Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
Blog > Komentarze do wpisu

Migawka z historii: Michael Jordan wygrywa konkurs wsadów 1987

30 lat temu, 7 lutego 1987 roku, w sobotę, Michael Jordan wygrał swój pierwszy w karierze konkurs wsadów. W 1985 roku Dominique Wilkins w pięknym stylu, po niesamowitej walce pokonał M.J.'a, wówczas pierwszoroczniaka. Ze względu na złamanie lewej stopy, Jordan szansę na zwycięstwo dostał dopiero w 1987 roku, podczas Weekendu Gwiazd w Seattle. Niestety dla widowiska, ze względu na kontuzję, imprezę opuścił Wilkins. W kolejnym roku los połączył ich drugi i ostatni raz, ale jest to historia na osobny tekst.

Rozgrywki 1986-87 były indywidualnie bardzo udane dla Jordana. Po kontuzji stopy nie było śladu, zagrał we wszystkich 82 meczach. Jego średnie sięgnęły 37.1 punktu (najwyższa w karierze), 5.2 zbiórki, 4.6 asysty, 2.9 przechwytu oraz 1.5 bloku. Pierwszy raz w karierze został królem strzelców. Przy okazji pierwszym zawodnikiem od czasów Wilta Chamberlaine'a, który w jednym sezonie przekroczył próg 3000 punktów. Został też pierwszym w historii zawodnikiem, który w jednych rozgrywkach zaliczył ponad 200 przechwytów i 100 bloków. Aż 37 razy przekraczał próg 40 punktów.
Był to jego trzeci sezon w lidze, ale ta liga powoli zaczynała stawać się jego ligą.

Podczas samego konkursu, Jordan wykonał kilka wsadów, które zapisały się w historii NBA. Łącznie z tym finałowym, z linii rzutów osobistych.  


       
       
       
       




Ciekawostka: Dokładnie 23 lata temu, Jordan został oficjalnie baseballistą. Podpisał kontrakt z Chicago White Sox z Minor League Baseball


wtorek, 07 lutego 2017, ludwisarz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: stoiczkow, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/02/08 16:11:23
Karol - z innej beczki - czy uważasz, że P. Karnowski ma szanse na dostanie się do NBA w tym roku?
-
2017/02/11 14:20:07
Szanse ma, ale moim zdaniem małe. Poza dużym ciałem niczym nie imponuje. Nie jest atletyczny, już ma za sobą poważną operację pleców. Nie sądzę też, żeby jego sufit był gdzieś nie wiadomo gdzie. Być może już gra swój najlepszy basket.
W przeciwieństwie do Gortata nie jest tytanem ciężkiej pracy a to w NBA się ceni.