat wcale tak nie brzmiał, ale historia ma to do siebie, że często zamazuje prawdę.
Krause podzielił się opinią, która pierwotnie brzmiała - "Sami zawodnicy i trenerzy nie wygrywają tytułów. Ktoś musi tych zawodników wyszukać, a tym kimś są skauci. Ktoś musi skompletować cały skład. Ktoś musi dbać o to, żeby byli w formie oraz o to, żeby byli zdrowi. I ktoś musi im płacić."
Niestety dla siebie, historia (a dokładniej jakiś dziennikarz) zapamiętała tylko część tej wypowiedzi. Słowo "sami" nadające sens wypowiedzi, zostało wymazane.
Podejrzewam, że pewnego dnia Jerry Krause trafi pośmiertnie do Hall of Fame. Wiadomo, to już nie będzie to samo. Ale będzie to oddanie należnego mu honoru. Odszedł człowiek z pasją, wybitny analityk, może nawet wizjoner. Wprawdzie to nie on wybrał w drafcie Michaela Jordana, ale to on obudował go składem, w którym Jordan mógł zostać Jordanem i zdobyć sześć mistrzowskich tytułów.
 
 
http://static.lakana.com/npg-global-us-east-1/photo/2017/03/21/Jerry%20Krause%20in%201999_6195488_ver1.0_640_360.jpg
23:52, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 marca 2017
Hassan Whiteside z Miami Heat i Damian Lillard z Portland Trail Blazers zostali wybrani Graczami Tygodnia. Wyróżnienie przyznano za mecze grane od poniedziałku 13 marca do niedzieli 19 marca.

Whiteside poprowadził Heat do dwóch wygranych w trzech meczach.
Jego średnie za ten okres sięgnęły 20 punktów, 13.7 zbiórki (drugi na Wschodzie), 2.7 bloku (najlepszy na Wschodzie) oraz 1 asysty. Środkowy Miami trafiał imponujące 73% swoich rzutów z gry. Każdy z meczów kończył z double-double na koncie i jego seria wynosi teraz 12, co jest to nowym rekordem klubu. Dodatkowo przekroczył próg 900 zbiórek w jednym sezonie, co zdarzyło się zaledwie drugi raz w historii klubu Heat. Jako pierwszy zrobił to Rony Seikaly w sezonie (1991-92).
Od 26 kolejnych meczów blokuje rywali przynajmniej jeden raz.
Heat z bilansem 34:36 mają ósmy bilans na Wschodzie, ale sklasyfikowani są na dziewiątym (za Pistons) przez gorszy bilans meczów bezpośrednich. Do siódmych Bucks tracą tylko pół meczu a do szóstych Pacers półtora.

Lillard z kolei poprowadził Blazers do bilansu 3:1. Jego średnie za ubiegły tydzień wyniosły 35.3 punktu (najlepszy w lidze), 4.5 zbiórki, 4 asysty oraz 1 przechwyt.
"Dame" trafiał 55% swoich rzutów z gry, 59.4% zza łuku oraz 100% (36/36) z linii rzutów osobistych.
Blazers z bilansem 32:37 są na dziewiątym miejscu na Zachodzie. Do ósmych Nuggets tracą jeden mecz. 

Do nagrody nominowani byli także  Kyrie Irving, LeBron James, Stephen Curry, James Harden, Mike Conley, Marc Gasol, Goran Dragic, Anthony Davis, Russell Westbrook oraz Dario Saric.

http://media.oregonlive.com/blazers_impact/photo/james-johnsonhassan-whitesidedamian-lillard-0005d61a9cbc6eaa.jpg
21:40, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 marca 2017

Od czego by tu zacząć? Może od tego, że w ponad dziesięcioletniej historii tego bloga, po raz pierwszy i prawdopodobnie ostatni (mam nadzieję, że ostatni) piszę o...w sumie nie wiem nawet o kim.
LaVar Ball. Obiło Ci się o uszy? O moje tak. A wcale o to nie prosiłem. I trochę mam do siebie żal, że biorę się za ten temat.
 
Pan Ball ma trzech uprawiających koszykówkę synów. Lonzo - gra w barwach UCLA. Ktoś wybierze go z wysokim numerem tegorocznego draftu.
LaMelo - gra w szkole średniej. Podobno biją się o niego topowe uniwersytety.
Trzeci nazywa się bodaj LiAngelo. Nie jestem pewny gdzie gra, nie jest to istotne.

