Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
MENU:
piątek, 24 listopada 2017

Od dwóch dni, w księgarniach w całej Polsce, do kupienia jest książka Marcusa Thompsona II o Stephie Curry’m „Potrójne oblicze”. W biografii autor nie tylko przedstawia drogę lidera Golden State Warriors na szczyt NBA, ale też szczegółowo analizuje także jego osiągnięcia. Możemy dowiedzieć się, lub sobie przypomnieć, że w sezonie 2015/16 Curry miał lepszą skuteczność w rzutach z ponad 9 metrów niż LeBron James w próbach oddawanych spod samego kosza. Wydawnictwo SQN sprawiło mi wielką przyjemność zapraszając mnie do napisania posłowia do polskiego wydania tej książki. Wyszło mi pięć stron. Możecie przeczytać, możecie pominąć, bo to w sumie jest za tekstem głównym. Wiem, że ludzie, nazwijmy ich krytykami literackimi, mają problem z nazywaniem tej książki biografią. Bo dziwnie to brzmi - biografia zawodnika, który ma 29 lat i prawdopodobnie więcej sezonów w NBA przed, niż za sobą. Pomińmy więc słowo biografia. Nazywajmy tę pozycję po prostu książką o Stephie Curry'm. Na początku myślałem, że mam moc jak Andrzej Sapkowski, że będę mógł uśmiercić głównego bohatera przy pomocy trucizny, ognia i smoka. Na raz. Nie, że chciałem to zrobić. Przeszło mi tylko przez głowę, że mogę, że mam taką moc. Potem, dla pewności, sprawdziłem w słowniku czym jest posłowie. Okazało się, że nie, że nie mogę zabić głównego bohatera. Poza pozbawieniem go życia przy po mocy smoka, trucizny i ognia, myślałem też, o paru alternatywnych zakończeniach książki. Potem się uspokoiłem.

Dziś jest Black Friday. Jeśli w związku z tym chcecie sobie, lub komuś, coś kupić, a jeszcze nie wiecie co. Jeśli chcieliście wzbogacić swoją domową bibliotekę o tę książkę, ale nie byliście do końca przekonani, to może przekona Was właśnie okoliczność Czarnego Piątku? 

 

Kupując książkę otwieracie sobie możliwość wygrania szwajcarskiego zegarka marki TISSOTT.

Na www.potrojneoblicze.pl wystartował konkurs, w którym do wygrania są dwa szwajcarskie zegarki marki TISSOT dedykowane fanom Golden State Warrriors.

Biografia „Stephen Curry. Potrójne oblicze” dostępna jest w księgarni internetowej Labogita.pl.
Z okazji Black Friday przy zamówieniu m.in. dwóch pozycji Wydawnictwa SQN z kodem BLACKFRIDAY rabaty nawet do 50%! Promocja BF trwa do niedzieli.

Książki szukajcie także na www.empik.com oraz w salonach Empik w całej Polsce.

 

Fragment książki:

W najdalszym fragmencie linia rzutów za 3 punkty w NBA jest oddalona od kosza o 7 metrów i 23 centymetry. Curry zakończył sezon zasadniczy 2015/16 z 45 rzutami z odległości co najmniej 9 metrów i 14 centymetrów*. To o 10 prób więcej niż w dwóch poprzednich latach łącznie.

Rzuty z takiej odległości to zazwyczaj rzuty rozpaczy wykonane w ostatniej chwili, równo z syreną kończącą kwartę albo oznajmiającą upłynięcie 24 sekund akcji. W sezonie 2013/14 liderem ligi pod względem liczby rzutów oddanych z odległości co najmniej 9 metrów i 14 centymetrów był Tony Wroten (20). Rok później przebił go Jamal Crawford, z 22 próbami.

Ale najbardziej szalone nie jest to, że Curry rzucał z tak daleka 45 razy. Tylko to, że miało to sens, bo trafił aż 21 razy. Dwadzieścia. Jeden. Oznacza to skuteczność 46,7 procent, co przy takiej odległości oznacza zupełny obłęd. Center Clippers DeAndre Jordan ma gorszą skuteczność z linii rzutów wolnych.

Istnieje relatywnie nowa statystyka, nazywana efektywną skutecznością rzutów z gry. To parametr, który uwzględnia fakt, że rzuty za 3 punkty mają większą wartość. W przypadku Curry’ego efektywna skuteczność rzutów z gry z odległości co najmniej 9 metrów i 14 centymetrów wynosi 70 procent. Zasadniczo gdyby Curry oddał 45 rzutów za 2 punkty i trafił wszystkie, to zdobyłby 90 punktów. Ale dzięki dodatkowemu punktowi za trafienie z dystansu w 45 rzutach zdobył 63 punkty, co oznacza uzyskanie 70 procent tego, co byłoby możliwe do uzyskania, gdyby nie było trójek.

Efektywna skuteczność rzutów z gry LeBrona Jamesa, podejmowanych z odległości półtora metra i bliżej, była w sezonie 2015/16 najwyższa w NBA i wynosiła 68 procent. A zatem rzut Curry’ego z ponad 9 metrów był efektywniejszy niż rzut LeBrona spod samego kosza.

I to właśnie jest tajna broń Curry’ego. Potrafi zdobywać więcej punktów mimo mniejszej liczby rzutów, bo doprowadził swój rzut za 3 punkty do mistrzostwa. Zakończył rozgrywki, mając na koncie 2375 punktów i po raz pierwszy przekraczając barierę 2000 punktów w sezonie. Jest 35. zawodnikiem NBA, któremu się to udało. Po raz 78. w historii ligi zawodnik zdobył 2300 punktów w jednym sezonie. Tylko Shaquille O’Neal, Adrian Dantley i Karl Malone osiągnęli ten wynik, oddając mniej rzutów – ale wszyscy trzej rzucali co najmniej dwa razy tyle wolnych co Curry.

Jeszcze większe wrażenie zrobiło jednak to, że Curry przekroczył granicę 400 trafionych trójek w sezonie. Ugruntował tym samym już na zawsze swoją pozycję wśród najwybitniejszych sportowców na świecie. Tak jak baseballista Ted Williams ze skutecznością ponad 400 odbitych piłek, hokeista Wayne Gretzky z ponad 200 zdobytymi punktami w jednym sezonie albo futbolista Eric Dickerson i jego ponad 2100 jardów w sezonie. Curry sieje zniszczenie za pomocą rzutów za 3 punkty. Osiągnął w nich mistrzostwo.

* 30 stóp.


 

O książce:

Kiedy w 2009 roku startował w drafcie, jego matka dopytywała Steve’a Kerra, czy syn w ogóle ma szansę trafić do NBA. Nikt nie mógł się spodziewać, że wybór Stephena Curry’ego będzie jedną z najlepszych decyzji w historii Golden State Warriors i do tego stopnia odmieni losy ligowego outsidera.

„Niech nie zwiedzie was ten uśmiech” – przestrzega dziś LeBron James. Wie, co mówi, bo choć Steph nie jest ani najsilniejszy, ani najwyższy, ma coś, co cechuje wielkich mistrzów: instynkt zabójcy ujawniający się w decydujących momentach.

Poznaj różne twarze gracza, który w ostatnich sezonach zachwyca cały koszykarski świat. Przeczytaj o drodze na szczyt NBA, która nie miała prawa się powieść. Dowiedz się, jak wypracował swój fenomenalny rzut z dystansu, choć niewiele brakowało, by skończyło się to przerwaniem kariery.

Odkrywcza, zaskakująca, napisana z reporterskim zacięciem książka. Niezwykła biografia zawodnika, który dla rzutów za trzy stał się tym, kim Michael Jordan dla slam dunków, a Magic Johnson dla asyst. To po prostu trzeba przeczytać!

14:59, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 listopada 2017

Kontuzji i urazów ciąg dalszy...

Patrick Beverley z L.A. Clippers przeszedł operację prawego kolana. Klub nie podał do publicznej informacji na czym dokładnie polegał zabieg oraz jak długo potrwa rehabilitacja. Wiemy jedynie, że czas potrzeby do powrotu do zdrowia ma być znaczący. Można więc wnioskować, że nie było to klasyczne czyszczenie śmietnika w kolanie, które zwykle zabiera graczom 4-6 tygodni.

UPDATE: Z Los Angeles napłynęły nowe informacje. Okazuje się, że Beverley już nie wróci do gry w tym sezonie.

Beverley, pozyskany przed sezonem z Houston, w wymianie w której brał udział Chris Paul, grał do tej pory na poziomie 12.2 punktu, 2.6 zbiórki, 4.1 asysty oraz 1.7 przechwytu.

To fatalna wiadomość dla Clippers. Po dobrym początku sezonu, podopieczni Doca Riversa są w kryzysie. Już w drugim starciu sezonu stracili Milosa Teodosica, który leczy uraz stopy. Po osiągnięciu bilansu 5:2 przegrali dziewięć kolejnych meczów.

 

Paul Millsap z Denver Nuggets ma uszkodzone więzadło w lewym nadgarstku. Uraz będzie wymagał operacji. Mówi się, że powrót do gry po tego typu zabiegu, może potrwać nawet trzy miesiące. Do kontuzji doszło w II kwarcie niedzielnego meczu Lakers-Nuggets.

32-letni Millsap trafił do Denver minionego lata, na mocy trzyletniego kontraktu wartego $90 mln. Jego średnie w barwach nowej drużyny sięgają 15.3 punktu, 6.2 zbiórki, 3.1 asysty, 1.3 bloku oraz 1.1 asysty.  Nuggets z bilansem 10:7 są obecnie szóstą siłą na Zachodzie.

 

Mirza Teletovic z Milwaukee Bucks straci najbliższy miesiąc po artroskopowej operacji lewego kolana. Zabieg miał na celu naprawienie uszkodzonej chrząstki. 32-letni Bośniak gra w tym sezonie na poziomie 7.1 punktu, 2.3 zbiórki oraz 1 asysty. Jego strzeleckie talenty (46% zza łuku) czynią go ważnym elementem rotacji Jasona Kidda.


21:34, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 listopada 2017

Jest rok 2005. Charles Barkley od pięciu lat jest na koszykarskiej emeryturze, Michael Jordan od dwóch, choć złośliwi powiedzieliby pewnie, że od siedmiu. Barkley od czterech lat pracuje w stacji TNT i współtworzy program Inside the NBA. Jordan jest trochę w okresie przejściowym. Już całkowicie rozstany z Wizards, skupia się na promocji swojej marki Jordan Brand. Jest rok od przejęcia mniejszościowego pakietu udziałów w klubie Charlotte Bobcats, pięć od wykupienia większościowego pakietu. 

Zwracam tu uwagę na kilka rzeczy - Obaj mają długie fragmenty bardzo ciekawych spostrzeżeń na różne kwestie. Są momenty śmieszne, takie jak gra Barkley'a w golfa, czy skąpstwo Jordana. Jest też delikatny, ale dobitny, żart Jordana, o tym że Barkley nie ma na koncie mistrzowskiego tytułu. Tę narrację i jej skutki dziś, będę chciał rozwinąć w osobnym tekście. Z przyczyn wszystkim nam znanych, nie pokuszę się o obiecywanie, kiedy to nastąpi. Cztery lata pracy Barkley'a dla TNT zmiękczyły jego wizerunek z boiskowego zabijaki, któremu sławą i szacunkiem naprawdę nie było daleko do samego Jordana, do pociesznego, sympatycznego misa, który wszystkie przytyki odnośnie tuszy i braku tytułu kwituje szczerym uśmiechem.

Świetnie się tego słucha.

21:15, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 listopada 2017

D'Angelo Russell z Brooklyn Nets przeszedł artroskopową operację lewego kolana. Klub nie podał szczegółów dotyczących zabiegu. Wiemy jedynie, że przebiegł zgodnie z planem. Nie znamy też szacowanego czasu, jaki będzie potrzeby 21-latkowi na powrót do zdrowia. Klub z Brooklynu ma podać tę informację w odpowiednim czasie. Według źródeł operacja miała jedynie na celu "wyczyszczenie" kolana z odprysków chrząstki.

Nets pozyskali Russella minionego lata z L.A. Lakers. Jego średnie w nowej drużynie kształtowały się na poziomie 20.9 punktu, 4.7 zbiórki, 5.7 asysty oraz 1 przechwytu. Co ciekawe, w dwunastu rozegranych do tej pory meczach, Russell spędzał na parkiecie średnio tylko po 27.8 minuty w każdym starciu. To o prawie minutę mniej, niż w poprzednim sezonie w Lakers.

Russell całkiem dobrze wszedł w nowy sezon, z nową drużyną. Już sześć razy przekraczał próg 20 punktów, dwa razy 30.

 

Pozostając w temacie kontuzji i urazów:

- Derrick Rose będzie poza grą przez przynajmniej najbliższe dwa tygodnie. 29-latek jest już poza grą od 11 dni (4 mecze). Problemem jest jego lewa kostką, którą skręcił 20 października, już w drugim meczu tego sezonu. Stracił cztery mecze, następnie wrócił na pięć. Okazało się jednak, że z problematyczną stopą nie jest dobrze. Cavs postanowili tym razem lepiej zadbać o zdrowie swojego gracza. Rose, w siedmiu rozegranych meczach, notował średnio 14.3 punktu na mecz.

- Mike Conley został wyłączony z gry na czas nieokreślony z powodu bólu ścięgna Achillesa oraz pięty w lewej nodze. 30-latek zdobywa w tym sezonie 17.1 punktu, 2.3 zbiórki, 4.3 asysty oraz 1 przechwyt.

- Rudy Gobert nie gra już od tygodnia. Poza grą ma pozostać jeszcze przez 3-5 tygodni. Francuz ma stłuczoną piszczel prawej nogi. Do urazu doszło w meczu z Heat, po tym jak Dion Waiter zanurkował do nogi Goberta w pogoni za straconą piłką. 25-latek zdobywa dla Jazz w tym sezonie 13.9 punktu, 10.5 zbiórki, 2.5 bloku oraz 1.3 asysty.


01:31, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 listopada 2017

Joel Embiid to jest postać, której NBA potrzebuje. Albo to masz, albo nie. Jo Jo to ma. To nie jest rzecz do wytrenowania, to nie jest kwestia wykształcenia, czy nawet obycia. To jest ta słynna charyzma, charakter, specyficzne poczucie humoru. Ta liga potrzebuje takich osobowości. Idealnie się składa, jeśli wszystko to idzie w pakiecie z tym, co na boisku. U Joela idzie.

A co na boisku?

To nie jest jeszcze Hakeem Olajuwon, jeśli chodzi o pracę nóg. Ci, którzy tak twierdzą mają albo krótką pamięć, albo nigdy nie widzieli "The Dreama" w akcji. Ale mniejsza z tym, bo ta praca nóg jest wyjątkowa i kropka. A będzie jeszcze lepsza. Dwight Howard w swoich najzdrowszych latach nigdy tak nie tańczył z piłką. W czasach atakowania twarzą do kosza i rzucania z dystansu, oglądanie operującego Embiida jest jak wyszukiwanie kawałków kurczaka w sałatce z kurczaka w wielu polskich restauracjach. Sorry, że tak mówię. Mamy 28 lat gospodarki w miarę wolnorynkowej, a w wielu, zbyt wielu miejscach, nadal nie rozumieją, że zadowolenie klienta jest wartością samą w sobie. Oni wolą zasypać Cię zapychaczem w postaci sałaty wizualnie wypełniającej talerz, zaśmiać Ci się w twarz źdźbłem kurczaka, skasować za to solidne pieniądze i jeszcze mieć czelność nazwać to coś sałatką z kurczaka. One and done. Sorry za tę kulinarno-kulturową wycieczkę.

46 punktów, 15 zbiórek, 7 asyst, 7 bloków. Oststnim zawodnikiem Sixers, który tak punktów, był Allen Iverson (47) w  2006 roku, w starciu z Knicks.

Od kiedy bloki są oficjalnie liczone, czyli od rozgrywek 1973-74, tylko jeden gracz zaliczył mecz na poziomie ponad 40 punktów, 15 zbiórek, 7+ asyst i 7+ bloków. Tym kimś był Kareem Abdul-Jabbar w 1980 roku. Przy czym jego Lakers zagrali wtedy z Cavs mecz przedłużony aż o cztery dogrywki. Kareem zszedł z parkietu z linijką - 42 punkty, 15 zbiórek, 7 asyst, 8 bloków).

Embiid jest też pierwszym od 1982 roku graczem, który zanotował mecz na poziomie 40+ punktów, 7+ asyst oraz 7+ bloków. 35 lat temu, takie zawody zaliczył Julius Erving.

Jeśli LeBron jest królem Nowego Jorku, to Joel jest chyba królem Los Angeles. We wcześniejszym spotkaniu, przeciwko Clippers, Jo Jo niszczył obronę rywali, z DeAndre Jordanem na czele. Tamte zawody skoczył z 32 punktami i 16 zbiórkami. 

12:54, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 listopada 2017

Wydawnictwo SQN wydało trzy lata temu książkę "Michael Jordan. Życie." Teraz na rynek trafia jej wersja audio. Ponad 27 godzin słuchania. Ja właśnie ją załadowałem na swój odtwarzacz i ruszam w drogę...

Płytę z nagraniem możecie kupić w księgarni internetowej LaBogita.

Wydawnictwo SQN robi w ostatnich latach świetną robotę w promocji koszykarskich książek. Brawo im za to!


12:41, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 listopada 2017

Tata odszedł. W domu pojawił się nowy przyjaciel mamy. Miły, wszystko z nim było w porządku, nawet podobny był do taty, co było jednocześnie smutne i śmieszne. Był podobny, ale jednak nie ten sam. Starał się. Widziałem to. Chciał mnie kupić. Im bardziej chciał mi zastąpić tatę, tym bardziej miałem chęć dać mu w pysk i powiedzieć wyp...aj z mojego domu. Nie jesteś nim. Ale tata już nie wrócił. Wiedziałem to od razu jak odszedł. Choć wcześniej dwa razy odchodził i wracał. Tamten trzeci raz był tym ostatnim. Wiedziałem, że najwyższy czas się z tym pogodzić, ale cały czas odpychałem od siebie tę myśl.

Nowy zabierał mnie w różne miejsca. Nie powiem, nawet fajne to były miejsca. Ale przez wzgląd na tatę nie dawałem poznać po sobie, że mi się podobało. Nie mogłem, albo i nie chciałem w pełni docenić tego nowego. Bałem się, że w końcu zastąpi mi tatę. W końcu byli tacy podobni.

Mniej więcej tak przez, wstyd się przyznać, jakąś dekadę, wyglądał mój stosunek do Kobe Bryanta. Jako sierota po Michaelu Jordanie, nie cierpiałem go. Był za cwany, za dobry, za młody. Później zrozumiałem, że to właśnie on był Jordanem, dla pokolenia, które nie mogło oglądać tego pierwszego.

Zmarnowałem dużo czasu na nie czerpaniu w pełni z tego, co dawał przez lata Kobe. Czarował, bawił, zachwycał a ja byłem niewzruszony. Starałem się być. W sumie to już nawet nie pamiętam, kiedy mi się to zmieniło. Pamiętam tylko, że do znudzenia oglądałem jakąś jego akcję, w której podziwiałem pracę jego nóg. I to był błysk – przecież to jest Michael Jordan kolejnego pokolenia!

 

Lebron James zagrał w swoim 1072 meczu w karierze. Michael Jordan zagrał 1072 mecze w całej swojej karierze. Za każdym razem, gdy ktoś wielki zrównuje się z Jordanem w jakiejś klasyfikacji, jest to moment do refleksji, do dyskusji. Jeśli tym kimś jest LeBron James, powód do dyskusji jest jeszcze większy. Wiadomo dlaczego. 

Michael Jordan grał w sześciu finałach i wszystkie wygrał. LeBron w ośmiu, z czego pięć przegrał. Koniec dyskusji. Jordan jest najlepszy. Widzieliście w internecie tego typu wymiany? Ja też. Wiele. Wiecie dlaczego nie mają one sensu? Podawanie za argument ostateczny 6:0 Jordana w Finałach w rozważaniach o tym, kto jest najlepszy, to mniej więcej, jak przywoływanie Hitlera w dyskusjach o historii i polityce, gdy kończą się wartościowe argumenty. Jeśli nie wiesz co powiedzieć, strzelasz 6:0 w finałach i mówisz pas. Mówisz Hitler i kończysz temat. Żeby poruszyć trochę gruntem możesz skontrować faktem, że Jordan trzy razy żegnał się z play-offami już w pierwszej rundzie. LeBron ani razu. Jak najlepszy koszykarz wszech czasów mógł dać się tak pokonać?

Prowokuję, bo sam uważam Jordana za najlepszego koszykarza w historii tego sportu. Nieprzegrane ani razu finały są jakimś tam argumentem w tej dyskusji, ale ani nie pierwszym ani nie decydującym. Parę lat temu napisałem, dlaczego Jordan był najlepszy. Możesz sprawdzić.

LeBron zdobył trzy tytuły, ale przy każdym możesz mlasnąć, jeśli chcesz. Przy pierwszym Ray Allen. Przy drugim Mike Miller. Przy trzecim Kyrie Irving. Finały Jordana były jak wow! Po każdym z nich, a po ostatnim szczególnie, ci najwięksi tego sportu patrzyli na siebie i mówili zgodnie, że Jordan nie pozostawił złudzeń. Nawet wliczając w to rzuty Kerra i Paxsona. LeBron je zostawił. Ale co z tego?

Filtr o nazwie "najlepszy koszykarz w historii" zakładany przy oglądaniu i ocenianiu gry i postaci Jamesa, zamazuje jego odbiór. A wystarczy tylko nie wychodzić z założenia, że LeBron jeszcze ściga się z Jordanem o to miano. Wystarczy tylko zdjąć ten filtr, obniżyć nieznacznie kryteria oceny, by w pełni móc cieszyć się jego wyjątkową grą. LeBron James zakończy karierę jako jeden z najlepszych koszykarzy w historii NBA. Nie ten najlepszy, ale jeden z? Z ilu? W tej chwili jest to jałowa dyskusja, bo LBJ cały czas jest w drodze, cały czas pisze swoją historię. Co do tego, że skończy jako jeden z najlepszych, chyba nie ma wątpliwości.

Przy okazji 57-punktowego występu Jamesa pisałem, że warto nauczyć się cieszyć tego typu występami. Za parę lat zatęsknimy za nimi wszyscy. Ty też. Gwarantuję. James nie jest Jordanem ani Bryantem. Jest kimś zupełnie innym. Ma coś w sobie z Magica, tylko miewa z Jordana i Kobe'ego. Ale to akurat nie jest żaden przytyk w jego stronę. On po prostu tworzy odrębną kategorię, jakiej przed nim nie było. Zbudowany jak Karl Malone, biegający i skaczący jak klasowi obrońcy. 

W większości spóźniliście się z sympatią dla Duncana. Polubiliście Duncana, gdy Duncan nie był już Duncanem. Polubiliście Dirka, gdy Dirk stał się ciepłym, 70-letnim Niemcem w kapciach, przy kominku. Już nie jednym z najlepszych i najgroźniejszych w ataku skrzydłowych w historii tej ligi. Pomyślcie o tym. Popatrzcie na grę LeBrona jak na kogoś, kto w takim pakiecie, z takim niezniszczalnym ciałem, w historii tej ligi jeszcze nie grał. Nie patrzcie na niego, jako samozwańczego króla, który zagraża Jordanowi. Nie zagraża. Lepiej?

To jest zestawienie Jordana i Jamesa po 1072 meczach.

   

23:58, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 listopada 2017

Bucks i Suns dogadali się w sprawie wymiany, na mocy której Eric Bledsoe przeniesie się do Milwaukee. Do Phoenix powędruje Greg Monroe oraz wybór w I rundzie draftu.

17:10, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 listopada 2017

To jest druga część pierwszego w tym sezonie wpisu z cyklu "Śliwki vs Robaczywki." Dziś Robaczywki. Dzięki za podsyłanie własnych propozycji i przemyśleń. Kanały dostępu bez zmian (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage'u). Jak wiecie, kontakt z Wami, wiele dla mnie znaczy, więc nie wahajcie się pisać. Tylko nie zaczynajcie wiadomości od "witam."


Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Robaczywki:

- 76ers. Sprawa kontuzji Markelle'a Fultza. Ile razy słyszeliście o sytuacji, w której dobry strzelec zmienia technikę rzutu, żeby... no właśnie - żeby co? Przystępowaliśmy do tego sezonu z narracją, że Fultz, z jakiegoś powodu, zdecydował się zmienić sposób rzucania piłki do kosza. OK. Lepsze nie jest wrogiem dobrego. Z czasem, z Filadelfii zaczęły napływać do nas coraz to nowe szczegóły sprawy. Fultz zmienił rzut, żeby był jeszcze skuteczniejszy - brzmiało jedno z pierwszych oświadczeń klubu. Fultz zmienił rzut, żeby odciążyć obolały bark - to była wersja zawodnika i jego agenta. Fultz ma obolały bark, bo zmienił sposób rzucania - to kolejna wersja klubu. Moja ulubiona. Z kontuzjowanego miejsca odciągnięto zbierający się tam płyn - wersja zawodnika i jego agenta. Agent dodał, że ból był tak duży, że jego klient nie był w stanie podnieść w górę prawej, rzucającej ręki.  Do kontuzjowanego miejsca wstrzyknięto dawkę kortyzonu - wersja klubu. Podczas summer league, rzut Fultza wyglądał normalnie i był skuteczny. Kombinacje zaczęły się we wrześniu. Do prawdy kuriozalna sytuacja. Domyślam się, że zadziałał tu następujący mechanizm - wokół 76ers zrobiło się głośno latem. Zdrowi Simmons i Embiid, doświadczony Redick, jedynka draftu Fultz. Słowo play-offy zaczęło być odmieniane przez wszystkie przypadki. Klub poszedł z tą falą i zamiast zatroszczyć się o zdrowie swojej młodej gwiazdy, uległ presji. To nie jest normalne. W normalnych klubach wyłącza się niezdolnych do gry i kropka. Gregg Popovich na pytanie kiedy Kawhi wróci do gry, odpowiada zawsze - gdy lekarze mu pozwolą. Nie bawi się w wyznaczanie dat. Fultz ma 19 lat i w teorii powinien był drogocenną inwestycją klubu, na którą w pierwszych latach powinno się chuchać i dmuchać. Nad klubem nie ma presji wygrywania już teraz. Fani cieszą się na widok obiecujących młodych gwiazd. Bilanse to w tej chwili drugorzędna sprawa. Panie Bryanie Colangelo, niech pan nie idzie tą drogą!

Zostańmy jeszcze w Mieście Braterskiej Miłości. Nie podoba mi się to, jak klub traktuje Jahlila Okafora. Trzeci numer draftu 2015. Za szybko z niego zrezygnowano. 76ers zaczęli nim handlować w zasadzie od razu, jak tylko się tam pojawił. Jasne, Okafor jest minusowy w obronie, ale wierzę, że do każdego można w odpowiedni sposób dotrzeć i zmotywować do wysiłku po tej stronie parkietu. Trzeba pamiętać, że ten chłopak nie ma jeszcze 22 lat i jest wyjątkowym talentem w ataku. Bzdurą jest całe to gadanie, że on do dzisiejszej koszykówki nie pasuje, że 10 lat temu byłby All-Starem, ale w 2017 jest śmieciem. Ktoś w końcu da mu szansę i na tym bardzo wygra. Wspomnisz moje słowa.  

- Cavs. Ich obrona jest kpiną. Gubią się na prostych pick and rollach jak juniorzy. W ataku bardzo niewiele im wychodzi. Tracą piłki jak amatorzy. Oglądanie ich meczów to przyjemność taka sama, jak wyrywanie zębów. Jeśli Cavs, by wygrywać w rundzie zasadniczej, potrzebują od LeBrona 57 punktów, to życzę szczęścia. 35-letni Dwyane Wade wygląda jak ci niektórzy sportowcy z czarnej Afryki, którzy zaniżają swój wiek. Na ten moment wygląda, jakby już w 1982 miał 35 lat. Nie oczekiwałem po nim cudów, ale spodziewałem się, że wniesie nie tylko do szatni, ale także na parkiet trochę doświadczenia i spokoju, że u boku swojego kumpla LeBrona nieco odżyje. Wszak rok temu w Bulls grał całkiem przyzwoicie. Tymczasem Wade na boisku wygląda na zagubionego, jest bardzo poza meczową formą. Często miewa nawet kłopot z poprawnym kozłowaniem. Ma najgorszą w karierze skuteczność z gry oraz z linii. Jego średnia punktów i zbiórek nigdy nie była tak niska. Przykro patrzeć na niektóre jego spudłowane rzuty i złe decyzje. Wczorajszego meczu z Atlantą w to nie wliczam. Do wczoraj, na osiem meczów, tylko dwa razy przekraczał pułap 10 punktów. Tak, tak, prawdopodobnie w kwietniu to będzie żart tego sezonu, jak LeBron będzie wysyłał na wakacje kolejnych rywali w play-offach. Być może. Teraz wygląda to po prostu bardzo brzydko. 

- Bulls. Opowiadam znajomym w Finlandii, że mamy w Polsce takie powiedzenie - gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Śmieją się serdecznie. Lauri Markkanen jest bez dwóch zdań beneficjentem bójki Mirotica i Portisa, zawodników mniej więcej z jego pozycji. Bójka sama w sobie to patologia najwyższej próby. Zawodnicy kłócą się w obrębie drużyn. Mają swoje interesy, nie zawsze idące równolegle do interesów klubów. Ale, żeby w dyskusji uruchamiać pięści? Nie wiem o co poszło i kto zaczął, ale wiem, że Mirotic dostał porządnie w twarz. Przy okazji duża robaczywka dla tych, którzy próbują być zabawni i sugerować, że Mirotic jest mięczakiem. Stałem koło niego wiele razy. On ma 208 cm wzrostu i waży ponad 100 kg. Wolałbym nie sprawdzać jak jest miękki.

- Przy okazji dywagacji kto jest w sporcie mięczakiem, ciotą, pedałem. Zawsze mnie śmieszy, ilekroć czytam w internecie od sfrustrowanych Sebixów, że Cristiano Ronaldo to mięczak, płaczka, pedał, ciota i tak dalej (niepotrzebne skreślić). Jak można interesować się sportem i nie widzieć, nie rozumieć, kim dla piłki nożnej jest Ronaldo, nie rozumieć ile pracy kosztuje go by być w miejscu, w którym jest? OK, ludzie reprezentujący pewien intelektualny poziom to rozumieją, więc napiszę wprost dla Ciebie Seba, żebyś zrozumiał i opowiedział pod blokiem. Ronaldo jest tytanem ciężkiej pracy. Na siłowni podnosi na klatę więcej, niż Twój ziom z siłki. Tak, ten którego pytasz jak żyć. Na nogi podnosi tyle, że jakbyś wiedział, to miałbyś mokre sny z tym związane. A, że dobrze wygląda i o tym wie? Hmm, tu właśnie jest pies pogrzebany. Mężczyźni mają problem z Ronaldo, bo Ronaldo podoba się ich partnerkom. Bo oni, podświadomie chcieliby wyglądać jak Ronaldo, mieć sześciopak na brzuchu a nie w lodówce. I tu pojawia się frustracja. I tu pojawia się negacja.

- Bradley Beal, John Wall. Nie za grę, bo do tej przyczepić się nie można. Beal już jest na liście moich nowych "ŚvsR" oczywiście ze "Ś". Robaczywkę przyznaję za ich cykliczne strzelanie statementami, że są najlepszym obwodem w lidze, albo że Wizards są najlepszą drużyną na Wschodzie. To takie trochę szczenięce odruchy. Jesteśmy najlepsi na Wschodzie a potem przyjeżdża do nas LeBron ze swoją bieda obroną, wrzuca nam 57 punktów, jedzie do domu by dwa dni później przegrać z Atlantą. Nie wiem czemu mają służyć te oświadczenia do mediów. Komu to potrzebne? Curry nie biega do dziennikarzy i nie kłapie co chwilę o tym, jakim to on nie jest strzelcem. Nie mów mi. Pokaż mi.

 

- Curry i Durant wyrzuceni z boiska w meczu z Memphis. Teraz, po kilkunastu dniach, ta sprawa już nie ma takiego wydźwięku. Zdarzają się mecze, kiedy gwiazdy gwiazdorzą. Nie lubię tego jako kibic, nie lubię tego jako sędzia. Wiecie, że oni potrafią zachowywać się jak dzieci? "Panie sędzio, on mnie pchnął. Złapał mnie za rękę. aaaannndddd ooonnee!"

- Wolves. Z bilansem 7:3 ą na drugim miejscu Zachodu, więc o co chodzi? Cały czas są bardzo kiepscy w obronie. Do coacha Thibodou dołączyli Gibson i Butler, a w Minnesocie nadal defensywa kuleje. W tej chwili aż 24 drużyny tracą średnio mniej punktów, niż Wolves.

- Andre Roberson. Cześć, jestem Andre, gram zawodowo w koszykówkę. Pozwól, że nauczę Cię rzucać.

 

- Harrison Barnes. Spodziewałem się, że po pierwszym, przełomowym (statystycznie) pierwszym sezonie w Dallas, jego drugi rok, będzie kolejnym krokiem do przodu. Może jeszcze tak będzie, bo to w końcu dopiero początek rozgrywek. Na razie jednak wygląda to średnio. Tylko 42% z gry, niecałe 32% zza łuku. Tylko 17.3 punktu na mecz. Mavs mają najgorszy bilans w NBA.

 - Reggie Miller, Chris Webber. Wiecie, że liga ma od tego sezonu nowe dyrektywy odnośnie oceniania sytuacji związanych z faulami niesportowymi? W dużym skrócie faul niesportowy I lub II stopnia można w tych rozgrywkach dostać za mniejsze, niż kiedyś rzeczy. NBA chce czyścić koszykówkę z tanich i niebezpiecznych zagrań (FIBA też od tego sezonu ostrzej interpretuje faule niesportowe). Komentujący mecze Miller i Webber mają z tym ewidentny problem podczas transmisji. "O nie, o nie, oni będą to oglądać. Ale po co? Po co? Przecież to był zwykły faul. Twardy, ale zwykły faul. Nie róbmy tego. Nie idźmy tam." - to taki Reggie w pigułce w takich sytuacjach. C-Webb potrafi brzmieć podobnie. Poza tym, już w skali ogólnej, nie lubię komentarza Millera. Opowiada banały, emocjonuje się głupotami.  W którymś z meczów, przy okazji faulu podczas rzutu za trzy punkty, Reggie oświadczył, że w obecnej NBA zdobywałby po 50 punktów na mecz. Chciałbym zobaczyć jak bez możliwości używania rąk, Reggie broni w tej niby pozbawionej obrony NBA.

- Kyle Lowry. No i co? Podpisał tłusty kontrakt i tyle go widzieli? 11.9 punktu na mecz - najmniej od pięciu lat. Niecałe 38% z gry - najmniej od dekady. Niecałe 33% zza łuku - najmniej do siedmiu lat. Co się stało z tym korpulentnym zadziorem z Filadelfii? 

- Nerlends Noel. Mavs zaproponowali mu latem czteroletni kontrakt warty ok $70 mln. 23-latek i jego agent nie zdecydowali się przystać na te warunki. W takiej sytuacji, Noel gra ten sezon w Mavs, na mocy rocznej, kwalifikowanej oferty za $4.1 mln. Można by rzecz, że postawił wszystko na jedną kartę, a tą kartą był on sam. W teorii, miał zagrać sezon życia i latem 2018 roku ustawić się w kolejce po wypłatę. Póki co, jego agent, oglądając mecze swojego klienta, rozwala kalkulatory o ściany. 5.8 punktu - najniższa średnia w karierze. 5.9 zbiórki - druga najgorsza. O.5 asysty, 0.8 bloku i 0.8 przechwytu - każda z wartości najgorsza w karierze. Środkowy Mavs tylko raz przekroczył próg 10 punktów i 10 zbiórek.   

- Lance Stephenson. Może niesłusznie, ale spodziewałem się po nim więcej w Indianie. 28% z gry, 16% zza łuku, 44% z linii.

- Julius Randle. Myślałem, że po sezonie na poziomie 13 punktów, ponad 8 zbiórek i 3 asyst, Randle wejdzie na kolejny poziom. Tak się, póki co, nie dzieje. Skrzydłowy Lakers zdobywa o 2 punkty, prawie 3 zbiórki i prawie 2 asysty mniej, niż rok temu.  

- Tristan Thompson. 4.4 punktu oraz 6.4 zbiórki na mecz. Oba wskaźniki są najniższe w jego karierze.

- Żyjemy w takich czasach, że pewien ojciec pewnego pierwszoroczniaka i pewna była gwiazda filmów porno stają się ośrodkami opiniotwórczymi i ekspertami od NBA. No i nie tylko oni. Robaczywka dla tego zjawiska. Dlaczego nikt nie raczy zapytać co o tym i tamtym sądzi Hubie Brown?

- Stosunek do Lonzo Balla. Jeden mówi, że będzie go torturował, drugi, że go ostro przywita w NBA. Przeciwnicy Lakers mają tendencje do przechwalania się czego to oni nie zrobią młodemu Ballowu w meczach. Kibice piszą, że go nienawidzą i życzą mu wszystkiego, co najgorsze. Dlaczego? Słyszeliście kiedyś od niego jakąś buńczuczną wypowiedź? Był zarozumiały, pyszałkowaty? Nie? No właśnie. Jego ojciec robi wokół niego i siebie samego teatr. Niestety fani i media dają się wciągnąć na deski tegoż teatru. 

- Doc Rivers. Twierdził, że J.J. Redick błagał go latem o możliwość pozostania w Clippers. Sam J.J. zaprzeczył i dodał, że w ogóle nie planował wrócić. Uwierzyć chyba jestem skłonny właśnie jemu, bo oferta z 76ers pojawiła się dość wcześnie i było jakieś 20 milionów powodów, żeby ją podpisać. A nawet gdyby w tej historii była odrobina prawdy, to takie rzeczy powinny zostać za zamkniętymi drzwiami. Nie do końca rozumiem, co Doc chciał tym ugrać. Clippers przegrali w brzydkim stylu dwa ostatnie mecze. Za ostatnie cztery starcia mają bilans 1:3. Nie widzę tego czegoś u Doca. Widziałem to w Orlando, widziałem to w pierwszych latach w Bostonie. Głowa parowała mu od pomysłów. Był świeży, przebojowy, nieszablonowy. Ostatnio stał się karykaturą samego siebie. Regularnie kłóci się z sędziami. Drużyna ma problem z wchodzeniem w mecze. Często już po pierwszej kwarcie stoją po kolana w błocie. W ataku są zbyt skostniali, przewidywalni. Austin Rivers jest w NBA tylko i wyłącznie dlatego, że jego ojciec jest coachem, a jeszcze jako menadżer dał mu kontrakt. Ma pewne minuty w rotacji Clippers i jakieś 10-12 gwarantowanych rzutów na mecz. Myślę, że w takich warunkach z tych ok. 450 zawodników NBA, jakichś 250, mając takie warunki pracy, zrobiłoby to lepiej, niż on.

 

23:58, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (5) »
sobota, 04 listopada 2017

Po czterech porażkach z rzędu, Cavs w końcu wygrali mecz. Ich wyjazdowym rywalem byli Washington Wizards. Goście z Ohio wygrali 130:122.  Ta wygrana pokazała, a raczej przypomniała, nam dwie rzecz. Pierwsza to taka, że ta liga to jest cały czas liga LeBrona, reszta w niej po prostu gra. Najlepsza drużyna na Wschodzie nazywa się LeBron James. Druga rzecz - Cavs jako drużyna, z wyłączeniem Jamesa, są w czarnej dziurze i póki co wyglądają jak zbieranina inwalidów i starców. Bilans 4:5 daje im w tym momencie dopiero dziesiąte miejsce na Wschodzie. Jasne, mamy listopad, a duzi chłopcy grają w poważny basket dopiero w maju i czerwcu. To prawda. Prawdą jest też, że James w zasadzie sam może przeciągnąć ich do Finałów. Właśnie to pokazał. Problem dla tej drużyny jest jednak taki, że ich lider w przyszłym miesiącu zdmuchnie z urodzinowego tortu 33 świeczki. Ja na ich miejscu nie chciałbym sprawdzać czy na jego szerokich plecach da się jechać od października do maja-czerwca. Ale zostawmy to.

Minionej nocy byliśmy świadkami kolejnego wielkiego meczu Jamesa. Bezsprzecznie jednego z najlepszych w jego karierze. Nauczcie się cieszyć tymi występami. Za parę lat zatęsknicie za nimi. Gwarantuję. Trzeba odłożyć te hejty na bok i zacząć doceniać wielkość. I nie mówię tylko o LeBronie. Doceniajcie tych wszystkich Hardenów, Westbrooków, Paulów Currych i innych póki są w sile wieku. Za parę lat będziecie ciepło spoglądać na 37-letniego Hardena, który z siwą brodą będzie od czasu do czasu kąsał trójki z rogów. Tak to działa. Tak, jak polubiliście Duncana, gdy Duncan nie był już Duncanem. Tak, jak polubiliście Dirka, gdy Dirk stał się sympatycznym 70-letnim Niemcem. Już nie jednym z najlepszych i najgroźniejszych w ataku skrzydłowych w historii tej ligi.Pomyślcie o tym.

James nie jest Jordanem ani Bryantem a to nie jest rok 1997. I nie ma póki co algorytmu, który jednoznacznie powiedziałby nam ile tych 57 punktów znaczyłoby 20 lat temu. Tak samo jak nie wiemy ile wielkie indywidualne występy sprzed lat znaczyłyby dziś.

Parę statystyk z tego meczu.

LeBron James został najmłodszym graczem w historii NBA, który osiągnął próg 29000 punktów w karierze. LBJ ma dziś 32 lata i 308 dni.

Za nim na tej liście są:

Kobe Bryant (33 lata i 199 dni). 

Wilt Chamberlain (34 lata i 198 dni).

Michael Jordan (35 lat i 45 dni).

Kareem Abdul-Jabbar (35 lat i 298 dni).

Karl Malone (36 lat i 105 dni).

Dirk Nowitzki (37 lat i 247 dni).

 

LeBron, do swoich 57 punktów, dorzucił 11 zbiórek, 7 asyst, 3 przechwyty i 2 bloki. Żaden koszykarz przed nim nie zagrał spotkania na poziomie 55+ punktów, 10+ zbiórek i 5+ asyst w tak zaawansowanym wieku. Wilt Chamberlain miał 30 lat i 176 dni, gdy zaliczył występ na poziomie 58 punktów, 25 zbiórek i 6 asyst.

Pierwszy w karierze mecz Jamesa z ponad 50 punktami, miał miejsce 12 lat i 228 dni temu. Był to 56-punktowy występ przeciwko Toronto Raptors. Tylko dwóch innych zawodników w historii NBA,  może pochwalić się tak dużą rozciągłością czasu między pierwszym a ostatnim meczem 50+. Są to Kobe Bryant (15 lat i 129 dni) oraz Michael Jordan (15 lat i 58 dni).

09:13, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »