Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
MENU:
czwartek, 02 listopada 2017

Dokładnie 10 lat temu Wielka Trójka Boston Celtics zagrała swój pierwszy wspólny mecz. Ich rywalami byli Washington Wizards z Gilbertem Arenasem na czele. Po dość spokojnej, żeby nie powiedzieć nerwowej, pierwszej kwarcie (21:18) już w drugiej zobaczyliśmy potencjał tej cały czas tworzącej się ekipy. Prowadzeni przez Garnetta, Pierce'a i Allena Celtowie wygrali drugą kwartę 37:18. Już w meczu otwarcia podopieczni Doca Riversa wysłali światu wiadomość. To był jeden z najlepszych składów w historii NBA. Celtics wygrali wtedy 67 meczów rundzie zasadniczej, a parę tygodni później sięgnęli po mistrzowski tytuł. To była ostatnia ekipa, której przez sześć lat żywo i szczerze kibicowałem.

Dziesięć lat. Dziesięć. D-z-i-e-s-i-ę-ć. Dekada. Nie powiem, że szybko zleciało, ale zapytam gdzie ten czas się podział. Nie, to nie będzie wpis sponsorowany przez nostalgię. Jeśli już sięgam pamięcią do jesieni 2007, to dodam tylko tyle, że miałem okazję pojechać do Włoch, żeby zobaczyć na żywo tamtych Celtics w ramach meczów przedsezonowych. Nie pojechałem. I bardzo żałowałem. To był mój przełomowy moment, jeśli chodzi o podejście, nastawienie do życia. Nie tylko w aspekcie koszykarskich imprezy, ale tak ogólnie. Zrozumiałem, że szanse trzeba wykorzystywać, jeśli tylko się nadarzają, bo drugi raz może ich nie być. 

Ja już wtedy wiedziałem, że tamci Celtics będą mistrzami. Kiedy rozmawiałem o tym z ludźmi, mówiłem że straciłem szansę zobaczyć przyszłych mistrzów NBA. Niektórzy się śmiali, niektórzy przytakiwali, inni nic nie mówili. Byłem pewny, o ile w sporcie można być czegoś pewnym, że ta mieszanka to będzie to. Pierce przez lata marnował się w drużynach z pijakami i leniami ale jednocześnie, indywidualnie czarował i niszczył obrony rywali. Allenowi też zawsze coś stawało na drodze do wygranej. K.G. na długie lata zagubił się w zaśnieżonych lasach Minnesoty. Nie wiem czy pisałem to wcześniej, ale każdy z nich równolegle był w bardzo wąskiej grupie moich ulubionych graczy. Gdy latem 2007 roku dowiedziałem się, że zagrają razem, dla mnie równanie z miejsca było proste - mistrzostwo. Z takim talentem, z takim altruistą jakim był Garnett, to nie mogło się nie udać. Nie na parkiecie, bo oczywiście nikt nie ma kolan z żelaza.

Celtics wygrali ten mecz z Wizards 103:83. K.G. schodził z parkietu z 22 punktami, 20 zbiórkami, 5 asystami, 3 blokami i 3 przechwytami. Pierce dorzcił 28 punktów a Allen 17.

 

 

http://a.espncdn.com/photo/2008/0620/nba_g_garnett_580.jpg

15:36, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 listopada 2017

Pierwsze w tym sezonie "Śliwki vs Robaczywki." Dziś same Śliwki. Jutro Robaczywki. Wstępny plan był taki, żeby aktualizować dział co tydzień. Nie wyszło już w pierwszym rozdaniu, ale jeszcze nie rezygnuję z tego planu. Nie wiem czy wiecie, ale "ŚvsR" w grudniu będą mieć już trzy lata. Na pomysł prowadzenia tego działu wpadłem któregoś grudniowego dnia 2013 roku, podczas otwierania puszki z brzoskwiniami. Reszta to już historia. Dzięki za podsyłanie własnych propozycji i przemyśleń. Kanały dostępu bez zmian (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage'u). Jak wiecie, kontakt z Wami, wiele dla mnie znaczy, więc nie wahajcie się pisać. Tylko nie zaczynajcie wiadomości od "witam."

Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Śliwki:

- Duży plus dla NBA, że skróciła preseason, że rozgrywki zaczynają się wcześniej. Wyeliminowano dzięki temu z kalendarzy drużyn konieczność grania czterech meczów w pięć wieczorów. Nigdy wcześniej zawodnicy nie mieli takiego komfortu. Liczba meczów granych back-to-back spadła z 16.3 do 14.4.

- Boston Celtics. Kontuzja Gordona Haywarda już w połowie pierwszej kwarty meczu otwarcia sezonu był dla nich jak knock-down. Imponujące było to, w jaki sposób się po tym podnieśli. Pięć kolejnych wygranych. W tym trudne mecze wyjazdowe z Bucks i Heat. W tym starcie u siebie z zawsze groźnymi Spurs. C's tracą 94.9 punktu na mecz, co jest w tej chwili drugą obroną NBA. Licząc tylko pięć ostatnich meczów, wartość ta spada do niecałych 91 punktów. Kyrie Irving gra jak prawdziwy lider. W swoim stylu, nadal lubi wyłamać się ze schematów coacha Stevensona i zagrać coś streeballowego, ale w ogólnym rozrachunku, jest bardziej zdyscyplinowany, niż przypuszczałem przed sezonem. W ostatnich czterech meczach stracił tylko osiem piłek. W siedmiu meczach tych rozgrywek tylko raz nie zdobył 20 punktów. Może i Ziemia jest płaska, ale jego rzut na pewno nie.

Bardzo dobrze gra też Al Horford. Jego cicha osobowość i równie ciche występy, często przechodzą bez echa w mediach. A szkoda. Al zbiera najwięcej od pięciu lat (9.4), ma drugą najwyższą w karierze średnią asyst (4.1). Gra niezwykle inteligentnie, skrajnie drużynowo. Nie możemy, a raczej nie powinniśmy oceniać go przez pryzmat jego kontraktu. Owszem, zarabia jak gracz z top15 ligi, ale on nigdy nie był zawodnikiem tego poziomu. Jeśli będziemy zestawiać jego roczną gażę z jego osiągami, to wyjdzie nam nie do końca sprawiedliwe równanie. 

Pozostając w Bostonie. Trzeba też pochwalić Jaylena Browna. Z 6 punktów przed rokiem, wskoczył na 15. Poprawił rzut, poprawił kozioł a wrażenie jest takie, że to dopiero początek. Dobrze wygląda debiutant Jayson Tatum. 14 punktów (48% z gry, 50% za trzy), 7 zbiórek, 1.7 asysty, 1.1 bloku biorę w ciemno od pierwszoroczniaka w drużynie grającej o coś. 

Na koniec mały motywator z Bostonu dla wszystkich, którzy marzą o karierze w koszykówce. Daniel Theis ma minuty w rotacji Celtics. Raz wyszedł w pierwszej piątce. Zdobywa po 5 punktów i 4 zbiórki na mecz i wygląda na kogoś, kto spokojnie może w tej lidze zabawić ładnych parę lat. Gwiazd w NBA jest 30-50. Reszta, to ludzie z którymi możesz bez kompleksów walczyć o miejsce w drużynie. Theis jest 25-letnim Niemcem. Ostatnie trzy sezony spędził w Bambergu. NBA jest bliżej, niż myślisz. Pracuj ciężko i mierz wysoko.        

- Giannis Antetokounmpo. Póki co nie ma na niego przysłowiowego bata. Widać, że latem mocno popracował nad siłą. Po siedmiu meczach sezonu, jego średnie imponują - 33.7 punktu, 10.3 zbiórki, 5.3 asysty, 1.7 przechwytu oraz 1 blok. 63% z gry. Ani razu nie zszedł poniżej 28 punktów. Tak świetny początek rozgrywek miał ostatnio Karl Malone w sezonie 1992-93. Drażni mnie, łamane przez śmieszy, to jak za każdym razem przy ocenianiu jego gry, padają prędzej czy później stwierdzenia typu - "jak tylko dołoży do tego trójkę". Ciekawe czy gdyby młody Shaq grał w dzisiejszej NBA, to analitycy też pragnęliby widywać go za łukiem. Giannis w grudniu zdmuchnie 23 świeczki z urodzinowego tortu. Jeszcze przez ładnych parę lat, co wakacje, będzie mógł dokładać do swojego ciała po kilka kilogramów mięśni bez uszczerbku na szybkości, zwinności i skoczności. Już teraz dominuje, a to może być dopiero początek jego supremacji. I naprawdę nie potrzebuje do tego trójki. Telewizja nie oddaje tego, jak Antetokounmpo ma niesamowite ciało. Musielibyście zobaczyć go z bliska, żeby w pełni zrozumieć i docenić z jak nietypowo zbudowanym sportowcem macie do czynienia. On potrzebuje jednego kozła, żeby przebiec 7-10 metrów. Jego piwoty separują go od obrońców o ładnych parę metrów. Jego długie ręce dają mu pewien, rzadko spotykany bufor bezpieczeństwa na obu końcach parkietu a ogromne, przeogromne dłonie dodają precyzji w operowaniu piłką. On jest fizycznym wybrykiem natury. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że w przeciwieństwie do np. Derricka Rose'a, Blake'a Griffina i innych skoczków, jego fizyczność nie opiera się na wyskoku. Stąd moja teza, że grać w taki sposób, a nawet lepiej, grać może jeszcze z 10-12 lat. "jak tylko dołoży do tego trójkę..."   

- Lauri Markkanen. Fin został pierwszym zawodnikiem w historii NBA, który po pierwszych trzech meczach w karierze, zapisał na koncie 10 celnych trójek. Póki co, to on jest największym beneficjentem bójki w szatni Bulls. O niej jutro w Robaczywkach. Jego średnie do tej pory to 15.6 punktu oraz 9.6 zbiórki. W jego grze podoba mi się to, że nie boi się podejmować decyzji. A to nie jest powszechna cecha wśród graczy w jego wieku. W sklepach w Finlandii pojawia się coraz więcej produktów NBA, w telewizji i prasie coraz więcej uwagi poświęca się koszykówce. Od 5-7 lat dobrze dzieje się w fińskim baskecie. Teraz, mam wrażenie, będzie lawina. Echa popularności Markkanena dochodzą też do Szwecji. Tamtejsza prasa i telewizja też zaczynają dostrzegać NBA.


- Erick Gordon. Świetnie zaprezentował się przeciwko Warriors, w meczu otwarcia sezonu. Wygrał mecz na wyjeździe z 76ers. Wygląda, że stracił latem parę kilogramów. Znów jest zdrowy, przebojowy i głodny gry. Na siedem rozegranych meczów, sześć razy schodził z parkietu z przynajmniej 24 punktami. Ktoś jeszcze pamięta, że Gordon to Mistrz Świata z 2010 roku? Ktoś pamięta, że razem z Blake'iem Griffinem mieli w Clippers tworzyć zabójczy duet na lata? Prawie 25 punktów na mecz. Do tego 3 asysty i 2 zbiórki. 


 

- Ben Simmons. Świetnie zaczął swój pierwszy sezon w NBA. Po pięciu meczach miał już na koncie 82 punkty, 50 zbiórek i 37 asyst. Tak zapełnionych statystyk (łącznie 169), na podobnym etapie debiutanckich rozgrywek, nie mieli nawet Michael Jordan (167), LeBron James (155) i Jason Kidd (124). Simmons zaliczy swoje pierwsze triple-double już w czwartym spotkaniu kariery. Russell Westbrook potrzebował do tego 136 meczów, LeBron James 116, Jason Kidd 68 a Michael Jordan 58. Jego średnie po siedmiu meczach to 18.4 punktu, 9.1 zbiórki, 7.7 asysty oraz 1.4 przechwytu. Niesamowity talent zamknięty w imponującym ciele.

- C.J. McCollum. Taka cicha Śliwka. C.J. jeszcze nie zrobił w tych rozgrywkach niczego spektakularnego, ale pięć razy na sześć prób, schodził z parkietu z przynajmniej 23 punktami. W sumie ma tylko 5 strat. Lubię jego inteligentny styl gry.

- Victor Oladipo. W Orlando grał poza swoją pozycją. W Oklahomie dojadał resztki po Westbrooku. Może w końcu w Indianie odzyska równowagę. Po siedmiu meczach młodego sezonu, wygląda to całkiem dobrze - prawie 24 punkty na mecz, do tego 4.4 zbiórki, 3 asysty oraz 1.7 przechwytu. Piękna trójka w końcówce meczu ze Spurs, która okazał się na miarę wygranej. Dipo tylko dwa razy nie przekroczył progu 20 punktów. Co ważne w jego grze - do swojego arsenału ofensywnego dołożył trójkę. Jeszcze rok temu, gdy oglądałem go na żywo w Madrycie, nigdy bym w to nie uwierzył. 45% zza łuku, 2.3 celnej trójki na mecz. W jego wykonaniu to jest naprawdę ogromny skok jakościowy. Po cichu mu kibicuję, bo to w porządku gość. Miałem okazję kilka razy z nim rozmawiać. Zawsze uśmiechnięty, skory do żartów i wygłupów. Bardzo pozytywna postać. Gdy pojawia się gdzieś, od razu robi się weselej. 

- Orlando Magic. Z bilansem 5:2 w tym momencie, razem z Celtami, na pierwszym miejscu Wschodu, razem z Memphis, z najlepszym bilansem w lidze. Na koncie wygrane ze Spurs i Cavs. My tu gadu, gadu a na Florydzie wyrosła (mala) wielka trójka. Evan Fournier 22 punkty (55% z gry, 55% zza łuku, 96% z linii), 4.3 zbiórki, 3.9 asysty, 1.4 przechwytu. Nikola Vucevic 20.7 punktu, 8.7 zbiórki, 2.7 asysty, 1.4 bloku. Aaron Gordon 21 punktów (55% z gry, 59% zza łuku), 9 zbiórek, 2.4 asysty, 1 blok. Ciężko oczekiwać, żeby liderzy Magic utrzymali taką skuteczność na dłużą metę, ale teraz, po dwóch tygodniach sezonu, grają po prostu dobrze. Wygląda na to, że coach Frank Vogel znalazł optymalną rotację dla tego składu. Jego wielka trójka gra po 30 minut. Dalej aż czterech zawodników gra po 20+ minut. Pięciu kolejnych po 10 minut. 

- Washington Wizards. Wyglądają dobrze. Są zdrowi, zgrani, coach Brooks pracuje bez presji. Beal i Wall znów tworzą jeden z najlepszych obwodów w lidze. Porter nie osiadł na laurach po podpisaniu kontraktu. Przeciwnie, wygląda, że mocno pracował w te wakacje. To zawsze jest zagadka jak młody zawodnik zareaguje na duże pieniądze. Jedni tracą motywację i w parę lat znikają z ligi. Dla innych jest to dodatkowy bodziec do jeszcze cięższej pracy.  Porter chyba należy do tej drugiej grupy.

- Detroit Pistons. Jasne, że to wszystko może się niedługo skończyć, bo to jest Detroit, prawda? Ale pięć wygranych w ośmiu meczach to nie jest nic. Andre Drummond trafia 70% swoich rzutów wolnych. W ostatnich trzech latach nie przekraczał...38% Zmienił latem sposób rzucania i to była dobra zmiana. Avery Bradley wniósł nową jakość na obwodzie. Spodziewałem się, że tak będzie. A.B. ma podwójną motywację do deobrej gry w rych rozgrywkach. Po pierwsze chce udowodnić Danny'emu Ainge'owi, że ten zrobił błąd oddając go, a po drugie jest w kontraktowym roku. Tobias Harris wygląda, jakby chciał zagrać sezon życia.

- Toronto Raptors.  Siódmy atak, piąta obrona lig. 4:2 to nie jest nie wiadomo co, ale te dwie porażki miały miejsce w starciach ze Spurs (czterema) i Warriors (pięcioma). Oba na wyjeździe. Oba bez Valanciunasa. 6:0 czy nawet 5:1 to już byłaby inna rozmowa i inna optyka spoglądania na Raps. Póki co, podoba mi się to, co widzę. Sześciu zawodników punktuje dwucyfrowo. Siódmy (Siakam) jest blisko (9.6). Poważne minuty w rotacji wywalczył sobie 22-letni Jakob Poeltl z Austrii, którego mecze miałem okazję sędziować parę lat temu w Wiedniu. Już dwa double-double na jego koncie. Lucas Nogueira coraz mocniej puka do pierwszej piątki. 

- Memphis Grizzlies. Wygrali już dwa razy z Rockets, raz z Warriors. Pięć zwycięstw na siedem meczów. Trzecia obrona ligi. Nieźle. Grizz znów męczą. Odejście Allena, Randolpha i Cartera nic nie zmieniło. Aż 10 zawodników jest w rotacji Davida Fizdale'a. Ja przed sezonem miałem ich poza play-offami. Wprawdzie nieznacznie, ale zawsze. Ostatecznie największa odpowiedzialność spada nadal na Gasola i Conley'a i tego najbardziej się obawiam myśląc o tej drużynie. Tylko Gasol i Conley grają po 30+ minut. Poza nimi tylko Tyreke Evans zdobywa dwucyfrową liczbę punktów. Życzę im dobrze, bo od lat grają ofiarny, systemowy basket, który lubię. Ale obawiam się, że koniec końców, tej ekipie może zabraknąć zasobów ludzkich. Tak po prostu. Duży plus dla organizacji za decyzję o zastrzeżeniu koszulki #9 Tony'ego Allena, ojca grit and grind. 

- Kristaps Porzingis. Łotysz zdobywa 29.3 punktu w tym sezonie. O ponad 11 więcej, niż rok temu. Na sześć rozegranych meczów, tylko raz nie osiągnął pułapu 30 punktów. Jego gra w ataku jest bogatsza o nowe ruchy, o lepszą pracę nóg. W obronie robi różnicę. I chce ją robić.

- Dwight Howard. Patrzcie, kto wrócił do żywych! W każdym z pięciu meczów tego sezonu, niespełna 32-letni środkowy Hornets, zaliczał po przynajmniej 15 zbiórek. Od czasów O Charlesa Barkley'a (1998-99) nikt tak nie zaczął rozgrywek. Pięć meczów z double-double na siedem rozegranych. Średnia zbiórek na mecz (15) jest najwyższa w jego 13-letniej karierze. Szerszenie z solidnym 4:3, które na Wschodzie daje siódme miejsce. Z nim na parkiecie są jedną z najlepszych defensyw w lidze. Bez niego spadają poniżej przeciętności. 

- Blake Griffin. Punktuje najlepiej od trzech lat (23.3), zbiera najlepiej od czterech (8.5). Trafia 42% swoich rzutów zza łuku, co nigdy wcześniej mu się zdarzyło. Trafia średnio 2.3 trójki w każdym spotkaniu. To jest ta wersja Blake'a, którą chcieliśmy znów zobaczyć po tych wszystkich kontuzjach i obitych twarzach i połamanych kościach z tym obijaniem (twarzy) związanych. Biega, skacze, dunkuje, wygrywa mecze. Clippers są w top10 NBA zarówno w obronie, jak i w ataku. Na ten moment zajmują drugie miejsce na Zachodzie. DeAndre Jordan zbiera z tablic po 16.3 piłki w każdym meczu. Pat Beverley notuje solidne 13/3/3 i nadal jest upiorem dla najlepszych obrońców rywali. Era po CP3 nie jest tak zła, jak mogła być.

 

- DeMarcus Cousins i Anthony Davis. Pierwszy produkuje 29.4 punktu (drugi w lidze), 13.6 zbiórki (czwarty), 5.9 asysty, 1.6 przechwytu oraz 2.1 bloku (trzeci). To są liczby na poziomie MVP sezonu. Drugi niewiele mu odstępuje - 27.7 punktu, 12.5 zbiórki, 2 asysty, 1.2 przechwytu oraz 2 bloki. Przyglądam się i kibicuję temu projektowi. Wierzę, że dwóch wysokich może w dzisiejszej, smallballowej koszykówce prowadzić swoją ekipę do wygranych. Osobna Śliwka dla DMC za 41/23/6 przeciwko Kings.

- Utah Jazz. Za to, że płynnie weszli w erę po Gordonie Haywardzie. Szóste miejsce na Zachodzie. Tracą tylko 93.1 punktu na mecz, co jest najlepszą defensywą w lidze. Pięciu zawodników Jazz dobywa dwucyfrową liczbę punktów. Aż jedenastu graczy spędza na parkiecie 10 i więcej minut. Basket Quina Snydera to jest prawdziwa lekcja koszykarskiej taktyki i dyscypliny. Polecam. Osobna Śliwka dla debiutanta, Donovana Mitchella za wbicie tego gwoździa. 



- Gordon Hayward. Za to jak zachowywał się po tym, jak odniósł tę makabryczną kontuzję lewej nogi, która najprawdopodobniej zabierze mu cały sezon. Nie płakał, nie zwijał się bólu. Był przybity, zszokowany, ale przyjął to godnie, z klasą. 

- Kobe Bryant. Za piękne słowa otuchy dla Haywarda złożone na Instagramie.


- Dewayne Dedmon. 28-latek ma na koncie 231 meczów w NBA. W siedmiu spotkaniach tego sezonu oddał już dziewięć rzutów za trzy punkty (trafił trzy). Do tych rozgrywek miał na koncie tylko jeden oddany rzut zza łuku. Zdębiałem, jak zobaczyłem go oddającego rzut za trzy, bez presji czasu, normalnie, po zagranej akcji. Coś tam się musiało wydarzyć minionego lata. 


23:15, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 30 października 2017

Victor Oladipo z Indiany Pacers i DeMarcus Cousins z New Orleans Pelicans zostali wybrani Graczami Tygodnia jako reprezentanci swoich Konferencji. Nagrodę przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 23 października do niedzieli 29 października.


Oladipo pomógł Pacers wygrać dwa z trzech meczów w ubiegłym tygodniu. Jego średnie z tego okresu sięgnęły 28.7 punktu, 4 zbiórek, 2.7 asysty oraz 1 przechwytu. 25-latek trafiał 60.4% swoich rzutów z gry, 60% za trzy punkty oraz 95% z linii rzutów wolnych. Jego trafienie za trzy punkty zapewniło wygraną Pacers w niedzielnym meczu przeciwko Spurs. Oladipo był najlepszym strzelcem swojej drużyny we wszystkich sześciu meczach tego sezonu. Jego średnia 25.5 punktu na mecz daje mu w tym momencie ósme miejsce najlepszych strzelców NBA.

Pacers z bilansem 3:3 są na obecnie na siódmym miejscu na Wschodzie.


Cousins z kolei pomógł Pelikanom osiągnąć bilans 2:1 w ubiegłym tygodniu. Jego statystyki z tych meczów to 36.3 punktu (54% z gry), 16 zbiórek, 6.3 asysty, 1.7 przechwytu oraz 1.3 bloku. W czwartkowym starciu przeciwko Sacramento Kings, swojej byłej drużynie, Boogie zaliczył 41 punktów, 23 zbiórki i 6 asyst. Ostatnim zawodnikiem, który zagrał mecz na takim poziomie (40/20/5) był Chris Webber w 2001 roku. W kolejny meczu, w sobotnią noc przeciwko Cavs, DMC zagrał na poziomie 29 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst. W historii NBA, triple-double poprzedzone występem na poziomie 40/20, mieli tylko Wilt Chamberlain, Oscar Robertson i Elgin Baylor.  
Cousins, póki co, rozgrywa świetny sezon. Jego średnie po sześciu meczach sięgają 32.3 punktu (drugi w lidze), 13.8 zbiórki (szósty), 2.3 bloku (trzeci), 1.3 przechwytu oraz 5.7 asysty.

Bilans 3:3 jest w tej chwili siódmym, najlepszym bilansem na Zachodzie. Takim samym legitymują się też Wolves, Jazz, Nuggets i Thunder.


23:35, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 października 2017

Wydawnictwo SQN sprawiło mi wielką przyjemność zapraszając mnie do napisania posłowia do polskiego wydania tej książki. Wyszło mi pięć stron. Możecie przeczytać, możecie pominąć, bo to w sumie jest za tekstem głównym. Wiem, że ludzie, nazwijmy ich krytykami literackimi, mają problem z nazywaniem tej książki biografią. Bo dziwnie to brzmi - biografia zawodnika, który ma 29 lat i prawdopodobnie więcej sezonów w NBA przed, niż za sobą. Pomińmy więc słowo biografia. Nazywajmy tę pozycję po prostu książką o Stephie Curry'm. Na początku myślałem, że mam moc jak Andrzej Sapkowski, że będę mógł uśmiercić głównego bohatera przy pomocy trucizny, ognia i smoka. Na raz. Nie, że chciałem to zrobić. Przeszło mi tylko przez głowę, że mogę, że mam taką moc. Potem, dla pewności, sprawdziłem w słowniku czym jest posłowie. Okazało się, że nie, że nie mogę zabić głównego bohatera. Poza pozbawieniem go życia przy po mocy smoka, trucizny i ognia, myślałem też, o paru alternatywnych zakończeniach książki. Potem się uspokoiłem. 

22 listopada do księgarni trafi książka Marcusa Thompsona II „Stephen Curry. Potrójne oblicze” opowiadająca o życiu i karierze lidera Wojowników. Właśnie rusza przedsprzedaż książki a ja kolejny raz jestem jednym z, tak zwanych, patronów medialnych.


Książka w przedsprzedaży dostępna w księgarni internetowej Labogita.pl. Czeka tam na Was 25% rabatu!

- Wysyłka od 31 października – zatem książka będzie w Waszych rękach na długo przed premierą.

Książki szukajcie również na Empik.com, a od 22 listopada w salonach Empik w całej Polsce.

 

Przedpremierowo biografia dostępna na stoisku Wydawnictwa SQN (D37) na Targach Książki w Krakowie (26-29 października).


Fragment książki:

Nie chodzi o to, że Warriors byli kiepscy, nie chodzi o to, że mieli szansę na coś wielkiego i ją zmarnowali. Było znacznie gorzej – Warriors nie mieli żadnego znaczenia. Kibice cierpieli, bo ich drużyna pozostawała nijaka. Kiedy masz swoją siedzibę na Zachodzie, a media sportowe są zdominowane przez Wschodnie Wybrzeże, musisz zrobić coś spektakularnego, żeby przyciągnąć uwagę. W przypadku Warriors do publicznej świadomości przedostawały się zazwyczaj historie negatywne, tak jak ta, kiedy Latrell Sprewell zaczął dusić swojego trenera. Albo jak ta, kiedy zespół sprzedał swoją młodą gwiazdę, Chrisa Webbera.

Mecze Warriors rzadko pojawiały się w ogólnokrajowych transmisjach, więc niewiele osób poza zatoką San Francisco miało okazję ich oglądać, polubić i obdarzyć szacunkiem, choćby dzięki wspomnieniom z dzieciństwa. I sam zespół, i jego kibice byli koszmarni i mało widoczni. Każdy wieloletni fan Warriors potrafi opowiedzieć historyjkę o tym, jak spotyka kogoś, kto nie mieszka w Kalifornii i nie wie nawet, w jakim mieście grają Golden State Warriors. Byli tak nieistotni, że nikt nie zadał sobie trudu, by rzucić na nich jakąś klątwę, która uczyniłaby ich historię ciekawszą i wartą śledzenia.

Warriors byli zawsze na tyle daleko od tytułu mistrzów NBA, że nawet nie stawiali sobie takich celów. Ich kibice marzyli tylko o tym, żeby ich ulubieńcy awansowali do play-offów i może napędzili trochę stracha jakiejś naprawdę dobrej drużynie. I zyskali dzięki temu choć odrobinę szacunku. Choć mieli poczucie dumy, doprowadzenie do sytuacji, w której zaczną cokolwiek znaczyć, było bardziej realistyczne od pierścieni. Gdyby Warriors wspięli się na poziom drużyn takich jak Sonics, Blazers czy Jazz – na tyle dobrych, że przegrały dopiero w wielkich finałach z prowadzonymi przez Michaela Jordana Chicago Bulls – to już byłoby święto.

Po czym pojawił się Stephen Curry i wszystko odmienił.

Zanim LeBron James dał Cleveland pierwszy mistrzowski tytuł od 54 lat i zanim Cubs wygrali World Series po raz pierwszy od ponad 100 lat, to Warriors byli tą przeklętą drużyną, której udało się w końcu przerwać pasmo nieszczęść. Ale w przeciwieństwie do tamtych nie byli nigdy pupilkami Ameryki. Nikt nie trzymał za nich kciuków tak jak za Cavaliers czy Cubs, albo za baseballistów Boston Red Sox, którzy po blisko stuleciu przełamali złą passę i w 2004 roku zdobyli mistrzowski tytuł. Częściowo wynikało to z faktu, że w rejonie zatoki San Francisco pojawiały się w międzyczasie ekipy mistrzowskie: baseballowe drużyny Oakland Athletics i San Francisco Giants czy futboliści 49ers. Ciężej więc było wykrzesać z siebie współczucie.

I oto teraz, po dwóch wspaniałych magicznych sezonach, świeżość towarzysząca nowym Warriors zdążyła się już ulotnić. Można nawet mówić o poczuciu zmęczenia materiału. W ciągu kilku lat ekipa z Golden State przeszła drogę od uroczego start-upu, na którym umieli się poznać tylko prawdziwi znawcy, przez tytuł wielkich mistrzów, aż do miana znienawidzonych faworytów, z których klęski wiele osób się cieszyło. Tymczasem w zatoce San Francisco wiele osób wciąż jeszcze kręci z niedowierzaniem głowami. Rzesze kibiców nie zdążyły jeszcze oswoić się z myślą, że ich ulubieńcy są mistrzami NBA, że ich ukochani Warriors zdążyli już nawet stać się koszykarskimi czarnymi charakterami.

Wtedy nikt jeszcze nie miał o tym pojęcia, ale wszystko zaczęło się 25 czerwca 2009 roku. Przyszłość organizacji odmieniła się wraz z siódmym wyborem w drafcie. Warriors pozyskali wtedy najważniejszy element potrzebny do rozpoczęcia odbudowy drużyny – ten, który miał z niej uczynić potęgę. Trzy lata minęły, zanim można było dojść do wniosku, że są w stanie rywalizować z najlepszymi. Kolejne dwa – dopóki udało się zbudować coś więcej. I zanim ktokolwiek się zorientował, rozpędzili się tak, że mało kto potrafił dotrzymać im kroku. A Curry znajdował się w epicentrum tego trzęsienia ziemi. Był wszystkim tym, czego od lat pragnęli kibice Warriors.



O książce:

Kiedy w 2009 roku startował w drafcie, jego matka dopytywała Steve’a Kerra, czy syn w ogóle ma szansę trafić do NBA. Nikt nie mógł się spodziewać, że wybór Stephena Curry’ego będzie jedną z najlepszych decyzji w historii Golden State Warriors i do tego stopnia odmieni losy ligowego outsidera.

„Niech nie zwiedzie was ten uśmiech” – przestrzega dziś LeBron James. Wie, co mówi, bo choć Steph nie jest ani najsilniejszy, ani najwyższy, ma coś, co cechuje wielkich mistrzów: instynkt zabójcy ujawniający się w decydujących momentach.

Poznaj różne twarze gracza, który w ostatnich sezonach zachwyca cały koszykarski świat. Przeczytaj o drodze na szczyt NBA, która nie miała prawa się powieść. Dowiedz się, jak wypracował swój fenomenalny rzut z dystansu, choć niewiele brakowało, by skończyło się to przerwaniem kariery.

Odkrywcza, zaskakująca, napisana z reporterskim zacięciem książka. Niezwykła biografia zawodnika, który dla rzutów za trzy stał się tym, kim Michael Jordan dla slam dunków, a Magic Johnson dla asyst. To po prostu trzeba przeczytać!



Autor: Marcus Thompson II

Tytuł oryginału: Golden: The Miraculous Rise of Steph Curry

Data wydania: 22 listopada 2017

Cena okładkowa: 39,90 zł

Liczba stron: 320 tekst i 8 zdjęcia

18:40, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 października 2017

 

Moje desperackie próby przewidywania przyszłości na najbliższy sezon w NBA doprowadziły mnie na Zachód. Tę Konferencję dzielę sobie w tych rozgrywkach według schematu 5+3 gdzie piątkę, raczej pewną awansu, stanowią Warriors, Rockets, Spurs, Thunder i Wolves. Trójkę, którą widzę w postseason, ale z różnych przyczyn, nie jestem do końca pewny (np. zdrowie) tworzą Clippers, Blazer i Nuggets w dowolnej konfiguracji.

To, że wstępnie mam nakreśloną całą ósemkę Zachodu, wcale nie oznacza, że ten sezon będzie nieciekawy. Przeciwnie. Chciałbym się pomylić. I podejrzewam, że gdzieś się pomylę. I dobrze. Wśród pozostałych siedmiu drużyn, tylko Suns nie mają ambicji na awans i raczej dla nikogo nie jest tajemnicą, że zatankują do pełna w tych rozgrywkach. Lakers, Pelicans, Mavs, Jazz, Kings i Grizzlies mają większe lub mniejsze szanse, żeby wmieszać się w wyścig i zrzucić z listy którąś z ekip mojego +3. Układanie dolnej siódemki było dla mnie trudniejsze, niż układania pierwszej ósemki. 

Dokładnie, widzę to tak:

1. Golden State Warriors. Nie widzę powodów, dla których miałbym nie mieć Dubs na pierwszym miejscu swojej listy. Nie wygrają 70 meczów, bo nie jest to ich ambicją. Wiedzą jednak doskonale, że ewentualne siódme mecze w play-offs, warto grać u siebie.

2. Houston Rockets. Podoba mi się, że idą swoją drogą, że nie chcą być tylko tanią kopią Warriors. Mike D'Antoni ma system, jest trenerskim geniuszem, jeśli chodzi o atak. W tym sezonie po bronionej stronie boiska dostał ludzi na niezłym poziomie. Harden może i spała się w play-offach, ale mówimy tu rundzie zasadniczej, a niej jest brodatą bestią.

3. Oklahoma ThunderCzemu miałoby się nie udać. Każdy z trzech liderów Thunder ma, a raczej powinien mieć, interes w tym, by ten projekt zakończył się sukcesem. Nawet jeśli P.G odejdzie po sezonie, to teraz gra o nowy sezon. Melo nie ma już nic do udowodnienia, poza tym, że potrafi być częścią wygrywających ekip. Russ jest zabezpieczony kontraktem na lata. Gdyby nie wierzył, że to może się udać, poczekałby z podpisem do wakacji.
  
4. San Antonio Spurs. Dałem Ostrogi na czwartym, a nie trzecim (lub wyżej) miejscu  z racji ich problemów ze zdrowiem oraz wiekiem. Choć w sumie ta śpiewka towarzyszy im od ładnych paru lat. Pop wyciąga coraz to nowych zawodników i robi z nich klasowych koszykarzy. Mimo wszystko, zdrowy Kawhi będzie tu potrzebny jak woda rybie. Zdrowy Pau i powrót Parkera to też ważne kwestie.

5. Minnesota Timberwolvesto nie może się nie udać. Tam jest za dużo talentu i determinacji. Owszem, każdy może się połamać, ale to już jest ponad moimi analizami. Wiggins dobrze zareagował na boisku na nowy kontrakt. Towns jest już świetny a cały czas idzie w górę. Jimmy B. to młody weteran, którego taka ekipa potrzebowała.

6. Los Angeles Clippers. Teo już leczy stopę. A sezon nie ma nawet 5% meczów za sobą. Blake wygląda znów jak jedna z najlepszych czwórek ligi. DeAndre na razie nie traci nic ze swojego atletyzmu. Podoba mi się to, co przyniósł do L.A. Pat Beverley. To jest ciekawy skład, na którego drodze do wygrania 46-48 meczów może stanąć tylko brak zdrowia.

7. Portland Trail BlazersLillard, McCollum, odchudzony Nurkic, walczący pod tablicami Aminu. Blazers są ekipą co najwyżej poprawną, ale dzięki obwodowi, który należy do elity NBA, dzięki środkowemu, który jest więcej, niż przeciętny, wiele braków i mankamentów da się tuszować lub niwelować. Ten skład powinien skończyć sezon z kilkoma wygranymi ponad 50%.
  
8. Denver Nuggets. Wiem, że wiele osób ma Nuggets wyżej. Ja mam przy nich za dużo znaków zapytania. Nie boję się o współpracę Jokica z Millsapem. Nie boję się o te dwie pozycje. Chcę zobaczyć jak rozwinie się Garry Harris. Jestem ciekaw czy da się jeszcze coś wydobyć z Mudyay'a. Czy Wilson Chandler wytrzyma w zdrowiu większą część sezonu? Potencjał tam jest, dobry trener tam jest. Mam za dużo niewiadomych by umieścić ich wyżej, ale nie wątpię w ich możliwości. 

9. Utah JazzJazz mogą zrobić play-offy w erze po Gordonie Haywardzie. To jest systemowa drużyna, a systemowe drużyny nie cierpią aż tak bardzo po utracie konkretnych zawodników. Nawet tych dobrych. Tam nadal ma kto grać. To jest nadal defensywny monolit. 

10. Memphis Grizzlies. Gasol to cały czas elita wśród środkowych, a Conley, to cały czas elita wśród rozgrywających. Grizzlies, jak Jazz, są ekipą systemową. Koniec końców to jest jednak sport a nie panel dyskusyjny. Ktoś musi do tego kosza się przedostać. Ktoś musi umieć sięgnąć do obręczy wyżej, niż łokciem. Nie będę zszokowany jak Grizz doczłapią się do postseason, ale na ten moment to wszystko jest dla mnie za kruche, za bardzo wytarte. 

11. New Orleans Pelicans. Wbrew wielu negatywnym opiniom, wierzę, że dwóch wysokich może w dzisiejszej koszykówce prowadzić swoją ekipę do wygranych. Warunek jest jeden - trzeba ich otoczyć strzelcami. Póki co, nie ma tego w Nowym Orleanie. 

12. Dallas MavericksTylko Dirka żal. Nie sądzę, żeby Mavs byli tragiczni, i nie sądzę, żeby odpalili tankowanie. To nie w ich stylu. Ich gra, jak od lat, będzie mogła się podobać. Do play-offowego poziomu zabraknie jednego dodatkowego dostarczyciela punktów.
 
13. Sacramento Kings. Być może coś ruszyło w Sacramento. Ich ruchy kadrowe latem były całkiem w porządku. Ich filozofia draftowania była logiczna. To nadal za mało, żeby na Zachodzie nawiązać walkę, ale mecze z Kings dla nikogo nie będą spacerem. 
  
14. Los Angeles Lakers. Jest tam sporo talentu. Ale nie ma za dużo doświadczenia. Nie ma też, mam wrażenie, ciśnienia, żeby zacząć wygrywać już. Lakers zaskoczą wiele razy w tym sezonie. Być może, jak co roku, rozbija u siebie Warriors. Pewnie zaskoczą jeszcze w paru innych meczach. W skali ogólnej mają jednak za mało, żeby marzyć realnie o regularnym wygrywaniu. 

15. Phoenix SunsBez trenera, zaraz bez Bledsoe, bez skrupułów tankowanie. Żywy przykład tego, jak nie mający pojęcia o koszykówce właściciel próbuje położyć swoją rękę na wszystkich decyzjach klubu. 

23:58, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 października 2017

Desperacko próbuję uporządkować drużynowy układ sił w Konferencji Wschodniej. Kto wejdzie do play-offs, kto skończy jako ekipa loteryjna?
Według mnie, pewni play-offów, mogą być tylko Cavs, Wizards, Celtics i Raptors. Tak, tylko cztery zespoły. To jest moja żelazna czwórka. Poza wyścigiem są moim zdaniem Bulls, Hawks, Pacers i Knicks. O pozostałe cztery miejsca, dające awans do play-offs, powalczy więc siedem ekip.  Na Wschodzie może wydarzyć się wszystko w tym sezonie. Wydaje mi się, że ekipa z ostatniego, ósmego miejsca będzie potrzebowała wygrać tylko 36-38 meczów. Może nawet mniej. Taki to będzie ten Wschód. Może okazać się, że nawet tankowanie nie będzie takie proste, bo ujemne rekordy nie będą gwarancją bycia w loterii.


1. Cleveland Cavaliers. To może być sezon, w którym LBJ poczuje znów chęć na zdobycie nagrody MVP. Od 2013 roku trochę już minęło. Ten skład, nawet bez leczącego biodro Thomasa, jest lepszy od poprzedniego. Jae Crowder zdejmuje z LeBrona krycie najlepszych trójek/czwórek rywali. To komfort, którego James nie miał od czasów gry z Shane'em Battierem. 

2. Washington Wizards. Stabilizacja. Gwiazdy pod kontraktami, trener z rocznym doświadczeniem z tą grupą. Ławka może nie rewelacyjna, ale bez dramatu. Beal i Wall to jeden z najlepszych obwodów NBA. 

3. Toronto Raptors. Stabilizacja. Podobnie, jak w Waszyngtonie. Gwiazdy pod kontraktami, stały trener, stały system. Jest to pierwszy rok z trzyletniego planu wygrania czegoś konkretnego. Raps nie mają już żadnych usprawiedliwień.


4. Boston Celtics. Gdu układałem ten ranking dzień przed sezonem, miałem ich na drugim miejscu. Teraz, bez Haywarda, ta ekipa w przyspieszonym trybie musi szukać swojej tożsamości. Ze składu sprzed roku jest przecież tylko czterech graczy. To będzie dobra drużyna, ale potrzebny im będzie czas, żeby wszystko poukładać.

5. Milwaukee Bucks. Giannis Antetokounmpo wrócił po wakacjach jeszcze straszniejszy, jeszcze bardziej głodny. Bucks wskoczą mu na plecy i pojadą do play-offs. Ta ekipa nie ocieka talentem. Wiele z ich meczów będzie klasycznym zarzynaniem świni tępym nożem, ale na Wschodzie to wystarczy. Te 42-44 wygrane to jest coś w ich zasięgu. Na Wschodzie to będzie coś więcej, niż sam awans.

6. Detroit Pistons. Avery Bradley jest lepszy, niż wielu się wydaje. Przekona się o tym Boston i Danny Ainge, ale przede wszystkim przekonają się o tym Pistons. Jeśli Andre Drummond nie zagra przełomowego sezonu, możemy zacząć skreślać go z grona gwiazd ligi i wrzucić go do worka ponad 350 przeciętniaków NBA.

7. Miami Heat. Wierzę w ten skład i w coacha Spo, ale obawiam się, a raczej zastanawiam się, czy sezony życia Waitersa i Johnsona, to jest poziom, z którego będziemy ich oceniać w tych rozgrywkach? Czy oni już tam są i zostaną, czy tylko walczyli o swoje nowe kontrakty? Goran Dragic nie będzie przez 82 mecze grał tak, jak podczas EuroBasketu. Ale i tak będzie dobry. 

8. Brooklyn Nets. Wchodzę od tego, że Nets będą lepsi od Bulls, Hawks i Knicks a zapewne także i Pacers. A samo to da im już 11 miejsce. Ci, którzy są w teorii ponad nimi, to nie jest nie wiadomo kto. Z Magic, 76ers i Hornets mogą się bić bez kompleksów. D'Angelo Russell ma coś do udowodnienia, DeMarre Carroll jeszcze trochę ma do wydobycia ze swoich nóg, Allen Crabbe będzie pożyteczny. System Kenny'ego Atkinsona mi się podoba.  
 
9. Charlotte Hornets. Pisałem już wcześniej, że nie wierzę w drużyny z Dwightem Howardem. Coraz mniej atletyzmu, nic więcej powagi. Stawiam, że najpóźniej w styczniu pojawią się doniesienia o tym, że D.H. nie jest zadowolony ze swojej roli w ataku, że chce dostawać więcej piłek pod kosz. Skąd my to znamy? W tej ekipie też nie ma nadwyżki talentu. Bez Batuma, mogą wkopać się dołek, z którego trudno będzie wyjść. Nawet na Wschodzie.
 
10. Philadelphia 76ers. Zmieniony (na gorsze) styl rzutu Markelle'a Fultza, martwi mnie równie bardzo, co kolana i stopy Joela Embiida. W tej drużynie wiele się może udać, ale chyba jeszcze więcej sp..ć. Młodzi 76ers mogą być przyjemni dla oka, ale na regularne wygrywanie jeszcze ich nie stać.
 
11. Orlando Magic. To nie jest głupi skład, a ten niegłupi skład prowadzi też niegłupi trener Frank Vogel. Nie mam kolegów w zarządzie Magic, więc ciężko mi powiedzieć jakie są ich cele i ambicje na ten sezon. Potencjał jest bez wątpienia na top8 tego Wschodu. Nie wiem czy to zrobią. Ciężko mi w to uwierzyć. Od 2012, póki co, im się nie udaje.

12. Indiana Pacers. Ta drużyna od lat szczyciła się tym, że nie tankuje, że zawsze gra o zwycięstwa. W tym składzie nie będzie o nie łatwo. 37-letni Damien Wilkins, który był poza NBA od 2013 roku, wywalczył sobie miejsce w tym składzie. To chyba wiele mówi o głębi tej ekipy.

13. New York Knicks. Knicks mogą być zwyczajnie za głupi zbyt krótkowzroczni, żeby tankować. Czterech najlepiej zarabiających graczy Nowego Jorku w tym sezonie - Enes Kanter, Joakim Noah, Tim Hardaway Jr., Courtney Lee. Najlepszym rozgrywającym Knicks jest Ramon Sessions, więc o czym my tu rozmawiamy?
 
14. Atlanta Hawks. Wiesz, że najlepiej zarabiający graczem Hawks jest Kent Bazemore? A no właśnie. Pisać dalej? Dennis Schroder zaliczy jeden z tych sezonów spod znaku pompowanych statystyk, które idą tam daleko w kosmos. W szeroko rozumianym interesie Atlanty będzie dobrze zatankować w tych rozgrywkach. 

15. Chicago Bulls. Jeśli w Twojej pierwszej piątce wychodzą ludzie, którzy w innych okolicznościach byliby na wylocie ligi, to wiedz, że nie grasz o nic w tym sezonie. Jeśli jeden gracz daje w przysłowiową mordę drugiemu, to wiedz, że morale w szatni sięgają dna. Poza tym wygrywanie nie jest w interesie Bulls w tym sezonie. Zatem brak talentu + tankowanie + patologia w szatni = dół Wschodu. Let's go Lauri! 



23:58, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 października 2017

Nowy sezon, nowe wyzwania, nowe cele. Jedni zawodnicy się odchudzali, inni przybierali na wadze - świadomie i nieświadomie. Jedni ściągnęli do siebie pomoc, by pokonać tych wszystkich LeBronów, Warriorsów i im podobnych. Niektórzy, w tym samym celu, sami odeszli do innych drużyn.

Mamy też nową kolekcję zegarków Tissot w związku z właśnie rozpoczętymi rozgrywkami w NBA. Kolekcja nazywa się Tissot Chrono XL NBA Teams. Na ten moment, szwajcarska marka ma modele dla fanów Chicago Bulls, Cleveland Cavaliers, Golden State Warriors, Los Angeles Lakers, San Antonio Spurs, oraz New York Knicks. Z czasem kolekcja obejmie ekipy reszty ligi. 

W zeszłym sezonie byli tacy, którzy marudzili na poprzednią kolekcję. "Co to za zegarki NBA, jak nie widać nigdzie, że to NBA? No tak, widać z tyłu, ale jak noszę, to nie widać przecież."

Szwajcarzy wsłuchali się uważnie w te głosy i zareagowali. Teraz będzie widać (że to NBA) i z tyłu, i z przodu.

Średnica koperty to 45 milimetrów - czyli cztery i pół centymetra, jak dobrze liczę. Grubość to 11 milimetrów. Więcej danych technicznych na stronie producenta TUTAJ.

Sugerowana cena detaliczna to około 1400 zł.

01:23, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 października 2017

Jeremy Lin doznał zerwania więzadła rzepki w prawym kolanie i nie zagra już w tym sezonie. Do kontuzji doszło w IV kwarcie wczorajszego starcia Pacers-Nets (140:131). Lin zdobył w tym meczu 18 punktów i zanotował 4 asysty.

29-latek może mówić o ogromnym pechu. Ubiegłego lata podpisał z Nets trzyletni kontrakt warty $36 mln. Ze względu na przewlekły uraz mięśnia dwugłowego lewego uda, zdołał zagrać w tylko 36 meczach w minionych rozgrywkach. Wygląda więc na to, że pierwsze dwa lata na Brooklynie stanęły dla niego pod znakiem kłopotów zdrowotnych. 37 meczów w dwa sezony, to na pewno nie było to, co obie strony wyobrażały sobie wiążąc się umową.

Nets w tej sytuacji najprawdopodobniej przesuną D'Angelo Russella na pozycję rozgrywającego a Allen Crabbe wychodzić będzie w piątce jako rzucający obrońca.

18:32, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 października 2017

Minionej nocy ruszył nowy sezon. Cavs pokonali u siebie Celtics a Rockets wygrali na wyjeździe z Warriors. Poważna kontuzja Gordona Haywarda, nieco przyćmiła radość z oglądania początku rozgrywek. Szkoda go! Niestety to też jest część sportu. W głowach nadal rysujemy obraz gry przemeblowanych po wakacjach drużyn. Bez wielkich analiz. 2-3 zdania komentarza, bardziej gut feeling, niż coś bardziej rozbudowanego.

Wschód przeanalizowałem jakiś czas temu. Teraz Zachód. Progi pochodzą z jednej ze stron bukmacherskich.

Dallas Mavericks - powyżej/poniżej 34.5 zwycięstwa. Mavs wygrali rok temu 33 mecze. Nie widzę ich w play-offach. Ale też nie wyobrażam sobie, żeby po chamsku zatankowali. Mark Cuban tego nie robi. Rick Carlisle tego nie potrafi.  Do drużyny dołączył debiutant Dennis Smith Jr. - baby Westbrook, ewentualnie młody Rose. Smith powinien regularnie dostarczać materiału do top10 dnia. Nerlends Noel gra o nowy kontrakt. Mój typ - delikatnie poniżej.

Denver Nuggets - powyżej/poniżej 46.5 zwycięstwa. Mam Nuggets w ósemce, ale nie jestem pewny czy mam ich z tak dużą liczbą wygranych, pod pięćdziesiątkę. Spodziewam się, że będą dobrzy, ale myślę też, że hype na Nuggets jest trochę za bardzo napompowany. Współpraca Jokica z Millsapem może być piękna do oglądania. Ale w tym składzie jest nadal parę luk.  Mój typ - minimalnie poniżej.

Golden State Warriors - powyżej/poniżej 68.5 zwycięstwa. Jeśli chodzi o sezon regularny, oni nic już nie mają do udowodnienia. Zakładam, że mocno, ale spokojnie przejdą przez rundę zasadniczą. 14 porażek w 82 meczach jeszcze nikomu nie przyniosło ujmy. Mój typ - poniżej.

Houston Rockets - powyżej/poniżej 55.5 zwycięstwa. Rok temu wygrali właśnie 55 meczów. Pozyskali CP3, ale nie wiem jak ten eksperyment się uda. Nie ma przekonania do tego typu. Raz widzę ich wygrywających pod 60 meczów, raz widzę piękną katastrofę. Załóżmy jednak, że nic się tam nie sp..li. O atak się nie martwię. W końcu prowadzi ich Mike D'Antoni, jeden z pionierów obecnych trendów w koszykówce. Martwi mnie ich obrona oraz długie minuty, które zapewne odkładać w nogach będą Harden i CP3.  Mój typ - jednak powyżej.

LA Clippers - powyżej/poniżej 44.5 zwycięstwa. Jeśli musisz stracić swojego All-Stara, to Cliipers pokazali latem, jak płynnie się to robi. Blake ma coś do udowodnienia w NBA. Tak samo jak Teodosic, który już zaczął czarować w preseason. Wokół tej drużyny jest wiele znaków zapytania. Wiele będzie zależeć od Doca Riversa. Jeśli Clippers będą grać kreatywnie, a moją do tego ludzi, to mogą wygrać nawet i ponad 50 meczów. Mój typ - powyżej.

LA Lakers - powyżej/poniżej 32.5 zwycięstwa. Mam mieszane uczucia. Raz myślę o tym młodym składzie, że już jest gotowy. Że Ingram, to  będzie nowy KD, że Randolp to będzie nowy Karl Malone, że Ball to będzie nowy Jason Kidd. Innym razem widzę, jak w połowie rozrywek to się wszystko sypie, jak domek z kart. Nie mam pojęcia. To jest Hollywood. Tam może być wszystko. Patrząc na trenera i sam skład od strony potencjału i talentu, 33 mecze powinny być w ich zasięgu. Ale kto wie. Mój typ - mimo wszystko powyżej.

Memphis Grizzlies - powyżej/poniżej 38.5 zwycięstwa. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Grizz od siedmiu lat, za każdym razem kończyli rozgrywki w najlepszej ósemce Zachodu. Mimo mojej sympatii do Gasola i Conley'a obawiam się, że w tym roku się to może skończyć. Wraz z odejściem Randolpha i Allena, zamknęliśmy erę "Grit and Grind." Wydaje mi się, że któryś z liderów Grizz (może nawet obaj) nie dokończy sezonu w Tennessee.  Mój typ - poniżej.

Minnesota Timberwolves - powyżej/poniżej 47.5 zwycięstwa. Tak jak w przypadku Denver. Mam ich w ósemce, ale nie mogę sobie wyobrazić, żeby wygrali o 17 meczów więcej, niż rok temu i podeszli pod 50 wygranych. Wolves od 13 lat nie grali w play-offach. W tym czasie było już kilka składów Leśnych Wilków, o których mówiliśmy "jak nie teraz, to kiedy?" No właśnie - jak nie teraz, to kiedy?   Mój typ - poniżej.  

New Orleans Pelicans - powyżej/poniżej 39.5 zwycięstwa. Wierzę, że w erze small ballu dwóch klasowych wysokich może koegzystować na boisku...ale nie z takimi partnerami, jakich mają Boogie i A.D. Oni potrzebują wokół siebie klasowych strzelców, którzy daliby im przestrzeń do operowania pod koszem. Alvin Gentry będzie musiał się sporo natrudzić, żeby zainstalować tam system optymalnie wykorzystujący potencjał obu podkoszowych. To nie musi być stracony sezon, ale czym prędzej trzeba ściągnąć dobrego strzelca. Mój typ - poniżej.

Oklahoma City Thunder - powyżej/poniżej 52.5 zwycięstwa. Żaden z trójki Melo, Russ, P.G. nie ma interesu w tym, by grać w tym sezonie pod siebie. Westbrook ma już MVP i samotny sezon. Melo ma wiele samotnych sezonów. George miał dość przegrywania w Indianie. Słyszę te zaawansowane analizy typu "ale tam jedna piłka, to będzie za mało." Nie wierzę, że mając taki skład i szansę na coś konkretnego, któryś z liderów będzie forsował grę pod siebie. To byłoby idiotyczne. W tym składzie jest głębia. Patrick Patterson może być dla nich brakującym ogniwem, elementem ich własnej piątki śmierci. Rola Stevena Adamsa będzie strategicznie ważna. Mój typ - powyżej.

Phoenix Suns - powyżej/poniżej 27.5 zwycięstwa. Suns polowali na Blake'a Griffina, Paula Millsapa i paru innych wolnych graczy. Byli aktywni w próbach pozyskania Kyrie Irvinga. Zakładam więc, że to nie jest tak, że zarząd tego klubu marzy o tankowaniu. Tam był plan na wygrywanie już teraz. Niestety nie udało się i Suns kolejny raz zostali z młodzieżą. Moim zdaniem powinni jeszcze raz zatankować a sezon poświęcić na rozwój młodych. Eric Bledsoe nie dokończy tych rozgrywek w Arizonie. Mój typ - poniżej.

Portland Trailblazers - powyżej/poniżej 42.5 zwycięstwa. Blazers nie będą grać o nic wielkiego w tym sezonie. Awans do play-offs będzie ich sukcesem. Podoba mi się odchudzony Nurkic. Lillard i McCollum będą dalej na swoim, wysokim poziomie. Meyers Leonard watch. Będę mu się przyglądał. Spodziewam się solidnych rozgrywek w jego wykonaniu. Mój typ -na grubość lakieru powyżej.

Sacramento Kings - powyżej/poniżej 27.5 zwycięstwa. Kings nie powinni mieć interesu w tankowaniu. Rok temu wygrali 32 mecze, więc dlaczego teraz, kiedy mają lepszy skład, nie mieliby wygrać głupich 28 meczów? Carter, Hill, Randolph. Do tego De'Aaron Fox, Bogdan Bogdanovic. Nie mam podstaw by uważać, że coach Joerger niczego nie ugra z tym składem. Mój typ - powyżej.  

San Antonio Spurs - powyżej/poniżej 55.5 zwycięstwa. Spurs mają za sobą dziwne lato. Nie sprowadzili nikogo z górnej półki. Zatrzymali Gasola i Aldridge'a. Pozyskali Rudy'ego Gaya, który wraca po bardzo poważnej kontuzji. Tony Parker wróci najwcześniej w grudniu a Kawhi Leonrad ma problem z udem. Sam nie wiem co o tym myśleć. W końcu to są Spurs, to jest coach Pop. Nie potrafię wyobrazić sobie katastrofalnego sezonu tej drużyny, ale potrafię wyobrazić sobie, że brak zdrowia mocno wystawi na próbę ten skład. Nadal widzę ich wygrywających 50+ meczów, ale myślę, że to będzie coś koło 53-55, niż 57-59. Mój typ - poniżej. 

Utah Jazz - powyżej/poniżej 40.5 zwycięstwa. Jazz będą nadal dobrą drużyną, mimo odejścia Gordona Haywarda. Do składu doszli doświadczeni Rubio, Sefolosha, Jerebko. Rookie Donovan Mitchell może być przydatny od samego początku. Rodney Hood ma wejść w buty Haywarda. Wokół Jazz jest parę znaków zapytania, ale dopóki coachem jest tam Quin Snyder, jestem spokojny o dyscyplinę i system. Rudy Gobert nabrał latem mięśni, Derrick Favors gra o nowy kontrakt. To powinno wystarczyć na przynajmniej 41 wygranych. Mój typ -  powyżej. 

 

Przypomnę jeszcze moją analizę Wschodu. Wrzuciłem ją prawie miesiąc temu. Więc dziś naniosłem małe poprawki, które zaznaczam:

 

Atlanta Hawks - powyżej/poniżej 26.5 zwycięstwa. Odeszli Howard, Millsap i Hardaway. Nie jestem pewny jakie są cele Hawks na ten sezon. Ja bym zatankował, ale kto ich tam wie. Rok temu wygrali 43 mecze. W minionym sezonie tylko trzy drużyny nie przekroczyły pułapu 27 wygranych. Hawks będą słabi, ale chyba nie aż tak. Mike Budenholzer nie pozwala mi ich skreślić całkowicie. Mój typ - powyżej. (Dziś dałbym poniżej). 

Boston Celtics - powyżej/poniżej 54.5 zwycięstwa. To jest pierwszy od 2012 roku sezon, kiedy marzeniem Celtics będzie (co najmniej) gra w Finałach. Rok temu wygrali 53 mecze. Teraz, na papierze, zdają się silniejsi. 55 wygranych to niby dużo, ale z drugiej strony większość swoich meczów zagrają na błotnym Wschodzie. Coach Stevens jest tu gwarancją porządku. Trochę się boję tego progu, bo spodziewam się, że na początku może być tam kłopot z wyznaczeniem lidera. Mój typ - mimo wszystko powyżej. (Bogatszy o nową wiedzę związaną z kontuzją Haywarda, chyba dziś dałbym poniżej). 

Brooklyn Nets - powyżej/poniżej 26.5 zwycięstwa. To jest jedyna drużyna z grona tych teoretycznie słabych, co do której będziemy pewni, że nie tankują. I to już coś. Latem wzbogacili się o Carrolla, Crabbe'a, Mozgova, D'Angelo Russella. Mówiłem to już w Podcaście Specjalnym u Michała - podoba mi się ten skład i nie zdziwi mnie, jeśli tam zrodzi się coś ciekawego. Coach Kenny Atkinson fajnie rotował składem już rok temu, kiedy wygrał tylko 20 meczów. Jeśli oglądaliście ich w akcji, to przyznacie, że ich koszykówka wyglądała fajnie, tylko brakowało im talentu. Teraz go mają.  Mój typ - powyżej.

Charlotte Hornets - powyżej/poniżej 43.5 zwycięstwa. Nie wierzę w drużyny, w których gra Dwight Howard. Rok temu Szerszenie wygrały 36 meczów. Latem nie pozyskano nikogo z nazwiskiem. Ta ekipa może mieć problem ze zdobywaniem punktów. Mój typ - poniżej.

Chicago Bulls - powyżej/poniżej 22.5 zwycięstwa. Wszystko wskazuje na to, że Byki zatankują w tym sezonie. Pytanie brzmi teraz jak bardzo. 22 meczów w tamtym sezonie, nie wygrali tylko Nets. Fred Hoiberg ma w końcu ludzi, o jakich zawsze marzył czyli młodych i biegających. Mam mieszane uczucia co do tej organizacji, ale z racji tego, że to tylko 23 wygrane typuję powyżej. (Dziś dałbym poniżej). 

Cleveland Cavaliers - powyżej/poniżej 54.5 zwycięstwa. Łapię się na tym, że gdy myślę o wakacjach Cavs, przed oczami pojawia mi się krajobraz po wojnie. Potem jednak dociera do mnie, że tam nadal gra najlepszy koszykarz w NBA, że nadal jest tam czołowy podkoszowy ligi na 20+ punktów i 10+ zbiórek. Pytanie kiedy do gry i w jakim zakresie wróci Isaiah Thomas. Wiele zależy też od tego z jakim nastawieniem podejdzie do rozgrywek LBJ. Jeśli odejście Irvinga wyzwoli w nim dodatkowe pokłady motywacji, to znów może otrzeć się o poziom MVP sezonu i przy okazji ciągnąć Cavs od wygranej do wygranej. Ja na miejscu Cavs postarałbym się wygrać Wschód. Chyba nie chciałbym ryzykować i grać ewentualny game 7 z nowymi Celtics u nich w Bostonie. Mój typ - powyżej.  

Detroit Pistons -  powyżej/poniżej 38.5 zwycięstwa. Rok temu wygrali 37 meczów. Jeśli w tym sezonie coś nie "kliknie" w tej drużynie, to będzie znaczyć, że Stan Van Gundy, będzie potrzebował zredefiniować swoją rolę w tej organizacji. Liczę na lepszy sezon Pistons, bo spodziewam się, że a) Reggie Jackson zagra lepiej, i że nie straci znów 30 meczów, b) Drummond ma za sobą regres formy. Zagrał bardzo bezbarwny sezon. Jeśli chce wrócić do elity podkoszowych ligi, a pewnie chce, to musi się wziąć w garść, c) Avery Bradley da tej ekipie nowy wymiar w obronie. W ataku zresztą też. No i gra też o nowy kontrakt. Mój typ - powyżej.

Indiana Pacers - powyżej/poniżej 31.5 zwycięstwa. W tym składzie nadal są koszykarze, którzy grać potrafią i nie mają interesu w tym, żeby przegrywać. Pytanie brzmi w którym kierunku chce iść ta organizacja? 31 wygranych, to nie jest wygórowany próg, szczególnie na Wschodzie. Jeśli Pacers podejdą do sezonu ze zdrowymi intencjami, to są w stanie wygrać ponad 31 meczów. Ale jeśli ktoś oddaje Paula George'a za czapkę gruszek, to ja nie wiem co o tym myśleć. Mój typ - poniżej.

Miami Heat - powyżej/poniżej 43.5 zwycięstwa. Ten próg może być kusząco złudny. Pamiętamy o świetnej drugiej części sezonu Heat, kiedy ci z bilansu 11:30 wyszli na 50% i byli o włos od wejścia do play-offs. Mamy też przed oczami świetny EuroBasket Gorana Dragica. Wszystko to działa na wyobraźnię, ale Heat nie są tak dobrzy jak 30:11, ani tak słabi jak 11:30. Są w środku. I dlatego ten próg jest trudny. Ich lato nie było gorące. Coach Spo będzie miał znów pełno ciekawych pomysłów na grę. Pytanie czy wykonawcy są wystarczająco dobrzy? Mój typ - bez przekonania poniżej.  

Milwaukee Bucks - powyżej/poniżej 46.5 zwycięstwa. Czy ta drużyna będzie lepsza o pięć wygranych w porównaniu z poprzednim sezonem? Spodziewam się, że Giannis Antetokounmpo zrobi kolejny krok w swoim rozwoju, ale obawiam się jednocześnie, że za dużo kładzie się na barki ledwie 22-letniego gracza. Nie wiadomo kiedy i w jakiej formie do gry wróci Jabari Parker, który przez 50 meczów rok temu dawał Bucks po 20 punktów. Klub z Milwaukee nie podpisał nikogo, kto regularnie umiałby odciążać ich młodą gwiazdę. Tego się obawiam. Mój typ - poniżej.

New York Knicks - powyżej/poniżej 29.5 zwycięstwa. Nie mam pojęcia co tam się może wydarzyć. Podobno Melo jest jedną nogą w Houston. Jeśli tak, to Knicks byliby nierozsądni, gdyby nie zdecydowali się na tankowanie. Ale to są przecież Knicks, tam jest wszystko możliwe. Najgorsze jest to, że koło 35 wygranych, może dać na Wschodzie play-offy. Jeśli pan Dolan w marcu to poczuje i wyliczy sobie, że jednak opłaca mu się zagrać te dwa dodatkowe mecze kosztem jakiegoś picku, to może być różnie. Mój typ - mimo wszystko poniżej.  

Orlando Magic - powyżej/poniżej 32.5 zwycięstwa. Klub nie widział play-offów od 2012 roku i myślę, że w takich okolicznościach (słaby Wschód) bardziej niż o dobre miejsce przed draftem 2018, Magic mogą chcieć powalczyć o play-offy. Poprawić 29 wygranych sprzed roku, nie będzie wielkim wyzwaniem. W tej ekipie jest talent (Vucevic, Fournier, Hezonja, Payton, Gordon + doszli Simmons, Speights i Afflalo). Mój typ - powyżej. (Dziś dałbym poniżej). 

 

Philadelphia 76ers - powyżej/poniżej 40.5 zwycięstwa. Bardzo dużo talentu i tyle samo znaków zapytania. Czy Embiid i Simmons dadzą radę zdrowotnie? Jak płynne będzie przejście Fultza z NCAA do NBA? Nie mogę się doczekać gry tej drużyny. Ta młodzież z J.J. Redickiem jako mentorem, może być intrygująca. Mój typ - z bólem serca poniżej.

 

Toronto Raptors - powyżej/poniżej 47.5 zwycięstwa. Ta drużyna nie ma żadnych wymówek na ten sezon. Trzon składu jest pod kontraktem. DeRozan (28), Lowry (31), Ibaka (28) są w teorii w swoich prime lub gdzieś koło tego. Nie pozostaje im nic innego, jak włączyć się do walki z Cavs, Celtics i Wizards o top4 Wschodu. 51 wygranych z poprzedniego sezonu jest jak najbardziej w zasięgu tej ekipy. Mój typ - powyżej

 

Washington Wizards - powyżej/poniżej 48.5 zwycięstwa. Wielka czwórka Wschodu będzie mieć, w teorii, trochę łatwiejszą drogę do "nastukania" sobie wygranych, niż topowe drużyny Zachodu. Wizz nie podpisali latem nikogo wielkiego, ale zachowali większość swojego składu, co też może być atutem. Czy bać się o poziom motywacji Otto Portera po podpisaniu gigantycznego kontraktu? Czy bać się o nogi Bradley'a Beala? Sam nie wiem. Rok temu, po słabym starcie rozgrywek, wygrali 49 meczów. Mój typ - bez przekonania powyżej.

23:58, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 października 2017

San Antonio Spurs i LaMarcus Aldridge dogadali się w sprawie przedłużenia obecnego kontraktu o kolejne trzy lata. Umowa wchodzi w życie z początkiem rozgrywek 2018-19. Jej wartość to $72.3 mln. Aldridge zarobi w tym sezonie $21.4 mln. Pieniądze w ostatnim roku trwania kontraktu, są tylko częściowo gwarantowane. Mówi się, że jest to jedynie $7 mln. Gdyby strony nie doszły do porozumienia, wtedy 32-letni skrzydłowy mógłby zostać wolnym agentem przyszłego lata, ewentualnie wykorzystać opcję na przyszły sezon o wartości $22.3 mln. Nowa umowa zakłada właśnie wykorzystanie tejże opcji, do której dołożono dwa kolejne lata. 

Aldridge przeniósł się do San Antonio latem 2015 roku, po dziewięciu sezonach w barwach Portland Trail Blazers. W pierwotnym założeniu, miał wypełnić lukę po odchodzącym na emeryturę Timie Duncanie, a wcześniej, przez rok, mieć okazję grać u jego boku. Niestety dla siebie i dla Spurs, Aldridge, przyzwyczajony do gry z piłką, tyłem do kosza, zaangażowany w większość akcji ofensywnych Blazers, nie do końca odnalazł się w systemie Gregga Popovicha.

W ostatnich dwóch latach w Portland oddawał po ok. 20 rzutów na mecz. Jego średnie przekraczały 23 punkty i 10 zbiórek. W Spurs musiał zadowolić się tylko 14 rzutami na mecz, zredefiniować i nieco zmarginalizować swoją rolę w drużynie. Szczególnie na atakowanej połowie boiska. Jego średnie za ostatnie rozgrywki sięgnęły 17.3 punktu, 7.3 zbiórki, 1.9 asysty oraz 1.2 bloku. L.A. mniej punktował i zbierał tylko w swoim debiutanckim sezonie w NBA.  

Frustracje rosły z obu stron. Aldridge inaczej wyobrażał sobie grę dla Popa, a sam Pop sądził, że nauka nowego systemu, przekonanie się do niego, zajmie LaMarcusowi mniej czasu i będzie bardziej płynna. Spurs otwarcie próbowali handlować kontraktem Aldridge'a w czasie tegorocznego draftu. Zdawało się, że dni tego związku są policzone. 

Latem doszło jednak do długiej i szczerej rozmowy Popovicha i Aldridge'a. 32-latek wyznał swojemu trenerowi, że nie jest szczęśliwy w San Antonio, że nie podoba mu się jego rola na parkiecie i bardzo chciałby ją zmienić. Pop przyznał mu rację i obiecał efektywniej korzystać z niego w ataku, dać mu więcej swobody i grać nim tak, żeby jego potencjał się nie marnował. Aldridge pojawił się na obozie treningowym Spurs w bardzo dobrej formie. Najwidoczniej to, co usłyszał od Popovicha, podziałało na niego motywacyjnie.

Spurs nie byli zbyt aktywni minionego lata. Na wolnym rynku udało im się pozyskać tylko wracającego do zdrowia Rudy'ego Gay'a oraz Joffrey'a Lauvergne'a. By liczyć się w walce o topowe pozycje na Zachodzie, ekipa z San Antonio będzie potrzebować ponadprzeciętnego sezonu  ze strony Aldridge'a.

 

02:08, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »