Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
MENU:
czwartek, 29 września 2016
Stanisław Barańczak, "Wiersze wybrane", Wydawnictwo a5, Kraków 2006, s. 371. Wiersz napisany w 1988 roku.


10:48, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (1) »
środa, 28 września 2016

Dużymi krokami zbliża się dziesięciolecie istnienia tego bloga. Tak, to już dziesięć lat. Dekada. Dyszka. 1 października 2006 wszystko się zaczęło.
Planuję, w związku z tym, coś fajnego, godnego okrągłego jubileuszu.
I tu pytanie do Was, odwiedzających ten blog. Co proponujecie?
Pytania do autora czyli do mnie? Co jakiś czas dostaję maile lub wiadomości na FB. Jest to bardzo miłe, nie ukrywam. W pytaniach, poza sprawami czysto enbiejowskimi, przewijają tematy dotyczące mnie konkretnie. Dlaczego wyjechałem do Finlandii, jak się tam żyje itp. Spotkanie z jaką gwiazdą NBA zrobiło na mnie największe wrażenie? Co sądzę o tym i o tamtym? I tak dalej. Zamiast odpowiadać 100x na to samo pytanie w mailu, mogę oficjalnie zaspokoić Waszą ciekawość na różnych płaszczyznach. Tak zwane "100 pytań do." Może zamiast tradycyjnego wpisu, pokuszę się o jakieś wideo czy audio. Może.
Myślę też o czymś na kształt TOP10 moich wpisów. Oczywiście subiektywne TOP10. I tu też mogę prosić o pomoc.
Jak pierwszy raz trafiłeś/trafiłaś na mój blog?
Jak i gdzie najczęściej odwiedzasz mój blog?
To też może być ciekawe.
Ogólnie, jak zawsze, wszystkie pomysły są bardzo mile widziane.
Piszcie na maila, na FB, tu w komentarzu pod tym wpisem.
Postaram się w najbliższą sobotę zaskoczyć  czymś ciekawym.
Wy się zastanówcie a ja idę gotować zupę brokułową, podduszać wołowinkę a potem na trening.

Chciałem wkleić zdjęcie z Paulem Pierce'em pod tym wpisem, w związku z tym, że najbliższy sezon będzie jego ostatnim w NBA.
Ale potem pomyślałem, że nawet "Prawda" może gdzieś zawieruszyć się w gąszczu natłoku linków i informacji, które zalewają Wasze ekrany.
Postawiłem więc na dwie rezolutne studentki, które lubią mój blog i prowokują Cię do dyskusji o NBA.



ale, w związku z tym, że lubię się chwalić...

http://karolsliwa.blox.pl/resource/DSC06027.JPG

13:32, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 26 września 2016
Wehikuł czasu istnieje. W 1995 roku z przyszłości przyniósł koszykarskiemu światu Kevina Garnetta. To były czasy, gdy koszykówka grana była w tradycyjny sposób, z podziałem na pięć, wyraźnie zaznaczonych pozycji. Stretch 4, stretch 5? Nie, wtedy ze streczu były tylko spodnie i zimowe kozaki.

Garnett, swoim stylem gry, wyprzedził koszykówkę o przynajmniej 20 lat.
Gdy w 1995 roku trafił do NBA jako wyrośnięty chudzielec o wzroście 211 cm, ani myślał o grze pod koszem. Bronił się przed nią jak tylko mógł. Krążyły o nim anegdoty, że mówi ludziom, że ma 6-11, 6-12, 6-13 wzrostu. Sześć stóp plus "ile tam chcesz cali", żeby tylko nie powiedzieć magicznych słów "siedem stóp." 
Nie było w tym nic dziwnego. Mimo wzrostu silnego skrzydłowego/centra nie był jeszcze na tyle mocny fizycznie, by walczyć z najlepszymi podkoszowymi NBA. A były to czasy, kiedy na tych pozycjach grały prawdziwe gwiazdy z Charlesem Barkley'em, Karlem Malone, Davidem Robinsonem, Patrickiem Ewingiem, Alonzo Mourningiem czy Shaq'iem na czele.

K.G. był, na swoje szczęście, na tyle wszechstronny, że zamiast zaginąć gdzieś na końcu ławki Wolves został nietypowym, jak na owe czasy, niskim skrzydłowym. I ta wszechstronność, którą przez lata imponował dała mu miejsce w historii NBA, w którym nie było nikogo przed nim.
Kevin jest przedstawicielem ekskluzywnego klubu. Tak ekskluzywnego, jak tylko się da, bowiem jest to klub...jednoosobowy.
K.G. jest w pięćdziesiątce najlepszych w historii we wszystkich pięciu najważniejszych statystykach (punkty, zbiórki, asysty, przechwyty, bloki). Nikomu wcześniej nie udała się taka sztuka.

