Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
MENU:
sobota, 01 kwietnia 2017

Jusuf Nurkic, środkowy Portland Trail Blazers ma złamaną kość strzałkową prawej nogi. 

Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że jest to "czyste" złamanie, bez przemieszczenia. Operacja nie będzie konieczna. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, to Bośniak powinien być gotowy do gry za mniej więcej dwa tygodnie. O ile Blazers awansują do play-offs. 

Klubowi lekarze, jak i sam zawodnik, nie są w stanie ustalić kiedy do urazu doszło. Nurkic jeszcze w czwartek zagrał 32 minuty w wygranym meczu z Rockets.

22-latek pojawił się w Portland w lutym, na mocy wymiany z Denver Nuggets. Do kolorado trafił wtedy Mason Plumlee (i wybór w II rundzie draftu). Blazers dostali też wybór w I rundzie w tegorocznym drafcie. 

Portland z Nurkiem w składzie wygrali 14 z 20 meczów. Z bilansem 37:28 są obecnie na ósmym miejscu na Zachodzie. Mają dwa mecze przewagi nad Denver i ewentualny tie-breaker po swojej stronie. 

Po marginalnej roli w rotacji Nuggets, Nurkic odżył po przenosinach do Oregonu. Jego średnie z 20 meczów jako gracz Blazers sięgają 15.2 punktu, 10.4 zbiórki, 3.2 asysty, 1.9 bloku oraz 1.3 asysty.  

11:37, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 marca 2017
BASKET CAMP LATO 2017!

Jesteś koszykarzem lub koszykarką? Daj sobie szansę i jedź na Basket Camp w Wałczu, trwają zapisy na XII edycję tego projektu! Basket Camp to technika indywidualna, treningi motoryki i siłownia funkcjonalna od siódmej rano do późnych godzin wieczornych. Śpisz w trzygwiazdkowym hotelu, jesz to co polscy Olimpijczycy i masz trenerów, którzy zadbają o Ciebie również po Campie!


Basket Camp to miejsce dla koszykarzy i koszykarek trenujących w klubach lub małych ośrodkach szkolnych z całej Polski. Tego lata czekamy na Was aż w czterech terminach. Basket Camp to pierwszy tego typu Camp w Polsce odbywający się regularnie od 2010 roku. Ponad 90% czasu na Campie poświęcisz na tytaniczną pracę, 10% to gierki. Zależy Ci na zawodowej karierze? To miejsce dla Ciebie. Nasi podopieczni biegają parkietach wszystkich lig w Polsce.

Szansa na karierę!

Perspektywiczni, utalentowani i przede wszystkim pracowici Campersi dzięki Basket Campowi mają szansę na rozpoczęcie profesjonalnej kariery bez względu na to w jakim klubie obecnie grają. Dzięki rozwiniętej siatce klubów partnerskich w Polsce gracze z mniejszych miejscowości przez Basket Camp mogą trafić do większych ośrodków. Najbardziej perspektywiczni gracze mogą wyjechać grać i uczyć się do Stanów Zjednoczonych lub do krajów zachodnich.

Zakwaterowanie i wyżywienie

Koszykarze i koszykarki trenują i mieszkają w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Wałczu. Jest to baza o standardzie trzech gwiazdek hotelowych. Treningi odbywają się w dwóch halach, w terenie, trzech siłowniach i salce fitness. Campersi mają do dyspozycji także basen, odnowę biologiczną oraz skrzydło rehabilitacyjne. Na kontrakcie mamy lekarza sportowego i fizjoterapeutę. Wszystko to znajduje się w naszym kompleksie sportowym.

Wyżywienie w COS Wałcz jest przygotowywane specjalnie dla sportowców,a dieta ułożona jest tak, aby każdemu starczyło mocy na ciężkie treningi. Nie porcjujemy jedzenia – jesz ile potrzebujesz, by naładować się zdrową energią!

Czego się spodziewać na Basket Campie?

- Trzech treningów dziennie! Mega ciężkich. Tak jeszcze nie pracowałeś!
- Indywidualnej pracy nad Twoją techniką od 7 do 22
- Pokoju hotelowego w standardzie trzech gwiazdek z TV, internetem, lodówką i pralnią
- odnowy biologicznej i wyżywienia na poziomie olimpijskim
- wykładów motywacyjnych oraz informacji na temat zdrowego żywienia
- diety przygotowanej specjalnie dla sportowców przez cały Basket Camp
- trenujemy w hali, siłowni, basenie oraz w terenie!
- trenerów, którzy dbają o Twój rozwój nie tylko podczas trwania Campu!

Najbardziej perspektywiczni i pracowici Campersi otrzymają od nas bezpłatną pomocą w rozwoju kariery. Wielu koszykarzy zmieniło swój klub na lepszy w Polsce lub wyjechało grać i uczyć się do Stanów Zjednoczonych.

Nie marnujemy czasu na gierki na treningach.Skupiamy się przede wszystkim na tym, aby każdy po wyjeździe z Wałcza potrafił pracować nad swoją techniką bez udziału trenera w klubie. Zwracamy uwagę na detale i robimy wszystko, aby każdy nasz Campers oprócz doskonałej gry z piłką odnajdywał się na parkiecie także bez niej.

Graczy dzielimy na grupy pod względem potencjału i talentu. Treningi indywidualne zaczynamy już o 6:30 rano!

Czekamy na Was w czterech terminach w wakacje 2017!


Rejestracja i informacje na www.basketcamp.pl

FanPage Basket Campu www.facebook.com/basketcamp


21:48, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
środa, 29 marca 2017
Lance Stephenson wraca do Indiany. Strony dogadały się w sprawie trzyletniego kontraktu o wartości $12 mln. Trzeci rok jest opcją klubu.
26-latek zaczął swoją karierę w Indianie w sezonie 2010-11. Po czterech latach jako wolny agent, związał się z Charlotte Hornets. Z Pacers odchodził z reputacją wszechstronnego, dynamicznego gracza. Larry Bird zaproponował mu wtedy $44 mln, płatne w pięć lat. On wybrał ofertę Michaela Jordana, która brzmiała $27 mln w trzy lata.
Niestety dla siebie i swoich następnych klubów, nigdy później nawet nie zbliżył się do poziomu, jaki osiągnął w ostatnim roku w Pacers (13.8 punktu, 7.2 zbiórki oraz 4.6 asysty).
Po nieudanych rozgrywka w Północnej Karolinie, przeniósł się do Clippers. Tam było jeszcze gorzej. Doc Rivers wysłał go w czasie trade deadline do Memphis.
Jako gracz Grizzlies wyglądał dość dobrze, ale po sezonie nie udało mu się zostać na kolejny.
Obecne rozgrywki zaczął w Nowym Orleanie, ale po ledwie sześciu meczach doznał kontuzji pachwiny. Klub go zwolnił.
Parę miesięcy później dostał szansę od Wolves, którzy zaproponowali mu 10-dniowy kontrakt. Dla Wilków zagrał też w sześciu meczach. Klub z Minneapolis nie zaproponował mu drugiego kontraktu. Być może przyczyną decyzji był fakt, że Stephenson borykał się ze skręconą kostką.
Pacers potrzebowali doświadczonego zawodnika na ławkę, po tym jak okazało się, że Rodney Stuckey straci 4-6 tygodni z powodu urazu lewego kolana. Klub natychmiast go zwolnił a w to miejsce pozyskał Stephensona.
Pacers przy okazji zaoszczędzili tym ruchem pieniądze. Po 10 kwietnia $7 mln Stuckey'a na najbliższe rozgrywki stałoby się gwarantowane.
Stephenson poza dobrą grą w Indianie wsławił się niechlubnym incydentem. Podczas Finałów Konferencji, w serii z Miami Heat, kamery przyłapały go dmuchającego LeBronowi do ucha. Rzecz jasna ten moment stał się motywem wielu internetowych żartów.



https://pbs.twimg.com/media/C8GmvDpXwAkEF8h.jpg
19:43, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
Nie ma wątpliwości, że to jeden z najlepszych zawodników w historii NBA. Kobe Bryant jest postacią wielką, ale jego życie pełne było kontrowersji i konfliktów. Roland Lazenby, autor bestsellera „Michael Jordan. Życie”, postanowił przedstawić kibicom kolejnego Króla Koszykówki. Rusza przedsprzedaż jego książki „Kobe Bryant. Showman”, która pod naszym patronatem ukaże się już 11 kwietnia!


Jest to kolejna książka od wydawnictwa SQN, w której znajdziecie na okładce parę słów ode mnie oraz logo mojego bloga. Uśmiech.


Książka w przedsprzedaży dostępna jest w księgarni internetowej Labogita:

- rabat 25% - oszczędzasz ponad 12 zł!

- plakat gratis!

- szansa na wygranie szwajcarskich zegarków marki Tissot i innych gadżetów w konkursie na www.kobeshowman.pl

Książki szukaj także na www.empik.com, a od 11 kwietnia w salonach Empik w całej Polsce.


Fragment książki:

Z początku sprawiał wrażenie rozrywkowego chłopaka. Ale oczywiście nim nie był. Kobe Bean Bryant bardzo się starał, by myślano, że niczym się nie przejmuje.

Zwłaszcza podczas tego ciężkiego pierwszego sezonu.

Widziałem, jak zdobył swoje pierwsze punkty w NBA, po rzucie za 3 punkty, w hali Charlotte Coliseum w grudniu 1996 roku. Po meczu wpadł do szatni i przybił ze mną piątkę. Nie miał pojęcia, kim jestem. Ot, jakimś kolesiem z notesem i dyktafonem. Chyba po prostu bardzo chciał się przywitać z otaczającym go światem.

Potem, w tym samym sezonie, siedzieliśmy we dwójkę w pustej szatni w Cleveland, gdy Kobe zabijał czas w oczekiwaniu na występ w konkursie wsadów, rozgrywanym podczas pięćdziesiątego Weekendu Gwiazd.

Rozmawialiśmy o nim jako o typowym reprezentancie nowego utalentowanego pokolenia, które miało w przyszłości podbić NBA. Pokolenia bardzo młodego, najmłodszego, jakie kiedykolwiek trafiło do ligi. Opowiadał o trudnościach, o oczekiwaniach, o zagrożeniach, o wielu pokusach czyhających na 18-letniego koszykarza w wielkim i złym Los Angeles. Mówił, jak wielki wpływ na jego karierę miało wystąpienie Magica Johnsona, który w 1991 roku (Kobe miał wtedy 13 lat) ogłosił, że jest nosicielem wirusa HIV. O tym, jak postanowił unikać pokus, o których opowiadał Johnson, kiedy przyznawał, że sypiał co roku z setkami osób.

„Dla mnie to nie będzie trudne – powiedział mi Bryant – bo chcę w życiu osiągnąć bardzo wiele”.

I rzeczywiście, kilka minut później zakończył naszą luźną, refleksyjną rozmowę w szatni, po czym zaliczył pełen energii występ. Wygrał konkurs wsadów, który tylko rozniecił płomień jego ambicji.

Rok później w głosowaniu kibiców został wybrany do startu w Meczu Gwiazd, choć nie grał jeszcze nawet w pierwszej piątce Lakers. Potem nastąpił koszmarny sezon w 1999 roku, kiedy właściciel Lakers Jerry Buss podjął decyzję o przebudowie drużyny, która choć bardzo utalentowana, sprawiała wrażenie, że zmierza donikąd.

W połowie tego chaotycznego trzeciego sezonu w NBA Bryant był bardzo zagubionym, samotnym i sfrustrowanym dwudziestolatkiem.

„Chcę stać się kimś – powiedział, przyznając, że jego długookresowy cel to dołączenie do elity najlepszych koszykarzy w NBA. – Nie wiem jeszcze, jak to osiągnąć. Ale znajdę sposób”.

No i znalazł, niezależnie od tego, jak bardzo wydawało się to wówczas nieprawdopodobne. Kiedy w 2016 roku zbliżał się do końca kariery, mógł spojrzeć wstecz na statystyki, które osiągał przez 20 sezonów spędzonych w NBA, i ogłosić, że zasłużył na „miejsce przy stole” wśród najwybitniejszych w historii. W 2015 roku prześcignął swojego idola, Michaela Jordana, awansując na trzecią lokatę na liście najlepszych strzelców wszech czasów, gdzie wyprzedzają go tylko Kareem Abdul-Jabbar i Karl Malone. Co ważniejsze, Bryant poprowadził Lakers do pięciu tytułów mistrzowskich, 18 razy zagrał w Meczu Gwiazd i zdobył dwa złote medale igrzysk olimpijskich.

Choć tamtego wieczoru w Cleveland powiedział, że nie wie jeszcze, jak wejść na szczyt, to chyba już znał odpowiedź na to pytanie. Zamierzał tę pozycję wywalczyć – bezlitośnie i nieubłaganie wyrwać, konsekwentnie podejmując koszykarskie wyzwania, jeden wieczór za drugim, jeden mecz za drugim. Aż osiągnie całkowitą dominację dzięki temu, że potrafi pracować ciężej niż ktokolwiek inny.

Każdej nocy, każdego dnia, przez 20 lat, mimo kontuzji, zawieruch oraz kolejnych rozpadających się relacji, był gotów zapłacić każdą cenę za swoją wielkość.

Stał się kimś, kogo nazywano zawsze „najbardziej kontrowersyjnym koszykarzem w NBA” – albo uwielbianym, albo nienawidzonym przez rzesze kibiców koszykówki.


O książce:

Do najlepszej koszykarskiej ligi świata wdarł się niczym błyskawica w wieku zaledwie 17 lat. Chicago Bulls zdobyli właśnie czwarte mistrzostwo, kończąc sezon zasadniczy z rekordowym bilansem 72-10, a on mówił o Jordanie: „Zamierzam być lepszy od niego. – I dodawał: – Rodman by mnie nie zatrzymał!”.

Jeszcze zanim trafił do NBA, podpisał z Adidasem kontrakt na 10 milionów dolarów. I choć początki nie były łatwe, to właśnie Kobe Bryant stał się nowym Królem Koszykówki, pomimo izolacji w drużynie Lakers, konfliktu z Shaquille’em O’Nealem, oskarżenia o gwałt i zerwania kontaktów z rodziną.

Żaden inny autor nie opowiedziałby tej historii lepiej niż Roland Lazenby. Twórca bestsellera Michael Jordan. Życie postanowił prześwietlić kolejną gwiazdę koszykówki. I znów napisał biografię-arcydzieło. Usiądźcie wygodnie w fotelach. Zaczynamy przedstawienie. It’s showtime!


Autor: Roland Lazenby.

Tytuł oryginału: Showboat: The Life of Kobe Bryant.

Tłumaczenie: Michał Rutkowski.

Data wydania: 11 kwietnia 2017.

Liczba stron: 608 tekst i 16 zdjęcia.


08:05, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 marca 2017
DemMar DeRozan z Toronto Raptors i James Harden z Houston Rockets zostali wybrani Graczami Tygodnia jako reprezentanci swoich Konferencji. Nagrodę przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 20 marca do niedzieli 26 marca. Jest to trzeci raz w tym sezonie, kiedy DeRozan i Harden zostają wyróżnieni za ten sam tydzień. 

DeRozan poprowadził Raptors do kompletu wygranych w trzech meczach. Jego średnie z tego okresu sięgnęły 33.3 punktu (najlepszy w lidze), 5.3 zbiórki, 5.7 asysty oraz 1.3 przechwytu.
Lider ekipy z Toronto dwa razy osiągał próg 40 punktów.

Raptors z bilansem 45:29 są na czwartym miejscu na Wschodzie.


Harden z kolei pomógł Rockets osiągnąć bilans 3:0 w ubiegłym tygodniu. Jego statystyki z tych meczów wyniosły 33 punkty (najlepszy na Zachodzie), 13.3 asysty (najlepszy w lidze), 6.3 zbiórki oraz 2 przechwyty.
Lider Rakiet
w ośmiu kolejnych meczach notuje double-double (w tym cztery razy triple-double). W tej klasyfikacji Harden jest liderem ligi (58). Gdyby na koniec sezonu udało mu się utrzymać pozycję lidera w ilości meczów z double-double, byłby pierwszym obrońcą od czasów Johna Stocktona (1994-95), który dokonał takiej sztuki.

Rockets z bilansem 51:22 są na trzecim miejscu na Zachodzie, jak i w skali całej ligi.

Do nagrody nominowani byli także Isaiah Thomas, Kemba Walker, Jimmy Butler, Stephen Curry, Anthony Davis, Devin Booker, Damian Lillard, LaMarcus Aldridge, Rudy Gobert oraz Bradley Beal.

http://assets4.sportsnet.ca/wp-content/uploads/2015/08/derozan_harden1280-1040x572.jpg
20:18, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
Jak w styczniu napisałem LeFlop James, to zatrzęsła się ziemia. Parę osób cofnęło nawet lajka na FB, co przeżywam do dziś.
Jak w lutym napisałem, że Kacper przyjazny duch pchnął atakującego kosz Jamesa, to też zwrócono mi uwagę, że mało widzę.
Tym razem pytam więc, nie oceniam. Co widzisz na tym materiale filmowym?
I nie żartuję sobie. Sam mam problem z kręgosłupem na odcinku szyjnym, po wypadku samochodowym, który w sierpniu tego roku będzie miał swoją dziesiątą rocznicę. Wiem, że tego typu kontakty mogą być bardzo zdradliwe. Szczególnie gdy się ich nie spodziewasz.  
Nie dalej jak tydzień temu, na siłowni, coś mi "kliknęło" w podobnym miejscu. Dobrze, że był ze mną kolega, który zdjął ze mnie sztangę.
Ogólnie to tak przytrafia mi się to 4-5 razy w roku. Czasem nawet przy kichnięciu albo wstawianiu z łóżka.
Zatem jeszcze raz - pytam co sądzicie o tej sytuacji? Na pozór wygląda to na wysokiej klasy flop, ale chyba nawet LBJ nie robiłby sprawy z czegoś takiego. Prawda? 
 

       
       
       
       


http://image.vam.synacor.com.edgesuite.net/84/9d/849ddb976b1af74554f4f54cc06c775d37c7d07a/h=300/?app=portal&sig=51bb5d0af651d7aec4a10085af72a45b1861319cd3f8649845ba7095250d4d73
16:23, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 27 marca 2017
Wracam z "Poniedziałkowymi Inspiracjami". Wrócę też ze "Śliwkami." I to nie jest groźba. Dzięki za kontakt ze mną. Za ciekawe pytania, inspiracje do nowych tekstów. Te najciekawsze notuję i wykorzystuję w miarę możliwości.

Co sądzę o dawaniu zawodnikom odpoczynku?
Jestem jak najbardziej za. Co do zasady, bo przecież temat jest bardzo złożony. Adam Silver wysłał notatkę służbową do wszystkich drużyn NBA, w której zawiadamia, że dawanie odpoczynku czołowym gwiazdom NBA, szczególnie w meczach w ogólnokrajowych stacjach, nie jest niczym dobrym. Myślę, że Komisarz gra tu trochę "złego policjanta", bo wie, że kluby nie robią tego nagminnie, ale z drugiej strony ESPN i TNT płacą potężne pieniądze, więc mają prawo, może nie tyle wymagać, co mieć nadzieję, że wszyscy są po tej samej stronie. I myślę, że są. Gdyby LeBron, Steph, Westbrook, K.D. i inni wielcy tej ligi, opuszczali po 30-40% meczów w rozgrywkach regularnych i robili to celowo, to moglibyśmy mówić o problemie. Tak nie jest. Rzecz dotyczy głównie meczów w back to back, czwartego meczu w pięć dni, piątego w siedem i tak dalej. Każda ekipa ma tak ułożony przed sezonem kalendarz, że trenerzy zakreślają w kółka mecze, które ich zdaniem nie są do wygrania. Mówił o tym kiedyś Doc Rivers.
Kończysz jeden mecz, prysznic, kolacja w biegu, samolot, zakwaterowanie w hotelu o 3-4 nad ranem. Kolejny mecz mniej, niż 24 później. Nie ma tu idealnego patentu. Biologii nie oszukasz. W dobie tak rozwiniętej medycyny sportowej, sztaby medyczne drużyn wiedzą, kiedy u danego zawodnika zapala się lampka. Dochodzisz do granicy kiedy zmęczenie, może przejść w naciągnięcie, naciągnięcie w zapalenie, zapalenie w naderwanie, naderwanie w zerwanie i wiele tygodni, jeśli nie miesięcy rehabilitacji. Dziś medycyna wie, że odpoczynek jest równie ważny jak dobry trening. Mecze same w sobie nie niszczą. Niszczy brak czasu na regenerację.
Jasne, dociera do mnie argument, że rodzina z biednej prowincji gdzieś w Tennessee zbiera oszczędności, kupuje bilety na mecz Memphis-Cavs, pojawia się w hali a tam zamiast LeBrona, Irvinga i Lova'a tańsze zamienniki. OK, rozumiem.
Ale przecież równie dobrze LeBron może zagrać słaby mecz, skręcić kostkę na rozgrzewce i też nie pojawić się na parkiecie. Chyba nie chcemy mówić o zwracaniu pieniędzy za mecze przy braku satysfakcji fanów. 
Byłem na meczu 76ers bez Embiida, na meczu Grizzlies bez Cartera, na meczu OKC bez Westbrooka, Wizards bez Arenasa i paru innych meczach bez topowych graczy. Było mi szkoda, ale nie miałem żalu do nikogo. Nie czułem się oszukany. 
Wizją zawodników nie jest opuszczanie dużej ilości meczów. Hej, to są sportowcy, których naturą jest rywalizacja. Decyzje o odpoczynku, zazwyczaj nie należą do nich. To są zbiorowe i konsultowane decyzje.
Silver i właściciele muszą wypracować tu kompromis. Na przykład taki, że nie odpoczywamy gwiazd w meczach transmitowanych na cały kraj. Kompromis będzie polegał na tym, że takie mecze nie będą dla żadnej z drużyn meczami w back to back.  To jest proste w założeniu, ale trudne od strony logistycznej. Skrócony preseason wiele tu pomoże.  
Argument o tym, że zawodnicy NBA kiedyś nie potrzebowali odpoczynku, że dzisiejsze gwiazdy są miękkie i zmanierowane, podsumuję tym materiałem.


       
       
       
       
  

O 70 punktach Devina Bookera.
Trochę byłem zaskoczony falą krytyki, jaką zebrał Booker po tym występie. W sumie nadal nie wiem dlaczego. Że to źle świadczy o poziomie samej ligi, że Suns przecież i tak przegrali, że Booker jest nikim w NBA, że koledzy faulowali Celtów, żeby dać Bookerowi koleje posiadania, kolejne szanse na punkty.
Jakie to ma znaczenie, kim jest teraz Booker i kim będzie za 10-15 lat? Zawodnik zdobywający 70 punktów nie zdarza się co sezon, więc czemu nie cieszyć się czymś takim? Jeśli nic w życiu nie osiągnie, to tego meczu nikt mu nie odbierze. Poza tym Booker nie jest "ogórkiem". Odsyłam sprawdzić jego profil.
70 punktów nie wyleczy raka i nie naprawi świata, ale przecież rozmawiamy tylko o koszykówce. Nie wiem czy wiecie, ale w 1994 roku, gdy David Robinson zgarniał koronę która strzelców, rzutem na taśmę, w ostatnim meczu z L.A. Clippers, to jego koledzy bardzo mu w tym pomogli. Admirał zdobył 71 punktów. Spurs wygrywali ten mecz 20 punktami a mimo to faulowali rywali by Robinson miał kolejne szanse na punkty. Czasem tak to działa. Legendarne 100 Wilta odbyło się w podobnych okolicznościach. Źródła podają, że była tam jeszcze większa szopka, bo nie tylko faulowano zawodników, ale też "kręcono wałki" z czasem gry. Więc nie napinajmy się tak bardzo. To też nie świadczy o słabości ligi, bo przecież takie występy nie zdarzają się regularnie. W dzisiejszych czasach ludzie za mało się cieszą, ekscytują. Jest za dużo cynizmu, kalkulacji, znieczulenia. 

Czy Erik Spoelstra powinien być brany pod uwagę przy okazji wyboru trenera roku? 

Ależ oczywiście! Heat byli 11:30 dokładnie w połowie tego sezonu. Potem wygrali 24 z następnych 32 meczów! Żadna drużyna w historii NBA nie zrobiła play-offów po tym jak była 19 meczów pod kreską na jakimś etapie sezonu. To wszystko to jest coach Spo. Popatrzcie na skład Heat. Siedmiu graczy notuje dwucyfrową ilość punktów. W rotacji są różne Babbity, McGrudery i tego typu wynalazki. Po odejściu Jamesa, Wade'a i Bosha, łatwiej i czytelniej można docenić warsztat Spoelstry. Heat świetnie się ogląda.
Spoelstra nagrody raczej nie zgarnie, ale to czego dokonuje w tym sezonie, ze składem jaki ma do dyspozycji, po prostu musi zostać zauważone i docenione.

Czy planuję zlot czytelników mojego blog?
Czasem o tym myślę, ale z racji tego, że nie mieszkam w Polsce, chyba nie byłoby to takie proste. Choć też w dobie internetu nie jest to niemożliwe. Fajnie byłoby spotkać się z ludźmi, których kojarzę tylko przez nicki i awatary. Na pytanie gdzie ewentualnie - Lublin łamane przez Świdnik. Byłoby to czymś na pewno niezapomnianym. Będę myślał.   

Ludzie pytają...
To jest zagadnienie, które przewija się w wielu wiadomościach. Jak wygląda moje życie w Skandynawii? Czemu wyjechałem? Jak to jest sędziować w dwóch krajach? Jak to jest mieszkać na małej wyspie? Planuję to wszystko zebrać i wrzucić w osobnym tekście. Może jakieś video z wyjazdów na mecze. Sam jeszcze nie wiem. W każdym razie, jeśli coś tego typu Was interesuje, to macie okazję dorzucić od siebie jakieś pytania.

Jeszcze raz dzięki za wszystkie inspiracje. Ślijcie je cały czas na maila, wrzucajcie w komentarzach tu i na FB, w grę wchodzi też Twitter, na którym nie jestem super aktywny. Służy mi tylko do wrzucania linków z tekstami.
Nie potrzebujecie do tego poniedziałków, specjalnej okazji i specjalnych wpisów. Piszcie kiedy chcecie, kiedy ciekawy temat przyjdzie Wam do głowy.
Do następnego... 
 

22:51, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 marca 2017
Joakim Noah z New York Knicks został zawieszony na 20 meczów za pogwałcenie polityki antydopingowej NBA. 

Kara zostanie rozłożona w taki sposób, że 10 meczów obejmie obecny sezon a 10 rozgrywki 2017-18. Według źródeł, rzecz dotyczy bliżej nieokreślonego suplementu diety, który można kupić bez recepty. 
Co ciekawe, substancja będzie znajdować się na liście środków niedozwolonych tylko do końca tego sezonu. Od nowych rozgrywek wchodzi w życie nowa umowa zbiorowa między ligą a związkiem zawodników. Na uaktualnionej liście m.in. tego specyfiku już nie ma. 
32-letni Francuz związał się z Knicks minionego lata. Strony dogadały się w sprawie czteroletniej umowy wartej $72 mln. Phil Jackson i Jeff Hornacek mieli nadzieję, że kontraktując Noaha, pozyskują gracza, który nada tożsamości ich grze w obronie. Wszak ledwie dwa lata wcześniej, w 2014 roku, w barwach Bulls, Noah został wybrany Obrońcą Roku. 
Był też czwarty w głosowaniu na MVP sezonu! Niestety dla klubu jak i samego zawodnika zużycie materiału w tym przypadku zebrało swoje żniwo. 
Po operacji lewego kolana, (lato 2014) Noah mocno obniżył loty. W rozgrywkach 2014-15 zagrał w 67 meczach. W następnych już tylko 29. Kontuzja lewego barku zakończyła jego sezon już w styczniu. 
Knicks liczyli, że zmiana otoczenia, nowy start oraz relatywnie długi odpoczynek od obu zabiegów, tchną w Noaha nowe życie. Tak jednak się nie stało. O przynajmniej jedno tempo wolniejszy, niż w najlepszym okresie w Bulls, nękany raz po raz przez drobne urazy grał bardzo bezbarwny sezon. 
27 lutego przeszedł artroskopową operację lewego kolana. Ogółem zagrał w 46 meczach. Jego średnie z tych rozgrywek to 5 punktów, 8.8 zbiórki oraz 2.2 asysty.

http://cdn.newsday.com/polopoly_fs/1.12682994.1480525302!/httpImage/image.JPG_gen/derivatives/display_600/image.JPG
09:47, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 marca 2017
Michael Jordan trafił do NBA w sezonie 1984-85. W zasadzie, od samego początku mocno zaznaczył swoją obecność w lidze. Głosami kibiców, jako jeden z niewielu debiutantów w historii, został wybrany do pierwszej piątki na Mecz Gwiazd (po nim tylko ośmiu debiutantów trafiło do All-Star Game, ale żaden z nich jako starter. Byli to Patrick Ewing, David Robinson, Dikembe Mutombo, Shaq O'Neal, Grant Hill, Tim Duncan, Yao Ming, Blake Griffin).
M.J. skończył rozgrywki ze średnimi na poziomie 28.2 punktu, 6.5 zbiórki, 5.9 asysty oraz 2.4 przechwytu.
"Stara gwardia" nie do końca była zachwycona pojawieniem się nowego, bezczelnego smarkacza, który nie miał zamiaru im się kłaniać, który przebojem przejmował ligę. 
Jordan, owszem, w Meczu Gwiazd 1985 roku zagrał, bo taka była wola kibiców, ale padł ofiarą akcji, którą nazwano "M.J. freeze-out." Za wszystkim stał podobno Isiah Thomas. Pomysł polegał na tym, żeby Jordanowi nie podawać piłek w czasie widowiska.
Plan się udał. Młody gwiazdor Byków zdobył tylko 7 punktów w swoim pierwszym w karierze Meczu Gwiazd. Zachód wygrał 140:129. MVP meczu został Ralph Sampson.
Jordan obiecał sobie, że zemści na Thomasie przy najbliższej możliwej okazji.
Długo nie musiał czekać. Już dwa dni później, 12 lutego 1985 roku, do Chicago przyjechali "Źli Chłopcy" z Detroit z Thomasem na czele.
Mecz zapisał się w historii jako "Freeze-out Revenge Game" czyli mecz bezpośrednio korespondujący z wydarzeniami związanymi z Weekendem Gwiazd.
Jordan wziął rewanż na Thomasie. Z parkietu schodził z dorobkiem 49 punktów, 15 zbiórek, 5 asysty oraz 4 przechwytów. Bulls wygrali to starcie 139:126.
Ciekawostka: Gracze Bulls nie oddali w tym meczu ani jednego rzutu za trzy punkty. Pistons z kolei byli w tej kategorii 3/9.    
 

       
       
       
       


https://i.ytimg.com/vi/HeoMSFqWhOY/hqdefault.jpg
środa, 22 marca 2017
Vince Carter zdmuchnął dwa miesiące temu 40 świeczek z urodzinowego tortu. V.C. ma taką rutynę w tym sezonie, że w ramach rozgrzewek przed meczami, trafia sobie rzut z połowy boiska po czym dunkuje na ten sam, ostrzelany kosz. Zazwyczaj jest to coś normalnego. Czasem coś lepszego. Jakieś delikatne 360 czy coś tego typu.
Przed wczorajszym meczem z Pelikanami, Carter pokusił się o coś takiego!
Jestem w szoku. Naprawdę. Powiedzmy to sobie szczerze - Vince nadal potrafi ładnie zadunkować i w ogóle cały czas porusza się z klasą i gracją, ale pułapy, których sięga to już nie to, co kiedyś.
Ten tutaj wsad niszczy wszystko to, co myśleliśmy o nim w kontekście starzenia. Ten człowiek się nie starzeje. Takiego wsadu nigdy nie zrobi większość koszykarzy powszechnie uważanych za atletycznych. Poza tym można odnieśćwrażenie, że gdyby trzeba było, to V.C. poszedłby w górę jeszcze wyżej.
A zatem, od dziś, Vince Carter oficjalnie przestaje być Half-Man, Half-Amazing. Od teraz jest Half-Man, Full-Amazing!

Szkoda, że nie pograł w Toronto, jak tam byłem.


       
       
       
       


http://cbssports.com/images/visual/whatshot/USATSI_8472719.jpg
08:10, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »