Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
Zakładki:
MENU:
czwartek, 26 stycznia 2017
Vince Carter zdmuchnie dziś z urodzinowego tortu 40 świeczek. 100 lat panie Carter!
Ale to my, w dniu jego święta, dostaliśmy prezenty od NBA. Liga właśnie opublikowała 40 nigdy wcześniej niewidzianych wsadów Cartera. Swoją drogą, to niesamowite, że liga dysponuje po tylu latach materiałem, który wcześniej nie ujrzał światła dziennego. 


       
       
       
       


Cóż więcej można o nim powiedzieć, ponad to co już zostało powiedziane i napisane? Fizyczny wybryk natury. Najlepszy dunker wszech czasów.
Nadal, mimo upływających lat, Half-Man, Half-Amazing
Człowiek, którego wsady przeszły do historii. Człowiek, który zestarzał się z klasą jak
Sean Connery. Nie było mi dane oglądać go na żywo gdy osiągał swój fizyczny prime, ale mimo bardzo się cieszę, że mogłem go zobaczyć z bliska w Toronto w tym sezonie.

Tak się akurat złożyło, że Grizzlies grali wczoraj u siebie z Raptors. W drugiej kwarcie tego starcia, C.V. pokusił się o coś takiego.


       
       
       
       


Gdyby to był rok 1999, to zapewne skończyłoby się tak:


       
       
       
       


Co nie zmienia faktu, żeby było to niesamowite zagranie i jak tak oglądam je któryś raz, to jestem więcej niż pewny, że Vince dałby radę dociągnąć to 360 i skończyć z góry.

UPDATE:

Jakiś czas później liga wypuściła kolejne urodzinowe video. Tym razem 40 najlepszych wiatraków Vince'a.


       
       
       
       

 
http://3.bp.blogspot.com/-6dQ0-Jolpmw/URRPbFoOo6I/AAAAAAAAB9o/7zRIWATQ2a4/s640/172.jpg
17:35, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
Już jutro ogłoszone zostaną rezerwy do Meczu Gwiazd, który w tym roku zostanie rozegrany 19 lutego w Nowym Orleanie. Wyboru, jak co roku, dokonali trenerzy wszystkich 30 drużyn NBA. Zanim to nastąpi, wrzucam swoje własne propozycje. To nie próba przewidywanie tego, jak głosowali trenerzy. To są moje własne wybory. Zapraszam do wrzucania własnych.
 
Przypomnę tylko, że pierwsze piątki w tym roku będą wyglądać tak:

Wschód:
LeBron James
Giannis Antetokounmpo
Jimmy Butler
DeMar DeRozan
Kyrie Irving 

Zachód:
Kevin Durant
Kawhi Leonard
Anthony Davis
James Harden
Stephen Curry

A zatem:
More rezerwy:

Wschód:

Isaiah Thomas
- Najlepszy strzelec Wschodu, drugi strzelec ligi. Nie można nie docenić człowieka atakującego obręcz, zdobywającego po 29 punktów na mecz, nie mającego 180 cm wzrostu.
 
Kyle Lowry - 22 punkty, prawie 5 zbiórek, prawie 7 asyst i ponad 1 przechwyt. Gra swój najlepszy w karierze sezon dla drugiej siły Wschodu.
 
John Wall - 23/10/4/2 + Wizards 5 meczów ponad 50%. To równanie na znalezienie się w składzie All-Star. Jego widowiskowy styl idealnie pasuje do tego typu imprezy.

Kemba Walker - Lider solidnej, najprawdopodobniej play-offowej ekipy. 23/5/4/1 co wieczór.

Paul George - Trochę się wahałem przy tym wyborze bo zarówno Pacers jak i P.G. grają bardzo w kratkę. George, w zasadzie, nie miał jeszcze wybitnego meczu. Miał kilka bardzo dobrych, ale jego rekord sezonu to tylko 37 punktów. W dalszym ciągu jednak robi co mecz swoje 22/6/3/1 a to nie jest nic.

Dwyane Wade - Wprawdzie nie ma statystyk na wybitnym poziome, choć 19/4/3/1 to też jest coś. Ale to jest mecz gwiazd a Wade bez wątpienia cały czas jest gwiazdą tej ligi.
Gdyby nie on i Jimmy B., w Chicago byłby dramat w tym sezonie.  I tu przy okazji tego wyboru mogę wyjaśnić swoją filozofię dobierania zawodników do tej imprezy. Dla mnie Mecz Gwiazd, to nie jest starcie zawodników, który mają świetny dany sezon. Dla mnie to jest starcie zawodników, który poza dobrym sezonem, coś wcześniej w lidze pokazali, ich pozycja, nazwisko są w NBA w jakiś sposób ugruntowane.

Carmelo Anthony - W duchu tej samej filozofii, na ostatnim miejscu, mam na swojej liście Melo. Tak, być może przebojem zdobywający ligę Embiid, byłby bardziej elektryzujący. Może Porzingis, kolega Melo z Knicks, też na to zasłużył. Może Kevin Love, który wrócił do statystyk 20/10 oraz do grona najlepszych czwórek ligi, bardziej zasłużył na to miejsce. Może nawet i cichy Paul Millsap. Może. Do wyboru masz 12 miejsc a gwiazd w tej lidze jest wiele. Nawet gdyby można było wybierać po 15 graczy, to zawsze można by mówić o pominiętych. Melo daje co wieczór prawie 23 punkty, 6 zbiórek i 3 asysty. Nadal jest osobowością tej ligi. Być może będzie to jedna z ostatnich okazji zobaczyć go jako All-Stara.    


Zachód:

Russell Westbrook - Triple-double za sezon złożone z 30 punktów. Co tu więcej dodawać. Power dunki?

Gordon Hayward - Ostatnia nadzieja białych. prawie 22 punkty, 5 zbiórek, 3 asysty, przechwyt. Jazz grają dobrze, G.H. jest ich liderem. Zasługuje na ten wybór.

DeMarcus Cousins - 28 punktów, 10 zbiórek, ponad 4 asysty (o jego podaniach mówi się za mało), 1.4 bloku, 1.5 przechwytu. Jeśli Dikembe mówi o nim jako najlepszym podkoszowym NBA, to warto się w to wsłuchać. Mecz Gwiazd potrzebuje takich postaci.

Marc Gasol - Hiszpana nie może zabraknąć 19 lutego na parkiecie w Nowym Orleanie. Gra świetny sezon. Dobre statystyki, w jego przypadku, to tylko szczegół.

Damian Lillard - Siódmy strzelec ligi. Mówi się o nim dość mało, bo Blazers nie grają za dobrze, ale pod wieloma względami jest to jego najlepszy sezon w karierze. Poprawił selekcję rzutową, jest skuteczniejszy, mniej traci piłek, no i dalej jest przebojowym draniem.

Karl Anthony-Towns - Mocno myślałem na Gobertem z Jazz, żeby zrobić ukłon w stronę świetniej obrony. Wybrałem jednak KATa, który od siebie dokłada element czystego, krystalicznego talentu, który musisz doceniać, który musisz uwielbiać oglądać, bez względu na to komu kibicujesz.

Mike Conley - Chcę go wyróżnić za tak zwany całokształt. Conley jeszcze nigdy nie był All-Starem w realnym świecie i być może nigdy nim nie zostanie. Wszak w NBA jest tyle wybitnych jedynek, co roku tyle historii związanych z kimś innym, że Conley'owi ze swoimi "mniej-niż-20-punktami", jakimiś tam 6 asystami, 3 zbiórkami i 1 przechwytem zawszę będzie ciężko o angaż. A przecież to świetny koszykarz, prawdziwy twardziel. Nie zdziwię się, jeśli zostanie pominięty teraz i na wieki, ale ode mnie ma głos.


 
https://pbs.twimg.com/profile_images/773850369981943808/6_ZNLJDi.jpg
13:55, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (7) »
wtorek, 24 stycznia 2017
Joel Embiid z Filadelfii 76ers i Kawhi Leonard z San Antonio Spurs zostali wybrani Graczami Tygodnia jako reprezentanci swoich Konferencji. Nagrodę przyznano za mecze grane od poniedziałku 16 stycznia do niedzieli 22 stycznia.

Embiid poprowadził 76ers do trzech wygranych w trzech meczach w tamtym tygodniu (Szóstki przegrały jeden mecz, ale J.E. nie wystąpił w tym starciu). Jego statystyki za ten okres sięgnęły 22 punktów, 10.3 zbiórki, 3 asyst 1 przechwytu oraz 3.7 bloku (najlepszy w NBA). 22-latek z Kamerunu zaliczył serię ośmiu kolejnych meczów z przynajmniej 20 punktami w mniej niż 30 minut gry w każdym z tych starć. Nikt w historii nie miał takiej serii punktowej przy jednocześnie tak małych minutach na parkiecie.

76ers z bilansem 15:27 są na trzynastym miejscu na Wschodzie, ale wygrali 7 z ostatnich 10 meczów.

Leonard z kolei pomógł Spurs zanotować bilans 3:0 w ubiegłym tygodniu. Jego indywidualne średnie kształtowały się na poziomie 36.3 punktu (najlepszy na Zachodzie), 6 zbiórek, 4.7 asysty, oraz 1.3 przechwytu. Skrzydłowy Ostróg trafiał 56.5% swoich rzutów z gry, 43.8% zza łuku oraz 96% z linii rzutów wolnych. W sobotni wieczór w Cleveland zdobył 41 punktów, co jest jego nowym rekordem kariery. Spurs wygrali po dogrywce z Cavs 118:115. Leonard od sześciu meczów nie zszedł poniżej progu 30 punktów. Ostatnim graczem Ostróg, który dokonał czegoś podobnego był Mike Mitchell w sezonie 1985-86.

Spurs z bilansem 35:9 są cały czas drugą siłą ligi. Do liderujących Warriors brakuje im 2.5 meczu. 


Do nagrody nominowani byli także Dennis Schröder, Isaiah Thomas, Kemba Walker, Reggie Jackson, Marcus Morris, Kevin Durant, Goran Dragic, Karl-Anthony Towns, Eric Bledsoe oraz Rudy Gobert.

http://binaryapi.ap.org/0eba87fd188e452b8554faa54ea2e90e/512x.jpg
09:10, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 stycznia 2017
Dokładnie jedenaście lat temu, 23 stycznia 2006 roku dostałem wcześnie rano smsa od mojego najlepszego kumpla Krystiana. "Pamiętasz jak rozmawialiśmy o tym, że Kobe musi rzucać po 60 punktów żeby Lakers wygrywali. No to proszę - dziś w nocy rzucił 81!"
Dziś, w związku z istnieniem League Passa, brakiem obowiązku chodzenia do szkoły - to znaczy, nie chodzę już do szkoły, a nie że chodzę w kratkę i opuszczam lekcje. W związku z wieloma innymi aktywnościami życiowymi, mój dzień w sezonie NBA, wygląda inaczej, niż wtedy.
Wtedy, w 2006 roku, mój dzień zaczynał się od włączenia komputera i sprawdzenia wyników i wieści z NBA. Tego dnia akurat jeszcze spałem. Meczu nie oglądałem w nocy, sms mnie obudził.
Krystian lubi mnie czasem wkręcać więc szybko odpaliłem komputer, żeby to sprawdzić. 81 punktów to przecież nie jest coś, co bierzesz za pewnik.
Szok! Kobe faktycznie to zrobił! 81 punktów - osiemdziesiąt jeden punktów. To jest łatwo powiedzieć czy napisać ale zastanów się - 81 punktów w meczu NBA! Cóż z tego, że przeciwko Raptors. Panie i panowie to jest osiemdziesiąt jeden punktów. Grając na komputerze nie jest łatwo tyle uzbierać jednym graczem, nawet jak się ktoś zaweźmie.

Był to sezon, w którym Chris Paul został Debiutantem Roku, Steve Nash MVP sezonu, Kevin Garnett królem zbiórek, Kobe królem strzelców, Ben Wallace Najlepszym Obrońcą, Boris Diaw poczynił największe postępy a Mike Miller był najlepszym rezerwowym ligi. Kilka miesięcy później Heat, prowadzeni przez młodziutkiego Dwyane'a Wade'a i kończącego erę dominacji Shaq'a, sięgnęli po swój pierwszy w historii tytuł. Stare, dobre czasy.

Sms dotyczył naszej rozmowy sprzed kilku dni. Rozmawialiśmy o Lakers i Bryancie. Zażartowaliśmy, że jeśli Jeziorowcy chcą regularnie wygrywać, to chyba będą potrzebować od Kobego po 50-60 punktów co wieczór. Mając u boku takich wirtuozów basketu jak Chris Mihm, Stanislav Medvedenko, Laron Profit czy Kwame Brown, Kobe nie mógł liczyć na wielkie wsparcie w ataku. Ale wtedy z Raptors nie potrzebował go.

28/46 z gry, 7/13 za trzy punkty, 18/20 z linii. 6 zbiórek, 2 asysty, 3 przechwyty i 1 blok to tylko statystyczny szczegół. Lakers wygrali ten mecz 122:104 choć do przerwy przegrywali 63:49.
Kobe zdobył 55 punktów w drugiej połowie. To zdarzyło się naprawdę. Wydrukowałem sobie statystykę z tego meczu i do dziś trzymam ją w foliowe "koszulce" w szufladzie.




Wiecie, że mógł to być najlepszy indywidualny występ w historii koszykówki? 100 punktów Wilta Chamberlaine'a to temat dość śmierdzący. Ilu z Was oglądało ten mecz z taśmy? Jest w ogóle taśma z tamtego meczu z marca 1962 roku? Wiecie, że zegar w tamtym starciu Warriors-Knicks był najprawdopodobniej nieprzepisowo zatrzymywany, gdy pojawiła się wizja pękającej setki. A nawet jeśli nie był, to tamten mecz sam w sobie po prostu był farsą. Gracze Warriors celowo faulowali rywali, żeby postawić ich na linii, żeby dać sobie i Wiltowi kolejne posiadania, kolejne szanse na zdobycie punktów.

Występ Bryanta jest dobrze udokumentowany. Nie ma w nim nic z farsy. To był czysta poezja. 


       
       
       
       


Niecałe 9 miesięcy później narodził się ten blog...
21:28, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 stycznia 2017
Jak zapewne wiecie, liga NBA i marka Tissot ściśle współpracują ze sobą od tego sezonu. Szwajcarska firma odpowiedzialna była za wprowadzenie nowego systemu pomiaru czasu do wszystkich 29 hal, w których rozgrywane są ligowe mecze.

Beneficjentami tej współpracy są także, a może przede wszystkim, kibice NBA. Tissot wypuścił na rynek linię kilku modeli zegarków z myślą wyłącznie o fanach najlepszej ligi koszykówki. Zegarki są tak różne, jak różne są gusta i upodobania kibiców.
W ofercie znajdują się zegarki typowo sportowe,
do koszulki Twojej ulubionej drużyny, gdy wybierasz się na mecz lub siedzisz ze znajomymi przed telewizorem.
Ale są też zegarki
eleganckie, do garnituru, na biznesowe spotkania. Nawet i tam możesz dyskretnie przemycać w swoim czasomierzu zamiłowanie do basketu spod znaku NBA. 


Jest to silna ekipa, która dokładniej wygląda tak:


Model Tissot Quickster NBA - Czas zacząć grę. Jego sportowy charakter podkreśla a zarazem uzupełnia nowoczesny pasek typu Nato w barwach Twojej ulubionej drużyny.
Na szklanym deklu każdego zegarka znajduje się logo jednej z trzydziestu ekip NBA, naniesione techniką sitodruku.
Wyraźna dwunastka, proste wskazówki. Ta minimalistyczna stylistyka w pełni odzwierciedla skupienie koszykarzy walczących na boisku o każde posiadanie, o kolejne punkty, o zwycięstwo.
Przykuwającym uwagę elementem zegarka jest również bezel. Nie przytłacza tarczy swoją obecnością, dzięki czemu odczytanie położenia wskazówek jest znacznie łatwiejsze. 

Szwajcarski mechanizm oraz solidna koperta ze stali szlachetnej są nieprzemijającym symbolem trwałości i wytrzymałości, z której marka
Tissot słynie od ponad 160 lat.

Sugerowana cena detaliczna: 1 580 PLN.
 
Cechy:

- Szwajcarska jakość. 
- Kwarcowy mechanizm chronografu.
- Koperta ze stali nierdzewnej 316L z deklem wykonanym ze szkła z sitodrukiem.
- Szkło szafirowe odporne na zarysowania.
- Wodoszczelność do 10 barów (100 metrów / 330 stóp).
- Pasek typu Nato ze standardową sprzączką.
- Średnica: 42 mm.
 

       
       
       
       



Kolejnym modelem jest zegarek Tissot PRC 200 NBA Special Edition - Stylowy hołd dla nowej współpracy. Jest to świetny przykład połączenia klasycznej estetyki ze stylowymi detalami nawiązującymi do NBA. Sportowa tarcza w subtelny sposób przypomina boisko do gry, a licznik chronografu na godzinie 6 przypomina piłkę. Kolorystyka zegarka również nie jest przypadkowa. Pojawiające się na tarczy akcenty w kolorach czerwonym i niebieskim nawiązują rzecz jasna do barw logo NBA. Wszystko to idealnie kontrastuje z chłodnym blaskiem stali szlachetnej, z której wykonano bransoletę. Tissot PRC 200 NBA Special Edition to doskonały sposób, aby podkreślić swoją fascynację NBA. Sportowe detale są niezwykle dyskretne, dzięki czemu mogą stanowić uzupełnienie zarówno męskiej, jak i kobiecej stylizacji.

Sugerowana cena detaliczna obu wersji: 2 095 PLN. 

Cechy: 
  
- Szwajcarski mechanizm kwarcowy. 
- Koperta ze stali szlachetnej 316L z zakręcaną koronką i deklem.  - Grawerowany dekiel koperty. 
- Odporne na zarysowania szkło szafirowe. 
- Wodoszczelność do 200 metrów (660 stóp). 
- Bransoleta ze stali szlachetnej 316L z zapięciem motylkowym z bezpiecznym zapięciem z opcją przedłużenia dla nurków w wersji męskiej. 
- Bransoleta ze stali szlachetnej 316L z zapięciem motylkowym zabezpieczonym przyciskami w wersji damskiej.




       
       
       
       




Dalej mamy model Tissot PR 100 - archetyp doskonałości. Swoją ponadczasowość zawdzięcza czytelnemu i stylowemu designowi, który nigdy nie wychodzi z mody. Specjalna edycja NBA nawiązuje do tej estetyki i zaledwie kilka ledwo dostrzegalnych detali świadczy o fascynacji światem NBA – czerwona wskazówka na tarczy to stonowany i elegancki sposób na wyrażenie swej pasji. Wystarczy jednak tylko odwrócić zegarek, by móc podziwiać charakterystyczne logo NBA. Bransoleta ze stali szlachetnej oraz czysta biała tarcza będą doskonale prezentować się zarówno na męskim, jak i na damskim nadgarstku.

Sugerowana cena detaliczna obu wersji: 1250 PLN. 

Cechy: 
  
- Szwajcarski mechanizm kwarcowy ze wskaźnikiem naładowania baterii (EOL).  
- Koperta ze stali szlachetnej 316L. 
- Grawerowany dekiel koperty. 
- Odporne na zarysowania szkło szafirowe. 
- Wodoszczelność do 100 metrów (330 stóp). 
- Bransoleta ze stali szlachetnej 316L z zapięciem motylkowym z zabezpieczonym przyciskami.




       
       
       
       


Na koniec model wagi ciężkiej. Specjalna edycja Tissot T-Touch Expert Solar NBA, poświęcona jest największemu w historii partnerstwu firmy Tissot. Po ogłoszeniu tego przełomowego wydarzenia firma Tissot przygotowała specjalną kolekcję, która doskonale ilustruje istotę współpracy Tissot i NBA. Specjalna edycja Tissot T-Touch Expert Solar NBA, pierwszego oficjalnego czasomierza NBA, odzwierciedla innowacyjną i precyzyjną technologię, której Tissot dostarcza w trakcie rozgrywek. Zegarek posiada funkcje dotykowe takie jak kompas, wysokościomierz i prognoza pogody, a jego odważny design przywodzi na myśl podejście do meczów najlepszych graczy.

Temu zegarkowi daleko jest do bycia skromnym: koperta ma odważny złoty kolor. Model ten jest także dostępny w dyskretniejszym srebrnym kolorze. Na tle czarnej tarczy zegarka wyróżnia się umieszczona na wskazówce czerwona strzałka. To nie wszystkie nawiązania do NBA. Na tyle koperty wygrawerowane jest logo NBA. Dzięki temu zegarki te są prawdziwą gratką dla kolekcjonerów. Specjalna edycja Tissot T-Touch Expert Solar NBA jest jedyna w swoim rodzaju.

Sugerowana cena detaliczna: 
Wersja w kolorze różowego złota: 4 500 PLN
Wersja stalowa: 4 200 PLN 

Cechy:
- Szwajcarska jakość.
- Mechanizm kwarcowy ze wskaźnikiem naładowania akumulatora. - Antymagnetyczna koperta tytanowa z czarną powłoką PVD i grawerem na deklu.
- Odporne na zarysowania szkło szafirowe z powłoką antyrefleksyjną.
- 20 funkcji: podświetlenie, 2 strefy czasowe, wieczny kalendarz, barometr mierzący względne i bezwzględne ciśnienie atmosferyczne, wysokościomierz z opcją pomiaru różnicy wysokości, stoper z pomiarem odcinków czasowych (add), czasów pośrednich (split) i okrążeń (lap); timer, kompas, azymut, podwójny alarm, dziennik, licznik regatowy, wskaźnik dnia i tygodnia.
- Wodoszczelność do 10 barów (100 metrów / 330 stóp).
- Syntetyczny pasek z zapięciem motylkowym z zabezpieczonymi przyciskami.
- Dwukolorowa różowo-złota wersja posiadają powłokę PVD  Średnica: 45 mm.




       
       
       
       


Kluczowe pytanie - gdzie kupić?
Autoryzowane sklepy Tissot znajdziecie na terenie całego kraju. Specjalna wyszukiwarka na stronie firmy, pomoże Wam odszukać sklep położony najbliżej Waszego miejsca zamieszkania. Adres wyszukiwarki TUTAJ
11:06, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (5) »
czwartek, 19 stycznia 2017

Odkładając na bok żarty o jego zachrypniętym głosie, Dikembe Mutombo jest bardzo kulturalnym i inteligentnym człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie samego jak i do świata. Przyjemnie się go słucha, ma bardzo szerokie zainteresowania i wiedzę z różnych dziedzin. Zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Miałem okazję widzieć go na żywo już kolejny raz, ale po raz pierwszy on sam miał dla mnie więcej, niż tylko chwilę.
Zapomniałem zapytać czy pamięta, że był moim trenerem od rzucania za trzy punkty, i że dzięki jego cennym wskazówkom wygrałem, swego czasu, konkurs trójek.  


O swoim talencie do bloków i bronienia obręczy. Na ile jest to swego rodzaju instynkt, na ile coś, czego można się nauczyć.

Tak jak do wszystkiego, tak i do tego potrzeba trochę talentu ale to jest umiejętność, której możesz być nauczonym. Musisz to zaakceptować i zacząć rozwijać w sobie. Rozwijać do tego stopnia, że granie w obronie stanie się dla Ciebie przyjemnością, że obudzisz w sobie instynkt zabójcy. Będziesz stawiać sobie za cel stopowanie najlepszych graczy rywali, będziesz myśleć o określonej ilości bloków czy zbiórek w każdym meczu.

Czy są obecnie w NBA zawodnicy, którzy przypominają Ci siebie samego sprzed lat?

Wielu! Jeśli chodzi o NBA, to trzeba pamiętać, że ta liga ma to do siebie, że żadna z gwiazd nie może myśleć o sobie, że była pierwszą, jedyną i ostatnią osobą, która grała w pewien określony, unikatowy sposób, że już drugiej takiej nie będzie. Każdego roku napływają do ligi nowe młode talenty. Znają przeszłość, wzorują się na graczach od siebie starszych, na graczach, którzy już odeszli. Czasem okazuje się, że uczeń przerasta mistrza. Kolejne pokolenia nie tylko są w stanie skopiować najlepsze wzorce z poprzednich, ale też dodać od siebie jakiś nowy element gry i go udoskonalić. Koszykówka ewoluuje. Młodzi też chcą zapisać się w historii. Chcą blokować, zbierać piłki. Chcą, żeby ktoś powiedział o nich, że przypominają Dikembe Mutombo, Billa Russella czy Patricka Ewinga. To oczywiście jest bardzo miłe dla nas byłych zawodników.

Coś o słynnym finger wag.

Kiedy pojawiłem się w NBA, od razu postawiłem sobie cel - chciałem zostać zapamiętany jako jeden z najlepiej blokujących w historii ligi. Starałem się w obronie, blokowałem rzuty, ale nie czułem, żeby rywale okazywali mi szacunek, na jaki moim zdaniem zasługiwałem. Wiadomo, że zawodnicy skupieni na blokach, prędzej czy później, trafią na czyjś plakat. Gdy już to się stanie, dunkujący lubią sobie pogadać. Ze mną nie było im tak łatwo. Nawet Michael Jordan musiał poczekać 9 lat na swój pierwszy wsad nade mną. Więc myślę, że należało mi się trochę uznania za grę pod bronionym koszem. Im lepszy byłem w obronie, im więcej blokowałem, tym bardziej kolejni zawodnicy chcieli próbować dunków nade mną. Zaliczyłem w karierze ponad 3000 bloków (dokładnie 3289 - drugi na liście wszech czasów tylko za Hakeemem Olajuwonem 3830) i z każdego z nich jestem bardzo dumny i zadowolony. Rywale uczynili mnie tym, kim przez lata byłem w NBA. Gdyby nie próbowali wyzywać mnie na pojedynki, gdyby nie próbowali wsadów nade mną, nie byłbym tym Mutombo, którego znacie. Nie miałbym okazji, żeby kiwać na nich palcem.

Kto jest najlepszym podkoszowym w obecnej NBA?

(Długa chwila zastanowienia) DeMarcus Cousins. W ataku jest dużo lepszy, niż ja byłem. W obronie cały czas się poprawia. Góruje siłą i agresywnością nad pozostałymi podkoszowymi ligi. 



I jeszcze raz...


       
       
       
       

20:23, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 stycznia 2017
Dziś w nocy Warriors podejmują u siebie Thunder. To dobra okazja, żeby powspominać. Nie wiem czy pamiętacie, ale dokładnie trzy lata temu, Kevin Durant zagrał swój najlepszy ofensywnie mecz w karierze. Zrobił to w starciu z Warriors czyli ekipą, w której obecnie gra.


       
       
       
       


To był wielki mecz Duranta. 54 punkty (19/28 z gry), 6 asyst, 4 zbiórki, 2 przechwyty i 1 blok. Duże wrażenie robi fakt, że K.D. dotykał piłki w całym meczu tylko 64 razy a miał ją w dłoniach łącznie przez zaledwie 3 minuty i 17 sekund! Thunder wygrali 127:121. Dla pokonanych 37 punktów zdobył Curry, 26 Thompson.

Rozgrywki 2013-14 to były te rozgrywki, w których Thunder doszli do Finałów Konferencji. Tam, po sześciu meczach, odpadli z późniejszymi mistrzami NBA San Antonio Spurs.

Był to także sezon, w którym K.D. został wybrany MVP.
Jego średnie kształtowały się w wtedy na poziomie 32 punktów (został królem strzelców. Jest to
do dziś jego najwyższa średnia w karierze), 7.4 zbiórki, 5.5 asysty (do dziś najwyższa średnia w karierze) oraz 1.3 przechwytu.
 

http://ballislife.com/wp-content/uploads/2014/01/tumblr_mzlaznRUdC1rb7jtio1_500.jpg
22:52, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
Dwyane Wade zdmuchnął wczoraj z urodzinowego tortu 35 świeczek. NBA przygotowała z tej okazji kompilację jego 35 najlepszych zagrań.


       
       
       
       


http://karolsliwa.blox.pl/resource/wade_dunks_finals.jpg

Przypomnieliśmy sobie też jego debiutancki sezon czyli rozgrywki 2003-2004.


       
       
       
       


Dwyane dość szybko znalazł się w gronie moich ulubionych zawodników. Mam w szafie jego koszulkę. Kupił mi ją kolega, który pracował latem 2005 roku na Alasce. Stare dzieje. Rok później Heat sięgali po swój pierwszy tytuł a Wade zagrał jordanowskie Finały.

To było wspaniałe przeżycie móc spotkać go na żywo podczas Weekendu Gwiazd w Toronto, chwilę pogadać i zrobić sobie zdjęcie.



Jako, że Wade jest po tej złej stronie trzydziestki, jako że gra w NBA już 14 sezon, zasadną chyba będzie mała próba podsumowania jego kariery.
Czy uważacie, że Dwyane Wade, wielokrotny uczestnik Meczów Gwiazd, reprezentant Stanów Zjednoczonych, trzykrotny mistrz NBA, jest trzecim najlepszym rzucającym obrońcą w historii ligi?
Ja uważam, że tak. Ci dwaj przed nim, to oczywiście M.J. i Kobe.
15:29, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (7) »
Chris Paul przejdzie operację zerwanego więzadła w lewym kciuku. Czas potrzebny na powrót do pełni zdrowia ma wynieść od sześciu do ośmiu tygodni.

Do kontuzji doszło w II kwarcie poniedziałkowego meczu Clippers-Thunder, kiedy CP3 przebijał się na zasłonie, broniąc Russella Westbrooka. Rozgrywający Clippers nie dograł meczu do końca. Prześwietlenie wykazało strukturalnych zmian w obrębie kciuka. Dopiero badanie rezonansem magnetycznym dało jasny obraz sytuacji.

To nie pierwsza tego typu kontuzja w karierze 31-letniego Paula. Latem 2012 przeszedł przeszedł operację więzadła w prawym kciuku. Po niej zmuszony był grać podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie oraz na początku rozgrywek 2012-13 w specjalnym opatrunku.

Poza tym, w minionych play-offach, CP3
doznał złamania trzeciej kości śródręcza prawej dłoni. Uraz ten wyłączył go z rozgrywek a faworyzowani Clippers odpadli w pierwszej rundzie z Blazers.
Paul gra w tym sezonie na poziomie 17.5 punktu, 5.3 zbiórki, 9.7 asysty oraz 2.3 przechwytu (najlepszy w lidze).   
 

To kolejny sezon pod znakiem kontuzji dla Los Angeles Clippers. Blake Griffin nie gra od 18 grudnia (13 meczów) po tym jak przeszedł operację prawego kolana. Mówi się, że ma wrócić do gry przed końcem stycznia.

Sam CP3 stracił już w tych rozgrywkach dwa tygodnie (7 meczów) ze względu na uraz mięśnia dwugłowego lewej nogi.

Licząc od ubiegłych rozgrywek, Clippers są 3:9 gdy Griffin i Paul są poza grą oraz 5:12, gdy brakuje samego CP3.

Bilans Clippers wynosi  tej chwili 29:14. Daje im to czwarte miejsce na Zachodzie.  

 
http://clutchpoints.com/wp-content/uploads/2015/12/w1280xh966_USAT_167949-1024x773.jpg
09:26, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 stycznia 2017
Zostawmy na moment dyskusję o jego miejscu w historii, nieprzeciętnej atletyczności, boiskowym IQ i innych rzeczach. LeBron James, poza tym wszystkim koszykarsko dobrym, jest też wysokiej klasy floperem. Od lat zastanawiam się po co mu to? Można by tu postawić tezę częściowo broniąc go i uznać, że z racji tego, iż jest tak silny, jego ciało nie reaguje na większość zwykłych fauli tak, jak reagują ciała innych graczy. Żeby więc dostać od sędziów należne mu gwizdki, musi czasem trochę "dodać od siebie".
To jest jednak teza, którą James, na przestrzeni lat, sam obalił.
Do historii przeszło bowiem wiele jego zagrań, w których przy minimalnym kontakcie ze strony rywali, lub wręcz nawet w sytuacjach braku jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, ciało LeBrona zaczynało dziwnie się zachowywać.
Internet ma w swoich archiwach wiele dowodów. Na hasło "LeBron flop" You Tube dostarczy sporo ciekawego materiału.

To jest zabawne tylko za pierwszym razem. Potem dociera do Ciebie, że jest to nic innego, jak zwykłe oszukiwanie. Jako sędzia nienawidzę flopów. A niestety, trzeba przyznać, że nie są to zagrania łatwe do oceny. I jest ich w koszykówce coraz więcej. Powtórki video nie pozostawiają złudzeń, ale na parkiecie są to decyzje, które trzeba podjąć w ciągu ułamków sekundy. Niestety, czasem, lub nawet dość często, dajemy się nabrać.
Tak, sztuka flopowania, od ładnych paru lat żyje swoim życiem i z sezonu na sezon jest doskonalona. Jako kibic przed telewizorem dostaję bólu zębów na widok silnych facetów zachowujących się jak rozpieszczone dzieci.

To jest sytuacja z minionej nocy, z meczu Warriors-Cavs (126:91).
Draymond Green fauluje biegnącego LeBrona. Jest to bezsprzecznie mocny faul, ale jednocześnie jest to faul, który jak najbardziej mieści się w tym, co rozumiemy pod pojęciem obrony w koszykówce. I nie jest to też faul niesportowy. Reakcja Jamesa na ten kontakt jest niewspółmierna do tego, co w tamtym momencie wydarzyło się na parkiecie. Przede wszystkim głowa. "Latające głowy" są zmorą dzisiejszej koszykówki i naprawdę utrudniają sędziom ocenianie kontaktów. Później LeBron teatralnie pada na parkiet, i żeby dodać dramatyzmu całej sytuacji, zakrywa twarz dłonią i zamiera w kilkusekundowym bezruchu.
Reakcja Greena na teatr Jamesa jest najlepszym podsumowaniem całej sytuacji.    


       
       
       
       


http://pbs.twimg.com/media/C2VllZWUkAUJUAK.jpg:medium

Pamiętam, miałem kiedyś rozmowę z jakimś fanem LeBrona, na ten temat. Padło stwierdzenie - "ale przecież Jordan też flopował." Nie moi mili, Jodan nie flopował. I na tym skończmy tę dyskusję bo brnąc w nią dalej, rzuca się cień na swoją wiedzę o NBA.   


       
       
       
       

14:25, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (7) »