Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
MENU:
niedziela, 31 marca 2019

Uwaga!

Dziękuję za uwagę!

Przenoszę swoje talenty na www.karolsliwa.com. Jeśli mnie szukasz, to tam mnie znajdziesz  --->  www.karolsliwa.com. Jeśli odwiedzasz moją stronę od jakiegoś czasu, masz ją zapisaną w zakładkach "ulubione", to edytuj sobie "Karol Mówi". Końcówkę blox.pl zastąp .com i już - www.karolsliwa.com zamiast www.karolsliwa.blox.pl.

Platformie Blox.pl dziękuję za 12 i pół roku bezawaryjnej współpracy. Gdyby nie wieść, że w kwietniu Blox.pl przestanie istnieć, zapewne dalej bym tu był.

Zatem,jak powiedział klasyk "zmieniamy szyld i jedziemy dalej." Do zobaczenia, usłyszenia, przeczytania w innej części cyberprzestrzeni.

Całe archiwum już tam jest. Niestety bez Waszych komentarzy.

See you there!

www.karolsliwa.com

 


21:28, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 marca 2019

Koszulka Manu Ginobili'ego zawisła minionej nocy obok koszulki Tima Duncana pod dachem hali AT&T Center w San Antonio. Poniżej zapraszam do tekstu z końca sierpnia minionego roku, kiedy Manu ogłosił zakończenie kariery. Manu zostanie w koszykówce na zawsze. Widzisz go co wieczór, w ruchach Hardena, Giannisa, Westbrooka, Duranta i wielu innych znakomitych graczy, którzy garściami czerpali z przebojowości Manu i nigdy wcześniej niewidzianej pracy nóg. Będzie żył w tych ruchach, będzie nam o sobie przypominał. 

Manu Ginobili kończy karierę! 41-letni Argentyńczyk poinformował na swoim Twitterze, że po 16 latach gry w NBA, wiesza buty na kołku.

"Today, with a wide range of feelings, I'm announcing my retirement from basketball. It's been a fabulous journey. Way beyond my wildest dreams." - napisał na Twitterze.

Manu, ćwiczył przez całe lato na obiektach treningowych San Antonio Spurs, tak jakby szykował się do kolejnego sezonu, ale powszechnie było wiadomo, że bardzo mocno bierze pod uwagę zakończenie kariery. Spurs nie naciskali na jego decyzję.

W pierwszej chwili pomyślałem, że muszę napisać coś smutnego o przemijaniu, o upływającym czasie, o tym, że odchodzą ostatni idole mojego, szeroko rozumianego dzieciństwa. Ale zmieniłem zdanie. Zamiast obrażać się na biologię i czas, trzeba po prostu to przyjąć. Prędzej, czy później, to musiało się wydarzyć. Trzeba podziękować Manu za tych 16 świetnych lat w NBA. Nie przesadzę, jak napiszę, że Ginobili zmienił nieco tę grę, tę ligę. Zostawił po sobie coś, co zaczęło żyć własnym życiem i na zawsze już zostanie. Coś, co zaczęli kopiować i udoskonalać inni zawodnicy NBA. Mam tu na myśli coś, co ogólnie nazywają za oceanem euro stepem. Paradoksalnie, w lidze, w której mają bzika na punkcie atletyzmu i pracy nóg, to chudy, biały Argentyńczyk zostawił na zawsze swój ślad. Tak samo, jak pewien Niemiec ze swoją wariacją na temat rzutów z jednej nogi.

"Może nie zdajesz sobie sprawy z tego, że jak ogolisz Hardena, to tam pod tą brodą znajdziesz Manu. Manu był Hardenem przed Hardenem. Albo, jak wolisz, Harden to czarna, nowocześniejsza wersja Manu. Jeśli nie mieliście okazji oglądać Ginobili'ego w jego prime, to odsyłam do YT. Nie bez przyczyny nazywano go argentyńskim Jordanem. Atletycznością dorównywał czarnoskórym graczom, a pod względem kreatywności, był w bardzo wąskiej grupie obok Magica, Maravicha, młodego Kidda i dosłownie kilku innych graczy w historii tego sportu." - tak napisałem w kwietniu, gdy Spurs urwali jeden mecz Warriors w play-offach, a Manu zagrał bardzo dobry mecz. Jak się okazało dziś, ostatni przed własną publicznością. Ten mecz miał symboliczne znaczenie. Nieobecnego, w związku ze śmiercią swojej żony, Gregga Popovicha, zastąpił Ettore Messina, który był trenerem Manu w Virtusie Bolonia w latach 2000-2002.

Wybrany z 57 numerem (!) draftu 1999 roku, Manu jest pewnym wyborem do Hall of Fame. Czterokrotny mistrz NBA, dwukrotny uczestnik Meczów Gwiazd, Najlepszy Rezerwowy 2008 roku, dwa razy w trzecich piątkach All-NBA Team, Mistrz Olimpijski z Aten z 2004 roku, brązowy medalista z Pekinu 2008, srebrny medalista Mistrzostw Świata z Indiany z 2002 roku. Manu, zanim trafił do NBA, przez siedem lat grał zawodowo w koszykówkę w Argentynie i we Włoszech. W 2001 roku wygrał Euroligę z Virtusem Bolonia i przy okazji zgarnął MVP tych rozgrywek. Był też dwukrotnym MVP ligi włoskiej.  

Manu zagrał w 1057 meczach w barwach Spurs w ramach sezonu regularnego oraz w 218 w play-offach. Jego średnie za całą karierę sięgają 13.3 punktu, 3.5 zbiórki, 3.8 asysty oraz 1.3 przechwytu.

Kończy się pewna era w San Antonio. Po tym, jak Tim Duncan skończył karierę latem 2016 roku a Tony Parker zdecydował się tego lata przenieść do Charlotte Hornets (a Kawhi Leonard został oddany do Toronto), Manu był ostatnim wielkim graczem Spurs, który pamiętał kilkanaście lat świetności i wcześniejsze tytuły.



15:44, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 marca 2019
Fatalnie wieści z Portland! Jusuf Nurkic doznał złamania kości piszczelowej oraz kości strzałkowej lewej nogi. Czeka go operacja i miesiące rehabilitacji. Do urazu doszło minionej nocy, podczas drugiej dogrywki meczu Blazers-Nets (148:144). Dla 24-letniego Bośniaka, to druga bardzo podobna kontuzja na przestrzeni niespełna dwóch lata. W kwietniu 2017 roku Nurkic doznał złamania kości strzałkowej prawej nogi. To ogromny cios dla Blazers, którzy ostatnio musieli sobie radzić także bez C.J. McColluma, który leczy uraz lewego kolana.
Nurkic grał w tym sezonie na poziomie 15.6 punktu, 10.4 zbiórki, 3.2 asysty, 1.4 bloku oraz 1 przechwytu.

Na początku marca miałem okazję widzieć Blazers na żywo. Udało mi się wtedy porozmawiać m.in. z Nurkicem.




09:34, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 marca 2019

"Co za niekompetentny sk...yn. Ku...a mać! Ależ mnie wk...ił. No co za niekompetentny sk...yn!"

"Spokojnie, Daryl. Wygraliśmy mecz."

"Mam to w dupie. Niedługo play-offy. Wyobraź sobie to w play-offach. Albo dziś, jakby mecz był bardziej wyrównany. Co za niekompetentny sk...yn."

Stałem po meczu, pod szatnią Houston Rockets i czekałem na zielone światło by tam wejść. We wtorkowy wieczór, do Toronto przyjechali Houston Rockets. Który wtorkowy wieczór? No właśnie! Patrz, to już dwa tygodnie z kawałkiem. Trochę mi zeszło z tym wracaniem z Kanady do domu. Ale wiesz, że dwa tygodnie, jak na moje standardy, to nie jest nic nadzwyczajnego. Bohaterem sceny, której byłem świadkiem, był rozwścieczony na sędziów Daryl Morey, GM Rockets. Konkretnie chodziło mu Johna Goble'a i pewną akcję 2+1 dla Leonarda w czwartej kwarcie, po dość wątpliwym faulu P.J. Tuckera. Rockets pokonali Raptors 107:95. Pewnie nie pamiętacie, ale o panu Goble'u pisałem jesienią 2016 roku, po meczu Oklahomy Thunder z Realem Madryt.

Mówiłem na początku sezonu, kiedy Rockets zaczęli rozgrywki od 1:5, żeby ich nie skreślać. Miałem rację. Melo, gdziekolwiek jest, powinien żałować, że jego historia z tym klubem tak się zakończyła. Szkoda, przede wszystkim dla niego samego, że nie był w stanie wpasować się w ten system. Ale to nie jest ważne. Nie o Melo mam zamiar tu opowiadać. Nie wiem, jak ostatecznie będzie wyglądać przygoda Rakiet w tegorocznych play-offach, ale wiem, że znów mają wszystko, by stanąć przed szansą pokonania Warriors (lub kogoś innego) i wejścia do Finałów. Houston Rockets oglądani w telewizji, a Houston Rockets oglądani z pozycji parkietu, to dwie różne historie. Takie było moje pierwsze spostrzeżenie. W telewizji wygląda to wszystko dość prosto, schematycznie, tak komputerowo. Zasłona, ścięcie, dunk Capeli. Zasłona, ścięcie, penetracja, odegranie, trójka Tuckera, Gordona czy Greena. Zasłona, switch, izolacja dla Hardena. Z bliska wygląda to niesamowicie. Przede wszystkim z racji tego, że dociera do Ciebie, że na te z pozoru łatwe zagrania, Rockets muszą naprawdę pracować. Dopiero z boiska widać jak fantastycznym generałem parkietu jest CP3. To znaczy widać to też w telewizji. Wszyscy wiecie, że Paul jest historycznie jednym z najlepszych rozgrywających w dziejach NBA. Więc przed nikim nie odkrywam Ameryki. Przed samym sobą też nie. Ale na żywo daje to trochę inną, pełniejszą perspektywę. To, jak kieruje tempem, jak czyta grę, jak operuje piłką, jak w okamgnieniu potrafi posłać piekielnie silne i laserowo precyzyjne podanie, to jak samym ruchem gałek ocznych potrafi zmusić kolegów do ruszenia się w miejsce, które ma w zamyśle, to jest poezja koszykówki. Hardena widywałem na żywo już wiele razy. Ale to kim był dla NBA latem 2014 roku podczas Mistrzostw Świata w Hiszpanii, które oglądałem z bliska, a to kim jest teraz, to jak dzień i noc. Mówiłem i pisałem wiele razy, że ludzie generalnie nie doceniają, nie zdają sobie sprawy z tego, jak silnym jest graczem. Rzeczy, które w telewizyjnej transmisji, w jego wykonaniu, w ofensywie, wyglądają bardziej na nieudolną obronę rywali, niż kunszt Hardena, w rzeczywistości są mieszanką jego szybkości, zwinności, świetnego panowania nad piłką oraz ogromnej siły. Z bliska widać ile wysiłku wkładają defensorzy w to, żeby go zatrzymać. Widać też, jak Harden potrafi torować sobie drogę do zdobycia punktów. Mów, co chcesz, James Harden jest jednym z najlepszych w ataku graczy w historii tego sportu. Poza tym Harden jest bardzo potężnie zbudowany. Bez koszulki wygląda jak zawodnik sportów walki, nie koszykarz. Szerokie plecy, mocna klatka, duże bicepsy. To, że koszykówka proponowana przez Rockets wygląda często to na łatwą i czytelną, to kombinacja coachingu D'Antioni'ego oraz talentów Hardena i Paula. 


To był dość dziwny mecz. Pierwszą połowę wygrali goście z Teksasu aż 55:37. Trzecią kwartę wygrali Raps 34:14. Przed ostatnią częścią gry, zdawało się, że momentum przeszło na stronę gospodarzy. Nie przeszło. To nie był wieczór gospodarzy. Harden rzucił 19 ze swoich 35 punktów w IV kwarcie. Była to dokładnie połowa wszystkich punktów Rakiet w tej ćwiartce. 12 ze swoich 26 punktów dorzucił Kawhi, ale tego wieczoru, to było za mało na Rockets.  


Moim innym spostrzeżeniem z tego meczu, jak i innych moich meczów NBA na żywo jest też to, że w obrębie ligi są organizacje powiedzmy zwykłe, które po prostu w niej są, oraz organizacje przez wielki O i te traktuje się nieco inaczej, lepiej. Gospodarze szanują wszystkich swoich rywali. Nikomu na wyjazdach nie brakuje niczego. Eleganckie, czyste, jasne szatnie, ludzie do pomocy przy rozładunku i załadunku bagaży, ludzie do podawania piłek podczas rozgrzewek. Ale gdy do Toronto przyjeżdżają Bostony, Houstony, Spursy a wcześniej Clevelandy z LeBronem, wtedy widać, czuć, że odbiór takich ekip, podejście do nich jest inne. Same te drużyny podchodzą do zawodów na swój indywidualny sposób.  Mają swoje rutyny i szereg zachowań, które realizują, bez w względu na miasto, w którym w danym momencie się znajdują. A gospodarze starają się wszystkie te zachcianki spełnić.

Rockets wydzielili sobie część korytarza, przez który zwykle można przejść do obu szatni oraz do pokoju dla mediów. Jest to korytarz, który biegnie równolegle do jednej z bocznych linii boiska. Tej, przy której są ławki obu drużyn. W tej zamkniętej części korytarza, Rockets zorganizowali sobie małą siłownię - hantle, piłki gimnastyczne, gumy, maty, piłki lekarskie i tego typu sprzęty. Mediom wyznaczono specjalny szlak, by dostać się do Media Roomu i nie przeszkadzać przygotowującym się do meczu graczom Houston. Z mini siłowni intensywnie korzystał Clint Capela. Inni gracze przeszli przez to miejsce bardziej lub mniej symbolicznie.   

Szatnia tego wieczoru też wyglądała inaczej, niż zwykle. Zwykle, po prostu jest zwyczajną szatnią, dość prostą, dość surową, ale całkiem elegancką i funkcjonalną. Są w niej drewniane szafki, stół na środku, szara wykładziną na podłodze, lodówka z wodą i Gatorade'em. Tego wieczoru była to szatnia Rockets i klub z Teksasu zadbał o to, żebyśmy wszyscy o tym wiedzieli. Nad głowami zawodników, przymocowane były plakietki z ich nazwiskami, na klubowym papierze, w klubowych barwach, z logo Rockets. Zwykle są to proste, papierowe plakietki. Czasem w ogóle ich nie ma. Podłogę zdobiły klubowe ręczniki. Magic tego nie mieli, Grizzlies tego nie mieli. I nie miało tego wiele innych klubów, które miałem tam okazję widzieć na przestrzeni ostatnich trzech lat.

 

Przed meczem porozmawiałem z Jeffem Bzdelikiem, defensywnym guru Rockets, jednym z asystentów Mike'a D'Antoni'ego. Nie wiem czy pamiętacie, ale we wrześniu ubiegłego roku, 65-letni Bzdelik ogłosił zakończenie kariery. Chciał skupić się na życiu rodzinnym oraz na rzeczach, których przez ponad cztery dekady pracy w coachingu, trzy w NBA, nie miał czasu robić. Rockets fatalnie zaczęli sezon. Przegrali pięć z pierwszych sześciu meczów. Na początku listopada, Bzdelik dał się namówić na powrót do NBA. Drużynie ewidentnie wyszło to na dobre. Nie rozmawialiśmy o koszykówce. Zapytałem go o jego nazwisko. Ta myśl chodziła mi po głowie od jakiegoś 2003 roku, kiedy Bzdelik prowadził Denver Nuggets. Bzdelik, Bzdelik. Brzmi polsko. Wyjaśnił mi, że jego przodkowie przybyli do USA ze Słowacji, ale od razu dodał, że jego teść jest Polakiem, a teściowa Litwinką. Zapytał co robię w Toronto, jak się nazywam, jak się poprawnie mówi moje nazwisko i czy to słowo coś znaczy. Zdradził mi, że w te wakacje wybiera się z żoną do czeskiej Pragi, że planują zahaczyć także o Polskę. Prosił o rekomendacje kilku miejsc, które mogliby u nas zobaczyć. Już po meczu, w szatni Rakiet, sam podszedł do mnie, podziękował, że dałem mu okazję do porozmawiania o czymś innym, niż koszykówka. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim nie spieszył się. W mojej historii kontaktów z ludźmi z NBA zauważyłem, że większość ludzi się spieszy. Nawet jeśli odpowiadają na pytania, poświęcają swój czas, to gdzieś tam da się odczuć, że myślami są już w kolejnej sekwencji swojego planu dnia. Jest to oczywiście jak najbardziej zrozumiałe. Ale dlatego właśnie takie rozmowy, jak tę z Bzdelikiem, cenię sobie najbardziej.


Jeśli mówimy o dobrym wrażeniu, to również zrobił je na mnie tego wieczoru Chris Paul. Po tym, jak odbył swoją powinność względem mediów przez wielkie M, dalej siedział w szatni, moczył stopy w wodzie z lodem i odpowiadał na pytania. Już tak bardziej kameralnie, bez wielkich świateł, na luzie. W mojej historii styczności z gwiazdami NBA, nie przypominam sobie, żeby taka sytuacja miała miejsce. Nie w przypadku gwiazdy takiego formatu. No może raz, z Paulem Millsapem w Londynie, ale jak wiecie, Londyn rządzi się trochę innymi, swoimi własnymi prawami. No i Millsap, z całym szacunkiem, to nie ten garnitur gwiazd. CP3 siedział sobie tam ławce i rozmawiał ze wszystkimi, którzy mieli chęć. Ja oczywiście miałem. 

CP3 powiedział bardzo dużo ciekawych rzeczy. I jak czasem mam mały zarzut do graczy, że posługują się wyświechtanymi sloganami, które w zasadzie niczego nie wnoszą, tak tutaj z Paulem, to było jak czerpanie wiedzy prosto ze źródła. Patrzył w oczy, gdy odpowiadał, drapał się po głowie (po swojej legendarnej głowie - kto wie, ten wie), gdy zastanawiał się nad odpowiedzią.

O tym, jak wygląda dzień na wyjeździe gracza NBA. O słynnych rutynach, które różnią się w zależności do gracza.

- Mało śpimy. To przede wszystkim. Ja śpię najmniej. Nie mogę spać. Wchodzę do pokoju hotelowego i przecież nie zasnę w tym samym momencie. Oglądam mecze, myślę o swoim ostatnim występie. Co zrobiłem źle, co zrobiłem dobrze, gdzie mogę poprawić siebie i naszą drużynę. Tak w ogóle, to swoje życie podzieliłbym na trzy części - przed ślubem, po ślubie bez dzieci oraz po ślubie z dziećmi. Kiedy byłem sam, byłem panem swojego losu. Tylko ode mnie zależało co robię, ile śpię przed meczami i po nich. Potem się pozmieniało. A najbardziej pozmieniało się, kiedy pojawiły się dzieci (śmiech). Snu jest coraz mniej, ale za to dużo radości. Temat snu, odpoczynku, regeneracji, to temat złożony, na który moglibyśmy poświęcić wiele godzin. Leki uśmierzające ból, marihuana. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak intensywne są mecze NBA. Czasem prosto z hali wskakujesz do samolotu. Po 3-4 godzinnym locie, meldujesz się w hotelu. Przecież wiadomo, że nie zaśniesz od razu. Jak gramy u siebie, to po powrocie do domu rzadko kiedy zasypiam przed drugą w nocy. Tyle emocji, tyle adrenaliny. Ciężko się wyciszyć.  

Jeśli chodzi o rutyny przed meczem i po, to jest bardzo indywidualna sprawa. Na przykład nasza drużyna nie ma obowiązkowych treningów rzutowych przed meczami. Uwielbiam to u Mike'a D'Antoni'ego. To pokazuje, że zna swoją wartość. To pokazuje, jakiej klasy jest fachowcem. Niczego nie udaje, nie robi z siebie nie wiadomo kogo. No i to też pokazuje świetną, zdrową relację między nim a Darylem. Nie każdy klub ma taki układ. Ja zazwyczaj biorę udział w tych porannych treningach. Bo lubię, bo jest to częścią mojego przygotowania do meczu. Dziś rano czułem się świetnie, wyszedłem z hotelu i zrobiłem sobie rzutówkę. Ale czasem nie chce mi się wychodzić z pokoju. I świetnie, że mamy do tego prawo. Trzeba mieć jaja, żeby takie coś wprowadzić do drużyny. 

Kilka minut po zakończeniu meczu, CP3 wyszedł z szatni, bez koszulki, i udał się w stronę tej wydzielonej części korytarza. Kotara nie była do końca zasłonięta, widać było jak CP robi pompki i inne ćwiczenia. Zapytałem go o to.

Jest to część mojej pomeczowej rutyny. Zestaw ćwiczeń wzmacniających moje ramiona i plecy. Jakieś pięć lat temu doznałem kontuzji przemieszczenia barku. Od tego czasu, cyklicznie, robię ćwiczenia wzmacniające.  Nie po każdym meczu, ale zawsze, kiedy czuję, że trzeba popracować nad tym.

Wiem, że nigdy nie lubiłeś tego pytania, ale z biegiem lat, kiedy przesuwasz się w rankingach, na przykład asyst, masz pewnie świadomość tego, że jesteś jednym z najlepszych rozgrywających w historii NBA. Gdzie na ten moment widzisz się na liście najlepszych jedynek.

Jasne, mam tego świadomość, ale w moim odczuciu umiejscawianie siebie samego na liście wśród najlepszych, byłoby trochę dziwne. Nie jestem przecież bezstronny w swojej ocenie. Powiem tylko, że jestem studentem tej gry. Doskonale znam historię ligi. Nie sądzę, żeby było wielu ludzi, którzy przygotowują się do meczów tak skrupulatnie, jak ja.

Co byś powiedział fanom, którzy narzekają, że w dzisiejszej NBA nie ma obrony?

To nie jest prawda. Mało tego. Są przecież specjaliści od bronienia. Goście 3 and D, których zadaniem jest tylko bronić oraz dawać dobry spacing. Dziś gracze NBA mają swoje role w drużynach do wypełnienia. Jedni mają punktować, inni bronić. Jest wielu graczy, którzy świetnie bronią. 

Jak naprawiłbyś Mecz Gwiazd?

Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wydawało się, że rok temu się nam to udało. Będziemy nad tym myśleć i pracować jako liga, jako związek zawodników.

 

W pobliżu CP3 siedział Gerald Green. Już ubrany, z zapakowaną kolacją na wynos. Zgodził się jednak na szybkie trzy pytania.

Opowiedz mi o swojej drodze od bycie dunkerem do roli specjalisty od rzutów za trzy punkty.

Zawsze umiałem rzucać za trzy, zawsze trenowałem ten element gry, tylko nie zawsze dostawałem szansę od trenerów, żeby to pokazywać.

Twoja nieprawdopodobna skoczność. To jest naturalny dar, czy ćwiczyłeś wyskok?

Wszystko jest naturalne. Niczego dodatkowo nie trenowałem.

Twój ulubiony dunker spoza NBA?

Nie mam żadnego. Kiedyś śledziłem, co się tam dzieje, ale teraz, już od paru lat tego nie robię, więc nie wiem.

 

P.J. Tucker też miał mi coś do powiedzenia.

Najlepszy model butów do grania w koszykówkę to...?

Nike Kobe 4.

Najgorszy?

Hmm, nie wiem, dobre pytanie (śmiech) hmm.

No wiesz, takie buty, że wkładasz je, grasz mecz i wiesz, że to nie jest to, że to but nie dla Ciebie.

Nie powiem Ci tego (śmiech).

Robisz kastomizacje butów?

Tak, mam kilka zrobionych par.

Ile par butów masz w domu?

Nie wiem. Po przekroczeniu tysiąca przestałem liczyć.

Od czego zależy, w jakich butach wystąpisz w danym meczu, czy zwyczajnie wyjdziesz na ulicę?

Zależy jak się czuję danego dnia, jaki mam nastrój. Na wyjazdy zabieram ze sobą wiele par butów - i do grania i do chodzenia. Potem wybieram w czym chcę zagrać, w czym chodzić przed i po meczu.

Opowiedz o swojej pasji do butów.

To jest coś,  na czym bardzo mi zależy. Ludzie mają swoje pasje, różne rzeczy, które ich kręcą. U mnie to są buty. Lubię nosić różne modele, próbować nowych rzeczy. Ale też bardzo lubię dawać ludziom buty. Dostarczam butów drużynom AAU. Zwykłym dzieciom, które potrzebują butów i nie tylko. Rocznie przekazuję ludziom i różnym organizacjom bardzo wiele par butów.


Przeniosłem swoje talenty do szatni Raptors. Prawie nikogo już tam nie było. Ale był Danny Green.

Koszykówka bardzo się zmieniła w ostatniej dekadzie. Mocno zatarły się tradycyjne pozycje, dużo więcej rzuca się za trzy punkty. Jak, w opinii trenera koszykówka będzie zmieniać się dalej, jak będzie wyglądać powiedzmy za 5-10 lat? W którym kierunku może to wszystko pójść? To samo pytanie zadałem Greggowi Popovichowi jakiś czas temu. Powiedział mi, że nie jest aż taki mądry, żeby mi odpowiedzieć. Więc pytam Ciebie, jako ucznia jego szkoły.

Nie jestem dobry w przewidywaniu przyszłości, ale wydaje mi się, że będzie bardzo podobna do tego, co oglądamy teraz. To znaczy, nie widzę aspektów gry, które mogłyby ulec jakieś drastycznej zmianie. Nadal będzie grać się w szybkim tempie, dużo rzucać, penetrować. Nadal dominować w lidze będą gracze obwodowi, wysocy nie będą stanowić o sile NBA, jak kiedyś. Będzie dużo small ballu.

Czy myślisz, że dojdziemy do momentu, w którym liczba oddawanych trójek osiągnie swoją "masę krytyczną", po której drużyny zaczną wracać pod kosz?

Bardzo możliwe. Wszystko będzie zależało od tych wszystkich zaawansowanych analiz i statystyk, bez których nie ma dziś zawodowej koszykówki. Na ten moment statystyki pokazują, że jeśli drużyny kreują sobie otwarte rzuty za trzy, to mają duże szanse na wygrywanie meczów. Ale może niedługo ktoś wpadnie na coś nowego, coś jeszcze bardziej skutecznego. Akcje spod kosza i półdystans, to przecież nadal ważne części ataku.

 

James Harden skończył swoją powinność wobec mediów. Ubrany w elegancki płaszcz, efektowne buty, przepasany torebką, która swoim fasonem, kształtem i małymi rozmiarami, niebezpiecznie przypominała damską torebkę, pochylił się nad porządnie zastawionym stołem. To też dość charakterystyczny widok w szatniach NBA. Drużyny, które nie nocują w danym mieście, zamawiają sobie kolację u gospodarzy. Zwykle między wyjściem z hali po meczu, a oderwaniem się od ziemi w drodze do kolejnego miasta, mijają ledwie 2-3 godziny. Nie ma czasu na szukanie restauracji. Poza tym są to pory, kiedy prawie wszystko jest zamknięte. Harden wziął dwa styropianowe opakowania na jedzie i dokładnie je wypełnił. Włożył to wszystko do białej, plastikowej reklamówki, naciągnął na uszy słuchawki i wyszedł z hali. Wyglądało to przezabawnie. Milioner, wielka gwiazda NBA, gość ubrany w rzeczy, które pewnie kosztowały tyle, co półroczna pensja przeciętnego człowieka, tak zwyczajnie, po naszemu, nakłada sobie bufetowe jedzenie i wychodzi.


Wyszedł on, wyszedłem i ja. Moja czwarta wyprawa do Toronto dobiegła końca. Raptors są łącznie 13:3 w meczach, w których oglądam ich na żywo w hali. Postaram się przekazać tę statystykę odpowiedniej komórce tej organizacji. Niech wiedzą, niech sprowadzają mnie częściej. A tak poważnie - to już był czas na mnie. Koszykówka nie jest najważniejsza w życiu. Nie wiem, czy chciałbym robić to nieprzerwanie przez cały sezon. Jakaś część mnie mówi mi, że tak, bo przecież to zajęcie, za które większość fanów dałaby się pokroić. Mam otwarte drzwi do miejsc, których zwykli kibice oglądać nie mają prawa. Mam dostęp do ludzi, których większość może tylko oglądać w telewizji. Ale z drugiej strony, jak patrzę na tych wszystkich lokalnych, i przyjezdnych dziennikarzy, we flanelowych koszulach w kratę, którzy są tu dzień w dzień. I dzień w dzień zadają bez pasji w głosie te same pytania, zmieniając tylko daty i nazwiska, to myślę sobie, że chyba jednak lepiej jest dawkować sobie NBA. Jak miałem 5-6 lat, to marzyłem żeby wejść z łyżką do domu zrobionego z lodów i po prostu zacząć ten dom jeść. Dziś mogę kupić sobie tyle lodów, ile chcę, i choć lody jem regularnie, to marzenie o lodowej budowli mnie opuściło. 

Stokrotne dzięki za czytanie moich relacji z Toronto. Jeśli jakaś Cię ominęła, to możesz to teraz nadrobić. Było to tak:

1. Toronto 2019.  

2. Toronto 2019 cz. 2.

3. Toronto 2019 cz. 3.

4. Toronto 2019 cz. 4.

5. Toronto 2019 cz. 5.

Jeśli Ci się podobało, to możesz wrzucić mi TUTAJ do skarbonki parę groszy. Generalnie nie potrzebuję Twoich pieniędzy. Ale tak w dowód uznania, za darmową treść na poziomie. To trochę kpina, żeby najlepsza strona o NBA w Polsce zajmowała 764 miejsce na liście tak zwanych autorów. Nie sądzisz? Polub, udostępnij, skomentuj. Zadziałaj coś w tym internecie. Pokaż znajomym moją stronę. OK? 


"Co za niekompetentny sk...yn. Ku...a mać!

Mam w rękawie jeszcze jednego asa z Kanady. Dosłownie. Zrobiłem wywiad z Super Fanem Raptors. Wrzucę go w swoim czasie.


22:19, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 marca 2019

Pogadałem z Maćkiem Lampe o jego wrażeniach po wczorajszym losowaniu grup do Mistrzostw Świata. Tak na szybko, bo jego Jilin Northeast Tigers zaczynają dziś play-offy (przeciwko Fujian Sturgeons).

Twoje wrażenia po losowaniu. Wiem, że chciałeś trafić na Chiny.

Nie mogło ułożyć się lepiej. Tak, chciałem trafić na Chiny i udało się. Gram w Chinach od 2016 roku. Lubię ten kraj, tych fanów. Oni lubią mnie. Zagrać przeciwko Chinom, w Chinach, to będzie coś wyjątkowego. Z Wenezuelą i Wybrzeżem Kości Słoniowej, tworzymy ciekawą grupę. Myślę, że stać nas na pokonanie każdego w tej fazie.  

Zdaniem wielu, grupa H, będzie "grupą śmierci" tego turnieju. Też tak uważasz? Kto z niej wyjdzie?

Tak, bez wątpienia to jest najtrudniejsza do wytypowania grupa tego turnieju. Wiadomo, że faworytami są Litwa, Kanada i Australia. Jeśli o mnie chodzi, to stawiam na Litwę i Australię. Ale tam się może wydarzyć wszystko. 

Twój "czarny koń" tych mistrzostw.

Czarnym koniem tych mistrzostw może być Dominikana. Gdyby udało im się włączyć do składu Ala Horforda i Karla-Anthony'ego Townsa.

Atuty i słabości naszej drużyny?

To, co naszej drużynie może przynieść sukces na tych mistrzostwach, to przede wszystkim konsekwentna taktyczna dyscyplina oraz nasz wspólny wysiłek na obu końcach parkietu. Mamy zgrany kolektyw, ale w Chinach to wszystko musi wejść na jeszcze wyższy poziom. O motywację nie musimy się martwić. Udział w Mistrzostwach Świata, to dla nas, dla naszych karier, coś naprawdę wielkiego. Naszą słabością na pewno jest brak doświadczenia na tak dużej imprezie.  

W sezonie regularnym, w barwach Jilin Northeast Tigers (43 mecze) Lampe grał na poziomie 24.3 punktu, 13.5 zbiórki oraz 3.5 asysty. Trafiał 53% swoich rzutów z gry, 35% zza łuku oraz 76.7% z linii. Jeśli Maciek i koledzy przejdą pierwszą rundę, będzie to pierwszy tego typu sukces dla tej drużyny od 10 lat. 


10:29, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 marca 2019

Rozlosowano grupy na Mistrzostwa Świata, które odbędą się w tym roku w Chinach, na przełomie sierpnia i września. Polska trafiła do grupy A razem z Chinami, gospodarzem imprezy, Wenezuelą i Wybrzeżem Kości Słoniowej.

Losowanie wyglądało tak:

14:43, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 marca 2019

Jesteśmy na ostatniej prostej rundy zasadniczej. Niektóre drużyny są już pewne, lub niemal pewne awansu do play-offs. Inne będą walczyć do ostatniego meczu. Są też ekipy, których zawodnicy już powoli będą musieli wyciągać z garażu wędki. Ale NBA to liga, w której nie można stać w miejscu. Kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Dlatego już teraz biorę na warsztat dwudziestu wolnych agentów, którzy tego lata będą negocjować nowe kontrakty. W pierwszej części skupiam się na zawodnikach spoza pierwszych stron gazet. W kolejnej prześwietlę topowe nazwiska, o których będzie głośno. Kolejność przypadkowa. 

 

Nikola Vucevic, Orlando Magic.

Czarnogórzec ze szwajcarskim paszportem gra sezon życia. Ma najwyższe średnie w karierze w punktach (20.6), zbiórkach (12), asystach (3.9), blokach (1.2) oraz skuteczności rzutów za trzy punkty (38.6%). Gdy jego nowa umowa będzie wchodzić w życie, stuknie mu 29 lat. To idealny moment, by na wolnym rynku spieniężyć osiem sezonów w lidze. Zawodnik Magic jest jednym z najwszechstronniejszych centrów NBA. Doskonale wyszedł naprzeciw zmieniającej się koszykówce. Jest to drugi rok, w którym trafia ponad jedną trójkę w każdym meczu. Jednak w przeciwieństwie do wielu wysokich, którzy całkowicie przenieśli się na obwód, Vucevic nie zapomniał o grze w polu trzech sekund, tyłem do kosza, gdzie sieje największe spustoszenie. Jeśli klub z Orlando będzie chciał zatrzymać go u siebie, będzie musiał sięgnąć głęboko do kieszeni. Jeśli nie oni, ktoś na pewno zapłaci mu tego lata. 

 

DeMarcus Cousins, Golden State Warriors.

To będzie arcyciekawe lato przed DMC i jego agentem. Cousins związał się z Warriors roczną umową wartą $5.3 mln minionego lata. W świetle przepisów NBA, zawodnik na rocznym kontrakcie, bez praw Birda, w kolejnym roku może podpisać z tym samym klubem umowę o wartości 120% tej pierwszej. W tym przypadku byłoby to więc tylko $6 mln z kawałkiem. W sferze czysto finansowej, będzie zatem niezwykle ciężko, by nie powiedzieć, że będzie to niemożliwe, namówić go na pozostanie. No chyba, że w wieku 29 lat będzie chciał grać za $6 mln rocznie. Cousins wygląda nieźle po kontuzji zerwanego ścięgna Achillesa, kontuzji, która w przeszłości zdewastowała kariery wielu zawodowych sportowców. 15.5 punktu, 8.1 zbiórki, 3.2 asysty, 1.3 bloku oraz 1.2 przechwytu. Ciężko wymagać więcej od zawodnika, który cały czas wraca do pełnej sprawności, który gra tylko po 25 minut w meczach, który jest co najwyżej czwartą opcją swojej utalentowanej drużyny. Czy ktoś zdecyduje się dać mu wieloletnią umowę za ciężkie miliony? To, mimo wszystko, może być ryzykowne. Obok Duranta, Thompsona i Curry'ego, Boogie może spokojnie sobie grać bez żadnej presji. Czy fizycznie i mentalnie jest w stanie być pierwszą czy drugą opcją jakiejś drużyny? Co do tego jest wiele znaków zapytania. Jego pomyłki w obronie są dla fanów Warriors sporym bólem głowy przez play-offami.

 

D'Angelo Russell, Brooklyn Nets.

Russell będzie negocjował swój kontrakt niemal dokładnie dwa lata po tym, jak Magic Johnson zrezygnował z niego, bo uznał, że nie nadaje się na lidera. Wygląda na to, że legenda Los Angeles Lakers bardzo się pomyliła. 23-letni Russell jest w trakcie najlepszego sezonu w swojej czteroletniej karierze. Pierwszy raz dostąpił zaszczytów grania w Meczu Gwiazd. A co najważniejsze, jego liczby nie idą w powietrze. Nets, którzy nie ociekają talentem, są na dobrej drodze, by wejść do play-offs i stać się jedną z najbardziej pozytywnych historii tego sezonu. Statystyki na poziomie 20.5 punktu, 3.7 zbiórki, 6.8 asysty oraz 1.1 przechwytu będą silną kartą przetargową podczas kontraktowych negocjacji. W ewentualnym połączeniu z dość niespodziewanym awansem do postseason, wartość Russella może tylko wzrosnąć. Ciekawe czy Magic zmienił zdanie na jego temat? Ktoś taki przydałby się teraz w Lakers.

 

Terry Rozier, Boston Celtics.         

Ukochany zawodnik Danny'ego Ainge'a, może opuścić Boston. Niespełna 25-latek będzie zastrzeżonym wolnym agentem, więc ten kto będzie go chciał zakontraktować, będzie musiał zaoferować mu tyle, żeby zniechęcić Celtics do wyrównania oferty. A może to nie być aż tak trudne. Historia zna wiele takich przypadków. Ainge będzie starał się go zatrzymać, ale nie za wszelką cenę. Wszak równolegle, będzie prowadził kontraktowe rozmowy z Kyrie Irvingiem, Alem Horfordem i być może także Marcusem Morrisem. I tu szansa dla klubów, które szukają rozgrywającego na lata. Rozier był świetny w ostatnich play-offach, podczas których notował po 16.5 punktu, 5.3 zbiórki, 5.7 asysty oraz 1.3 przechwytu na mecz. W tych rozgrywkach spędza na parkiecie tylko po 23 minuty w meczu i oddaje tylko po 8.5 rzutu. W ubiegłym tygodniu miałem okazję rozmawiać z nim osobiście. Zdradził mi, że łączenie grania o zwycięstwa z Celtics oraz o nowy kontrakt nie jest dla niego łatwe. Ale też dodał, że zna swoją wartość i nie widzi zbyt wielu graczy ze swojej pozycji, których uważa za lepszych od siebie. Kluby wiedzą, że Rozier jest dużo lepszy, niż 9 punktów, 4 zbiórki i 3 asysty, jakie produkuje u boku Irvinga i Smarta w dość ograniczonej roli.  

 

Mark Gasol, Toronto Raptors.

34-letni Hiszpan swój fizyczny prime ma już za sobą, ale styl, w jakim gra, może mu spokojnie pozwolić na zagranie jeszcze przynajmniej 2-3 produktywnych lat. Podstawowym pytaniem będzie cena za jego usługi. Gasol ma opcję gracza wartą $25.5 mln na najbliższe rozgrywki. Na wolnym rynku na pewno nie dostanie takich pieniędzy. Ale granie na mocy wygasającej umowy, to spore ryzyko. Każda większa kontuzja może zrzucić jego rynkową wartość w przepaść. Być może więc poszuka latem czegoś, co zabezpieczy go na 2-3 sezony, na mocy umowy za jakieś $45-50 mln. Gasol cały czas uczy się systemu Raptos. W Toronto zagrał dopiero dziewięć meczów. Jego 10 punktów, prawie 6 zbiórek i 4 asysty wyglądają dość dobrze, biorąc pod uwagę, że Hiszpan w większości zaczyna mecze z ławki i oddaje tylko po 8 rzutów. Im dalej w play-offach zajdzie Toronto, tym rosną szanse Gasola na nowy, dobry kontrakt. Oczywiście musi być ważną częścią tego ewentualnego sukcesu.

 

Julius Randle, New Orleans Pelicans.

Kolejny niechciany w Lakers gracz, rozwija się pod skrzydłami innej organizacji. Randle zdobywa dla Pelikanów średnio 20.7 punktu, 8.8 zbiórki i 3 asysty. Ma opcję zawodnika wartą $9 mln na kolejne rozgrywki, ale zapewne jej nie podejmie. Na wolnym rynku może liczyć nawet na dwa razy tyle za rok. Nie od drużyn walczących o tytuł (nie za takie stawki), ale od drużyn walczących o play-offy może już tak. Ewentualnie zgłaszać się po niego mogą organizacje, które nie będą grały o nic wielkiego, ale będą musiały osiągnąć regulaminową „podłogę” w salary. W NBA pełno takich „pustych” kontraktów. Nowej  umowy może nie będzie musiał szukać daleko. Anthony Davis jest już jedną nogą poza Nowym Orleanem. Klub z Luizjany ma ogromne kłopoty z zapełnianiem swojej hali. Głęboka przebudowa może kosztować ich nawet przenosiny do innego miasta. By tego uniknąć, klub musi mieć u siebie jakiś talent.

 

DeAndre Jordan, New York Knicks.

Mam mieszane uczucia co do DJ'a. W Dallas, jak na moje oko, trochę się oszczędzał. W Nowym Jorku chce już tylko dokończyć rozgrywki i zadbać by o nim nie zapomniano. Latem będzie miał 31 lat. Pytanie brzmi jak długo jeszcze będzie w stanie korzystać ze swoich fizycznych atutów – szybkości, skoczności i zwinności. Nadaj jest jednym z najlepszych zbierających NBA. Jego obecność pod koszem ciągle budzi respekt. Problem z nim jest taki, że może brzydko się zestarzeć. Nie dysponuje prawie żadnymi manewrami tyłem do kosza, przez lata nie wypracował nawet średniego rzutu, który trzeba by było specjalnie kryć. Wraz z uchodzącą fizycznością, jego przydatność i efektywność, mogą drastycznie spadać. Mądrze skonstruowana umowa – większość pieniędzy w pierwszych dwóch latach, częściowo gwarantowane pieniądze w ostatnim roku, może być czymś, czego będą szukać drużyny podczas negocjacji z jego agentem.

 

Ricky Rubio, Utah Jazz.

Cudowne dziecko hiszpańskiej koszykówki w nowym sezonie będzie mieć już 29 lat. To będzie zapewne jego ostatnio duży kontrakt z NBA. Rubio w ostatnich dwóch latach dołożył trójkę do swojej gry. To nadal nie jest nic wielkiego, i nigdy już nie będzie, ale to jest coś dla jego kariery i jego wartości w lidze. To w dalszym ciągu inteligenty gracz ze świetnym podaniem, ze świetnym przeglądem boiska. To jest rozgrywający, z którym można bić się o play-offy, bo przecież Jazz to robią z powodzeniem. Wiele drużyn tej ligi może tylko o kimś takim pomarzyć. 12.9 punktu, 3.7 zbiórki, 6.1 asysty oraz 1.4 przechwytu w tym sezonie. Rubio zarobi za ten sezon blisko $15 mln. Czegoś na ten kształt, na mocy kilkuletniej umowy, będzie szukał na wolnym rynku.

 

Bojan Bogdanovic, Indiana Pacers.

Chorwat idealnie trafił z formą w swoim kontraktowym roku. Przypadek? Pewnie nie. 17.7 punktu, 4.1 zbiórki i 1.8 asysty. Trafia 43% swoich rzutów zza łuku, co jest dziewiątą, najlepszą skutecznością w lidze. Po kontuzji Victora Oladipo, Pacers nie zwolnili tempa. Nadal są trzecią siłą Wschodu i duża zasługa w tym właśnie Bogdanovica. W lutym i marcu zdobywa po 23 punkty na mecz. Jest w idealnym punkcie swojej kariery, żeby podpisać wielomilionowy kontrakt. W kwietniu zdmuchnie 30 świeczek z urodzinowego tortu, ale jest to jego dopiero piąty sezon w NBA. W tych nogach jest jeszcze sporo sił.

 

Malcolm Brogdon, Milwaukee Bucks.

Bucks mogą mieć z Brogdonem taki sam problem, jak Celtics z Rozierem. 26-latek będzie zastrzeżonym wolnym agentem. Jakiś klub może zechcieć podać Kozłom tak zwaną „pigułkę śmierci”, której klub z Wisconsin zwyczajnie nie będzie w stanie (finansowo) przełknąć. Tego typu kontrakty, dla zastrzeżonych walnych agentów, konstruowane są w dość nietypowy sposób, oczywiście w sposób, który nie jest na rękę macierzystemu klubowi. Czasem chodzi o sposób wypłacania pieniędzy, czasem o ich rozkład na poszczególne lata. Otto Porter gra na mocy takiego kontraktu. Przyjął go latem 2017 roku od Nets, ale Wizards, mimo wszystko, wyrównali. Porter ma taki zapis w swojej umowie, że do 1 października każdego z kontraktowych lat, musi otrzymać połowę ze swojej rocznej gaży. Zobaczymy co wymyślą kluby, żeby zabrać Bucks Brogdona. Debiutant Roku (2017) gra w tych rozgrywkach na poziomie 16 punktów, 4.7 zbiórki oraz 3.3 asysty.

 

Inni ciekawi wolni agenci tego lata:

Goran Dragic*, JJ Redick, Nikola Mirotic, Derrick Rose, Brook Lopez, Harrison Barnes*, Willie Cauley-Stein*, Rudy Gay, Paul Millsap **, Danny Green, Marcus Morris, Jonas Valanciunas*, Enes Kanter, Isaiah Thomas.

* Opcja gracza.
** Opcja klubu.

* Tekst napisałem oryginalnie dla portalu Unibet. Opublikowany został tam tydzień temu.

21:24, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 marca 2019

Thunder grali wczoraj z Jazz w Salt Laker City. Jakiś fan próbował słownie konfrontować się z Russellem Westbrookiem. W internecie krąży amatorskie nagranie, w którym zdenerwowany Westbrook grozi kibicowi, że zrobi jemu i jego żonie rzeczy na literę F w języku angielskim. Nie będę wrzucał tutaj tego filmu. Nie warto. Parę osób pytało mnie, co o tym sądzę. Oto moja odpowiedź:

Koszykarz na parkiecie to jest świętość. To jest jego miejsce pracy. On tam jest, żeby dawać Ci radość, rozrywkę, może jakąś inspirację. To, że zapłaciłeś za bilet, nie znaczy, że sportowiec staje się Twoją własnością, Twoim śmieciem, że możesz wylewać na niego swoje frustracje. Tu stoję murem za Westbrookiem i innymi zawodnikami, których co jakiś czas próbują prowokować kibice. Choć nie wiem, czy takich ludzi warto nazywać kibicami. Dla mnie to są idioci i chamy. 

Takie mamy czas. Każdy, lub prawie każdy posiada sprzęt do nagrywania video. Wizja taniego zaistnienia w internecie jest dla niektórych kusząca i całkiem realna. Co jakiś czas do sieci trafia materiał, na którym uradowany kibic "przyłapał" zawodnika NBA, na tym, że puściły mu nerwy. Szkoda, że materiał nie obejmuje całej sekwencji wydarzeń, w której tenże kibic w prostacki sposób prowokuje, wyzywa, drze się w kierunku gracza. Byłem, widziałem. Nie zdarza się to aż tak często. Nie jest to problem w skali całej ligi, ale niestety zdarzają się idioci, którzy, jak myślę, pragną się w jakiś sposób dowartościować. "Nawrzucałem Westbrookowi, wiesz? Westbrook zareagował na moje zaczepki. Człowieku! Udało mi się wyprowadzić go z równowagi. Mój filmik ma milion kliknięć." Tak to działa.

Napisałem, że nie jest to aż tak wielki dla NBA, bo podobne przypadki w tym sezonie, na tak ogromną liczbę rozegranych meczów, można byłoby policzyć na palcach jednej, może dwóch rąk. Była konfrontacja z Durantem, Cousinsem, Westbrookiem, i pewnie jeszcze kilka, których teraz nie pamiętam. Mimo to, jestem za surowym karaniem takich ludzi.

Poniżej wrzucam zdjęcie informacji, którą dostają ludzie kupujący bilety na miejsca znajdujące się w pobliżu parkietu meczów NBA. Tych najbliższych oraz tych, z których da się w jakiś sposób wejść w słowną interakcję z zawodnikami.

Wracając do wczorajszego incydentu z Westbrookiem. Klub Utah Jazz wydał oświadczenie, w którym czytamy, że problematyczny fan został zidentyfikowany i ukarany. Nałożony został na niego zakaz wstępu na mecze Jazz oraz na wszystkie inne mecze drużyn NBA. I bardzo dobrze! Zanim kara została oficjalnie nałożona, tenże fan próbował tłumaczyć, że chciał tylko zażartować, że (z trzeciego rzędu) krzyczał coś o przykładaniu lodu na kolana. Dodał też, że nie boi się Westbooka i zaprasza go na górę - i tu moim zdaniem zdradził się, że jest prostakiem szukającym sensacji. Cieszy mnie finał tej sprawy!

23:47, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 marca 2019

Jeffa Van Gundy'ego cenię za intelekt, ciekawe spostrzeżenia, otwarty umysł, specyficzne poczucie humoru. Podczas transmisji sobotniego starcia Lakers-Celtics, JVG powiedział, że jego zdaniem Lakers powinni rozważyć transfer z udziałem LeBrona Jamesa. Cóż pomysł na pozór wydaje się szalony i nierealny. Gwiazd tej półki się nie transferuje, no chyba, że same tego chcą. Ale tak czysto na potrzeby akademickiej dyskusji, jest to temat bardzo ciekawy, jak najbardziej nadający się do zbadania podczas transmisji meczu dwóch drużyn, w których jedna gra a tytuł, ale w skali sezonu nieco zawodzi, a druga, ku zdziwieniu wielu, już nie gra o play-offy

Mark Jackson nie poczuł tego tematu. Mark Jackson się oburzył. Mark Jackson, od 2014 jest reprezentowany przez agencję Klutch Sports, która jak wiecie, została w 2012 roku założona przez LeBrona i Richa Paula. Od lat staram się opowiadać Wam o brudnych grach agentów i agencji. Nie wszyscy mi wierzą, nie wszyscy chcą słuchać. Jeśli rzeczy dzieją się na poziomie wolnej agentury, rozmów za zamkniętymi drzwiami, to pal licho, w bezpośrednio sposób nas to nie dotyczy. My tylko widzimy, że gracz A podpisał kontrakt z klubem X. Rzadko kiedy mamy pełną wiedzę, dlaczego to zrobił. Czasem, tak po prostu, bo chciał, bo pieniądze się zgadzały. Czasem, tak po prostu, bo temat przedyskutował z żoną. Czasem jednak, by nie powiedzieć, dość często, migracje graczy w obrębie klubów, to jak ruch liści na wietrze. To też nie dotyka nas bezpośrednio. 

Problem mam jednak z tym, gdy klient pewnej agencji, jako ekspert w telewizji, kolejny raz robi dobry PR tejże agencji. Pisałem już o tym jak Jackson chwalił wstępną ofertę Lakers dla Pelicans za Anthony'ego Davisa. Ta oferta dobra nie była. Każdy o tym wiedział. Wstępne oferty mają to do siebie...że są wstępne, bo od nich zaczyna się negocjacje.  Ale OK, Jackson, były gracz i były trener w NBA miał prawo tak sądzić i mógł w jakiś sposób ubrać to jakieś argumenty. Mniej lub bardziej sensowne.

To tutaj, to już jest dość brzydkie. Posłuchajcie.   

Ta rozmowa mogla pójść w kilku kierunkach. Mogła być ciekawa, na argumenty. Mogła być śmieszna, ale też na argumenty. Mogła być dość szybko ucięta jakąś błyskotliwą albo śmieszną ripostą. Tymczasem Jackson poprowadził ją w błoto, w muł, w cuchnące szuwary.


23:59, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (9) »
sobota, 09 marca 2019

Brandon Ingram nie zagra już tym sezonie. Lekarze Los Angeles Lakers zdiagnozowali u niego zakrzepicę żylną w okolicach prawego ramienia. 21-latek opuścił ostatnie dwa mecze ze względu na ból prawego barku. Dokładne badania wykazały jego prawdziwą przyczynę. To duże osłabienie dla Lakers, którzy mają już tylko matematyczne szanse na play-offy. Ingram, zanim trafił na listę nieaktywnych graczy, przez sześć kolejnych spotkań, zdobywał po 23 i więcej punktów.

Ingram zagrał w tym sezonie w 52 meczach. Każdy z nich rozpoczynał jako gracz pierwszej piątki. Jego średnie sięgnęły 18.3 punktu (najlepsza w karierze), 5.1 zbiórki i 3 asyst. Trafiał z gry 49.7% co również było najwyższą wartością w jego karierze. 

Jakby tego było mało, swój sezon najprawdopodobniej zakończył także Lonzo Ball. 21-latek nie gra od 19 stycznia ze względu na poważne skręcenie lewej kostki. Rozgrywający Lakers jest daleki od meczowej formy. W ostatnim czasie jego aktywność ograniczała się tylko do kozłowania piłki. Klubowi Lekarze mają przebadać go w ten weekend i zadecydować, co dalej. Jedno jest pewne, jego powrót na parkiet w najbliższej przyszłości jest mało realny. Ball (47 meczów) notował w tym sezonie średnio 9.9 punktu, 5.3 zbiórki, 5.4 asysty oraz 1.5 przechwytu.

Lakers byli 15:8 w tym sezonie, gdy dysponowali trójką James, Ball, Ingram. Gdy któryś z nich opuszczał mecze, bilans drużyny wynosił 15:27. Cała trójka swój ostatni wspólny mecz zagrała w Boże Narodzenie.

Lakers z bilansem 30:35 są w tej chwili na dziesiątym miejscu na Zachodzie. Do ósmych Spurs brakuje im 6.5 meczu.


23:31, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 362