Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
MENU:
czwartek, 08 czerwca 2017

Bleacher Report wypuścił w właśnie kolejną część "Game of Zones". Twórcy serii nadaj w świetnej formie! Znakomity Trash talk Westbrooka i Hardena, przegląd starych rycin i Magic w roli narratora. Do tego cała masa aluzji i nawiązań do świata NBA. Jak zawsze. 



20:29, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 czerwca 2017

Jalen Vs. Everybody to komediowy projekt (piszę projekt bo nie do końca wiem z jaką formą będziemy mieć do czynienia), w którym Jalen Rose, były koszykarz NBA, a obecnie człowiek mediów, zabiera widzów do swojego prywatnego życia. Poniżej pilot tej produkcji. Kobe ma talent aktorski!

19:21, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 czerwca 2017

Jak dobrze liczę, będzie to szósty z rzędu rok, kiedy włączam się w patronat medialny turnieju Alco Cup. Jeśli macie wolną najbliższą sobotę, to wpadajcie do Lublina. Jestem więcej niż pewny, że nie pożałujecie. Dużo basketu, cała masa szalonych na punkcie koszykówki ludzi a wieczorem jakaś zacna impreza. Wiesz, Lublin to jest studenckie miasto. I wiesz o czym mówię...

Oddaję głos organizatorom: "Agencja eventowa Weather Brothers oraz partner tytularny Firma ALCO mają zaszczyt zaprosić wszystkich miłośników koszykówki na dziesiątą edycję ogólnopolskiego turnieju koszykówki Ulicznej 3x3 ALCO CUP 2017. Jubileuszowe granie rozpocznie się 10 czerwca (sobota) od godziny 10:00. Najpierw rywalizować będzie młodzież, zaś od godziny 12:00 planowane jest rozpoczęcie turnieju w kategorii OPEN. Mecze, jak co roku, rozgrywane będą na boiskach Akademickiego Ośrodka Sportowego UMCS przy ulicy Langiewicza 22 w Lublinie. Udział w turnieju jest otwarty dla każdego."

Poza samymi meczami, rozegrane zostaną konkursy wsadów, rzutów za trzy punkty oraz konkurs zwany Big Shot czyli rzuty z połowy boiska.

Więcej informacji znajdziecie na Facebooku, na oficjalnej stronie wydarzenia TUTAJ

Zgłaszać drużyny można przez formularz zgłoszeniowy, który znajduje się na stronie Alco. Link do formularza TUTAJ. 

Kontakt: weatherbros@gmail.com / 512-836-698

Tak było rok temu.

23:35, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 czerwca 2017

Carlos Santana w wieśniackich dresach wykonał swoją wersję amerykańskiego hymnu. To nie jest raczej miejsce, a już na pewno nie czas, żeby na drugą szalę wagi położyć n.p. Marka Torzewskiego i pogadać o różnych obliczach patriotyzmu w czasach pokoju. Jeśli interesujesz się NBA od przynajmniej kilku lat, to dobrze znasz ten przaśny styl Amerykanów. I na tym skończmy bo są ciekawsze tematy do omówienia. Są Finały NBA! Wiesz, że trwają Finały NBA?!

Od czego by tu zacząć? Może od tego, że jutro będziemy dokładnie rok od drugiego meczu Finałów 2016. Wtedy też Warriors prowadzili 2:0. Nie pamiętam już jak małe dawało się szanse Cavs na cokolwiek, ale jestem pewny, że dziś tych szans daje się im jeszcze mniej. Dlaczego? Dlatego, że LeBron James zostawiony wtedy na Harrisonie Barnesie, mógł chować się w defensywie, kumulować energię, by eksplodować nią w ataku (plus blokować z pomocy i zbierać). Po tamtym 2:0, nawet gdy Cavs byli łącznie -48 punktów w obu starciach, w których trafiali poniżej 40% swoich rzutów, istniał cień nadziei, swego rodzaju oczekiwanie, że coś się zmieni. Że po powrocie do domu talentem błyśnie Irving, że do dobrego grania wróci Love i wreszcie, że LeBron będzie LeBronem i odwróci losy serii. W tym roku tej gwarancji nie ma. Niepewność nazywa się Kevin Durant. LeBron może cały czas dominować w ataku, zresztą do pewnego stopnia robi to, ale niestety dla siebie i dla Cleveland, w obronie nie ma już wakacji w Hiszpanii. Coach Lue nie ma nikogo, kogo mógłby rzucić na K.D. i oczekiwać jako takich efektów, dlatego LBJ musi siadać na nim dłużej, niż by tego chciał. Inni idą jedynie na pożarcie. Był taki, wiele mówiący obrazek, bodaj z końcówki III kwarty, kiedy wyczerpany James siadał na ławkę. Dawno, a może nawet nigdy, nie widziałem go tak zmęczonego grą. To wiele mówi o tej serii. Ale jeszcze więcej mówi to - Steph Curry zaliczył 32 punkty, 10 zbiórek, 11 asyst i 1 przechwyt... a nie był nawet najlepszym zawodnikiem swojej drużyn. Wiesz, kto nim był. 33 punkty, 13 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty i 5 bloków. Durant gra najlepszą defensywę w swojej karierze. W połączeniu z od lat wybitnym atakiem, daje to zabójczą mieszankę. Durant jest póki co MVP tych Finałów. Był taki fragment tego meczu, kiedy Durant zagrał na środku. Niby nic. Po prostu najwyższy w small-ballu. A jednak. Love dostał piłkę w izolacji, tyłem do kosza, na Durancie. Kozioł, kozioł i blok od K.D. Ten i parę innych obrazków z tego meczu, to takie punkty zastanowienia nad całą tą serią. Co jak co, ale przewagę siły Love'a nad Durantem, do wczoraj brałbym w ciemno.  

Znakomitą wiadomością przed meczem było to, że Steve Kerr był w stanie być przy ławce. James, Lue i parę innych osób z obozu Cavs serdecznie przywitało go podczas rozgrzewki. Przy tej okazji zanotowałem sobie, żeby w relacji uwypuklić pewien fakt - zawodnicy i trenerzy w obrębie NBA lubią się i szanują bardziej, niż wielu się wydaje. Widziałem to po meczach w Toronto, w Londynie, przy okazji obserwowania kadry USA w Hiszpanii, we Francji na EuroBaskecie i przy parku innych okazjach. Walka na parkiecie. Poza nim szacunek i przyjaźń, w wielu przypadkach autentyczna przyjaźń. Miejcie to na uwadze, gdy kibicując jednym i niejako z automatu macie "kosę" z innymi.  

To był mecz, który przez trzy, albo raczej dwie i pół kwarty mógł się podobać. Cavs postanowili zadbać o piłkę. Stracili ją już tylko 9 razy (20 w meczu otwarcia). LeBron atakował obręcz. Do przerwy tylko jeden jego rzut został oddany spoza pola trzech sekund. Javale Mcgee mocno sfaulował Jamesa atakującego kosz. W koszykówce FIBA byłby to co najmniej faul niesportowy. W NBA to zwykły faul. James nie tylko nie upadł, ale zdołał dokończyć akcję, jak chyba nikt dziś w NBA. Aktywny był Love (27 punktów, 7 zbiórek w meczu). Cavs dobrze wyglądali w pierwszych minutach gry. Prowadzili 11:6, co w tych okolicznościach brzmiało jak duże prowadzenie. Ale potem Warriors zrobili 13:2 run. Atakujący Cavs mieli do przerwy 36 punktów z pola trzech sekund (w poprzednim całym meczu tylko 30). Ta serią, na ten moment, wygląda jak pojedynek Supermana z Batmanem. Cavs są Batmanem - niby groźnym, ale tylko człowiekiem. Warriors są z innej planety. I nikt nie wie gdzie jest kryptonit. 

Jak na razie analizy obu meczów kończą się w trzecich kwartach. W nich Durant i koledzy prowadzą łącznie 68:44. Warrios skaczą Cavs po głowach. Zdobywają punkty drugiej szansy. A jeśli połączyć to z zabójczym wczesnym atakiem, normalnym atakiem, kontrami i świetną obroną, to w skrócie, mamy obraz tego, co tam się dzieje.

Tristan Thompson jest na razie wyjęty z tej serii. Łącznie 8 punktów, 8 zbiórek (Curry ma dwa razy więcej) i 0 bloków. I kiedy używam słowa "wyjęty" mam chęć zażartować z faktu, że (jak donoszą amerykańskie serwisy plotkarskie) T.T. i Khloe Kardashian spodziewają się dziecka. To nie jest temat, który spędza mi sen z powiek, ale gdy już o tym pomyślę, to zaczynam się zastanawiać jak to możliwe, że z zawodników NBA, którzy mieli z nią do czynienia, można by było zmontować prawie całą drużynę? All-Kardashian Team.

Jeśli mówimy o Thompsonach, to znów świetny był Klay. Tym razem do tytanicznej, tak tytanicznej, obrony, dołożył po atakowanej stronie (22 punkty z ledwie 12 rzutów, do tego 7 zbiórek). Lubię jego spokój. Sprawia wrażenie gościa, który jest skupiony wyłącznie na grze a na wszystko inne w czasie meczu ma klasycznie wyj..ne.  

Ciekawy fragment miał Iman Shumpert (6 punktów, 4 zbiórki, 3 przechwyty). W kilku posiadaniach dobrze bronił K.D. W ataku starał się być agresywny. Raz w kontrze wszedł pod Duranta i wymusił faul. To jest coś, czego Cavs muszą poszukać od I.S., lub kogoś innego, przez całe mecze, nie tylko pojedyncze posiadania. O ile ktoś jest w stanie to robić tak długo. Shump był podobno na skraju odwodnienia po meczu i musiał przyjąć dużą ilość płynów.

Zmęczony LeBron i tak zdołał zagrać bardzo dobry mecz. 29 punktów (12/18 z gry), 11 zbiórek, 14 asyst, 3 przechwyty i 1 blok. Było to jego ósme triple-double w Finałach. Tylko Magic Johnson może pochwalić się podobnym rekordem. Poza nimi, nikt w historii nie ma na koncie w Finałach więcej, niż dwóch tego typu meczów.


Steph zagrał świetny mecz, ale znów włączyło mu się wożonko. W meczu nr 1 dziwne fetowanie swoich celnych rzutów. Wczoraj jakieś niezrozumiałe miny, grymasy (n.p. po faulach). No i ten moment, kiedy leżał na parkiecie przy ławce z ręcznikiem na głowie, że niby śpi. Wiecie, o co chodzi? Przypomnę, bo już o tym pisałem.
Jak wiecie, Curry (Thompson też) jest synem zawodnika NBA. W domu nigdy nie brakowało mu ani na stole ani w kieszeni. To duża różnica w porównaniu z wieloma, jeśli nie większością, swoich kolegów z ligi, dla których koszykówka była w wielu przypadkach nie tylko przepustką do lepszego życia ale w ogóle do... życia.
Steph, tak jak Drake,
bardzo chce być ghetto, hip-hop, ale jak widać, to nie działa w ten sposób. Już trochę mnie to męczy. Przecież nikt nie oczekuje od niego, żeby był twardzielem. Ma rzucać i trafiać do kosza. A to przecież robi wyśmienicie. Cała ta cool otoczka jest, jak dla mnie, zbędną. Mały insider - Steph obniża głos, gdy rozmawia z dziennikarzami. W prywatnych rozmowach, gdy nikt nie nagrywa barwa jego głosu jest delikatnie inna.

 

Przed tą serią wyglądało na to, że mamy do czynienia z NBA dwóch prędkości. Cavs i Warriors, dalej gdzieś tam, Spurs, Celtics, Rockets, Jazz i inni. Teraz zdaje się jednak, że w obrębie obecnej NBA mamy trzy ligi - 3. Reszta, 2. Cavs i 1.Warriors, przy czym ta liga Warriors, to jest coś zupełnie innego. Cavs nagle nie zapomnieli jak się gra w koszykówkę.  Nadal są lepsi o kilka klas od Celtics, Raptors i Pacers. To Warriors sprawiają, że Cavs wyglądają jak swoi właśni rywale sprzed paru tygodni. Łącznie z ośmiu rozegranych do tej pory kwart, Kawalerzyści wygrali tylko jedną (!). Rok temu, na tym etapie, mieli wygrane dwie ćwiartki.

Jeśli Cavs, obrońcy tytułu, chcą odwrócić losy tej serii, coach Lue będzie musiał spowolnić grę i zaatakować Duranta. Pierwsze dwa mecze pokazały, że w otwartej wymianie ognia Cavs są w stanie ustać maksymalnie do połowy III kwarty. Ekipa z Ohio, w dwóch starciach u siebie musi przejąć rolę krupiera rozdającego karty. To, co Shumpert robił w meczu 2 fragmentami, ktoś (może on sam) będzie musiał robić regularnie. K.D. musi popracować w obronie. Miejsce w wyjściowej piątce oddać powinien J.R. Smith, wyjęty z tej serii jeszcze bardziej niż Tristan Thompson.

Ten wpis wyciągnął ode mnie tyle, co K.D. od Shumperta. W niedzielę sędziowałem w Sztokholmie, wróciłem po 23. Poszedłem spać, wstałem na mecz. Po nim wróciłem do łóżka. Po pracy położyłem się na dwie godziny. Taki był plan. Przyszedł on, a konkretnie ona. Ciri. Kot sąsiada. Przychodzi jak do siebie. Nie daję jej jeść. Przychodzi po uczucia, trochę ciepła. Przychodzi na 10-15 minut, a jak się już nacieszy, to wychodzi. I tak ze 2-3 razy w ciągu dnia. Brakuje jej człowieka. Sąsiad marynarz, więcej go nie ma, niż jest. Marynarzowa zapracowana. Kot z permanentnym deficytem uczuć. Dziwne jest to, że ma brata, który trzyma się od nas z daleka. Jego strata. Znawcą kotów nie jestem, ale wiem, że nie reagują na wołanie i nie dają się głaskać po brzuchu. No i drapią. Ten kot jest zaprzeczeniem tego wszystkiego. W tle niebieski koc. Jeden z trzech, które tworzą mój kokon podczas oglądania NBA.

Warriors 132, Cavs 113.
W rywalizacji 2:0
Mecz nr 3 w środę w Cleveland.

23:57, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (9) »
sobota, 03 czerwca 2017

Bleacher Report wypuścił w czwartek kolejną część "Game of Zones". Czy to może być najlepszy odcinek serii? Może.

22:30, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 czerwca 2017

Obejrzałem większość meczów tegorocznych play-offów. Ale muszę przyznać, że sporą ich część w dzień z odtworzenia. Finały to inna bajka. To jest świętość. Oglądam je od 1991 roku. Na żywo od bodaj 1994 lub 1995. Nieprzerwanie. Nastawiłem budzik na za pięć mecz, ale obudziłem się sam z 10 minut przed budzikiem. Odpaliłem sprzęt, poszedłem do kuchni po małe Conieco. Zawsze jem, lub raczej podjadam gdy oglądam NBA. W meczu otwarcia postawiłem na lody rumowe z rodzynkami (jeszcze nie wiem na jaki kulinarny line-up postawię w drugim starciu). W moim prywatnym rankingu rumowe z rodzynkami są w top3-4 moich ulubionych lodów. Ja swoją wersję wzbogacam o kakao. Rozsiadłem się na kanapie, zawinąłem się w trzy średniej wielkości koce, które połączone razem tworzą coś na kształt kokonu. Obok miałem notes i długopis, komórkę, wspomniane wcześniej lody z kakao... Tak bardzo chciałbym napisać z kakaem, a najlepiej z kakałem, kakałkiem, ale profesor Miodek powiedział, że tylko w mowie potocznej. A to przecież jest poważny wpis, więc z kakao. I tak siedziałem sobie w kokonie, Cavs i Warriors zaczęli grać, zabrałem się za jedzenie. Nie! Sypnąłem za dużo. Kakao. Zacząłem z niecierpliwością czekać na pierwszą przerwę, żeby iść do kuchni i zmienić proporcję. Dołożyć lodów rzecz jasna. Z pomocą przyszedł mi coach Lue, który poprosił o czas. Było 12:12.

To nie był rewelacyjny mecz, nawet po tygodniu oczekiwania. Ale to są Finały, a one rządzą się swoimi prawami. Na końcu mało kto będzie pamiętał o stylu. Kevin Durant był w tym starciu Mojżeszem, a obrona Cavs Morzem Czerwonym. Wyglądało na to, że game plan Cleveland na tę serię był taki, żeby skupić się na bronieniu trójek. Była taka jedna znamienna akcja, kiedy J.R. Smith zamiast próbować zatrzymywać pędzącego z piłką K.D., pognał do roku za Curry'm. To dodatkowe podanie, ten extra pass, którym Warriors cały czas grożą, to coś, co śni się obronie Cavs od tygodnia, a może nawet przez cały ten sezon, bo przecież scenariusz na to, kto zagra w tych Finałach był nakreślany przez wielu jeszcze przed sezonem. Warriors mieli aż 8 zbiórek w ataku i aż 7 wsadów w pierwszych 12 minutach. Obrona Cleveland była gorsza, niż dzieci w Sejmie w Dzień Dziecka.

60:52 do przerwy nie brzmiało źle, biorąc pod uwagę, że Cavs niemal zapraszali Duranta i jego kolegów pod swój kosz. Nie brzmiało to źle, jeśli wziąć pod uwagę, że zawodnicy, którzy nie nazywają się James lub Irving byli 5/22 z gry (16 punktów). Ci, którzy się nazywają James i Irving byli za te pierwsze dwie kwarty 12/21 z gry (36 punktów). Warriors przez ponad połowę drugiej kwarty grali niskimi składami. Na boisku nie było w tym czasie ani Pachulii, ani Westa, ani McGee.

W połowie III kwarty można było już w zasadzie gasić światło. Warriors mieli 20 punktów przewagi. Raczej jasnym było kto ten mecz wygra. Mimo, że do końca meczu był jeszcze szmat czasu, to nie czuło się, że Cavs będą w stanie szybko zatamować krwawienie. Szalał Curry, który wygląda jakby wrócił fizycznie i mentalnie swoich sezonów z MVP. 28 punktów, 10 asyst, 6 zbiórek, 3 przechwyty. Nie wiem czy zwróciliście uwagę, ale w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami, Curry dodał kilka kilogramów mięśni. Chętniej i lepiej, niż kiedyś sam stawia zasłony, co by sugerowało, że nie tylko czuje się silniejszy, ale po prostu jest silniejszy. Ale to tylko taka dygresja.

Cavs zaliczyli 20 strat w tym meczu i tylko 15 asyst. Warriors natomiast, 31 asyst i tylko 4 straty. Tak mała liczba straconych piłek jest wyrównaniem rekordu Finałów (Pistons 2005 oraz Spurs 2013). Osiem z tych strat Cavs należało do Jamesa (jego niechlubny rekord w tej klasyfikacji to 9). LBJ jest teraz 1:7 w meczach otwierających Finały NBA. Jego 28 punktów, 15 zbiórek, 8 asyst i 2 bloki gdzieś rozmyło się między bezbarwnym meczem Cleveland a kolorowym występem Golden State. 

W śmieciowym czasie na boisku cały czas byli Durant, Curry, Thompson i Green, co było dla mnie bardzo dziwne. Tym bardziej, że Lue już wcześniej wywiesił białą flagę. Dla Cavs po boisku biegali już Dahntay Jones i James Jones. Stawia to (kolejny raz w tych play-offach) pod delikatnym znakiem zapytania czas reakcji Mike'a Browna na boiskowe wydarzenia. Być może nie będzie to kosztowne w tej serii, ale czasem w meczach przespanie nawet 2-3 minut, zmienia całe momentum. Warriors muszą być na to wyczuleni.

Zanim powiesz, że Klay Thompson zagrał słaby mecz (3/13 z gry, 0/5 zza łuku) miej na uwadze, że bronieni przez niego zawodnicy Cavs byli w tym meczu 1/12 z gry! Mamy 2017 rok, a obrona Klay'a jest nadal niedoceniana. Za mało się o niej mówi i pisze. To 1/12 to nie jest sucha statystyka. Wróć do tego meczu i zobacz jak na nogach pracuje Thompson i jak bardzo przeszkadza rywalom w oddawaniu rzutów.

K.D. zaliczył 38/8/8 bez strat. Wrażenie pozostawił takie, że gdyby trzeba było zagrać lepiej, to by to zrobił. Tak jak pisałem wczoraj, Cavs nie mają na niego match-upu w obronie i z dnia na dzień go nie wyhodują. LeBron nie może dać z siebie 100% w defensywie, bo za bardzo zabraknie go w ataku. Chyba, że Irving i Love przejmą role dostarczycieli punktów. W co śmiem wątpić, jeśli mówimy o zamianie ról 1:1. No chyba, że zamieniony w tytana obrony James stanie się historią tej serii. O ile to się stanie i o ile odmieni to losy serii. No i czy w ogóle po jednym meczu, można już mówić o jakichś losach? 

Kyrie zagrał niezły mecz (24 punkty), ale Cavs by marzyć o powrocie do dobrego grania, będą potrzebowali od niego jeszcze więcej. Na obu końcach parkietu. 

Kevin Love zrobił złudne 15 punktów, 21 zbiórek i 3 bloki. Złudne, bo patrząc na same liczby zdawać by się mogło, że był w grze. Nie do końca. Wiele z tych zbiórek to były śmieciowe zbiórki, które też w kilku przypadkach dały mu łatwe dobitki.

Warriors są 13:0 w tych play-offach. Nikt nie miał czegoś takiego w historii w pojedynczej kampanii. 13 wygranych w postseason na przestrzeni dwóch łączonych rozgrywek mieli Lakers (1988-89) oraz ci Cavs (3:0 w tamtym roku + 10:0 do porażki z Celtics). 

Cavs, jeśli są w stanie, to będą musieli wynieść swoją obronę na poziom, na jakim jeszcze jej nie było w tym sezonie. Rihanna krzycząca "brick" do rzucającego Duranta, to stanowczo za mało na Warriors. Pytanie czy Cavs, nawet w tych play-offach wygrywający głównie atakiem, są w ogóle w stanie wejść o jeden, a najlepiej dwa, poziomy wyżej w defensywie. To nie tylko sfera mentalna, bo przecież w Finałach nie powinna być problemem.  To nie jest  rok 2012, James nie ma u boku Shane'a Battiera, który zwykł był zajmować się najlepszymi atakującymi rywali.  

Warriors 113, Cavs 91.
W rywalizacji 1:0
Mecz nr 2 w niedzielę.  

 

23:52, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 czerwca 2017

Kontynuujemy typowanie w konkursie NBA play-offs. Zasady znacie. Jeśli nie, to odsyłam do pierwszego wpisu. Jest to trzecia i ostatnia odsłona konkursu. Grę kontynuują osoby, które zaczęły typować w II rundzie. Nowe osoby nie mają czerwonego światła, ale raczej ciężko im będzie nadrobić z punktami. Bardzo mi pomożecie, jeśli w typach na Finały NBA dopiszecie ile zdobyliście punktów za II rundę oraz Finały Konferencji. Ja oczywiście wszystko później zweryfikuję i potwierdzę.  


A zatem:
Golden State Warriors kontra Cleveland Cavaliers.

- Za poprawne wytypowanie zwycięzcy Finałów dostajesz dwa punkty. Za dokładne wytypowanie w ilu meczach skończy się ta rywalizacja, dostaniesz dodatkowy punkt. Maksymalnie możesz więc zgarnąć trzy punkty.

- Jeśli całkowicie się pomylisz - to znaczy jeśli Twój faworyt nie sięgnie po tytuł, wtedy tracisz trzy punkty z puli do tej pory zgromadzonych.


Jasne?

Mam nadzieję, że tak. Na typy czekam do rozpoczęcia pierwszego meczu serii czyli do 3.00 tej nocy.
Typujemy na moim FB w komentarzach pod tym wpisem. Dla tych, którzy FB nie mają i mieć nie będą, jest miejsce w komentarzach pod tym wpisem bezpośrednio na blogu (choć jednak preferuję FB). UWAGA - Komentarze "edytowane" na FB, z przyczyn oczywistych, nie będą brane pod uwagę.
Jeśli komentujesz tutaj na blogu, to podajesz swoje imię lub jak chcesz być nazywany, pa potem piszesz do mnie maila: "Tu (imię) biorę udział w konkursie. W komentarzu z typami podpisałem się jako "...")", żebym mógł Cię zapisać na listę biorących udział.

 

Przypominam o nagrodach. Nagrodzone zostaną trzy najlepsze osoby. Każda dostanie po książce od Wydawnictwa SQN, parze opasek kompresyjnych na łydki od Compressport oraz po nagrodzie niespodziance od Under Armour. Gromkie brawa dla Under Armour,Compressport oraz Wydawnictwa SQN! Możecie klikać w każdą z nazw.

Powodzenia! Walczymy!


 

19:05, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »

Rok minął. Pewne rzeczy się nie zmieniają, a niektóre tak. Kilka krajów ma nowych prezydentów, nowe rządy. Na mapie świata pojawiły się nowe miejsca dotknięte atakami terrorystów. Jesteśmy o rok starsi. Chciałbym też wierzyć, że o rok mądrzejsi. Jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia. Zrobiliśmy kolejny krok w odkrywaniu lepszych wersji samych siebie. Posadziłem wczoraj trzy krzaki białej porzeczki, bo bardzo lubię białe porzeczki. Liczę, że w smaku będą jak biała porzeczka u mojej babci, a nie jak jakieś tam arktyczne g..o. A Warriors i Cavs to jedyna stała tych niestałych, niepewnych czasów. Pierwszy raz w historii NBA, te same drużyny zetrą się trzeci rok z rzędu. Pewnie zaraz sprawdzisz u wujka Google'a, bo gdzieś tam z tyłu głowy brzęczy Ci "Celtics-Lakers". Uwierz mi, oszczędzę Ci czasu. Sprawdziłem, mówię prawdę. Wróciłem z ciekawości do tekstu, który zapowiadał tamte Finały. Zanim to zrobiłem, po plecach przeszedł mnie dreszcz, a po głowie przemknęła myśl - czy taki tekst w ogóle się wtedy pojawił? Znasz mnie. Z regularnością różnie u mnie bywa. A jednak się pojawił. Czytam go sobie i widzę, że śmiało mogę skorzystać z całych akapitów o tym, że ostatnio trochę milczałem, że bardzo mi mimo, że piszecie, oraz niemiło, że sam nie piszę. 

Dam sobie samemu Robaczywkę za tę małą aktywność ostatnio na blogu. Ale co to zmieni? Piszą ludzie i mówią, że mam w nazwie "mówi", a nie mówię. Punkt dla nich. Ludzie piszą maile i pytają co sądzę o tym i tamtym bo nie mogą się tego doczytać/doczekać na blogu. Zapisz to, Kisch! Zbudowałem blogowe imperium, to teraz mam...powolne klaskanie. Nie lubię do tekstu wklejać uśmieszków lub pisać "ha", żeby podkreślić, że żartuję. Chciałbym, żebyś to Ty wyłapał/wyłapała. Mam nadzieję, że nam się udaje. To miłe, że piszecie i liczycie się z moim zdaniem. W idealnym świecie siedziałbym i pisał. A może teraz tak tylko mi się wydaje i wcale aż tak idealnie by nie było? A może to ostatnie zdanie to tylko tak, żeby nie myśleć o tym za bardzo, bo faktycznie to byłoby to?

W ostatnich miesiącach, przy różnych okazjach, czytam komentarze i wiadomości, w których znajduję całe spektrum uczuć - od sympatycznych i prostych zapytań 'co tam słychać', do stwierdzeń, że ten blog się wyczerpał, że teraz to już tylko czasomierze i inne reklamy. Dziesięć lat (z kawałkiem) to szmat czasu. Założyłem blog, gdy byłem studentem bez żadnych obowiązków nie licząc, rzecz jasna, nauki i trenowania. Dziś krajobraz wygląda zgoła inaczej. I o ile nadal bardzo lubię prowadzić ten blog (nawet rzekłbym, że bardziej niż kiedyś bo teraz mam większą interakcję z ludźmi, co jest nieustannie bardzo ciekawym zjawiskiem), o tyle czas na tę działalność przez lata zaczął mi się kurczyć. A doba, mimo politycznych zawirowań, nadal ma tylko 24 godziny.

Obecny sezon, pod wieloma względami był dla mnie dość dziwny. Byłem w Toronto (raz, dwa oraz trzy). Byłem też (tradycyjnie?) w Londynie. Widziałem na żywo siedem meczów sezonu regularnego, co wcześniej mi się nie zdarzyło. Podczas szeroko rozumianego preseason zaliczyłem Włocławek w ramach chorej wyprawy, której chyba bym już nie powtórzył (teraz tak mówię, bo gdyby przyszło co do czego, to najpewniej ruszyłbym raz jeszcze bez wahania). Po nowym roku sprawy się jednak trochę skomplikowały. Nie narzekam, mówię jak kolega koledze/koleżance - praca od poniedziałku do piątku +trzy treningi + wyjazdy na mecze w weekendy. Ale wątpię, żebyś chciał/chciała tego słuchać. To jest coś, jak ktoś parę lat temu powiedział na temat Paula Pierce'a na jesieni jego kariery - "He can have a great game any night, but he can't give it to you every night."     


Dziś w nocy ruszają Finały NBA! I tego się trzymajmy! Weź między bajki to, co powyżej.

"Jeżeli uważasz, że play-offy są nudne, to ich nie oglądaj." - to powiedział Kevin Durant, ja tylko przytaczam i bardzo się zgadzam. 12:0 Warriors i 12:1 Cavs. Nie, to nie szkodzi lidze. Inni muszą się podciągnąć. NBA równa w górę, w przeciwieństwie do wielu miejsc, które dysproporcje próbują wyrównywać w dół. Sam/sama odpowiedz sobie co jest lepsze.  
Warriors są w stanie ograniczać LeBrona ale nie są w stanie go zatrzymać – bo nikt nie jest. Nie bez przyczyny MVP Finałów 2014 i 2015 zostawali zawodnicy, którzy bezpośrednio zajmowali się kryciem Jamesa. Trzy lata temu Kawhi Leonard a dwa lata temu Andre Iguodala. Pomyśl o tym. Od pięciu lat to LeBron rozdaje karty w Finałach NBA. Trzy razy je wygrał a dwa razy to jego stopowanie doczekało się najwyższego wyróżnienia. Jestem bardzo ciekawy jaką wersję LeBrona zobaczymy w tych Finałach. Na razie odłóżmy na bok dyskusję "Jordan czy James". Dla mnie cały czas Jordan, ale to temat na inną rozmowę. Rok temu, do serii z Warriors, LBJ zaliczył tylko jeden mecz 30+ punktów. Grał w trybie uśpionym aż do ostatniej prostej Finałów. W tym roku z kolei, na 13 meczów tylko dwa razy zszedł poniżej pułapu 30 punktów. Pytanie brzmi czy James ma w sobie ten dodatkowy bieg, ten dodatkowy poziom w grze, który w ostatnich latach odpalał w Finałach? To jest szalone pomyśleć, że to ma, bo do tej pory grał historyczne play-offy, ale jeśli ktoś może wynieść swoją grę o kolejny poziom, to chyba LBJ jest właśnie tym kimś. Ważną kwestią pozostaje to, czy by wygrać, Cavs potrzebują od Jamesa tego dodatkowego poziomu? W 2015 Love i Irving posypali się zdrowotnie. W 2016 Love był rozsypany mentalnie a Irving szukał swojej tożsamości. Teraz? Irving gra swój najlepszy basket w karierze a Love jest mentalnie zupełnie gdzie indziej, niż był rok temu. Pewny swojej wartości, swojego miejsca w drużynie. Nikt go nie sprzedaje, nikt już nie pomija go podczas robienia fotek na media społecznościowe. Love jest mistrzem NBA i już nic nikomu nie musi już udowadniać. Jeśli Cavs, z jakiegoś powodu, zdecydują się kiedyś go sprzedać, to sprzedadzą go razem z pierścieniem na palcu. Takie są fakty. Love z sezonu na sezon, wraz ze zmianami w diecie, jest coraz przystojniejszy, co bardzo lubi Bananowa Republika. W kontekście Finałów to ostatnie zdanie nie ma żadnego znaczenia.  Cavs mają ławkę. I to jest nowość, w porównaniu latami poprzednimi. Być może taki scenariusz nie przełoży się na rzeczywistość, ale czy aż taką abstrakcją będzie wyobrazić sobie któryś z meczów na poziomie 20+ punktów ze strony Derona Williamsa czy Kyle'a Korvera? Korver może być Twoim nowym Mike'iem Millerem. W obu butach.

Kevin Durant będzie dla Cavs match-upowym bólem głowy, bo Cavs nie mają na niego obrońcy. Oczywiście może to być sam LeBron, ale taka praca będzie kosztować go zbyt wiele sił, by mógł robić to przez całe mecze, przez całą serię. Tak samo jak w przypadku LeBrona, Duranta nie da się zatrzymać. Można jedynie uprzykrzać mu życie, ale znając życie, to raczej on będzie obrzydzał żywot każdemu, kto stanie naprzeciw niego.

Curry ma za sobą dwa średnie Finały. Oba jako MVP sezonu regularnego. Myślę, że teraz bez tej presji na plecach, zobaczymy dobry basket w jego wykonaniu. Jak dobry? To dobre pytanie. Póki co, gra na poziomie 28/5/5. Dlaczego nikt o tym nie mówi? Gra lepiej, niż rok temu, kiedy (prawie) wszyscy trąbili, że jest najlepszym koszykarzem tej planety. Opowiedzcie o tym znajomym. Nagłówki gazet kradną w dzisiejszych czasach krzykacze a nie ci, którzy na to zasługują. Szwajcarski scyzoryk Draymond Green przystępuje do Finałów z czystym kontem, jeśli chodzi o faule techniczne, bogatszy o doświadczenia sprzed roku. Czy ktoś pamięta, że Dray w ostatnim meczu tamtych Finałów zaliczył 32 punkty, 15 zbiórek, 9 asyst i 2 przechwyty? Spodziewam się dobrych rzeczy z jego strony. Jak analizuję jego wywiady z ostatnich kilkunastu miesięcy, to w głowie rysuje mi się obraz bardzo inteligentnego gościa, z jeszcze większymi ambicjami. Jeśli kolegom uda się utrzymać jego emocje na wodzy, to możemy być świadkami serii Greena na poziomie MVP na obu końcach parkietu. Nie twierdzę, że je dostanie, ale twierdzę, że może być dla Warriors kotwicą w obronie i zapłonem w ataku.  


Stawiam na Cavs choć wcale się nie zdziwię jak za kilkanaście dni Steph, Dray, K.D. lub Klay wezmą moją analizę i pięknym łukiem wrzucą ją do kosza na śmieci.
Coach Lue ma całą rotację zdrowych i utalentowanych zawodników do dyspozycji. Może zrobić na boisku takie szachy, że Garri Kasparow da kciuk w górę.
Kerr/Brown też mogą zrobić szachy i dlatego powinniśmy wiele obiecywać sobie po tej serii. Pamiętasz jak lata temu w NBA Live dwa tysiące coś tam, ustawiałeś obrońców na środku, żeby nabić im zbiórek, centrów na rozegraniu, żeby nabić im asyst? Ja pamiętam. I wiesz co? Dożyliśmy takich czasów, że to dzieję się naprawdę! Basket totalny z zacierającymi się pozycjami, z wymiennością obowiązków i funkcji. To się kiedyś przeje i znów po latach wrócimy do big-ballu, lub raczej tradycyjnego ballu, tak myślę. Ale teraz, póki co, cieszmy się tym. Cieszmy się tymi Finałami. Za dwa tygodnie będzie po sezonie a do października będzie bardzo długo.

Chciałbym zobaczyć przynajmniej sześć, a najlepiej siedem dobrych meczów. NBA w tym sezonie stała się ligą dwóch prędkości. Te dwie ekipy, które zostały na placu boju, są przedstawicielami tej najwyższej prędkości. Póki, co, obie ekipy rozstrzeliwują swoich rywali. Ofensywne ratingi Cavs wskazują, że takiego ataku nie miał nikt w play-offach od 40 lat. Atak Warriors też jest klasowy. Na przestrzeni kilku minut są w stanie robić swoje zabójcze runy. Nie sądzę jednak, żeby w Finałach przez całą serię obie ekipy chciały iść na wymianę. W końcu ktoś zacznie bronić. I ten ktoś zostanie mistrzem NBA.

"I don't have a dog in that fight," - jak to mówią Amerykanie. Nie kibicuję nikomu w tej serii. Chcę zobaczyć dobry basket. Niech wygra lepszy. Ale jeśli mam być szczery, to nadal uważam przejście Duranta do Warriors za coś nie do końca dobrego dla sportu. Zawsze podkreślam, że sport uczy, może być inspiracją. Nie każdy spełni marzenia o grze w NBA ale każdy może w tej lidze znaleźć okruch siebie, analogie do własnych historii. Może masz dom do pomalowania (porzeczki do posadzenia), egzamin do zaliczenia, przed sobą trudną rozmowę o czymś ważnym. Te mecze o 4 rano możesz wziąć jako inspirację, naukę, możesz zrobić z nich coś dobrego dla siebie. To więcej, niż koszykówka, to więcej, niż sport. Tyle wielopoziomowości, tyle historii do opowiedzenia. Przejście gracza z TOP3 ligi do drużyny, która wygrała 73 mecze, która była o kilka posiadań od tytułu, która pokonała jego byłą ekipę, było obraniem łatwiejszego kursu. Mimo, że każdy z potencjalnych tytułów Warriors będzie trzeba jeszcze wybiegać. Całe to gadanie, że przecież ludzie zmieniają miejsca pracy i idą tam, gdzie im lepiej w odniesieniu do sportu jest po prostu bzdurą. Zawodowy sport to nie jest zwykłe miejsce pracy. Czy u Was w biurze rozmawia się się o księgowych, informatykach, sprzedawcach - you name it - którzy pracowali przed Wami? Odwołujecie się do historii Waszych stanowisk, czy ludzie kupują krawaty, buty, koszule takie, jak Wy nosicie w pracy? Śmiem twierdzić, że nie. A skoro nie, to nie opowiadajcie mi, że Kevin zrobił zwykły biznesowy ruch.

Ale to tylko dygresja. Jeśli Durant zagra świetną serię, będę pierwszym, który Ci o tym doniesie.    

Cavs w sześciu... 

W nagrodę, że dojechaliście do końca tego tekstu, bonus w postaci zdjęcia ze mną w roli plantatora białych porzeczek.

18:53, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (5) »
wtorek, 30 maja 2017

1 czerwca, w Dzień Dziecka, otwieramy Finały NBA. Golden State Warriors trzeci rok z rzędu zetrą się z Cleveland Cavaliers. Nigdy wcześniej w historii ligi nie zdarzyło się, żeby przez trzy kolejne lata nie zmieniał się skład Finałów. Wspólnie z marką Tissot, przygotowaliśmy dla Was konkurs, który mam nadzieję doda emocji podczas śledzenia serii. Będziecie typować kto zostanie mistrzem NBA, ale żeby było ciekawiej, zadam Wam szereg dodatkowych pytań.

Wyglądać będzie to tak:

- Typujecie wynik rywalizacji między Warriors a Cavs. Standard. Za poprawne wytypowanie zwycięzcy dostajecie dwa punkty. Za dokładne wytypowanie w ilu meczach rozstrzygnie się Finał, dostaniecie dodatkowy punkt. Maksymalnie możecie więc zgarnąć tutaj trzy punkty.

- Ponadto mam dla Was zestaw pytań dodatkowych. Za każdą poprawną odpowiedź dostajecie jeden punkt.

- Pytania dodatkowe: Liderzy w poszczególnych kategoriach: Punkty, zbiórki, asysty, przechwyty, bloki, skuteczność z gry (min. 20 celnych rzutów), liczba celnych rzutów za trzy punkty, skuteczność z linii (min. 10 celnych rzutów). Do tego liderzy w minutach na parkiecie, faulach i stratach (najwięcej). Chodzi o liderów dla całej serii, nie poszczególnych drużyn. Chodzi tylko o nazwiska, nie liczby i procenty!

- Pięć bonusowych pytań. Odpowiadacie tylko "tak" lub "nie". Prawidłowa odpowiedź daje punkt.

1. Czy któryś z zawodników zaliczy triple-double?

2. Czy któraś z drużyn odrobi 20 punktów straty i wygra mecz?

3. Czy któryś z zawodników trafi 10 razy (lub więcej) za trzy punkty w jednym meczu?

4. Czy któryś z zawodników zostanie wyrzucony z boiska (2 faule techniczne/flagrant foul)?

5. Czy któryś z meczów przedłużony będzie o dogrywkę.

- Uwaga! Jeśli całkowicie pomylicie się w typowaniu - to znaczy, jeśli Wasz faworyt przegra walkę o tytuł, wtedy odpowiedzi na dodatkowe pytanie nie będą brane pod uwagę. Macie za nie zero punktów, nawet jeśli odpowiecie poprawnie na wszystkie.


Typujecie na moim Facebooku w komentarzach pod tym wpisem. Dla tych, którzy Facebooka nie mają i mieć nie będą, jest miejsce w komentarzach pod tym wpisem bezpośrednio na blogu. Uwaga - Komentarze "edytowane" na FB, z przyczyn oczywistych, nie będą brane pod uwagę. Jeśli się pomylicie, to skasujcie i napiszcie od nowa. 
Jeśli komentujecie tutaj na blogu, to podajecie swoje imię lub jak chcecie być nazywani, a potem piszecie do mnie maila: "Tu (imię) biorę udział w konkursie. W komentarzu z typami podpisałem się jako "...")", żebym mógł Was zapisać na listę biorących udział.

Typy przyjmuję do rozpoczęcie meczu numer jeden serii czyli do czwartkowej nocy do godziny 3.00 (faktycznie jest to już piątek).

Nagrody: Dla najlepszego typera marka Tissot ufundowała sportową torbę skórzaną, portfel skórzany oraz czapeczkę Tissot & NBA. Dla drugiej osoby w klasyfikacji przewidzieliśmy plecak, portfel skórzany i czapeczkę Tissot & NBA.


Powodzenia! Niech wygra najlepszy!

15:56, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (10) »
czwartek, 25 maja 2017

Bleacher Report wypuścił właśnie kolejną część "Game of Zones". W tym odcinku przenosimy się do Filadelfii, gdzie poznajemy kulisy pewnego procesu. Według mnie, jest to jeden z najlepszych odcinków, jakie powstały od 2014 czyli od samego początku istnienia tego projektu. Głębi pewnych odniesień i analogii nie da się chwycić "w lot". Żeby je zrozumieć trzeba śledzić NBA od przynajmniej kilku sezonów oraz trzymać rękę na pulsie wydarzeń z obozu 76ers. No dajmy na to choćby głupie podnoszenie kota. Ta scena, gdzie w bramie stoi zakapturzony, roniący łez Sam Hinkie a wcześniej przebitka na graczy spod jego skrzydeł z połamanym Simmonsem na czele, a raczej na dalszym planie, tłuszcza skandująca "trust the process" z odpowiednią muzyką w tle. Biję brawo! Jahlil Okafor b-r-o-n-i-ą-c-y bramy? To nie mogło się udać.

Milk of the Popovich?

Duncan juice?

Co, proszę?

Jeśli nie znasz tej produkcji, to TUTAJ masz wyjaśnienie. Seria zaczęła się w czasie play-offów 2014 roku.



21:16, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »