Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
MENU:
sobota, 15 grudnia 2018

Phoenix Suns i Washington Wizards dogadali się w sprawie wymiany, na mocy której Trevor Ariza przeniesie się do stolicy USA. W przeciwnym kierunku powędrują Austin Rivers i Kelly Oubre Jr.

Moja ocena tej wymiany: Ten transfer nie elektryzuje, ani nie zmienia krajobrazu w NBA. Po wrzucenia suchych faktów, postanowiłem zjeść tiramisu i wziąć prysznic, a dopiero potem napisać, co o tym sądzie. Nie to, żebym zawsze po jedzeniu tiramisu musiał brać prysznic. Tak się złożyło tym razem. 

Suns od dłuższego czasu szukali możliwości wymiany z udziałem Arizy. W zasadzie, to zaraz gdy podpisali z nim latem roczny kontrakt warty $15 mln, scenariusz, w którym Ariza odchodzi w trakcie rozgrywek do play-offowej drużyny, a w zamian przychodzi jakiś młodszy pakiet, był wielce prawdopodobny. Usługami 32-letniego skrzydłowego, zainteresowanych było kilka klubów na czele z m.in. Lakers i Rockets. W ostatnich 24 godzinach doszło do dość komicznej sytuacji. Wizards, Suns i Grizzlies mieli już dogadany deal, który ostatecznie upadł, bo gdy doszło do dopinania rozmów, okazało się, że Suns cały czas myśleli o Dillonie Brooksie, a Grizzlies z kolei, sądzili że wyślą do Arizony MarShona Brooksa. Tego szczegółu nie udało się przeskoczyć. 

Wizards dostają 33-letniego Arizę, z którym przypuszczą walkę o play-offy. Mówiłem już i pisałem wiele razy. Jeśli Wizz, którzy mają teraz siódmy budżet w NBA (!), chcą być ekipą lepszą, niż średnią, to muszą rozbić duet Wall-Beal. Ta formuła już się wyczerpała. Ten duet nie sięgnie razem po tytuł. Wall od przyszłego sezonu będzie zarabiał gigantyczne pieniądze. To w zasadzie betonuje im płynność finansową. Z Wallem, jako liderem, możesz marzyć jedynie o awansie do play-offs. Wall mógłby być świetną drugą opcją, za kimś lepszym niż Beal. Problem w tym, że sam Wall myśli, że jest lepszy, niż faktycznie jest.

Między innymi przez problemy z mocno zapchanym salary z drużyny pozbyto się Oubre'ego. 23-latek będzie po sezonie zastrzeżonym wolnym agentem. Wizz bali się, że ktoś da mu ofertę kontraktu, której nie będą mogli wyrównać. Ale tak czy inaczej Wizz będą z niczym po sezonie. Ariza stanie się wolnym agentem, Nie ma pewności czy będzie chciał zostać a poza tym pytanie brzmi, czy 34-letni weteran ma zmieniać oblicze Twojej drużyny i czy powinieneś chcieć go zatrzymywać.

Suns pozyskali nadal młodego Oubre. Ciekaw jestem jakie będą mieć wobec niego plany. To jest gracz z talentem i ciałem na pierwszą piątkę jakiejś drużyny NBA. Ciekawe czy tą drużyną będą właśnie Suns. Austin Rivers to klasyczny Misiewicz NBA. Gdyby nie jego tata, Doc Rivers, Austina dawno w lidze by już nie było. Suns szukali wzmocnień na pozycji rozgrywającego. Cóż, jeśli Austin Rivers jest Twoim wzmocnieniem, to znaczy, że do tej pory coś robiłeś źle. Jego schodzący kontrakt, to jedyny pozytyw. Nie zdziwię się, jak za rok nie będzie go już w NBA.

Ten deal nie naprawia patologii w Waszyngtonie. Czy uda im się wejść do ósemki, to sprawa wtórna. Jeśli ta organizacja ma być dobra, to któryś z duetu Wall-Beal musi odejść. Ja bym wymieniał Walla, ale z jego nowym kontraktem będzie to bardzo trudne. Dla mnie porażką tej organizacji jest to, że tak łatwo pozbyli się Oubre za człowieka, którego za parę miesięcy zapewne nie będzie już z nimi. No, ale jeśli na liście płac na przyszły sezon zapisane są już: $27 mln Otto Portera, $16 mln Iana Mahinmiego oraz $27 mln Beala i aż $38 mln Walla, to oszczędności trzeba było zacząć szukać już dziś.

21:24, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 grudnia 2018

Spencer Dinwiddie i Brooklyn Nets porozumieli się w sprawie trzyletniego kontraktu o wartości $34 mln. Trzeci rok umowy jest opcją zawodnika. 25-latek był uprawniony do podpisania czteroletniej umowy wartej $47 mln, ale ostatecznie strony uznały, że w interesie obu, będzie możliwość wcześniejszego wejścia na wolny rynek. Umowa wchodzi w życie z początkiem następnych rozgrywek. Dinwiddie zarobi $10.6 mln w pierwszym roku, $11.4 mln w drugim oraz, ewentualnie, $12.3 mln w trzecim. 

Dinwiddie był 38 wyborem draftu 2014 roku. Wybrali go Pistons, ale nie korzystali z niego zbyt często. W swoim pierwszym roku zagrał zaledwie w 34 meczach, a w drugim w 12. Swój czas na parkiecie dzielił między NBA i G-League. Pistons wysyłali go często do drużyny Grand Rapids Drive. W lutym 2016 wziął udział w transferze, który wysłał go do Orlando Magic, jednak nie znalazł sobie miejsca w składzie ekipy z Florydy.

Latem 2016, w barwach Chicago Bulls, występował w Summer League, potem zaproszono go na obóz treningowy i mecze przedsezonowe, ale ostatecznie nie znalazł uznania w oczach włodarzy Byków i nie zaproponowano mu kontraktu na rozgrywki 2016-17. Bulls próbowali go w G-League, w barwach Windy City Bulls, aż wreszcie rękę wyciągnęli do niego Brooklyn Nets. Drużyna w przebudowie potrzebowała młodych, perspektywicznych oraz "budżetowych" graczy. Dinwiddie szybko stał się graczem rotacji Nets.

Po zakończeniu poprzednich rozgrywek, był trzeci w głosowaniu na zawodnika, który poczynił największe postępy. Podczas Weekendu Gwiazd w Los Angeles, wygrał Skills Challenge.

W tym sezonie, Dinwiddie gra na poziomie 16.9 punktu, 2.5 zbiórki oraz 4.9 asysty. W środowym meczu przeciwko 76ers, zaliczył 39 punktów z ławki. Był to jego strzelecki rekord kariery, a Nets dość nieoczekiwanie pokonali na wyjeździe Szóstki. 

Kilka dni temu, gracz Nets, ruszył z projektem własnej linii butów. Marka nazywa się K8IROS, a pierwszy model K8IROS 8.1. Para ma kosztować ok. $150. Wygląda tak:


16:11, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 grudnia 2018

Popatrz Ty się! Życie samo napisało akapit do mojego tekstu "Dwa słowa o zwolnieniu Freda Hoiberga z Fredem Hoibergiem w tle." czyli o tym, jak to tam jest w NBA z coachingiem. I bardzo dobrze. Dalej nie wierzysz? Możesz, ale wiedz, że ja historii nie wypijam z filiżanki kakao. Jeśli piszę o rzeczach z kuchni NBA, to albo w tej kuchni byłem i sam widziałem, albo ktoś tam był i był na tyle miły, że mi opowiedział. Ale do rzeczy...

Jeśli fani Bulls myśleli, że zatrudnienie pana Jima Boylena, na stanowisku głównego trenera coś zmieni, to już wiedzą, że byli w błędzie. I kolejny raz - nie rozmawiamy o panu Boylenie. Nie interesuje nas jego know how. Bulls nie chcą wygrywać w tym sezonie i nawet Steve Kerr by tego nie zmienił. Byki pod Boylenem przegrały już trzy z czterech meczów. W tym jeden z Bostonem aż 133:77! 56-punktowa porażka, to nowy niechlubny rekord tej utytułowanej organizacji. Halo!? Ma ktoś jeszcze telefon do Freda Hoiberga? Po tym blamażu, Boylenowi włączył się Gregg Popovich, z którym nawiasem mówiąc, pracował przez dwa lata jako asystent. Albo lepiej! Włączył mu się Coach Carter - no wiesz, z tego filmu. 

Boylen wymyślił sobie, że za karę zaaplikuje swoim zawodnikom "ostry wycisk" po kompromitującej porażce z Bostonem. I tu, jako trener drużyny NBA, popełnił swój drugi wielki błąd. Pierwszy popełnił w meczu z Celtami, gdy przy dwóch różnych okazjach, zmienił całą pierwszą piątkę. W juniorach to przechodzi. Wysyłasz sygnał, że nie podoba Ci się podejście, zaangażowanie, mowa ciała. W NBA jest to odbierane jako upokorzenie. Coś takiego może ujść Popowi, ale nie facetowi bez CV, który objął stanowisko parę dni wcześniej. Milionerzy nie lubią, gdy przed kamerami ktoś musztruje ich, jak w szkole.

Ten drugi wielki błąd polega na tym, że po meczach granych w back-to-back, zawodnicy mają wolne dnia następnego. To jest taka niepisana zasada w NBA, która głównie wynika z czystej biologii. Kiedyś musisz dać nogom odpocząć.

Boylen, jako ten zły policjant, ta nowa miotła chciał wysłać wiadomość. Ale mu nie wyszło. Zawodnicy Bulls zaczęli knuć przeciwko niemu. W jednej wersji mieli w ogóle na treningu się nie pojawić, albo się pojawić i od razu wyjść. Na znak protestu za skompromitowanie w meczu z Bostonem oraz za nieplanowany trening. Ostatecznie ciężki trening zamienił się w spotkanie zawodników za zamkniętymi drzwiami, po którym nastąpiło spotkanie zawodników i "góry".

W tak zwanym międzyczasie gracze Bulls skontaktowali się ze związkiem zawodników NBA, by poskarżyć się w sprawie dodatkowego treningu (który ostatecznie się nie odbył), oraz treningów, które już się odbyły i były ciężkie. Podobno Boylen chciał zaprowadzić w Bulls wojskowy dryl. Jego dwuipółgodzinne treningi (to nie jest norma w NBA) bogate były w pompki i inne ćwiczenia, których zwykle w tej lidze nie robi się pod przymusem.

Widzisz, tak jest w tej lidze. Zacytuję sam siebie: "Bardzo się mylisz, jeśli myślisz, że prowadzenie drużyny NBA ma coś wspólnego z juniorskim dyscyplinowaniem. Zagrałeś źle, ławka. Grasz dobrze, dostajesz szanse. W NBA tak to nie nie działa. Podpadnij jako trener, jednemu czy drugiemu. Zaraz dostaniesz telefon z góry, która to góra dostała wcześniej telefon od wściekłego agenta rozżalonej gwiazdki. Tylko garstka trenerów NBA ma plecy na górze, tylko garstka może świadomie wejść w konflikt z graczem, bez obawy o stołem. Czołem Rondo, czołem Rick Carlisle."



23:57, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 grudnia 2018

Milwaukee Bucks, Cleveland Cavaliers i Washington Wizards porozumieli się w sprawie szczegółów trójstronnej wymiany, która wygląda tak:

- Bucks otrzymają George'a Hilla od Cavs oraz Jasona Smitha od Wizards.

- Cavs dostaną od Bucks Matthew Dellavedovę, Johna Hensona oraz wybór w I i II rundzie draftu 2021 roku. Pierwszorundowy pick jest chroniony w przypadku, gdyby Bucks stali się drużyną loteryjną. W związku z tym, że klub z Milwaukee zalega już z jednym wyborem dla Suns, Cavs być może będą musieli poczekać na odbiór swojego 2-3 lata.

- Wizards pozyskują w tej wymianie Sama Dekkera od Cavs oraz wymieniają się z nimi wyborami w II rundzie draftu. Cavs wyślą do Waszyngtonu pick w 2021 roku. W zamian otrzymają wybór tej samej wartości z naboru 2022 roku. 

Moja ocena wymiany: Jak dla mnie, Wizards zostali dołączeni do tej transakcji "na trzeciego" i w zasadzie niewiele to zmieniło w ich potencjale czy finansach. 32-letni zadaniowiec Smith, został zastąpiony 24-letnim ligowym średniakiem, który w tym sezonie zmaga się z problemami zdrowotnymi. Dekker zagrał tylko w dziewięciu meczach, w których notował średnio 6.3 punktu, 3.7 zbiórki 1 asystę oraz 1.2 przechwytu. Smith gra w tym sezonie na poziomie 3.7 punktu, 3.1 zbiórki oraz 1 asysty. Kontrakty (Smith $5.4 mln, Dekker $2.7 mln) obu gracz wygasają latem.

Bucks przede wszystkim zaoszczędzili pieniądze. Dellavedova zarobi w kolejnych rozgrywkach $9.6 mln a Henson $9.7 mln. Jeśli dodać do tego, że tylko $1 mln z $18 mln zapisanych w kontrakcie Hila, są sumą gwarantowaną, to oznacza, że Bucks Będą mieli pewną płynność finansową, przy okazji negocjowania nowych umów z Khrisem Middletonem i Ericem Bledsoe. Obaj będą wolnymi agentami latem. Oczywiście, o ile żaden z nich nie weźmie udziału w jakiejś wymianie jeszcze w tych rozgrywkach. Sportowo George Hill może się przydać jako rozgrywający weteran z ławki, ale siła Bucks, kształt rotacji, w żadnym zakresie nie będą zależeć od tego 32-latka. On też nie może wyjść w tym sezonie z różnych drobnych urazów. Póki co, zagrał w zaledwie 13 meczach. Jego średnie to 10.8 punktu, 2.8 asysty, 2.1 zbiórki. W latach 2008-2011 coach Mike Budenholzer i Hill pracowali razem w San Antonio Spurs. Budenholzer był jednym z asystentów Gregga Popovicha, podczas gdy Hill zaczynał swoją karierę w NBA. 

Cavs z kolei kontynuują strategię handlowania weteranami i pozyskiwania wyborów w draftach w zamian. W przeciągu zaledwie 10 dni, udało im się zgromadzić aż cztery wybory, w tym jedn w pierwszej rundzie. Henson i Dellavedova będą dość kosztowni w następnym sezonie, ale ich schodzące kontrakty, będą jak najbardziej do ruszenia. Henson jest po operacji lewego nadgarstka. Nie będzie zdolny do gry jeszcze przez kilka miesięcy. Delly zagrał tylko w 12 meczach tego sezonu. On też nie ma szczęścia do zdrowia. Żaden z nich nie przeszkodzi Cavs w tankowaniu w tych rozgrywkach.

Jest to dobry deal dla Cavs i Bucks. Cavs gromadzą dobra, które pomogą im w przebudowie i/lub przydadzą się przy okazji kolejnych ruchów. Bucks oszczędzają pieniądze w przyszłym sezonie, nie osłabiają rotacji na te rozgrywki a przy okazji dostają weterana, który gdy jest zdrowy, może dać im dobre minuty z ławki. Wizards, jak pisałem, pojawili się w tej wymianie "grzecznościowo". Takie inicjatywy też są ważne w NBA. Być może już niedługo, ktoś zrobi z nimi cenniejszy kadrowo i finansowo deal. Pomożesz mi dziś, ja Ci pomogę jutro. 


10:08, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
środa, 05 grudnia 2018

Przeczytaj to sobie, bo pragnę sprowadzić światło na obszary Twojej wiedzy o zawodowej koszykówce, które na ten moment pokrywa ciemność. Głęboka ciemność. Egipska ciemność. Będziesz mieć spokojniej. A następnym razem, jak w rozmowie o NBA, ktoś Ci powie, ze coach X z klubu Y, musi odejść, Ty wtedy przekażesz tę światłość, a przy okazji błyśniesz. Dobrze?

Nie mam nic wspólnego z Fredem Hoibergiem. Nie znam go osobiście. Nie zapłacił mi za to, żebym go bronił. A szkoda! Choć w gruncie rzeczy, ja go nie bronie. Bo dlaczego niby? Rozmawiamy tu jedynie o pewnym zjawisku, którego będziesz mógł/będziesz mogła, używać sobie potem jako prawidła w podobnych sytuacjach, które na pewno się zdarzą. 

Nie wiem czy Fred Hoiberg jest dobrym trenerem. Nie wiem też czy jest złym trenerem. Ale to nie jest tu najistotniejsze. Ty tez tego nie wiesz, choć na podstawie błędnego wyciągania wniosków, albo raczej braku odpowiedniej znajomości ligowych realiów, wydaje Ci się, że wiesz. Nie wiesz. Uwierz. I o tym głównie jest ten tekst.

W NBA jest dosłownie garstka trenerów, którzy mają swobodę działania, jeśli chodzi o rotacje i dystrybucję minut gry zawodników. Ta wąska garstka zawęża się jeszcze bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę trenerów, którzy mają jakiś głos przy okazji ruchów kadrowych. Zawodowa koszykówka to jest biznes. W wydaniu NBA, ten biznes jest zjawiskiem jeszcze wyższego poziomu. Zanim pogadamy o Fredzie Hoibergu, chciałbym zabrać Cię w pewną podróż.

Daj rękę. Pokażę Ci w czym rzecz...

Każdego roku, o zdobyciu tytułu w NBA, mówi jakieś 6-8 ekip, choć realnie marzyć o pierścieniu może maksymalnie 4-5 drużyn. Dalej jest grupa w miarę pewna play-offów, której ambicją jest zamieszać. Jak się uda zamieszać, czyli dajmy na to, zagrać game 7 w II rundzie lub dalej, to fajnie, jak nie, to też dobrze. Na końcu jest grupa drużyn, których ambicją jest samo wejście do play-offs. Mniej więcej połowa drużyn NBA chce wyłącznie zarobić, przetrwać, istnieć w lidze. Wygrywać? Przy okazji. Jakby się dało. Już na starcie rozgrywek wiedzą, że nie grają o nic. W aspekcie czysto sportowym rzecz jasna, bo przecież każda organizacja NBA, jest źródełkiem, z którego biją dolary. Z jednego miejsca bije ich więcej, z innego mniej. Liga NBA, to taki trochę kołchoz. System salary cap daje iluzję sprawiedliwych szans dla każdej z 30 drużyn. Iluzję, bo jak jest w rzeczywistości, wszyscy wiemy. W takim Los Angeles zawsze będzie fajniej, niż w takim Milwaukee. Od roku 1999 roku, 16 z 20 mistrzowskich tytułów trafiło do zaledwie czterech miast. Cztery inne miasta rozdzieliły między siebie cztery pozostałe pierścienie. Trochę daje to do myślenie, prawda? Choć gdyby nie salary cap, NBA którą znamy i lubimy, nie miałaby racji bytu. Liga stałaby się ligą (przynajmniej) dwóch prędkości. Bogaci byliby jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi. Największy talent skupiłby się w obrębie 8-10 najbogatszych, największych i najfajniejszych miast USA (+ może Toronto), reszta musiałaby zamykać biznes.

Nadążasz?

Dla Kilkunastu ekip spod parasola NBA, rokrocznie, wygrywanie nie jest nadrzędną sprawą. Oczywiście, w teorii, nikt w takim stanie nie chce trwać wiecznie. Dlatego mamy w NBA drafty, transfery, schodzące kontrakty, finansowe podłogi do zapełnienia, różne kontraktowe wyjątki i obostrzenia oraz wiele innych ciekawych figur, którymi kluby posługują się, by istnieć, jak w grze "Monopoly". Spójrz, Bulls w tym sezonie zapłacą swoim zawodnikom ponad $105 mln z tytułu kontraktów. Bulls mają teraz bilans 5:20 i nie grają o nic. Nie licząc dobrej pozycji przed draftem. Zdejmij podłogę w salary, ściągnij 12 gości z Euroligi, albo chłopaków, którym czegoś zabrakło w drafcie, podpisz każdego za maksymalnie $5-7 mln od głowy i zrób z nimi podobny bilans, ale zostaw sobie w kasie 40 baniek. To takie proste. Przyznaj, że nie przyszło Ci to wcześniej do głowy.  

Istnienie, żywotność, aktywność drużyn w NBA jest cykliczna. Są cykle przegrywania/przebudowy i cykle wygrywania/prosperity. W zależności od kompetencji zarządu i właścicieli, talentu graczy, szczęścia i paru innych czynników w obrębie danej organizacji, cykle wygrywania bywają częste i długie - czołem Spurs! Bywa też tak, że cykl przegrywania tak się zapętli, że ciężko z niego wyjść. I tu do gry wchodzi draft i cała gama narzędzi do gry, które wymieniłem wcześniej. Bulls od dwóch lat wiedzą, że nie będą wygrywać. Stąd na przykład duże kontrakty dla ludzi, którzy sprzedadzą im bilety i koszulki, co w rezultacie nie tylko zwróci pieniądze za te umowy, ale też pozwoli na nich zarobić. Podobne zjawisko tyczy się wielu innych drużyn. To jest taki trochę przemiał pieniędzy. W cyklu przegrywania, ale zarabiania, można trwać w najlepsze. Pozdrawia James Dolan. Można też mieć nosa do draftów, ściągać sobie młodych, utalentowanych graczy, i hodować ich przez 3-4 lata na mocy relatywnie niskich, debiutanckich kontraktów. Potem, przy (najczęściej) nieudanej próbie zatrzymania ich na lata, na mocy "dorosłego" kontraktu, zacząć cykl od nowa.

Jest też gra agentów. Ta gra nie tyczy się największych gwiazd, bo ich kontrakty negocjuje się łatwo, szybko i przyjemnie. Jak masz w swojej stajni LeBrona, Hardena czy Westbrooka, to idziesz tylko sprawdzić czy w odpowiedniej rubryce złożył podpis. Ta (ciemna) gra agentów tyczy się zawodników średnich i słabych. Bo to oni stanowią przecież większość we wszystkich zawodowych ligach. Jak to działa? Patrz. Agent wysyła CV/ofertę swojego zawodnika do pewnego klubu. Zawodnik jest średni, ale jak dasz mu szansę (minuty), to zagra Ci sezon z miłymi dla oka statystykami. Nie masz sportowego interesu w tym, żeby mu płacić i nim grać? A jeśli w stajni tegoż agenta jest też as w talii, który za rok od teraz będzie wolnym agentem? No wiesz, my mu powiemy, że ładnie potraktowaliście naszego człowieka, daliście mu pograć i zarobić. Macie obiecaną rozmowę podczas wolnej agentury. Co Wam zależy? Przecież nie gracie o wygrane. A jak przy okazji coś tam wygracie, to Wasza podwójna wygrana. Procent od kontraktu wędruje do agencji. A takich płotek jest w tym jeziorze całe multum. Nie dawało Ci spać rok temu czemu Kentavious Caldwell-Pope grał ponad przebojowym Joshem Hartem? Przeszło Ci przez myśl, że Luke Walton nie widzi rzeczy, które Ty widzisz? A wiesz, że KCP jest graczem ze stajni LeBrona? Tak to działa. O grach agentów się nie mówi, kibice z kanapy nie do końca zdają sobie sprawę z istnienia tych gier. Jest Las Vegas i jest też Las Vegas. Ale Ty już wiesz.

Ludzie, czarno na białym, mają zapisane w umowach ile minimalnie mają grać. Nie za karę, nie jako straszak, nie jako blokada przed większą sumą pieniędzy. Tylko dlatego, że tak chcą. Oni i ich agenci. Bo grają o kolejne kontrakty, większe, gdzie indziej. Rozumiesz? I jeśli myślisz, że jakiś trener, trenerzyna ma tu coś do powiedzenia, to jesteś w dużym błędzie. Czasem myślisz sobie, czemu k...a on nie sprawdzi tego ustawienia? Przecież to jest logiczne! Czemu nie da szansy temu graczowi? Przecież per 36 minut on robi cuda. Czemu nie zrobi tego, czy tamtego? Trenerzy w NBA to nie są zbieracze leśnego runa. Zdaje mi się, że wiedzą o koszykówce trochę więcej, niż Ty. Bo Ty jesteś przy komputerze a oni w NBA. Prawda? Ale trenerzy w NBA, w większości, są tylko figurantami. Zawodnicy NBA, nie tylko z elity, przynoszą co wieczór do szatni, saszety z przyborami do kąpieli, modne ubrania oraz własne, często przerośnięte ego i nie zawsze zdrowe ambicje. Bardzo się mylisz, jeśli myślisz, że prowadzenie drużyny NBA ma coś wspólnego z juniorskim dyscyplinowaniem. Zagrałeś źle, ławka. Grasz dobrze, dostajesz szanse. W NBA tak to nie nie działa. Podpadnij jako trener, jednemu czy drugiemu. Zaraz dostaniesz telefon z góry, która to góra dostała wcześniej telefon od wściekłego agenta rozżalonej gwiazdki. Tylko garstka trenerów NBA ma plecy na górze, tylko garstka może świadomie wejść w konflikt z graczem, bez obawy o stołek. Czołem Rondo, czołem Rick Carlisle.

Tak to wygląda od tej drugiej strony, której nie pokazują kamery, o której nie za często mówi internet. Pomyśl o tym, daj sobie moment. Ja tymczasem wrócę do Hoiberga. Bogatszy/bogatsza o nową wiedzę, teraz spojrzysz na niego trochę inaczej. Obiecuję.

Fred Hoiber przez trzy z kawałkiem sezony pracy w Bulls, nigdy nie dostał uczciwej szansy na prowadzenie drużyny w stylu, jaki mu się marzył. A skoro pracę dostał, to znaczy, że tenże styl, został zaakceptowany przez duet Gar Forman i John Paxson. Hoiberg chciał dużo biegać, rzucać za trzy punkty. Po poprzedniku odziedziczył skład biegający i rzucający mało, z sześcioma zawodnikami w wieku 30+. Wygrał 42 mecze i o włos minął się z postseason. W kolejnym roku, dalej chciał biegać i rzucać. Dostał 34-letniego Wade'a, który z biegania dawno wyrósł i Rondo, który nie umie w to rzucanie. Ze składem, który talentem nie ociekał, który na wielu płaszczyznach był dysfunkcyjny, zrobił 41:41, wszedł do play-offs i jako ósemka, wygrał dwa pierwsze mecze z wielkimi Celtics. I kto wie, co by się działo dalej, gdyby nie kontuzja play-offowej wersji Rajona Rondo. Resztę znasz. Tankowanie rok temu. Tankowanie i teraz. To nie Hoiberg sprowadzał do Chicago zawodników. To nie on podjął decyzję o tankowaniu. To nie Hoiberg dawał kontrakty zawodnikom i sprowadzał latem wolnych agentów. Napisałem, że nie wiem czy Hoiberg jest dobrym trenerem, ale faktem jest, że jego warsztat pracy z Iowa State był wysoko oceniany przez innych amerykańskich trenerów. Z potwierdzonego źródła wiem, że trenerzy NCAA ale także NBA, mają w swoich play bookach zagrywki nazwane Hoiberg, które były podpatrzone gdy pracował w NCAA. Kopiowanie zagrywek jest zjawiskiem dość powszechnym, ale nie kopiuje się byle czego, od byle kogo. 

I widzisz, kolejny raz, na przestrzeni lat, przychodzi mi bronić jakiegoś trenera. Ostatnio Mike'a Taylora na EuroBaskecie, wcześniej Mike'a D'Antoni'ego, jak go zwalniali Lakers a internet śmiał się z jego wąsów. Jeszcze raz - Nie bronię konkretnego nazwiska, w konkretnym klubie, tylko zjawiska. Kibice mają tendencje oceniać trenerów po wynikach, ale pamiętać musimy, że to, jak gra dany zespół, jak wygląda, jak jest zbudowany, to wypadkowa wielu różnych czynników, w których czysty coaching bywa często najmniej ważną składową. Chciałem Ci o tym opowiedzieć...


23:58, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 03 grudnia 2018

Chicago Bulls zwolnili Freda Hoiberga ze stanowiska głównego trenera. Jego obowiązki przejmie Jim Boylen. 46-letni Hoiberg został zatrudniony przez Bulls w czerwcu 2015 roku. W czasie trzech pełnych sezonów w Wietrznym Mieście, osiągnął bilans 110:136. Raz udało mu się awansować do play-offów. W tych rozgrywkach, młody skład Byków wygrał tylko 5 z 24 rozegranych spotkań.

Temat zwolnienia Hoiberga poruszyliśmy w 48 odcinku Podcastu Specjalnego Live!

1:56 - start 6:25 - "newsiki" (Noah, Oladipo, FRED HOIBERG) 29:45- Kącik językowy Karola! 34:46 - Kącik trenerski Michała! 44:08 - "Ćwiartk na Dwóch" czyli 25% sezonu NBA 1:23:25 - Kwalifikacje do MŚ w Chinach! 1:34:42 - pytania. 


17:45, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 listopada 2018

Cleveland Cavaliers i Utah Jazz dogadali się w sprawie wymiany, na mocy której Kyle Korver przeniesie się do Salt Lake City. W przeciwnym kierunku powędrują Alec Burks oraz dwa wybory w drugich rundach draftów 2020 oraz 2021 roku. Ten drugi wybór pochodzi od Wizards.

27-letni Burks gra w tym sezonie na poziomie 8.4 punktu, 1.6 zbiórki, 1.2 asysty. Jego kontrakt ($11.5 mln) wygasa z końcem rozgrywek.

37-letni Korver zdobywa średnio 6.8 punktu, 1.8 zbiórki, 1.1 asysty. Trafia 46% swoich rzutów zza łuku. W latach 2007-2010 Korver bronił już barw Jazz. Jego kontrakt kończy się w 2020 roku. Za te i kolejne rozgrywki zarobi po $7.5 mln.

Mój komentarz: Myślę, że Cavs mogą czuć się wygranymi tej wymiany. Corver ma już za sobą swój najlepszy basket w karierze. Jego pojawienie się w Jazz na pewno nie zaszkodzi drużynie, ale jesli ktoś ma odwrócić obraz tego sezonu (bilans 10:12, trzynaste miejsce na Zachodzie) to z pewnością nie będzie to 37-letni weteran. Jazz potrzebują strzelb, i właśnie jedną pozyskali, ale moim zdaniem zbyt wysokim kosztem.  No i nie jest to raczej ten kaliber, którego tak bardzo szukali. Kontrakt Burksa schodzi po tym sezonie. $7.5 mln Korvera będzie zalegać jeszcze w następnych rozgrywkach. 

Cavs otrzymali dwa wybory w II rundzie draftu. To jest kapitał o dużej wartości. Czy to na własne potrzeby, czy na poczet kolejnych wymian. Gracze wybierani w drugich rundach niosą ze sobą dość małe ryzyko dla klubów. Ich kontaktów nie trzeba gwarantować, mogą być stosunkowo niskie. A przecież i w drugich rundach natrafić można na duży talent.

Schodzącym kontraktem Burksa będzie można dalej handlować. Przez zamknięciem transferowego okna, może stać się smakowitym kąskiem dla klubów szukacych oszczędności, lub dla klubów, które przed play-offami chcą wzmocnić lawkę. Może to dać Cavs koleje picki, których  w przyszłości będzie można użyć na wiele sposobów. 

09:30, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2018

Kawhi Leonard i marka New Balance dogadali się w sprawie umowy butowej. Finansowe szczegóły kontraktu nie zostały podane do publicznej wiadomości. Leonard zaczął swoją karierę w NBA w butach Nike, ale dość szybko przesiadł się do Jordan Brand. Strony dogadały się w sprawie kontraktu. Mimo, że Kawhi nie miał swojego własnego modelu, to logo jego charakterystycznej, wielkiej dłoni, czy numeru #2 z jakim grał w Spurs, przewijały się na butach, które nosił. W marcu tego roku, Kawhi odrzucił ofertę czteroletniego kontraktu wartego $22 mln. Z tytułu wcześniejszej umowy, na jego konto trafiało ok. $500 tys. każdego roku. Negocjacje utkwiły w ślepej uliczce. Przedstawicie marki Jordan postanowili do rozmów nie wracać. Oznaczało to, że z dniem 1 października tego roku, Leonard stał się butowym, wolnym agentem. Mimo to, cały czas kontynuował grę w jordanach, w modelu Air Jordan 32 Low. Mówi się, że wartość umowy na linii Leonard-New Balance, to nieco więcej, niż proponowała marka Jordan. Firma Michaela Jordana ma teraz 10 dni na wyrównanie oferty złożonej przez New Balance, ale jej przedstawiciele już wcześniej zapowiadali, że nie zamierzają ponownie kontaktować się Leonardem.

Jeśli liczby się potwierdzą, Kawhi znajdzie się w top15 najlepiej zarabiających koszykarzy NBA, jeśli chodzi o umowy butowe. Póki co, nie wiadomo czy Leonard dostanie swój własny model buta, czy będzie promował któryś z regularnych modeli.

Marka New Balance bardzo chce wrócić do zawodowej koszykówki. Tego lata, kuszeni kontraktami od NB, byli m.in. Joel Embiid, Kelly Oubre Jr. i Gordon Hayward. Ostatecznie, każdy z nich związał się z konkurencją. Embiid wybrał Under Armour, Oubre Converse a Hayward z chińską marką Anta.

New Balance, to firma z siedzibą w Bostonie. Jej buty m.in. biegowe i lifestyle'owe są znane i wysoce cenione na całym świecie, ale ich obecność w koszykówce w ostatnich latach, praktycznie nie istniała. Matt Bonner w czasach gry w San Antonio Spurs nosił buty NB. W latach 80' minionego wieku, twarzą marki był James Worthy.  




21:51, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 listopada 2018

Markelle Fultz, pierwszy wybór draftu 2017 roku, został wyłączony z gry na czas nieokreślony. 20-latek ma się spotkać w przyszłym tygodniu ze specjalistą od kontuzji w obrębie barku. Ze względu na uraz prawego barku, Fultz zagrał zaledwie w 14 meczach swojego debiutanckiego sezonu.

Przypomnę chronologię wydarzeń, jeśli chodzi o problematyczny, prawy bark młodego gracza Filadelfii.

Mnie więcej rok temu, o sytuacji w obozie Sixers pisałem: "Ile razy słyszeliście o sytuacji, w której dobry strzelec zmienia technikę rzutu, żeby... no właśnie - żeby co? Przystępowaliśmy do tego sezonu z narracją, że Fultz, z jakiegoś powodu, zdecydował się zmienić sposób rzucania piłki do kosza. OK. Lepsze nie jest wrogiem dobrego. Z czasem, z Filadelfii zaczęły napływać do nas coraz to nowe szczegóły sprawy. Fultz zmienił rzut, żeby był jeszcze skuteczniejszy - brzmiało jedno z pierwszych oświadczeń klubu. Fultz zmienił rzut, żeby odciążyć obolały bark - to była wersja zawodnika i jego agenta. Fultz ma obolały bark, bo zmienił sposób rzucania - to kolejna wersja klubu. Moja ulubiona. Z kontuzjowanego miejsca odciągnięto zbierający się tam płyn - wersja zawodnika i jego agenta. Agent dodał, że ból był tak duży, że jego klient nie był w stanie podnieść w górę prawej, rzucającej ręki.  Do kontuzjowanego miejsca wstrzyknięto dawkę kortyzonu - wersja klubu. Podczas summer league, rzut Fultza wyglądał normalnie i był skuteczny. Kombinacje zaczęły się we wrześniu. Doprawdy kuriozalna sytuacja. Domyślam się, że zadziałał tu następujący mechanizm - wokół 76ers zrobiło się głośno latem. Zdrowi Simmons i Embiid, doświadczony Redick, jedynka draftu Fultz. Słowo play-offy zaczęło być odmieniane przez wszystkie przypadki. Klub poszedł z tą falą i zamiast zatroszczyć się o zdrowie swojej młodej gwiazdy, uległ presji."

Nadal tak mi to wygląda. Presja. Ze wszystkich stron. Presja klubu na zawodnika, presja klubu na własny sztab medyczny. Zawodnika na samego siebie. Kibiców oczekujących sukcesów, po latach tankowania. Oraz dodatkowa presja spowodowana świetną grą Jaysona Tatuma, którego 76ers mogli mieć, za którego, w teorii wymienili się z Bostonem.

Przypomnę kształt tamtej wymiany: Tuż przed draftem 2017 roku, Sixers wysłali do Bostonu trzeci wybór, w zamian za pierwszy. Sixers wybrali Fultza, Celtics Tatuma. Dodatkowo, Filadelfia zgodziła się wysłać Bostonowi wybór w drafcie 2019. Będzie to ich własny wybór lub wybór Sacramento Kings. Lepszy, czyli wyższy, trafi do Bostonu. Gdyby Kings wylosowali jedynkę, będą mieli prawo ją zatrzymać. Wtedy 76ers będą musieli oddać swój pick.

Bark Fultza nigdy nie został całkowicie zaleczony. Wszystkie doniesienia, którymi byliśmy karmieni przez poprzedni sezon, były zwykłymi kłamstwami. Jak się później okazało, jednymi z wielu kłamstw, które wyszły spod klawiatury i z ust Bryan Colangelo, który zdawał sobie sprawę z tego, że bardzo przegrał deal z Danny'm Ainge'em i na wszelkich możliwych platformach, starał się ratować swój wizerunek.

Sixers nie zmądrzeli w tych rozgrywkach. Podjęto decyzję, że Fultz będzie zaczynał mecze w pierwszej piątce, ponad J.J. Redickiem, co na papierze nie miało za dużo sensu. Potrzebujący spacingu Embiid i Simmons, zamiast zapewniającego im to Redicka, dostawali zupełnie niegroźnego z dystansu Fultza. Jakby tego było mało, wymyślono, ze drugie połowy, będzie zaczynał Redick ponad Fultzem. 

Z rzutem Fultza nadal było źle. Ewidentnie źle! I owszem, to musiało siedzieć gdzieś w jego głowie, za każdym razem, gdy decydował się na rzut, ale cały czas był, jest to uraz w obrębie jego barku, nie głowy. Jeśli masz dołek formy, tracisz pewność siebie, to przestajesz trafiać, ale Twój rzut nie przestaje wyglądać normalnie. Rzut Fultza, jeśli chodzi o technikę, całkowicie się rozsypał. 

Tak było w trakcie tego sezonu

A tak zaczęła wyglądać technika jego rzutu po wprowadzeniu kolejnych "usprawnień."


Timing decyzji, żeby udać się do specjalisty właśnie teraz, mógł nie być przypadkowy. Stoi za nią agent Fultza, Raymond Brothers. To on wypowiadał się w mediach w tej sprawie, w imieniu swojego klienta. Po przyjściu Jimmy'ego Butlera zmieniła się rotacja. Jimmy lubi grać z piłką. We wczorajszym starciu z Suns, Fultz zagrał tylko siedem minut. Najmniej w tym sezonie. 20-letni Fultz zbiera krytykę ze wszystkich stron, a prawda jest zapewne taka, że jego kontuzja nigdy nie została poprawnie zaleczona. Reakcja agenta i decyzja o wyłączeniu 20-latka z gry nie powinna więc dziwić. Z tym barkiem trzeba zrobić porządek. 

Kilka dni temu, rozmawialiśmy o tym w Podcaście Specjalnym. Chyba znów mieliśmy rację...


20:32, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 listopada 2018

Rajon Rondo doznał złamania trzeciej kości śródręcza prawej dłoni. Sztab medyczny Lakers i sam zawodnik uznali, że najlepszą metodą leczenia będzie operacja. Odbędzie się ona w ciągu najbliższych 24 godzin. Przerwa w grze ma wynieść od trzech do pięciu tygodni. Do kontuzji doszło we wczorajszym meczu z Blazers. Lakers wygrali to spotkanie 126:117. Była to ich czwarta wygrana z rzędu.  

Średnie Rondo w barwach Lakers sięgają 8.5 punktu, 4.5 zbiórki, 6.5 asysty oraz 1.2 przechwytu. Jego przyjściu do Los Angeles towarzyszyło wiele znaków zapytania. Czy zgodzi się grać z ławki? Czy możliwa będzie jego wspólna gra z Lonzo Ballem, rozgrywającym w kilku aspektach gry, podobnym do Rondo? Czy możliwa będzie jego wspólna gra z LeBronem, który także lubi mieć piłkę w swoich dłoniach. Okazało się, że obawy były przedwczesne. Rondo, bez problemu przyjął rolę zmiennika. Wszyscy w organizacji komplementują go za to, w jaki sposób pod swoje skrzydła wziął Balla, Ingrama i Kuzmę. W drużynie jest postrzegany jako boiskowe przedłużenie myśli szkoleniowej coacha Luke'a Waltona, niemal jako drugi trener na parkiecie.  


21:09, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 356