Mało tego. Jest w TOP 20 w historii w czterech z nich:
Punkty (26071 - 17 miejsce).
Zbiórki (14662 - 9 miejsce).
Przechwyty (1859 - 16 miejsce).
Asysty (5445 - 47 miejsce).
Bloki (2037 - 17 miejsce).
Dodatkowo:
Minuty gry (50418 - 3 miejsce).

Od kiedy liga notuje oficjalnie przechwyty i bloki czyli od sezonu 1972-73, żadnemu zawodnikowi nie udało się wejść do TOP 50 we wszystkich pięciu kategoriach statystycznych. Sięgając w przeszłość można pokusić się o tezę, że Oscar Robertson który bez większego trudu wszedł do TOP 50 w punktach, asystach i zbiórkach byłby w stanie to zrobić ale to tylko teza.

Czy zatem Kevin Garnett to najwszechstronniejszy koszykarz w historii tej gry?

Nigdy nie był takim dominatorem jak Shaq czy Chamberlain, nie wygrywał tyle razy co Bill Russell, nie zagroził też legendzie Michaela Jordana.
Ale jeśli spojrzeć na jego grę w przekroju ostatnich dwóch dekad, oczywiście z naciskiem na jego prime w Minnesocie i pierwsze półtora roku w Bostonie (do czasu kontuzji prawego kolana) a efekt wizualny podeprzeć statystykami, to okazuje się, że mieliśmy do czynienia z koszykarzem którego nigdy wcześniej w historii po prostu nie było.

Punkty: K.G. nigdy nie był królem strzelców NBA ale w 9 ze swoich 21 sezonów zdobywał średnio 20 i więcej punktów. Tylko w trzech ostatnich latach w lidze, zszedł poniżej dwucyfrowego pułapu. Potrafi punktować na wszystkie sposoby. Dysponował całym repertuarem zagrań podkoszowych tyłem do kosza. On tańczył!
Praca jego nóg była jedna z najlepszych w historii NBA - ogółem, nie tylko jeśli chodzi o podkoszowych. Ale przecież także świetnie grał przodem do kosza. Regularnie trafiał fadeaway'e, rzuty po koźle, rzuty z 6-7 metrów, rzuty po pick and popach. Potrafił mijać, crossować, bardzo dobrze kozłował.


       
       
       
       

 
Zbiórki: Przez dziewięć kolejnych sezonów nie zszedł poniżej 10 zbiórek na mecz a przez cztery lata z rzędu był liderem ligi w tej kategorii (2004-2007). Jest liderem wszech czasów  w ilości zbiórek defensywnych.

Asysty: W dziejach NBA próżno szukać tak dobrze podającego 7-footera. Średnia z całej kariery na poziomie prawie 4 asyst na mecz. K.G. zaliczył 6 sezonów z rzędu, w których zaliczał po 5 i więcej kończących podań. W dodatkowych czterech sezonach, przekraczał próg 4 asyst na mecz. Jeśli wziąć pod uwagę zawodników o wzroście Garnett, lub wyższych, więcej asyst ma tylko
Kareemem Abdul-Jabbarem ale on zagrał w lidze o 98 meczów więcej.  

Obrona: Tutaj nie chodzi tylko o gołe liczby i suche fakty. Garnett pojawił się latem 2007 roku w Bostonie i z miejsca uczynił Celtów najlepiej broniącą ekipą w NBA, która sięgnęła po mistrzostwo. K.G. został wtedy Najlepszym Obrońcą ligi a z Paula Pierce'a i Ray'a Allena zrobił całkiem niezłych defensorów w "drugiej połowie" ich karier. Nagrodę indywidualną zgarnął tylko raz ale spierać można się ile razy na nią zasłużył. Faktem jest jednak, że był dziewięciokrotnie w najlepszej piątce obrońców i trzy raz w drugiej.

Jest taka statystyka, która zwie się "Defensive Win Shares" czyli ile dany gracz jest warty zwycięstw dla swojej drużyny patrząc od strony defensywnej. Tu K.G. jest na siódmym miejscu w historii tylko za Billem Russellem,
Timem Duncanem, Kareemem Abdul-Jabbarem, Hakeemem Olajuwonen, Wiltem Chamberlainem i Karlem Malonem. W czasach świetności K.G. mógł bronić nawet czterech pozycji.  

Długowieczność:  K.G. zagrał w NBA 1462 mecze co daje mu piąte miejsce w tej kategorii. Rozegrał w sumie
50418 minut, co jest trzecim wynikiem w historii NBA. Nie licząc kontuzji kolana w sezonie 2008-2009, która zabrała mu 25 meczów a Celtom mistrzostwo, nigdy wcześniej nie stracił w sezonie więcej niż 10 meczów. Osiem razy wystąpił w przynajmniej 80 meczach rundy zasadniczej.  

Garnett, swoim stylem gry, wyprzedził koszykówkę o przynajmniej 20 lat. Dziś wysocy zaczynają wychodzić na obwód, kozłować, podawać i nikogo już to nie dziwi. Wtedy, w połowie lat dziewięćdziesiątych, było to coś nadzwyczajnego i niecodziennego. K.G. wyszedł spod kosza i dość nieświadomie, został prekursorem trendu, który jest na dobrą sprawę dopiero historią ledwie ostatnich kilku sezonów. Młody i zdrowy Garnett, w dzisiejszym baskecie, byłby skarbem, żołnierzem uniwersalnym na trzy pozycje. K.G. zmienił tę grę. Zmienił sposób postrzegania pozycji na boisku, wyznaczania ról adekwatnie do warunków fizycznych. Był geniuszem koszykówki. Teraz jest jej legendą. 


23:58, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (8) »
niedziela, 25 września 2016
Po tym, jak Kevin Garnett, ogłosił zakończenie kariery, NBA wrzuciła kilka filmików na swoim oficjalnym kanale na YT.
Nalej sobie do szklanki czegoś dobrego, rozsiądź się wygodnie w fotelu, wycisz telefon i zarezerwuj jakieś 45 minut. Warto.

TOP 50 zagrań w karierze.


       
       
       
       


The Kid. Tak to się zaczęło.


       
       
       
       


Garnett i Marbury czyli historia pewnej (tragicznej) miłości.


       
       
       
       


Tak blisko, tak daleko.


       
       
       
       


Boston.


       
       
       
       


Wszystko jest możliwe.


       
       
       
       


http://a.espncdn.com/photo/2008/0620/nba_g_garnett_580.jpg
23:07, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 września 2016
Kevin Garnett dogadał się z Wolves w sprawie wykupienia ostatniego roku w jego kontrakcie ($8 mln). W ciągu najbliższych godzin ma oficjalnie ogłosić zakończenie kariery. (K.G. zrobił to koło godziny 12.00 w nocy polskiego czasu na swoim oficjalnym profilu na Instagramie)

40-letni K.G. trafił do NBA z piątym numerem draftu 1995 roku, prosto po szkole średniej.
Po dwunastu sezonach w Minnesocie, na sześć, przeniósł się do Bostonu. W 2008 roku pomógł Celtom sięgnąć po mistrzowski tytuł.
Rok z kawałkiem spędził na Brooklynie by w 2015 roku wrócić do Leśnych Wilków.
Przed rozpoczęciem rozgrywek 2015-16 związał się z drużyną dwuletnim kontraktem, ale istniało duże ryzyko, że umowy nie wypełni.

Ciężko gra się z jednym schorowanym i jednym praktycznie niesprawnym kolanem, mając w na liczniku ponad 50 tys. minut na parkietach NBA. 

Garnett dał sobie dużo czasu w te wakacje na podjęcie decyzji co do przyszłości. Chciał sprawdzić jak jego ciało zniesie obciążenie treningowe, które zwykł był przez lata odbywać na plażach Malibu, gdy szykował się do kolejnych sezonów. Ostatecznie doszedł do wniosku, że 21 lat w NBA to będzie właśnie to.

Szkoda.
Mój drugi ulubiony zawodniki all-time.
Czas leci nieubłaganie. Kończy się pewna era w NBA. Tim Duncan, Kobe Bryant a teraz Kev.
Klasa Hall of Fame 2021 roku będzie historycznie potężna.

http://assets.rappler.com/612F469A6EA84F6BAE882D2B94A4B421/img/B334E43E6C1847ECA918D5A4445F51CD/kevin-garnett-home-epa-file-20150225_B334E43E6C1847ECA918D5A4445F51CD.jpg

#ThankYouKG

23:45, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 września 2016

Michał Górny zaprosił mnie do swojego "Podcastu Specjalnego." Wyszło nam ponad półtorej godziny rozmowy o całym spektrum tematów. O Szwecji, Finlandii, Ålandach. Moim życiu w tym ostatnim i sędziowaniu w dwóch pierwszych. O dzikich sarnach, które podjadają moje drzewko, o głowie Shane'a Battiera, o Hall Of Fame, o składaniu mebli z Ikei. Improwizujemy układając nasze TOP10 zawodników NBA. Bierzemy na warsztat również inne tematy. Zapraszam w imieniu swoim i Michała. 
Jak dotrwasz do końca, to jesteś zuch.  


       
       
       
       




08:32, ludwisarz , Video
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 września 2016
Giannis Antetokounmpo i Milwaukee Bucks porozumieli się w sprawie przedłużenia kontraktu Greka o kolejne cztery sezony. Wartość umowy to $100 mln. Według źródeł, nie ma w niej zapisu o wcześniejszym odstąpieniu.

Deal nie jest maksymalny, ale jest bliski tej wartości ($106 mln). Ruch ten można rozpatrywać w kategoriach negocjacyjnego sukcesu włodarzy Bucks. Zatrzymali 21-letniego gracza, potencjalną gwiazdę, na mocy czteroletniej umowy a to oznacza, że do wykorzystania mają cały czas tzw. desygnowany, pięcioletni kontrakt. Ten, być może, przyda im się gdy o przyszłości rozmawiać będą z Jabari Parkerem. Według nowej umowy zbiorowej, kluby NBA mają prawo podpisać tylko jeden pięcioletni, maksymalny kontrakt "desygnowany."

Co to takiego?
Jest to przedłużenie debiutanckiego kontraktu danego gracza o pięć lat. Każdy klub może podpisać tylko jednego zawodnika na mocy takiej umowy. Żeby zakontraktować innego za pomocą "Designated Player Contract", ten pierwszy musi wypełnić swoją umowę lub zostać wytransferowany do innego klubu.
Przy czym dana drużyna może dokonać transferu i pozyskać zawodnika, który wcześniej, z innym klubem, podpisał pięcioletni kontrakt desygnowany. Dwóch graczy z tego typu umowami (jeden podpisany, drugi pozyskany) to absolutny limit.

Antetokounmpo, w minionym sezonie, swoim trzecim w NBA, grał na poziomie 16.9 punktu, 7.7 zbiórki, 4.3 asysty, 1.4 bloku oraz 1.2 przechwytu. 

http://i.cdn.turner.com/nba/nba/dam/assets/150127165731-20150127-giannis-antetokounmpo.1200x672.jpg
22:37, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 września 2016
34-letni Tony Parker ma za sobą już 15 lat w NBA. Spurs, z nim w składzie, zdobyli w tym czasie cztery mistrzowskie tytuły (Parker był MVP Finałów 2007 roku przeciwko Cleveland Cavaliers LeBrona Jamesa). W każdym z tych sezonów ekipa z Teksasu wygrywała po 50+ meczów w sezonie zasadniczym i oczywiście w każdym z nich grała w play-offach. Równolegle, T.P. świętował sukcesy z reprezentacją Francji. Pięć medali Mistrzostw Europy a do tego wiele wyróżnień indywidualnych.
Parker wie, jak wynieść swoją grę na wyższy poziom, gdy jego drużyna tego potrzebuje, gdy ważą się losy kluczowych meczów czy całych serii play-offs.

W minioną środę pojęcie "wynieść grę na wyższy poziom" nabrało dla niego nowego znaczenia. Bardzo dosłownego znaczenia.

Koszykówka na przełęczy Jungfraujoch w szwajcarskich Alpach, na lodowcu Aletsch, na wysokości ponad 3400 m.n.p.m., przy zaledwie trzech stopniach Celsiusza powyżej zera. Jak to brzmi?

W pokazowym meczu stanęli naprzeciwko siebie koszykarze francuskiego klubu ASVEL Villerubanne (którego Parker jest prezydentem i właścicielem) oraz zawodnicy na co dzień występujący w szwajcarskiej lidze.

"Lubię nowe wyzwania więc kiedy Tissot, mój wieloletni partner, zaproponował mi zagranie meczu na szczycie Europy, uznałem to za świetną okazję do zrobienia czegoś wyjątkowego. Możliwość gry w tak ekstremalnych warunkach nie zdarza się zbyt często." - powiedział po meczu Tony Parker.

Był to rzecz jasna mecz promocyjny. Głównym sponsorem tego niecodziennego przedsięwzięcia była szwajcarska marka
Tissot produkująca wysokiej klasy zegarki. Okazją do zorganizowania imprezy była setna rocznica budowy tunelu kolejowego, którym porusza się kolej Jungfrau -  jedna z największych atrakcji Szwajcarii. Tissot i kolej Jungfrau od lat ściśle ze sobą współpracują. Okrągły jubileusz był pretekstem do odnowienia partnerskich umów. Region Jungfrau-Aletsch-Bleitschhorn, po którym jeździ kolej, jest od 2002 roku wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Przyrody UNESCO.
Co ciekawe, mecz koszykówki
na lodowcu Aletsch, był już dziesiątą edycją organizowanych cyklicznie imprez z udziałem gwiazd światowego sportu. Wcześniej, włodarze kolei Jungfrau gościli u siebie m.in. piłkę nożną, tenis, boks i krykiet.


17:32, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 września 2016
W miniony weekend do Hall of Fame dołączyły (między innymi) trzy wielkie osobowości NBA. Shaq O'Neal, Yao Ming, Allen Iveron. To jest jedna z prawdopodobnie tylko dwóch okazji, kiedy te trzy nazwiska można wymienić w jednym zdaniu. Ta druga? Każdy z nich, na swój sposób, pomógł NBA wejść w niedostępne wcześniej obszary i tam zostać. I niejako przy okazji zmienić tę grę na zawsze. To był ich jedyny wspólny mianownik, poza którym niewiele ich łączyło. Każdy z nich inny. Każdy z innego świata.
 
Shaq już po pierwszym sezonie gry w NBA stał się poważnym kandydatem do bycia legendą na swojej pozycji a co za tym idzie HOFem pewnego dnia. Dołączenie go do Galerii Sław było w jego przypadku tylko formalnością. Dominator, zgrywus, człowiek wielu zainteresowań, człowiek o wielu twarzach. Raper, policjant, gość z doktoratem. Biznesmen, gwiazda telewizji. Inteligentny, charyzmatyczny, nietuzinkowy. Ale przede wszystkim świetny koszykarz. Upływający czas nieco zaciera pamięć o jego grze. To prawda, że był niesamowicie silny (Kevin Garnett zapytany jak to jest kryć Shaq'a powiedział kiedyś - Idź do piwnicy, narusz fundamenty domu, podeprzyj plecami przewracającą się ścianę i tak stój. Tak to jest kryć Shaq'a) ale poza siłą, jak na takie gabaryty, Shaq świetnie się ruszał. Miał pełną kontrolę nad swoim ciałem. Tańczył. Nie tak, jak Olajuwon ale i tak świetnie. Był jak wstążka wprawiana w ruch przez tancerkę. Dwight Howard to taboret rzucany przez pijanego w barze. Niewielu było koszykarzy, których gra zmuszała ligę do zmian w przepisach. Shaq był w tym wąskim gronie. To głównie przez jego podkoszową dominację wprowadzono w NBA, nieznany do dziś w FIBA, przepis o błędzie trzech sekund w obronie (2001-2002). Twórcy przepisu zapewne nie zdawali sobie sprawy, że wydają (rozłożony w czasie) wyrok na podkoszowych ale zarazem wmurowują kamień węgielny pod nowy rozdział w dziejach koszykówki.


       
       
       
       


Z Iversonem był ten kłopot, że nie było pewne czy po zakończeniu kariery nie skończy na ulicy i czy w ogóle dożyje jakiejkolwiek ceremonii. I to naprawdę nie jest opowiadanie bajek. Gdyby nie dobrzy ludzie na różnych etapach jego życia, zapewne dziś mówilibyśmy o nim w czasie przeszłym lub w ogóle byśmy nie mówili. Do bólu naturalny, do bólu hip-hopowy. Workowate dresy, złote łańcuchy, litry atramentu pod skórą. To było on. W 100% on. Żadna tam chwilowa kreacja. Gdy liga wprowadziła dress code przez sezonem 2005-2006, Iverson był jednym z największych przeciwników tej zmiany. 
Zanim jednak przepił i przegrał w kasynach swoje miliony, zanim na zawsze zamknął sobie drogę powrotną do NBA, był taki okres kiedy był jedną z najjaśniejszych gwiazd w tej lidze.
W latach 1999-2008 nigdy nie zdobywał mniej niż 24.8 punktu na mecz. Aż pięć sezonów w tym czasie kończył ze średnią powyżej 30 punktów! Jedenaście razy wybierany był do All-Star, został MVP sezonu w 2001
roku (najniższym i najlżejszym w historii), był czterokrotnym królem strzelców, trzykrotnym najlepszym przechwytującym.
Jego średnia punktowa za całą karierę wynosi 26.7 na mecz. Wyższą ma tylko pięciu graczy - Michael Jordan, Wilt Chamberlain, LeBron James, Elgin  Baylor i Jerry West.
Tylko sześciu zawodników w historii ligi szybciej niż on osiągnęło próg 20000 punktów. A.I. zrobił to w swoim 713. meczu. Szybsi byli tylko Wilt Chamberlain (499), Michael Jordan (620), Oscar Robertson (671), Kareem Abdul-Jabbar (684), LeBron James (703) oraz Elgin Baylor (711).
To on jako pierwsza tak niestandardowa dwójka otworzył furtkę z napisem "zawodowy basket" dla ludzi o jakże standardowych warunkach fizycznych.


       
       
       
       


Yao jako koszykarski rzemieślnik, czysto sportowo trochę nie pasuje do tego grona ale rzecz jasna nie można mu odmówić przeogromnej roli w popularyzacji koszykówki, szczególnie w Azji. A to też jeden z kilku czynników, które pozwalają dostać się do Galerii Sław. Yao jako zawodnik, to dość naciągany kandydat bo, zjadany przez kontuzje stóp, zagrał w NBA tylko 8 lat. Tylko trzy razy osiągał pułap 20 punktów, tylko dwa razy notował double-double za całe rozgrywki. Ale już już jako charyzmatyczny ambasador koszykówki, jest pełnowartościowym HOFem. Gdyby nie jego postać, basket w Azji a w Chinach w szczególności nie byłby tu, gdzie teraz jest. A gdzie jest? Chiny to przeogromny potencjał ludzi. To fanatyczni, wręcz chorzy na punkcie koszykówki kibice. To dzięki temu przeniesieniu skupienia na daleki wschód, kilka chińskich firm zwerbowało wielu topowych koszykarzy i namówiło do reklamowania ich marki. To dzięki tej nowej fali Stephon Marbury stał się w Chinach półbogiem, któremu stawia się pomniki i otwiera tematyczne muzea poświęcone jego postaci. Dwyane Wade, Kobe Bryant, LeBron James i wielu innych graczy są dziś w Azji prawdziwymi ikonami popkultury, które już dawno wyszły poza ramy sportu. Być może ten proces był nieunikniony. Może. Ale dzięki Yao Mingowi przyspieszył o wiele lat. Gdyby nie on, basket nie byłby dziś tak globalny.


       
       
       
       


Trzy świetne przemówienia. Każde niepowtarzalne, każde inne, tak jak inni są Shaq, Yao i A.I. Co je łączy to to, że były wielkie i już zapisały się w historii ceremonii w Springfield.

https://i.ytimg.com/vi/Mmxt1CpIBz8/maxresdefault.jpg
11:36, ludwisarz , NBA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 września 2016

Basketball Without Borders, camp, który ma już piętnaście lat, pierwszy raz w swojej historii zawitał do Finlandii. Od 2001 roku campy organizowane przez NBA we współpracy z FIBA, gościły w 20 krajach, na sześciu kontynentach. Przewinęło się przez nie już ponad 2300 uczestników ze 120 krajów i terytoriów zależnych. 33 zawodników wybranych w drafcie do NBA na przestrzeni tych piętnastu lat, brało udział wcześniej w BWB. Kto wie, może któryś z uczestników fińskiego campu, zasili kiedyś NBA. Tego im życzę. Byłem tam od środy do piątku. To było bardzo ciekawe doświadczenie, które moimi oczami wyglądało tak...

Kilka tygodni przed samym campem, dostaliśmy maila od naszego (fińskiego) związku koszykówki z informacją o możliwości zgłoszenia swojej chęci uczestnictwa (jako sędzia). Wybrana szóstka została poinformowana mailowo a przy okazji poproszono nas o podanie rozmiaru obuwia oraz innych wymiarów ciała. Potem Hanno Möttölä, pierwszy i póki co jedyny Fin z doświadczeniem w NBA, w mailach, podzielił się z nami kilkoma uwagami odnośnie campu, jego idei oraz spraw czysto organizacyjnych.
Ja dodatkowo, w międzyczasie, aplikowałem też o akredytację dla mediów. 

W środę odbyliśmy "odprawę" z człowiekiem z NBA, który jasno nakreślił nam czego oczekują od nas jako sędziów. To była bardzo ciekawa odprawa, która bardzo mi się spodobała. "Pamiętajcie, że to zawodnicy na boisku, są najważniejsi. Trenerzy chcą ich uczyć a agenci z różnych klubów przyjechali tu oglądać młode koszykarskie talenty a nie sędziów." - powiedział. Nie groził nam, jego ton nie był pouczający. Przeciwnie. Był uśmiechnięty i bardzo miły, po prostu mówił jak jest, jak być powinno w meczach koszykówki. Zawsze.
  
Jeszcze przed odprawą dostaliśmy torby sportowe, w których znaleźliśmy buty, koszulki oraz zestaw skarpet. Później dorzucili nam jeszcze po jednej parze spodenek. Wszystko od Nike, wszystko z logo BWB, NBA i FIBA.
Powiedzieli, że od nas zależy czy chcemy sędziować w butach, które dostaliśmy. Mogliśmy pozostać przy własnych, pod warunkiem, że był to produkt Nike lub Jordana. Nike sponsoruje, Nike wymaga. To samo tyczyło się też graczy. Wyjątki robiono jedynie dla tych, którzy mieli butowy deal z inną marką.





Graliśmy dziennie po trzy 16-minutowe mecze na mieszanych zasadach. Głównie w oparciu o przepisy FIBA ale z elementami zasad NBA.
Po każdych czterech minutach trenerzy robili zmiany (zazwyczaj całe piątki). Akcje 2+1 dawały automatycznie 3 punkty, gdy rzut był celny. Gdy nie był celny, zawodnik stawał na linii tylko raz a rzut taki wart był 2 punkty. Chodziło o to, żeby w grze było jak najwięcej czystej gry.
W ostatnich dwóch minutach wszystko było normalnie.
Zawodnicy trenowali od poniedziałku. My zaczęliśmy w środę. Po pierwszym dniu "oficjalnych" meczów, odbył się draft. Zawodników podzielono na cztery drużyny - 76ers, Mavs, Hornets i Wolves. Ekipy grały ze sobą mecze, a my je sędziowaliśmy.
Pracę zaczynaliśmy o 12.30 lub 13.30. Jak w zegarku. Zawodnicy zaczynali kilka godzin wcześniej od treningów indywidualnych oraz taktyki gry.
Gracze obwodu trafili pod skrzydła Andre Millera, Jerryda Baylessa, Beno Udriha oraz paru trenerów młodego pokolenia bez przeszłości w lidze.
Podkoszowych pod swoją opiekę wzięli
Cole Aldrich, Spencer Hawes i Ronny Turiaf. Obu formacjom pomagał Vladimir Radmanovic.



Aldridge, Hawes i Bayless wykorzystywali czas poza meczami/treningami by ćwiczyć dla siebie. Wysocy razem pod koszem. Bayless z jednym z trainerów. To też było ciekawe doświadczenie móc popatrzeć z bardzo bliska jak do sezonu przygotowują się gracze NBA. Któregoś dnia po jednej stronie parkietu swoją sesję treningową miał Bayless a po drugiej ja "waliłem tróje."

Impreza skończyła się w sobotę ale my (sędziowie) musieliśmy pożegnać się już piątek. Cała nasza szóstka musiała być w ten weekend w Nokii, gdzie odbyła się przedsezonowa konferencja. Zostaliśmy pożegnani bardzo ciepło, bardzo miło, poczuliśmy się częścią BWB.

Nie wiem jak sprawy miały się w sobotę ale w piątek było dość intensywnie, momentami całkiem poważnie i oczywiście cały czas bardzo ciekawie.

"Tam był faul." - mówi do mnie
Cole Aldrich zza linii bocznej po jednej z podkoszowych akcji.
"Moim zdaniem all ball." - odpowiadam. 
"Dobra, zobaczymy to potem na video. Jak był faul, to stawiasz piwo. Deal?
"Oczywiście."

W innej drużynie miałem Baylessa "pracującego" cały czas przy linii bocznej. "Faul", "kroki", "ruchoma zasłona" i tak dalej. 
"
Jerryd, weź ty się uspokój." - mówię. "Nie dajesz mi pracować. Mam cię cały czas w uchu a podejrzewam, że wiesz, że tam się nic nie dzieje."
"No wiem. O to mi chodzi." - odpowiada zadowolony z siebie J.B.



Najciekawszą sytuację, a nawet dwie, miałem z trenerem Lionelem Hollinsem. Była końcówka meczu. Jego zawodnik penetrował pod kosz. Gracz obrony, w mojej ocenie wyskoczył pionowo w górę, co miał prawo zrobić. Nastąpił kontakt, nie za mocny, który ja zaklasyfikowałem jako no call. Hollins twierdził później, że był to faul. Ciekawa sytuacja. Moim zdaniem miałem rację ale nie zdziwiłbym się gdyby było inaczej.

W innym meczu, w samej końcówce, dałem Hollinsowi swój pierwszy w życiu time out przy "żywej piłce." Wiedziałem, że trenerzy mają podczas BWB takie prawo ale nie będąc przyzwyczajonym do tego typu interpretacji, skupiłem się na ostatnim posiadaniu w meczu a nie na tym co wokół. Nagle - "time out, time out." Odwracam się, patrzę, Hollins na parkiecie przy samym moim uchu. Ożywiony ale uśmiechnięty. Dostał czas. Wiedział, że my w FIBA nie dajemy czasów w takich sytuacjach. Dlatego nie miał żalu i śmiał się, że w końcu mu się udało. 
Przypomniał mi się Doc Rivers z Finałów 2010 z meczu nr 2. Google it. Nie musisz.

Bardzo pozytywne wrażenie zrobił na mnie Ronny Turiaf. Bardzo miły, kulturalny, zazwyczaj uśmiechnięty. Każdego dnia witał się ze wszystkimi w hali, pytał co słychać, jak się pracuje. Było wokół niego bardzo dużo pozytywnej energii.



"Ten łosoś dziwnie smakuje. Jadłeś?" - pyta na stołówce
Bayless Turiafa.
"Dziwnie dla ciebie bo może ty nigdy w USA nie jadłeś prawdziwego łososia. No gdzie jak gdzie ale chyba w Finlandii łosoś powinien smakować jak łosoś. Nie sądzisz?" - odpowiedział Turiaf.

Ja stałem koło nich i nakładałem na swój talerz coś z mięs. Nie mogę potwierdzić czy faktycznie tamten łosoś nie smakował jak prawilny łosoś. Nie jadam łososia a innych stworzeń wodnych unikam. To nie jest pochodna jakiegoś tam przekonania wyczytanego gdzieś. Po prostu nie jestem fanem "rybnego" smaku.
Wołowinka, owszem, tak.

Pisałem w poprzednim tekście o "chorych gierkach" trenerów. Ci z NBA robią to o poziom wyżej. Przy czym ich gierek nie nazwałbym chorymi. To jest fascynująca potyczka psychologiczno-intelektualna. Wszystko odbywa się z ogromnym szacunkiem, dlatego tak trudno jest w to grać.
Śmieją się a za chwilę są poważni. Są poważni a za chwilę się śmieją. Krzyczą faul, goaltending i co tam jeszcze chcesz by za chwilę powiedzieć spokojnie "I know, I know. You got that right." Fundują ci huśtawkę uczuć i nastrojów. Cel jest raczej oczywisty.

Dla mnie, osoby która miała już styczność z NBA, nie była to nowość ale każdy z kim rozmawiałem, kto widział NBA z bliska po raz pierwszy, podkreślał imponujący profesjonalizm pracowników ligi. Wszystko, podkreślam wszystko, co odbywało się w ramach BWB na obiektach Susi Training Center, znanych również jako Kisakallion Urheiluopisto, odbywało się według wcześniej nakreślonego planu.
Wśród 41 zaproszonych zawodników, było dwóch Polaków. Z jednym z nich, Dominikiem Wilczkiem ze Śląska Wrocław, miałem okazję któregoś dnia po kolacji dłużej pogadać. Kolejnego dnia sędziowałem mecz jego drużyny. Dominik był w nim Klay'em Thompsonem. Rzucał trójki jak szalony.

Tak to mniej więcej wyglądało z mojej strony.


       
       
       
       



Parę innych zdjęć:

Coach Hollins szykuje swoją ekipę do meczu.






8524 asysty w NBA i jedno zdjęcie ze mną. Andre Miller dał swoim podopiecznym wiele bezcennych uwag.

 

20:10, ludwisarz , NBA
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 311