Od kilku miesięcy rodzina Ballów wprowadziła mi się do domu. Idę do kibla - LaMelo rzuca z połowy. Otwieram lodówkę - nestor rodu twierdzi, że jego syn Lonzo jest lepszy, niż Steph Curry, albo że on sam pokonałby Jordana 1x1.
 
LaVar Ball nie jest zarozumiałym, zadufanym w sobie idiotą. To media siedzą w obsranych pieluchach w piaskownicy i lepią babki. LaVar Ball jest znakiem naszych czasów. Jest tą całą komentującą internet, znającą się na wszystkim masą. Jest żywym przykładem na to, że im bardziej media ubożeją w treść, tym bardziej obudowują się tanią sensacją. Trollowanie poziom LaVar Ball - słyszysz to pierwszy raz ode mnie.
LaVar to sprytny człowiek. Tak sądzę.
On tylko wychodzi z wędką i zarzuca. Ku własnej uciesze co rzut, to na haczyk łapią mu się grube szczupaki. Więc dlaczego miałby przestać?
 

Facet, który do niedawna był anonimową postacią, dziś cytowany jest przez największe sportowe portale w Stanach Zjednoczonych. Podkreślam - największe.
Ja nie zapuszczam się na peryferie internetu. A i tak od paru tygodni biją mnie po oczach nagłówki "LaVar Ball to", "LaVar Ball tamto."
Who the f... is LaVar Ball?
Poniżej zrzut ekranu z ostatnich dni. To jest tylko jeden portal. Ale to jest wielki ESPN. I to jest wymowne.  

Naprawdę niewiele rzeczy jest mnie w stanie zszokować w internecie. Ten temat mnie szokuje. Nie mogę ułożyć sobie w głowie tego, że poważni ludzie wielkich mediów związanych z NBA, tak dokarmiają trolla. Nie rozumiem. 
Bo to, że ojciec chce dla swoich synów jak najlepiej, jest naturalne i zrozumiałe. Tak samo jak to, że przy okazji chce dodatkowo coś ugrać marketingowo.
I nie dziw mu się. Założę się, że prawie każdy na jego miejscu chciałby pograć w taką grę.

Komentujesz w internecie? Wyobraź sobie, że nagle ci najwięksi zaczynają Ci odpisywać, udostępniać Twoje opinie, liczyć się z nimi i o nich dyskutować. Nieźle, co?
Nagle dzwoni do Ciebie jakaś gazeta czy telewizja i pyta o Twoje słowa. Zapraszają Cię na wywiady dziennikarze, których sam od lat słuchasz i czytasz. Ale jazda!
Ty kładziesz się spać ubawiony po pachy i już knujesz jak zatrzęsiesz tym światkiem następnego dnia.

"Mój syn jest lepszy od Stepha." Kupują!
"Pokonałbym Jordana."
Kupują!
"Chcę miliarda dolarów dla moich synów."
Kupują!
"Możemy stworzyć własną markę butową."
Kupują!
"Barkley chce ze mną grać 1x1."
Co!?

To się dzieje naprawdę człowieku!

A teraz zastanów się czy chcemy rozmawiać o potencjalnym match-upie Jordan vs Ball? Chcemy? Really?
Przypominam, że rozmawiamy o Michaelu Jordanie. Tym gościu, którego podobizna jest nadrukowana na Twoich butach. Oraz gościu, który w swoim prime zdobywał dwa punkty dla jakiegoś uniwersytetu w Waszyngtonie. Lubię czytać i poszerzać swoje horyzonty, ale o tę wiedzę z poprzedniego zdania naprawdę nie prosiłem. Po co mi to k.. wiedzieć?
Zdziwisz się jak jakaś telewizja zaproponuje Ballom reality show?
LaVar zostanie Kardashianką sportowej części show-biznesu. Nie muszę się za bardzo wysilać, żeby to zobaczyć oczami wyobraźni.

LaVar podszedł do drzwi ekskluzywnego kasyna. Z ciekawości. Myślał, że ochroniarze go nie wpuszczą. Nie wpuszczają przecież w takim stroju. Ku swojemu zdumieniu, nie tylko go nie wykopali, ale serdecznie powitali i dali worek żetonów do gry. Co miał zrobić? Powiedzieć, że tylko przechodził, że tylko chciał coś zobaczyć?
Gra. I wygrywa. 36 czerwone, 21 bez splitu. LaVar ma wszystkie asy. Siedzi w dresach, w nieswojej bajce, ale czuje się w niej coraz lepiej. Zamawia coraz lepsze drinki. I cały czas wygrywa. Każda passa w kasynie kiedyś się kończy. LaVar to wie, ale jest w takim komfortowym miejscu, że nic nie traci. Żetony dostał na wejściu. Więc w najgorszym wypadku wyjdzie z kasyna tylko z dobrymi wspomnieniami. Poza tym ma już w telefonie kilka "kosmicznych" kontaktów. Reszta to będzie miła nadwyżka, którą będzie wspominał i śmiał się do rozpuku do końca życia.

https://i.ytimg.com/vi/59ncTombvmY/maxresdefault.jpg

08:35, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 marca 2017
Dwyane Wade nie zagra już w tym sezonie. Obrońca Chicago Bulls doznał skręcenia połączonego z drobnym złamaniem w obrębie stawu prawego łokcia.
Do urazu doszło podczas środowego meczu Bulls-Grizzlies.
Na razie nie wiadomo jakie metody leczenia zostaną zastosowane i jak długo potrwa proces rehabilitacji.
35-letni Wade, w swoim czternastym sezonie w NBA, pierwszym w barwach Bulls, grał na poziomie 18.6 punktu, 4.5 zbiórki, 3.9 asysty oraz 1.5 przechwytu.

Nadchodzące lato będzie bardzo ciekawe z perspektywy Wade'a. W podpisanym rok temu kontrakcie z Bulls zawarta jest opcja zawodnika na rozgrywki 2017-18. Jej wartość to $23.8 mln. Raczej nie należy oczekiwać, żeby Bulls walczyli o mistrzostwo w 2018 roku. Wade będzie miał zatem dość trudny orzech do zgryzienia. Lepsze pieniądze czy szansa gry o tytuł? Raczej nie jedno i drugie. Na pewno znajdą się kluby zainteresowane jego usługami, ale ciężko oczekiwać, żeby któryś był skłonny zapłacić mu tyle, ile będzie mógł dostać w Chicago. 
 
https://suntimesmedia.files.wordpress.com/2017/03/wade3.png?w=670&h=402
18:44, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 marca 2017

Chandler Parsons ma uszkodzoną łąkotkę w lewym kolanie i najprawdopodobniej nie zagra już w tym sezonie. Ostateczna decyzja, co do sposobów leczenia, zostanie podjęta do końca tego tygodnia.
Jeśli potwierdzi się, że
operacja jest w tym przypadku niezbędna (na co wiele wskazuje), będzie to dla Parsonsa trzeci kolejny, przedwcześnie zakończony sezon. Poprzednie dwa, w barwach Dallas Mavericks, kończyły się operacjami prawego kolana.
Parsons zdołał zagrać w 66 oraz 61 meczach. W tych rozgrywkach licznik zatrzymał się na ledwie 34 spotkaniach.
 
28-latek jest w pierwszym roku obowiązywania nowego kontraktu z Memphis Grizzlies ($94 mln, płatne w cztery lata). Jego średnie za te rozgrywki sięgnęły 6.2 punktu, 2.5 zbiórki oraz 1.6 asysty. 33.8% z gry, 26.9% zza łuku. Każda z tych wartości jest najniższą w jego sześcioletniej karierze.
W zasadzie na żadnym etapie tych rozgrywek, Parsons nie przypominał nawet cienia zawodnika jakim był jeszcze niedawno w Houston i Dallas.
Tylko pięć razy przekraczał próg 10 punktów. Jego rekord strzelecki, to zaledwie 14 punktów. 
A kim był? Dynamicznym, przebojowym skrzydłowym, który regularnie brał udział w campach kadry Stanów Zjednoczonych. Zawodnikiem może nie formatu All-Star ani reprezentacji kraju, ale kimś zaraz za tą grupą.
Kolana Parsonsa, to temat zagadka. Pierwsza operacja, z maja 2015 roku, była owiana tajemnicą. Ogólnikowe oświadczenie, dopiero po czterech miesiącach zostało doprecyzowane.
Okazało się, że nie była to zwykła artroskopia prawego kolana mająca na celu oczyszczenie stawu, tylko operacja mikrozłamań, która jest o wiele bardziej inwazyjna i o wiele dłuższa w rehabilitacji. 
Niecały rok później, w marcu ubiegłego roku, Parsons kolejny raz leżał na stole operacyjnym. Tym razem z uszkodzoną łąkotką tego samego kolana. 
Dla Mavs była to "czerwona flaga." Zatrzymanie zawodnika o wątpliwej kondycji kolan nie brzmiało logicznie. Mark Cuban zakontraktował w to miejsce Harrisona Barnesa i raczej nie żałuje.  Co było dość dziwne i zaskakujące, leczący problematyczny staw Parsons, nie mógł narzekać na brak ofert minionego lata. Interesowało się nim kilka klubów. Maksymalne pieniądze proponowali m.in. Blazers i Grizlliers. Wybrał ofertę z Tennessee.

Pytanie brzmi - Czy byliśmy już świadkami najlepszego basketu w wykonaniu Parsonsa? Czy początek końca zdrowia jego kolan zaczął się już w Dallas? Jego fenomen w Houston polegał na tym, że z gracza z II rundy draftu, grającego za mniej, niż milion dolarów, stał się zawodnikiem na 16 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty. Przez taki pryzmat na niego patrzyliśmy i ocenialiśmy jego grę. Gdy w Dallas został wymarzone i zasłużone pieniądze a stracił zdrowie, zaczęliśmy patrzeć na jego postać nieco inaczej.
Dla mnie ogromną zagadką pozostaną kulisy decyzji zarządu Grizzlies o zaproponowaniu Parsonsowi maksymalnego kontraktu ubiegłego lata. To już wtedy brzmiało zaskakująco. Klub z Memphis nigdy nie należał do tych, którzy szastają pieniędzmi na lewo i prawo. Parsons negocjował i podpisywał swoją umowę ze spuchniętym kolanem, które było długie miesiące od stanu używalności. Złośliwi twierdzili, że Grizz płacą miliony przystojnemu skrzydłowemu nie za grę a za jego konto na Instagramie.

http://a.espncdn.com/combiner/i?img=%2Fphoto%2F2016%2F1107%2Fr149826_1296x729_16-9.jpg

23:51, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 marca 2017

John Wall z Washington Wizards i Karl-Anthony Towns z Minnesoty Timberwolves zostali wybrani Graczami Tygodnia jako przedstawiciele swoich Konferencji. Wyróżnienie przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 6 marca do niedzieli 12 marca.

Wall pomógł Wizards wygrać wszystkie cztery mecze w tamtym tygodniu. Wszystkie rozgrywane były w obcych halach. Statystyki Walla za ten okres sięgnęły 29.8 punktu, 11.3 asysty (w obu
najlepszy na Wschodzie), 3.3 zbiórki oraz 1.5 przechwytu. Lider Waszyngtonu trzy razy schodził z parkietu z double-double na koncie. 
Wizards z bilansem 41:24 są na drugi miejscu na Wschodzie. Do liderujących Cavs tracą dwa mecze.


Towns z kolei poprowadził Wolves do bilansu 2:1. Jego średnie za ubiegły tydzień wyniosły 29 punktów, 12.3 zbiórki, 1.7 asysty oraz 1.3 bloku. 21-latek przez przez siedem kolejnych meczów zaliczał przynajmniej 20 punktów i 14 zbiórek. Taka sztuka udała się ostatni raz w sezonie 1989-90. Zrobił to Charles Barkley.
Wolves z bilansem 27:38 są na jedenastym miejscu na Zachodzie. Do ósmych Nuggets tracą 3.5 meczu. 

Do nagrody nominowani byli także  Dennis Schröder, Andre Drummond, James Harden, Paul George, Dion Waiters, Hassan Whiteside, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis, Russell Westbrook, Dario Saric, Devin Booker, Damian Lillard oraz Bradley Beal.

http://images.performgroup.com/di/library/sportal_com_au/df/f3/john-wall-karl-towns_fua40rr8o7ri1u9hrxtv91cq5.jpg?w=1280&h=720&quality=100&w=960&quality=70

23:04, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 marca 2017
Dirk Nowitzki został zaledwie szóstym koszykarzem w historii NBA, który przekroczył próg 30000 punktów. Walczący o play-offy Mavs, pokonali minionej nocy Lakers 122:111. Niemiec zdobył w tym starciu 25 punktów, 11 zbiórek, 1 asystę i 1 blok.
Dirk ma teraz 30005 punktów. Przed nim w tej klasyfikacji są takie legendy ligi jak Kareem Abdul-Jabbar (38387), Karl Malone (36928), Kobe Bryant (33643), Michael Jordan (32292) oraz Wilt Chamberlain (31419).
Nowitzki bardzo chciał dołączyć do klubu 30k już tej nocy. W samej pierwszej kwarcie zdobył 18 punktów, co było wyrównaniem jego własnego rekordu 19-letniej kariery w NBA.


       
       
       
       


https://mikesneed.files.wordpress.com/2011/06/dirk-nowitzki31.jpg
06:25, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 marca 2017
Jak zapewne wiecie, liga NBA i marka Tissot ściśle współpracują ze sobą od tego sezonu. Szwajcarska firma odpowiedzialna była za wprowadzenie nowego systemu pomiaru czasu do wszystkich 29 hal, w których rozgrywane są ligowe mecze.

Beneficjentami tej współpracy są także, a może przede wszystkim, kibice NBA. Tissot wypuścił na rynek linię kilku modeli zegarków z myślą wyłącznie o fanach najlepszej ligi koszykówki. Zegarki są tak różne, jak różne są gusta i upodobania kibiców.
W ofercie znajdują się zegarki typowo sportowe,
do koszulki Twojej ulubionej drużyny, gdy wybierasz się na mecz lub siedzisz ze znajomymi przed telewizorem.
Ale są też zegarki
eleganckie, do garnituru, na biznesowe spotkania. Nawet i tam możesz dyskretnie przemycać w swoim czasomierzu zamiłowanie do basketu spod znaku NBA.


Jest to silna ekipa, która dokładniej wygląda tak:


Model Tissot Quickster NBA - Czas zacząć grę. Jego sportowy charakter podkreśla a zarazem uzupełnia nowoczesny pasek typu Nato w barwach Twojej ulubionej drużyny.
Na szklanym deklu każdego zegarka znajduje się logo jednej z trzydziestu ekip NBA, naniesione techniką sitodruku.
Wyraźna dwunastka, proste wskazówki. Ta minimalistyczna stylistyka w pełni odzwierciedla skupienie koszykarzy walczących na boisku o każde posiadanie, o kolejne punkty, o zwycięstwo.
Przykuwającym uwagę elementem zegarka jest również bezel. Nie przytłacza tarczy swoją obecnością, dzięki czemu odczytanie położenia wskazówek jest znacznie łatwiejsze.

Szwajcarski mechanizm oraz solidna koperta ze stali szlachetnej są nieprzemijającym symbolem trwałości i wytrzymałości, z której marka
Tissot słynie od ponad 160 lat.

Sugerowana cena detaliczna: 1 580 PLN.

Cechy:

- Szwajcarska jakość.
- Kwarcowy mechanizm chronografu.
- Koperta ze stali nierdzewnej 316L z deklem wykonanym ze szkła z sitodrukiem.
- Szkło szafirowe odporne na zarysowania.
- Wodoszczelność do 10 barów (100 metrów / 330 stóp).
- Pasek typu Nato ze standardową sprzączką.
- Średnica: 42 mm.








Kolejnym modelem jest zegarek Tissot PRC 200 NBA Special Edition - Stylowy hołd dla nowej współpracy. Jest to świetny przykład połączenia klasycznej estetyki ze stylowymi detalami nawiązującymi do NBA. Sportowa tarcza w subtelny sposób przypomina boisko do gry, a licznik chronografu na godzinie 6 przypomina piłkę. Kolorystyka zegarka również nie jest przypadkowa. Pojawiające się na tarczy akcenty w kolorach czerwonym i niebieskim nawiązują rzecz jasna do barw logo NBA. Wszystko to idealnie kontrastuje z chłodnym blaskiem stali szlachetnej, z której wykonano bransoletę. Tissot PRC 200 NBA Special Edition to doskonały sposób, aby podkreślić swoją fascynację NBA. Sportowe detale są niezwykle dyskretne, dzięki czemu mogą stanowić uzupełnienie zarówno męskiej, jak i kobiecej stylizacji.

Sugerowana cena detaliczna obu wersji: 2 095 PLN.

Cechy:

- Szwajcarski mechanizm kwarcowy.
- Koperta ze stali szlachetnej 316L z zakręcaną koronką i deklem. - Grawerowany dekiel koperty.
- Odporne na zarysowania szkło szafirowe.
- Wodoszczelność do 200 metrów (660 stóp).
- Bransoleta ze stali szlachetnej 316L z zapięciem motylkowym z bezpiecznym zapięciem z opcją przedłużenia dla nurków w wersji męskiej.
- Bransoleta ze stali szlachetnej 316L z zapięciem motylkowym zabezpieczonym przyciskami w wersji damskiej.











Dalej mamy model Tissot PR 100 - archetyp doskonałości. Swoją ponadczasowość zawdzięcza czytelnemu i stylowemu designowi, który nigdy nie wychodzi z mody. Specjalna edycja NBA nawiązuje do tej estetyki i zaledwie kilka ledwo dostrzegalnych detali świadczy o fascynacji światem NBA – czerwona wskazówka na tarczy to stonowany i elegancki sposób na wyrażenie swej pasji. Wystarczy jednak tylko odwrócić zegarek, by móc podziwiać charakterystyczne logo NBA. Bransoleta ze stali szlachetnej oraz czysta biała tarcza będą doskonale prezentować się zarówno na męskim, jak i na damskim nadgarstku.

Sugerowana cena detaliczna obu wersji: 1250 PLN.

Cechy:

- Szwajcarski mechanizm kwarcowy ze wskaźnikiem naładowania baterii (EOL).
- Koperta ze stali szlachetnej 316L.
- Grawerowany dekiel koperty.
- Odporne na zarysowania szkło szafirowe.
- Wodoszczelność do 100 metrów (330 stóp).
- Bransoleta ze stali szlachetnej 316L z zapięciem motylkowym z zabezpieczonym przyciskami.









Na koniec model wagi ciężkiej. Specjalna edycja Tissot T-Touch Expert Solar NBA, poświęcona jest największemu w historii partnerstwu firmy Tissot. Po ogłoszeniu tego przełomowego wydarzenia firma Tissot przygotowała specjalną kolekcję, która doskonale ilustruje istotę współpracy Tissot i NBA. Specjalna edycja Tissot T-Touch Expert Solar NBA, pierwszego oficjalnego czasomierza NBA, odzwierciedla innowacyjną i precyzyjną technologię, której Tissot dostarcza w trakcie rozgrywek. Zegarek posiada funkcje dotykowe takie jak kompas, wysokościomierz i prognoza pogody, a jego odważny design przywodzi na myśl podejście do meczów najlepszych graczy.

Temu zegarkowi daleko jest do bycia skromnym: koperta ma odważny złoty kolor. Model ten jest także dostępny w dyskretniejszym srebrnym kolorze. Na tle czarnej tarczy zegarka wyróżnia się umieszczona na wskazówce czerwona strzałka. To nie wszystkie nawiązania do NBA. Na tyle koperty wygrawerowane jest logo NBA. Dzięki temu zegarki te są prawdziwą gratką dla kolekcjonerów. Specjalna edycja Tissot T-Touch Expert Solar NBA jest jedyna w swoim rodzaju.

Sugerowana cena detaliczna:
Wersja w kolorze różowego złota: 4 500 PLN
Wersja stalowa: 4 200 PLN

Cechy:
- Szwajcarska jakość.
- Mechanizm kwarcowy ze wskaźnikiem naładowania akumulatora. - Antymagnetyczna koperta tytanowa z czarną powłoką PVD i grawerem na deklu.
- Odporne na zarysowania szkło szafirowe z powłoką antyrefleksyjną.
- 20 funkcji: podświetlenie, 2 strefy czasowe, wieczny kalendarz, barometr mierzący względne i bezwzględne ciśnienie atmosferyczne, wysokościomierz z opcją pomiaru różnicy wysokości, stoper z pomiarem odcinków czasowych (add), czasów pośrednich (split) i okrążeń (lap); timer, kompas, azymut, podwójny alarm, dziennik, licznik regatowy, wskaźnik dnia i tygodnia.
- Wodoszczelność do 10 barów (100 metrów / 330 stóp).
- Syntetyczny pasek z zapięciem motylkowym z zabezpieczonymi przyciskami.
- Dwukolorowa różowo-złota wersja posiadają powłokę PVD Średnica: 45 mm.









Kluczowe pytanie - gdzie kupić?
Autoryzowane sklepy Tissot znajdziecie na terenie całego kraju. Specjalna wyszukiwarka na stronie firmy, pomoże Wam odszukać sklep położony najbliżej Waszego miejsca zamieszkania. Adres wyszukiwarki TUTAJ.
12:26, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 marca 2017
Podczas Weekendu Gwiazd, Kevin Garnett udzielił znakomitego wywiadu. Pytania zadawał Kevin McHale, człowiek, który w 1995 roku draftował go do Minnesoty Timberwolves. Nastolatek, prosto po szkole średniej. Wysoki, który nie lubił grać blisko kosza. To nie brzmiało dobrze. Reszta jest historią. 
K.G. i McHale poruszają cały wachlarz tematów. Świetny materiał.


       
       
       
       


http://www.ciuff.it/wordpress/wp-content/uploads/2015/01/130212-garnett-gallery2-600.jpg
20:14, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 marca 2017
LeBron James z Cleveland Cavaliers i Russell Westbrook z Oklahomy Thunder zostali wybrani Graczami Miesiąca jako reprezentanci Konferencji Wschodniej i Zachodniej. Wyróżnienie przyznano za mecze grane w lutym.

James poprowadził Cavs do dziewięciu wygranych w jedenastu meczach w lutym (Cavs przegrali w lutym trzy mecze, ale LeBron w tym starciu odpoczywał).
Jego statystyki za ubiegły miesiąc
sięgnęły 25.9 punktu (trzeci na Wschodzie), 7.2 zbiórki, 10.6 asysty (drugi) oraz 1 przechwytu. Lider Kawalerzystów trafiał 63.7% swoich rzutów (drugi) z gry, 56.8% zza łuku (czwarty). Sześć razy schodził z parkietu z double-double. Raz z triple-double. LBJ tylko dwa razy nie przekroczył bariery 20 punktów. Sześć razy notował dwucyfrową ilość asyst (średnia 10.6 była jego najwyższą w karierze za pojedynczy miesiąc). 4 lutego w starciu z Knicks, James przekroczył próg 28000 punktów w karierze i został najmłodszym graczem w historii, który tego dokonał.
Cavs z bilansem 41:18 są najlepszą drużyną na Wschodzie. W skali całej ligi ustępują tylko Warriors, Spurs i Rockets.


Westbrook pomógł Thunder osiągnąć bilans 8:4 w ubiegłym miesiącu. Jego średnie z tego okresu kształtowały się na poziomie 33.4 punktu (najlepszy w lidze), 11 zbiórek (piąty na Zachodzie), 10 asyst (piąty w lidze) oraz 1.8 przechwytu.
Rozgrywający Oklahomy aż sześć razy w lutym zaliczał triple-double. Pięć razy przekraczał próg 40 punktów.

Russ ma już 30 meczów z triple-double w tym sezonie (67 w karierze). Za pojedyncze rozgrywki więcej miało tylko dwóch graczy - Oscar Robertson (41 w sezonie 1961-62) oraz Wilt Chamberlain (31 w sezonie 1967-68). 24 lutego, w meczu z Lakers, Westbrook zaliczył 17 punktów, 18 zbiórek i 17 asyst. W ostatnim 40-leciu było tylko dwóch innych graczy, którzy mieli triple-double na poziomie 17/17/17. Byli to Magic Johnson i Rajon Rondo.
Thunder z bilansem 35:25 są w tej chwili na siódmym miejscu na Zachodzie, ale do czwartych Jazz tracą tylko 1.5 meczu.

Do nagrody nominowani byli także Isaiah Thomas, Klay Thompson, James Harden, Blake Griffin, Goran Dragic, Karl-Anthony Towns, DeMar DeRozan, Gordon Hayward oraz John Wall.



Debiutantami Miesiąca wybrano Dario Sarica z 76ers oraz Yogi'ego Ferrella z Mavs. Saric notował 17 punktów oraz 7.9 zbiórki. Farrell 12 punktów oraz 4.7 asysty.

Trenerami Miesiąca zostali Erik Spoelstra z Miami Heat oraz Gregg Popovich z San Antonio Spurs. Heat wygrali 8 z 11 meczów w minionym miesiącu. Spurs 8 z 10. 

http://www4.pictures.zimbio.com/gi/Russell+Westbrook+LeBron+James+Olympics+Day+JAeFzFerglrl.jpg
22:19, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »