Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
Blog > Komentarze do wpisu

Ćwierć wieku od śmierci Drazena Petrovica

Dziś mija dwudziesta piąta rocznica tragicznej śmierci Drazena Petrovica. Gdyby żył, 22 października tego roku, obchodziłby 54 urodziny. W swojej bogatej kolekcji koszykarskich osiągnięć miałby przynajmniej jeden mistrzowski pierścień, miejsce w Galerii Sław (co w 2002 roku stało się faktem) oraz status najlepszego Europejczyka w NBA. Nie mam co do tego wątpliwości. I nie zapominam o Dirku Nowitzkim i Tony'm Parkerze.

Pamiętam, nie tak, jakby to było wczoraj, raczej tak, jak przez mgłę, dość szczątkowo. Mój pierwszy trener zebrał nas wszystkich w trakcie zajęć. Sam usiadł na ławce a my na parkiecie naprzeciwko niego.
"Drazen Petrovic nie żyje. Miał wypadek na autostradzie w Niemczech." - powiedział. Wyglądał na załamanego. To był 7 czerwca 1993 roku, szkolna sala gimnastyczna, Margonin.

To były czasy, kiedy my, mali fani koszykówki oglądaliśmy już NBA w polskiej telewizji. Kojarzyliśmy największe gwiazdy, ale z tego co pamiętam, byliśmy równie mocno zapatrzeni w naszego trenera.
Gość dobrze zbudowany, ale bez przesady, tak zdrowo zbudowany. Trenował z nami koszykówkę ale plotka puszczona przez naszych starszych kolegów głosiła, że kiedyś, a może i równolegle, związany był z karate. Nie mieliśmy odwagi pytać.

Kiedy na rozgrzewkach, na treningach robiliśmy rzeczy, które wtedy wyglądały nam na dziwne i bardzo niekoszykarskie, patrzyliśmy na siebie porozumiewawczo, uśmiechaliśmy się delikatnie i w tych naszych małych rozumkach pojawiała się myśl "to coś z karate." Dopiero po latach, dotarło do mnie, że były to ćwiczenia jak najbardziej koszykarskie, że basket to w gruncie rzeczy złożony sport, który porusza nawet najmniejszy mięsień Twojego ciała. Mięsień, o którego istnieniu i nazwie dowiadujesz się dopiero gdy boli.

Nie przypomnę sobie co czułem tamtego dnia. Po latach, gdy już trochę więcej wiem o koszykówce, o jej historii, dociera do mnie, że był to bardzo smutny i tragiczny dzień dla tego sportu.

Są koszykarze bardzo utalentowani, są też koszykarze z idealną psychiką i charakterem do uprawiania tego sportu i do bycia gwiazdami, liderami. Są też tytani ciężkiej pracy. Petrovic łączył w sobie wszystkie te cechy tak, jak przed nim i po nim udawało się tylko nielicznym. To są te cechy, za które ich podziwiamy a oni sami dzięki ich łączeniu, potrafią przez całe dekady nie tracić motywacji do stawania się lepszymi, do wygrywania, do codziennego wylewania potu, mimo milionów na kontach. W słownikach tych graczy nie ma takich pojęć jak odpuszczanie, czy granie na pół gwizdka. Czy to trening o 8 rano w sobotę w połowie stycznia, czy mecz w jakimś Milwaukee w końcówce sezonu regularnego, czy letni trening na plaży, jeszcze przed wchodem słońca. Nieważne. Zawodnicy tego typu, wychodzą na trening, żeby wyzionąć ducha i kolejny raz pokonać samych siebie, a na parkiet, żeby co wieczór wygrać. Taki właśnie był Drazen Petrovic. Mogę bez żadnego nadużycia powiedzieć w jednym zdaniu Michael Jordan, Kobe Bryant, Kevin Garnett, Steph Curry, Kevin Durant, LeBron James, Drazen Petrovic, no i oczywiście inni.

Europejczyk w NBA, w końcówce lat 80', na początku lat 90', był egzotyką. Ci, którym udało się dostać do ligi, pokornie czekali na swoje miejsce, na swój czas. Gdy już zaczynali grać, czuli ogromny respekt, graniczący niebezpiecznie z czymś w rodzaju bojaźni, wobec swoich amerykańskich kolegów. Drazen był inny. Nie czuł, że jest komuś coś winien. Respekt do znanych i utytułowanych rywali, zostawiał w szatni. Trash talk z Reggie Millerem? Proszę bardzo! Pojedynek strzelecki z samym Michaelem Jordanem? Oczywiście! Uwielbialibyście Drazena. Jego charakter wyprzedzał swój czas o jakieś dwie dekady.  

Możemy popuścić wodzę fantazji i zastanowić się jaka przyszłość mogła wtedy rysować się przed niespełna 29-letnim koszykarzem, gdyby w pewnym miejscu w Bawarii, pewien kierowca, pewnej ciężarówki zachował więcej ostrożności a sam Drazen miał więcej szczęścia.

Ale możemy też bazować na "suchych faktach" i z dużą dozą pewności postawić tezę, że Petrovic najlepsze lata miał dopiero przed sobą.
W swoim ostatnim sezonie w NBA, zaledwie czwartym ogółem, zagrał na poziomie 22.3 punktu, 3.5 asysty, 2.7 zbiórki oraz 1.3 przechwytu. Trafiał z gry 51.8% swoich rzutów (44.9% zza łuku oraz 87% z linii rzutów wolnych). Został wybrany do All-NBA 3rd Team. W rozgrywkach międzynarodowych zdążył sięgnąć po: Mistrzostwo Świata (1990), Mistrzostwo Europy (1989), Wicemistrzostwo Olimpijskie (1988, 1992), brąz Mistrzostw Świata (1986), Igrzysk Olimpijskich (1984), Mistrzostw Europy (1987).  

Poniżej dwa filmy, które moim zdaniem trzeba obejrzeć:

Oraz słynny "Once Brothers" z serii 30 for 30 produkcji ESPN. W rolę narratora wydarzeń wcielił się sam Vlade Divac. Świetny dokument. Nie tylko dla fanów koszykówki.


Spójrz na to. Od prawej Drazen, dalej Mitch Richmond a po lewej mały Steph Curry na kolanach taty Della. Przyglądał się brzdąc tym nadgarstkom, wdychał to powietrze, chłonął jak gąbka.



czwartek, 07 czerwca 2018, ludwisarz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: