Koszykówka to więcej niż sport. NBA to więcej niż koszykówka.
Blog > Komentarze do wpisu

#Spain2014. Dzień Dziewiąty

Okazuje się, że nawet dzień w którym nie grają Amerykanie, może być dniem interesującym. To była niedziela pełna dobrego basketu i niespodziewanych zwrotów akcji.

O 16.00 swoją walkę o ćwierćfinał zaczęli Nowozelandczycy i Litwini. Na początku zanosiło się na to, że będzie to najnudniejszy mecz tego turnieju. Litwini wygrali pierwszą kwartę 23:9 a ja powoli zaczynałem myśleć, co o tym meczu napisać. Przyszło mi do głowy, że posłużę się cytatem z Kennetha Farieda - "Litwa wygrała bo zdobyła więcej punktów." A od siebie dodam, że nasi wschodni sąsiedzi po prostu grali lepiej w koszykówkę. Dużo lepiej.
Ale w kolejnych trzech kwartach wszystko się zmieniło. Tall Blacks odrabiali powoli straty i w końcu zaczęli grać swoje.
Tak, jest coś takiego jak "swoje" w ich wykonaniu - jest to całkiem sprawnie poukładany atak i dobrze reagująca obrona.
Litwini prowadzili 58:50 na rozpoczęcia ostatniej kwarty. Po niecałych trzech minutach gry było 59:58...dla Nowej Zelandii.

Zrobiło się nerwowo ale Litwini złapali drugi oddech.
Jonas Valanciunas zdobył 8 ze swoich 22 punktów w dalszej części gry i wyglądał jak prawdziwy lider tej grupy, do którego można się zwrócić właśnie w takich chwilach. Środkowy Raptors dołożył w całym meczu 13 zbiórek i 3 bloki. Litwa wygrała ostatecznie 76:71. Był to mecz walki, który stał na całkiem niezłym poziomie.
Dla pokonanych 26 punktów zdobył Corey Webster.
 


Jest taki długi i ostry nóż, którego używa się do ścinania z pala kawałków mięsa. Te kawałki są później głównym składnikiem kebabów. Spod takiego nożna właśnie uciekli Turcy w meczu z Australijczykami. Był to ich kolejny tego typu mecz na tym turnieju.

Po walce z Nową Zelandią na początek fazy grupowej, można było powiedzieć, że Omer Asik i koledzy mieli szczęście. Po meczu z Finlandią można było zakładać, że limit szczęścia został wyczerpany, jeśli chodzi o ten turniej. Błąd. Turcy zrobili to po raz kolejny na tych Mistrzostwach.

Na minutę (i dwie sekundy) przed końcem meczu Matthew Dellavedova wyprowadził Australię na pięciopunktowe prowadzenie (64:59). Wtedy wydawało się, że bezpieczne.

Później zdarzył się Emir Preldzić...

Najpierw, rzutem za trzy punkty, zmniejszył prowadzenie Australii do dwóch punktów. A potem, po błędzie 24 sekund rywali, znów rzutem za trzy punkty, wyprowadził Turków na prowadzenie (na 5 sekund przed końcem), którego ci już nie oddali.

To był mecz z niesamowitym zwrotem akcji. Po faulu niesportowym oraz technicznym przeciwko Turcji, po tym jak Australijczycy wypracowali sobie 12 punktów przewagi w III kwarcie, mowa ciała podopiecznych Ergina Atamana nie mogła napawać optymizmem kibiców tej drużyny. Spuszczone głowy, pretensje po nieudanych akcjach do siebie, do sędziów, do świata.
A jednak. Turcy wrócili i kolejny raz pokazali, że fetowania wygranej nad nimi nigdy nie można zaczynać przed końcowym gwizdkiem, bez względu na wynik. 
Preldzić i Guler zdobyli po 16 punktów dla Turcji.
Dla Australii 15 punktów uzbierał Aron Baynes. 






BONUS:

* Na konferencji prasowej jakiś dziennikarz zwrócił się do Jonasa Maciulisa, będąc przekonanym, iż jest to Jonas Valanciunas. Maciulis spokojnie odpowiedział - "Tu jestem tylko ja i trener. Valanciunas jest w szatni. Ja jestem Jonas Maciulis."
"Żartujesz" - powiedział dziennikarz.
"No wiesz. Fajnie byłoby być Valanciunasem i jak on grać w NBA." - powiedział uśmiechnięty Maciulis (gra w Realu Madryt).
Zakłopotany dziennikarz przeprosił ale za chwilę strzelił kolejną gafę.
"OK jeśli nie jesteś Vlanciunasem, to nie mam pytania do Ciebie tylko do trenera."
Trenerem Litwinów jest pan Kazlauskas... też Jonas.



* Preldzić nie zdaje sobie sprawy z tego, że pozbawił mnie szansy na wywiad 1x1 z Luc'iem Longley'em. Gdyby Australijczycy wygrali, to poniedziałek byłby dla nich dniem przerwy przed wtorkowym starciem z Litwą. Rozmawiałem z osobą odpowiedzialną za kontakt z mediami z ich ekipy. Luc miał się ze mną spotkać w hotelu. Wszystko się zmieniło, gdy okazało się, że był to ich pożegnalny mecz tego turnieju. Szkoda.

* Aron Baynes z San Antonio Spurs grał w tym turnieju dla Australii na poziomie 16.8 punktu (10), 7 zbiórek (16), 1 bloku i 1 asysty. Mam taką małą refleksję na temat Baynes'a ale podzielę się nią w oddzielnym tekście.

* W poprzednim wpisie wrzucałem zdjęcie piłki. Zapomniałem napisać o okolicznościach zrobienia tej fotki.
Kończył się trening Australii. Podszedłem do ławki gdzie leżała owa piłka a obok niej siedział Aron Baynes z kolanami obłożonymi lodem. Zapytałem go czy nie ma nic przeciwko temu, żebym zrobił zdjęcie. On tylko wzruszył bez słowa ramionami. Uznałem, że to oznacza zgodę.


* Jestem bardzo zaskoczony tym, ile wolnych miejsc jest w czasie meczów w Barcelonie. Rozumiem, że to miasto dostarcza wielu atrakcji ale to jest decydująca faza Mundialu...Ludzie.


poniedziałek, 08 września 2014, ludwisarz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: PK, *.189.43.70.atman.pl
2014/09/08 15:10:08
Mundial był już w tym roku w Brazylii. Wiem, że FIBA się stara (na siłę) z MS zrobić Worlc Cup, ale to nie przejdzie...co widzisz po ilości miejsc...
ale z ostatecznym werdyktem wstrzymaj się do czasu gdy zagra Hiszpania - wtedy mysz się tam nie wciśnie....