Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
MENU:
czwartek, 27 kwietnia 2017

Bleacher Report wypuścił właśnie kolejną część "Game of Zones". W tym odcinku cofamy się do jesieni ubiegłego roku i poznajemy okoliczności pojawienia się Dwyane'a Wade'a w Bulls oraz coacha Mike'a D'Antoni'ego w Houston. Mój ulubiony fragment to ten, gdzie Harden wyjaśnia swojemu nowemu trenerowi czym jest obrona.

Jeśli nie znasz serii, to TUTAJ masz wyjaśnienie. Seria zaczęła się w czasie play-offów 2014 roku.

21:35, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 kwietnia 2017

Bierzemy na warsztat pierwszy tydzień play-offów. W zasadzie tydzień i dwa dni. Dziś same Śliwki. Jutro Robaczywki. Dzięki za podsyłanie własnych przemyśleń. To wiele dla mnie znaczy. Przypominam o kanałach dostępu do mnie (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage'u).


Zapraszam.

Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Śliwki:

- Memphis Grizzlies. Zaimponowali mi w meczach 3 i 4. Szczególnie w 4, bo nie pękli w dogrywce i przetrwali napór Leonarda. Świetne przemówienie coacha Davida Fizdale'a po drugim meczu serii. Po prostu świetne. Zresztą doczekało się paru fajnych przeróbek, a sam klub wypuścił okolicznościowe koszulki "Take That for Data." I nie chodzi o to czy miał rację, czy nie. Niedźwiadkom też trochę brakowało energii w pierwszych dwóch meczach. Takie przemówienia motywują, zawodnicy stają za swoim coachem, wyciągają z siebie 100% plus VAT. Fizdale dostał od ligi $30 tys. kary. Zawodnicy postanowili się złożyć i zapłacić. Zanim to się stało, jakaś firma z Memphis zadeklarowała, że pokryje karę. Jedno jest pewne - Fizdale już nigdy nie zapłaci za piwo w Memphis. Ta drużyna jest wiecznie niedoceniania, jej gwiazdy nie świecą na miarę swojej gry. Zapewne to wypadkowa ich nieskandalizujących osobowości oraz faktu, że Memphis jest raczej prowincjonalnym rynkiem. They not gonna rook us! Take that for data! Założę się, że kiedyś te słowa wykorzysta w swoich wersach jakiś raper. Dajcie mi wtedy znać.

Piękny game-winner Gasola, po pięknym meczu koszykówki w starciu nr 4. Podobno jakaś kobieta w Memphis zaczęła rodzić z emocji po tej akcji. Oglądajcie tę serię, bo w niej gra się dobry basket. Pau Gasol jest profesorem koszykówki, a jego brat Marc już co najmniej kończy doktorat.  

Zach Randolph nie przeskoczyłby przez książkę telefoniczną, ale siła, świetna praca nóg, dobre manewry podkoszowe nadal pozwalają mu robić na boisku pożyteczne rzeczy.

Nie patrz na Mike'a Conley'a przez pryzmat jego kontraktu. To świetny koszykarz. Na pewno już magister. Conley kupił i rozdał fanom 500 biletów na mecz nr 3.

James Ennis świetnie broni. Zwróć na to uwagę. Gdy nie mówi się o triple-double, pewne sprawy pozostają w cieniu. 

- Chicago Bulls. No i widzisz. Nawet fani Byków wieszali na nich psy i nie chcieli oglądać ich w postseason. Mówiłem Ci, że to nie będzie seria klasycznej jedynki z klasyczną ósemką. I nie jest. Play-offy to czas weteranów i prawdziwych liderów. Celtowie, z całym szacunkiem dla tej organizacji i tego składu, nikogo takiego nie mają. Stałem w Toronto przy Thomasie, gadałem z nim. Jest naprawdę mały. Uwierz mi. Ja na jego barki nie wrzucałbym marzeń o wielkości. Niczego mu nie ujmując. Bo to świetny koszykarz, tytan ciężkiej pracy. To, z jaką łatwością dostaje się pod obręcz jest poezją. Ale tu miało być o Bulls. Zatem... Ich przykład pokazuje, że warto się mocno zastanowić, zanim zaczniesz mądrzyć się w internecie. Szczególnie śmieszy/boli mnie (w zależności od nastroju) gdy domorośli znawcy basketu, krytykują trenerów za taktykę, rotacje i decyzje w czasie meczów. Drodzy państwo, ci ludzie są jacy są, ale nikt im nie dał pracy w NBA z politycznego rozdania. Robin Lopez wygląda w tej serii jak jeden z najlepszych środkowych ligi. A to nie świadczy dobrze o Bostonie. Butler gra jak lider. 10 razy w meczu dostaje się na linię. Świetny w tej serii jest, a może był, Rajon Rondo. Jeszcze w styczniu napisałem o nim: "Nadal wierzę, że może być potrzebny ale wydaje mi się, że on sam będzie w stanie wprowadzić się na odpowiedni poziom motywacji tylko w ekipie walczącej o tytuł." No i się wprowadził. Play-offy wyzwoliło w nim to, co zawsze miał najlepszego do zaoferowania. 11.5 punktu, 8.5 zbiórki, 10 asyst, 3.5 przechwytu. Wielka szkoda, że złamał kciuk. Znów wyglądał jak jeden z najlepszych rozgrywających ligi.    

- Bucks. Wychodzi na to, że Milwaukee jest o jedno zdrowe kolano Jabari Parkera od przynajmniej II rundy play-offs na Wschodzie. Ekipa coacha Kidda dobrze broni. Raps mają problem ze zdobywaniem punktów. Giannis zalicza bardzo dobrą serię. Był świetny w meczu otwarcia. Maker i Brogdon wyglądają jakby już tu wcześniej byli. 

- John Wall. On tylko chce Twojego i mojego szacunku. Za taki sezon, za takie play-offy go dostanie. Już ma. 28.8 punktu, 10 asyst, 4.3 zbiórki, 1.3 przechwytu. Chyba nie można wymagać od niego więcej. Nawet po tych dwóch przegranych meczach. W trzecim, kiedy Wizards nie istnieli i nic im nie wychodziło, Wall pokusił się o coś takiego. I to była jedyna dobra rzecz, która wyszła Wizards tamtego wieczoru. W całym meczu spudłował tylko dwa z dwunastu rzutów. Poza tym za mało mówi się o lewej, nierzucającej ręce Walla. Świetnie jej używa podczas penetracji. I tak, rozmawiamy cały czas o koszykówce. 

- C.J. McCollum. Przede wszystkim za mecz otwarcia serii z Warriors (41 punktów). Poza tym już od dawna podoba mi się jakiej pewności siebie nabrał w grze. Lubię jego decyzyjność, pracę nóg, porządne rzemiosło bez niepotrzebnych ozdobników. Ogólnie bardzo lubię jego postać. To jest taki czarny J.J. Redick jeśli chodzi o osobowość, inteligencję, charyzmę. Nie wyszedł mu tylko ostatni mecz serii.

- Warriors. Draymond Green w serii z Blazers: 13.8 punktu, 9.5 zbiórki, 7.5 asysty, 4.3 bloku, 1.5 przechwytu. 50% z gry, 55% zza łuku. Fundament tej ekipy. Po obu końcach parkietu. Warriors dali pokaz siły w serii z Blazers. Curry zniszczył Portland w ich własnej hali (34/8/4 oraz 37/8/7). Durant mógł spokojnie leczyć łydkę.

- LeBron James. Takie tam 32.8 punktu, 9.8 zbiórki, 9 asyst, 3 przechwyty i 2 bloki na mecz. Takie tam. Trzy razy double-double, raz triple-double. Kapitalny mecz nr 3, który James po prostu przejął. Cavs mieli 26 punktów straty, zdawało się, że odpuszczą. LeBron miał jednak inne plany. Z Irvingien i Love'em na ławce, James jako rozgrywający center wyrwał serce Indianie. To jest cały czas jego liga, reszta w niej tylko gra. Choć w sumie czasem można odnieść wrażenie, że on gra w innej lidze. LBJ ze swoimi drużynami ma teraz 21 wygranych z rzędu w I rundzie play-offs.

- Kawhi Leonard. 32.5 punktu, 6.5 zbiórki, 3.3 asysty oraz 2 przechwyty. 58% z gry, 52% za łuku oraz 100% z linii. Czy Kawhi jest już Neo, czy jeszcze ciągle panem Andersonem, jeśli wiesz o czym mówię, zobaczymy w dalszej części tych play-offów. Póki co wygląda poetycko. W czwartym meczu zdobył w ostatniej kwarcie 16 kolejnych punktów dla Spurs. Żaden gracz San Antonio nie zrobił czegoś takiego w ostatnim 20-leciu.  

- Joe Johnson. Musisz to mieć w sobie, w swoim charakterze. Trening to inna bajka. Joe potrafi wygrywać mecze. I kropka. Tak, jak to zrobił w starciu otwierającym serię z Clippers. Prawie 36-letni Johnson zdobywa 19.3 punktu na mecz w tej serii. Do tego notuje po 2 zbiórki i asysty. Liga przypomniała jego osiem game-winnerów. Od 2007 żaden zawodnik nie miał więcej. Ba, w tym czasie, nikt nie miał więcej, niż cztery rzuty na miarę wygranej.  

- Patrick Beverley. Zatrzymać Russella Westbrooka może chyba tylko sam Russell Westbrook. Ustać mu twarzą w twarz jeden na jednego, potrafi garstka. Pat jest jednym z nich. Świetnie pracuje w obronie. Nisko na nogach, ma szybkie ręce, dobry refleks, jest niezmordowany. Lubię to jego szaleństwo w oczach. Czasem przypomina mi jakiegoś naćpanego bezdomnego. Ale zwykle jak go widzę, to na myśl przychodzi mi teledysk "Voodoo People" zespołu Prodigy. On tam mógłby zagrać bez większej charakteryzacji.

- CP3. W każdym z czterech meczów serii z Jazz, zaliczał przynajmniej 21 punktów i 10 asyst. W trzecim starciu przejął kontrolę nad meczem. To nie jest styl, który lubi, ale jeśli będzie chciał przeprowadzić do II rundy Clippers bez Griffina, takie mecze będą musiały być jego normą. Świetny lider, prawdziwy rozgrywający, których w lidze coraz mniej. I nie mam tu na myśli przebojowych zawodników z tej pozycji, bo tu talentu nie brakuje. Chodzi mi o czystą definicję rozgrywania, czyli kreowania pozycji do rzutu. W tym CP3 jest cały czas najlepszy w lidze. Czy to nie jest moment, w którym (za tydzień) 32-letni Paul powinien rozważyć latem ofertę Spurs (jeśli taka napłynie)?

- Hawks w meczu nr 3 i 4. Po dwóch starciach w Waszyngtonie, Hawks nie wyglądali dobrze. Wrócili do domu, do twierdzy, i wszystko się zmieniło. Jest 2:2, i choć nadal nie uważam, żeby momentum przeniosło się na stronę Jastrzębi, to myślę, że w starciu nr 5 będą trudniejsi, niż wcześniej. Presja jest po stronie Wizards. Seria i tak przeniesie się do Atlanty. Gdyby Wallowi i kolegom powinęła się noga, Hawks będą mogli, dość nieoczekiwanie, załatwić sprawę w domu. Podoba mi się Dennis Schroder. Nie pękł, nie przytłoczyła go wizja bycia pierwszą jedynką w play-offowej ekipie. 23 punkty, 6 asyst i 3 zbiórki, mając naprzeciwko siebie tak klasowego gracza, jakim jest Wall, to osiągnięcie warte odnotowania. Rookie Taurean Prince dwucyfrowy w punktach w każdym meczu. 63.9% z gry. Millsap dobrze lideruje tej grupie. 

- Lance Stephenson. 16 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty. Nie możesz wymagać więcej od gościa, który był już poza z NBA w tym sezonie. Ciekawa historia, która zatoczyła koło. Okazuje się, że dobry Lance, to Lace w koszulce Pacers. 

- Paul George. Potrafi być liderem 29, 32, 36 punktów w meczach 1-3. 15 punktów w ostatnim meczu serii wybaczam mu. Jutro dostanie Robaczywkę, ale to będzie jutro, nie ubiegajmy ciągu zdarzeń.

- DeAndre Jordan. Double-double w każdym meczu. 14.3 punktu, 13.3 zbiórki. Aktywny w obronie, potrzebny ataku. Teraz bez Griffina jeszcze bardziej.

- JaVale McGee. 9.8 punktu, 4.3 zbiórki, 2.3 bloku, tylko dwie straty w całej serii łącznie. Do tego 78.3% z gry. Bardzo mnie cieszy, że wrócił do żywych, że gdy czytamy JaVale McGee, to w głowie nie mamy już głosu Shaq'a. OK, nadal mamy, ale przynajmniej teraz żarty się skończyły. Jest dobry basket. 

- Fajny trash-talk Draymonda Green i C.J.'a McColluma w meczu otwarcia. Nic o matkach, członkach rodzin, bez chamstwa. Tylko zdrowa rywalizacja. To się dobrze oglądało. Green spudłował dunk, C.J. powiedział coś o trenowaniu łydek. To było dobre dopełnienie tego meczu.

- Gortat w pierwszych dwóch meczach. Dwa razy double-double (14/10), raz 5 bloków, tylko 2 straty w sumie, kilka energetyzujących wsadów. W kolejnych dwóch meczach tylko 4 punkty łącznie. Wiz będą musieli ponownie go uruchomić. 

- Nene. Podobał mi się już w sezonie regularnym. Schudł. Zdaje się, że na nowo odnajduje radość z gry. Ostatnio w Waszyngtonie był ciągle niezadowolony. W serii z Oklahomą trafia...92% swoich rzutów. Z 25 prób z gry, przestrzelił tylko dwa razy! W meczu nr 4 był 12/12 z gry, zaliczył 28 punktów i 10 zbiórek.

- Fajnie, że Hawks i Wizards się nie lubią. Tak sportowo.

- Muzyk Sisqo przerobił swój kawałek z 1999 roku "Thong Song" na "LeBron Song".

 

 

 

02:07, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (6) »
czwartek, 20 kwietnia 2017

Bleacher Report wypuścił właśnie kolejną część "Game of Zones". Ten odcinek poświęcony jest odejściu Kevina Duranta z Oklahomy. Tak wyglądało poprzednie lato.
Seria zaczęła się w czasie play-offów 2014 roku. Wtedy wyprodukowano dwa filmiki (pierwszy oraz drugi), które swoją konwencją nawiązywały do "Gry o Tron". Koszykarski świat, któremu nie jest też obcy serial, oszalał na punkcie tej produkcji. Twórcy świetnie oddali klimat "Gry o Tron", ale także, a może przede wszystkim, idealnie zaadaptowali zawodników z NBA i wcielili ich w nowe role, które w pewnym sensie odpowiadają ich charakterom lub powszechnej opinii o nich.
W maju 2015 roku obejrzeliśmy epizod trzeci. W czerwcu czwarty.
W październiku tego samego roku ukazał się epizod poświęcony mistrzom NBA, Golden State Warriors. W kwietniu 2016 roku twórcy godnie pożegnali Kobe'ego Bryanta...z bonusem. W czerwcu obejrzeliśmy odcinek o wielu wątkach m.in. o tym, że Dwight Howard jest głupi. 

Za każdym razem, gdy oglądam te produkcje ubolewam, że ich twórcy nie robią tego częściej...

Świetny jest ten odcinek! Jak zresztą każdy poprzedni. Chylę czoła twórcom...

https://i.ytimg.com/vi/RSnELUCxV0w/maxresdefault.jpg

21:23, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 kwietnia 2017

Trzy lata temu, po świetnym występie Marcina Gortata w play-offs (31 punktów, 16 zbiórek), studio TNT żyło pierogami.

"Pierogi to nie kiełbasa" - przekonywał wtedy Charles Barkley.

Shaq musiał się upewnić czym są pierogi i czy można je grillować.

Polskie akcenty wracają do TNT.

Tym razem Ernie, Shaq, Kenny i Chuck na kulturowy warsztat wzięli naszą tradycję polewania się wodą znaną jako Śmigus Dyngus.

Polonia w Cleveland świętowała Dyngus Day, a ekipa TNT mocno przyjrzała się temu świętu.

Spank them (girs) with pussy willow i postrasz pistoletem na wodę. Faktycznie, w USA brzmi jak recepta na dziesięć lat w więzieniu. 

http://www.wben.com/sites/g/files/giy1201/f/styles/native/public/Articles/Dyngus-3.png?itok=wVlJ2qf3

16:18, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 kwietnia 2017

Dziś o 21.00 ruszają play-offy. Czujesz to w powietrzu? Ja tak. Zaczniemy od mocnego uderzenia. Obrońcy tytułu czyli Cavs podejmą u siebie Paula George'a i jego Pacers. Spróbujmy zastanowić się, co wydarzy się w pierwszej rundzie play-offs w obu Konferencjach.

WSCHÓD

Boston Celtics (1) - Chicago Bulls (8)
Sam Wade ma na koncie więcej meczów w play-offs, niż cały obecny skład Celtów. Rondo dwa razy grał w Finałach, Butler 32 razy bronił barw Byków w postseason. Czy to w czymś pomoże? Na pewno nie zaszkodzi. To nie będzie seria klasycznej jedynki z klasyczną ósemką. Wyczuwam tu zacięty i długi pojedynek. Celtowie jako najlepsza ekipa Wschodu w rundzie zasadniczej muszą, Bulls, z całą swoją patologią w zarządzie i niepewną przyszłością tylko mogą. Cała presja jest po stronie Bostonu. Byki mogą chcieć wytarzać tę serię w błocie. I nie mam tu niczego złego na myśli. Nie mogę doczekać się Jimmy'ego B. siedzącego w obronie na Thomasie a z kolei Crowdera na Jimmy'm. To może być dobra do oglądania seria. Mój typ: 4:3 dla Celtics.

Washington Wizards (4) - Atlanta Hawks (5)
W 2015 roku zagrali ze sobą w II rudzie. Wizards byli wtedy o jeden kontuzjowany nadgarstek Johna Walla od Finału Wschodu. Dziś Wizards są lepszą a Hawks gorszą wersją samych siebie sprzed dwóch lat. W końcu zdrowy Beal stał się jedną z najlepszych dwójek NBA. Wall zagrał sezon na poziomie absolutnego szczytu ligi. Ekipa z Atlanty jest cały czas świetnie prowadzona, ale niestety dla siebie nie ma wystarczająco dobrych wykonawców strategii Mike'a Budenholzera. Howard nigdy nie sprawdzał się w roli lidera. Schroeder nie ma doświadczenia, Bazemore po podpisaniu latem kontraktu mocno obniżył loty. Dwóch najbardziej utalentowanych, najlepszych w ataku zawodników, gra w ekipie z Waszyngtonu. W tej serii to wystarczy. Mój typ: 4:1 dla Wizards.


Toronto Raptors (3) - Milwaukee Bucks (6)
Raps po pozyskaniu Ibaki i Tuckera mają jedną z najlepszych defensyw ligi a świetny atak cały czas tam jest. Ekipa z Kanady jest dobrze zbilansowana i wszechstronna. Mogą zagrać klasycznie z Valanciunasem na środku, ale mogą też próbować small ballu z Ibaką jako rozciągającym grę centrem. Ta drużyna jest lepsza od tamtej sprzed roku, która z późniejszymi mistrzami NBA zagrała sześć meczów. Bucks mają Antetokounmpo, którego nie da się zamknąć w pudełku jednej pozycji i z tym gracze z Toronto moją mieć problem. Spodziewam się, że uprzykrzać mu życie będą starali się Tucker, Carroll, Patterson i w zależności od tego jak dobrzy w tym będą ta seria będzie odpowiednio dłuższa od czterech meczów. Bucks nie mają wystarczająco dobrego ataku na klasową defensywę Toronto. Nie mają też wystarczająco dobrych ludzi na match up z DeRozanem i Lowry'm.    Mój typ: 4:2 dla Raptors.

Cleveland Cavaliers (2) - Indiana Pacers (7)
LeBron oficjalnie pożegnał się z internetem i włączył tryb play-offowy. Przy czym myślę, że tryb ten ma przynajmniej ze 3-4 biegi. Jeśli nie będzie trzeba, James, który zagrał w sezonie zaskakująco dużo minut nie odpali trybu bestii. Tę zachowa sobie na czerwiec. Cavs grali fatalnie w marcu i kwietniu ale historia zna przypadki mistrzowskich ekip, które budziły się na decydującą fazę sezonu. Lakers z 2001 roku przezimowali rozgrywki regularne, fatalnie bronili, by ostatecznie w play-offs przegrać tylko jeden mecz (po dogrywce z natchnionym Iversonem). Tyronn Lue był w składzie tamtych Lakers - ciekawostka. Paul George nie zawodzi w play-offach. Rok temu sam omal nie wysłał Raptors na wakacje. Pacers jednak nie mają siły rażenia w takim pojedynku. Mój typ: 4:1 dla Cavs.


ZACHÓD


Golden State Warriors (1) - Portland Trail Blazers (8)
Warriors wygrali wszystkie mecze sezonu z Blazers, choć ekipa z Oregonu grała całkiem nieźle w ostatnich dwóch starciach. Lillard i McCollum byli najbardziej ofensywną parą obrońców lidze za rundę zasadniczą. Dla Blazers wszystko będzie zaczynać się i kończyć na nich. Dame ma mambowski charakter, który już wcześniej pokazywał w play-offach. C.J. nabrał dużo pewności siebie w tym sezonie. To jednak cały czas za mało na głównego faworyta do tytułu. Jusuf Nurkic, po złamaniu nogi, zapewne nie będzie w 100% zdrów. Blazers stoczą odważną walkę z Dubs, to mogą być naprawdę wyrównane mecze, ale ostatecznie wszystkie atuty po obu końcach parkietu są u podopiecznych Steve'a Kerra.  Mój typ: 4:1 dla Warriors.

Los Angeles Clippers (4) - Utah Jazz (5)

Ten postseason może być ostatnim tańcem Clippers w tym składzie. Z jednej strony jest to jakaś forma presji, z drugiej, to może być też dodatkowa motywacja. CP3 zaczyna czuć na plecach małpę, łatkę - nazwij to jak chcesz. Jeden z najlepszych rozgrywających w historii NBA jeszcze nigdy nie przeszedł drugiej rundy. To musi uwierać. Clipps wygrali 3 z 4 meczów w rundzie zasadniczej. Przewaga parkietu może mieć tu kolosalne znaczenie. Rivers w swoim coachingu będzie musiał odwołać się do starych bostońskich czasów. Mój typ: 4:3 dla Clippers. 



San Antonio Spurs (2) - Memphis Grizzlies (7)
Spodziewam się oldschoolowej serii. Takiej, gdzie szanuje się każde posiadanie, gdzie cała drużyna pracuje 24 sekundy na dobry rzut dla jednego zawodnika. To będzie seria na noże, ale raczej w pozytywnym znaczeniu. Liczę na kawał dobrej, zorientowanej defensywnie koszykówki. Niedźwiadki mają dwóch graczy formatu All-NBA w osobach Gasola i Conley'a, plus paru solidnych zadaniowców. To będzie za mało na Spurs, którzy poza będącym w TOP10 ligi (mówiąc bezpiecznie) Leonardem, mają trochę zakurzonego/zapomnianego w tym sezonie Aldridge'a, Millsa, nadal przydatnego Gasola oraz uśpionych Parkera i Ginobili'ego a także, jak zazwyczaj, ciekawą ławkę. Mój typ: 4:2 dla Spurs.

Houston Rockets (3) - Oklahoma City Thunder (6)
To może być seria pierwszej rundy. Dwóch najpoważniejszych kandydatów do MVP stanie naprzeciw siebie by postawić kropkę nad i odnośnie głosowania. Niby nagroda dotyczy sezonu regularnego, ale przecież wyniki ogłaszane są w trakcie serii więc siłą rzeczy postawa liderów w pierwszych starciach będzie mieć znaczenie. Westbrook ma już swój rekord meczów z triple-double, już przeszedł do historii. Jeśli uspokoi się trochę, jeśli swoją energię uwolni w odpowiedni sposób, to ta seria może być bardzo długa i wcale nie zdziwiłbym się gdyby to OKC przeszli dalej. Cały czas mam wrażenie, że 30/10/10 zamienione na powiedzmy 27/8/9 czyniłoby Thunder lepszą drużyną. Mniej rzutów Russa, więcej ruchu piłką. Mniej polowania na asysty (i zbiórki), więcej prawdziwego angażowania kolegów. Ostrzę sobie zęby na to starcie, bo przecież Harden też zagrał świetny sezon, a mimo to, w moim odczuciu, mówi się o tym nadal za mało. Jeśli obie ekipy pójdą na wymianę, Rockets będą mogli rozstrzelać rywali zza łuku. Głowa coacha Donovana w tym, by nie dać sobie narzucić stylu pasującego Houston. To nie będzie łatwe.  Mój typ: 4:3 dla Rockets.

 

Tak to wygląda z mojej strony. Wrzucajcie własne typy w komentarzach tu pod wpisem lub na moim Facebooku.

To jest ten moment!

Sezon wkracza w decydującą fazę!

Każde posiadanie może mieć kluczowe znaczenie nie tylko dla pojedynczych meczów, ale także dla całych serii. Kilka sekund w NBA bywa często wiecznością. Za profesjonalne odmierzanie czasu odpowiada szwajcarska marka Tissot, którą dobrze już znacie, jeśli odwiedzacie mój blog regularnie w tym sezonie. 

 Tissot i NBA czyli współpraca na najwyższym poziomie


https://blog-blogmediainc.netdna-ssl.com/upload/SportsBlogcom/3069130/0339969001460763573_filepicker.jpg

20:54, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Nie byłem pewny czy to zrobi, bo skąd miałem wiedzieć? Byłem jednak pewny, że spróbuje to zrobić. Więcej niż pewny. On wyglądał wtedy w Hiszpanii jak zranione zwierzę. Dziwisz mu się? Zranione a przez to groźne, jeszcze groźniejsze. Wyglądał jakby sam mógł pokonać Koreę Północną, ISIS, zamachowców, głód i parę innych rzeczy palących ten świat.

Łaził naburmuszony. Z dziennikarzami nie rozmawiał, tylko się słownie pojedynkował. Celowo unikał kontaktu wzrokowego z pytającymi, jakby chciał pokazać, że tak bardzo ma to gdzieś. Mentalnie nie było go tam wtedy w Hiszpanii, w październiku ubiegłego roku. Ignorował ludzi spoza ekipy Thunder, więc teraz z perspektywy czasu, chyba powinienem się cieszyć, że na moje pytanie przynajmniej odpowiedział a nie odwrócił się na pięcie, jak to miał w zwyczaju. 

Ja tam byłem. I już wtedy czułem, że Russ zrobi w tym sezonie coś wyjątkowego, coś historycznego, coś co zdarza się raz na lata. Zawodnicy miewają statement mecze, ewentualnie serie. Russ zaliczył, nadal zalicza statement sezon.  

Możesz mi wierzyć lub nie, ale jak się wtedy tak mu przyglądałem, to miałem takie dziwne uczucie, projekcję nadchodzących rozgrywek. Widziałem tę energię, tę pasję, te szalone mecze z triple-double. Zresztą niecałe dwa tygodnie po Hiszpanii napisałem, że przewiduję mu średnie na poziomie 30/10/8, więc mam dowód. Jakby co. Choć nie doceniłem. Ale niewiele też się pomyliłem.  

Ktoś zapytał go czy myśli o MVP i sezonie na poziomie triple-double czyli czymś, co nie zdarzyło się od czasów Big O. On odpowiedział, że liczą się dla niego tylko zwycięstwa. Dziennikarz nie dał za wygraną - "Ani trochę o tym nie myślisz?" Russ puścił do niego oko, uśmiechnął się i powtórzył, że liczą się tylko wygrane Thunder. Ale wyglądało to tak, jakby w myślach dopowiedział sobie - zobaczysz k...a triple-double!

Russ grał mało wtedy w Hiszpanii i jeszcze mniej trenował. Brał udział tylko w części zajęć. Najczęściej dopingował ćwiczących kolegów. Przy czym, gdy pojawiał się na parkiecie, to zawsze zaznaczał swoją obecność. Czy to krwisty dunk w kontrze, czy przyprawiająca o ból kolan błyskawiczna zmiana kierunku w pełnym biegu. Wchodził jakby chciał powiedzieć patrzcie, w końcu po to tu jesteście, robił to swoje coś i schodził. Kumulował energię.

Parę tygodni później eksplodował...

Pamiętasz, jak jeszcze w grudniu, styczniu zastanawialiśmy się czy da radę? Czy zwyczajnie, tak po ludzki starczy mu sił? Starczyło.

Russell Westbrook, w wyjazdowym starciu z Denver Nuggets, zaliczył swoje 42 triple-double w tym sezonie. To nowy rekord NBA, który czekał na pobicie aż 55 lat. Triple-double jest w tych rozgrywkach odmieniane przez wszystkie przypadki, więc chyba nie muszę przypominać, że rekord przez ponad pół wieku należał do legendarnego Oscara "Big O" Robertsona. Jeśli chodzi o kontekst historyczny, to trzeba jednak pamiętać, że w czasach Robertsona drużyny miały średnio po ok. 126 posiadań na mecz. Teraz wartość ta jest o ok. 20 posiadań niższa. Co czyni rekord Westbrooka jeszcze bardziej wyjątkowym.

Już we wcześniejszym meczu z Suns, Westbrook zapewnił sobie średnią na poziomie triple-double za całe rozgrywki. To też nie zdarzyło się od czasów Big O. Średnie lidera Thunder to w tym momencie 31.7 punktu, 10.7 zbiórki, 10.4 asysty oraz 1.7 przechwytu. 

Westbrook ma teraz na koncie 79 występów z triple-double. W klasyfikacji wszech czasów lepsi są już tylko Oscar Robertson (181), Magic Johnson (138) oraz Jason Kidd (107).

Warto wspomnieć, że Russ jest drugim w historii zawodnikiem (obok Charlesa Barkley'a), pierwszym obrońcą, który na koniec rozgrywek będzie miał dwucyfrową średnią zbiórek a nie ma 2 metrów wzrostu.

Nie można też przemilczeć jego występu w Denver. 50 punktów, 16 zbiórek, 10 asyst. 17/34 z gry, 11/11 z linii, tylko 2 straty, no i najważniejsze...game-winner równo z końcową syreną. Thunder wygrali 106:105. Było to jego trzecie triple-double złożone z 50 lub więcej punktów. Wilt Chamberlain, Oscar Robertson a także James Harden mają po dwa tego typu występy.  

Jeszcze porozmawiamy o kandydatach do MVP tych rozgrywek. Pomówimy też o 42.4% skuteczności z gry Westbrooka (trzecia najniższa skuteczność w karierze), jego najwyższej w karierze średniej strat (5.5). W tej chwili to temat drugorzędny. Naprawdę.  

Ten sezon jest rekordowy pod względem triple-double. A im więcej takich występów, tym bardziej zaciera się perspektywa ich odbierania i oceniania stopnia ich trudności. Nie, to nie jest łatwe. Russ zrobił to 42 razy w tym sezonie. Oczywiście, że polował na statystyki (jak zdecydowana większość zawodowych koszykarzy). Oczywiście, że doskonale wiedział w każdym meczu ile czego ma i ile mu brakuje. Co nie zmienia faktu, że nie było to łatwe oraz, że w ogólnym rozrachunku nie wpłynęło to negatywnie na wyniki drużyny. Thunder są 33:9 gdy ich lider schodzi z parkietu z potrójnym wynikiem. 

W sezonie 2013-14 czyli bardzo niedawno, rekord meczów z triple-double wynosił...5. Pięć. Tylko pięć. Sprawdź sobie jak nie wierzysz, albo nie pamiętasz. Tak, tylko pięć. Lance Stephenson był liderem tej klasyfikacji przed odejściem z Indiany. Te rozgrywki rozpieściły kibiców jeśli chodzi o szalone liczby. Za często oglądamy konsolowe statystyki. Bierzemy je za pewnik.

Ja jeszcze nie wiem czy Russ ma mój głos na MVP tych rozgrywek. Wiem jednak, że należy docenić to, czego dokonał. To coś to efekt końcowy katorżniczej pracy wykonanej latem. To efekt odpowiednio zaprogramowanej psychiki, specyficznego charakteru i rzadko spotykanej woli walki. I na koniec - zamiast krytykować go za to kim nie jest, podziwiajmy go za to kim jest. To moja filozofia, którą stosuję w wielu wypadkach. Może Russ nie wygrałby w szachy ze Stocktonem czy CP3, ale mój Boże, w koszykówkę można grać z powodzeniem na różne sposoby.  

   

03:04, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (4) »
środa, 05 kwietnia 2017

Giannis Antetokounmpo z Milwaukee Bucks i Damian Lillard z Portland Trail Blazers zostali wybrani Graczami Miesiąca. Wyróżnienie dotyczyło meczów granych w marcu. Antetokounmpo poprowadził Bucks do 14 wygranych w 18 marcowych meczach. Był to najlepszy wynik na Wschodzie. Był to też drugi najbardziej zwycięski miesiąc w historii klubu. Lepszy, 16:2, miał miejsce w lutym 1971 roku. 22-letni Grek grał na poziomie 22.4 punktu, 8.4 zbiórki, 4.8 asysty, 1.8 bloku oraz 1.3 przechwytu. Trafiał 51.4% swoich rzutów z gry. Był to jego piąty kolejny miesiąc z przynajmniej 50% skutecznością z pola. 13 razy schodził z parkietu z 20 lub więcej punkami. Pięć razy notował double-double.

Bucks z bilansem 40:38 zajmują w tej chwili piąte miejsce na Wschodzie.   

 

Lillard z kolei pomógł Blazers wygrać 13 z 16 meczów w marcu. Jego średnie kształtowały się na poziomie 29.1 punktu (trzeci w lidze), 4.4 zbiórki, 6 asyst oraz 1.4 przechwytu. Rozgrywający Portland trafił w ubiegłym miesiącu 55 razy zza łuku, co było czwartym najlepszym wynikiem w NBA w tym okresie. 26-latek osiem razy kończył mecze ze zdobyczą 30 lub więcej punktów. 19 marca w Miami zdobył aż 49 punktów (9x3 - wyrównanie rekordu kariery).

Blazers z bilansem 38:40 są obecnie na ósmym miejscu na Zachodzie.  Wschodzie.  

Nominowani do nagrody byli też Paul George, Stephen Curry, James Harden, Blake Griffin, Hassan Whiteside, Goran Dragic, Anthony Davis, Russell Westbrook, Devin Booker oraz DeMar DeRozan.

Za dobrą grę Bucks i Blazers wyróżnieni zostali także trenerzy. Jason Kidd i Terry Stotts zostali wybrani Trenerami Miesiąca. Do wyróżnienia nominowani byli również Brad Stevens, Steve Kerr, Erik Spoelstra, Alvin Gentry, Gregg Popovich, Dwane Casey, Quin Snyder a także Scott Brooks.

 

Wśród debiutantów nagrodę zgarnęli Dario Saric z 76ers oraz Buddy Hield z Kings.

http://16749-presscdn-0-94.pagely.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2015/12/Trailblazers-Bucks-2-836x1024.jpg

23:26, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 kwietnia 2017

To jest (wielki) powrót cyklu, który zainicjowałem w drugim roku istnienia tego bloga, czyli dawno. Cykl trwał przez trzy sezony by, z jakiegoś powodu, umrzeć śmiercią naturalną. Przy okazji, sprawdzając tamte stare teksty, uświadomiłem sobie, że odwiedzają ten blog osoby, które są tu ze mną from day one. Dziękuję. Szanuję. Do powrotu do anty-nagród częściowo zmobilizował mnie fakt, że coś podobnego zrobiliśmy z kolegami dla MVP.

Mam nadzieję, że rozumiecie na czym polega idea przyznawania anty-nagród. W moim rozumieniu jest to dokładna odwrotność tych prawdziwych. Proste.

Do każdej z nagród dodajcie przedrostek "anty".

MVP - Andre Drummond.

Spodziewałem się, że ten sezon może być przełomowy w jego karierze. Że do naturalnych przewag wynikających z warunków fizycznych, dorzuci latem kilka porządnych manewrów podkoszowych, że poprawi pracę nóg i w końcu zdominuje strefę podkoszową. No i, że nie będzie kompromitował się na linii rzutów wolnych. Nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. OK, 14 punktów i 14 zbiórek to nie jest nic, ale chciałbym zobaczyć w jego grze więcej…koszykówki. Brakuje mi u niego charakteru do bycia liderem, a przecież za takiego klub go uważa, skoro minionego lata dał mu tłusty kontrakt ($130 mln płatne w 5 lat). W porównaniu z rokiem poprzednim mniej rzuca, mniej zbiera, mniej blokuje, rzadziej dostaje się na linię, oddaje mniej rzutów. 17 razy nie przekraczał progo 10 punktów. To są bardzo bezbarwne rozgrywki w wykonaniu Dre. I to jeden z głównych powodów, dla którego Pistons są poza play-offami.

Obrońca Roku - Jahlil Okafor.

Są zawodnicy, którzy zawsze i wszędzie dobrze bronią. Są też tacy, którzy potrzebują dodatkowej motywacji, dodatkowego bodźca (play-offy?), żeby się spiąć i stanąć niżej na nogach. Są też tacy, którzy nie za bardzo potrafią, ale się starają. Wreszcie, są też gracze, którzy nie potrafią bronić i nie robią z tego tajemnicy i na pewno nie spędza im to snu z powiek. Do tej ostatniej grupy zalicza się Okafor. W ataku człowiek na bezproblemowe 18-20 punktów, oczywiście w sprzyjających okolicznościach. W obronie czarna dziura. Okafor ma taką brzydką manierę, której nie cierpię oglądać na żadnym poziomie gry w koszykówkę – gdy kryjący go gracz zdobywa punkty, on swoją mową ciała daje do zrozumienia jak bardzo ma to gdzieś. Przy wielu okazjach nawet nie stara się podnieść w górę rąk, za co siada się na ławka na poziomie rozgrywek u12. Może z czasem dotrze do niego, że takie warunki fizyczne można wykorzystywać na obu końcach parkietu.



Trener Roku - Stan Van Gundy.

Nie mam cienia wątpliwości, że poziom talentu tego składu powinien wystarczyć na Wschodzie na przynajmniej jeden mecz ponad próg 50% wygranych. Cały czas zastanawiam się w czym może tkwić problem Pistons. Nie mam dostępu do ich szatni, więc nie wiem czy przypadkiem nie ma tam jakiegoś „zepsutego jajka.” Nie chcę być tu niesprawiedliwy dla SVG, bo trzeba to wyraźnie powiedzieć – zawodzą liderzy. Andre Drummond gra bardzo przezroczysty sezon, sporo słabszy, niż rok temu.

Zdawało się, że zrobi krok do przodu, tymczasem on się cofnął w swoim rozwoju. Reggie Jackson nie jest aż tak przebojową jedynką, jaką miał być gdy odchodził z OKC. Ale pieczątkę pod tym wydaniem Pistons podbija nie kto inny jak Van Gundy, który poza coachingiem, odpowiada też za politykę kadrową. Ambicje po 44 wygranych i niezłej serii z Cavs w I rundzie tamtego roku były jak najbardziej uzasadnione. Niestety w Detroit nie pracują wszystkie tłoki.



6th Man - Al Jefferson.

Po trzech całkiem niezłych sezonach w Charlotte, Big Al przeniósł się minionego lata do Indiany. W założeniu, miał pełnić rolę doświadczonego weterana z ławki i w zależności od potrzeb Pacers, w konkretnych ustawieniach, punktować lub skupiać się na zbiórkach. Tymczasem trzynasty sezon w lidze, okazał się bardzo nieudany dla tego 32-latka. Tylko 8.1 punktu na mecz (siódmy w zespole), 4.2 zbiórki i niecała asysta. Każda z tych wartości jest dla niego najgorsza od…dekady! Do tego zaledwie 0.2 bloku oraz 0.3 przechwytu. Te dwa wskaźniki z kolei są na najniższym poziomie w jego karierze . Jefferson ma na koncie tylko jedno double-double w tych rozgrywkach. Raz też udało mi się zebrać z tablic 10 piłek. Larry Bird liczył na znacznie więcej, gdy kontraktował go latem.

Rookie of The Year - Fred VanVleet.

Ta klasa debiutantów nie zapisze się w historii jako grupa ociekająca talentem, choć kilku graczy z Joelem Embiidem i Dario Saricem na czele, ma szansę być kimś w tej lidze. Nie mogę powiedzieć, że ktoś mnie mocno zawiódł, bo nie śledzę NCAA i nie mam skonkretyzowanych oczekiwań co do poszczególnych wyborów. Swój głos oddaję na pierwszoroczniaka Raptors Freda VanVleeta. Czemu? Byłem w Toronto na sześciu kolejnych meczach Raptors. Miałem okazję z bliska obserwować całą ekipę zarówno podczas meczów jak i treningów oraz pomeczowych konferencji w szatniach. Obecność VanVleeta w NBA jest dla mnie zagadką. Niski, gruby, powolny, bez rzutu, z miernym kozłem. Patrzyłem jak trenuje przed meczami. Kozioł, spin, rzut. Kozioł step back, rzut. Wpadały mu może dwa rzuty z dziesięciu. Tam naprawdę nie działo się nic powyżej przeciętnej. I tak sobie myślę, że to może być niezła motywacja dla młodych koszykarzy – mierzcie wysoko i ciężko pracujcie. Jeśli Fred VanVleet (180 cm w butach) człowiek z nadwagą i zerowym atletyzmem może być zawodnikiem NBA, to i Wy możecie!



1st All-NBA Worst Team:

Andre Drummond – Al Jefferson – Chandler Parsons – Emmanuel Mudiay – Kris Dunn.

2nd All-NBA Worst Team:

Jonas Valanciunas – Luol Deng – Kent Bazemore – Arron Afflalo – Brandon Jennings.


Jak to wygląda u Was?

http://clutchpoints.com/wp-content/uploads/2016/04/Drummond-Van-Gundy-Defense.png
22:29, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 kwietnia 2017

Jimmy Butler z Chicago Bulls i Steph Curry z Golden State Warriors zostali wybrani Graczami Tygodnia jako przedstawiciele swoich Konferencji. Wyróżnienie przyznano za mecze rozgrywane od poniedziałku 27 marca do niedzieli 2 kwietnia. Ta sama dwójka dostąpiła tego zaszczytu w pierwszym tygodniu stycznia.

Butler poprowadził Bulls do trzech wygranych w trzech meczach. Jego średnie z tych spotkań sięgnęły 32.5 punktu (drugi na Wschodzie), 5.6 zbiórki, 6 asyst oraz 1 przechwytu. Lider Bulls trafił 6 z 7 rzutów zza łuku. W każdym z meczów trafiał ponad 53% swoich rzutów z gry. Zanotował tylko 3 straty i 3 faule (wszystkie w meczu z Hawks). Ekipa z Chicago ma na koncie cztery wygrane z rzędu. 

Byki z bilansem 38:39 są obecnie na siódmym miejscu na Wschodzie.


Curry z kolei pomógł Warriors wygrać wszystkie cztery mecze w ubiegłym tygodniu. Łącznie ich seria wynosi teraz 11 kolejnych zwycięstw. Statystyki Curry'ego wyniosły 31.8 punktu (drugi na Zachodzie), 5.5 zbiórki, 7.8 asysty oraz 1.6 przechwytu. 29-latek trafił 20 z 42 rzutów za trzy punkty. Dwa razy schodził z parkietu z double-double.   

Warriors z bilansem 63:14 są najlepszą ekipą NBA.


Do nagrody nominowani byli także Kemba Walker, Blake Griffin, Chris Paul, Anthony Davis, C.J. McCollum, Damian Lillard, Kawhi Leonard, DeMar DeRozan oraz Jonas Valanciunas..


http://www.bullstimes.com/wp-content/uploads/2015/11/jimmy-butler-stephen-curry-nba-golden-state-warriors-chicago-bulls.jpg

23:47, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 kwietnia 2017

Derrick Rose ma uszkodzoną łąkotkę w lewym kolanie. Uraz będzie wymagać operacji. Wstępnie mówi się, że do pełni zdrowia wróci za około dwa miesiące.

28-latek wystąpił w 64 meczach w tym sezonie, pierwszym w barwach Knicks. Jego średnie sięgnęły 18 punktów, 3.8 zbiórki oraz 4.4 asysty. 

Kłopoty D-Rose'a ze zdrowiem zaczęły się  sezonie 2011-12. Rok wcześniej został wybrany MVP rozgrywek.

Wszyscy pamiętają jego słynną już kontuzję lewego kolana (ACL) w I rundzie play-offs przeciwko 76ers. Mało kto pamięta jednak, że cały tamten sezon stał pod znakiem całej masy mniejszych lub większych urazów. Wówczas młody lider Byków zagrał tylko w 39 meczach rundy zasadniczej (81 w sezonie MVP).

Rehabilitacja kolana kosztowała go całe rozgrywki 2012-13. Wrócił na kolejny sezon, ale zdołał wystąpić tylko w dziesięciu meczach. Tym razem operacji wymagała łąkotka w jego prawym kolanie.

Kolejne dwa lata były dla niego wolne od dużych urazów i operacji, ale drobne rzeczy przytrafiały mu się raz na jakiś czas. Zagrał w 51 oraz 66 meczach.

Po przenosinach do Nowego Jorku temat jego kolan raczej nie istniał. Do teraz.

Derrick Rose będzie wolnym agentem w tym sezonie. Wieść o kolejnej operacji zapewne mocno zachwieje jego rynkową wartością.

http://cdn.fansided.com/wp-content/blogs.dir/27/files/2016/11/9654191-derrick-rose-nba-new-york-knicks-chicago-bulls-1-850x560.jpg

22:01, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 324